Wyścigi przedszkolaków.
Każdy z nas marzy o tym, żeby jego dziecko było wyjątkowe (chociaż przecież każdy z nas JEST wyjątkowy). Wyścigi przedszkolaków zaczynają się bardzo wcześnie. Jak każdy rodzic odczuwam presję, aby zapisać dzieci na zajęcia dodatkowe. Z każdej strony atakują mnie informacje o zapisach – judo, balet, tańce, zajęcia artystyczne.
Dziewczynki od jednej, próbnej lekcji baletu w czerwcu, ciągle mnie o niego prosiły, a Domi chyba w końcu zakumał, że piłka jest do kopania. Tak więc wybraliśmy się na zajęcia z piłki nożnej i na balet. I wszystko byłoby ok. Dominik na piłce wytrzymał pół godziny, po czym postanowił porzucić świetnie zapowiadającą się karierę piłkarską, na rzecz wymagającej dyscypliny wspinania się na siatkę, którą uprawiały dziewczynki. Na balecie dziewczynki wytrzymały około 30 minut. Zajęcia były dość trudne, było dużo dzieci, do tego Dominik też chciał baletować i wszystkim bardzo chciało się pić.
Pierwszy tydzień w przedszkolu, zajęcia o 16.30 – dla wszystkich poziom zmęczenia był już na ostatnim zakręcie przed marudzeniem i tupaniem nogami. Z tego co wiem, przeciwnicy sześciolatków w szkołach alarmują, że dzieci w tym wieku mają problem ze skupieniem uwagi przez 45 min. Uznałam więc, że 30 minut baletu to i tak dla moich dzieciaków nieźle. Po tym czasie Emma z inną dziewczynką na boku zaczęła ćwiczyć piruety. Siedząca obok mnie matka natychmiast przywołała swoje dziecko i nakazała mu „nie naśladować tej niegrzecznej dziewczynki, tylko słuchać Pani, bo inaczej niczego się nie nauczy”.
Chyba nie chcę, żeby moje dzieci były aż tak wytresowane. Z bólem serca stwierdzam, że nie czuję tej presji. Nie chcę uczestniczyć w tych wyścigach przedszkolaków. Posiadanie trójki dzieci mimowolnie uchroniło mnie przed nadmiernymi ambicjami pokładanymi w talentach moich dzieci. Nie dbam o tresurę, nie szukam na siłę oznak talentu, nie wymyślam na co dzień wyszukanych stylówek do przedszkola. Ostatnio ktoś prawdopodobnie ukradł z przedszkola kurtkę Dominika. Jak to dobrze, że nie była „firmowa”. Wierzę, że Panie mając na oku 25 osobową grupę, dbają o bezpieczeństwo dzieci, a nie priorytet nie ubrudzenia sukienki za 300 zł, z kolekcji boho jednej z wiodących polskich projektantek, w której przydreptała do przedszkola mała Zosia.
Moje dzieciaki wracają z przedszkola przemęczone. Już nie śpią w ciągu dnia, są w starszych grupach. Od wieku 4 lat w przedszkolu jest podręcznik (mieliśmy zadania domowe), podstawa programowa napakowana do granic. Dzieci mają gimnastykę, angielski i tańce. Nie mogłam wyjść z podziwu, kiedy na koniec roku zaprezentowali nam pokaz taneczny, w którym znalazły się elementy sześciu różnych tańców. W prywatnych przedszkolach, do których chodzą dzieci znajomych są dwa języki, robotyka, ceramika, balet, dogoterapia, basen, piłka, plastyka, tenis. To wszystko w pakiecie dla trzylatka. Czy myśmy wszyscy zwariowali?
Ile potrzeba wytrwałości, żeby się zmotywować, każdy z nas wie. Kurs prawa jazdy – wymęczony, 10 dodatkowych lekcji, a i tak ktoś nie podchodzi do egzaminu, brakuje tej końcowej fazy „zrobię to”. Kurs angielskiego – każda szkoła na początku roku przeżywa oblężenie, a już koło listopada na zajęcia przychodzą 3-4 osoby. Siłownie pękają w szwach w okolicach września (początek roku szkolnego – czas na zmiany), listopada (przed Sylwestrem), w styczniu (postanowienia noworoczne), w kwietniu (po Wielkanocy, przez sezonem bikini), potem świecą pustkami. Ile znam osób, które zaczęły biegać, kupiły porządne buty, na telefon ściągnęły apkę, która miała być świadkiem bicia życiowych rekordów. Wytrwały pojedyncze egzemplarze – bo czasu nie ma, bo za zimno, wieje, nudno, trudno.
Ciężko jest nam się zmobilizować. Tkwimy w ciele, którego nie lubimy, często podziwiając innych za wytrwałość, której nam brakuje. Jednak od naszych dzieci chcielibyśmy, aby godzinami ćwiczyły kreskę, odpowiednią figurę taneczną, czy właściwą nutę. Balet w wieku 3.5 roku staje się naszym nadrzędnym projektem, sprawdzianem naszej macierzyńskiej zaradności, konkursem właściwego wychowania.
Pamiętam z dzieciństwa, jaka byłam szczęśliwa, że rodzice nie zmuszali mnie do chodzenia do szkoły muzycznej. Mieliśmy w klasie kilka osób, które chodziły, ze łzami w oczach. Szybko zostawały sprowadzane na ziemię, kiedy okazywało się, że nie mają talentu. Oprócz potulności i zgodności, akceptacji swojego losu, nie wyróżniały się niczym szczególnym. Żyją teraz szarym życiem, jak reszta z nas. Godziny poświęcone na mozolne ćwiczenie jednego dźwięku nic im nie dały, oprócz, podejrzewam – niechęci.
Znam też mamę trzech córek, która poświęca cały czas swój i swojej rodziny, karierę i pieniądze dla gimnastyki. Jej najstarsza córka przyszła kiedyś ze szkoły, zrobiła szpagat i poprosiła – zapisz mnie. Od tego czasu minęło kilka lat. Teraz gimnastykę uprawia cała trójka, mają osiągnięcia, zdobywają tytuły na kolejnych mistrzostwach. Spytałam kiedyś mamę, czy nie boi się, że sport zniszczy im życie, zaniedba edukację i doprowadzi do rozstroju nerwowego przez ciągły stres spowodowany rywalizacją. Odpowiedziała, że kiedy tak z mężem pomyśleli i na chwilę odciągnęli dziewczynki od gimnastyki, nakazując skupienie się na beztroskim dzieciństwie – były nieszczęśliwe. One same wstają o 3 nad ranem w sobotę, bo akurat jadą daleko na zawody. Biegną po szkole zziajane na trening, na który czekają od rana. Kochają to i nie wyobrażają sobie bez tego życia. Zaczęło się od chęci ale i wrodzonego talentu, którego nie ma każdy z nas, którego nie wypija się z mlekiem ambitnej matki.
Chodziłam w podstawówce na tańce, podobało mi się, a potem przestało i więcej nie chodziłam. W liceum zamarzyłam o angielskim i dużo się go uczyłam, godzinami tłumaczyłam piosenki, bo chciałam wiedzieć, o czym są. Chciałam, nie musiałam – tutaj jest różnica. Od prawie dwóch lat chodzimy z dziećmi na basen. Tylko dlatego, że to uwielbiają i aż piszczą z zachwytu, kiedy okazuje się, że jest sobota. Kostium kąpielowy był pierwszą rzeczą, którą samodzielnie udało się dzieciom ubrać, zdarzało się, że jedli w nim sobotnie śniadanie.
I będę czekała na taki dzień, kiedy moje dziecko kolejny raz pokaże mi jakiś sygnał, że coś je na tyle zainteresowało, że chce spróbować to zrobić. Ze swojej strony dołożę starań, aby pokazać dzieciom różne formy aktywności, zabiorę na jedne zajęcia. I może spróbuje i akurat będzie to strzał w dziesiątkę, tak jak basen. Wtedy będę kibicować, wozić na treningi i inwestować w sprzęt. A może nie będzie i zrezygnuje po jednym treningu. Tak też będzie dobrze. Nie będę nikogo do niczego zmuszać, bo z tego i tak nic nie wychodzi. Na siłę geniusz się nie rodzi. Jak na razie pozwolę moim dzieciom po prostu być dziećmi.

Masz rację Daga. Moja Julka sama wybiera sobie zajęcia na które chce chodzić, analizuje z nią za i przeciw. To ma sprawiać jej przyjemność a nie mi. Od 3 lat jestem w szoku ping-pong uwielbia 🙂
Ha ha ping-pong, niźle! Fajnie, że znalazła coś swojego!
Ja jestem jak najbardziej za wspieraniem dzieci w odkrywaniu i rozwijaniu ich pasji, ale wspieraniu, a nie przymuszaniu i staniu z przysłowiowym „batem” typu stój tu i ucz się tego… Myślę, że wszystkie te zajęcia dodatkowe są w porządku, o ile to dziecko chce na nie chodzić, a nauczycielki czy instruktorzy potrafią poprowadzić te zajęcia odpowiednio do wieku uczestników. Mi się wydaje, że wielu rodziców spełnia własne marzenia kosztem dzieci… i jeszcze mówią: ” Ja nie miałam takich możliwości jak Ty…to się przyłóż” czy coś w tym rodzaju, że dziecko czuje presje rodzica na sobie.
Jasne, że tak. Ja na razie jestem na takim etapie dość obojętnym. Będę wspierać jak będzie chociaż chęć. Nic na siłę. Jak zamarzy mi się taniec to sama się zapiszę na lekcję, a nie będę dzieci nim katować.
Przez ok.10 lat jeździłam z córką na turnieje tańca towarzyskiego, wydawaliśmy wszystkie pieniądze na prywatne lekcje (rodzice partnera też), cały czas poświęcałam JEJ PASJI. Mąż zostawał na weekendy w domu a my podróżowałyśmy po Polsce i za granicę, żeby zdobywać kolejne puchary i medale….. Miałam nadzieję, że córka będzie miała z tego np. dodatkowy zawód i zostanie sędzią. Doszła do podwójnej A klasy( w standardzie i łacinie). Zabrakło tylko „S”-ki…. Gdy byłam w ciąży z bliźniaczkami przestała tańczyć, stwierdziła, że robiła to TYLKO DLA MNIE !!! Zostały piękne suknie, które sama po nocach wyklejałam kamieniami….. Dziewczynki raczej nie będą tańczyć (już nas nie stać) i tak jak u Ciebie – zdecydują same czego chcą. W przedszkolu mają 2 x angielski po 30 min i zapisałam je na Religię (bo jesteśmy wierzący i chodzimy do Kościoła oraz do SNE) – wystarczy….
To tylko wspomnienia….
Wow! Taniec to ogromne poświęcenie, zresztą tak jak napisałaś. Szkoda, że córka robiła to tylko dla Ciebie, może dlatego nic z tego nie ma? No ale skąd mogłaś wiedzieć?
Bycie rodzicem jest strasznie trudne. Bo w żadną stronę nie można przedobrzyć, z jednej zbyt ambitni rodzice mogą zniszczyć dzieciństwo własnego dziecka, z drugiej, można zaprzepaścić rodzący się talent – bo w pewnym wieku może zabraknąć zapału i chęci a to może być tylko chwilowy „kryzys”. Dlatego trzeba uważnie obserwować swoje dziecko, patrzeć, co daje mu radość, w czym jest dobre, tylko to takie łatwe wydaje się w teorii, gdy się o tym mówi. A w praktyce? Wiadomo.
Tak trochę z boku tematu – na spotkaniu w Sosnowcu mieliśmy spotkanie z trenerką psycholog z Evo Kids – oni pomagają rodzicom między innymi w określeniu predyspozycji i optymalizacji zajęć dodatkwoych, właśnie po to, żeby nie ciągać biednego trzylatka na dwadzieścia różnych, ale jedne czy dwa na prawdę mające sens. Mnie to bardzo zaciekawiło, wiem, że mają coś dla przedszkolaków, bo ta psycholożka ma syna w tym wieku.
Fajna ta organizacja, muszę się wgryźć w temat, dzięki!
Ostatnio słyszałam w przedszkolu rozmowę dwóch mam, które bardzo się żaliły na dodatkowe zajęcia z tenisa (do przedszkola przyjeżdża ktoś ze szkoły tenisa i za dodatkowa opłatą 50 zl uczy gry). Mamy były oburzone, że dzieci tylko rzucają piłkami , a nie dostają profesjonalnych rakiet, a znani tenisiści rozpoczynali naukę gry w wieku 3 lat! Te panie chyba nie wyobraziły sobie grupy 30 przedszkolaków z rakietami, piłkami i jednym trenerem. Po takich treningach na pewno dzieci zostaną gwiazdami sportu.
O Panie! Serio? To jest dla mnie niewyobrażalna wręcz głupota! Tenis w wieku 3 lat! To znaczy wierzę, że jeśli ktoś ma ponadprzeciętne zdolności to one w okolicach tego wieku wychodzą, ale bez przesady – nie wszyscy go mają. Paranoja.
Ale potem można się pochwalić znajomym: Moje dziecko gra w tenisa! I którejś sąsiadce opadnie kopara ?
Tak, tak to tak samo jak z tym – moje już siedzi w wieku 2 miesięcy. Działa tutaj ten sam czynnik 🙂
Ciężko jest nam się zmobilizować. Tkwimy w „ciele, którego nie lubimy, często podziwiając innych za wytrwałość, której nam brakuje. Jednak od naszych dzieci chcielibyśmy, aby godzinami ćwiczyły kreskę, odpowiednią figurę taneczną, czy właściwą nutę” – to jest całe clue! Uważam, że jest super, jeśli rodzice mają możliwość dać dziecku spróbować wszystkiego co mu się umyśli: piłka, taniec, karate, śpiewanie. Nie dlatego, że rodzic ma niespełnione ambicje i chce wychować noblistę, ale dlatego że to dziecko chce. To żaden wyczyn zmuszać i męczyć malucha, bo np. ojciec był tenisistą i mu nie wyszło, więc syn niech trenuje od najmłodszych lat. Po pierwsze chęć, po drugie wiek. Dobrze, by dzieciak sprawdził się na wielu płaszczyznach i sam coś wybrał. My, tak jak Wy – chodzimy na basen już 8 miesięcy i to to najlepsze co mogliśmy zrobić. Córka jest ruchliwa i jest mega szczęśliwa, gdy może szaleć w wodzie. Wydaje mi się, że lubi muzykę i chyba spróbuję zabrać ją na jakieś próbne zajęcia dla maluchów. Nie chcę uzupełniać jej kalendarza, ale zapewnić jakąś rozrywkę raz, dwa razy na tydzień. Nie wiem czy to już nie szaleństwo, ale chyba to niewiele w porównaniu z tym co robią przedszkolakom. Szkoda tylko, że rodzice nie mają dystansu do tych spraw… Ja zaczęłam trenować w wieku 10 lat i to były piękne lata mojego życia. Chciałabym, by moje dziecko miało pasję, ale nigdy nie będę pchać jej tam gdzie „ja ją widzę”. Daga, czy bardzo się obrazisz jeśli wrzucę link do mojego tekstu, właśnie o sporcie? Jest tam kilka uniwersalnych prawd, które działają też w innych dziedzinach i może kiedyś komuś pomoże. Pozdrawiam Cię Super Mamo!
Wrzucaj kochana, dzięki. Jestem za tym, żeby dawać wybór. Ja jeżdżę na basen bo to jest fajny sposób na spędzenie soboty. Dzieciaki to kochają, szczególnie, kiedy za oknem jest -20 stopni, a w sercu tęsknota za latem.
Dziękuję, zatem wrzucam: http://napoziomie.eu/malyczlowiek/jazda-na-trening/
Ostrzegam, że to perspektywa starszego już dziecka, które było w „czymś” zakochane i nigdy do żadnej aktywności nie zmuszane.
O to to to. Przeraża mnie ten wyścig szczurów. Właściwie jest on widoczny od samego początku – czyje dziecko ma pierwszy ząbek, czyje pierwsze chwyci stopę, zacznie raczkowac, chodzić, mówić. Masakra. Póki co, moja córa kończy dziś 5 miesięcy, ale już wiem, że nie mam zamiaru przeladowywac jej zajęciami dodatkowymi. Jedynymi, na które będę jako tako je namawiać, będzie angielski lub/i inny język, który sobie wybiorą, a także basen. Jeśli jednak to nie wypali, przecież nie będę rwac włosów z głowy. Współczuję dzieciakom, które nie mają ani jednego popołudnia wolnego, a weekend muszą poświęcić na na robienie szkolnego materiału, na który nie miały czas w tygodniu. Albo, co gorsza, na kolejne zajęcia dodatkowe!
Niestety tak to bywa w naszych czasach. I masz zupełną rację – to się zaczyna od kołyski, kiedy mamy robiąc wręcz krzywdę swoim dzieciom zmuszając je do siadania czy chodzenia zanim same z siebie to opanują. Raz takiej Pani, która mi powiedziała, że jej dziecko to geniusz w porównaniu do moich bo już samo chodzi, śpiewa całe piosenki i zakłada buty odpowiedziałam, że moje czytają w dwóch językach 🙂 Było wesoło.
Ja też presji nie czuje, choć pewnie wynika to częściowo, że u prawie 2 latka raczej o talentach nie ma co mówić a o skupieniu to nawet żartować . Wiesz co mnie jednak zastanawia/ martwi, ta ogólna presja podchodząca pod wyścig szczurów. Już teraz nasze pokolenie doświadcza go, choć w dzieciństwie nie był nam znany. I co on daje, prace od 7-23, ciągłą potrzebę zarabiania, więcej i więcej, bycie super, cool i trendy na wszystkich płaszczyznach życia. To jest wykańczające. A co będzie z naszymi dziećmi ? Skoro ten cyrk zaczyna się już w przedszkolu? Najgorsze, że nawet jeśli my się temu opieramy to presja ogółu zawsze zrobi swoje. Jak już raz wejdziesz na karuzele nie da się z niej zejść, a ona się kręci, kręci…
Rewelacyjny komentarz. To jest dokładnie tak jak piszesz. My, rodzice, którzy daliśmy się, albo zostaliśmy bez żadnej możliwości wyboru, wtłoczeni w ten kołowrotek, teraz mimowolnie wciskamy w niego dzieci. Sami pracujemy od rana do nocy, a dzieci, często z braku czasu zapisujemy na kolejne zajęcia, żeby też kiedyś były super trendy cool. Smutne, muszę to przemyśleć, żeby nie dać się zwariować.
Przesada z tymi zajęciami dodatkowymi, dajmy dziecku odetchnąć, trochę poleniuchować w domu. Bez sensu jest dla mnie takie zapędzanie dzieci do roboty od małego. Mój synek od września ruszył do przedszkola, ale dodatkowo będę kontynuować jego wizyty u logopedy. Postanowiłam, że w te dni nie będę wysyłać dziecko do przedszkola. Nie chcę go przemęczać.
Masz rację, szczególnie, że mowa jest bardzo istotnym elementem rozwoju i lepiej tym się zająć, opanować podstawy. Synek pewnie byłby zbyt zmęczony po całym dniu w przedszkolu, żeby móc się skupić na zajęciach z logopedą.
Nie ma nic gorszego jak spełnianie swoich niespełnionych ambicji za pomocą dziecka. Wiadomo, że każdy chce żeby jego dziecko miało w życiu lepiej- ale nic na siłę. Miałam koleżankę która przymusowo chodziła na naukę gry na pianinie- bo jej rodzice wierzyli, że w razie czego będzie mogła w taki sposób zarabiać. Ona tego nie lubiła, więc pewnie nie trudno się domyślić, że pianistką nie została, kupa pieniędzy i nerwów tylko stracona. Trzeba pozwolić dzieciom być dziećmi. Niech same decydują o tym co sprawia im radość 🙂
Z tym pianinem to ja w sumie nie znałam ani jednego dziecka, które w podstawówce CHCIAŁO na czymś grać, zawsze to była kara i zmuszanie. Po co? Jak jest talent to dziecko się wręcz wyrywa, żeby coś zrobić, nie trzeba zmuszać.
Fakt, w naszym przedszkolu też nas atakują różnego rodzaju ulotkami promującymi zajęcia dodatkowe dla dzieci. Mysleliśmy z mężem czy aby Pierworodnego na coś nie napisać. Tylko na co? Pierworodny cały czas mówi o „czerwonym treningu” (???). Mąż obstawia zatem sztuki walki 😉 Ja bym wolała go zapisać na taniec, żeby nie był beztalenciem jak jego ojciec… 😉 A z tego co widzę Pierworodnemu najwięcej radości sprawia karaoke w domowym zaciszu 🙂
Nie mam zamiaru przemęczać psychicznie naszych dzieci z powodu wyścigu szczurów. Wolę pójść z nimi na plac zabaw i pobiegać albo spokojnie poleżeć na dywanie w domu.
Haha, ja też chyba Dominika zapiszę, u nas ten sam problem z tatusiem 🙂 Ja też lubię się z dziećmi poturlać po dywanie, zauważyłam, że śpią wtedy dużo lepiej, nie wybudzają się nerwowo jak po pełnym aktywności dniu.
To co się teraz dzieje to jest jakiś absurd! My chodzimy do prywatnego przedszkola i w pakiecie mamy tylko angielski, rytmikę i zajęcia z gotowania. Extra jest taniec na którego mojego synka nie zapisałam ponieważ nie chciał. Mówi ze nie lubi tańczyć to przecież zmuszać nie będę. Od tego roku zaczynamy przygodę z basenem na zasadzie profesjonalnej nauki pływania dla mojego 4 latka (po wakacjach tylko basen, basen i ja chce pływać). Możliwe ze pochodzimy miesiąc moze i 4 lata kto wie. Młodsza nie ma nic – ani nauki pływania (chodzi ze mna na basen jak 4latek ma kurs i się ciaplamy w wodzie), nie ma tańca (chciała chodzić na taniec towarzyski ale jak przystało na 2.5 latke nie rozróżnia prawej i lewej strony jeszcze za dobrze wiec sam instruktor odradził), jak jej chęci nie miną to spróbujemy za rok teraz ma gimnastykę muzyczną tylko z podskokami i wugłupami co uwielbia 😉 Najważniejsze żeby dzieci robiły to z pasją i miłością a nie pod przymusem bo rodzice sobie to wymarzyli. Dla mnie 3 czy 4 latek ma jeszcze czas na realizowanie swoich pasji jeżeli wogole możemy mówić o pasjach u 4 latka. Według mnie to są bardziej fascynacje niż pasje 🙂
Zajęcia z gotowania – rewelacja!!! Jak dziecko chce to (z rozwagą, żeby miało też moment na ponudzenie się w domu) niech chodzi, ale nigdy nie zmuszać i wypełniać każdego dnia zajęciami.
przykre jest, że rodzice próbują na dzieciach spełnić swoje ambicje
I jeszcze potem odwracają się od nich jak się nie uda.
a moim zdaniem warto, żeby dziecko próbowało, bo skąd ma wiedzieć czy coś lubi robić czy nie lubi robić jeżeli nie spróbuje? wiadomo nic na siłę, ale może kiedyś wybierze sobie coś jedynego w czym warto być dobrym 🙂
Jasne, że tak – pokazać, zachęcać, wybrać jedne na które dziecko chce chodzić i wspierać. Ale nie codziennie, nawet w weekend wlec i zmuszać dziecko wpychając je do sali, bo musi.
Sonia Shafer amerykanska specjalistka ds edukacji wspominala w swoim wykladzie raport pediatry, ktory zauwazyl ze poziom stresu wsrod tamtejszych przedszkolakow porownywalny jest z tym co widzial u ludzi w strefach wojennych. Przyczyne tego widzi w zbyt duzej ilosci informacji I zbyt napietym programie zajec. Dzieci potrzebuja spokoju zeby prawidlowo sie rozwijac.
Dzięki za info, z ciekawości zerknę na ten raport. To jest bliskie moim odczuciom. Dzieci są teraz stale atakowane bodźcami, a najbardziej szczęśliwe są jak zostawi się je na chwilę w spokoju.
Czasem się zastanawiam, czy ty mi czasem jakiegoś programu szpiegowskiego nie zainstalowałaś w mojej głowie, bo temat jak zwykle wyjęty z moich przemyśleń ? u nas na wsi nie ma takiej presji jeśli chodzi o inwestycję w dzieci, wręcz można stwierdzić że jest totalny minimalizm wśród rodziców – a już nie daj Bóg by im ktos kazał płacić za rytmikę języki itp.w przedszkolu jak to bywało – nie było wówczas chętnych!
Jako mama miałam jakąś pokusę, że może dzieci mogłyby… Ale szybko mi przeszło – pod uwagę wzięłam fakt, że dzieci autentycznie są zmęczone po całym dniu w przedszkolu, pierwszy rok prawie w całości jednemu z synów upłynął na adaptacji. Poza tym jak się mieszka poza większymi miejscowościami każde zajęcia wzrastają o niemałe koszty dojazdu, a także angażują sporo czasu. Wydaje mi się, że bieganie po ogrodzie, rowerki, budowle z piasku, kopanie piłki, wspinaczki po placu zabaw dają im nie mniej radości niż na siłę wydumane zajęcia „bo taka moda”. W tym roku jest w przedszkolu angielski, 2razy w tyg po 30minut- zobaczymy, czy ich zachwyci? ps.basen uwielbiali, trochę żałuję że to zaniedbaliśmy, ale i wytrzymanie na zajęciach półgodzinnych w wodzie rok temu to był dla chłopaków mega wyczyn!
Zainstalowałam! Nazywa się blog 🙂 U nas też dojazdy odpadają, bo wtedy dzieci mi w samochodzie usypiają, a potem nie mam serca ich budzić. Basen na pewno warto, ja to bardziej traktuję jako okazję do wyszalenia się w wodzie, jak za oknem szarówka, a nie jakieś olimpijskie pływanie.
Gaja od paru dni jest przedszkolanką „na pełny etat”, a ja się już zastanawiam, czy osiem godzin to nie za dużo. Nie mam zamiaru posyłać jej na dodatkowe zajęcia, bo ma dopiero trzy lata i nie będę jej zabierać dzieciństwa. Za kilka lat może i pomyślę o czymś takim, ale teraz nie miałabym serca robić z niej małegp geniusza. Dzieciństwo jest jedne, a na naukę nigdy nie jest za późno. Wolę moje dziecko szczęśliwe, niż zabiegane i zdyscyplinowane. Poza tym już i tak ma więcej do przyswojenia, bo jest dwujęzyczna, więc jak na razie niech to wystarczy. O tenisie pomyślę za kilka lat, o ile będzie chciała :).
Ja nie wiem Sabina co z Ciebie za matka! Gdzie angielski? Tenis? Robotyka i balet? Czy Ty w ogóle jako matka o przyszłość swojego dziecka się nie martwisz? Przecież od tego pianina w wieku 3 lat zależy kariera i dorosłość Gai! Nie wiem, nie wiem, te matki teraz to takie niepozbierane…
Angielski piszesz? Jak na razie wystarczy mi to, że Gaja uczy się jednocześnie włoskiego i polskiego, bo nieźle miesza wyrazy. Ostatnio otwarła lodówkę i powiedziała, że mam jej dać „saputę”. A co to jest saputa, tego wyjaśnić nie potrafiła (we włoskim słowniku nie ma takiego słowa). Dopiero potem okazało się, że chodziło jej o mydło (sapone), a ja się nie domyśliłam, bo w lodówce go przecież nie znajdzie :).
A pianino i balety, no cóż, wolę być niepozbierana :).
Piąteczka – ja też! Kariera piłkarska Dominika utknęła w martwym punkcie 🙂
Pracowałam w przedszkolu i wiem, że rodzice potrafią zapisać dosłownie na WSZYSTKO. Zwłaszcza, jeśli jest darmowo. Selekcji nie robią żadnej, dziecka o zdanie też nie pytają. W efekcie na większości tych zajęć dzieci leżały, umęczone całym dniem i wszystkim co się działo dookoła. A były to trzylatki, więc nie dziwota ! Zajęcia były po południu, codziennie coś innego- były dzieci, które zapisane były na każde kółko i niekiedy wpychane przez rodzica na siłę do sali… Czy to nie chore?! I próbował człowiek tłumaczyć, rozmawiać… A ile pretensji było ! A dlaczego oni tylko hello, kolory i piosenki? Bo pewnie wg niektórych miały już używać co najmniej czasu Present Perfect 🙂
Pokazać, wspólnie wybrać jedne zajęcia – tak. Na siłę wpychać do sali każdego dnia – nie. Umarłam po komentarzu wg niektórych miały już używać co najmniej czasu Present Perfect – większość angoli nie wie jaki to czas ale trzylatek z Koziej Wólki ma wiedzieć! O.o
NIestety przedszkole to dopiero początek:((( W szkole jest jeszcze gorzej, często rodzice pierwszoklasistów mają już wybrane gimnazja i licea, oczywiście te najlepsze. A dziecko raczej przeciętne. Z moich obserwacji wynika, że im bardziej niespełnieni rodzice, niezadowoleni z siebie, tym większe nadzieje pokładają w dzieciach, chcą, żeby one koniecznie osiągnęły spektakularny sukces. Dodatkowo rodzice odsuwają od siebie konieczność opieki nad dzieckiem, zabawy z nim, bycia razem, wolą zapłacić za zajęcia, niech ktoś inny się nim zajmie.
Ja wiem, że tak jest. Ja też czasami wolę iść na plac zabaw, szczególnie, że dzieci to uwielbiają, a ja po całym wspólnym dniu jestem zmęczona. Ale ja na przykład tęsknię za dziećmi jak są w dzień przedszkolu i nawet jeśli nie robimy nic wystrzałowego, to lubię popołudnie/wieczór spędzić wspólnie, a nie biegając w stresie na kolejne zajęcia.
Teraz dziecko nie może się nudzić:((( Musi cały czas robić coś twórczego, a czasem tak jak piszesz popołudnie spędzone bez fajerwerków, ale razem z rodzicami może być dla dziecka bardziej wartościowe niż kolejne zajęcia. Dobrze, że są jeszcze „normalni” rodzice:)))
Nie wiem na ile, bo jednak trochę tego szału daje się we znaki 🙁
bardzo zdrowe podejście w tych czasach. moja Starsza próbowała wielu rzeczy, zakończyła na ściance wspinaczkowej i przymierza sie do wspinania po prawdziwych górach. także nic na siłę, a dziecko samo znajdzie swoją pasję 🙂 pozwalać dziecku smakować. dziecko jest tak krótko dzieckiem.
Ścianka spinaczkowa to mega wyczyn – fajnie, że jej się podoba. Jestem za tym, żeby dziecku pokazywać możliwości ale na siłę nie zmuszać, jeśli coś nie podejdzie.
A wcześniej, jeszcze przed żłobkiem, jest nauka czytania, liczenia i angielskiego. Mam nadzieję, że nie będę tego żałować, ale na chwilę obecną skupiamy się na układaniu klocków.
No i chwała Ci za to!
Bardzo mądre podejście. U nas w przedszkolu jest dodatkowa plastyka i angielski. Rok temu nie zapisaliśmy jej na nic, miała obowiązkową rytmikę i angielski – wystarczyło, ale większość dzieci chodziła jeszcze dodatkowo. W tym roku zapisałam ją na plastykę, bo chciała. Weekendy i popołudnia spędzamy w domu lub na aktywnościach, które jej za bardzo nie obciążają, chodzimy do kina, do teatru, teraz planujemy wybrać się do filharmonii, ale nic nie jest obowiązkowe.
Też lubimy wybrać się do kina, choć czasami ze względów finansowo-logistycznych robimy seans filmowy w domu. Rozkładamy fotele, zasuwamy rolety, prażymy popcorn i oglądamy film 🙂
Wszystko
zależy od dziecka. Znam takie, które po przedszkolu są tak zmęczone, że
nawet na plac zabaw nie chcą wychodzić, bo wolą pobawić się w domu, na
dywanie, W CISZY I SPOKOJU autkami… Nasza córka (lat 5) w zeszłym
roku miała zajęcia 3 x tygodniu i nie narzekała. Chodzila na balet i
gimnastykę, bo SAMA chciała. Ku mojemu zaskoczeniu dawała radę! Bardziej
to mnie męczyła ta gonitwa przez miasto, z pracy do przedszkola i na
zajęcia, wszystko szybko, byle się nie spóźnić.. Teraz we wrześniu sama
upominala się, czy zapisałam ją na gimnastykę (balet odpuszczamy), znudził jej się) i
zajęcia plastyczne? Nie widzę nic złego w zajęciach dodatkowych jeśli
dziecko tego chce. Bo jeśli to rodzic chce, a dziecko nie – to nic
dobrego z tego nie wyjdzie…. Wcześniej, czy później dziecko zacznie
się buntować i stawiać i rodzicom odbije się to czkawką. Zapraszam do
mnie, gdzie też piszę o zajęciach dla dzieci, zwłaszcza o tych
sportowych. Piszę o tym na podstawie własnego, sportowego dzieciństwa i aktulanego dzieciństwa mojej córki 🙂 http://opiniemamy.pl/czy-dzieciom-potrzebne-sa-zajecia-pozaprzedszkolne/
Ja się z tym zgadzam – jeśli dziecko chce i daje radę – niech chodzi na dodatkowe zajęcia codziennie. Ale nie jak chce tego mama i zmusza.
Zdrowe podejście do sprawy 🙂
Nie ma innego wyjścia 🙂
Zgadzam się, że jest tego dużo. O wiele więcej niż kiedyś, choć i tak w porównaniu do wyścigu już niemowlaków w krajach azjatyckich u nas jest sielanka i pełen luz 🙂
Ale nie zgadzam się z jednym – że wrodzonego talentu nie ma każdy z nas.
Ja uważam, że każdy ma jakiś talent i tylko w 90% nigdy tego nie odkrywamy, ot ma filozofia 🙂
Jasne, że tak ale ten talent można mieć na przykład do szycia. Chodziło mi o to, że matki posyłają na siłę dziecko na lekcje tenisa, choć i trener i dziecko i sama matka widzi, że nie ma do tego talentu. Ten, który jest warto odnaleźć i pielęgnować.
Ten wyścig szczurów zaczyna się jeszcze przed przedszkolem. Ambitne matki porównują swoje dzieci doprowadzając siebie i dzieci do nerwicy. Później moze być juz tylko.gorzej. a wystarczyłoby akceptować i słuchać własnych dzieci.
Dokładnie. Ja nie brałam w tym udziału. U mnie wszystko było do góry nogami i nie mogłam się z nikim porównywać. Do teraz staram się tego nie robić. Mam trojaczki, do tego męża obcokrajowca. Każda rodzina jest inna i trzeba, tak jak napisałaś, słuchać swoich dzieci i swojego przeczucia.
Po tym artykule utwierdziłam się w przekonaniu, że to, co kupię zanim moje dziecko, w moim brzuchu jeszcze, skończy 3 lata to będzie pianino. Córcia jak nie będzie chciała uczyć się grać to nie, ale ja za to przypomnę sobie nutki i zrealizuję marzenie z dzieciństwa. Bo o ile rodzice zapisali mnie, po ogromnych, długotrwałych namowach, na zajęcia z jakimś wiejskim grajkiem (ja chciałam Chopina grać, wówczas tylko chyba to nazwisko kojarzyłam z muzyką poważną), to jednak instrumentu się nie doczekałam, wzięli mnie na przeczekanie, no i znudziło mi się, bo nie chciałam grać wiejskich potupajek.
Koniecznie to marzenie zrealizuj! Dla siebie! Może akurat córka podchwyci? Życzę Wam wielu wspaniałych chwil z tym instrumentem.
Chciałabym, żeby moi rodzice to przeczytali te 20 lat temu. Od 6 roku życia chodziłam na zajęcia plastyczne, które bardzo kochałam. Jednak przestałam po trzech latach, bo zlikwidowano moje kółko. Rodzice nie znaleźli mi innego, bo przecież to niepotrzebne. Marzyłam o śpiewie i grze na gitarze, na marzeniach się skończyło, bo przecież nie mam talentu i szkoda pieniędzy. Fakt, nie mam talentu, alegra na gitarze nie jest taka trudna, a i gitara wtedy w domu była. A że śpiewaniem to tylko by mi pomogło, pewnie spiewaczką bym nie została, ale i bym teraz aż tak nie wyłącznie. Obiecuję sobie, że jeszcze kiedyś sobie popieram i pogram.
Za to 8 lat chodziłam z płaczem na basen. Eh.
Ja też chciałam rysować, ale rodzice mi nie pozwolili pójść do liceum plastycznego 🙁 Bardzo długo tego żałowałam. Trzeba słuchać dziecka. Basen z płaczem i lenistwo, bo się nie chce na lekcje dziecka wozić – mam nadzieję, że my tego unikniemy, ucząc się na błędach naszych rodziców.
Też mam taką nadzieję!
Świetny post!
Hej! Ciebie się tutaj nie spodziewałam. Podglądam bloga, witam w moich progach 🙂
Haha, no widzisz, ja też podglądam od dawna, ale nigdy mi się nie składa z komentowaniem 🙂 Ale poprawię się, bo warto 😉
No właśnie, ja też nie wiem czemu. Obiecuję poprawę!
Już nieraz myślałam o tym temacie…nieraz go przerabialiśmy na żywo ? nasz 5-letni syn to wulkan energii i musi to gdzieś wyszaleć, poza dbaniem o kondycję fizyczną rodziców? zawsze uważaliśmy że dobrze będzie jeżeli pomożemy naszemu dziecku w odnalezieniu własnej pasji, była wiec gimnastyka, tańce, zajęcia artystyczne… teraz mamy piłkę nożną i chyba to jest to? sam z chęcią biegnie na zajęcia, daje z siebie 100% i nigdy nie marudzi, ale widzę niektóre dzieci na treningu…i myślę dlaczego Ci rodzice tak męczą swoje dziecko i kto tu ma ochotę na trening bo bynajmniej nie jest to ten maluszek…ach w dziwnych czasach żyjemy, myślę że jeszcze trochę i będziemy zbierać plony nieodpowiednich działań wychowawczych rodziców i przestymulowywania dzieci…
Mój Domi był raz i powiedział – nie chcę. Poszliśmy jeszcze raz, ale nawet nie chciał się przebrać. Tak więc odpuszczamy. Spróbujemy za rok, może w tym czasie sam nam coś podpowie. Współczuję wszystkim zmuszanym, ciągniętym na siłę na zajęcia dzieciom. Po co?
Na szczęście teraz oferta zajęć rozwijających zainteresowania dzieci jest duża, na pewno coś mu wpadnie w oko, podpatrujcie czy woli gry zespołowe, rywalizację czy może spokojną zabawę w mniejszej grupie, czy lubi prace plastyczne a może ma talent muzyczny? Możecie podpytać nauczycielkę w grupie bo ona zawsze widzi dziecko troche inaczej niż rodzic? a tak na marginesie cudowne masz te dzieciaczki?
Dziękuję <3