Rzeczy, których nie znoszę jako rodzic.

Z każdej strony bombardują mnie informacje, że powinnam uwielbiać wszystkie aspekty bycia mamą. I jeśli tego nie robię, to na pewno coś ze mną jest nie tak, pewnie wyrodna jakaś jestem, albo zbyt wygodna. Przyznaję otwarcie, że jest kilka rzeczy, których nie znoszę jako rodzic. Nie będę za nimi tęsknić, chętnie bym się ich na stałe pozbyła i wykorzystuję każdą okazję, aby omijać je szerokim łukiem.

Place zabaw.

Przyznaję szczerze, że z rzeczy, których nie znoszę jako rodzic, place zabaw najbardziej mnie irytują. Place zabaw nie są na moje nerwy. Zakładam, że moje dzieci w wieku 5 lat sobie poradzą, więc zwykle siadam nieopodal i po prostu obserwuję. To nie znaczy, że wyciągam telefon i olewam to, co się dzieje. Nadal aktywnie zajmuję się dziećmi, ale nie chcę być ani helikopterem, ani nie czuję potrzeby na wykorzystywanie tego czasu, aby komukolwiek cokolwiek pokazać, czy udowodnić. Dzieci potrzebują swobody, więc chociaż w miejscu przeznaczonym do zabawy nie chcę ich strofować i kontrolować na każdym kroku. Tak jak i ja chcę czasami pobyć bez nich, na placu zabaw daję im odrobinę wytchnienia od siebie. Kiedy im na to pozwolę, stają się samodzielne i kreatywne. Wyścigi do tytułów matka stulecia, przedszkolak dekady, strasznie mnie męczą.

Przyznaję, że udawałam już obcokrajowca, żeby uniknąć niektórych gadek, porównań i wykładów.

Podróże.

Mam wrażenie, że za każdym razem, kiedy wsiadam do samochodu, moim dzieciom uaktywnia się w głowie złośliwy koleś, który cały czas naciska przyciski Złość! Krzyk! Agresja! Nuda! (Coś jak ten czerwony z filmu „W głowie się nie mieści”). Poproś o wodę, napij się wody, upuść butelkę, marudź o butelkę, kiedy się w końcu zatrzymam, żeby podnieść tą cholerną butelkę (która oczywiście jest w takim miejscu, że muszę wysiąść z samochodu, żeby ją odnaleźć), powiedz, że już nie chce Ci się pić, włącz tryb umierania z głodu. Wołaj siku w momencie, kiedy tylko wyjedziemy z naszej ulicy. Przypomnij sobie, że nie masz misia, TEGO misia, sto kilometrów od domu. Kłóć się z rodzeństwem o miejsce. Wyrwij komuś kępkę włosów. Wyrzuć but przez okno. Oblej się. Odepnij pasy. Spytaj o każdy znak na drodze.

I tak 700 kilometrów nad morze.

Ratuje mnie tylko meliska.

Urodziny w kulkach.

Dziesięciu kilkulatków, w bardzo różnym wieku i na innym etapie rozwoju, od nadmiaru słodyczy biegający po ścianach.

Krzyk.

Cukier.

Hałas.

Jeszcze więcej cukru.

Pisk.

Tort.

Dużo plastiku.

Płacz.

I grupka zagubionych dorosłych, którzy próbują zamienić ze sobą słowo, co wygląda mniej więcej tak: No i co tam NIE RUSZAJ TEGO! u Was słychać?

Potrzebuję tabletki od bólu głowy i mocniejszego trunku dla ukojenia nerwów, jak wracam po tych imprezkach do domu.

Rutyna.

Dzieci ją kochają, a nam, rodzicom, ułatwia życie. Ale doprowadza mnie wręcz do szału bat, który sobie często sami na siebie ukręciliśmy. Przed kolacją obowiązkowo bawimy się w chowanego, po kolacji na deser musi być owoc, po owocach musi być kąpiel, po kąpieli musi być masaż z kremikiem, po masażu musi być czytana bajka, po czytanej musi być opowiadana, a na koniec zrobię Ci mamusiu pokaz gimnastyczny. Lecą minuty, a kilkulatek nie przepuści absolutnie żadnego punktu programu. I nie ma zlituj, choć oko rodzicowi leci, a tu jeszcze pranie z rana czeka na powieszenie.

CYTAMY!

Przedstawienia.

Oczywiście, że lubię oglądać moje dzieci, ale jest to też dla mnie odrobinę niekomfortowe. Przede wszystkim dlatego, że niektórzy do sali, która pomieści 30 osób, przyprowadzają swoją całą rodzinę. Babcie, dziadków, ciotkę Halinkę i wujka Stefana, urodzonego w zeszłym tygodniu noworodka, sąsiadkę i kuzyna, który ma statyw, kamerę i pięć obiektywów. Po drugie, mam zawsze wrażenie, że dzieci są wtedy jak te małpki w zoo. Wcale nie wszystkie są na tyle śmiałe, żeby występować przed tłumem nieznajomych, niektóre nie łapią ani choreografii, ani nie potrafią zapamiętać wierszyka. Nie oszukujmy się – nie każdy z nas ma naturę Krzysia Ibisza. Po trzecie, o ile niektóre przedstawienia są urocze i dowcipne, są i takie, które przypominają akademie rodem z późnego Gierka. Wierszyki o rodzicach, które spokojnie klimatem podchodzą pod pogrzeb, ubrania koniecznie z wielkimi kokardami i koszmarnymi białymi bluzkami, sztywne ustawienia.

Męczę się co najmniej porównywalnie do niektórych dzieciaków.

Bajki.

Nie da się chyba przeżyć bez bajek, przynajmniej ja przyznaję, że są takie momenty, że się nimi posiłkuję, żeby w spokoju wypić kawę i wziąć prysznic. Ale czy wszystkie muszą być takie debilne? Nie kumam fenomenu głupkowatych Angry Birds,  plastikowej Barbie, strasznego Hello Kitty, debilnych Minionków, denerwującej Dory, złośliwych My Little Pony, (niecenzuralny epitet) Teletubisiów. I tego, że jak dzieci się na coś zajawią, to bohater ulubionej bajki musi być na majtkach, na koszulce, na kredkach, na piłce, na wiaderku, na płatkach śniadaniowych i na pościeli! A Ty rodzicu dodawaj swoją cegiełkę do niewyobrażalnej fortuny producentów tych gadżetów. Przyznaję, kiedy się da, oszukuję, zasłaniam telewizor przerzucając Netflix. Skasowali wszystkie epizody Angry Birds i Barbie! O nie! Przykro mi dzieciaki. Może Peppa?

Mówi się, że trzeba doceniać każdą chwilę z dziećmi, bo szybko rosną i zatęsknimy. Jestem jednak pewna, że za kulkami i placami zabaw nigdy nie zatęsknię. Tylko dzisiaj, podobnie jak w inne dni, zaliczyłam 4 z tych 6 rozrywek. Bycie rodzicem jest jednak wspaniałe! Nikt nie ostrzegał, ale przecież będzie, będzie zabawa, będzie się działo!!

No, to tyle u mnie. Liczę na to, że dopiszecie do listy rzeczy, których nie znoszę jako rodzic coś, o czym zapomniałam.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

6 komentarzy

  1. 1. Wchodząc do sklepu, od razu po przekroczeniu progu słyszę”: Jestem straaaasznie głodny! „. Jakby tydzień nie jadł!
    2. Poza sklepem również przynajmniej raz dziennie: Jestem straaaasznie głodny, umieram wręcz z głodu.. Ja rzucam propozycje, a na twarzy dziecka widzę minę pt. fuuuj, bo w głowie ma myśl – interesują mnie wyłącznie naleśniki lub slodycze :/

  2. Fajnie napisane. Jedyne z czym się nie zgodzę to bajki. Ja jako rodzic decyduje co mój 3,5 letni syn ogląda. I nie obchodzi mnie, ze cos jest modne. Kucyki pony są tak głupie, ze aż szkoda gadać. O angry birds juz nie wspomnę.

  3. Ja tez sie nie zgodzę, co do bajek – wybieram, te które chciałabym, aby poznały. Wlasnie te, które wymieniłaś uważam,ze są głupie i strasznie trudno w tych nowoczesnych bajkach coś wartościowego znaleźć. Do Twojej listy dodałabym stragany / stoiska (w rożnych miejscowościach turystycznych) z zabawkami, gadżetami, pluszakami i cała masa „pamiątek”. Gdzie dzieci podchodzą i sie zachwycają szczekającym sztucznym psem, lub pływająca żaba w misce lub zwierzątkiem „przyklejonym”do piłeczki i turlajacym sie, o którym oczywiście marzyły, bardzo by chciały, itepe. Takim stoiskiem mowię zdecydowanie nie!

  4. O matko! Myslalam ze tylko ja nie znosze placow zabaw! Glownie dzieki innym rodzicom. A co do niewtracania sie do zabawy dzieci…dobrze ze nie mieszkasz w Azji…tutejsi rodzice nie opuszczaja swoich dzieci nawet jak odwiedzamy ich z nasza corka w celu zabawy z ich corka 🙂

  5. 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

    Uśmiałem się przy tym tekście 🙂 Dzięki Dagmara 🙂

    Też nie zatęsknię za Hello Kitty i Teletubisiami. Peppa też mnie wnerwiała 😀 Ale są gorsze. Takie gdzie mimo chęci i skupionej uwagi nie mogę zrozumieć co się tam dzieje i po co.

    Nie znoszę ilości porad, informacji doradzających. Zewsząd. Jak dziś powiem do mego dziecka to i sio to do końca życia będzie miało traumę i głęboki uraz a jak nie kupię tego lub owego to będzie do tyłu z edukacją a jak a jak….. Blablabla.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *