Mały terrorysta.
Choć czasami narzekam na bycie potrójną mamą, generalnie uważam, że uchroniło mnie to przed zagłaskaniem moich dzieci. Ze współczuciem obserwuję to, co dzieje się w niektórych domach, w których rządzi mała armia, stworzona przez rodziców. Czy zdrowe jest przyzwyczajenie dziecka do kurczowego trzymania swojej ręki? Do tego stopnia, że dziecko w trakcie czterogodzinnej podróży nie potrafi się bez tej ręki uspokoić? A matka wisi w samochodzie, w niebezpiecznej pozycji, pół na pół siedząc na siedzeniu pasażera, pół na pół w foteliku, pozwalając dziecku głaskać rękę? „No tak się przyzwyczaiła, no co zrobię” – pyta…
