Nie każda doba ma 24 godziny.
Jako dziecko nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak niektóre rzeczy się po prostu dzieją. Były wakacje, wizyty u lekarza, remonty, kwiaty w wazonie, zawsze ciepły obiad, wielkie rodzinne spędy. Po prostu się działy. Dziś wiem, że stali za tym dorośli, a konkretnie mówiąc – rodzice. To oni bezszelestnie, w tak zwanym międzyczasie, ogarniali żyćko. Ja przychodziłam na gotowe i jeszcze narzekałam, że muszę śmieci wynieść, co zajmowało dokładnie 20 metrów spaceru. A jak mi się nie chciało! Pamiętacie to zmęczenie?
Ja wiem, że głupio jest narzekać, sama tego chciałam, co mają powiedzieć mityczni inni, którzy zawsze mają gorzej i którzy na moim miejscu umieraliby na zmianę ze szczęścia i nudów. No ale na moim miejscu ten zarówno psychiczny jak i fizyczny ładunek posiadania rodziny jest nie do zniesienia! Są dni, że wydaje mi się ponad moje siły i dosłownie nie wiem, jak robią to ludzie, którzy nie mają jak ja męża, dobrych zarobków, uprzywilejowanej sytuacji, zdrowych dzieci? Nie wiem jak to się dzieje, że mniej więcej wszyscy jakoś ogarniamy i jeszcze znajdujemy, choć rzadko, czas dla siebie. Jak to się dzieje, że nie rwiemy włosów z głowy?
Czy to nie jest niesprawiedliwe, że lodówka zapełniona po brzegi w czwartek, w poniedziałek świeci już pustkami? Dlaczego odkąd masz dzieci, weekend to jest nieustające tango pomiędzy zastanawianiem się co ugotujesz, gotowaniem, jedzeniem, zmywaniem po jedzeniu przerywane wkładaniem i wyciąganiem ciuchów z pralki tuż po tym jak znowu poodkurzasz? Dlaczego kiedy już zrobisz badania, to nie jest dożywotni certyfikat albo przynajmniej 10 lat ważności? Czemu w domu wszystko się psuje? I czy teściowa musi mieć każdego roku imieniny?
No więc ogarniamy, jedni lepiej, inni gorzej. Ja notorycznie odwracam wzrok. Tylko po to, żeby nie widzieć, że auto trzeba znowu umyć, przydałoby się pomalować sufit, zmienić lodówkę, przesadzić kwiatki i znamię na nodze zbadać. Koniecznie również odwiedzić babcię, ogarnąć odgruzowanie piwnicy i posprzątać w półkach, zainwestować, zapobiec, zaopiekować, przewidzieć, zapisać, zrobić, przerobić, zaśpiewać i tupnąć.
Wkurzające jest to, że kiedy ludzie latają w kosmos, piszą fenomenalne książki, nakręcają cudowne filmy, pomagają sprawić, aby świat był lepszym miejscem, ja podskakuję. No bo przecież ciągle podskakuję do sklepu, na pocztę, do lekarza, fryzjera i na wywiadówkę. Te niby nic – zajmują nam, matkom, wieczność!
Moje dzieci były 10 dni na obozie. I choć już duże, choć ja od 14 lat zaprawiona w bojach i z planem na podbój każdej przeciwności losu, choroby, czy zmiany planów, po raz kolejny zauważyłam, jak bardzo może rozciągnąć się doba, kiedy nie musisz nikogo oprócz siebie karmić, w domu nikt nie brudzi, ciuchy do prania zbierasz przez kilka dni, choć normalnie pierzesz kilka razy na dzień, nie dorabiasz na etacie kierowcy, pielęgniarki, animatorki, nauczycielki. I takie mam spostrzeżenie: nie dla każdego doba ma 24 godziny! Bo jeśli to podskakiwanie bywa, że zajmuje mi lepszą połowę dnia, to nie mam już 24 godzin na podbój świata. I jak widzę bezdzietne trenerki nazywające kobiety leniwymi, bo nie ćwiczą, dwudziestoletnie amatorki gotowania pokazujące w minutę, jak w minutę trwania rolki łatwo wyczarować zdrowy posiłek, który montowały przez 3 dni, zawodowe ogarniaczki, które wpadają na chatę z kilkuosobową ekipą, a potem próbujące Ci wmówić, że jak kupisz kurs za milion pięćset sto dziewięćset to też sobie tak pięknie w mgnieniu oka i bez żadnego wysiłku posprzątasz, TO MNIE TRAFIA SZLAG. Nie dlatego, że im się to udaje osiągnąć, tylko dlatego, że mnie to gdzieś podświadomie kłuje, bo ja akurat w ten dzień nic nie zrobiłam! A przecież doskonale wiem, że to nic to było właśnie to nieszczęsne podskakiwanie. No ale tego się nie da monetyzować, nie da się tym pochwalić, bo co powiesz? Moja rodzina przeżyła kolejny dzień dzięki mnie? Dasz sobie z to medal?
Gram kartami, które dostaję od losu. Nie poddaję się i nie narzekam. Ale ten czas bez dzieci pokazał mi, że nie każda doba ma 24 godziny. Bo bywa i tak, szczególnie kiedy Twoje dzieci są małe, że doba się niesamowicie kurczy i kiedy w końcu, bez sił, opadasz na poduszkę, okazuje się, że nie zrobiłaś w sumie nic, czym mogłabyś się pochwalić, nie dokonałaś nic przełomowego, choć cały dzień podskakiwałaś. Podcierałaś, karmiłaś, ścierałaś, gotowałaś, zaopatrywałaś, ojojałaś. Robiłaś milion rzeczy, które wypełniły Twój dzień po brzegi. I jeśli przy tym próbowałaś pracować zarobkowo, ciągnęłaś dwa etaty: ten zawodowy i ten domowy, to moja droga, poklep się po plecach. To kiedyś minie, znowu kiedyś będziesz miała te 24 godziny. A dziś nie porównuj się do nikogo, bo nie każda doba ma 24 godziny.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!
Zdjęcie Markus Spiske

Dzięki za ten tekst. Trafia w samo sedno. Najbardziej wkurza mnie tekst koleżanki, która ma 15 letniego syna : no jak to nie dasz rady dziś wyskoczyć na kawę ? Mam też trójkę, ale każde na trochę innym etapie: jedno w klasie maturalnej z którym trzeba pojechać na dni otwarte do różnych uczelni i które bardzo potrzebuje wsparcia w czasie egzaminów; drugie zaczęło przygodę ze szkołą średnią i ciągle trzeba je wozić na zawody sportowe; i trzecie, które ciągle potrzebuje przytulania przed spaniem. Kocham je mocno i dla każdego staram się być 100% mama. Na czytanie maili z 3 różnych szkół przydałaby mi się dodatkowa godzina dziennie! No i jest jeszcze etat w korporacji!
Pozdrawiam
Ja czuję się tak samo, troje dzieci, trzy rodzaje różnych problemów i trzy razy więcej czasu to wszystko zajmuje. Przestałam już jednak komukolwiek to tłumaczyć, bo głupi i tak nie zrozumie. Powodzenia!
Jak już to ogarnianie na szybko minie i z nastolatków staną się pełnolatkami (19 i 16) to i tak pozostaje stres. Nie ma potrzeby biegać za nimi, karmić i pilnować, można wyjechać z małżonkiem żegnani przez pełnolatków, nawet na lotnisko odwiozą bo prawo jazdy zrobione, a Madka dalej się martwi i lekkie wyrzuty sumienia są, bo może za szybko się usamodzielnili (tak ich wychowaliśmy, więc pretensje do siebie 😉), a może czują się zostawieni sami sobie ( taaa jasnneee), a jak coś się wydarzy i mnie nie będzie w pobliżu? Grunt to nie dać się zwariować i nie zamęczać obawami siebie i Bombelków. Wszystko ma swój czas 😘
Każdy etap ma swoje prawa i właśnie – nie możemy dać się zwariować!
cudny prawdziwy tekst
napisz proszę o zdradach i napisz o uzależnieniach od telefonu nastolatków jak to każda matka pozwala gdyby więcej sie zbuntowało nie slyszalabym od moich dzieci mamoooo a oni nie mają blokady rodzicielskiej….
Trochę mnie ten temat męczy a niestety świata nie zbawię, telefony każdy musi chyba w swoim domu jakoś ogarnąć? Zdrad nie wybaczam w żadnej relacji. Nie mam nic więcej na ten temat do napisania, w mojej opinii po zdradzie nie da się już funkcjonować w związku.
Daga dokładnie tak!!
Dziękuję za ten tekst! 🫶
Bardzo proszę.
Święta racja! dziękuję 🙂
Do usług!
Poklepałam się po plecach♥️dziękuje ❤️
Rób to częściej!
W samo sedno! A jeszcze jak Ci partner mówi czasem “coś ty robiła cały dzień” to chce się eksplodować !
Jako matka dorosłej już mieszanej trójki(dwie dziewczyny +chłopak) powiem tak ,to wszystko to prawda i nie ma co się porównywac do trenerek, ogarnia czek czy innych amatorek.To nasze życie i nasze problemy, ale wierz mi na słowo to minie i nagle przyjdzie taki dzień ,że na wszystko będzie czas, bo dzieci pójdą na swoje i tylko od Ciebie zależy jak to wykorzystasz.
Wow, ale szczere i prawdziwe! To, co opisujesz, to codzienna rzeczywistość wielu rodziców, zwłaszcza mam – ta nieustanna gonitwa, dzielenie się na milion ról, i ciągłe „podskakiwanie”, które z zewnątrz może wyglądać jak nic wielkiego, a tak naprawdę pochłania całą energię i czas. Masz rację, że trudno porównywać się z tymi, którzy nie mają takiego ładunku obowiązków – każdy ma swoją walkę, a tempo życia rodzica naprawdę potrafi kurczyć dobę do kilku godzin „wolności”. Czasem wystarczy po prostu docenić to, że dzień się udał, rodzina jest zdrowa, a Ty nie padłaś na twarz. Poklepanie się po plecach jak najbardziej zasłużone! Dziękuję, że to napisałaś — przypomina, że bycie „ogarniającą” nie jest mniej wartościowe niż „robienie wielkich rzeczy”. Czy masz jakieś swoje sposoby na chwilę oddechu lub regenerację w tym codziennym chaosie?