Trafiło mi się trudne dziecko.

Trafiło mi się trudne dziecko. Chociaż może to złe słowo. Szalone, dzikie, temperamentne, nieokiełznane. Było to wiadomo od pierwszych chwil życia, że pokornie i łagodnie nie będzie. Kiedy zaczęło się raczkowanie, trzeba było zakładać kask, bo pojawiały się coraz to nowe siniaki, a to małe uciekało rozbawione i wchodziło gdzie się dało. Pierwsze wstało, pierwsze wyskoczyło z łóżeczka i pierwsze powiedziało mama. Pierwsze też doprowadzało nas do rozpaczy, nie bacząc na bezpieczeństwo, na jakiekolwiek normy, tłumaczenia i zakazy.

To dziecko, które od małego nazywa się dzikuskiem, diabełkiem, szalonym. Szukałam jakiegoś wytłumaczenia, diagnozy, nazwania tego, czego codziennie doświadczam. Chciałam, nawet mimowolnie, wpisać moje dziecko w jakąś normę, nawet jeśli miała być ona czymś nietypowym, brakiem, defektem lub chorobą. Wydawało mi się, że może to będzie jakaś ulga, może przyniesie to odpowiedzi i rozwiązania, może tak będzie łatwiej.

I nagle zauważyłam, że to, czego doświadczam, to dar. Bo ja wiem, że to moje dziecko nigdy nie będzie przeciętne. Ono będzie szło pod prąd, ono sobie poradzi, już teraz, choć malutkie, daje sobie samo radę. I chociaż nie jest uznawane za „grzeczne”, możliwe, że nawet przeszkadza i dezorganizuje grupy, w których się znajduje, paradoksalnie wiem, że to dziecko jest najbardziej wrażliwe i czułe. To moja mała iskierka, promyczek.

I mam opcje – łamać go, zmuszać, aby się dopasowało, aby było jak wszyscy, tak, jak inni chcą, albo wspierać. Jego odwagę, nieprzeciętną kreatywność, uczuciowość, nawet wybuchowość. Są dni, kiedy nie mam już siły, kiedy nie mogę dać więcej uwagi. Są dni, kiedy moje dziecko, z nadmiaru wrażeń, emocji i energii, kopie, ucieka, krzyczy. Są dni, kiedy potrafię wtedy się opanować i tysiąc razy spokojnym tonem powtórzyć to samo polecenie. Są dni, kiedy nie potrafię, ale wiem, że muszę i mimo agresji, łapię moje dziecko mocno i tulę, aż się nie uspokoi. Czuję jego serducho, jak wali wykończone i skołatane. Bywa, że to nie pomaga, choć na chwilę łagodnieje. Bo ja wiem, że ono wie, że ja jestem blisko.

Są też takie dni, kiedy widzę, że mamy jeszcze wiele przed sobą. Aby nie było pomijane przy rozdzielaniu wierszyków, bo może jakiś numer wywinie, aby nie było wywracania oczami, kiedy ono znowu coś, aby nie było o nim historyjek, które przedstawiają je w złym świetle. Bo jeśli potrafi się do niego dotrzeć, jest cudowne, ciepłe i czułe. Tylko trzeba chcieć.

Ja wiem, że to moje dziecko, które już teraz nie czuje żadnych barier, nie obawia się wyrazić swojego zdania, odpowiednio pokierowane może mieć ciekawe życie. I zamiast wzdychać z żalu, że nie dostałam typowego grzeczniuszka, zaczynam doceniać spryt, otwartość i pomysłowość mojego dziecka. A kiedy nie starcza mi sił na morderczy bieg obok niego, mogę przynajmniej mu kibicować. Wygrywam konsekwencją i spokojem, choć przy szalonym dziecku nie jest to takie proste.

Naturalnie niezależne, zdeterminowane, współczujące, obdarzone silną wolą to przecież nie cechy osób problemowych, choć teraz wierzę, że lepiej by było gdyby te cechy tak mocno się nie ujawniały. To dziecko śmieje się najgłośniej, ściska najmocniej i kocha na zabój. Bo ono wszystko robi na 110%.

I choć wiem, że czeka nas wiele trudności, że moje dziecko prawdopodobnie może mieć problemy w szkole, bo ciężko będzie mu usiedzieć w ławce, bo kiedy samo wcześniej wszystko skończy, będzie przeszkadzało innym, wiem też, że czeka nas wiele dobrych chwil. Może nawet będą one w stanie zrekompensować nieuchronne kłopoty.

Moje dziecko wstaje o świcie i do momentu, dopóki nie padnie, jest cały czas na wysokich obrotach. Wszystko chce sprawdzić, dotknąć, powąchać, zburzyć, spróbować. Głośno krzyknąć, podrzeć, podskoczyć. Nigdy nie brakuje mu energii. Teraz wiem, że wcześniej w ogóle mojego dziecka nie rozumiałam i dużo potrzebuję czasu, aby go lepiej zrozumieć. Tak, jak reszta.

Nie muszę dawać swojemu dziecku etykietek. Właściwie to, że moje dziecko zostałoby zdiagnozowane jako nadpobudliwe, mające zaburzenia integracji sensorycznej, ADHD, czy będące dzieckiem potrzebującym więcej (High Need Baby), nie ma już dla mnie znaczenia. To nic nie zmieni w moim jego postrzeganiu, a na pewno zmieniłoby wiele w oczach innych osób, które mają z nim do czynienia. Nikomu już nie chciałoby się wymyślać sposobów, w jakie można nakłonić moje dziecko do współdziałania i egzystowania w grupie. Szybciej wszyscy machnęliby ręką, polecając typowe metody i środki.

A moje dziecko nie jest typowe.

Nie ustaje w locie, często autodestrukcyjnie biegnąc przed siebie. Nie zna lęku przed obcymi, od wieku lat dwa i pół, samo idzie przez zatłoczoną restaurację prosić kelnera o pudełko na pizzę. Zaczepia wszystkich i wszystko, z każdym negocjuje i przepycha swoje małe, pięcioletnie zdanie. Nawet wtedy, kiedy na czymś bardzo mu zależy i wie, że musi się podporządkować, pokazuje swoje zdanie. A to czapkę ściągnie, a to głośniej krzyknie tam, gdzie ma być cisza, a to podbiegnie, choć trzeba iść powoli. Reguły nie istnieją.

I choć diagnozuję, bo szukam sposobów, w jakie najlepiej moim dzieckiem pokierować i pomóc mu w zrozumieniu świata, te diagnozy nie są dla mnie deską ratunku. Nie dawałabym mojemu dziecku leków, aby uśpić jego temperament. W końcu jakoś się znalazł w tej małej istotce, więc musimy sobie z nim poradzić. Wszelkie diagnozy są dla mnie jedynie wskazówką do dalszego postępowania.

Jako rodzic dziecka z olbrzymim temperamentem nie dam się i nie wcisnę mojego dziecka w schemat. Nauczę go reguł, aby nikomu nie przeszkadzało, ale jednocześnie będę dbała o jego dziką, wolną naturę. Podczas gdy inni rodzice będą zachęcali swoje dziecko do zabawy na placu zabaw, ja będę podziwiać, jak moje skacze z najwyższych szczebelków trzy minuty po przekroczeniu bramy. Tę odwagę i determinację jako rodzic mam obowiązek przekłuć w coś nietuzinkowego. Takiego, jak moje dziecko. 

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

77 komentarzy

  1. Ja uważam, że tzw. trudne dzieci to powód do radości. Zwykle te posłuszne i bardzo ułożone dzieci mają łatwiej w życiu, ale nigdy się nie wybiją. Trudne dziecko jest oryginalne i nie boi się takie być. Nie boi się wychodzić poza schemat. Tak sądzę. Pozdrawiam!

    1. I masz zapewne rację. Tak jest od samego początku i to jest świetne. Kiedy te dzieciaki będą wspierane, mogą się jeszcze bardziej rozwinąć.

  2. Dziękuje za wpis bo w końcu widzę że moja roczna córa nie jest jedyna w swej nadpobudliwości a raczej nadzwyczajności;) są dni kiedy zastanawiam się”kiedy będzie jak inne dzieci -normalna”. Ale kiedy kolejny wejdzie do pralki albo zaklinuje się pod łóżkiem nie żałuję że jest taka wyjątkowa-niepowtarzalna 😉

    1. Czy inne dzieci są aż takie znowu normalne? Cholera wie, mnie się wydaje, że niektórzy rodzice są nienormalnie nadpobudliwi ambicjonalnie i ukrywają swoje kłopoty z dziećmi. Moje dziecko też zwiedzało wszystkie kąty, do teraz tak robi, jest wesoło. 🙂

  3. Mam takiego samego dzikusa. Ma 3 lata dopiero a ja jestem na skraju wyczerpania 😛 mam te same przemyslenia. Wyroznia sie na tle rowiesnikow, jest pelen zycia, ciekawy swiata. Wyjscie na klatke musi slyszec caly blok bo musi wyspiewac cala game dzwiekow, sprawdzic jak kazdy z nich zachowa sie w tej akustycznej przestrzeni. Ostatnio zauwazylam jedna rzecz, idzie swoimi sciezkami a inni za nim podazaja! Wymysla nieszablonowe rzeczy i inni go nasladuja. Uwazam to za plus,zupelne przeciwienstwo mnie 🙂 ja juz przez 3 lata sie przyzwyczailam do jego temperamentu. W sumie to przez 4 bo juz w brzuchu potrafil pokazac na co go stac. Majac 2,5 miesiaca( niby dziecko wtedy je i spi i spokojnie lezy) krzyczal zeby mu podac serwerke ze stolu, nie odpuscil. Nie odpuszcza do dzis 🙂 raz mi sie tylko przykro zrobilo jak moja najlepsza kolezanka napisala na pewnej grupie na fb.ze wg niej jest z nim cos nie tak(nie ma mnie na tej grupie).a przykro dlatego, ze w chwilach zwatpienia zalilam sie a ona mi to z glowy wybijala, a potem takie slowa przeczytac. Ale juz sie pozbieralam i wiem ze rzeczywiscie jak kiedys cos u niego zdiagnozuja to moja milosc do tej istoty nie zmaleje.

    1. Ludzie zawsze znajdą jakiś powód, aby nas zranić. Ale to przecież nie ich dziecko, a nasze, jedyne, ukochane. Uwielbiam opis Twojego synka, brzmi jak rewelacyjny dzieciak. 🙂 Pozdrawiam!

  4. Synek ma dopiero 7,5 mca,ale już wiem,że będzie taki jak piszesz..ruchliwy od rana do nocy,wstaje chce już chodzić..wspina się na wszystko,ma taką energię.. dużo większa niż moja więc bywa trudno..ale powtarzam sobie to co piszesz,szczególnie,gdy sił brak lub cierpliwości..wiem,że będzie wyjątkowy..

    1. Już jest! Będzie dobrze, moje dziecko w ty, wieku też już kombinowało jakby tu wyskoczyć z łóżeczka, co się wkrótce udało, więc bądź czujna 🙂

      1. śpi z nami bo nawet w nocy ruchliwy, 100 razy pozycje zmienia i w łóżeczku się budzi bo uderza w szczebelki 🙂

  5. Mam podobne dziecko :-). Nasz dwulatek doprowadza nas na skraj wyczerpania fizycznego i psychicznego. Nie dość, że pokłady energii są praktycznie nieskończone, śpi zaledwie 9h dziennie (dłużej nie chce, bo świat zbyt ciekawy jest) to jeszcze ma upartą naturę. Z drugiej strony takie zachowanie ma sporo zalet. Praktycznie się nie poddaje, więc nauczenie go jazdy na hulajnodze czy wspinania na konstrukcje w salach zabaw trwa dosyć krótko 🙂

  6. Dagmara, mnie w mojej szczęśliwej trójeczce też trafił się taki skarb – „środkowy” syn, podobno z samego tego faktu wynika, że będą z nim kłopoty, bo ciągle mu za mało wszystkiego, bo był drugim dzieckiem – już nie takim wychuchanym, wyczekanym, a tuż za nim pojawiło się trzecie dziecko i on już musiał być samodzielny. Wrażliwiec jakich mało, uwielbia się przytulać, potrzebuje nieustannego zapewniania o miłości i akceptacji. Ma cudowne wielkie czarujące oczy, potrafi nimi rozbroić każdego, ale charakterek dokładnie taki jak opisałaś u swojego dziecka. Reguły nie istnieją, żywioł, wariactwo, ciągła chrypka od krzyczenia, głośnego śpiewania i śmiania się – trudny do opisania przypadek. Skończył II klasę, świadectwo ma bardzo dobre, problemy z zachowaniem, klasa go uwielbia, wychowawczyni niestety tak średnio. Często musimy z mężem tłumaczyć sobie samym, że on taki jest, nie trzeba go zmieniać, osiągnie w życiu więcej niż „grzeczne dzieci”. Mówiąc krótko – myślimy tak samo jak TY 🙂 Powodzenia!!!

    1. Syndrom środkowego dziecka;) U mnie tak samo. Starałam się traktować całą trójkę tak samo. Ale mój środkowy syn potrzebuje więcej mojej uwagi, więcej zrozumienia. Jest buntownikiem, krzyczy, chce sam robić wiele rzeczy, jako czterolatek wspinał się na liny na wysokość dwóch metrów, nauczył się jeździć na dwóch kółkach na rowerze, w tym roku założył pierwszy raz rolki na nogi i po drugim razie jeździł sam. To nic ze obtarte kolana, łokcie, mój syn nie potrafi siedzieć. Piłka, basen, hulajnoga. Śpiewa, tańczy, gra. Jest cholernie ambitny. Sprawdza naszą cierpliwość na każdym kroku. Tak samo,gdy trzeba byc cicho on wlasnie krzyknie, gdzie nie wolno biegac on wlasnie puści sie pędem. Ja również nie raz czułam na sobie wzrok obcych a czasem niestety i bliskich mi osób, który mówił że to nie jest normalne zachowanie. Na szczęście już się tym nie przejmuje, bo wiem że mój syn jest wrażliwym i kochającym dzieckiem, które jak nikt potrzebuje miłości i poczucia bezpieczeństwa. Pozdrawiam 🙂

      1. Bardzo mnie ucieszył Twój komentarz, czytam, czytam i tak jakbym sama to napisała 🙂 Czasem nam się wydaje, że tylko my na świecie jesteśmy w określonej sytuacje, a tu niespodzianka – pełno ludzi ma to samo !!! Mnie to pociesza i uspokaja. Bo miłość do „trudnego dziecka” wymaga spokoju.
        Zdanie „Sprawdza naszą cierpliwość na każdym kroku” to jest po prostu najczęściej wypowiadane przeze mnie zdanie przy krótkiej charakterystyce osobnika o imieniu Jakub 🙂 Staram się jednak, żeby on o tym nie wiedział:) Pozdrawiam i życzę powodzenia, z takimi dziećmi nie będziemy się nudzić:)

        1. Dzięki Magda:) To dla mnie ważne. Kiedy mamy się wspierają, rozumieją jest po prostu lżej. Mój najmłodszy syn to Jakub (1,3) już widzę że z niego również niezłe ziółko rośnie, ale on akurat goni starszych braci :)) Pozdrawiam Cię serdecznie i całą rodzinkę 🙂

  7. A ja Drogie Mamy, to Wam zazdroszcze! Moja Mala jest bardzo spokojna i grzeczna, ale jest tez okropnym straszkiem…….. boi sie doslownie wszystkiego co nowe, wszedzie z mama za reke, ze strachu zadnej spontanicznosci……wszystko co nowe musi byc oswajane bardzo powoli……. chcialabym takiego dzikuska 🙂

    1. No właśnie wyobrażam sobie, że spokojne dziecko też rodzi problemy. Strach, brak własnego zdania, niepewność, nieśmiałość, itp. Ech, tak to już my mamy, mamy. Każde dziecko to wysiłek i wyzwanie.

  8. Wspaniały opis postawy kochającego, akceptującego rodzica! Gratuluję odwagi i umiejętności czerpania satysfakcji z bycia rodzicem nietuzinkowego dziecka. Jestem psychologiem i pracuję z dziećmi, które są dla swoich rodziców wyzwaniem, dlatego gratuluję odnalezienia drogi do szczęśliwego rodzicielstwa! Życzę dalszych sukcesów!
    Agata Brzezińska

    1. Bardzo dziękuję! Dopiero niedawno to odkryłam i choć kocham tego mojego dzikuska nad życie, teraz coraz częściej zaczynam uważać, że to dar i przywilej, a nie udręka.

  9. Mam dokladnie takie dziecko 🙂 i choc ma dopiero dwa i pól to od zawsze wszystko jest na 110%. I ja kocham to 🙂 te energie uśmiech wieczny pęd! I choc z reguły to ja pierwsza opadam z sil to dziękuję Bogu i zastanawiam sie -co my robiliśmy przed Hania? Przeciez ona wypelnia nam kazda chwile 🙂 jest wspaniale choc mega ciężko ale wole miec dziecko które tupie noga i wszystko chce SAMA niż cichutkie które potulnie na wszystko się zgadza…
    Gorzej tylko jak właśnie czasami występuje ta agresja, złość, i człowiek nie ma pojecia co zrobic..
    Pozdrawiam Ciebie i Maluchy :*

    1. Ja też takie wolę. Wydaje mi się, że te potulne też ciężko się chowa, po prostu są inne problemy, nieśmiałość, asertywność, własne zdanie. Ja ostatnio na agresję reaguję totalnym spokojem i przytulaniem. Choć zdarza się, że dostanę po głowie, jest lepiej. Wydaje mi się, że ta agresja to jest taki wybuch małego wulkanu, a przeciwwagą na to właśnie mocny uścisk i wyciszenie.

  10. Jakbym czytała o moim synku. .. teraz juz 4 latek ale jego dewiza życiowa od narodzin to „Nie mów mi jak mam żyć..” 🙂 Łezka w oku sie zakrecila. . Nie jest łatwo ale mężem sie pocieszamy ze o niego nie będziemy sie musieli martwić w życiu:)

  11. ooo to mój starszy syn (dziś 5 lat) jest własnie takim 'trudnym’ cudownym dzieckiem..pełnym energii, pomysłu….ale faktycznie przy pierwszym kontakcie wile osób klasyfikuje go do łobuzów 🙁 a do niego trzeba trafić, zrozumieć, pozwolić być…dużo wyzwań przed Nami ale jest pięknie. i ja za każdym raczem walczę aby otoczenie dało mu wolność, a podskoków, problemów z koncentracją na zadniach itp nie uznawali za bycie nie grzecznym

    1. I ta walka chyba jest najtrudniejsza w tym wszystkim. Bo nie dość, że z dzieckiem jest bardzo intensywnie, to jeszcze opinia publiczna zmusza nas do dostosowania się do normy „grzeczności”. Jakie to jest grzeczne dziecko? Bo dla mnie takie, które siedzi nieśmiało w kącie wcale nie jest grzeczne.

  12. Mam takiego synka. Najstarszego z 3 dzieci. I myślałam podobnie, dopóki nie poszedł do szkoły (niestety jako 6-latek). W szkole jest to nie do okielznania i niestety nie dotyczy już tylko nas (jego samego, rodzeństwa i okazjonalnie innych), tylko niestety klasy. Bo skoro nie może ani chwili usiądzie w miejscu, a jeszcze jako wyjątkowy bystrzak to co lubi (matma) rozwiązuje w 3 sekundy to potem biega i innym przeszkadzam w sensie zaczepia, chce się bawić, wspina się na stoliki itp. I jest bardzo trudno. Mam dość bycia wzywania do szkoły (o bardzo liberalnym podejściu dodam) i etykietowania mojego dziecka. Jesteśmy po diagnoza chyba Witam, proszę o wywiezienie szamba w najbliższym tygodniu (koniecznie przed przyszłym weekendem bo jest pełno) z Bucharzewa 141. Pozdrawiam, Kasia Mroczkiewicz
    Rety, nigdy się nie wypowiadam na blogach ale tu jakoś musiałam. Bo jeśli faktycznie jest jak piszesz to szacun. Też mam 3 i jedno takowe i kurde jednak nie jestem taka zen…

    1. Ja też nie jestem zen. Najpierw się wkurzałam, krzyczałam, miałam dość, ale to mi przeszło trochę. Nie działa! W przedszkolu walczyłam. Nie mogłam zdzierżyć tego, że codziennie miałam rozmowę. Okazało się, że wystarczyło, aby Emma trafiła na Panią, która ją bardzo lubi i wykorzystuje jej energię do pomocy sobie! Emma jest wniebowzięta, czuje się potrzebna i akceptowana. Wszystko przede mną, wiem. ADHD podobno nie ma, z różnych źródeł wiem, że najlepiej szukać kilku diagnoz i dobrego lekarza, żeby dziecku nie zaszkodzić. Powodzenia!

  13. Kochana, to jeden z najważniejszych dla mnie postów na blogu… Bardzo ci dziękuję ❤ wiem, co to znaczy trudne dziecko, mam dwa egzemplarze, czuję, że świat wokół specjalnie nie pomaga, ale to właśnie moje nie-zwykłe dzieci dobitnie pokazały mi, że o te dzieci szczególnie warto zabiegać i uczyć ich świata – a jako nauczyciel wiem, że większość z nich naprawdę fajnie radzi sobie w dorosłym życiu – nie może im jedynie zabraknąć miłości w domu rodzinnym oraz wsparcia i zrozumienia w przedszkolu, a potem w szkole!

    1. Dziękuję Aniu. Jak widać, dla wielu rodziców ten wpis stał się ważny. Daje otuchę – jest nas więcej. Może powinniśmy o tym częściej mówić. Warto zabiegać o każde dziecko, ale te „potrzebujące więcej” szczególnie, bo one bez tego mogą rzeczywiście się pogubić w okrutnym świecie. Miłość, akceptacja, reguły ale przede wszystkim dużo cierpliwości to jedyne, co działa. Pozdrawiam i życzę pokładów cierpliwości i siły.

  14. NO w końcu znalazłam drugiego bliźniaka mojego synka Filipka (jednego bliźniaka Miłoszka już ma takiego rodzonego ale zupełnie innego charakterkiem) Z twoich opisów wydaje mi się że to Emma 🙂 ale mogę się mylić wszak nie mieszkam z wami (przynajmniej fizycznie bo blog odwiedzam codziennie) Kocham moich synów nad życie już niedługo kończą 3 lata i jak słyszę o teraz to już chyba łatwiej to szlag mnie trafia (delikatnie powiedziawszy). Bo niby co ma być łatwiej? Rosną, są coraz mądrzejsi, coraz więcej wiedzą i umieją wyrazić BA coraz częściej nie można ich po prostu uciszyć gdy akurat chcą powiedzieć coś czego akurat mówić nie powinny. Filipek jest promyczkiem zupełnym wszystko sam lepiej wie wszystko sam robić chce… A jak słyszy nie to zaczyna się jazda absolutna! Gdy reagowałam ostro było jeszcze gorzej zaczęłam więc tulić (mimo niejednego strzału w twarz jaki otrzymałam przy okazji) tulić i przeczekać, później tłumaczyć. Ciężko jest karać (np. nie wyjściem na spacer czy na basen zwłaszcza gdy jest dwójka) u nas jest karny kącik na razie działa (no powiedzmy) Filip właśnie nie zna granic, wszędzie chce być, wszystko dotknąć, zobaczyć, otworzyć, przewrócić… a jak już wie, że nie będzie miał na to szans bo rodzic wszechobecny odciąga to jeszcze czubkiem palca u stopy potrafi coś otworzyć, przewrócić, zniszczyć byle tylko dokończyć dzieła. Nie zna granic, strachu, niebezpieczeństwa, wstydu przed obcymi a każdego wita „dzień doby” albo „cześć” „co robisz” albo ” gdzie idziesz” nie ważne czy to menel pod sklepem, ksiądz czy elegancka starsza Pani zawsze na „ty” ale u każdego tez wywołuje uśmiech na twarzy:). Mój syn Fiś kocha za to najmocniej jak umie, ma złote serce i jest zawsze gotowy do pomocy mój skarb moje życie moja radość z Miłoszkiem są zupełnie różni kocham ich tak samo mocno ale każdego za co innego bo są przeciwnościami zupełnymi. Przy Fisiu nie ma wytchnienia ani sekundy ale tak jak Ty Dagmaro nie ograniczam po prostu staram się podążać za nim i zdążyć aby go uchronić przed niebezpieczeństwem czy zdążę za każdym razem pewnie nie ale moja rolą jest go wspierać i przekazywać mu wiedzę na temat czyhających za rogiem niebezpieczeństw i ostrzegać przed konsekwencjami i KOCHAĆ PO PROSTU KOCHAĆ…

    1. Asia – po pierwsze dziękuję za codzienne odwiedziny! Wspaniale opisałaś swojego synka i… TAK! Są z moją Emmą bliźniakami! Uśmiałam się, jak czytałam o dokańczaniu dzieła koniuszkiem palca u stopy. U mnie jest dokładnie tak samo. I tak samo z czułością, miłością, serduchem. Emi używa słów – ten pan jest wspaniały, piesek jest piękny, kocham panią w przedszkolu, itp. Jak tu nie kochać takiego słodziaka najbardziej na świecie!

      1. Echhh no jak bym o mojej 4 łatce czytała….. Choć troszeczkę, choć malutkim paluszkiem byle na swoim postawić 🙂 ale wszystko jest wspaniałe „ślicne” czy ” lewelacyjne” ( nowe słówko ulubione ;))
        Ale wiecie co? Pozytyw jest taki, że moja kreatywność urosła tysiąckrotnie przy młodej 😉
        Dobrze (no nie zawsze ale bardzo często) działa „danie wyboru” przy pomysłach ekstremalnych 🙂 małżon jeszcze nie ogarnął i wdaje się w mocne tłumaczenia i dyskusje z ” genialną i wszechwiedzącą” 4 łatką która ” psecies wie i będzie baaaaldzo uwazać” …
        Ja staram się dać wybór – dobrze kochanie, zgadzam się – skacz z tego stołu/ łóżka/karuzeli/huśtawki/ zjesz, poliźesz wsadzasz do buziaka to coś/wstaw dowolną czynność ……. ALE …… umawiamy się tak, że jeśli jednak coś się stanie ( tu zobrazowanie zagrożeń tej sytuacji) , rozbijesz kolanko/potłuczesz rączkę/złamiesz nóżkę/rozboli brzuszek/wstaw dowolny skutek możliwy w danej sytuacji-to nie płaczesz, idziemy od razu do domku i sama podlewasz kolanko wodą utlenioną i przyklejasz plasterek/bez skrzywienia łykasz syropek na brzuszek/ znów wstaw odpowiednie do sytuacji…..
        Po ALE – kreatywnie i dość obrazowo trzeba ale…..działa. Młoda ” głupia nie jest” i często dosłownie widzę jak trybiki przeskakują i…..odpuszcza…. I też chyba w ten sposób dociera w końcu że uważanie uważaniem ale ryzyko istnieje – sama ocenia czy duże i….okazuje się, że nie warto 😉

  15. Ja tez takie mam 🙂 I kocham najbardziej na świecie <3
    A kazdemu kto zechce wepchnąc je w jakies ramki zyczę powiodzenia bo uparty i zadziorny tak jak i jego matka 😉

  16. Mój chrześniak 10l idealnie pasujący do twojego opisu. Dopiero teraz został zdiagnozowany jako zespół aspergera. Wcześniej traktowany zwyczajnie jako łobuz. W tym roku nie miał świadectwa z paskiem właśnie przez zachowanie :/ Po diagnozie państwo ma obowiązek przekazania co miesiąc szkole ok 4000 zł tylko na opiekę nad nim. Nareszcie nauczyciele bedą musieli z nim pracować a nie tylko pisać uwagi do dzienniczka! A rodzice maja argument w rozmowie z dyrekcja i nauczycielami, co wiecej maja prawo wymagać od nich wiecej. Warto diagnozować.

    1. Oczywiście, że warto! Tak jak napisałaś – to pomaga, głównie dziecku, dostaje opiekę i pomoc, jakiej potrzebuje. A osoby za niego odpowiedzialne dostają wskazówki i jakiś trop. Podejrzewam, że choć możliwe, że czasami bolesna, jednak diagnoza w końcu pozwoli im poszukać nowej, lepszej drogi.

  17. A ja dzięki dzisiejszemu postowi inaczej spojrzałam na moje dziecko. Ma 15 miesięcy i też jest wulkanem energii. Nie wiem jaki będzie w przedszkolu i szkole. Ale po raz pierwszy pomyślałam, że rzeczywiście przez to że jest taki odważny to sobie w życiu poradzi. Nie będzie małym nieśmiałym cichym chłopczykiem tylko duszą towarzystwa. I nawet mnie to ucieszyło:)

    1. Wiadomo, że takie dzieci trudniej się chowa, ale warto właśnie tak na nie patrzeć. Będzie wesoło i ciekawie, a czy tego nie trzeba nam w życiu? Powodzenia!

  18. Tak! Kiedt ja biegam za Julka, a cała reszta rodziców siedzi ze swoimi pociechami grzebiacymi w jednym miejscu w piaskownicy, wtedy myślę sobie, że mam dodatkowa dawkę sportu na co dzień! Jesteśmy bardzo różni od siebie, i w dziecinstwie temperament widać jak na dłoni. Są dzieci, które tylko patrzą i oobserwuja, są szalone i biegające niestrudzenie. Kto wie, może ten odwazny, ruchliwy mały człowiek będzie mieć odwagę w dorosłym życiu, i dokona czegoś wielkiego?…Dzięki i pozdrawiam!?

    1. No właśnie, też chcę wierzyć, że nie każdego da się wpisać w normy, nie każdy może być grzeczny i czekający na swoją kolej. Gdyby tak było, świat pozbawiony byłby wielu wynalazków. Wybitni nigdy nie byli pokorni i tego się trzymajmy!

  19. Dziękuję za te myśli i słowa, które tak trudno jest pamiętać, kiedy sił brakuje, a ręce opadają ?.

    1. Też często muszę sobie to przypominać, spokój nie jest moją mocną stroną, ale tylko to przynosi skutek, więc warto oddychać i liczyć do 10. Powodzenia Marta!

  20. Temperamentne – genialne określenie. Kradnę, od tej pory będę mojego nad wyraz żywego kolekcjonera guzów i balansującego na krawędziach foteli ryzykanta tak określać 😀 Skończył dopiero 2 lata a już nieraz słyszałam delikatne na razie wtrącenia o ADHD i nadpobudliwości i te znaczące cmokania przy okazji. Swoją drogą tych specjalistów od ADHD jest wszędzie na pęczki nie uważacie, ja spotykam ich w przeróżnych nietypowych miejscach, np. w Biedrze, albo na placu zabaw. Jakby wszyscy łącznie z panem w mięsnym dodatkowe specjalizacje porobili.

    1. Taaa, znamy to, znamy. Bo to takie nasze jest. Każda inność jest niepożądana i powinna zostać poddana leczeniu, wciśnięta w sztywny kaftan i zmuszona, jak reszta – podążać za schematem. Uwielbiam w ogóle wszelkich specjalistów na zasadzie – słyszałem, że… Swoją drogą warto czasami z uśmiechem spytać w takiej sytuacji – ooo, a co to, to ADHD? Nigdy nie słyszałam, może rzeczywiście to ma! I posłuchać odpowiedzi takiego „specjalisty”.

      1. „Słyszałam, że…” ADHD nie istnieje 🙂 Sama nie wiem jak z tym jest, bo niby 'odkrywca’ ADHD przed śmiercią przyznał, że zrobił wszystkich w bambuko….

  21. Jeśli nabiorę pewności, że moja pociecha może być małym wulkanem to z pewnością wrócę do tego tekstu. Na razie ma skończony rok i nie boi się ludzi – na początku tylko ma chwilę zawstydzenia, a potem zaczepia jak popadnie.. 😉

  22. Bardzo dziękuję za ten post, wstąpiła we mnie nowa siła i inaczej pomyślałam o problemach wychowawczych z moim synem. Tak, ma etykietki i diagnozy; Adhd , zachowania opozycyjno-buntownicze i jest inny niż wymagają tego „standardy” ale kocham Go najbardziej na świecie i przestanę się wreszcie wstydzić .Dziękuję <3

    1. Jak widać Małgosiu, takich dzieci jest bardzo dużo, czas przestać się wstydzić i dumą wychowywać nasze nieprzeciętne, wspaniałe dzieci. Powodzenia!

  23. Ahh, a ja bym chciała, żeby mój synrk był choć troszkę bardziej odważny, nie bał się wszystkich i wszystkiego, żebym nie musiała go pół godziny przekonywać do zjechania ze ślizgawki pomimo tego, że bawi się tam inne dziecko… ale wiem, że powinnam go zaakceptować takim, jakim jest. Nie ma temperamentu mamusi ani nie będzie duszą towarzystwa, jak tatuś, będzie tym spokojnym grzecznym chłopcem, który w każdej ryzykownej sytuacj powie: „NIE!!”. Tacy też są potrzebni. Dla równowagi.

    1. Oczywiście, że tak. Jak widać i zbyt grzeczne i takie, które jest wszędzie to kłopot. Najlepiej coś pośrodku, wierzę, że nasze dzieci odnajdą receptę, chociaż może nie w wieku przedszkolnym. Powodzenia!

    2. Moja córka miała podobnie w tej chwili ma 17 lat i jest odważna, zaradna i jak trzeba postawi się. Dzieci sie zmieniają. A to co my byśmy chcieli , żeby nasze dzieci były, chciały , miały to możemy tylko chcieć:)

  24. Mi się też trafiło „trudne dziecko” ale tylko w domu w szkole i przedszkolu nikt nigdy o mojej potomce złego słowa nie powiedział. W domu natomiast czasami jest ciężko i to bardzo a nawet bardziej. Hmm ale mój tata zawsze powtarzał, że co nas nie zabije to nas wzmocni ?.

    1. To masz szczęście, bo jest to i przykre i w sumie pozostawia rodzica w stanie niepewności – co dalej? Bo o ile przedszkole potrafi skrytykować, o tyle jeśli nie trafisz na właściwą panią, nie ma za bardzo pomysłu na takie dziecko. A wystarczy odrobina chęci.

      1. U nas w przedszkolu sa na szczescie panie, ktore zauwazyly, gdzie lezy problem. Juz teraz robia z moim zajecia dodatkowe, bo widza, ze to nuda jest powodem przeszkadzania. I to pomoglo.

  25. Trudne dziecko? Masz normalne dziecko, takie jak cała moja trójka. Każda z nich inna, ale żywe, wszędzie ich pełno, są kreatywne, roztrzepane. Ale jedno jest pewne nie są agresywne. Czasem starsze się poszarpia w kłótni, ale to nic strasznego. Ale od początku były uczone jak wyrażać emocje – różne nie tylko złość. Dzięki temu starsza przychodzi i mówi „mamo chcę porozmawiać o tym co myślę” i rozmawiamy gdy jest smutna, gdy jest zazdrosna, gdy się boi. Złość wyrażamy tupaniem, miną, ale nigdy agresją. Najmłodsza kilka razy próbowała uderzyć kopnąć, ale wtedy kończyła się zabawa… Nie masz trudnego dziecka – masz normalne, ale gdzieś pominelas nauke wyrażania emocji. Można być pewnym siebie, uparty, ale nie wolno krzywdzi innych.

    1. Niestety wydaje mi się, że nie zawsze tak to działa i niewiele ma wspólnego z wyrażaniem emocji, szczególnie w przypadku rodzeństwa. Znam wiele osób, które potrafią wspaniale wyrażać emocje, a lały się z bratem i siostrą na okrągło. To częsty problem w domach, w których różnica między dziećmi jest niewielka.

  26. Nasz syn to też „trudne” dziecko. Zdiagnozowany jako autyzm atypowy 🙁 ( w niewielkim stopniu) ale nie wiem czy gdybym mogła cofnąć czas to czy chciała bym usłyszeć tą diagnozę raz jeszcze. Wiem powiecie zapewne, że przecież teraz można mu przecież pomóc i oczywiście z tym się zgadzam bo to bardzo ważne. Ale to w jaki sposób zostało nam to wszystko obwieszczone i ilość niechęci która nas spotkała choćby ze strony przedszkola było dla nas ciosem. Bo zamiast pomocy otrzymaliśmy niechęcia właściwie chęć pozbycia się nas. Jedno teraz wiem nigdy nie pozwolę zniszczyć mojego dziecka i nie pozwolę zrobić mu krzywdy. Bo razem z tą diagnozą kocham moje dziecko jeszcze mocniej!
    Choć czasem brak mi sił to wiem, że nie mogę się poddać i muszę walczyć o jego przyszłość aż sam nie będzie wstanie sobie poradzić.

  27. „Jako rodzic dziecka z olbrzymim temperamentem nie dam się i nie wcisnę mojego dziecka w schemat. Nauczę go reguł, aby nikomu nie przeszkadzało, ale jednocześnie będę dbała o jego dziką, wolną naturę.” – to najlepsze co można zrobić z takim dzieckiem, chyba nie da się lepiej tego ująć w słowa :). Ważne też, aby umieć znaleźć „złoty środek” i nie przejść za bardzo też w drugą stronę, czyli tłumaczenia sobie (i innym), „bo on taki jest i co mu zrobisz”, czyli może robić co mu się podoba, bez większych konsekwencji. Niestety takie podejście do sprawy uczy tylko tego, że taka osoba jest na uprzywilejowanej pozycji w rodzinie i chętnie to wykorzystuje, przez co cierpi najbliższe otoczenie (głównie rodzeństwo). Trzeba dać dziecku możliwość wyładowania energii w bezpieczny sposób (najczęściej dużo ruchu) jednocześnie ucząc go zasad współżycia w społeczeństwie.

  28. Mam takie dwa- w przedszkolu skargi, ze przeszkadzaja, ze nie usiedza, ze nie dadza sobie w kasze dmuchac, ale za to pierwsze do odpowiedzi, zadaja milion pytan, ciekawe swiata, nie wstydza sie buzi otworzyc, wszedzie pierwsze. Jak przy pierwszym jeszcze sie przejmowalam opiniami ludzi, tak przy drugim doceniam bardziej to jakie sa a skargi juz mnie nie bola. Bo dla mnie wazne jest by dziecko bylo asertywne, umialo powiedziedziec Nie a nie jak potulna owieczka sie do wszystkiego dostosowywalo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *