Szczepię, bo kocham? Co za bzdura!
Szczepię, bo kocham? Co za bzdura! Czyli jeśli nie szczepię, to nie kocham? A może kocham jeszcze bardziej? Mam nieodparte wrażenie, że temat szczepień mnie prześladuje. Ciągle ktoś wysyła mi mrożące krew w żyłach artykuły „ku przestrodze”. Co dziwne, po obu stronach. I dzieci szczepionych i tych, których rodzice postanowili nie szczepić.
Mam kilka znajomych osób, które nie szczepią. Nie poruszam z nimi tego tematu, bo wydaje mi się, że budzi w nich agresję. Te same osoby są zawzięte w bronieniu swoich teorii, a kiedy ich dzieci chorują, udają, że nic się nie dzieje. W dzisiejszym świecie gdzieś zachwiała się równowaga. Pojawiły się całe rzesze ludzi, którzy potrzebują powrotu do źródeł, którzy wręcz uważają, że wszystko, co nas otacza, szkodzi. To dlatego jest nagonka na poród siłami natury, karmienie dziecka piersią jak długo się da, żywienie tylko tym, co jest ekologiczne i oczywiście nieszczepienie, bo to sama chemia i metale ciężkie.
Ci sami antyszczepionkowcy piją kawę, wieczorem kieliszek wina, malują paznokcie lakierami hybrydowymi i mieszkają w dużym mieście, po którym poruszają się suvem. Tego, co dzieje się wokół nas nie jesteśmy w stanie całkowicie kontrolować. Na przykład smogu, nieprzychylnego oka pracodawców, którzy podejrzliwie traktują opiekę nad ponownie chorym dzieckiem, syfu w mięsie i wszystkich E w każdej rzeczy, którą wkładamy do ust. I chyba do końca nie chcemy wrócić do korzeni. Nie każdy z nas marzy o tym, żeby przenieść się do wspaniałych czasów, kiedy ludzie dożywali szczęśliwie do 28 roku życia, po czym schodzili na grypę, a kobiety masowo umierały w trakcie porodu.
Każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Każda. I każda z nas ma odmienne zdanie co to „najlepiej” oznacza. I świetnie. Dajmy sobie trochę powietrza, dajmy sobie trochę wsparcia, bo macierzyństwo i tak daje nam konkretnie w tyłek. Wcale nie musimy sobie dokładać. Tematy ciąży, porodu, karmienia, fotelików samochodowych, chustowania, szczepień, nocnika, smoczka czy nauki czytania zwyczajnie nas atakują, przygnębiają i zamiast pomagać – szkodzą! Jedna wie lepiej od drugiej, a wszystkie razem to profesorki od rodzicielstwa. Wiem, bo wiem i tyle. Moja racja jest najmojsza.
Otóż ja, matka sześcioletnich trojaczków wiem, że nic nie wiem. Urodziłam przez cesarkę, bo się inaczej nie dało. Karmiłam piersią dwa miesiące i uważam, że powinnam za to dostać Nobla, Oscara i wszystkie inne nagrody jakie tylko świat widział. A potem? No cóż, przyznam szczerze – poddałam się, bo fizycznie nie dawałam rady cały czas albo karmić, albo ściągać pokarmu, albo sterylizować. Musiałam kiedyś spać, jeść i od czasu do czasu się umyć. To wszystko przy opiece nad trójką niemowlaków. Nie żałuję, choć zewsząd wołają do mnie porady co robić, żeby nie odpuszczać. I ta ciągła nagonka, że jeśli nie karmię piersią, wyrządzam krzywdę. A ja uważałam, że krzywdę mogę wyrządzić mojemu dziecku większą, jeśli po prostu pewnego dnia nie wstanę z wycieńczenia. O depresji nie wspominając. Moja decyzja była świadoma. Moja, matki odpowiedzialnej za trójkę dzieci. Nie chustowałam, bo związanie chusty zajmowało mi za dużo czasu. Foteliki samochodowe miałam od momentu, kiedy tylko się dało, przodem do kierunku jazdy. Wyszłam z założenia, że sobie samej jestem w stanie bardziej za kółkiem zaufać niż komuś, kto jedzie za mną. A moje dzieci były spokojniejsze, kiedy mnie widziały, co też potęgowało bezpieczeństwo jazdy. Na te tyłem do kierunku jazdy nie było mnie też stać. Odpieluchowałam moje dzieci bardzo późno, możliwe, że dla postronnych byłam leniwa, a ja wiem, że dzieci nie były gotowe, a ja nie brałam udziału w wyścigu szczurów w którym ścigają się matki na osiągnięcia dzieci. Smoczka pozbyłam się szybko, dość brutalnie, bo zwyczajnie nie mogliśmy się wyspać. Kiedy dzieci usnęły, smoczek wypadał im z buzi i uruchamiał automatycznie syrenę. I tak 20 razy w ciągu nocy, razy 3.
Do niektórych rzeczy doszłam po konsultacji z lekarzem, inne pomogły mi zrozumieć inne mamy – koleżanki, autorki książek i poradników, blogerki. Moje doświadczenia mocno oparłam na obserwacji siebie i dzieci, i metodzie prób i błędów. Coś nie działało, nie wydawało mi się naturalne? Pozbywałam się tego i próbowałam czegoś innego.
Kiedyś napisałam, że szczepię, bo kocham. Szczepię, bo kocham? Co za bzdura! Kocham, więc robię wszystko, co w mojej mocy, żeby moje dziecko ochronić. Przed zimnem, głodem, złymi ludźmi, chorobami, niebezpieczeństwem, życiowymi błędami, rozczarowaniem. Szczepię, bo to rozsądne wyjście. Kogoś w tej swojej przygodzie musiałam posłuchać, więc zaufałam lekarzom. Nie daję się ponieść spiskowym teoriom, jakoby szczepienia to była zmowa koncernów, które czekają na biedną matkę, po to tylko, żeby jej kasę z kieszeni wyciągnąć. I ta zmowa jest kilkustronna, bo przecież w tym spisku biorą udział producenci jednorazowych pieluszek, producenci mleka w proszku i słoiczków. Ja tego nie kupuję. Wierzę w ułatwianie sobie życia.
Ufam lekarzom, bo wierzę w postęp medycyny. Żyję teraz, tutaj, otaczają mnie coraz to nowe osiągnięcia ludzkości, postępu nie da się powstrzymać. Dlaczego miałabym nie korzystać z nauki? Dlaczego miałabym udawać, że ja wiem lepiej? Dlaczego miałabym wierzyć komuś, kto opiera swoje tezy na odosobnionych przypadkach, można wręcz rzec, wyjątkach? Bo NOP nie jest czymś, co zdarza się każdemu dziecku. Mam wrażenie, że w tej całej dyskusji antyszczepionkowej, zagorzali przeciwnicy nie biorą pod uwagę racjonalnych argumentów lekarzy – szczepionka to ingerencja, efekty uboczne są możliwą i jak najbardziej naturalną koleją rzeczy. Za każdym razem, kiedy szczepiłam, lekarz informował mnie o korzyściach jak i o ryzyku. Nikt nie próbował mnie na nic naciągnąć ani oszukać.
Każdy z nas musiał kiedyś brać antybiotyki. Choćby się wzbraniać obiema rękami, są choroby, na które nic innego nie pomoże. Ani picie własnoręcznie zerwanego wraz z poranną rosą czystka, ani czosnek wokół szyi, ani nawet spluwanie przez lewe ramię trzy razy. Kiedy złamiesz nogę też korzystasz z medycyny, nie przywiązujesz sobie gałęzi do nogi i nie obkładasz obrzęku papką z babki wymieszanej z krwią nietoperza.
Wydaje mi się, że każdy przypadek NOP-u udaje się rozdmuchać, rozprzestrzenić, dorobić do niego swoją teorię, która ma za zadanie straszyć innych rodziców. Bardzo często fizjologiczne reakcje organizmu na szczepienie mylone są z NOP-em. Ale już rusza machina. Szczepionkom towarzyszy ogromny chaos informacyjny, fakty mieszają się z plotkami, emocje sięgają zenitu. Doskonale to rozumiem tylko z perspektywy rodzica, który tego doświadczył. Bo to ryzyko szczepień to ułamki procent, jednak moje, ukochane, jedyne dziecko dla mnie jest całym światem, więc reszta mało mnie obchodzi. I gdyby to mnie się przydarzyło, oczywistym jest, że będę przestrzegać innych rodziców. Ale tak właściwie przed czym, poza daleko idącą ostrożnością?
Bo dla mnie właśnie to jest podstawa macierzyństwa – założenie, że do wszystkiego, co dotyczy zdrowia mojego dziecka podchodzę ostrożnie. 5 razy się zastanowię, czym go nakarmić, w co ubrać i jak rozwijać, nie mówiąc już o kwestiach zdrowotnych. Bo w przypadku zdrowia zastanawiam się 100 razy. Analizuję, zasięgam porad, czytam, obserwuję. I dopiero wtedy podejmuję świadomą decyzję.
Masz wybór, możesz nie szczepić. Oczywiście, że masz wybór, ale czy trochę się nie boisz? Czy to nie jest trochę tak, że kiedy Twoje dziecko choruje, myślisz sobie jednak, że może to był błąd? Bo ja, kiedy moje dzieci chorowały, odchodziłam od zmysłów szukając sposobu, aby im ulżyć (i sobie też). Zrobiłabym wszystko, żeby zatrzymać chorobę. Wszystko. I zastanowiłabym się nad każdym lekiem, suplementem, domowym sposobem. Niestety, pomimo tego, że wiemy już, że do zdrowia należy podchodzić holistycznie, to, że odżywiasz swoje dziecko eko, karmiłaś piersią, rodziłaś naturalnie i nie szczepisz, wcale nie oznacza, że ono będzie żyło wiecznie. I że nie będzie chorować! Nasze dzieci mają takie same szanse i wiele z tego, co je czeka, warunkują geny, środowisko, ich własne wybory. I profilaktyka w dzieciństwie.
Co jeśli moje dziecko zachorowałoby na chorobę, której dało się uniknąć? Jasne, ryzyko zachorowań na niektóre choroby jest niewielkie, ale czułabym się tragicznie wiedząc, że na moje własne życzenie dziecko cierpi. I było tak, niestety. Nie zaszczepiłam dzieci na rotawirus, bo za późno wyszły ze szpitala, bo odradził mi nasz pediatra, bo odradził mi wojewódzki konsultant w sprawie szczepień. Jak strasznie żałowałam tej decyzji, kiedy przez tydzień moje dzieci miały 40 stopni gorączki, przelewały się przez ręce, a ja biegałam, jak oszalała, walcząc z odwodnieniem i ścierając to co się z nich każdym możliwym otworem wylewało. To był dramat i do teraz pluję sobie w brodę, że wtedy nie posłuchałam swojego instynktu. Na kolejne szczepienia szłam bez wątpliwości. Oczywiście, że moje dzieci prawdopodobnie i tak zachorowałyby na rota. Możliwe. Prawdopodobnie przeszlibyśmy go jednak wszyscy dużo łagodniej, gdyby były szczepione. Mieliśmy kilka kropek po kontakcie z nieszczepionym dziećmi znajomych, chorymi na ospę. Trzy dni obserwacji i zażegnaliśmy niebezpieczeństwo choroby, kropki zniknęły. Nieszczepieni znajomi chorowali ponad miesiąc. Jak pomyślę o trójce chorych dzieci w domu, mam drgawki. W tym samym bowiem czasie prasę i media obiegały co chwilę szokujące doniesienia zgonów dzieci po „ospa party”. To ryzyko nie jest na moje nerwy.
Bardzo chciałabym usłyszeć głos mamy, która słyszy, że jej nieszczepionemu dziecku w niektórych krajach można odmówić leczenia, wstępu do placówki oświatowej, czy benefitów. Czy uważa, że to spisek całego świata przeciwko jedynej, antyszczepionkowej racji, czy raczej, gdzieś tam, ma ogromne wątpliwości?
Choć szczepienia czasami nie zatrzymują choroby, powodują jej łagodny przebieg. Kiedyś na przykład zapalenie płuc było poważną chorobą, którą zwykle trzeba było odchorować w szpitalu. Dzięki szczepieniom na pneumokoki, moje dzieci przeszły zapalenie płuc bardzo łagodnie. To są fakty, nad którymi pracują sztaby specjalistów, lekarzy i naukowców z całego świata, a nie tylko kilku marketingowych specjalistów zajmujących się rozkręcaniem „gównoburzy”, hejtu i małego zaufania społecznego.
Przyglądam się z rozbawieniem takim obrazkom:

I kilku innym śmiesznym memom, czy słabych lotów żartom, że przecież nie zdążysz nabawić się autyzmu, bo wcześniej umrzesz na polio. Jak i tych, które mówią, że zwątpienie i strach, podobnie jak choroby, roznoszą się i zarażają tych, którzy nie są na nie odporni. Coś w tym jest…
Gdyby nie Internet, nie byłoby miejsca na te wszystkie spiskowe teorie, na rozsyłanie jednego zdjęcia, którego źródło jest anonimowe, z historyjką, która mrozi krew w żyłach, a zaczyna się mniej więcej od krzyczącej zajawki, że szczepionki zabijają Twoje dziecko. Niestety nikt już wnikliwie nie weryfikuje danego przypadku. Czy dziecko było właściwie przygotowane? Czy nie chorowało w bliskim odstępie czasu? Jaka jest jego sytuacja zdrowotna? Obciążenia genetyczne?
Czy szczepienia są w 100% bezpieczne? Nie! Oczywiście, że nie. Bo dzieci z NOP-em nie da się zignorować. To są poważne problemy zdrowotne, ludzkie dramaty. I po raz kolejny zadawane sobie pytanie – czy można było tego uniknąć nie szczepiąc?
Ja po prostu wybieram mniejsze zło wierząc, że nie znajdę się w tym pechowym ułamku procenta, a moje dzieci ochronię przed potencjalnym ryzykiem chorób, które jest dużo wyższe niż ryzyko wystąpienia NOP-u. W przypadku wszystkich obecnie stosowanych szczepionek ryzyko wystąpienia poważnego NOP jest wielokrotnie mniejsze niż ryzyko i konsekwencje wynikające z zachorowania na chorobę zakaźną, przed którą chroni szczepienie. Dlatego ja szczepię. Dla swojego zdrowia psychicznego, ze względu na dbałość o zdrowie moich dzieci. Wybieram nie tylko szczepienia obowiązkowe, ale i dodatkowe. Ja musiałam za nie płacić, ale od stycznia szczepienie na pneumokoki jest zalecane i refundowane. Sama wybierałam szczepionkę skojarzoną (poliwalentną, w przypadku pneumokoków 13-waletną), ale można wybrać bezpłatną szczepionkę monowalentną (10-walentną). Różnią się zakresem ochrony: 13-waletna w stosunku do 10-walentnej chroni przed 3 dodatkowymi serotypami pneumokoków, które dość często występują u polskich dzieci. Szczepionka 10-waletna jest gorsza, ale tańsza i właśnie z powodu różnicy w cenie została zakupiona przez Ministerstwo Zdrowia.
Rozumiem rodziców, którzy nie szczepią, bo wystąpił NOP, bo dziecko jest z grupy ryzyka, bo mają szereg naukowo podpartych argumentów dotyczących swojego dziecka. Nie rozumiem rodziców, którzy nie szczepią, bo tak, bo taka jest moda, bo fajnie jest się wyróżniać. I jeśli nie szczepisz, szanuję Twój wybór, bo wiem, że chcesz dla swojego dziecka najlepiej, rób to jednak z głową, poczytaj, zastanów się, poproś o poradę. To nie jest miejsce na ślepe podążanie za modą. To może być niebezpieczne. Nie tylko dla Twojego ukochanego skarbu, ale i dla mojego! I miej odwagę się przyznać do błędu, do prawdy. Twoje nieszczepione dziecko zachoruje na poważną chorobę, której potencjalnie dałoby się uniknąć? Nie ukrywaj tego.
Czy lekarze szczepią swoje dzieci? Czy są zdruzgotani popularnością ruchu antyszczepionkowego, czy są załamani widząc choroby, o których się tylko uczyli, ale nie widzieli nigdy ich przypadku, a teraz one wracają? Czy załamują ręce żałując naszych dzieci? Tak! Ze względu na ograniczone zaufanie swoje pomiędzy gabinetami rozmaitych specjalistów wydreptałam. Pytanie o szczepienie jest teraz jednym z pierwszych pytań wywiadu pacjenta. Niezależnie od lekarza, zadawano mi je w szpitalu, w państwowej przychodni, w prywatnym gabinecie lekarskim i przy zapisywaniu dzieci do szkoły, w Polsce i w Australii.
Każda matka chce dla dziecka najlepiej. Ja też. Dlatego szczepię. Nie dlatego, że kocham, bo rodzice dzieci, którzy nie szczepią, też je kochają. Szanujmy się nawzajem.
Zdjęcie: pixabay.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!


Mam bardzo podobne zdanie. Trochę mnie irytuje jak ktoś mi na siłę próbuje swoje racje wciskać. Mam takie znajome, a jak Ja im próbuję swoje przedstawić (nie wciskać przedstawić), to OJEJ…co ze mnie za matka :/ Szczepię z rozsądkiem, czasami to denerwuje lekarza, ale to moje dziecko i nie pozwolę go zaszczepić, jeśli nie jestem w 100% pewna że jest bezpiecznie w tym momencie. W każdym razie, wszystkim dzieciom, WSZYSTKIM, życzę dużo zdrowia 🙂
Antyszczepionkowcy są bardzo agresywni niestety. Nawet w komentarzach to widać.
Słuszne słowa ??Podpisuje się pod tym rękoma i nogami ?Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję i pozdrawiam!
Mam to samo zdanie. Po to się medycyna rozwija, żeby pomagać i ułatwiać. Nie wierzę, że jakiś profesor spędził całe życie w laboratorium po to tylko, żeby ktoś mu kiedyś udowodnił, że pracował żeby zaszkodzić dziecku zamiast pomóc. A teorie spiskowe towarzyszą już chyba każdemu wydarzeniu. Niedługo tramwaj się spóźni to powstanie fanpage na fb „stop kosmitom produkujacym fale magnetyczne powodujące opóźnienia” I wiecie co? I będzie 10 tys. polubien w dwa dni.
Hahaha. Świetnie to napisałeś i dokładnie tak jest!!
Popieram, nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy słysze w swojej obecności lub do mnie skierowane jak mama jest dumna że nie szczepi bo w internecie czytała… Owszem sama miałam dużo obaw, czytałam o każdej z tych chorób i w końcu zdecydowaliśmy że ryzyko wystąpienia powikłań jest znacznie mniejsza niż złapanie danej choroby i konsekwencji idących za nią. Każdy z nas był szczepiony i jeszcze żyjemy więc chyba nie jest aż taka dopracowana ta zmowa 😀 Uważam że na tyle współczesna medycyna się rozwinęła że wolę zaufać lekarzom niż jakiejś tam „mądrej” mamuśce co to siedzi pół dnia w necie i swoją wiedzę czerpie z memów
W przypadku szczepionek wybieramy mniejsze zło. I tyle.
Witam. Ja przestałam szczepić swoje córki (bliźniaczki) po ukończeniu przez nich 5 miesiąca życia, gdzie ewidentnie po każdym szczepieniu miały problemy skórne (okropne AZS). Miedzy jednym a drugiem szczepieniem (około 1,5 miesiąca) trwało leczenie skóry, po czym po podaniu szczepienia problemy zaczynały się od początku. Żaden lekarz pediatra, do których się udawałam nie potwierdził, iż ma to związek ze szczepieniami, a sugerowali że dzieci są alergikami, że musiałam coś zjeść (karmiłam piersią) itp. Moja intuicja i obserwacje sugerowały mi, iż ma to związek ze szczepieniem. Przestałam szczepić, AZS ustąpił…Czy dobrze robię nieszczepiąć? Uważam, że jest to moja decyzja i jestem świadoma konsekwencji, jaką ze sobą ona niesie. Wiem, że dzieci mogą złapać jakąś chorobę zakaźną, z drugiej strony wiem że szczepiąc miały by przewlekłe AZS. Co groźniejsze? Trudno mi powiedzieć…Jestem zdania, iż każdy powinien podejmować świadomą decyzję odnośnie szczepienia po zapoznaniu się z bilansem zysków i strat dla danego dziecka. I tak jak piszesz w obu przypadkach należy być świadomym konsekwencji związanych z wyborami. Apel o wzajemny szacunek jest jak najbardziej wskazany, bo tak jak podkreśliłaś każda mama chce jak najlepiej dla swojego dziecka…Pozdrawiam serdecznie!
proszę jeszcze raz skonsultować swoją decyzję z lekarzami, groźniejsze są choroby przeciw którym szczepimy, niż AZS
Córki mają obecnie 8 lat, choroby na które szczepimy są groźne dla malutkich dzieci (np. krztusiec, pneumokoki). Rozważam zaszczepienie na różyczkę w wieku nastoletnim. Aby złapać tężec potrzebne są bakterie beztlenowe, w przypadku głębokiego zakażenia podaję się na ip toksynę antytężcową…Naprawdę zgłębiłam temat i większym dla nas ryzykiem jest AZS niż choroba zakaźna. Poza tym córki mają super odporność, dotychczas nie miały podawanych żadnych antybiotyków, ospę miały raptem 5 krostek…Tak jak wspominałam decyzja jest wyważona podjęta pod kątem konkretnego dziecka.
Rozwazalabym szczepienie na rozyczke. U mnie przy pierwszej ciazy okazalo sie, ze nie mam przeciwcial I koniecznie po karmieniu piersia ma sie zaszczepic. Ja glupia oczywiscie to zrobilam, a po kilkunastu dniach telefon od lekarki, ze szczepionka sie nie przyjela I, ze nadal nie mam przeciwcial i moge w kazdej chwili zachorowac i, ze to bardzo dziwne. Rzadko kiedy po otrzymaniu szczepionki mamy odpornosc na cale zycie. Ba z reguly trzeba byloby zaszczepic sie co trzy / cztery lata ( tyczy sie to rowniez doroslych ).
Chwała Ci za zgłębienie tematu. Na pewno to nigdy nie jest łatwa decyzja i trzeba znać jej konsekwencje. Pozdrawiam.
Dokładnie takich rodziców jak Ty rozumiem – każdy przypadek jest inny i trzeba brać ogólne zdrowie pod uwagę a nie ślepe podążanie za spiskowymi teoriami.
Czytajac caly artykul jak i komentarze dopiero teraz zgodzilabym sie ze ze zdaniem ,,szanuje ich wybor i rozumiem” bo caly czas mialam wrazenie ze pomimo wszystko jednak atakowani sa ci ktorzy jednak nie szczepia. To prawda ze kazdy przypadek jest inny tak samo jak kazdy czlowiek jednemu moze szczepionka zaszkodzic i to mowie z pelna odpowiedzialnoscia a innemu zas pomoc i z tym absolutnie sie zgadzam. Wiem doskonale o czym mowie i wiele bym dala by cofnac czas . Tez uwazalam jak zwolennicy ze to idiotyzm ze nie szczepi sie dzieci i ze tym naraza sie je swiadomie na choroby. Tak wlasnie uwazalam ale teraz nie moge darowac sobie ze nawet przez chwile sie nie zawahalam malo tego szczepionke po ktorej moj syn zachorowal sama oplacilam gdyz nie byla obowiazkowa. Tak wlasnie ..moj syn po platnej szczepionce ktora wykupilam bo obawialam sie grypy zachorował na ciezka i nieuleczalna chorobe . Minelo 11 lat a ja nadal czekam kiedy wroci moj synek ktory wolal mama ,tata ,baba , dada … który reagowal na ludzi smial sie do nich i przytulal ..bo od 11lat od szczepienia nie wypowiedzialani slowa nie tuli nawet mnie i jest z nim ograniczony kontakt. Nigdy sobie nie wybacze ze wtedy nie wchodzilam na zadne forum ze nie dalam sobie szansy by ktos sprawil zebym chociaz przez chwile sie zawahala i byc moze zmienila zdanie. Nie mniej jednak mimo tego iz potwierdziło sie to ze u mojego synka wlasnie po szczepieniu wystapily tzw. Skutki uboczne o ile tak mozna to wszystko nazwac przez co przechodzimy to nie znienawidzilam szczepionek i tych ktorzy szczepia dlatego wlasnie ze szanuje ich decyzje. Ja sama nie szczepilam od tamtego czasu syna i myslalam ze nigdy juz na to sie nie zgodze poniewaz na sama mysl paraluzuje mnie strach ale ostatnio podjelam bardzo trudna decyzje i mysle ze najrozsadniejsza decyzje bo kocham moje dziecko. Dlatego tez postanowilam go tym razem zaszczepic oczywicie skonsultowalam sie ze specjalista . Syn przez swoja chorobe ma ataki bardzo silne przy ktorych dosc czesto wystepuja powazne rany na ciele jak i zadrapania a wlasnie teraz ma byc szczepiony na tezec wiec uwazam ze innej decyzji nie moglabym podjac biorac pod uwage jego dobro. Pani doktor potwierdzila z cala odpowiedzialnoscia ze owe szczepienie w zaden sposob powaznie nie zagraza synkowi . Oczywiscie mam obawy jednak ze musze wybrac mniejsze zlo bo odpowiadam za niego i to jest najwazniejsze. Natomiast jezeli chodzi o szczepienia stanowczo jestem przeciwna i wiem ze teraz jedno przeczy drugiemu ale szanuje kazda decyzje i osobe ktora musi ja podjac bo nie mam pewnosci czy za nia nie kryje sie czyjas tragedia. Prosze nie wysmiewac i nie krytykowac takich ludzi bo nie wiedza panstwo przez co przeszli i jaka jest ich historia. I ciesze sie naprawde ze nie musieli panstwo czegos rownie tragicznego doswiadczyc . Zycze duzo zdrowia i madrych decyzji. Pozdrawiam serdecznie.
Zgadzam się i podpisuję obiema rękami, obawiam się jednak, że dopiero powrót chorób zakaźnych przekona antyszczepionkowych rodziców, ale wtedy będzie już za późno. Natomiast przekłuwanie uszu bardzo małym dzieciom naraża je na zwiększenie ryzyka zakażeń, które może się skończyć pobytem w szpitalu, warto na to zwrócić uwagę i poczekać z tym aż dziecko będzie starsze.
Tak na marginesie 10-walentna szczepionka dalej będzie poliwalentna (http://vaccine-safety-training.org/types-of-vaccine.html) 😉
Szczepionka to postęp, leki to postęp. To rozwój nauki i medycyny, która ma służyć nam. Choć natura i powrót do korzeni czasami ma sens, są tacy, którym rzeczywiście pomaga, do profilaktyki jest idealna, ale człowiek po to ma mózg aby niedoskonałości natury poprawić by zapobieganie i leczenie chorób było SKUTECZNE. „Nie każdy z nas marzy o tym, żeby
przenieść się do wspaniałych czasów, kiedy ludzie dożywali szczęśliwie
do 28 roku życia, po czym schodzili na grypę, a kobiety masowo umierały w
trakcie porodu.” – dobre słowa. Okazuje się, że to nie dzięki naturze a chemii i interwencji lekarzy i naukowców jesteśmy zdrowsi, szczęśliwsi i żyjemy dłużej. W przeszłości nie było leków chemicznych, nie było szczepionek. Wtedy były tylko naturalne metody…
Jeśli komuś pomaga sama natura i uniknie szczepień to nie ma problemu. Ale ja swoje dziecko szczepię i na obowiązkowe i dodatkowe.Bo liczy się jego zdrowie i bezpieczeństwo. Wole je oddać w dobre ręce wykształconych lekarzy i naukowców a nie speców od kreowania nowych trendów.
Dokładnie tak. Ja jestem za naturą w przypadku prewencji, a nie leczenia.
cyt”I jeśli nie szczepisz, szanuję Twój wybór,” Właśnie o to chodzi, że to nie jest wybór jednostki. Żyjemy w społeczeństwie i skutki ewentualnej epidemii odczujemy wszyscy a najbardziej ludzie chorzy, z obniżoną odpornością i noworodki, które nie zostały jeszcze zaszczepione, a dla których zwykła choroba zakaźna może być śmiertelna. Nie szczepiąc bierze się odpowiedzialność za wszystkie ewentualne skutki, jakie to wywoła! Dlatego nie zgadzam się z opinią, że nieszczepienie może być wyborem, (oczywiście nie mówię o sytuacjach, w których zaszczepienie dziecka wiąże się z realnym ryzykiem). Popieram też pomysł, alby rekrutacja do wszystkich państwowych przedszkoli i i szkół wymagała posiadania aktualnych kart szczepień.
Ja też.
wreszcie mądry komentarz! popieram!
czyli jesteś zwolennikiem faszyzmu medycznego i standardów rodem z 3 Rzeszy. Dlaczego?
„Od czasów procesów norymberskich obowiązuje zasada świadomej zgody w medycynie. Hitlerowscy lekarze, którzy prowadzili zbrodnicze eksperymenty w obozach koncentracyjnych, nie pytając więźniów o zgodę – byli sądzeni właśnie za to. To było wydarzenie, od którego zaczęto mówić o początku nowoczesnej etyki medycznej. W 1947 r. przyjęto kodeks norymberski, który wprowadził zasadę, że nie wolno prowadzić żadnych badań i eksperymentów medycznych na człowieku bez jego zgody. Wtedy też pojawiła się w etyce lekarskiej zasada autonomii moralnej pacjenta. To świadomy siebie, swojej sytuacji i swoich perspektyw pacjent decyduje ostatecznie, czy i jak chce być leczony. Ale do czego to doprowadziło? Idei powołania i moralnych powinności lekarza została przeciwstawiona idea praw pacjenta. Stał się on równoprawnym partnerem lekarza w dyskusji o celu i sposobie leczenia. I to pacjent, a nie lekarz ma ostateczne słowo w tej dyskusji. Prawo do autonomii uzyskało równie mocny, niekiedy może nawet mocniejszy, status niż obowiązki lekarza. „(Źródło: Gazeta Prawna, 30.09.2017 r.)
Wszelkie niedobrowolne i wymuszone leczenie jest naruszeniem:
– Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ,
– Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej – art. 3 – prawo człowieka do poszanowania integralności fizycznej i psychicznej oraz swobodnej i świadomej zgody;
– Konwencji ONZ o Prawach Dziecka,
– Konwencji Rady Europejskiej o Ochronie Praw Człowieka i Godności Istoty Ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny: Konwencja o prawach człowieka i biomedycynie – art. 5 stanowi, iż każdej interwencji w dziedzinie służby zdrowia dokonać można jedynie po udzieleniu przez osobę zainteresowaną swobodnej i świadomej zgody na taką interwencję;
– Europejskiej Karty Praw Pacjenta,
– Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ,
– Kodeksu Norymberskiego (zbioru zasad etyki dot. eksperymentalnych badań medycznych na ludziach ustalonych w wyniku szeregu procesów norymberskich po zakończeniu II wojny światowej).
To bardzo kontrowersyjny temat, podobnie jak karmienie piersia/ porod/ chemioterapia. Obecna medycyna to nie leczenie – tu licza sie pieniadze.
Nikt nie zarobi pieniedzy na witaminach, ktorych nie mozna opatentowac, na marichuanie , ktora leczy ciezkie przypadki padaczek,a jest nielegalna I zabroniona.
Pracowalam w szpitalu, napatrzylam sie na ludzi z nowotworami. 95 % z nich poddala sie chemii, nie pytajac czy sa inne sposoby na wyleczenie lub jakie sa szanse przezycia po jej zastosowaniu. Pacjentow napromieniowuje sie na tomografach, niszczy ich Dna i odpornosc, ktora jest tak istotna w walce z kazda choroba.Prawda jest taka, ze u wiekszosci z nich przez dwa lata doszlo do przerzutow, a malo ktory z nich dozyje do lat 5. Co z tego, ze chemia zmiejszyla 1, 5 cm guza do 0, 8 cm jak juz powstaly dwa nowe w innym miejscu.Taka jest prawda, ale ludzie slepo podazaja za ta nowoczesnoscia, za ta swietnie rozwinieta medycyna, znawcami lekarzami, wielkimi specjalistami itp. Tu nikt nie leczy moi drodzy. Otworzcie oczy. To jest biznes. Tu sie wytnie, tu usunie, a choroba nawraca i rozwija sie jeszcze szybciej. Choroba to biznes. Szczepionki takze.Ludzie nie lubia gdy ktos wybija sie z tlumu, gdy uwaza inaczej. Kazdy ma swoj rozum. Nie krytykuje osob, ktore szczepia, ale absolutnie nie podwazam decyzji osob, ktore tego nie robia. „W czasach powszechnego falszu mowienie prawdy jest aktem rewolucyjnym” George Orwell
W leczeniu raka nie wymyślono nic lepszego póki co, a poszukiwania trwają, akurat siedzę w temacie- oczywiście zawsze trafi się „lekarz biznesmen”, który zapomniał co to etyka zawodu, ale trzeba brać poprawkę na to, że to też tylko człowiek, podobnie jak księża. Natomiast zgodzę się, że suplementy diety to żyła złota, bo a)obiecują cuda b)żadna instytucja nie bada składu, jedynie sanepid ewentualne zanieczyszczenie mikrobiologiczne c)można reklamować d)nie ma wyśrubowanych wymogów produkcyjnych. Chętnych na tabletki cud są tabuny, wywalą każde pieniądze. Podobnie jest z homeopatią, już niektóre kraje się wycofują ze sprzedaży tych cwanych specyfików.
Co do szczepionek, nie dość, że przyczyniły się do wyeliminowania albo znacznej eradykacji groźnych chorób, to udowodnione działania niepożądane są tak naprawdę minimalne w skali świata (i w porównaniu do niektórych leków, m.in. właśnie przeciwnowotworowych) i koszt dla pacjenta niewielki. Szczepionki śmiało można nazwać owocem geniuszu ludzkości.
Poczatek leczenia nowotworow za pomoca substancji chemicznych datuje sie na XX wiek (dane encyklopedia). Poczatki badan nad chemioterapia ok 1950 roku. Czy mam rozumiec, ze od prawie 70 lat nie „wynaleziono” niczego lepszego??? Ze nadal trwaja badania? cos ciezko im to idzie…Nikomu nie zalezy na leczeniu , podkreslam WYLECZENIU pacjenta.
To jest biznes. Zyjemy w czasach kapitalizmu, pieniedzy, wladzy.
Zaden lekarz nie poleci szalwi na plukanie gardla tylko tabletki strepils, a najlepiej juz antybiotyk, ktory mozna wykupic na kazdej ulicy , bo aptek tyle co spozywczych sklepow.Zyjemy w swiecie klamstw I korupcji.
Kazdy poki co ma jeszcze wolna wole I prawo wyboru I na szczescie moze decydowac o sobie.
Czy to chodzi o szczepionki , czy leczenie sie chemioterapia (jesli jest sie chorym).
To wszystko jest spisek! Tak. To, że lekarze, ich dzieci, bliscy, też chorują i umierają to nic. Dla kasy się wszystko przykryje, prawda? Kiedy byłam w ciąży skutecznie humor popsuło mi bolące gardło. Płukałam ziółkami, solą i innymi naturalnymi metodami. Bujałam się tydzień z bolącym gardłem. Kiedy nie jestem w ciąży ten temat załatwiam w jeden dzień. Jestem za medycyną. Bo to też tabletki antykoncepcyjne, leki przeciwbólowe i operacje. Nie plastyczne, a ratujące życie. Ale dobrze, że mamy prawo wyboru, szkoda tylko, że nie możesz cofnąć się do Średniowiecza. Na pewno wtedy nie było korupcji i kłamstw, a wszystkie choroby leczyło się pokrzywą. Jak bardzo skutecznie to już wiemy.
Pracowałaś w szpitalu?
Więc pewnie wiesz, co to jest stopień zaawansowania nowotworu i jakie są rokowania w przypadku danego zaawansowania i danej chemii?
Więc pewnie rozmawiałaś z ludźmi, którzy mają do wyboru albo umrzeć w ciągu paru miesięcy, albo poddać się leczeniu i mieć przedłużone życie o 2 lata?
Więc też pewnie nie raz widziałaś ludzi, którzy żyją kilkadziesiąt lat po wyleczeniu nowotworu?
Więc z pewnością też wiesz, co to jest odporność zbiorowiskowa?
I nadal opowiadasz bajki?
To pisałam ja, siostra osoby wyleczonej z nowotworu 22 lata temu. Siostrzenica osoby, wyleczonej z nowotworu 31 lat temu. Przyjaciółka osoby, która zmarła w grudniu 2016 z powodu nowotworu z przerzutami, a która miała nowotwór stwierdzony w takim stadium, że gdyby nie ta zła chemia, poszłaby do piachu w ciągu maksymalnie miesiąca. Zła, podła chemia przedłużyła jej życie o prawie dwa lata.
Wiesz co, dobrze że w tym szpitalu już nie pracujesz.
Och jak ja się z tym zgadzam. Dziękuję za ten komentarz.
Proponuję, żeby raka też leczyć czystkiem. Piszesz strasznie nietrzymające się niczego rzeczy. Oczywiście, że chemia wybija wszystko, niszczy odporność, ale i niszczy też raka i dla osób, które mają do wyboru kilka lat życia, albo śmierć, raczej jest koniecznością. Pewnie, że są inne metody, ale zwykle niestety mniej skuteczne. Tu się wytnie, tu usunie, jak można w ogóle tak napisać? Tak, jakby lekarze wycinali i usuwali po prostu wszystko bez myślenia. A pacjenci na ślepo sobą dawali sterować. Bo ktoś komuś gdzieś kasę pod stołem daje. Czy znasz jakiegoś lekarza? Popytaj ile kasy dostaje od koncernów. I wtedy pogadamy.
Zgadzam sie w stu procentach zToba!!! Do tego czuje sie jakbym czytala autobiografie,odnosnie smoczka,karmienia piersia 2 miesiace i rezygnacji z powodu wycienczenia.Do tego rotawirus u calej trojki z powodu braku szczepionki czego tez bardzo zalowalam. I decyzja o szczepieniu na ospe z tych samych powodu i delikatna postac ospy u jednego. Czy wszystkie mamy trojaczkow tak maja?Ja napewno 🙂 Pozdrawiam serdecznie
Możliwe, że tak właśnie jest!! Pozdrawiam.
Mówisz, że masz prawo wyboru i Twój wybór jest dla Ciebie najlepszy. Jednocześnie dajesz do zrozumienia, że każdy inny wybór jest mniej trafny. Bo powikłania poszczepienne to ułamek procenta. Niestety się mylisz. To tysiące, a w skali światowej miliony tragedii. Może wierzysz w to, że rtęć i aluminium da zdrowie Twojemu dziecku. Masz do tego prawo. Ale takie samo prawo mają rodzice, którzy wiedzą, że są to neurotoksyny. Piszesz, że wszyscy mają prawo wyboru. Jeśli ktoś chce być wiarygodny, nie może w argumentacji używać kłamstw. Rodzice nie mają wyboru, a naciski skierowane są na zastraszanie, próby pozbawienia dostępu do edukacji, praw rodzicielskich, na kary grzywny. Tylko, że te wszystkie działania nie mają oparcia w ustawach. Są interpretacją prawa. Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje. Czy to działanie oparte na nauce, czy jednak grup lobbingu? Mówisz o ochronie dzieci chorych… I znowu kompletny brak znajomości tematu. Chore dzieci także są zmuszanie do szczepień. Najwyższy stopień „ochrony” dla nich w tym kraju, to szczepienie w obecności anestezjologa, ze sprzętem do reanimacji w pogotowiu. Gdy już nastąpi NOP, nikogo to nie interesuje. A wiesz skąd to wiem? Dokladnie poznałam temat…
Ja nie wiem co jest bezpieczniejsze: szczepić czy nie. Historia mówi, że szczepienia wyeliminowały wiele chorób. Historia pokaże, która opcja jest lepsza. Można szczepić, można nie szczepić. Każdy niech robi to, co uważa za słuszne.
Nie wiem, czy można „dokładnie poznać temat”. Teraz każdy chce mieć wybór, stąd każda mama broni jak może swojego stanowiska.
Historia pokaże kolejnym pokoleniom konsekwencje szczepień/nieszczepień. Nie wiem jakie. Może takie, że nie warto szczepić. Może takie, że warto. Myślę, że to nie my będziemy świadkami. Może nasze wnuki. Dotychczas historia pokazała, że warto. Teraz kult jednostki jest ważniejszy niż kiedyś i może za kilka wieków historia zmieni swoje stanowisko.
Na naszym i naszych rodziców przykładzie chyba widać, że konsekwencje szczepień są takie jak miały być. Wiele chorób nie istnieje.
Po pijaku głupszego elaboratu bym nie popełniła.
Pamela, dziękuje. Z ust mi to wyjęłaś 😀
Ja nie szczepie i moje dzieci nie miały „lżejszego” zapalenia płuc, bo wcale nie miały zapalenia płuc ?
Nie szczepie bo mam prawo wyboru, nie szczepie bo w kraju w którym mieszkam, szczepienie jest zabiegiem medycznym, przerywającym powloki skórne, wymagające zgody pacjenta. Mieszkam w państwie w którym, pomimo dobrowolności wyboru, rodzice szczepią swoje dzieci bez przymusu, są NOPy i istnieje fundusz odszkodowawczy.
To państwo, w którym lekarze kierują moje niepełnosprawne dziecko na wszystkie badania, łącznie z tomografia komputerowa ( czas oczekiwania na kasę chorych 23 dni) badania genetyczne ( 6 msc) i wszystkie inne ergoterpie, biofeedback itd itp
Moje dziecko niepełnosprawne po szczepieniu w Polsce, leczone jest W Niemczech, moje państwo wypieło się na nas, na niepełnosprawność mojego syna. Nie mów że to promil, twoje dziecko może być następne. Nie życzę nikomu tych godzin, dni, tygodni przy szpitalnym łóżku, na urlopie bezpłatnym ( przecież dziecko ma na oddziale opiekę, matka nie dostaje L4, jak ma widzimisie i chce siedzieć przy chorym dziecku, to na własny koszt)
Niech każdy decyduje za siebie. Chcesz szczepić siebie i swoich bliskich? Szczep! Ale nie decyduj o mnie, nie oceniaj.
Moje dzieci miały zapalenie płuc. I to wcale nie miało związku ze smogiem, epidemią w Krakowie, czy ich skłonnością do chorób odziedziczoną razem ze skrajnym wcześniactwem. Nie. To było następstwo szczepienia, które złośliwe koncerny w zmowie z lekarzami i farmaceutami całego świata tak zaprojektowały, żeby moje dzieci chorowały. Przecież wiadomo – choroba to leki, sanatoria, suplementy, wizyty u lekarzy, może nawet pobyt w szpitalu, opieka, a co za nią idzie i mniejsze wynagrodzenie dla rodzica. No same plusy! Ech.
Jaki sarkazm. Ech
Posłużyłam się Twoją retoryką.
Tak to bardzo fajne naśmiewać się z rodziców niepełnosprawnych dzieci.
Może dowiesz się dlaczego mimo dużej liczby powikłań po szczepionce przeciwko hpv – chciano wprowadzić w Polsce przymusowe szczepienia.
To daje trochę do myślenia. Ostatnie szczepionki pneumokoki- w przetargu nie uwzględniono kosztu powikłań po szczepieniach. Kierowano się głównie ceną – a nie jakością.
Osoby zatwierdzające kalendarz szczepień – otrzymywały kasę od koncernów za różne projekty…i to nie małą kaske.
Na TVP – był kiedyś program „szeptem” – który został usuniety z serwerów TV- bo dzwonili rodzice i żalili się że po Nopi-e wszycsy sie na nich wypięli.
…………….nie masz nic mądrego do powiedzenia.
Auć – ten spisek koncernów, te paskudne chemioterapie, te GMO, te powymyślane choroby…. Taak – żyję dzięki GMO i koncernom farmaceutycznym. Wcale nie dlatego, że dla nich pracuję – po prostu jestem cukrzykiem i GMO jest sposobem na produkowanie analogów insuliny, która utrzymuje mnie od 5 lat przy życiu. I nie – żadna dieta, cud-tabletki, czystki, cytrynki i cynamon mi nie pomogą. To dzięki postępowi w medycynie dociągnęłam trzydziestki, zmierzam ku czterdziestce (powoli ale zawsze) i mam zamiar sobie żyć dalej, bo jeszcze wcale nie tak dawno (zdaje się mniej niż 100 lat temu), już od kilku lat bym bardzo skutecznie nie żyła.
Moja Mama żyje dzięki chemii – dwa lata temu przeszła chorobę nowotworową, a po chemioterapii rak poszedł w diabły i nie wraca (i oby w tych diabłach został przez najbliższy milion lat).
Nie wymyśliłam sobie cukrzycy, Mama nie wymyśliła nowotworu – obie żyjemy dzięki tym paskudnym koncernom farmaceutycznym i trochę na przekór decyzjom refundacyjnym naszych „rządzących”.
Brawo dla Ciebie za ten komentarz. Amen. Życzę zdrowia i Tobie i mamie.
Szkoda, że rząd wykupił jedynie szczepionkę 10-walentną tylko po to, by oszczędzić. Nie każdego będzie stać na tę droższą wersję, a ucierpią na tym wyłącznie dzieci! Ja zaszczepiłam swoje dziecko 13-walentną, ale wiem, że pomimo wielu chęci, nie każdy rodzic może sobie na to pozwolić.
Szkoda niestety, ale lepsza ta niż żadna.
Brawo! Bardzo cenię sobie takich rodziców jak Ty! Trzeba mieć na względzie dobro dziecka i każdorazowo konsultować się z lekarzem, który podpowie, co jest dla niego najlepsze. Szczepienia przeciw pneumokokom są potrzebne. Dobrze, że rząd wykupił chodziaż tę tańszą wersję, choć ja uważam, że 13-walentna jest najlepsza. Nastały nowe trendy, które przestrzegają nas przed przemysłem farmakologicznym. Gdy ja byłam mała, nie było o tym mowy – żyję oraz mam się dobrze. I tego samego, i jeszcze lepszego, chcę dla swojego dziecka.
Dokładnie tego samego chcę ja. I boję się trochę naszych czasów.
Mam wrażenie, że post pisany był sercem, duszą i rozumem. Ucieszył mnie ten fragment: „… I profilaktyka w dzieciństwie.” Dla mnie profilaktyka, szczególnie w dzieciństwie, to dość obszerne pojęcie. I też uważam, że jest bardzo ważna. To miłe wiedzieć, że mamy podobne priorytety. Dziękuję za głos w burzliwej dyskusji o szczepionkach.
Szczepienia są przecudne i bezpieczne. Szczególnie te w pierwszej dobie są konieczne , bo jak nie to będzie epidemia.
Oczywiście inne kraje ( zachód) nie szczepią w pierwszej dobie i jakoś dziwnie nie ma tam epidemii.
Obejrzyj sobie w sejmie- konsultacje społeczne do spraw bezpieczeństwa szczepień(Arogancja i bezczelność urzędników).
W Polsce nie ma wyboru czy szczepić czy nie. Moje dziecko nie było jeszcze zdiagnozowane a wszyscy wciskali mu szczepienia. Na logikę to w pierwszej kolejności nalezy wykonać diagnozę – potem ok – ale szczepienia z indywidualnym kalendarzem. Lekarze alergolog, neurolg – nie znają sie na obecnych szczepionkach – mało wiedzą a są odpowiedzialni za odroczenia. Myślę że nie wiesz o czym piszesz i ja też nie miałam pojęcia zanim nie pojawił się NOP – którego oczywiście nikt nie zgłosił.
Szczepiłam swoje dzieci ale szczepionka jak każdy wyrób medyczny ma swoje działania niepożądane. Występują rzadko ale się zdarzają.
Super artykuł! wow! Gratulacje!
Jako szczęśliwa mama Bartka również stanęłam przed podobnym dylematem. Opowiedziałam się za szczepieniem i nie żałuje! Szczególnie polecam tą 13-walentną, to najlepsza decyzja w moim życiu. Bartek choruje zdecydowanie rzadziej od swoich rówieśników.
Szczepienia są ważne! Nie można o nich zapominać pozostawiać wszystko na „jakoś to będzie”. Zastanawia mnie skąd to podejście u niektórych mam! Ja swoją córkę szczepie i nie oszczędzam na zdrowiu dziecka.
Właśnie wracam od lekarza i czytam na temat szczepionek przeciwko pneumokokom! Masakra! Znowu rząd zaoszczędził na naszym zdrowiu 🙁 Z tego co czytam to tylko 13 walentna się opłaca.
wyniki badań wskazujące na zanieczyszczenie szczepionek różnymi metalami ciężkimi (to tak dodatkowo, oprócz toksycznych oficjalnych konserwantów i adiuwantów jak rtęć, aluminium itd.): http://info.cmsri.org/the-driven-researcher-blog/dirty-vaccines-new-study-reveals-prevalence-of-contaminants