Jest jak jest.

Dostałam ostatnio kilka wiadomości w stylu – „Cieszę, się, że jest Twój blog, że piszesz jak jest. Dlaczego nikt nie mówi prawdy”? Ano dlatego, że nikt nie chce jej czytać. A przecież w prowadzeniu popularnego bloga chodzi o lajki. A ja piszę jak jest, bo nie chodzi mi tylko o lajki. Jest jak jest, bywa, że niezbyt kolorowo.

Bywa, że mam w domu burdel na kółkach, a jedynym wolnym kawałkiem podłogi jest biały podkład, na którym właśnie zrobiłam zdjęcia. Moje dzieci mogą się bawić gdzie chcą, a zabawki w naszym domu są do zabawy, nie do prezentowania na Instagramie. Jak tu zrobić dobre zdjęcie, kiedy miś nie ma ucha, klocki są zdekompletowane, a na dywanie jest plama niewiadomego pochodzenia? Jasne, że lubię wnętrza w stylu skandynawskim. Ale sama nie wiem, czy dobrze czułabym się w biało-szarym domu? Rzadko robię selfie, bo zwykle jestem w stroju do biegania, więc ileż można to pokazywać. Albo włosy mam nie ułożone, albo torebkę nie trendy, albo zero makijażu, więc kogo to obchodzi? Zazdroszczę idealnego porządku, dzieci wyglądających jak z kolorowego magazynu, mamy w szpilkach i z nienaganną fryzurą. Ale czy tak wygląda prawdziwe życie, czy tylko ułuda, reklama życia, a nie prawdziwa codzienność? Czy może to jest tak, jak z tym kawałkiem białego tła u mnie?

Do przedszkola i w domu dzieci ubieram przede wszystkim wygodnie. Oczywiście, że podobają mi się ciuchy z Zary lub polskich projektantów, lansowane przez czołowe blogerki. Gdyby ktoś mi te ciuchy dawał, też zakładałabym je dzieciom na plac zabaw. Na spacer do lasu ubierałabym im stylówki za 1000 zł. Czemu nie, kto bogatemu zabroni, dali to grzech nie użyć? Na razie jednak ciuchy muszę kupować, a ponieważ moje dzieci są żywe, bywa, że rajstopy i getry mają na jeden raz. Tak więc kupuję je na allegro, w pepco i na wyprzedażach. Kraja mi się serducho za każdym razem, kiedy odbieram dzieci z przedszkola w miksie z farbek, barszczyku, jagód i w dziurach na kolanach po wykładzinie, na której świetnie udawało się pieska. Trochę mniej boli, kiedy wiem, że te legginsy kosztowały 5 zł, a nie 10 razy tyle.

Piszę o byciu dobrym rodzicem, choć bywa, że akurat mam deficyt cierpliwości i krzyknę, straszę, przekupuję, deptam wszystkie tak dobrze znane teorie, odliczam czas do 20-tej. I o tym piszę, sama czytam swoje „mądre” wywody. Bo życie to nie scenariusz. Musisz co chwilę doprowadzać się do porządku i wracać na drogę, z której zdarzyło Ci się zboczyć.

Napisałam Wam już o chorobach moich dzieci. Post, który spotkał się z ogromnie pozytywnym przyjęciem, ale i głosami krytyki. A ja napisałam od serca. Próbowałam naturalnych metod. Półtora roku walczyłam naturalnie. I się poddałam, bo w warunkach krakowskich ta natura nie dawała rady. Jasne, tabletki, choćby był to probiotyk, nie są dla nikogo dobre, w szczególności dla dzieci. Dla mnie jednak były lepszym wyborem niż antybiotyki. A Ty rób, jak uważasz, to co jest tutaj to tylko moja dobra rada.

Pisałam Wam o moim związku. Teraz mamy ciężki okres, ale naprawdę sataramy się ze wszystkich sił nie oddalić od siebie. Nie jest to łatwe, bo po całym dniu z dziećmi często nie chce nam się nawet rozmawiać. Jak tu jeszcze przy tym wszystkim silić się na romantyzm, randki i kokietowanie? Trzeba. To jest jedyna odpowiedź. I musisz znaleźć swój sposób na dbanie o związek.

Piszę często o kuchni. Bo i ja byłam mamą, która uważała, że jeśli coś jest reklamowane jako dla dzieci, na pewno jest dobre. I na pewno moje dziecko nie zje brokuła, nie wypije wody, pogardzi jogurtem, który nie będzie Danonkiem. A potem przyszło opamiętanie i zmiana niektórych nawyków. Odpierając zarzuty po ostatnim poście, w którym obwiniam rodziców za otyłość dzieci, nie przeginam w drugą stronę. Przecież pisałam już, że bywaliśmy w lecie w Maku, a od lodów jesteśmy uzależnieni. Można wszystko, ale z umiarem.

Aktualnie „siedzę w domu”. Dzieci mi bardzo chorowały, nie byłam na 100% ani w pracy, ani w domu, a poziom naszej frustracji sięgał zenitu. Nie piszę tutaj o tym, że brakuje nam tej drugiej wypłaty, że bywa, że czuję się jak kura domowa, choć to bardzo niesprawiedliwe, pejoratywne określenie, a przecież wychowanie dziecka to najtrudniejsza praca i żadne doświadczenia z korpo nie są w stanie się nawet z tym równać. Bywa, że każdy dzień spędzam zupełnie sama, jedyną drogą, jaką przebywam to do i z przedszkola i brakuje mi kontaktu z ludźmi, garnituru, wysokich szpilek, czerwonej szminki i bycia szefową. Jest jak jest.

Za dwa tygodnie przebiegnę mój trzeci półmaraton. W zeszłym tygodniu się przeziębiłam, ale trenować trzeba, więc przebiegłam dwa razy po 15 kilometrów. Boli mnie od tego biegania nie tylko gardło, ale i kręgosłup, uda stały się bardziej potężne. Maraton mnie poturbował, nie tylko fizycznie. Uwolnił mix głębokich emocji, na wiele miesięcy odebrał radość z biegania. Kolejny raz zdałam sobie sprawę z tego, jak ciężko jest cokolwiek osiągnąć i jak trudne bywa życie, a momety radości są bardzo krótkie. Bieganie to jest mój Everest i wchodzę na niego za każdym razem, kiedy zakładam buty do biegania.

Namawiam do pracy nad sobą. Mamy ogromny potencjał, którego nie wykorzystujemy. Trzeba walczyć. Ale jednocześnie można sobie od czasu do czasu odpuścić, popłakać w kąciku, włosów nie ułożyć, obrazić się na świat, a potem zjeść kawałek czekolady, poleżeć pod kocem i obejrzeć odmóżdżającą komedię. To wszystko jest dla ludzi. Nie jestem z żelaza i zdarza się, że mam gorszy dzień, wtedy piszę coś, o czym ktoś automatycznie myśli, że nie jest zgodne z postem z 11 stycznia, w którym napisałam, że… A ja jestem zmienna, jak to kobieta. Dziś myśle tak, jutro stwierdzę, że to bzdura totalna, a napiszę Ci o tym za tydzień. Życie po prostu, jest jak jest.

I taka twarda jestem, a jesień mnie totalnie przygnębiła. Płacz na końcu nosa, nostalgia, zimno i ogólne zniechęcenie. I nawet już post napisałam o tym, jak pokonać chandrę. I nigdy nie ujrzał światła dziennego. Bo takie rady w stylu „w wannie się połóż, odpocznij, serial ulubiony puść, do fryzjera idź, na zakupy, a potem wina z przyjaciółką się napij”, to takie banały, że aż wstyd pisać. My, twardziele, potrzebujemy innego kalibru pocieszenia. I tak znalazłam swój sposób na chandrę. Przeczytałam po raz kolejny „Chustkę” i post o śmierci Ani Przybylskiej, a potem wybrałam się do kina na „Żyć nie umierać”, „Chemię” i „Młodość” (mało śpię, do kina chodzę późnym wieczorem, zwykle solo – gdyby ktoś się zastanawiał jak to zrobiłam). I tak sobie pomyślałam, że są w życiu większe problemy niż koniec lata, rozbicie i gorszy dzień. Że są na tym świecie ludzie, którzy, gdyby mieli kolejną szansę, cieszyliby się każdym dniem, nawet tym chłodnym, zimowym. Że woleliby nawet te obwisłe, ale jednak prawdziwe piersi. Że poznałam już wiele kobiet, które gołymi rękami udusiłyby matkę, która narzeka na swoje dziecko. Bo one nigdy nie będą go miały.

Pokazuję w postach na tym blogu, że można. Można stać się lepszym. Można próbować przeżyć życie zastępując „jakoś” słowem „jakość”, bo to nie to samo. Nikt z nas nie jest idealny. Mówię głośno, że bywa, że ciężko mi jest coś przebaczyć, że denerwuje mnie zbytnie rozczulanie się nad sobą, że nie rozumiem kobiet, w których matka zabiła kobietę, współczuję tym, którzy latami tkwią w okropnych związkach, nie lubię ludzi mało konkretnych, którzy boją się konfrontacji, a za plecami wbijają nóż w plecy. Mówię, co myślę i zdarza się, że jest to o jedno zdanie za daleko. Kosztem bycia prawdziwą, bywam trudna.

Macierzyństwo na wielu poziomach mnie rozczarowało. Nikt nie mówi o tym jak bardzo jest ciężko, jaką walkę musisz codziennie ze sobą stoczyć. Jak bardzo się boisz, wręcz paraliżujący jest ten strach. Czy dam radę? Czy robię to dobrze? Rodzicielstwo to nie maraton – nie ma mety, po której możesz paść na kolana, dostaniesz medal i masz odfajkowane. Ale i piszę tutaj o tym, że dziecko to cud. I warte jest wszystkiego.

Chciałabym, aby ten blog stał się pracą płatną. Ale może będzie musiała wystarczyć satysfakcja? Bo nie mam 50 tysięcy złotych na reklamę na Facebooku, która zapewni mi miejsce na podium (realne stawki, nie zmyśłam tego). I tylko co drugi dzień towarzyszy mi myśl, żeby to olać. I wtedy dostaję taką wiadomość, w której ktoś napisze „dziękuję” i wiem, że warto. Bo i mnie potrzebne są takie wirtualne ramiona do wypłakania. Ciche, anonimowe, ale które zawsze są, kiedy tylko ich potrzebuję. I cieszę się, że mogę i Ciebie czasami kopnąć w dupę, albo przytulić, do wyboru, w zależności od potrzeb. Jest jak jest. Pięknie. Trzymaj się ciepło.  

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

64 komentarze

  1. …. przytuliłaś i dałaś kopa :-), a łzy lecą mi strużkami :-); nie
    rezygnuj z prowadzenia bloga, pamiętam, że kiedy trafiłam na niego –
    jeszcze stara wersja, posty pisane w Australii – 2 noce zarwałam aby
    przeczytać je jednym tchem. Naturalnym jest, że nie wszystkie mi się
    podobają i czasami sobie myślę: „Dadze włączył się tryb zbytnio
    nakręconej i wszystkowiedzącej” ale mój każdy dzień zaczynam od sprawdzenia co tam nowego
    napisałaś :-). To co napisałaś powyżej chwyta z całej siły za serce i Ciebie samą chciałoby się pocieszyć. Gwarantuję Ci, jeszcze tak z 8 lat, dzieci podrosną i będzie super ;-), nawet się nie obejrzysz jak to zleci. A o miłość, bliskość z mężem walcz i nie odpuszczaj ani o włos, to jest NAJWAŻNIEJSZE. Bez was nie byłoby Całej Reszty :-).
    ps. Tarta z owocami robi u nas w rodzinie furorę :-), troszkę
    ją zmodyfikowałam – nie daję startej limonki na owoce, ale nie za mocno
    ściętą galaretkę cytrynową, do której dodaję soku z cytryny – PYCHA
    :-). Pozdrawiam i powodzenia życzę :-).

    1. Ania Ty mi od razu pisz jak mi się włączy tryb wszystkowiedzącej. Bo ja bym chciała zawsze furtkę do przemyśleń zostawić, a swoje zdanie jako opcję. Przepis na tartę wypróbuję, uwielbiam galaretki na wierzchu! Dzięki.

  2. Dagmara, jak ty coś napiszesz… Znowu wzruszasz i zmuszają do refleksji. A blogowanie to nie tylko wkład finansowy, sama widzisz zresztą, że czytelników Ci przybywa, bądź dobrej myśli 😉

  3. Wirtualnie cię ściskam, moocno, z całych sił. I bardzo cię proszę, nie olewaj ( no przecież dopiero cię znalazłam)
    Buźka!

    1. Ja tez cie dopiero co znalazlam. To znaczy znalazlam cie wczesniej pod starym blogiem. Pomyslalam, ze inteligentna i zaradna dziwczyna. Podoba mi sie. Potem mi umknelas i … widzisz, znow cie odnalazlam.
      Znam kilka inteligentnych, dowcipnych, autetycznych blogow i czytajac je mocno sie zastanawiam dlaczego wydaja sie one mniej popularne od innych plytkich, infantylnych i przedstawiajacych totalnie nierealna rzeczywistosc?
      Nigdy nie rozwiazalam zagadki dotyczacej zrodla ich popularnosci chociaz podejrzewam, ze duze znaczenie moze miec kolko wzajemnej adoracji. Poczatkujaca, plytka, nie majaca wiele do powiedzenia blogerka zaprzyjaznia sie z inna bardziej popularna, a potem jest przez nia poecana, robi sobie z nia selfie, wrzuca na FB lub zalicza wszystkie blogowe imprezy, a potem zamieszcza duzo zdjec z kim to ona sie nie kumpluje.
      Poza tym nie mam nic do tego zeby zarabiac na blogu, nawet kibicuje moim ulubionym, bo wiem, ze jak zdarzaja sie im kontrakty to znaczy, ze same sobie wypracowaly uznanie reklamodawcow godzinami mozolnej pracy. Ale na boga jak ludzie moga czytac te „najpopularniejsze”, ktore wypromowaly sie tylko na innych blogach lub pokazywaniem stylowek, a nie zadnej konkretnej, przemyslanej tresci, u ktorych co post to wpis sponsorowany?

      1. Ja przez takie właśnie zachowania „odlubiłam” masę blogów. Jeśli z kimś się kumplujesz, to wystarczy, że go od czasu do czasu polecisz. Ale żeby codziennie? Bez przesady. Walka o zasięgi jest aż śmieszna i dla mnie żenująca. Byłam na kilku spotkaniach blogerskich. Wstyd co niektórzy sobą prezentują. Blog to zupełna ułuda, za którą stoi cyniczna, nastawiona tylko na pieniądze osoba. Żadnej pasji. Pozostawał mi po tych spotkaniach niesmak.

  4. no właśnie jest jak jest i choć łatwo nie jest cieszmy się z tego bo nigdy już łatwo nie będzie:-) ze starszymi dziećmi niby łatwiej, ale też bywa ciężko…a to uwaga w dzienniczku, a to problemy z nauką i przyswojeniem materiału…. problemy z kolegami….. dziewczyny głowa do góry! w końcu Siłaczki są wśród nas! 🙂

  5. Ja też przytulam i życze ci,żebyś zaczęła zarabiać na blogu.Tylko błagam -jak ci sie uda-nie zmieniaj sie w Matkę-Blogerkę,której dzieci na każdym zdjęciu mają na sobie zestaw wart tyle ile połowa szafy moich chłopaków.I nawet do grabienia trawy wokół nowego domu ubrane są tak jak moi na świąteczną kolacje(historia autentyczna z bloga-ja zobaczyłam to mnie zatkało).A,że ciężko?to pewnie ta jesień.Przetrwasz bo kto jak nie Ty-Najlepsza Mama dla swoich trojaczków.Szacun

    1. Albo malują pokój w butach od Mini Rodini za jedyne 500 zł, albo do lasu chodzą z torebką i w koralach. Raczej mi to nie grozi. Jasne, że dam radę, jak my wszystkie. Można sobie pozwolić na gorszy moment.

  6. Każdy z nas ma gorsze i lepsze chwile. Tak już po prostu musi być…
    Od niedawna jestem Twoją fanką i szczerze Ci kibicuję 😉 Trzymaj się cieplutko 😉

  7. Kolejny post, którym opisujesz i mnie. Odkąd zaczelam m do Ciebie zagładać, widzę jak bardzo się rozwinęłas. Z każdym wpisem czyta się lepiej. W każdym poście można odnaleźć siebie. Z każdego można choć okruch otuchy dostać, bo nie tylko ja mam chandre, nie tylko ja jestem zmęczona macierzyństwem. Kocham moje dzieci, ale czasami nie mam już sił wstać rano z łóżka, słuchać płaczu nie wiadomo dlaczego (bo niestety ale nie każdy płacz umiem sklasyfikowac), być uśmiechnięta matka Polką, która bycie mama realizuje totalnie. Czasami chce krzyczeć. Płakać. Uciec z domu. Utonąć w ciszy. Blogiej ciszy i chwili nic nie robienia. Wrócić do pracy. Być kobieta. Z nie tylko mama. Oceniana, krytykowana.
    Popularnych blogów parentingowych że zlotymi radami (wyprawka za milion, must have każdej pory roku obowiązkowo z górnej półki i ciągle z tymi samymi markami , z których na kilometr bije, że to tekst sponsorowany, 5 sposobów na odkrycie w innej kobiecie matki, 10 rzeczy, które wkurzaja mnie w piaskownicy itp itd ) płytkich, kolorowych, czystych, usmiechnietych i tak zupełnie bez wyrazu, pustych, nie czytam. Po co dodatkowo się frustrowac?
    Lepiej przeczytać coś prawdziwego. Coś o nas. Coś, co daje jakąś wartość i jest po prostu dobrze napisane.
    Albo samemu coś napisać. Dla siebie, dla swojego katharsis. Nie pod publikę by mieć więcej lajkow.

    Dzięki, że jesteś!

    1. Warto też pisać dla siebie. Mnie pomagało od zawsze takie zebranie myśli. Dziękuję Ci za piękny komentarz. I życzę cierpliwości. Jak będzie cisza to będziemy za dziećmi tęsknić. Ech, matki 🙂

  8. Och Daga jak bardzo ustrzeliłaś sedno… Wiadomo, że super się patrzy na piękne wnętrza, ale ja w coś takiego nie wierzę. Dziecięcy pokoik praktycznie bez zabawek z wiszącymi tiulowymi pomponami i tipi w kącie? No chyba tylko do zdjęcia… Lalka za 400 zł lansowana przez celebrytów i blogerki? No chyba musiałoby się u mnie pół rodziny na to zrzucić + ciuszki oczywiście do przebierania… Ja wolę prawdę, ja wolę Ciebie . Ja wolę czytać- nie oglądać. I szlag mnie trafia, że największe pieniądze zgarniają Ci, co praktycznie pokazują jedynie swoje bogactwo (super wnętrza domu, extra zabawki, najmodniejsze ciuchy), a nie Ci co faktycznie mają coś do powiedzenia.

    1. Taaa, te pompony, są wszędzie! Najlepsze i tak są króliki, które mają mebelki po kilkaset złotych. Moje łóżko chyba mniej kosztowało niż to królicze 🙂 Ci co mają coś do powiedzenia nie dostają ofert za buciki, bo wiadomo, że na siłę nie będą psuli bloga i za to też ich szanuję. Na dobrych blogach reklama jest dyskretna.

  9. Prosze tylko nie przestawaj pisac bloga. Za post o chorobach dzieci I probiotyku chcialam Ci szczegolnie podziekowac.

    1. ja również 🙂 kupiłam stosuję… i chyba nie jest źle 😉 ps.pisz dalej… mało się takich ludzi spotyka Daga… :)) tzn.”spotyka” wirtualnie, ale pewnie kiedyś wpadniemy na siebie w Krakowie :p

  10. Daga jesteś wielka! Nie przestawaj być sobą i bądź dalej prawdziwa ☺ Odkąd przypadkiem trafiłam na Twój blog zrozumiałam że my wszystkie mamy podobnie,zmieniło się moje podejście do życia rodzinnego które dawało mi już w kość i powiem Ci że właśnie dzięki Tobie,Twoim postom zmieniłam się JA ☺ wszystko zaczęło si€ układać bo zrozumialam ze przeciez tego chcialam,tego malego szkraba ktory przewroci moje zycie do gory nogami i to wlasnie robi,a to ze jest zywiolowa i wszedzie skupia na sobie uwage to przeciez sama radosc… Ach dużo moglabym i pisac i Ci dziekowac, ale nie o to chodzi abym się rozpisywala, pi prostu Ci dziekuje za to ze jestes i prosze bądź nadal ☺ trzymam kciuki za to aby w końcu ktoś finansowo docenił Twój blog ?

    1. Ach, jaki wspaniały komentarz! Dziękuję pięknie. I ja muszę sobie czasami przypomnieć, że to co chwilowo daje w kość to szczęście, którego chciałam, a nic co piękne nie jest tylko łatwe. Pozdrawiam i życzę dużo siły.

  11. Piszesz o stylówkach dla dzieci, a nam w przedszkolu wyraźnie zaznaczono, by ubierać maluchy normalnie, bo i tak się pobrudzą :). A blogów traktujących o idealnym życiu nie czytam, bo bardziej interesują mnie osoby, które nie udawają, że wszystko jest piękne. Czasem jest też ciężko i pod górkę niestety.

  12. ja też napiszę wielkie DZIĘKUJĘ! za prawdę Daga, za wiarygodność, dystans, klasę, okraszoną zdrowym rozsądkiem, poczuciem humoru i inteligencją. Dlatego tu wracam, i to z ogromną przyjemnością! Tutaj tak wszystko pięknie i smakowicie podajesz! Kłaniam się! i trzymam kciuki, by kiedyś to, co tak pieczołowicie tworzysz stało się „pracą”, którą tak bardzo lubisz!

  13. Boski tekst (czytam z opóźnieniem bo mielismy 2 dni wagarów od przedszkola i internetu), ale musze napisać ze mi sie mega podoba. Jak dla mnie to jeden z lepszych tekstów jakie napisałaś. Ujęłaś idealnie jak wygląda życie MATKI – że to nie jest piękny blog ze ślicznymi zdjęciami, dziećmi jak z katalogu, idealnie upieczonymi ciastami i najzdrowszymi posiłkami 😉 My wczoraj o 19 piekliśmy babkę marmurkową, żadną eko naszą polską z cukrem pudrem i białą mąką bo dzieci chciały ciasto czekoladowe 😀

    1. Ha, dziękuję bardzo, te teksty pisane od serca zawsze uznawane są na najlepsze. Życie jest trudne. I czasami takie ciasto czekoladowe go osłodzi. O! Pozdrawiam.

      1. tak zwłaszcza jak jest deszczowy dzień i maż utknął w korkach a dzieci marudzą 😉 coś nowego na 30 min i nagle tata już w domu a dzieci nie marudzą! Matki to mistrzynie kombinowania 😛

  14. Ja Ci dam olewanie! No chyba nie zostawisz tylu czytelniczek 😉 Bywasz trudna, ale najważniejsze, że prawdziwa i tak trzymaj.

  15. Jak zwykle świetny tekst! Ogromnie się cieszę, że trafiłam na Twój blog. Doskonale się czyta, pomijając trafność Twoich wniosków, spostrzeżeń, z którymi w większości się zgadzam, chodzi mi o stylistykę, spójność tekstu, masz po prostu „lekkie pióro”. Z całego serca życzę Ci, żebyś zarabiała na swojej pasji:) powodzenia

  16. czytam już którys tekst i super jest ten blog, wart zostawienia sladu po sobie. jest taki prawdziwy o zyciu. po co komu te blogi z wystrojonymi dziecmi, czlowiek tylko patrzy i mysli gdzie to porownac z zyciem. Mam tylko dwoje dzieci, ale Twoje odczucia i mysli sa mi bliskie.

    1. Dziękuję Ci bardzo. Ja też lubię wystrojone dzieci, niestety, realia są takie, że wystrojone są trzy godziny w tygodniu, a pozostałe milion godzin są czymś usmarowane i robią dziury w rajstopach. Okazuje się, że w każdym prawie domu jest tak samo. Chcemy wierzyć, że dzieci to najlepsze, co nam się przydarzyło, choć bywają dni, że mamy dość. I ja mam odwagę to napisać. Pozdrawiam Cię i zapraszam do dalszej lektury.

  17. Droga Dagmaro! Dziękuję za ten wspaniały tekst!
    Jestem świeżo upieczoną mamą Stasia (3 tyg), odkąd wróciłam ze szpitala targają mną różne emocje, strach, irytacja, niepewność czy tego własnie chciałam, rozczarowanie (bo przecież bycie mamą miało być takie radosne)m a ja już najmniej euforia, którą miało dać dziecko. Zastała mnie jednak inna rzeczywistość, dzwonię po koleżankach i pytam czy też tak miały, czy też co dzień płakały, spały po kilka godzin, i nie miały czasu na nic. I wchodzę przypadkowo na Twojego bloga dziś po raz pierwszy i pokrzepiam się Twoimi słowami, które sprawiają, że zaczynam inaczej odbierać swoją sytuację, że zaczynam rozumieć pewne rzeczy. Ale żeby zmiana myślenia była trwała, muszę ciągle czytać i sobie przypominać. Szczególnie dziękuję też za tekst pt. Już nie pamiętam. Mam nadzieję, że będę doceniać każdą chwilę spędzoną z dzieciątkiem, mimo trudu i zmęczenia. Pozdrawiam i życzę powodzenia na blogu i w życiu! Oby blog doczekał się poważnych sponsorów 🙂

    1. Bardzo Ci dziękuję za ten szczery list. Ja stale piszę o tym, że czuję się trochę oszukana, rozczarowana, że dziecko to nie tylko lukier (polecam Ci ten tekst). Same mamy ogromne wobec siebie oczekiwania, chcemy, żeby wszystko było piękne, ładne, dziecko szczęśliwe, partner zakochany, a my nie zmęczone. Życie momentalnie te oczekiwania weryfikuje. Trzeba codziennie wybierać i decydować, co jest najważniejsze – obiad na stole, czy miła rozmowa z partnerem? Robić swój rachunek, obrać drogę i wracać na nią kiedy codzienność zmusi nas do zbaczania z niej. Te trudne chwile szybko miną, ja bardzo żałuję, że niektórych nie udało mi się docenić… Trzymam za Ciebie kciuki. W tym wszystkim nie zapominaj o sobie. Choć jest to trudne, pozwala na złapanie oddechu i spojrzenie na wszystko przychylniejszym okiem.

      1. No dziecko to nie tylko lukier, tak jak mówisz. Wiele osób, które nie ma dziecka, myśli, że to takie glamour, że to samo szczęście i radość. Przychodzą w odwiedziny i dziwią się, że człowiek nie tryska radością…MAsz rację,że trzeba też myśleć o sobie i dokonywać ważnych wyborów, stawiać priorytety. Oby każdej matce się to udawało!

  18. …i tak ma być. Człowiek pisze, mówi, śpiewa bo tego potrzebuje…coś go rozsadza, nosi, dusi, męczy…gdy to się ubierze w słowo, łatwiej jest się temu przyjrzeć, zrozumieć odrzucić czy przyjąć. Życie biegnie rytmem wody…przypływy i odpływy…tak działamy i my…raz lepiej raz gorzej, chyba że jedziemy na dobrych psychotropach ale one rujnują wątrobę i portfel. Trzeba nauczyć się z ” tym” żyć, to jak pływy będą działały na nas zależy od nas. Właśnie tak jak piszesz…jest jak jest:) ważne jest to że chcemy i umiemy to zauważyć, i próbujemy działać robić coś ze sobą tak jak umiemy. Bądźmy uważni, czujni na życie…starć się być wystarczająco dobrym dla Siebie, i olać to że ktoś wylewa na nas wiadro pomyj bo nasz światopogląd, metody, próby, myśli, uczucia, włosy, brwi, nosy czy buty, mu się nie podobają. Kwestia tego co jest dobre dla Ciebie…i chociaż czasem wiele czasu trzeba aby to zrozumieć, odszukać w sobie i wcielić to w życie.
    …niedługo zostanę mamą, mamą 32-letnią…i co i nic…nie ma petard, wybuchów i tych wszystkich ochów i achów zachwytu…ale jest spokój. Dostaję głupawki gdy paproch w mym brzuchu mnie kopie jak szalony, i jest w głowie strach o swoje i jego zdrowie…to jest normalne, dla mnie jest normalne. Sądziłam, że jak będę w ciąży, czy będę miała te swoje odpowiednie lata ( nadal nie wiem co to w ogóle znaczy) to będę wiedziała wszystko, a przynajmniej wiele…a tak nie jest. Nie mam monopolu na prawdę, mądrości życiowe czy rady…i na tyle na ile potrafię nie oceniam innych, nie narzucam swojego systemu postępowania oraz bardzo daleka jestem od dawania cudownych rad na życie…typu bo to trzeba tak i tak zrobić ale nie inaczej bo to źle będzie. Takie rady powodują u mnie odruch obronny ( ogon z przeszłości ). Chcemy wielu rzeczy i dobrze ale nie ma przy nich dołączonych instrukcji obsługi, począwszy od związku, przez dziecko a na hodowli ślimaków kończąc.
    Nie zadręczaj się…czuj. Zepnij poślady, popraw włos, cyce, głowa i uszy do góry…i jak nie masz dziś ochoty to se klapnij w kapciach na kanapę i zrób dzień jamnika owiń w koc albo ubierz trykotowe wdzianko super kobiety, matki, żony, człowieka…i działaj, pisz, krzycz płacz i bądź Sobą 🙂

    1. Świetny komentarz. Powodzenia w byciu mamą. U mnie też w ciąży (wyczekanej) nie było petard. Może tak jest, że realiści ich nie mają. Też był spokój, nawet wtedy, kiedy straszyli, ochowali i przestrzegali. Pozdrawiam.

  19. trafiłam tu przypadkiem i przejrzałam sie w Twoim blogu jak w lustrze. Uwielbiam Twój sposób myślenia, utożsamiam sie z radościami i smuteczkami… dzięki! czekam na więcej!

  20. witam 🙂 na Twoj bog trafilam dzisiaj, jakos tak przypadkiem. Ktos pewnie udostepnil jeden z Twoich wpisow i siedze i czytam i czytam, nie wiem ktora juz godzine. Oderwac sie nie moge. Kazdy wpis najchetniej bym udostepnila dalej ale nie chce tak bombardowac znajomych informacjami na temat dzieci 😉 bo nie kazdy je posiada i moglby pomyslec, ze cos ze mna nie tak :). Spac juz powinnam isc, ale siedze i czytam wpis kolejny. Takie to wszystko prawdziwe i takie trafiajace w sedno. Jedne wpisy sa mi bardzo bliskie bo sama staram sie zyc wg podobnych zasad, inne zas przypominaja mi o tym jak mialam postepowac a jakos skonczylo sie na zamierzeniach, dobrych checiach i poszlo w zapomnienie. Mysle, ze jeszcze chwile tu posiedze i poczytam. Kosztem snu oczywiscie, ale obawiam sie, ze i obiad bedzie jakis gorszej jakosci jutro 😉 bo ciezko sie oderwac od tego co i w jaki sposob piszesz. Serdecznie pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego 🙂

    1. Cześć Aniu, miło mi powitać kolejnego czytelnika. Trochę tych wpisów się zebrało od stycznia. Dziękuję bardzo za komplement i zapraszam do dalszej lektury i kontaktu.

  21. Trafiłam na Twój blog przez przypadek parę dni temu..dzięki Bogu bo dzięki temu znów mam pozytywne nastawienie do życia i znów zaczęłam się uśmiechać. Ja też jestem prawdziwa i jak sama piszesz prawdziwa=trudna. Mało jest prawdziwych ludzi na świecie dlatego trzymaj się zdrowo i pisz, pisz, pisz….Pamiętaj;) jestem pierwsza w kolejce jeżeli w przyszłosci Twój blog przelejesz na papier;)

      1. Nie ma za co. Wciągneło, jestem już stałą czytalniczką:) Pozdrawiam i czekm na więcej:)

  22. No ba! Ciężko żeby nie wciągnęło. Dla prawdziwych postów bez ściemy;) zarywam trochę snu. Dzięki nim codziennie wstaję z nową energią i motywacją do działania:)

  23. a ja często czytam (jak np teraz ten post) a potem w mailu wysyłam do męża. i on sobie to czyta a potem wieczorem zdarzą się ze mną o tym rozmawia.
    uczysz nas „jak być i nie zwariować”:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *