• Trzy metody wychowawcze, które stosuję, a za które fanatycy chętnie by mnie utopili.

    Trzy metody wychowawcze, które stosuję, a za które fanatycy chętnie by mnie utopili. Strasznie mi się podoba tytuł tego postu. Uwielbiam wszelkie teorie rodzicielskie. Szczególnie te, które odnoszą się do pary rodziców w idealnym na rodzicielstwo wieku 25-30, mających jedno dziecko, rocznego bobaska, przy którym do pomocy o każdej porze dnia i nocy swoją gotowość zgłasza nowoczesna babcia, która akurat kocha dzieci, jest byłą nianią i mieszka w tej samej miejscowości. I te rady w stylu „moje dziecko to…”. A moje nie. Ups. Twoje też nie?…

  • Czego potrzebuje dziecko?

    Dzieci nie mają ogromnych wymagań. Oczywiście, że każde z nich od małego marzy o pięknych zabawkach, własnym tablecie, wizycie w zoo, a z czasem o modnych butach i play station. Czy na pewno? Bzdura. To my, chcąc swoim dzieciom zapewnić to, co najlepsze, wierzymy, że drogie gadżety, dodatkowe zajęcia i bajeranckie ciuchy uczynią je szczęśliwymi. Często nie potrafimy zająć się naszymi dziećmi i ten deficyt okupujemy rzeczami materialnymi, po cichu licząc, że wydruk z karty kredytowej to potwierdzenie naszych rodzicielskich umiejętności. Nie pamiętam wielu zabawek z dzieciństwa. Pamiętam za to doskonale kilka…

  • Plac zabaw czyli miejsce bitwy.

    Bywam coraz częściej na placach zabaw. Z przerażeniem obserwuję zachowanie rodziców. Bezmyślność, chamstwo i brak jakichkolwiek norm społecznych to tylko niektóre przykłady. Wycieczka na plac zabaw to jak wykład o warstwach społeczeństwa i wystawa wszystkich typów rodziców w jednym miejscu. Zebrałam kilka punktów, które akurat ułożyły się w mini dekalog podstawowych zachowań, o których według mnie powinniśmy pamiętać, aby zabawa na placu zabaw była nie tylko przyjemna, bezpieczna, ale i pouczająca.  Czy o czymś zapomniałam? Starałam się, aby ten wpis był w miarę ciepły, choć do rozpaczy doprowadzają mnie niektórzy rodzice (a ja pewnie ich). Ale, ale – chamstwem chamstwa nie oduczysz, więc dzisiaj było…