Możesz siedzieć w domu i nie mieć wyrzutów sumienia.
Jakby macierzyństwo nie było wystarczająco trudne, w pewnym momencie pojawia się dylemat o powrocie do pracy. I nawet, jeśli matka instynktownie czuje, co jest dla jej rodziny najlepsze, zawsze znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej. To są w najlepszym przypadku teściowie, w najgorszym inne, pracujące matki. A przecież możesz siedzieć w domu i nie mieć wyrzutów sumienia!
Jednym z minusów „siedzenia w domu” jest ciągłe zainteresowanie i wieczne pytania o powrót do pracy i o to, co Ty tak naprawdę robisz, kiedy tak siedzisz w domu? Zwykle jest to tylko ciekawość pytającego, ale matki nie byłyby sobą, gdyby nie czuły w tym pytaniu nutki pogardy. A zaraz potem wyrzutów sumienia i wątpliwości, czy na pewno podjęły właściwą decyzję. I o ile łatwo jest wytłumaczyć swoją decyzję, kiedy dziecko jest małe, tak trudniej, gdy osiąga wiek przedszkolny, a już prawie niemożliwe jest to przy potomku w wieku szkolnym.
Przychodzę z pomocą i podpowiadam. Ostateczne powody, dla których możesz siedzieć w domu i nie mieć wyrzutów sumienia.
Bo możesz.
W zwariowanych czasach, w których żyjemy, nie wszystkie rodziny mogą sobie pozwolić na życie z jednej wypłaty. Jeśli możesz, ciesz się tym. Nie ma powodu do wyrzutów sumienia, bycie matką to zaszczyt! Bycie matką w zupełności wystarczy. Poczucie winy trzeba zastąpić poczuciem satysfakcji – możesz wspierać swoją rodzinę pozostając w domu. Paradoks dzisiejszych czasów to wieczna frustracja i presja. Bo jeśli siedzisz w domu – jesteś leniwą pańcią żyjącą na garnuszku męża. Jeśli wrócisz do pracy – jesteś nieczułą karierowiczką, co z Ciebie za matka? Grunt to cieszyć się z własnego wyboru! Nikomu nic do tego.
Jesteś dla swoich dzieci i rodziny zawsze, kiedy Cię potrzebują.
Szkoła moich dzieci trwa od 9 do 15:10. Odliczając dojazdy, zostaje mi około 5 godzin dziennie. Propozycje ciekawych zajęć na pół etatu są bardzo ograniczone. Z moich obserwacji wynika, że matki często akceptują etat, który jest znacznie poniżej ich oczekiwań i ambicji. Gdybym wróciła na etat, miałabym wiele dylematów. Na przykład większość lekarzy nie przyjmuje w weekend, a przy trójce dzieci trochę się tego zbiera. Jedno potrzebuje okulisty, drugie logopedy, trzecie dentysty. O ile np. zakupy czy fryzjera można ogarnąć z dziećmi w sobotę, do lekarza zwykle trzeba iść w godzinach pracy. Problem pojawia się też w przypadku chorób. Szef ma zwykle niską tolerancję na ciągłą opiekę nad dzieckiem. Jeśli babcia odpada, zostaje dorywcza opiekunka. Niestety w wielu miejscach taka opcja jest niemożliwa. Albo ciężko jest znaleźć kogoś dostępnego i godnego zaufania, albo jest to za drogie. W końcu nikt z nas nie chce pracować tylko po to, żeby opłacić opiekunkę.
Kiedy Twoje dziecko pójdzie do szkoły, musisz też zastanowić się nad zapewnieniem mu opieki w wakacje, ferie zimowe, przerwę świąteczną, Wielkanoc, długie weekendy. To wszystko z 26 dni urlopu (lub 13, jeśli wrócisz do pracy na pół etatu). Przy trójce dzieci, tak jak w moim przypadku, może się okazać, że wypłatę oddasz na opłacenie dzieciom zajęcia w miesiące bez szkoły.
Szkoła moich dzieci potrzebuje wolontariuszy. Spędzam pół dnia każdego tygodnia w szkole, pomagając przy zajęciach sportowych, asystuję na imprezach, bywam na apelach. Dzięki temu dzieci są bezpieczne, nie tylko moje, więc nie jest to samolubna potrzeba czy zachcianka. Robię coś dla społeczności, w której się znajduję. Ktoś musi z dziećmi pojechać na wycieczkę, czy pomóc przy organizacji Mikołajek. Ktoś, czyli ta pozornie bezużyteczna dla społeczeństwa, leniwa matka siedząca w domu.
Chcę wychowywać moje dzieci, a nie tylko przerzucać je między nianią, babcią, a świetlicą. Gdy pracowałam, byłam z dziećmi w domu po pracy i po przedszkolu o 17:30. Na wszystkie nasze wspólne sprawy zostawały dwie godziny. W tych dwóch godzinach powinnam zająć się odrabianiem prac domowych, serwowaniem odżywczej kolacji, zabawą, zajęciami dodatkowymi, wizytami u specjalistów, czytaniem dzieciom, kąpielą, usypianiem i milionem zajęć, które trzeba każdego dnia wykonać. Po pewnym czasie stwierdziłam, że ani nie jestem w pracy na 100%, ani w domu, w którym ciągle nawalam, z każdego rogu wywala się pranie, a lista rzeczy do zrobienia nigdy się nie kończy. Byłam za to ciągle w wykańczającym rozkroku.
DIY.
Lubię mieć w domu ciasto, które sama upiekłam, obiad nie z torebki, zupę na rosole nie z kostki, a w wazonie kwiaty z ogródka. Lubię zrobić moim dzieciom do szkoły kanapkę, zamiast dawać im pieniądze na zakupy w szkolnym sklepiku. Dużo na tym oszczędzam, że umiem sobie sama wiele rzeczy wyczarować.
Nie jesteś robotem.
Przed szkołą, jak i po szkole przy trójce dzieci w domu, nie ma fizycznie kiedy podrapać się po głowie. Cały czas ktoś coś ode mnie chce albo się bawimy, albo jemy, albo czytamy, wszystkie te czynności wymagają uwagi. Kiedy zostaję w domu, mam chwilę na własny rozwój. Dzięki temu jestem lepszą mamą i żoną. Zwyczajnie lepszą wersją siebie. Wiem, że pojawi się tutaj argument, że praca rozwija dużo bardziej niż siedzenie w domu. To jest bardzo indywidualna kwestia. Bazując na badaniach, większość etatów wcale jednak nie oferuje rozwoju czy możliwości awansu. Rozwój osobisty, który wymaga czasu i poświęcenia, może przynieść dużo więcej korzyści niż praca bez perspektyw. Siedząc w domu rozwinęłam na przykład blog, który teraz czyta ponad 100 tysięcy osób miesięcznie. Takie tam pomiędzy pulpetami, grządkami, a wybielaczem. Wiele mam w tym czasie wpada na pomysł własnego biznesu lub totalnej zmiany kariery. Wiele uczy się nowych umiejętności, które poprawiają jakość ich życia.
Odciążasz męża.
Kiedy wraca z pracy, nie musi rzucać się do garów czy prania, jak to bywało wcześniej, kiedy oboje pracowaliśmy. Poziom stresu w naszym domu znacznie się obniżył, przestaliśmy czuć ciągłą frustrację i napięcie. Mąż w czasie po pracy jest obecny w życiu dzieci, bo ma na to czas i siłę. Ja pracuję w domu, on poza domem i taki układ sprawdza się w naszej rodzinie.
Życie dzieje się teraz.
Pracując na etacie, nasze życie działo się w weekend. Tydzień był od niemiłych obowiązków, od padania na pysk o 22, kiedy w końcu udało się zamknąć zmywarkę, powiesić ostatnie pranie i zapłacić rachunki. Fajne rzeczy działy się tylko w weekend, a to i tak pomiędzy obowiązkami. Teraz weekend jest nasz. W weekend w końcu jesteśmy w komplecie, możemy odetchnąć i cieszyć się sobą. W naszym zwariowanym życiu jest nam to potrzebne. To dla mnie dwa dni, w których ograniczam prace domowe do minimum. Nie muszę na pół dnia iść do supermarketu, nie ślęczę przy garach czy pralce. Nie muszę wtedy załatwiać swoich spraw, dzieci podrzucając dziadkom, żebym mogła pójść do fryzjera. Mogę ten czas poświęcić rodzinie. I sobie.
Oczywiście, że przydałaby się nam kolejna wypłata. Moglibyśmy kupić sobie większy dom, nowszy samochód, pojechać na wypasione wakacje. Bardziej jednak niż na rzeczach materialnych, zależy nam na czasie. Życie jest bardzo krótkie, a czas, który mamy z dziećmi, ograniczony. To dlatego doceniam możliwość spędzania weekendów i dni w tygodniu z dziećmi. Pomiędzy 15 a 20 jestem z dziećmi i dla dzieci. Nie muszę wtedy biegać jak oszalała pomiędzy pralką, a piekarnikiem, z odkurzaczem w ręce. Mogę po prostu być mamą.
Osobiście nie zgadzam się z twierdzeniem, że matki pracujące robią dokładnie wszystko to samo, co matki nie pracujące, tylko mają na to dużo mniej czasu. Zapewne jest mnóstwo wyjątków, ale sama będąc po dwóch stronach tej sytuacji wiem, że zwyczajnie się nie da. I mówię to z perspektywy dni, w których samo pranie, ogarnięcie domu, obiadu i wyszukanie wolnego terminu u specjalisty, zajęło mi każdą wolną minutę czasu, w którym dzieci były w szkole, a ja „siedziałam w domu”. Bywa, że te dni zlepiają się w tygodnie wypełnione obowiązkami domowymi, wizytami u logopedy, zajęciami szkolnymi i pozaszkolnymi, kinderbalami i w pocie czoła, z trójką dzieci pod pachą, kupowanymi butami na wiosnę. Zabawa w dom potrzebuje solidnego przygotowania, organizacji i planowania z zegarkiem w ręce.
Kiedy matka pracuje, nie jeździ ze szkołą swojego dziecka na wycieczki, kiedy ono jest chore w pewnym momencie musi skorzystać z pomocy, dużo więcej obowiązków dzieli z partnerem, nie bywa na każdym treningu, kiedy może chodzi na skróty. Zwyczajnie, robi to, co musi, żeby wszystko się udawało i nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Nie podziwiam matek pracujących bardziej ani nie piętnuję tych, które zostały w domu. Każda decyzja, czy to o powrocie do pracy, czy pozostaniu w domu, posiada swoje plusy i minusy i morze dylematów.
I o ile każdy doskonale rozumie konieczność (lub wybór) powrotu do pracy, tak o wiele trudniej zrozumieć powody, dla których matki pozostają w domu. Nawet wtedy, kiedy ich dzieci chodzą już do szkoły. Pamiętaj jednak – możesz siedzieć w domu i nie mieć wyrzutów sumienia. Wykonujesz kawał niedocenianej przez wielu pracy i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.
Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, poruszałam podobne tematy tutaj:
http://www.calareszta.pl/czuje-sie-gorsza-matka/
http://www.calareszta.pl/droga-mamo-w-domu-droga-mamo-w-pracy/
http://www.calareszta.pl/to-wystarczy/
http://www.calareszta.pl/bycie-mama-tez-praca/
http://www.calareszta.pl/nie-kura-domowa-a-domowa-krolowa/
Zdjęcie: źródło.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Szkoła moich dzieci trwa od 9 do 15:10. Odliczając dojazdy, zostaje mi około 5 godzin dziennie….. to mało? 5 godzin dziennie tylko dla siebie??? twoim problemem jest to że zwyczajnie wypadłaś z rynku z pracy a masz o sobie wysokie mniemanie więc normalna praca cię nie interesuje. 6 letnie dzieci nie potrzebują już mamy non stop. Kilka godzin na świetlicy i obiad na szkolnej stołówce jeszcze nikogo nie zabiło. Twoje życie i żyj sobie jak chcesz, ale te tłumaczenia że ty ciągle taka biedna, zmęczona, bez babci i trójka dzieci…. po prostu mnie śmieszą. A jak ostatnio przeczytałam że w maju już planujesz lipcowe przyjęcie urodzinowe dla dzieci…. to stwierdziłam że faktycznie nudzisz się 🙂
dokładnie!
Siedzę w domu bo mam taką możliwosc! nie jest to moje wymarzone zajęcie ale jestem dla moich dzieci… ciągle słysze jak to mi dobrze bo przecież leżę i pachnę…oj tak palcem do ….nie mogę trafic aby na konkretną godzinę się wyrobic pobiec po dziecko do szkoły a o innych rzeczach „na miescie” nie wspomnę. Kiedy m,am czas to go mam ale kiedy nie wyrabiam to niestety padam na pyszczek.
Ja mam tak samo i ciągle się zastanawiam gdzie jest niby to morze czasu, które mam aż tyyyyle podobno!
Juz od pewnego czasu widze, jak matki pracujace napadaja na niepracujace i odwrotnie. Przygladam sie tez jak zyja inni, ci ktorzy pracuja. Ja pacuje z domu i tylko tyle chce. Jak pacowalam wiecej, mialam wrazenie ze ani a pracy ani w domu nie jestem tak naprawde. Zdalam sobie sprawe, ze nie chce by dziecinstwo moich dzieci przezyl z nimi ktos inny. Chce miec czas na rowerr, na pojscie nad rzeke, na zabawy a nie ciagle poganianie, popedzanie i ciagle mowienie: nie teraz, pozniej, nie mam czasu. Niech kazdy robi jak uwaza za sluszne i co jest zgodne z jego sumieniem. Mieszkam za granica i moje dzieci nie nauczylyby sie jezyka polskiego, gdyby do 15 byly w przedszkolu. Moj maz tez obcokrajowiec, wiec jezyka obcego jest u nas w nadmiarze. Moja decyzja i jej nie zaluje. Tez nie mamy tu nikogo i trzeba samemu sobie radzic. Gdybym miala pracowac wiecej, musialabym miec ogrodnika i sprzataczke. Tak maja moje znajome, bo zwyczajnie nie daja rady. A ze ogrod byl moim marzeniem, to nie po to go teraz mam, by zatrudniac ogrodnika 🙂 Moja dewizja- zyj i daj zyc innym. Kazdy potrzebuje czegos innego i nic nam do ich stylu zycia.
Dokładnie tak jest i ja się z tym zgadzam. To przecież jest nasze życie, przeżyjmy je po swojemu.
REWELACJA! ŚWIETNY TEKST! Masz rację w każdym akapicie! Dziękuję Ci, potrzebowałam takiego tekstu właśnie!
A bardzo proszę. Pozdrawiam serdecznie!
Dziekuje Daga za ten tekst!!! W chwilach zwątpienia i wyrzutów wrócę do niego 🙂 pozdrawiam serdecznie!!!-
A bardzo proszę. Pozdrawiam!
Tylko nie placz ze nie masz emerytury a dzeici ci nie daja keiszonkowego, jak przyjdzie wiek emerytalny i brak lat pracy. I nagrody za „poswiecenie sie dzieciom” tez sie nie dostaje. Zrownowazona matka, to dobra matka. Dobrze jest miec cos swojego: chocby jak to ty nazwalas „te durna prace na czesc etatu ponizej ambicji”. I nie, nie bede prac, sprzatac i gotowac mezusiowi. Pozwole sobie zapracowac na sprzataczke. I bedzie i dom czysty i praca i czas na dziecko i na hobby.
Ale przecież autorka ma coś swojego, choćby tego bloga. Ma też czas na rozwój, który często odbywać się może poza pracą. Ma więc równowagę. I nie było w tym tekście nic o poświęceniu, więc nie sądzę, by autorka wyciągała ręce po kieszonkowe. A tak już całkiem na marginesie, budująca jest Twoja wiara w emeryturę 😀
Żeby ten post zrozumieć, trzeba by umieć czytać, niestety nie wszystkim dana jest ta umiejętność. No i wiara w emeryturę w tamtym komentarzu mnie rozśmieszyła. Pracuj, żeby móc pomagać dzieciom pewnie, przecież to takie „nasze” 🙂
I jak to mowia GOOD FOR YOU!!! Tylko co to kogo obchodzi co Ty wolisz! Twoje życie, Twoje sprawy!!!
A Ty swoje dzieci wychowujesz z perspektywy jakiejś nagrody na starość… Zwłaszcza przy tak niepewnych czasach… Zresztą po co się produkować dla TroloGościa!!!
Żyj i daj żyć innym, albo nie czytaj bloga bo nic Ci to nie daję (nie bronie Dagmary, nie ze wszystkim się zgadzam co napisane na blogu, ale kultura wymaga pisania komentarzy w innym stylu)!
Właśnie nie kumam tej nagrody na starość. Od dzieci. Hmmm.
Hejter
Oprócz etatu jest milion sposobów na inwestycje i gromadzenie kapitału. Istotą mojego macierzyństwa jest idea nie poświęcania się. Współczuję szczerze myślenia w takich kategoriach. Podejrzewam, że i tak sprzątasz i gotujesz (pani sprzątająca przychodzi zwykle raz w tygodniu, więc jak by nie było coś jeść w inne dni trzeba), chodzisz do pracy. Nie starcza tylko czasu na dzieci, dbanie o siebie i hobby, ale jak nie ma wyjścia to się lubi co się ma, prawda?
Pracuje, bo akurat sytuacja nas do tego zmusza, ale nigdzie nie jestem na 100 %, ani w domu ani w pracy. I najchetniej bym rzucila robote i zajela sie domem. Mysle ze kazda mama ma wyrzuty sumienia, cokolwiek by nie robila.
Dokładnie tak jest, to jest taki bonus od losu w momencie stawania się matką. Wieczne dylematy.
A ja dziś nie posprzatam, obiadu też nie będzie (kto powiedział że ma być codzień. Jest też instytucja jajecznicy. Szybko, smacznie i na ciepło)! Aktualnie leżę na łóżku z moim półrocznym Synkiem i się bawimy i śmiejemy, a jak z pracy wróci mąż, to do nas dołączy! I ktoś mi zabroni!!! Wielkie mi mecyje, siedzę w domu i mam super! Niech im będzie zazdro! Polecam tak spędzać maciezynski ;).
Trza się życiem zacząć cieszyć, a nie zajmować się cudzym!!!
ano właśnie, czy koniecznie trzeba przeharować całe życie, oglądać wschody i zachody słońca w drodze do korpo i z powrotem, a w te max cztery wolne dni w miesiącu nie móc zwlec się z wyra-więc jeśli ktoś ma alternatywę, a jeszcze jak tą alternatywą jest opieka nad własnymi dziećmi, to dlaczego z tego nie skorzystać, czy matki muszą odbywać codziennie drogę krzyżową, żeby ich „siedzenie w domu” zostało zaakceptowane przez społeczeństwo?
Asia, to jest historyczne podejście kobiet do samych siebie. Bo my jesteśmy takie właśnie zakichane bohaterki. Dobrze, że się czasami łapiemy w porę za głowę i zauważamy, że za te poświęcenia medalu nie dadzą. Awansu na matkę roku nie będzie, co najwyżej zszargane zdrowie i zaniedbanie.
O to to to! Koło nosa mam podobny przykład! Teściowa i jej układ z moim szwagrem (brak męża czyli jej syn)! Kobieta lat 58, dalej pracująca zawodowo jako woźna/sprzątaczka w szkole, pracuje popołudniami od 2pm, a od 7am do 1:30 pm opiekuje się wnukiem, dodam że to już drugi jej wnuk, przy którym wyrabia poranny etat! Typ kobiety, żeby z poświęcenia medal dostać raczej! Robi to po to, by rodzice wnuczat mogli spokojnie zarabiać… Serio! Tyle że trafiła na pole nieuzytku i szczególnie nikt jej nie jest za to wdzięczny (oprócz wnuków)… Słabe to! I można jej się ugadac godzinami, że to nie jest ok, ale ona ma chyba misję… Nie wiem! Kiedyś, przy okazji rozmowy z Nią, gdy ze zmeczenia była już chyba wykończona, powiedziałam jej, że jak się ONA SAMA NIE POSZANUJE, TO NIECH NIE LICZY NA TO ZE INNI BEDA!
Z tej historii wynosze tylko to, że moje dzieci są moim obowiązkiem! Amen!
Brawo dla Ciebie. BARDZO dużo czasu minęło, zanim sama zrozumiałam, że to, że jestem w domu nie oznacza, że mam wyrabiać milion procent normy. Mam dni, kiedy ogarniam, ale i takie, w których zamawiam pizzę. Myślę sobie wtedy, że moje koleżanki na etacie też mają dni, w których udają, że pracują, jak koło biurka przechodzi szef. Jak go nie ma to wertują blogi i robią zakupy. Amen.
Dokladnie, I’ve been there 😉
Siedzenie w domu z dziećmi to nie powód do poczucia winy. Wiesz, nie lubię określenia „powrót do pracy”, bo oznacza tylko przypadki jak się ma wybór i blogi rodzicielskie tylko tę sytuację biorą pod uwagę. A co w sytuacji kiedy nie ma wyboru? Bo siedzi się w domu bo nie udaje się pracy znaleźć, firmy odrzucają twoje CV. Robisz co możesz, szukasz aktywnie. O niczym innym nie marzysz niż pracować i zarabiać ale tej pracy po prostu nie ma. Nie jesteś na rynku potrzebna. Wobec takiej sytuacji to naturalna kolej rzeczy że czas bezrobocia zajmie się spędzaniem z dziećmi i pomagają ci inni. Przynajmniej będą miały mamę. Jednak denerwuje mnie jak o powrocie do pracy mówi się jak np. o powrocie do chodzenia na siłownię. Niestety, nie wystarczy tylko chcieć. Musi ktoś jeszcze cię przyjąć. A powiem ci, że w tej sytuacji możesz bronić się rękami i nogami przed wyrzutami sumienia bo oceny innych są jeszcze surowszy. Bezrobotna jest leniem, pasożytem nic nie umie, nie potrafi się przekwalifikować, czy ogólnie jest do d.. dlatego nikt jej nie zatrudnia. Matki na urlopie macierzyńskim, z przerwą w pracy wprawdzie już wywalczyły aby nie brać je za pasożytów. Niestety bezrobotne matki z przymusu są nadal piętnowane.
Och, to fakt, nie brałam tej opcji pod uwagę, mieszkam całe życie w wielkim mieście, a doświadczenie z pracy mam z korporacji, których powstało tyle, że praca zawsze się dla mnie znajdzie. Współczuję, bo jakikolwiek moment w życiu, w którym czujesz, że nie masz wyboru, jest trudny.
Jest jeszcze jedna opcja, nie wzięta pod uwagę…matka pracuje,bo MUSI. Ojciec dzieci jest niepracujacym pasozytom z którym absolutnie nic nie można zrobić, bo poza kościołem i dziecmi związani są kredytem na kolejne 30 lat….nie ma takiego sądu, który da rozwód od kredytu…”idealny” tatuś na zewnątrz, który pod blokiem na ławce zajmuje się dziećmi, godzinami grając w grę na telefonie…
Każdy ma inne doświadczenia. Gratuluję, że Tobie się udawało bo jak ktoś na tym rynku co jest jaki jest nie ma problemu z pracą w dodatku przyzwoitą a potem może wybierać jest szczęściarzem. Ja akurat nie wierzę, że praca się znajdzie bo mam inne doświadczenia. Być może ale nie dla każdego. Jednak piszę o tym, że wbrew pozorom nie jestem z tych które rzuciły pracę by siedzieć w domu z dzieckiem. Jest i ta sytuacja aby ludzie odpowiedzieli sobie… jaka grupa ludzi wciąż jest dyskryminowana i wmawia się jej, że ich sytuacja to ich wina a nie „rynku” – bezwzględnego dyktatora, który decyduje ile jesteś dla niego wart. Na szczęście w innych dziedzinach jestem spełniona, mam wspaniałą rodzinę i dziecko, wsparcie, zdrowie, urodę, sylwetkę, wykształcenie, pasję, mieszkam w ciepłym kraju i poznaję różne kultury. Do szczęścia brakuje mi tylko pracy, choćby korpo albo by za to co rozwijam i lubię robić mi płacono. Nie wymagam zbyt wiele. Jeśli to osiągnę to uznam, że mam już wszystko 😉 Bo kiedy latami walczysz o coś bezskutecznie to tym bardziej potrafisz docenić. Pozdrawiam
Dla mnie ważne i przełomowe w byciu mamą na domowym etacie było świadome podjęcie decyzji, że to ja CHCĘ być w domu z dziećmi, że jest to mój wybór i moja decyzja. Nikt mnie nie zmuszał, nie decydował za mnie. Omówiliśmy z mężem co dla naszej rodziny będzie najlepsze i ja podjęłam ostateczną decyzję, że tak – chcę ten czas, który teraz mam, spędzić z moimi dziećmi w domu.
Po tym jak świadomie powiedziałam sobie – to moja decyzja, mój wybór, właśnie tak chcę – zniknęły napięcia odnośnie myślenia o powrocie do pracy. Jak ktoś mnie pyta o powrót do pracy, to mówię, że na razie nie wracam, bo chcę być w domu z dziećmi. Takie myślenie dało mi wolność i poczucie bycia w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. I przestałam się zastanawiać co by było, gdybym pracowała, czy wracać czy nie, rozważać i gdybać nad życiem, które nie jest moje.
Dokładnie tak jest. Jak napisało wielu komentujących – do tego trzeba dojrzeć, zresztą jak do wszystkiego innego w życiu, które sobie wybieramy, a nie tylko podążamy na ślepo za tym, co robią inni. Ja czasami gdybam, w te dni, kiedy praca w domu mnie nie cieszy i przerasta. No i w te, kiedy sobie przypominam, ile wysiłku włożyłam w studia, czy karierę. Kiedy to gdybanie mnie pochłonie – pójdę do pracy. Ważna dla mnie jest też świadomość tego, że mogę.
Dokładnie tak. Trzeba mieć wybór i samemu o sobie decydować, wtedy nie ma frustracji. Chcę – jestem w domu. Chcę – idę do pracy. W gorszej sytuacji są osoby, które nie chcą być w domu, ale muszą, bo np mąż tak chce, albo nie mają pracy. Albo te które chcą być w domu, a kasy nie wystarcza i trzeba pracować.
Dee kolejny rewelacyjny tekst! jestem wielka fanka, czytam odkad zaczelas pisac i wciagnelam sie bez reszty:) zawsze w punkt, kazdy podjety temat zawsze swietnie przeanalizowany i przedstawiony, zarowno te ” z jajem ” jak i te bardziej powazne. pozdrawiam serdecznie:)
O, hej! Dzięki wielkie i również serdecznie pozdrawiam!
Świetny. Sama wolę pracować, żeby być niezależna finansowo. Ale dajesz do myślenia. No i nie mam trójki dzieci;)
Każdy ma swoje preferencje, wiadomo. Zależy też dużo od tego, w jakim się jest związku. Myślę, że u mnie też wyglądałoby inaczej, gdybym musiała się prosić o kasę na waciki, czy w ogóle na cokolwiek innego.
Nie mam jeszcze dzieci, ale wiem, że będę chciała mieć i będę chciała je odchować przynajmniej tych pierwszych kilka lat, ale z drugiej strony całym sercem kocham swoją pracę, wkładam w to każdą wolną minutę i każdy wolny pieniądz. Pracuje w gastronomii i marzę o otwarciu kiedyś własnej cukierni. Od dwóch lat dręczy mnie dylemat- jak pogodzić to z założeniem rodziny? Własny lokal jest równie czasochłonny jak dziecko. Wiem, że gdybym zdecydowała się go założyć to o rodzinie nie mogłabym myśleć przez dobrych kilka pierwszych lat bo lokal wymaga zaangażowania 24h/dobę. Wszystko spoko by było gdybym lokal mogła założyć teraz w wieku 21 lat i za dobrych kilka myśleć o dzieciach, ale w tej chwili nie mam umiejętności, ani pieniędzy by podejmować takie ryzyko. Jeśli zaś zdecyduję się na dzieci w pierwszej kolejności – w jakim wieku można im „odebrać” mamę na 1-2 lata? Moim zdaniem może jak pójdą do liceum, czy na studia, a na myśl o tym, że mogłabym ponownie rozwijać się zawodowo dopiero w wieku 40 lat mam ochotę popełnić sepuku i zupełnie odpada mi chęć i motywacja do życia i pracy. Nie mam pojęcia jak to pogodzić i szczerze powiedziawszy zazdroszczę mężczyznom – wiem, że kobieta zyskuje wiele niesamowitych przeżyć i doświadczeń od macierzyństwa, ale wydaje mi się nierealne pogodzenie obu moich marzeń. Gdybym miała perspektywę przeciętnej nieciekawej pracy chętnie realizowałabym się w domu bo kocham gotować, mieć wysprzątane mieszkanie i wszystko odpicowane, więc tylko się cieszyć jeśli jesteśmy w stanie utrzymać się z jednej wypłaty, ale ja rano wręcz z radością wstaję do pracy, a w dni wolne ociągam się i nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie jestem w stanie słowami opisać jak bardzo kręci mnie to co robię i jak bardzo chcę się w tym rozwijać – może dobrze podsumowuje to fakt, że jestem w stanie zapłacić 2tysiące złotych żeby przez tydzień popracować w innej cukierni i popatrzeć jak się to robi u nich, albo to że w każdą wolną chwilę przeglądam nowe przepisy, testuję je i planuje gdzie by tu upchnąć ciężko harujące bezpłatne staże, byleby poznać nowe techniki. Serio, nie wiem co robić. Może wszystko się z czasem rozwiąże samo?
Niby zwykle się z Tobą zgadzam ALE 😉 przeczytałam i coś mnie jednak ugniata. Myślę, że odejście od takiego modelu, że kobieta ogarnia całość kwestii wychowawczo-logistyczno-domowych to nie skutek jakiegoś spisku tylko po prostu wybór kobiet. „Bycie matką w zupełności wystarcza”- chyba już mało komu. Osobiście uważam, że wychowanie dzieci to nie tylko to, co dzieje się w weekend, to tez proces socjalizacji. Ja nie chce przekazać mojemu synowi takiego obrazka, ze mama to ta od ogarniania i odciążania. Zeby wiedział, ze mama ma prace, ma dzieci- jak tata- i tak to wygląda.
Wyjęłaś mi to z ust 🙂 Jest jeszcze inna kwestia- znalezienie pracy po kilku latach przerwy może być trudne, bo dla pracodawców najbardziej liczy się doświadczenie zawodowe z ostatnich 3 lat. Ja przez 2,5 roku byłam z dzieckiem w domu. Bo chciałam i mogłam. Potem wróciłam do pracy po to, zeby mieć coś swojego, swoje zycie, a nie tylko zycie rodzinne, dom. Poza tym chciałam, żeby mój syn przebywał więcej z innymi ludźmi bez mamy u boku. Wreszcie wróciłam dlatego, że to już był wg moich doświadczeń ostatni dzwonek, żeby znaleźć „normalną” zgodną z kwalifikacjami i doswiadczniem pracę.
Post chyba dotyczył mam które decydują się pozostać w domu a inni mają z tym problem. Wg mnie każda mama niech robi to co uważa za słuszne. Mając trójkę dzieci zmieniłam zdanie wielokrotnie odnośnie pracy. Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy jak maly miał 1,5 roku. I było ok. Wydawało mi się że tak jest najlepiej i wtedy tak było. Przy drugim dziecku wróciłam bo musiałam i już tak super się nie czułam. Przy trzecim dziecku z radością zostałam w domu. I nie spieszy mi się do pracy 10h/dobę w korpo. Wiem że dzieci teraz są małe chcą być ze mną. Za kilka lat będzie inaczej. Więc smakowałam wszystkiego i work-life balance z pozytywnym skutkiem i z gorszym i bycie na etacie domowym. Wszystko zależy od podejścia, chęci, sytuacji, doświadczenia życiowego własnego i tego z domu rodzinnego.
Każdy ma prawo robić tak jak uważa za słuszne. A ja wierzę że zarówno mamy które pracują jak i te domowe chcą dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze.