Wyjeżdżamy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że zaskoczy Was ta informacja. 12 stycznia 2017 roku wyjeżdżamy do Australii, do Perth. Nie wiem, czy na stałe, bo ja już trzy raz wyjeżdżałam i zawsze wydawało się, że na zawsze.

Dlaczego wracałam? Każdemu, kto zna naszą sytuację zawsze przychodzi do głowy pytanie, dlaczego tkwimy w Polsce, skoro mamy opcję żyć w kraju mlekiem, miodem i najlepszym na świecie Shiraz płynącym? Ano dlatego, że Kraków to moje miejsce na ziemi. Tutaj czuję się sobą. Nie zgadzam się z poglądem, że w Polsce nie ma możliwości, a Polacy są zawistni. Każdy kraj ma plusy i minusy, a ludzie… na całym świecie są bardzo podobni. Mieszkałam już w Australii, w Stanach, w Wielkiej Brytanii i wiem to na pewno. Wszyscy chcemy tych samych rzeczy – pokoju, miłości i bezpieczeństwa finansowego.

Mój mąż przez pobyt w Polsce stał się innym człowiekiem. Otworzył się na świat, zrozumiał, co oznacza bycie Polakiem. Wydaje mi się, że bez tego nie bylibyśmy w stanie zbudować aż tak głębokiej relacji. Nasz polski system wartości jest zupełnie inny od zachodniego, więc było to dla mnie bardzo ważne. I chciałam, aby tutaj mieszkał, żył, pracował. Łatwiej jest mu zrozumieć moje tęsknoty i obawy.

Jestem patriotką i zawsze, wszędzie, o każdej porze i bez względu na nastroje polityczne powiem, że „Ja to mam szczęście, że (…) żyć mi przyszło, w kraju nad Wisłą…”*. Jestem i zawsze byłam dumna z faktu bycia Polką. I nie brałam w ogóle pod uwagę opcji, aby moje dzieci miały urodzić się gdziekolwiek indziej. Dlatego mieszkaliśmy tutaj, aby dzieci nauczyły się dobrze języka polskiego. To dla mnie priorytet.

Nie wyobrażam sobie, aby teraz tutaj napisać, że Polska to bagno. Owszem, jest dziwnie, to, co się dzieje może przerażać, ale przetrwaliśmy już wiele jako naród, więc i PiS przetrwamy. Bardziej niż polityka przeraża mnie inny realny problem, z którym muszę codziennie walczyć. Smog. Wydaje mi się zwykłym absurdem to, co się dzieje. A właściwie co się nie dzieje. Dopuszczalne normy pyłu bywają w Krakowie przekroczone nawet sześciokrotnie. To przez to nasze dzieci chorują, od tygodni boli nas głowa, mąż ma ataki astmy pomimo zwiększonej dawki leków prewencyjnych, często nie możemy wyjść z domu. Powietrze tutaj, gdzie mieszkam, śmierdzi. Właściwie nie widujemy błękitnego nieba. To wszystko sprawia, że czuję się jakbym mieszkała w kraju trzeciego świata, a nie w rozwiniętej Europie. Chcę móc odetchnąć pełną piersią. Pójść z dziećmi na spacer bez obaw, że zachorują. W końcu chcę biegać bez maski.

Oczywiście w Australii jest inny problem – dziura ozonowa, która sprawia, że słońce wręcz parzy. To dlatego wszyscy na potęgę się smarują kremami z filtrem, nie wyjdą z domu bez nakrycia głowy i chronią się przed słońcem. Zawsze się śmiałam, że rękę bliżej okna w samochodzie mam bardziej opaloną (prawą, bo ruch w Australii jest lewostronny). Osobiście męczy mnie upał, choć oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to narzekania na miarę rozpuszczonego bachora. Bo w Australii jest najpiękniejsze niebo, jakie kiedykolwiek widziałam (nawet na Karaibach takiego nie ma) i pogoda po prostu jest zawsze. Oprócz kilku dni, kiedy pada, słońce praktycznie zawsze świeci. Może dlatego ludzie są tam szczęśliwi. Bo jak już Kazik śpiewał „Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca, nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące, tylko zimno i pada zimno i pada na to miejsce w środku Europy”**. Może coś w tym jest.

Odkąd w Polsce rządy sprawują ludzie nietolerancyjni, a tendencja ta widoczna jest również na świecie (Brexit w Wielkiej Brytanii, wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA), mój australijski mąż po raz pierwszy od dziesięciu lat mieszkania w Polsce, miał kilka nieprzyjemnych sytuacji na tle rasistowskim. Dwukrotnie świadkiem tych (na szczęście na razie tylko słownych) ataków były nasze dzieci. Nie chcę ich wychowywać w duchu nietolerancji i agresji. Można więc powiedzieć, że rzeczywiście, wybór PiS-u przyspieszył naszą decyzję o wyjeździe z Polski, choć tak naprawdę to tylko jeden z bardzo wielu powodów.

Jednym z głównych powodów są dla mnie dzieci. Język angielski zapewnił mi nieograniczone możliwości. Chcę, aby moje dzieci opanowały go na poziomie native. Sama najwięcej nauczyłam się za granicą. Choć miałam solidne podstawy gramatyczne i dużą wiedzę, sprawnego posługiwania się językiem nauczyłam się dopiero będąc w sytuacji, kiedy otaczał mnie ten język z każdej strony. I to chcę dać dzieciom, bo to w moim subiektywnym odczuciu największy kapitał. To wolność.

Martwi mnie polska szkoła i raporty, które wyraźnie pokazują, że nadal uczy się dzieci przez wkuwanie. Sama byłam typowym kujonem, wszystkie szkoły skończyłam ze świadectwem z paskiem, a na studiach miałam stypendium naukowe. Przez 12 lat szkoły i 5 lat studiów nie nauczyłam się jednak tyle, co przez rok studiów podyplomowych w Australii. Podejście do nauczania było zupełnie inne (oczywiście nie mogę porównać studiów z podstawówką, niektórych rzeczy rzeczywiście trzeba nauczyć się na pamięć). Na egzaminach wszystkie pytania były opisowe. Ocena składała się w 50% z aktywności na zajęciach, w 30% z pracy zespołowej, a dopiero 20% z egzaminu. Liczyło się głównie myślenie, kojarzenie faktów i „miękkie” umiejętności. Trochę inaczej niż u nas, prawda?

Kiedy porównuję się z mężem, jego wiedza tak zwana „uliczna” jest większa niż moja. Bo ja na geografii uczyłam się o morenach, a on miał za zadanie przynieść potrawę z Meksyku. Ja na biologii uczyłam się o rozmnażaniu pantofelka, a on jak założyć prezerwatywę. Na matmie uczyłam się całek, a on podstaw inwestowania na giełdzie. Ja na wuefie skakałam przez kozła (do teraz śni mi się po nocach), on uczył się pływać. On na zajęciach praktycznych uczył się zmieniać żarówki i robić jajecznicę, ja pamiętam jakieś dziwne wyszywanki, które i tak w rzeczywistości robione były w domu z dużą pomocą rodziców. Szkoła po prostu przygotowywała do życia w społeczeństwie, do radzenia sobie, czego niestety wielu nam, Polakom, nadal brakuje.

Dlatego od 1 lutego (nie wiem kiedy to minęło, przecież jeszcze wczoraj leżały w inkubatorach!) moje dzieci idą do szkoły w Australii. W tym kraju nikt się nie zastanawia czy są w wieku 5 lat na to gotowe. Bo wszyscy się martwią, czy to szkoła jest na to gotowa. Kiedy w zeszłym roku mieliśmy wycieczkę po typowej państwowej podstawówce w Australii, popłakałam się. Najważniejsze dla Pani dyrektor było pokazanie nam wsparcia, jakiego szkoła udziela dzieciom i rodzicom. I trochę mi się zamarzyło, żeby moje dzieci mogły tego doświadczyć. Kiedy napisaliśmy maila do trzech podstawówek, którymi byliśmy zainteresowani, z pytaniem co mamy zrobić, aby zapisać nasze dzieci, dostaliśmy odpowiedzi w ten sam dzień. Zapraszamy serdecznie! Przynieście zaświadczenie o szczepieniach (!!!), potwierdzenie adresu (rejonizacja) i świadectwo urodzenia, może być nawet dzień przed startem szkoły. Do teraz nie mogę w to uwierzyć. Można bez biurokracji? Bez podań? Bez świadków? Bez focha? I przede wszystkim bez łaski i nerwów? Chce mi się trochę tego podejścia „no problem”.

Ważny jest też dla mnie nacisk na sportowy styl życia propagowany w Australii, bardzo to lubiłam. Wszyscy biegają, ćwiczą, grają w golfa. Place zabaw to dzieła sztuki, na których można bawić się godzinami. No i oczywiście plaża. To dlatego włożyliśmy tyle wysiłku, aby nauczyć dzieci pływać. Zaraz po przyjeździe zapisujemy ich do Nippers (klub małych ratowników). Sama będę uczyła się surfować, ale wymyśliłam, że jednak z wiosłem, bo boję się rekinów. Tak, tak, Australijczycy są dumni z tego, że ileś tam gatunków najniebezpieczniejszych stworzeń na ziemi mieszka właśnie tam. Co dziwne, mieszkałam 3,5 roku w Australii i nie widziałam ani raz ani żadnego strasznego pająka, ani rekina. Widziałam za to wielokrotnie delfiny, misie koala i kangury. Na wolności.

Kolejny powód naszego wyjazdu to mąż. W żartach śmieję się, że albo wyjazd, albo rozwód. Prawdą jednak jest, że mieszkał 10 lat w Polsce i po prostu tęskni. Kiedyś podjęliśmy taką decyzję, trudną dla nas i naszych rodzin i teraz moja kolej na wyjazd. Pogodziłam się z tym wiele lat temu.

Jeśli chodzi o blog, absolutnie nic się nie zmieni. No może tyle, że będę Was trochę denerwować tą pogodą. Problemy rodziców, matek i ich dzieci są przecież na całym świecie bardzo podobne. Liczę na to, że będę miała dla Was jeszcze więcej ciekawych tematów, które zmuszą Was do przemyśleń, może działania.

Moje dzieci są w połowie Australijczykami i najwyższa pora, aby poczuły, co oznacza bycie Ozzie (slang od Australia-Aussie-Ozzie i popularny okrzyk „Ozzie ozzie ozzie oi oi oi”). Mam nadzieję, że i one wyrosną na otwartych, pewnych siebie optymistów, tak, jak i mój mąż. Ale i nie zapomną nigdy co to oznacza być Polakiem. I żadna plaża, kangury i misie Koala tego nie zmienią.

Oczywiście wiem, że będę ogromnie tęsknić. Australia jest bardzo daleko, koszty lotu i logistyka są czasami przerażające. Perth to nie Londek czy Dublin, na weekend za kilka Euro nie da się przylecieć. To jednak jest drugi koniec świata. Ja kocham nasze cztery pory roku (w Australii są w moim mniemaniu tylko dwie – lato i jesień), lubię śnieg, białe Święta (w Australii jest wtedy upał, pamiętam Wigilię, kiedy stałam cały dzień przy garach przy 38 stopniach), rozczula mnie wiosna, tulipany, najpiękniejszy miesiąc maj, bez, truskawki, wrzosy, szeleszczące jesienne liście. Kocham nasze tradycje, lubię polską muzykę, polskie kino, nawet czasami polską kuchnię. Nasze cudne morze, spacer Krupówkami. Sportowe emocje i to jak się wtedy jednoczymy. Będzie ciężko nie widywać na co dzień przyjaciół, rodziny. Oczywiście, że mojej rodzinie jest przykro, niektórzy przyjaciele żegnają nas z bólem serca. Dobrze, że jest Skype.

Ale.

Życie jest bardzo krótkie. Trzeba ryzykować, trzeba próbować, trzeba przeżywać i żyć ze wszystkich sił. Teraz. Świat jest taki piękny! Właściwie zawsze w moim życiu prawdziwe szczęście zaczynało się poza moją strefą komfortu. Mam nadzieję, że i teraz tak będzie.

Lepiej niż Barańczak bym tego nie ujęła.

„Jeżeli porcelana to wyłącznie taka”

Stanisław Barańczak

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

Tak więc pozdrawiam Was ja, wkrótce Matka Polka emigrantka. Bo ja w świecie czuję się też jak u siebie w domu. Bo dom to ludzie, a nie cztery ściany. Będzie się działo!

* Maryla Rodowicz „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos”

** Kazik „4 pokoje”

Zdjęcie mojej wkrótce lokalnej plaży (!) źródło.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

61 komentarzy

  1. Życzę wam tego by ta decyzja stała się jedną z najlepszych w waszym życiu. Ja nie odwazylam się na podjęcie podobnej. Poświęcenie dla siebie nawzajem jest jedną z ważniejszych postaw w życiu.

  2. Podziwiam Cię. Mój mąż chce emigracji do Danii. On już nawet tam pracuje. A ja ciągle się waham i siedzę w Polsce. Boję się? Nie wiem, może. Chociaż wiem, że tam żyje się lepiej to paradoksalnie odkąd mam dziecko to czuję się zablokowana, nie chcę tego wyjazdu. Wiem, że na dłuższą metę nie da się żyć na odległość. I wiem, że prędzej czy później będę musiała podjąć decyzję o przeprowadzce. Tylko póki co nie umiem..

  3. Jak ja będę tęsknić. Jesteś taką trochę towarzyszką mojego macierzyństwa od pierwszych dni z moją córką. Jednak jeszcze parę występów drużyny „P” i dołączę do klubu matek emigrantek. Trzymamy mocno kciuki , szczęścia i samych wspaniałości

  4. Daga, ja od osmiu lat w Hiszpanii. Postawilam wszystko na jedna karte i na razie nie zaluje. Czy tesknie? Oczywiscie!
    Powodzenia i niech moc bedzie z Wami!

  5. Zaskoczyłaś nas? i to bardzo. Myślę jednak że dla bloga to tez fajna sprawa. Poznamy troche zwyczajów panujących w Australii? Dla tej pogody tez bym sie przeprowadziła ? Śniegu u nas i tak jak na lekarstwo wiec co to za zima. Powodzenia w pakowaniu bo to pewnie nie mala logistyka☺

  6. O rany.. Teoretyczne dla mnie-czytelniczki nic się nie zmienia. Przecież można pisać z każdego krańca świata. Mimo wszystko łezka mi się oku zakręciła..
    [Czy to normalne, żeby się przejmować tym, że jakaś blogerka emigruje:)? ]
    Jesteś niesamowitą osobą, tak zwyczajnie mądrą życiowo. Ten post, uzasadnienie wyjazdu tylko to potwierdzają. Widać, że to bardzo przemyślana decyzja, choć zapewne niezwykle trudna. Zwłaszcza dla Ciebie.
    Życzyłabym Wam powodzenia, ale jestem pewna, że go nie potrzebujecie. Czy w Polsce, czy w Australii – jesteście fantastyczną rodziną i się odnajdziecie wszędzie!

  7. Życzę powodzenia, napewno będzie dobrze. Jakiś czas temu zastanawiałam się, czemu jesteście tu a nie tam. Sama wróciłam do kraju po 5 latach na emigracji. Nigdy nie żałowałam, że wyjechałam bo co doświadczyłam, zobaczyłam, zarobiłam i kogo poznałam to moje. Nigdy nie zamknęłam drogi powrotnej, nie zarzekałam się, że nie wróce,że jeszcze raz nie wyjadę czy że dzieci nie wyślę za granicę. 3 majcie się ciepło!

  8. Życzę Wam powodzenia i myślę, że ze względu na tę szkołę, podjęłaś bardzo słuszną decyzję. Dzieciaki będą najszczęśliwsze w słońcu i z uśmiechem na ustach wędrując do szkoły. Od pół roku mieszkam w Anglii (pogody już ci zazdroszczę) i wciąż się uczę nowego kraju, ale widząc różnice właśnie w edukacji (i tutaj są niemal dokładnie takie jak opisałaś, z tymi konkretnymi przykładami) to wiem, że tęsknota tęsknotą, ale świat jest za mały a życie za krótkie żeby spędzać je w jednym miejscu.

  9. Dagmara, bardzo, bardzo z serca powodzenia. Jesteście razem, przytaczasz takie argumenty, że wszystko jest jasne, dlaczego. Trzymam kciuki za nowy rozdział w życiu. Ślij zdjęcia i pisz, tak blisko, jak dotychczas<3

  10. Czytam Pani bloga od dłuższego czasu, śledzę ig, ale uczestniczę biernie w tym życiu blogowym. Teraz gdy przeczytałam wpis o wyjeździe poczułam się trochę jakbyście mi uciekali ;), ponieważ studiuję tutaj w Krakowie i jest mi strasznie przyjemnie z myślą, że Cała Reszta jest gdzieś niedaleko mnie. Po cichu, odkąd znalazłam tego bloga, miałam nadzieje, że gdzieś kiedyś zobaczę słynne El Trojacco. Jednak podziwiam za taka decyzję, ale będzie ona z pewnością tą, której nie będą Państwo żałować. 🙂

  11. Super, dla dzieci same korzyści.. Ponoć najmilsi ludzie tam żyją 🙂 słowa mojego norweskiego instruktora jazdy, był i kocha ten kraj, i wcale nie jestem zdziwiona, podskórnie czułam że kiedyś tam wrócisz… Trzymaj się Daga, czekam na foty tego pięknego miejsca, dom to wy 🙂 ???

    1. W Perth rodzina i przyjaciele. Melbourne bardzo ładne ale i tak uważam, że najpiękniejsze jest Sydney! Zobaczymy jak teraz, bo Perth bardzo się zmieniło odkąd mieszkałam tam wiele lat temu.

      1. Zgadzam się- Sydney najpiękniejsze!;) Wraz z mężem i 2jką dzieci wyemigrowaliśmy do Australii 4 lata temu, mieszkaliśmy w Melbourne, Brisbane i teraz od 2 lat Sydney, tu zostajemy! Australia jest wspaniałym krajem, ani przez chwilę nie żałowaliśmy naszej decyzji:) Powodzenia!!

  12. podziwiam po stokroć. Bo taka decyzja łatwa nie jest, jest nawet bym ośmieliła się rzec, że smutna. W dodatku z Krakowa pochodzisz. Tak bliskie mi to miasto, w którym 7 długich lat spędziłam. A które teraz wspaniale wspominam. Ale nie mam tejodwagi oddalić się od domu rodzinnego, od rodziny, najbliższych. Nie mam tej odwagi.. Z drugiej strony miłość nie wybiera. Mówi się, ze za tą drugą połówką choćby na kraniec świata – i Ty jesteś doskonałym przykładem. A niech Ci tam Daga dobrze będzie 🙂

  13. Czytam Cię regularnie od dawna. Od dawna też zastanawiałam się dlaczego w Waszej sytuacji mieszkacie w Polsce a nie w Austarlii:)
    Argumenty, które przekonują Was do wyjazdu są dla mnie bardzo logiczne (sami mieszkaliśmy w Krakowie 8 lat i zdecydowalismy, że nie możemy tutaj założyć rodziny ze względu na smog, co nie zmienia faktu, że tęsknię za tym miastem do dziś…)
    Sama od ponad 8 miesięcy jestem matką polką emigrntką, i pamiętam, że tuż przed wyjazdem napisałam do Ciebie, bo bardzo obawiałam się wyjazdu z małymi dziećmi, bo wiedziałam, że będziesz rozumiała moją sytuację. Dziś, mimo, że tęsknie czasem tak, że aż boli, przyznaję, że myślę tak jak Ty – życie jest zwyczajnie za krótkie na to, żeby się wahać i nad tym wszystkim zastanawiać. Trzeba działać i będzie dobrze 🙂 A dzieci przystosowują się do takich sytuacji dużo szybciej i lepiej niz dorośli.
    Trzymam za Was kciuki i życzę wszystkiego najlepszego !!! 🙂
    czekam z niecierpliwością na relację z Austalii 🙂

  14. I dokladnie z tych powodow ja nie zamierzam wracac do Polski 🙂 A Wam zycze wszystkiego najlepszego!

  15. Super! :*** nie będę trzymała kciuków bo jestem pewna, że wszystko się uda i będziecie szczęśliwi!

  16. Podziwiam decyzję. Powody są jak najbardziej słuszne, argumentów można jeszcze więcej mnożyć. Powodzenia Wam życzę wspaniała rodzinko. Wyzwań czeka Was cała moc ale to wszystko zaowocuje autentycznym życiem i poczuciem spełnienia. Gratuluję!

  17. Ok no to po przeczytaniu tego tekstu po raz pierwszy przyznalam mezowi ze jednak Australia to dobre miejsce do zamieszkania i kiedys z tego Nowego Jorku tam wyjedziemy. Wielu rzeczy czlowiek nie wie i fajnie jest dowiedziec sie z pierwszej reki jak tam jest wiec z niecierpliwoscia czekam na kolejne wpisy. A tymczasem Wesolych Swiat i udanej podrozy?

  18. Ty to potrafisz zaskoczyć! Co za wiadomość… Z decyzją popieram Cię w 100%, bez tych wszystkich argumentów, które tu szeroko opisałaś, i rozumiem Cię, bo sama mam męża nie-Polaka.. i tez była kwestia wyjechania, tyle że wtedy byłam akurat w ciąży, wiec przeprowadzka w takim czasie to absurd. Chociaż wiem, że On tez tęskni za rodziną, przyjaciółmi, morzem, pogodą…I tak zostało póki co. I przyznam, że pod koniec czytania aż sie wzruszyłam do łez, na serio. Podziwiam za odwagę i przebojowość! Wszystkiego najlepszego Wam życzę i powodzenia!! ??

  19. Dagmarko,
    życzę powodzenia i piszę, że doskonale rozumiem. Mój mąż jest Irlandczykiem, ponad 20 lat w Polsce. Dla dokładnie tych samych powodów (moze bez pogody 😉 choc +10 w grudniu- nie narzekam? od lipca jesteśmy w Irlandii. Angielski, Godność , której w Polsce niestety wciąż brak, szkoła , w której Pani Dyrektor wita każde dziecko po imieniu w drzwiach codziennie rano… dzieci trochę się buntowaly, bo są starsze niż Twoje. Rozumiem, tylko pisać nie przestawaj!!!
    Choc już tekstem o Halince sklepowej juz pewnie w australijskich realiach nie zarzucisz … ?

  20. Genialnie, że macie takie możliwości!!! trzeba z nich korzystać! I wyciskać z życie ile się da!!! dla siebie i Dzieciaków!!!! Odetchnij pełną piersią – dosłownie i w przenośni!!!

  21. Jednak z tą tolerancją to trochę przesada. Po tym, co Australijczycy zrobili Aborygenom a teraz robią (albo nie robią) uchodźcom, to my Polacy powinniśmy być dla nich wzorem tolerancji.

  22. Dagmara ja jestem całym sercem z Toba. Podjeliscie bardzo słuszną decyzję. Jestesmy Polakami ale otwartymi na swiat. Wiem cos o tym bo sama mieszkałam kilka lat na emigracji…. teraz mam wrazenie , ze utknełam w kraju nad Wisłą i z cała nietolerancją, niewiedza i wiele innych… Angielski najlepiej z native speaker… szkoda tylko, ze nie bedziecie chodzic na balet… pozdrawiam

  23. Myślałam, że wyjeżdżacie na święta do ciepłych krajów, a tu przeprowadzka! Świetnie opisalas wszystkie za i przeciw, na tyle przekonująco, że sama bym się smakowała, gdyby nie mój 3 tygodniowy najmłodszy syn, który ni w ząb polskiego jeszcze nie załapał 😉 Co do szkoły, dyrektorki i metod, nie chce myślec, co będzie jak juz mojego 5-latka będę musiała do niej posłać, bo obecnie w przedszkolu ma rozwojowo-artystyczny raj. Szkoła tylko to zmarnuje, ale póki co, brak alternatyw :I (alternatywnych szkół tym bardziej).
    Daga, życzę Wam błękitnego nieba we wszystkich dziedzinach australijskiego życia!

  24. życzymy Wam szczęścia i miłości, jeśli będziecie się wspierać wszystko się powiedzie. Będę niecierpliwie czekać na nowe wpisy i kibicować Wam w nowej rzeczywistości!!!! Pozdrawiam serdecznie

  25. Dagmaro, podziwiam Cię za jakże odważną decyzję…Powiem Ci, że po przeczytaniu tego tekstu świat na chwilę się zatrzymał 🙂 Mam męża Polaka, który zawsze się śmieje, że jestem jego kotwicą, i gdyby nie mój upór, już dawno nie mieszkalibyśmy w Polsce 🙂 Cieszę się Waszym szczęściem, życzę wszystkiego dobrego i czekam z niecierpliwością na nowe posty. Bardzo fajna z Ciebie babka i cieszę się, że jesteś, że pięknie piszesz, że Twoje teksty skłaniają do refleksji. Nie zmieniaj tego. Powodzenia! 🙂

  26. spodziewałam się Waszego wyjazdu na święta – patrząc na tytuł – a tu taka nowina 🙂 super, że macie taką możliwość. Grzechem byłoby z niej nie skorzystać! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *