Jak nauczyć dziecko języka polskiego? Dylematy Matek Polek emigrantek.
„A moje to umieją, a na pewno się nie starasz, pewnie Ci się nie chce, pewnie nie mówisz do nich po polsku, kto to widział, żeby dziecko nie mówiło w języku matki!” Te komentarze to codzienność Matek Polek emigrantek. A rzeczywistość bywa trudna i dużo bardziej skomplikowana. Jak nauczyć dziecko języka polskiego?
Jak trudne stoi przede mną zadanie przekonałam się dość boleśnie na przykładzie własnych dzieci, które trzy miesiące po przylocie do Australii złapały akcent i między sobą, w domu, przeszły na angielski. Moje małe polskie serduszko krwawiło, no bo jak to? 5 i pół roku życia w Polsce, Kraków jako miejsce urodzenia i nagle te małe, po zaledwie trzech miesiącach w krainie kangurów, zapomniały języka w gębie? Jak to?
A no tak to. Jest to skomplikowane zagadnienie i rozumieją je w pełni tylko emigranci. Dziecko, które nigdy nie chodziło w Polsce do szkoły nie wie, co to „podstawówka” czy „wuef”. I możliwe, że, jeśli nie wróci do kraju, nigdy się nie dowie. Polski język jest bardzo trudny do opanowania. Możliwe, że to dlatego dzieci bardzo szybko podchwytują język, który je otacza, zamiast polskiego, z którego zrozumieniem mają kłopoty. Dużo łatwiejszy jest na przykład angielski (naukowcy nadal się spierają, ale jest to prawdopodobnie najłatwiejszy język na świecie), gdzie w mowie potocznej występują właściwie trzy czasy i John, to jest zawsze John, a nie Jasiek, Jaśka, Jaśkowi, o Jaśku, z Jaśkiem. Dzieci nie chcą się też wyróżniać. Chęć wyjścia przed szereg i kroczenia własną drogą nie pojawia się w wieku dziecięcym, kiedy to wcale nie chcemy się od nikogo różnić. Dziecko nie chce być traktowane inaczej/gorzej z takich powodów jak język, narodowość, kolor skóry. Dzieci uwielbiają naśladować i czuć się częścią większej całości. No i przede wszystkim – łapią język, który najczęściej je otacza.
Ja się jednak uparłam i tak łatwo znowu się nie poddam, w końcu, tak zupełnie po polsku – jak nie ja, to kto? Kto tym dzieciom będzie śpiewał Osiecką? No kto? Kto zareaguje jak krzyknę, żeby ogarnąć burdel? Przecież tego się nie da inaczej powiedzieć! Dlaczego chcę nauczyć dziecka polskiego? To podstawowe pytanie i od niego trzeba zacząć przygodę z ojczystym językiem na emigracji. Ja uczę dzieci polskiego, bo marzę o tym, żeby miały dwa domy, choć wiem, że czas może zweryfikować moje marzenie. Chcę, aby mogły się swobodnie porozumiewać po polsku z babcią i dziadkiem. Chcę, aby czuły się Polakami. Chcę móc im przeczytać książkę po polsku. I zaśpiewać polską kolędę. I żeby, kiedy znajdą się w Polsce, mogły sobie kupić obwarzanka bez łamania języka. Przede wszystkim jednak uczę dzieci polskiego z bardzo egoistycznych pobudek. Tylko po polsku jestem tak naprawdę sobą. Niektórych rzeczy nie jestem w stanie wytłumaczyć inaczej niż po polsku. Nasza narodowa wrażliwość wymaga tego całego szcząęrzżół. I nie wyobrażam sobie, żebym mówiła do dzieci inaczej niż „córeczko, synku”.
No dobrze, to w końcu jak nauczyć dziecko języka polskiego? Temat nauki języka wydaje się dość prosty w przypadku małych dzieci, które większość czasu spędzają np. z mamą, która jest np. Polką. To samo tyczy się dzieci, których rodzice są Polakami i w domu naturalnie rozmawia się po polsku. Trudniej jest w przypadku, kiedy czas spędzany sam na sam z mamą niewątpliwie się kurczy. Moje sześciolatki spędzają tylko ze mną około 6 godzin dziennie od poniedziałku do piątku, w sumie 30 godzin tygodniowo, bo już w weekend w domu mówimy głównie po angielsku.
Oczywiście, są osoby zacięte, które w swoim języku rozmawiają z dziećmi absolutnie wszędzie i przy każdej okazji, natomiast ja nie jestem tego zwolennikiem. Kiedy otaczają mnie znajome osoby tudzież kiedy jesteśmy całą rodziną w domu, zwracam się do dzieci w języku otoczenia. Jeśli jestem na placu zabaw, gdzie nikt nas nie zna, nie dbam o to. Natomiast osób znajomych nie chcę wprowadzać w zakłopotanie. To samo tyczy się dzieci, które się w tym zwyczajnie gubią. Same mnie proszą, żebym mówiła do nich po angielsku, kiedy są z kolegami, bo koledzy w innym przypadku mnie nie rozumieją. Szanuję to i traktuję innych tak, jak sama chciałabym być traktowana, nie wprowadzając niepotrzebnej konsternacji, nieprzyjemnej ciszy czy domysłów, że może właśnie mówię dziecku coś na temat osoby, która przede mną siedzi. Dla mnie jest to niemiłe i zwyczajnie tak nie robię. Tak więc nie mówię do dzieci cały czas po polsku.
Nie potrafię też zmuszać dzieci do nauki polskiego po szkole. Oczywiście, jeśli przyjdą zadania domowe, będzie trzeba je odrabiać, a kiedy uczyliśmy się czytać, kilka razy w tygodniu siadaliśmy do zapamiętywania słówek. Nie wyobrażam sobie jednak na ten moment sytuacji, w której to dzień w dzień wyciągam polski elementarz i po kolei jadę z tematem polskiej gramatyki. Po pierwsze nie znam się na tym, po drugie nie miałabym pojęcia jak się za to zabrać, po trzecie skąd niby mam na to wszystko brać czas (na zdrowy posiłek zjedzony całą rodziną, na przygotowanie do szkoły na następny dzień, na zabawę z dziećmi, na wspólny czas, a w końcu na to, żeby mogły po szkole zwyczajnie nic nie robić), po czwarte sama przy tej nauce umarłabym chyba z nudów.
Wykorzystuję jednak każdą okazję, aby poduczyć dzieci języka. U mnie działa metoda… w sumie bez żadnej metody. Jak nauczyć dziecko języka polskiego? Według mojego sposobu jest tylko jedna odpowiedź – nie ważne jak. Ważne, że codziennie. Tak się składa, że to ja zwykle czytam dzieciom książki. Mąż z lektur najbardziej lubi doniesienia giełdowe, więc od czytania jestem ja, on od wszelkich gier i klocków. Wszystkie książki, które czytam dzieciom, są po polsku. Bez wyjątku. Kiedy skończę czytać, proszę dzieci o opowiedzenie mi bajki po polsku. Mogę wtedy wyłapać słowa, których dzieci nie zrozumiały. Na tablecie dzieci mają polskie aplikacje. Bajki oglądamy po polsku (z Internetu). Nie są to tylko polskie bajki, ale w polskim języku. Kiedy dzieci się kąpią, puszczam im audiobooki, aktualnie klasykę Disneya czytaną przez znakomitych polskich aktorów (Stuhr, Dymna). Mówię do dzieci po polsku i zachęcam do odpowiadania po polsku. Kiedy o tym pamiętam, urządzam mini testy i mówię dzieciom, że, na przykład, do kolacji zareaguję tylko na pytania po polsku. Kiedy dzieci mnie o coś proszą, zanim odpowiem, czy to zrobię, proszę o zwrot w polskim języku. Staram się raz w tygodniu zadzwonić do osoby, która będzie z dziećmi rozmawiać po polsku (babcia, dziadek, kuzynka). Babcia czyta dzieciom bajki na dobranoc. Czyta i pokazuje obrazki. Przez Messengera lub skype, oczywiście po polsku. Robimy okolicznościowe kartki w języku polskim. W aucie słuchamy polskiej muzyki, w domu polskiego radia, w święta polskich kolęd. Gramy w polskie gry (Państwa miasta, 5 sekund, nawet w Dobble gramy po polsku, układamy mapę Polski z puzzli). Lalka mojej córki mówi po polsku. Pościel przysłana jako prezent z Polski, jest w Reksia. Nasza niania, która przynajmniej raz w miesiącu zostaje z dziećmi, też jest Polką. Fajnie jest mieć też polskich znajomych, ale jak na razie mi się to nie udało.
Poprosiłam nauczycielki w klasach moich dzieci, aby pozwoliły mi przyjść do szkoły i opowiedzieć o naszej kulturze. Pomysł się trochę zmienił i w końcu zrobiłam mini lekcję o Akademii Pana Kleksa, gdzie najpierw czytałam dzieciom Kaczkę Dziwaczkę po angielsku, żeby wiedziały o co chodzi, potem po polsku, pokazywałam im fragment filmu, kiedy to chłopaki udają Kaczkę, przy okazji też zdjęcia zimy i zamku na Wawelu. Moje dziecko na tych lekcjach pękało z dumy śpiewając Kaczkę Dziwaczkę w oryginale, budząc tym podziw kolegów. W końcu nie każdy w tym wieku (6 lat) rozumie obcy język!
Każdy weekend zaczynamy od zajęć w polskiej szkole, gdzie dzieci poznają język, historię, geografię i naszą kulturę. Czyli wszystko to, co wymaga dydaktycznego przygotowania, którego mnie brakuje. Obchodzimy więc polski Dzień Matki, Ojca, Święto Niepodległości itp. Szkoły są bardzo różne, ja trafiłam dobrze i na pewno będziemy w tym roku kontynuować naukę. Jeśli coś nie będzie po mojej myśli lub dzieci zbuntują się i nie będą chciały chodzić, było nie było, do szkoły w weekend, poszukam polskiego nauczyciela, który przyjedzie do nas do domu na lekcje.
Jeździmy wspólnie do polskiego klubu, do polskiego sklepu, do restauracji, są polskie Kościoły, w zeszłym roku nawet zaliczyliśmy festiwal polskich filmów. Wystarczy poszukać, a możliwości obcowania z językiem i z Polakami na pewno się znajdą.
W pierwsze dłuższe wakacje, zamiast lecieć, zgodnie z tutejszą modą, na Bali, poleciałam do Polski. Oprócz tęsknoty, zrobiłam to celowo, aby dzieci przeżyły polskie święta i przez miesiąc były zmuszone do korzystania z języka, przypomnienia sobie co to jest Polska, jak pachnie i jak smakuje. Język i kultura otaczały je z każdej strony i to wydaje mi się najlepszą lekcją.
Przeczytałam kilka poradników i postanowiłam nie skorzystać z żadnej polecanej metody, bo moja sytuacja jest nietypowa. Odpowiadając sobie na pytanie jak nauczyć dziecko języka polskiego, wybrałam sposób jak najbardziej dla siebie naturalny. Uczę dzieci polskiego w sposób przyjemny, nie zmuszając, nie nakazując. I jestem bardzo zadowolona z postępów. Nie zapomniały języka, wręcz mam wrażenie, że powoli w głowie im się układa ta cała skomplikowana dwujęzyczność.
Życzę powodzenia każdemu, kto się nie poddaje i próbuje nauczyć dzieci naszego pięknego języka. Nie jest to łatwe zadanie, wymaga dużo wysiłku i bezustannego myślenia o tym, co w danej chwili powiedzieć, co w naszym bardzo zajętym życiu jest jak kłoda pod nogami, ale warto. W końcu miło usłyszeć jak własne dziecko śpiewa „sto lat” i mówi piękną polszczyzną „jesteś najlepszą mamusią na świecie”.
P.S. W bardzo podobny sposób można nauczyć dziecko innego języka. Na przykład, mieszkając w Polsce, angielskiego. Jeszcze NIKT nie żałował, że zna obcy język. Za to wiele osób żałuje, że się języków nie uczyło, bo nieznajomość języków to ograniczenia. Język to swojego rodzaju wolność.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

hej Dagmara!
Tematem dwujęzyczności i języka polskiego na emigracji zajmuję się od wielu lat, sama też piszę o tym właśnie, bo temat ogromnie mi bliski.
Sama jestem mamą dziecka dwujęzycznego, nauczam również polskiego, polskie dzieci w Sobotnich Polskich Szkołach w UK.
Dobrze, że o tym piszesz i masz podobne wnioski do moich. Podobne spostrzeżenia, to super, bo warto uświadamiać wszystkim, jak to wygląda będąc na emigracji!
Długa droga przed Wami, na której spotkacie wiele przeszkód, trzymam kciuki za polski!
pozdrawiam z Londynu <3
Masz super podejście. Naturalna nauka bez spiny. Mnie też czeka nauka syna polskiego. Póki co mówi tylko mama, tata, baba i pa. Jestem bardzo ciekawa w jakim języku będzie zaczynał mówić. Przypuszczam, że będzie to mieszanka dwujęzyczna. Do tej pory jakoś o tym nie myślałam ale zaczynam zdawać sobie sprawę, że nie będzie łatwo i trzeba wybierać najlepsze drogi nauki dostosowane do dziecka i sytuacji rodziny.
Życzę powodzenia w dalszej nauce.
Pozdrawiam
Znam ten problem. Mam dzieci trojjzezyczne i trojjezycznosc objawia sie we wszystkich jezykach calkowitym rozumieniem tego, co do nich mowimy: Natomiast z aktywnym uzywaniem mowy jest roznie. Starsza corka mowi swietnie w jezyku otoczenia i moim, aczkolwiek z wiekiem zauwazam coraz wiecej kalek z jezyka otoczenia. We wczesniejszym dziecinstwie mozna to bylo zrzucic na karb dziecinnego rozumienia jezyka. Chodzi na zajecia z jezyka taty, umie pisac i czytac, musi mowic na zajeciach, ale spontanicznie nie. Synek odpowiada niemal wylacznie w jezyku otoczenia. Ale oczywiscie sa tez czynniki – corka miala we wczesnym dziecinstwie duzo wiekszy kontak z moim jezykiem, bo mialam kolezanki z dziecmi rownolatkami (ale notabene byla jedyna z dzieci dwu- i trojjezycznych mowiaca po polsku) i pania w przdszkolu. Teraz dziewczyny sie powyprowadzaly i kontakt nam sie urwal. A corka przechodzi z synkiem automatycznie na jezyk otoczenia, w Polsce czasem sie mityguje. Ale tak czy siak – mowilam do nich po polsku i mowic bede, czytam co wieczor (tlumaczac tez niekiedy on the fly), jezdze do kraju. A ze synek nie mowi? Przykre, ale jest bardzo elokwentny w jezyku otoczenia, mysle ze to tez skutek uboczny wielojezycznosci. Potrafi tez moje polecenie przetlumaczyc bez zastanawiania sie na jezyk otoczenia, co swiadczy przeciez o wysokiej biernej kompetencji jezykowej. Znam zbyt wielu doroslych, potencjalnie wielojezycznych, ktorych rodzice z roznych wzgledow (niedbalosci, wygody, ale tez checi pelnej integracji, czasem ze zniechecenia pozornym brakiem efektow) nie przykladali do tego wagi i wszyscy tego zaluja. Walcze wiec dalej z wiatrakami
Czesc Dagmara
Temat dwujezycznosci – w naszym wypadku- jest bardzo ciekawym tematem szczegolnie tu w UK.
Obydwoje jestesmy polakami. Nasze dziecko urodzilo sie w PL i pierwsze lata swojego zycia spedzilo w PL jednakze w momencie gdy zaczynalo mowic przyjechalam z nim do UK i zaraz trafil (celowo!) do brytyjskiej childminder gdzie spedzal 5 dni w tyg od 5:15 rano do 15:00 kazdego dnia nie znajac na poczatku ani jednego slowa po angielsku (za to niania nauczyla sie co to znaczy siusiu i kupa po polsku ?). Uzgodnilismy z niania ze ona mowi po angielsku z dzieckiem a my w domu mowimy po polsku i tym samym dziecko nie zatraci polskiego i nauczy sie angielskiego. Zrobilismy tak celowo by przygotowac go powoli do bezstresowego rozpoczecia szkoly w UK. By nie plakal jak dzieci naszych kolezanek dzien w dzien ze nie pojdzie bo nie rozumie dzieci ani pani. Udalo sie. Syn ma obecnie 6 lat i nie ma i nie mial problemow ani z jezykiem ani ze szkola i w jezyku pl takze mowi plynnie. Bawi sie w dwoch i pl i angielskim. Rozbrajaja mnie jednak polskie mamy na placach zabaw ktore przychodza z dziecmi i z pozostalymi mamami mowia po polsku ale juz ze swoimi dziecmi mowia po angielsku. I jak sie dowiedzialam dzieci nie uczy po polsku bo to nie ma sensu. Hmmm niektorzy probuja byc bardziej brytyjscy niz sami brytyjczycy. Dla mnie jest to jednak okradanie dziecka z jednego jezyka ktory dostaloby za darmo, z polskiej kultury i jest to uniemozliwienie takiemu dziecku kontaktu np z dziadkami czy kuzynami ktorzy nie mowia po angielsku. Temat skomplikowany jest, jednakze myslenie niektorych rodzicow z ktorymi sie spotkalam hmm wydaje mi sie ograniczone. Bardzo podoba mi sie sposob Twojego wychowania w dwoch jezykach ?
Ależ trafiłaś z tym artykułem, ostatnio wzrasta u mnie zapotrzebowanie na wszystko, co traktuje o dwujęzyczności. Nasza córka, urodzona w Anglii, poszła do angielskiego żłobka w wieku dwóch lat. Obecnie ma prawie trzy, jej mowa nie jest jakoś rewelacyjnie rozwinięta, ale od początku, tj. odkąd tylko zaczęła mówić, wyraźnie preferuje angielski. W domu między sobą i do małej mówimy tylko po polsku (to naturalne, oboje jesteśmy Polakami), ale z racji tego, że mamy anglojęzycznych znajomych, a przed długi czas mieliśmy również opiekę społeczną na karku (adopcja), dużo naszych rozmów odbywało się też po angielsku. Potem doszedł żłobek, który córka uwielbia i jej rówieśnicy, więc… zdecydowanie angielski. My do niej po polsku, ona (wszystko rozumiejąc) odpowiada po angielsku (lub we własnym języku ;-)) I pewnie by mnie to martwiło, gdyby nie to, że kontakt z dziadkami na skypie jest w zasadzie niemal co drugi dzień, a za 4-5 lat planujemy powrót na stałe do Polski. Myślę (mam nadzieję), że do tego czasu Fruzia ogarnie angielski na tyle, żeby miała dobrą bazę do dalszego rozwoju języka w PL, a polskim, nawet jeśli aktualnie nie jest jest to jej preferowany język, i tak będzie władać. Zastanawiam się tylko, jak ugryźć naukę czytania i pisania (po polsku, angielski zostawię tutejszej szkole).
Intryguje mnie też kwestia pierwszego kontaktu z językiem. Nasza Fruzia spędziła pierwsze miesiące życia w angielskiej rodzinie. Oczywiście nikt nie będzie w stanie odpowiedzieć mi na to pytanie, ale zastanawia mnie, czy to może być powód jej niejako automatycznej preferencji językowej. Mimo że od początku mówiliśmy o sobie 'mama’, 'tata’, Fruzia szybko przeskoczyła na 'mummy’ i 'daddy’. Ale może to po prostu bardziej kwestia wszechobecnego języka otoczenia niż bezpośredniego kontaktu z nim w pierwszych miesiącach.
Dziękuję za ten wpis.
super że Ci się tak to udało zorganizować! brawa! 🙂
U mnie to bylo poplatanie z pomieszaniem, przez co do 3 roku zycia moja corka nie mowila ani slowa. Mieszkamy w Albanii, wiec maz mowil do corki po albansku, ja mowilam do niej po polsku, razem z mezem rozmawialismy po wlosku, poniewaz we Wloszech sie poznalismy. A na dodatek, troche bezmyslnie puszczalismy czasem corce bajki po angielsku, bo tylko takie dostosowane do jej wieku mielismy na kablowce. Wiec zrobilismy jej niezly misz masz z 4 jezykami na raz. Corka zaczela mowic dopiero, kiedy to za rada psychologa, ograniczylismy jezyki tylko do polskiego i albanskiego. Ja staram sie do niej mowic zawsze po polsku, chociaz tak jak Dagmara, gdy jestesmy w towarzystwie czesto mowie do niej po albansku. Ale za to na bajki patrzymy po polsku, Swinka Peppa na Youtubie nam bardzo pomaga 😉 Wszystkie gadajace zabawki i ksiazeczki mamy z polski. Wiec corka teraz mowi plynnie w dwoch jezykach (ma 4,5 roku). Mowie jej po polsku „powiedz tacie tak i siak”, ona idzie do taty i mowi mu to samo po albansku. 🙂
Najlepsze z tego wszystkiego jest to, ze mnie narodziny corki tez pomogly. Po 12 latach na emigracji i znikomym kontakcie z Polakami, sama zaczelam mowic po polsku jak obcokrajowiec. Robilam bezposrednie tlumaczenia z wloskiego czy albanskiego i zapominalam wielu slow. Dzieki corce nadrobilam! 😀
U nas podobnie 3 latka mówi płynnie w dwóch językach. Sama naciska na zabawę w języku angielskim, co jest fajne widać, ze sprawia jej to przyjemność. Za pewne Wpływ otoczenia, mamy dużo znajomych anglojęzycznych i sami również komunikujemy się w języku angielskim więc na pewno chcę się czuć częścią rodziny. Zobaczymy co będzie później. Siłą rzeczy w przedszkolu/szkole mają dzieciaki obowiązkowo języki obce więc myślę, że tylko będzie jej łatwiej. Słyszałam, że ważna jest równoległa nauka gramatyki dziecka. Żeby dziecko nie wybierać wygodniejszego języka ..zobaczymy co u nas się wydarzy. Jeśli chodzi o integracje czy wykluczenie wśród znajomych to aktualnie widzę bardzo dużo dwujęzycznych dzieci i nie ma już chyba takiego poczucia „dziwności/ inności wśród rówieśników”. Pozdrawiam! PS. Mieszkamy w Polsce, tata jest Niemcem .
Naprawdę nie zazdroszczę Polakom emigrantom. Tęsknota za krajem, dostosowanie się do kultury i dziwnych czasem zwyczajów no i właśnie to. Wychowanie dzieci i nauka języka ojców. Jak sobie myślę, że dzieci, żeby podtrzymać polską duszę chodzą jeszcze do polskiej szkoły w soboty to naprawdę czuję szacunek dla rodziców. No nie jest łatwo uczyć dzieci języka, którego nie używają na co dzień i w zasadzie to nie do końca wiadomo czy będą używać. Wszystko po to, żeby raz w roku porozmawiać z babcią w języku, który oboje znają. Szacun wielki dla rodziców. Emigracja nie jest łatwa.
Dobrze to rozegrałaś, coś mi się zdaje 🙂 Jestem ciekawa tej angielskiej strony – Twoje dzieci znały już język przed wyjazdem, tak? Od miesiąca mieszkam w USA, moja 3latka poszła tu do amerykańskiego przedszkola i jestem ciekawa, kiedy poczuje się swobodnie językowo, bo jednak po polsku jedzie już płynnie i non stop 😉 A! Podobno znajomość dodatkowych języków świetnie wpływa na funkcjonowanie mózgu, chyba nawet lepiej niż jedzenie morskich ryb 😉
Natalia my nasza corke wyslalismy do amerykanskiego jak miala niewiele ponad dwa lata, gdzie wczesniej tylko po polsku sie do niej mowilo, i balismy sie, ze sobie nie poradzi. Po kilku miesiacach juz zaczela tak smigac po angielsku ze szok, a teraz po roku ciezko z polskim: nawet jak my do niej po polsku to ona po angielsku. Takze na pewno szybko jej przyjdzie ta swoboda jezykowa bo male dzieci bardzo szybko przyswajaja.
Ja od ponad 4 lat mieszkam w Holandii. Mam dziecko 4 latka. Wlanie poszedł do szkoły, a wcześniej był w przedszkolu. Ja jestem konsekwentna i do niego mowie tylko po polsku wszędzie w sklepie, na placu zabaw, szkole, przy kolegach. Nie wyobrażam mówić do dziecka o swoich uczuciach w innym języku niż polski. Za darmo uczy się 2 języków jednocześnie. Mam nadzieję, że później będzie mu łatwiej opanować jeszcze inne język. Cieszę się, jak zaczął rozgraniczac do kogo musi mówić w jakim języku. Ma na imię Krzyś, ale ostatnio powiedział, że ma jeszcze jedno imię Kristofer dla osób nie mówiących po polsku ? Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Owszem nie będzie mówić tak jak ja po polsku. Ale jego świat będzie bogatszy i piękniejszy od reszty wychowane tylko w jednym języku.
Mieszkam też w bardzo specyficznym kraju, gdzie nikt nie wstydzi się ze jest inny. Inność jest super. To daje wyjątkowość, której nie będzie miało dziecko wychowane tylko w jednej kulturze. A dzięki temu będzie bardziej otwarte.
To jest mój plan.
My też mamy tylko książki w jezyku polskim, bajki tylko po polsku.
No i mój holenderski nie jest tak dobry , żebym mogła uczyć moje dziecko. Nie chce żeby miał moje źle nawyki językowe, bo będzie miał później problem w szkole i wtedy to by była moja porażka.
Witam serdecznie,
Mnie tez ten problem dotyka, bo mam 4 latka i mieszkamy w Holandii. Właśnie zaczął szkole, a wcześniej przez 2 lata chodził do przedszkola. My mówimy tylko po polsku do dziecka, w każdej sytuacji (w sklepie, na placu zabaw, szkole). Czytamy tylko po polsku. Powodów jest kilka. Nie chcemy, żeby miał nasz akcent w języku holenderskim, chcemy żeby był bardzo dobry w języku polskim (na ile to jest możliwe), nie umiem mówić o swoich uczuciach w obcym języku. Zdaje sobie sprawę, ze nie będzie mówił, pisał jak osoby wychowujące się w Polsce. Ale mam nadzieje, ze dzięki temu ze umie już 2 języki, to będzie mu łatwiej nauczyć się innych języków.
Umie swobodnie porozumiewać się ze wszystkimi. Wie do kogo w jakim języku należy rozmawiać. I to jest wspaniale. A nawet ostatnio mi powiedział, ze ma dwa imiona jedno Krzyś dla Polaków a drugie Kristofer dla reszty 🙂
Dzieci są mądre i na tym etapie chłoną wszystko jak gąbka.