Listopad między mgłą a ciszą.

Listopad to taki szary miesiąc, jakby świat celowo przygasił światło, aby nam się przestało wydawać, że jesteśmy nieśmiertelni, bardzo dobrze, że dwa nostalgiczne święta wypadają właśnie w tym miesiącu. 

Trochę bojkotuję Święto Zmarłych, bo mam wspomnienia z dzieciństwa tego święta, w którym była moda, plotki, jedzenie, stres, pośpiech, wyrzucanie pieniędzy na dużo plastiku, a najmniej wspominania zmarłych. Zamysł jest dobry, bo może niektórych zmusza do choćby raz w roku umycia grobu, a z drugiej strony mam jakąś niewygodną myśl w głowie, że jeśli ktoś nas umęczył swoją osobą za życia, czy po śmierci należy mu się nasza troska, czas, uwaga, mimo wszystko, mimo krzywd, niechęci, żalu i bólu? Dla mnie się to nie podoba. Nie chcę swojego życia przeżyć, bo tak wypada. Może niektóre osoby powinny odejść bez pomników, powinny zostać zapomniane? Czy zmarłym nie jest już wszystko jedno? Czy jeśli w proch się obrócisz, nie będzie ci czasem obojętne, że masz kwiatki krzywo postawione? Święto zmarłych jest dla żywych, dla ciotek i pań starszych, którym już bliżej do grobu i tej części życia. Choć to wątpliwe pocieszenie, może im łatwiej oswoić się z myślą, że ktoś przyjdzie, zadba, wspomni? 

Z wiekiem coraz bardziej kurczowo trzymam się łapania każdej sekundy życia. Patrząc na starsze osoby w mojej rodzinie, jeszcze bardziej dotkliwie widzę, że starość się nie udała. Stajemy się nienadążający, niewygodni, starej daty. Świat pędzi, a my, już nawet w moim wieku, swoim dzieciom gderamy o czasach, kiedy to my chodziliśmy do szkoły. Ta młoda dziewczyna, która jeszcze niedawno u stóp miała cały świat, chwytała szanse i możliwości, dziś pyta syna jak ustawić radio w aucie? Jak długo jeszcze będę mogła wstać bez bólu, jak długo będzie mi się chciało podbiec, zaryzykować, zarwać bezkosztowo noc? Ciężko jest wtedy czekać z podekscytowaniem na jesień życia, bo wiesz, że może być szara i brzydka. 

Jestem już w wieku, kiedy ludzie umierają nagle i niesprawiedliwie, na zawał, na raka, mają udar, komplikacje. Każde badanie kładzie się cieniem na poczucie niezniszczalności. Co jeśli padnie wyrok? Byłam niedawno w poradni wczesnego wykrywania nowotworów. Słowa rak nikt nie wypowiada, nawet w recepcji odmienia się przez wszystkie przypadki słowo “zmiana”, może tak łatwiej tam wytrwać, każdy spogląda ukradkiem na sąsiada, może w głowie wertując myśl – koło siedemdziesiątki, mniej szkoda niż tej pod ścianą, czterdziestki, taka młoda, taka młoda. Widzisz kogoś w swoim wieku i nagle wszystko robi się bardziej realne, bolesne, ostateczne.  

Jestem już w wieku, kiedy żałoba jest namacalna. Wychodząc ostatnio z siłowni jedna babeczka do drugiej krzyknęła “dawno cię nie było”, na co padło cichutkie “umarła mi mama”. Ten koniec świata, kiedy umiera mama, jest już naokoło mnie. To przecież zupełnie normalne, że ludzie blisko pięćdziesiątki żegnają rodziców, a jednak zupełnie nie mieści się w głowie. Aż do tego momentu, kiedy zaczynasz sobie zdawać sprawę, że to Ty musisz wejść w rolę opiekuna, musisz zawieźć, podać, pomóc, wskazać, że te drżące ręce już mimo chęci nie będą służyć jako pomocna dłoń. Dorastamy najszybciej wtedy, kiedy umiera nam rodzic, kiedy skała, na której się opieraliśmy, gaśnie. 

W listopadzie mam też urodziny i niebezpiecznie zbliżam się do wieku, kiedy chyba nie będzie już czego celebrować. Ja wiem, że każdy kolejny rok na planecie ziemia to powód do święta, ale też bywają dni, że wszystkie te hasła powtarzane przez starzejących się znajomych mnie kosmicznie irytują. Te dni, kiedy czterdziestolatkowie bardziej niż na trip do Azji cieszą się na rychłą emeryturę, żeby sobie w końcu móc odpocząć, kiedy lekarz znowu mówi “w Pani wieku”, kiedy zdaję sobie sprawę, że mogłabym być matką trenerki na siłce i konkurencyjny do mojego profil prowadzi dziewczyna młodsza ode mnie o 25 lat. No i ten moment, kiedy się zastanawiam nad początkiem pracy w korpo i nagle stwierdzam, że było to okrągłe 20 lat temu.  Dżizas. 

Brzmi to zbyt pesymistycznie? Możliwe, w listopadzie zawsze opuszcza mnie optymistyczna myśl o wesołych staruszkach. Może dopiero kiedy tam dotrę, zostanie mi albo narzekać albo mieć już wszystko w nosie, więc wybrać drogę szalonej staruszki? Kto wie. 

Patrzę na to wszystko i wiem, że niczego nas ta kruchość życia nie uczy. Nadal wkurzamy się pierdołami, bliskich nie tulimy tak często jak powinniśmy, nie olewamy rzeczy, na które nie mamy żadnego wpływu, nie doceniamy życia, dobrych chwil, narzekamy, chcemy coraz więcej, pracujemy, aby wydać, zaimponować komuś, kogo imienia kiedyś nie będziemy pamiętać, nie zatrzymujemy się, aby kolekcjonować moment, lecimy na oślep, jemy byle co, tracimy czas na głupoty. 

A przecież któregoś dnia naprawdę się obudzimy i zrozumiemy, że to wszystko — ta codzienna gonitwa, te pośpiechy, te niewypowiedziane słowa i nieprzytulone ramiona — były tylko tłem do czegoś o wiele ważniejszego. Że życie nie składa się z wielkich wydarzeń, tylko z małych chwil, które zawsze odkładamy „na później”. A „później” wcale nie jest pewne.

Może w tym właśnie tkwi najtrudniejsza prawda o listopadzie: przypomina nam, że jesteśmy tylko na chwilę. I że ta chwila ma sens tylko wtedy, kiedy naprawdę jesteśmy obecni — w swoim życiu i w życiu tych, których kochamy. Że nie chodzi o to, by dożyć starości idealnie gładkiej i pięknej, ale o to, by nie zmarnować drogi, którą idziemy tu i teraz.

Więc może powinniśmy czasem przystanąć. Złapać kogoś za rękę. Powiedzieć „przepraszam”, „kocham”, „potrzebuję cię”, zanim listopad znów zapuka nam do okna i przypomni, że wszystko jest kruche. I że jedyne, co naprawdę zostaje, to to, co zdążyliśmy dać z siebie — zanim ktoś kiedyś zapali za nas znicz albo tylko o nas pomyśli.

A jeśli życie jest takie krótkie, to może warto w końcu zacząć żyć tak, jakby każda chwila była pierwszą… i ostatnią. Bo przecież nigdy nie wiesz na ile jeszcze policzone są Twoje dni. 

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *