Tak samo czy inaczej – jak ubierać multi dzieci?

Dziś napiszę o moim subiektywnym poglądzie na ubieranie dzieci tak samo. Bo jestem na NIE.

Oczywiście rodzice każdego dziecka mają swoje rację, poniżej moją subiektywna opinia.

Patrząc na moje trojaczki stałe myślę, że dzieciaki mają bardzo utrudniony start w życie. Jest ich wszędzie dużo, ciężko się przebić z własną opinia, ciągle muszą się wszystkim dzielić, nigdy nie mają naszej uwagi w 100%, nie mają chwili samotności.

Staram się bardzo i często myślę o trudności jaką jest i będzie rozwijanie ich indywidualnych zainteresowań czy talentów. Tak więc ciągle pytam i próbuje szanować ich wolę. Jak oglądamy bajki to trzy różne – Emi lubi Truskaweczkę, Nina Barbie, Dominik Auta (aktualne tylko dziś, jutro się zmieni). Choć misie dostają te same Emma kocha najbardziej psa Brunona, Ninka kotka a Domi Shreka. Nina chce zawsze dwa kucyki, a Emma tylko jeden. Książeczki na dobranoc też każdy może wybrać jedną ulubioną. W tygodniu nie jemy śniadań w domu, więc w weekend zdarza się, że każde dziecko je co innego, bo akurat na to ma ochotę, a ja z przyjemnością im to przyrządzam, wierząc, że doceni ą moje starania.

Mimo, że chowane w kupię, mają bardzo różne charaktery, różnią się wszystkim, od smaku ulubionego jogurtu po preferencje spania, czy miejsca na kanapie. Nie wiem jak mogłabym w ogóle wpaść na pomysł, żeby ubierać je tak samo. Wiadomo, że czasem się zdarza tak, niestety zwykle z braku czasu, że ubieram je podobnie. Jak już wymyśle jakieś fajne połączenie ciuchów to go kopiuję, łatwiej jest mi wybrać podobny zestaw. Szczególnie, że staram się bardzo nikogo nie faworyzować i jak kupuję coś nowego, to każdemu. I tak w niektórych sklepach rzeczy bywają takie same tylko w innym kolorze.

Początkowo myślałam też, że może dziewczynkom będzie przykro, że uznają, że jedna sukienka jest ładniejsza od drugiej i będzie płacz. Zauważyłam jednak, że przez to, że jak tylko miałam czas to pozwalałam im wybrać (żeby nie było że ubierają się jak chcą wybór jest prosty – chcesz dziś ubrać te niebieskie spodnie czy ta czarna spódniczkę?), wyrobił im się jako taki własny gust. Teraz jak mamy więcej czasu albo jak w weekend siedzimy w domu, czy jak były chore – proszą mnie o założenie konkretnej rzeczy. Nieśmiało przypisuje sobie ta zasługę. Tłumaczenie, że coś do czego nie pasuje też już zaczyna przynosić efekty. Ostatnio jak Nina się oblała woda i kazałam jej przebrać rajstopy przyniosła jedne i spytała – Mamusiu, czy te fioletowe pasują do mojej sukienki?

Moje dziewczynki bardzo nie lubią jak myli się ich imiona. Często słyszałam jak do kogoś mówiły „Ja nie jestem Nina! Mam na imię Emma!”

Wiem, że rodzicom jednojajowych bliźniaków wydaje się, że reszta świata też widzi różnice pomiędzy ich dziećmi. Niestety tak nie jest, co powoduje (byłam tego świadkiem bo w każdym już przedszkolu do którego chodziły dzieci były takie parki) że taką słodka dwójeczka „przebrana” w identyczne ubrania, kucyk w ta sama stronę, te same minki – postrzegana jest przez otoczenie jako „one/oni/bliźniaki”. Sama często słyszałam, jak Panie w przedszkolu coś sobie o dzieciach przekazywały, na przykład – Trojaczki nie śpią, podczas gdy nie śpi tylko Emma, czasem Nina, no ale wiadomo, łatwo uogólnić. Dominik w takim podsumowaniu w ogóle się nie liczy, jest pominięty.

Na razie są to szczegóły, może dla kogoś nieistotne, wiadomo, dzieci takie słodkie, Babcia lubi jak tak samo ubrane, komu to szkodzi. Same nie lubimy jak koleżanka ma ubrane to samo, więc czemu robimy to naszym dzieciom? Czy ktoś się zastanowił jak to jest patrzeć przez kilkanaście pierwszych lat na osobę, która wygląda dokładnie tak jak my i ciągle być z nią mylona? Ciągle być w sytuacji że nawet osoby z którymi mamy często styczność nie są pewne jak mamy na imię?

Gdyby od początku rozróżniać dzieci i pozwalać im na indywidualny styl może byłoby wiadomo, że jedna z dziewczynek lubi spódniczki a druga spodnie, więc ta w spodniach to Kasia, a ta druga to Asia? Gdyby jedna miała grzywkę a druga nie?

Wiem, że z naszej perspektywy wiecznie żyjących w obawie rodziców myślenie, że nasze dzieci są bardzo że sobą związane jest pokrzepiające. Jak nas zabraknie – będą miały siebie. Pamiętajmy jednak że nikt za nich życia nie przeżyję. Każde osobno musi zdobyć wykształcenie, zawód, przyjaciół, w końcu założyć rodzinę. Jeśli dodatkowo będzie temu towarzyszyło wsparcie rodziny – wspaniale. Jednakże trzeba od początku stać na własnych dwóch nogach, być samodzielnym.

Mam znajomą która jest bliźniaczką. Opowiadała mi o traumie z dzieciństwa. Matka bardzo długo ubierała je tak samo, w końcu dziewczynki chowały ciuchy do plecaka i przebierały się jak już wyszły z domu. Jak jej siostra chciała grać na pianinie, mama zmuszała je do tego obie, nie bacząc na to, że ta druga w ogóle nie ma talentu. Jedna bala się wody, a druga kochała pływać – obie, mimo strachu i niechęci zmuszane były do lekcji pływania. W końcu mówiła, że jako nastolatką musiała przejść terapie, żeby nauczyć się żyć jako jedna, odrębną osobą. Ten bardzo drastyczny przykład daje do myślenia.

Wiem, że czasami jest nam po prostu tak łatwiej, żeby dzieci chorowały wspólnie, żeby razem w tym samym momencie zasypiały, rysowały i kończyły obiad. Ale przecież są innymi ludźmi! Nie możemy od nich oczekiwać tego samego. Pozwólmy naszym dzieciom być sobą, od najmłodszych lat podkreślając, że są jedyne w swoim rodzaju.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

11 komentarzy

  1. kochana, u nas bywało z tym różnie, bywały ubrania identyczne (nie dramatyzowałam, zakładałam) – czasem coś kupione okazyjnie, czasem były podarunki, ale mimo wszystko najczęściej chłopcy ubierani podobnie (styl) a jednak różnie; zdarza się, że maja identyczne koszule, swetry czy spodnie, ale zazwyczaj druga część ubrania jest wówczas inna. Ale w garderobie mają takie same rękawiczki, czapki, marynarki… mnie to jakoś w ich wypadku nie przytłacza, bo od początku różni, fizycznie i charakternie niepodobni, ale zgadzam się, że otoczenie lubi generalizować i przypinać łatkę „bliźniaki”…
    o ile ubieranie identycznie nie jest rodzajem „nałogu rodzicielskiego” – jestem w stanie to przełkąć, nie mam na tym punkcie świra, ale…
    …ale jeśli jest to notorycznie, non stop, codziennie – to już jest koszmar i zaczynam mieć instynkty mordercze 😉
    w najbliższym środowisku mam 4 pary bliźniąt – o ile w przypadku par mieszanych nikt nie wpadłby na to, by oboje dzieci ubrać identycznie, to w przypadku bliźniąt jednakowej płci – i to w dodatku jednojajowych – nikt chyba jeszcze nie wpadł na to, że można HELLO! inaczej!!!
    jedna z tych par dojrzała do odrębności około 9/10 roku życia – zaznaczyło się to na wielu polach, na szczęście mama tego nie neguje a dziewczyny w tej chwili chyba zaczynają czuć się „mega odrębne” – ciekawe jest to, że od najmłodszych lat miały w przedszkolu swoje przyjaciólki i się ich trzymaja do dziś
    drugie bliźniaczki zaczynamy rozróżniać tylko dlatego, że jedna bardziej wrażliwa… mają dosłownie wszystko identyczne, nawet wyposażenie szkolnego plecaka… ciężko mi na to patrzeć, bo nie tylko utrudnia to nam codzienne życie, ale i tym dzieciom nie pozwala na odkrycie siebie – wpajane mają nierozerwalną więź, czy tego chcą, czy nie…

    Pozdrawiamy a&boys

    1. O nie! To juz patologia! Wiadomo, ze zdarza sie to samo zalozyc, od czasu do czasu dzieci nawet same chca. Ale codziennie i wlasnie WSZYSTKO tak samo to juz chyba przesada.. Pozdrawiamy rowniez cieplutko.

      1. Też uważam, że taki sam stój od czasu do czasu to fajna sprawa – zwłaszcza na wielkie wyjście. A jeszcze jak np. w taką samą sukienkę mama ubierze i bliźniaczki i siebie, to już w ogóle ogromne wrażenie. Mi osobiście bardzo się podobają sukienki marki The Same, widziałam w tym roku na weselu u kuzynki mamę z córką w sukienkach z ich sklepu i bardzo to fajnie wyglądało.

        1. Ja bardzo tego unikam, mam sukienkę taką jak dziewczynki i jeszcze jej nie założyłam, jakoś nie czuję potrzeby ubierania się jak 5 latki. Córki też ubieram zupełnie inaczej, same tak wolą, nie znoszą, kiedy ktoś je myli.

    1. Dzieki! Rzadko kiedy jest czas do niech zagladac. Wszystko sie od razu przypomina, pierwsze usmieszki, zabki, proby chodzenia 🙂 Pozdrawiamy x

  2. Rany! Wpadłam na Twojego bloga całkiem przypadkiem, Twoje dzieciaki są mega słodkie! Myślę czasem, że z moją Jagodą (5 mies.) mam w domu armagedon, a tymczasem Ty masz to razy trzy 😉 i od razu uzupełniam: radości też razy trzy. Szacunek kobieto 🙂 Piękne zdjęcia i maluchy, a Ty świetnie piszesz. Zostaję na dłużej. Pozdrawiam, Wiktoria

    1. Dzięki wielkie 🙂 i zapraszam do lektury i pocieszenia, wzajemnej adoracji, narzekania, wylewania morza łez ale i wiecznego zachwytu nad oseskiem (razy 1, 2 lub 3 +).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *