Mam gdzieś rodzicielstwo bliskości i inne teorie.

Olaboga! Jak można tak otwarcie skrytykować rodzicielstwo bliskości, które wciska się rodzicom na każdym kroku? Ano można. Pogubiłam się, przyznaję szczerze. Mam gdzieś rodzicielstwo bliskości i inne teorie.

Rodzicielstwo bliskości to idea wspaniała. Z założenia. Nie jest mi obca, bo swoje dzieci wychowuję w poczuciu szacunku i ogromnej bliskości. Nie zgadzam się jednak ze wszystkim, co ta popularna teoria głosi. Sama złamałam 4 z 7 filarów, na których się opiera. Bo co w sytuacji, kiedy więź po urodzinach była poważnie nadszarpnięta pobytem dziecka w szpitalu i inkubatorze i zamiast budować bliskość, modliłeś się do wszystkich świętych o życie tego dziecka, wszelkie teorie mając wtedy głęboko w poważaniu? Co jeśli nie karmisz piersią, nie nosisz swojego dziecka i nie chcesz blisko niego spać, bo chcesz zwyczajnie się wyspać bez łokcia wbijanego w brzuch i stopy na twarzy? Co jeśli dziecko masz więcej niż jedno, do tego tysiąc obowiązków i nie jesteś w stanie reagować na każdą jego potrzebę? Spalić na stosie takiego rodzica? No raczej.

Od tych wszystkich teorii rodzicielskich można zwyczajnie oszaleć. Twoje dziecko krzyknęło na brata? To na pewno dlatego, że i Ty krzyczysz. No i krzyczę czasami, to prawda. Zapraszam każdego zwolennika wszelkich teorii do mojego domu, gdzie codziennie ścierają się trzy silne osobowości i ja, mająca do dyspozycji tylko parę rąk, oczu i jedną dobę. Nikt nie pisze na ten temat książek. Kiedy ja zaspokajam potrzeby jednego dziecka, pozostała dwójka okłada się po głowach. Oczywiście, że to, że się biją, z pewnością też jest moja wina. Choć ja ich nie biję, to skąd to zachowanie? Może instynkt? Hę? Czy zapominamy o takich rzeczach jak biologia i podstawowych instynktach, bezwarunkowych odruchach, na cześć filozoficznych popierdółek? A co w sytuacji zagrożenia, kiedy moje dziecko niebezpiecznie zbliża się do ulicy, a ja muszę działać szybko? Czy wtedy też mam, zamiast krzyknąć „stop!”, podejść, pogłaskać i tłumaczyć co się właśnie wydarzyło? Jasne, tłumaczę, kiedy już wrzasnę i dobiegnę co sił. Bywa jednak, że moje dziecko zwyczajnie nie reaguje. Bo ma swój pomysł na życie, jak w sumie każdy samodzielnie myślący człowiek.

Weźmy dla przykładu wspomniane potrzeby dziecka. Nie ignoruję, ale czasami moja potrzeba bezpieczeństwa lub spokoju jest silniejsza niż potrzeba dziecka do eksperymentowania życia. I wiecie co, specjaliści od wychowania? Moje dziecko musi to uszanować. Musi się nauczyć, że są nieprzekraczalne reguły. Tak jak i każdy dorosły człowiek nie kwestionuje wielu zakazów, którymi ograniczone jest życie, choć wielu z nich nie potrafi zrozumieć.

Co jeśli dziecko zrobi coś celowo? Zrobi, bo tak. I niech mi nikt nie mówi, że dziecko nie wie. W pewnym wieku wie już bardzo dobrze czego nie wolno i dlaczego! Taka sytuacja z mojego podwórka. Kupiłam trzy kłódki do rowerów. Kłódki były z kluczykiem. Pozwoliłam dzieciom pooglądać, dotknąć, pobawić się nowym sprzętem. A potem wytłumaczyłam, że kłódka bez kluczyka nie nadaje się do użytku, pokazałam, jak to działa, przypomniałam kwestię finansową, itp. Tłumaczyłam długo, spokojnie, kilkakrotnie. Kłódki zostawiłam na wierzchu, w pojemniku tuż obok drzwi i poprosiłam, żeby od teraz już się nimi nie bawić, żeby nie zgubić kluczyków.

Poranek, wychodzimy do szkoły, ustaliliśmy, że pierwszy przywilej posiadania kłódki przy rowerze będzie miał syn, z czego bardzo się cieszył. Wyciągam kłódkę syna, a ta jest bez kluczyka. Brałeś? Brałem. Proszę idź poszukaj. Poszedł, nie znalazł. Z kłódką pojechała córka. Syn zły i zapłakany. Czy rodzicielstwo bliskości mówi coś o tym, co robić, kiedy dziecko zrobi coś celowo? Przecież wiadomo, że syn nie zgubił kluczyka specjalnie. Ale zabrał świadomie. W tej sytuacji nie ma żadnego innego wytłumaczenia. Było złamanie zakazu i nie ma potrzeby na analizowanie POTRZEB mojego dziecka, które nie zostały zaspokojone, co sprawiło, że zabrał kluczyk! Zabrał, bo się nie mógł powstrzymać. I koniec tematu. Czy to, że nie powiedziałam „och, nic się nie stało” tylko byłam zła, to zbrodnia przeciwko ludzkości i spowoduje konsekwencje w dorosłym życiu mojego dziecka? Nie sądzem. Możliwe jednak, że zapamięta tą sytuację. I czy to, że odebrałam mu przywilej powiezienia kłódki do szkoły to była naturalna konsekwencja, czy już kara? Czy miałam w ogóle zrezygnować w ten dzień z roweru i tym samym pozwolić moim córkom na odczucie naturalnych konsekwencji łamania zakazów, choć nie zrobiły nic złego? Ktoś? Coś?

Specjaliści od wychowania od razu by wytknęli, że to ja jestem w tej relacji dorosła, więc mogłam przecież kłódki schować, żeby nie kusiły (generalnie w domu mam tylko pluszowe materace, reszta rzeczy jest pochowana przed dziećmi, żeby czasem ich nie kusiły), powinnam NAUCZYĆ moje dziecko, że coś, co należy do kogoś innego jest święte. Albo jeśli mama mówi, że nie wolno i podaje przynajmniej kilka logicznych powodów, dziecko powinno to po prostu przyjąć za pewnik i uszanować. Hmmm. To w sumie tak jak ja. Od czasu do czasu podkradam mężowi maszynkę do golenia, choć wiem, że tego nie znosi. On wyjada moje słodycze, choć przecież TYLE RAZY prosiłam, żeby tego nie robił. Czy nasi rodzice ponieśli wychowawcze fiasko? Pewnie tak, przecież wszystko w życiu jest kwestią wychowania, czyż nie?

W rzeczywistości rodzice codziennie spotykają się z sytuacjami, które nigdzie nie zostały opisane i na które nie ma gotowej recepty. I nawet wtedy, kiedy stosują wyuczone na kursach i wyczytane w poradnikach metody wychowania dzieci, okazuje się, że one nie działają. Bo w książce zawsze zakładają, że jak powiesz coś do dziecka miło, ciepło i spokojnie, to ono się uśmiechnie, przeprosi i więcej tak nie zrobi. A w życiu? No cóż. Miało być pięknie, a są zszargane nerwy i bezsilność, czyli rzeczywistość wielu rodziców.

Jaka jest różnica między karą, a naturalną konsekwencją? Kiedy jadę zbyt szybko i dostanę mandat, to przecież też jest to na własne życzenie. I nie ma to nic wspólnego z tym, jak wychowała mnie mama! Czy to naturalna konsekwencja, czy kara? W końcu kara to świadome działanie. Więc można przyjąć, że mandat jest karą, którą (świadomie) nakłada na mnie (silniejsza) policja.

To jest ciąg wydarzeń, poranek, który się przeciągnął, kontrola, która akurat jest na mojej drodze, to jest czerwone światło, to w końcu spotkanie, na które nie mogę się spóźnić, a w końcu moja decyzja o podjęciu ryzyka. Czy mandat jest jeszcze naturalną konsekwencją, czy tylko karą? A jeśli zatrzyma mnie policja i ja wyciągnę kartę biednej umęczonej matki, albo błysnę kawałkiem biustu (dobra, dobra, nie gorszcie się tak, kobiety stosują takie triki od wieków) i jednak tego mandatu uniknę, to co? Nie było kary, nie ma konsekwencji? A przecież jechałam zdecydowanie za szybko!

Mam już dość kładzenia wszystkiego na karb wychowania, a co za tym idzie wzbudzania ogromnego poczucia winy w rodzicach. Analizowania każdego najmniejszego grymasu, dorabianie teorii spiskowych i drugiego dna do absolutnie wszystkiego, co wiąże się z dzieckiem. Mam gdzieś rodzicielstwo bliskości i inne teorie. Nie da się ich wszystkich na raz zastosować. Ba! Może się okazać, że na egzemplarz jaki mamy w domu trzeba coś skroić na miarę, bo żadna dostępna teoria nie zadziała.

Nie każdy człowiek jest idealny, a mam wrażenie, że te wszystkie teorie dotyczące wychowania pragną stworzenia człowieka perfekcyjnego. Takiego, który będzie potrafił się komunikować, wyrażać swoje myśli, szanował innych, będzie zrównoważony, wewnątrzsterowny, asertywny, pracowity i… cholera jeszcze wie jaki. Tylko dlaczego nie ma takich ludzi wokół nas, a ziemia pełna jest ludzi z wadami? Czy wszyscy mieli beznadziejnych rodziców? Co z ludźmi, którzy mają nałogi? Czy to, że nasz syn zacznie palić, to też nasza wina? Pewnie tak. Do ostatnich dni naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni za ich decyzje? Co z ludźmi, którzy lubią rywalizację? Którzy wierzą w nagrody, a co za tym idzie i kary? Z tymi zamkniętymi w sobie, nieśmiałymi, bojaźliwymi, agresywnymi, niecierpliwymi, niechlujnymi? Wszystko to wina rodziców! Na stos! To pewnie przez niekarmienie piersią i podniesiony głos matki, która bywało, że traciła cierpliwość.

Jak te wszystkie teorie mają się do sytuacji w domu? Do predyspozycji naszego dziecka, w tym deficytów, syndromów i upośledzeń? Nijak. Trzaskać po trupach teorią i wrzucać do jednego wora! Rodzicielstwo bliskości dla wszystkich i wszędzie!

Te wszystkie teorie, choć miały pomagać, przeszkadzają rodzicom. Choćbyśmy nic nie robili, tylko każde zachowanie dziecka rozkładali na czynniki pierwsze, analizowali najmniejszy gest i zamartwiali się tym, że wszystko jest wynikiem naszej pomyłki, lub konsekwencją jakiegoś naszego mniej lub bardziej zamierzonego działania, pewnie byśmy zwariowali. Bo z teoriami rodzicielskimi jest jak z dietą. W jeden dzień mówią – jedz owoce i warzywa, a w drugi – nie jedz owoców, mają za dużo cukru! Jedz pełnoziarniste pieczywo, a zaraz po tym – nie jedz glutenu i ziaren, są niezdrowe. Codziennie prąd się zmienia. I dlatego mam gdzieś rodzicielstwo bliskości i inne teorie.

Czy rodzicielstwo też poddawane jest wpływowi mody? Kiedyś wierzono, że dzieci mają przede wszystkim słuchać rodziców i być grzeczne. Dzieci i ryby głosu nie miały. Potem był model bezstresowego wychowania. Teraz znowu panuje moda na wychowanie śmierdzącego jajka, dziecka, któremu zdmuchujemy pyłek spod nóg, chwalimy opisowo i poświęcamy cały swój czas na albo zabawę z nim, albo rozmowę (nacisk na rozmowę razy milion, nawet z noworodkiem), albo edukację. A jak to za mało, to dorzućmy jeszcze raz rozmowę. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy obłąkane matki dreptają po placu zabaw za rocznym dzieckiem i rozprawiają o odcieniu błękitu na niebie i stopniu wilgotności piasku. A jak dziecko, w końcu do upadłego zanudzone tymi monologami, rzuci w nie piaskiem, dzielnie otrzepują twarz i wygłaszają wyuczone formułki „Rozumiem, że miałeś pokusę, żeby rzucić we mnie piaskiem. Zapewne jesteś sfrustrowany i właśnie w taki sposób sygnalizujesz mamusi, że pora na drzemkę. Przepraszam kochanie, że nie zauważyłam tego czwartego ziewnięcia i porozumiewawczego mrugnięcia. Następnym razem będzie lepiej. Podobało mi się, jak rzuciłeś tym piaskiem, miałeś dobrze zaciśniętą piąstkę i odpowiednią ilość piasku. Widzę, że się bardzo przyłożyłeś. Zuch chłopak”.

Hello! Jak każdy człowiek, dziecko może mieć gorszy dzień, może potrzebować odreagować, w końcu istnieją w jego życiu czynniki takie jak środowisko, zbiegi okoliczności, wypadki, nieprzewidziane sytuacje, osoby trzecie i… uwaga! Geny. Tak! Nie wszystko w naszym życiu da się złożyć na karb wychowania i powodzenia danej metody.

Możliwe, że maluję tutaj obraz złej matki. Ale nic bardziej błędnego! Stawiam na miłość, szacunek do mojego dziecka i czas. Ale wszystko to w zdrowych proporcjach i zakładając ogromny margines błędu i dystansu. Nie zgadzam się na mechaniczne stosowanie JEDYNYCH słusznych teorii, jak i podporządkowanie całego swojego życia dziecku.

Absolutnie nie namawiam do odpuszczania sobie. Rodzicielstwo to najtrudniejsze zadanie każdego człowieka, który zdecydował się powołać na świat nowe życie. Nie powinniśmy rodzic dzieci tylko i wyłącznie dlatego, że jest już czas, a bo wszyscy mają, a może akurat naprawią naszą relację z partnerem, czy też będą lekarstwem na nudę i życiową pustkę. Nie tędy droga. Należy próbować, eksperymentować, dokształcać się, bo przecież nikt nas tego nie uczy. Ale w tym wszystkim trzeba pamiętać, że to dziecko to człowiek, a nie ciastolina. I my też jesteśmy tylko ludźmi. Perfekcyjnie nieidealnymi.

Od świtu obsługuję trójkę dzieci. Karmię, opieram, zabawiam, dbam o zdrowie, wygląd, rozrywki, rozwój. Udzielam się w szkole, wymyślam pyszne dania, na czworaka przemierzam kilometry udając pieska. I jeśli od czasu do czasu nie mam siły, nie chce mi się bawić, mam ochotę pogapić się na ekran swojej komórki, powiedzieć cisza!, kiedy akurat rozmawiam z kimś dorosłym, dziecku podać pizzę i puścić bajkę, bo aktualnie boli mnie głowa, to naprawdę nie oznacza, że moje dziecko wyrośnie na pozbawionego uczuć bandytę! Chciałabym mieć nieograniczone pokłady cierpliwości, odpowiedź na każde pytanie, gotowy scenariusz na każdą sytuację i 24 godziny w każdej dobie, które mogłabym poświęcić na tłumaczenie, rozmowę i budowanie więzi z moim dzieckiem. Niestety nie jest to możliwe, a nawet gdyby było dzieci mam trójkę.

Robię co mogę, najlepiej jak umiem. I jeśli moje dziecko bywa nieznośne, płacze, rozrabia, nie słucha, to jestem w stanie się za to nie winić. Czasem jest to zachowanie do skorygowania, a czasem po prostu tak jest. Nie jesteśmy z góry zaprogramowanymi robotami i nie traktujmy tak naszego dziecka!

Absolutnie nie chcę krytykować żadnego podejścia. Każdy z nas ma swój rozum i możliwości. Wybieramy to, co dla naszej rodziny jest najlepsze, lub to, co podpowiada nam intuicja i co po prostu jest dla nas dostępne. Tylko proszę – nie dajmy się zwariować, bo od tej analizy każdego pierdnięcia naszego potomka zwyczajnie boli głowa.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

60 komentarzy

  1. Wreszcie ktoś to napisał! Podpisuję się rękami, nogami i uchem nawet 😉 Dziecko człowiek, rodzic człowiek – muszą się po prostu dogadać. Życia nie włożysz w ramy, nie przytniesz Photoshopem do jakiejkolwiek Metody, nie nałoźysz filtrów – nie ma co się zadręczać tylko po prostu żyć, razem z dzieckiem i dogadywać się od nowa każdego dnia.

  2. Dlatego nie czytam żadnych mądrych książek w tym zakresie. Patrzę na moje dzieci, obserwuję i dopasowuję sposób na nie do każdego z nich, i do siebie też:) Nie dajmy się zwariować!

  3. Dokładnie. Zgadzam się w 100% a nawet 200%. Powinno się robić według własnych potrzeb, sytuacji, możliwości w danej chwili. Ciekawie jest poczytać, zastanowić się, przeanalizować różne teorie. Mogą pomóc, ale nie warto się zadreczac. Nasi bliscy i my mają być szczęśliwi. A inni, inni niech myślą co chcą. Nie zawsze wszystko może być perfekcyjne, ale dobrze jak jest prawdziwe. A no i łatwo się pisze co napisałam. Ale często muszę sobie o tym przypominać bo zamartwiam się że nie tak jak powinno, mimo że z uwzględnienie wszystkich czynników, całkiem dobrze. Pozdrowienia Kochane. Nie dajcie się terroryzowac.

  4. „Nie zgadzam się na mechaniczne stosowanie JEDYNYCH słusznych teorii, jak i podporządkowanie całego swojego życia dziecku. ” – w punkt! 🙂 twoje artykuły działają jak detoks, gdy czasem zapędzam się w wyrzutach sumienia że „za mało się staram, za mało daję z siebie, nie jestem dość dobra matką „

  5. Nareszcie! Juz mozna zwariowac od tego podkreslania bliskosci, ktore czesto prowadzi do niewolnictwa matki, ktora ma reagowac racjonalnie, spokojnie na kazde piskniecie dziecka. Zdrowy rozsadek to najwazniejsza orientacja dla rodzica, a czasem zdrowy rozsadek oznacza, ze trzeba swoje potrzeby postawic nad potrzebami dziecka.

    1. Tak się składa że rodzicielstwo bliskość ma to w swoich założeniach. Typowy komentarz nie znam się to się wypowiem ?

  6. oj, tak, w punkt. Napisałem kiedyś test właśnie o konsekwencjach, o uczeniu dzieci, że każda akcja przynosi jakieś konsekwencje, że są zasady, których trzeba przestrzegać, bo po prostu takie jest życie. Nie może być tak, że połowa domowników leci przez życie bez trzymanki, a rodzice próbują to jakoś trzymać w kupie. Nie. Jesteśmy jedną drużyną i gramy wg konkretnych zasad. To ważne tym bardziej jeśli się ma trochę do czynienia z nastolatkami i widzi się ten deficyt rozumienia konsekwencji swoich zachowań. No, ale oczywiście znalazło się trochę osób (co ciekawe – zwykle młode matki jednego malutkiego dziecka), które stwierdziły, że jestem tyranem (nie jestem) i że na pewno biję dzieci (nie biję) i że mnie w domu musi być terror (nie ma). Potem się okazało, że jedna z tym matek pozwala dziecku robić dosłownie wszystko, bo ona też taka była i że jak ją mama chciała kiedyś położyć wcześniej spać, to jej porozbijała wszystkie talerze i już jej mama więcej nie próbowała. No i jej synek jest (och, kochany maluszek) taki sam charakterny… Krótko mówiąc – moje zdanie na modę na rodzicielstwo bliskości jest takie, że rodzicielstwo bliskości zwykle jest tym czym normalne rodzicielstwo, tylko że bez wychowania.

    1. konsekwencje to jedno z podstawowych założeń rb. przez konsekwencje dziecko się uczy. tylko nie konsekwencje w stylu – zgubiłeś kluczyk, nie dam Ci deseru, tylko jak opisała autorka – zgubileś kluczyk, nie założymy kłódki na Twój rower. to jest bardzo rb. wszyscy którzy mylą rb z brakiem wychowania powinni się trochę zorientować o co w tym chodzi.

      1. ja wiem o co chodzi. Problem z RB jest taki jak z komunizmem – założenia były nawet ok, wszyscy mieli być zadowoleni. Mieli być.

        1. Tylko ludziom slabo wychodzi … Bo z bardzo dobrej teorii wdrozonej zle w praktyke wychodza bardzo niewychowane dzieci

          1. A może teoria trochę odstaje od rzeczywistości? No ale – nie przekonamy się nawzajem, więc nie ma o co kruszyć kopii.

  7. Brawo Daga! Ja co prawda ŻADNEJ „mądrej” książki czy poradnika nie przeczytałam, wystarczyło mi kilka opisów przed zakupem i już wiedziałam, że nie są to treści jakich potrzebuję. Każdy ma swój rozum i swoje podejście, nie każdemu musi (i będzie!) podobać się Nasze. Tylko kogo to obchodzi? Nasze dzieci, nasza sprawa. Najgorsze jest popadanie z skrajności w skrajność. Ja codziennie krzyczę do mojego dziecka, bo zwyczajnie inaczej mnie ignoruje… Moja wina? nie wiem… nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek działało na Nią spokojne mówienie, tłumaczenie i prośby. Ma silny charakter, wszystkiego chce spróbować a najchętniej jak słyszy, że nie może. Czy uważam to za swoją porażkę? Wręcz przeciwnie! Cieszę się, że jest odważna i próbuje, ale czuwam, żeby nie zrobiła sobie krzywdy.
    Sytuację z rzucaniem piaskiem, którą opisałaś.. aż się zaśmiałam sama do siebie, że chyba w zeszłym tygodniu byłaś w piaskownicy u mnie pod blokiem! Wypisz wymaluj identyczna sytuacja, tylko z dziewczynką i jej matką. Komentarz matki: jak ja nie mogę się doczekać kiedy pójdzie do przedszkola, może tam ją utemperują? i przyjmowała ciosy dalej… no comment
    Pozdrawiam ciepło 🙂

  8. wiesz że codziennie jak Cię czytam, myślę sobie – ja pierniczę, ona ma trójkę dzieci i lepiej ogarnia, niż ja moje jedno !! 🙂
    i jeszcze myślę,ze masz bezsprzecznie rację. I nie wiem dokładnie, jakie są definicje rodzicielstwa bliskości, ale wiem, że to tylko idea… Kiedyś byłam skłonna zostać jej fanką, ale mi nie wyszło.

    Oh jejku … 😛

    1. Jak mogłaś zostać jej fanka nie znając założeń. Mi idzie całkiem nieźle, przeczytałam kilka książek i wiele artykułów o Rb a wciąż nie wszystko rozumiem więc nie masz prawa oceniać metody o której nie masz bladego pojęcia

  9. Bardzo mądrze napisane. Zwłaszcza to ze dziecko ma wolną wolę i decyzyjnosc – w przyszłości nie możemy być obwiniani za ich decyzje. Bo każda decyzja jest zla w pewnym sensie. To dlaczego rodzic ma być obwiniany za konsekwencje naturalnej kolei rzeczy, rozumu i dorastania.
    Swoją drogą teorie Rb poznaje dopiero i widzę że instynktownie wiele z tych założeń juz stosuję. A reszta to już chyba przerysowane…

  10. Wszystkie te teorie zapominają że dziecko to jest człowiek, organizm żywy! Nigdy nie przeczytałam żadnej książki o rodzicielstwie o zgrozo nawet o rozwoju dzieci i dalej nie wiem czy jak syn w wieku 3 lat nie przeczytał samodzielnie Pana Tadeusza to jest coś z nim nie tak? A jak córka w wieku 9 mies zaczęła samodzielnie chodzić czy nie zaważy to na jej przyszłości! Ja mam swoje teorię wychowania/rodzicielstwa – słuchać swojego dziecka ale też żeby ono słuchało mnie. Są pewne zasady i trzeba je respektować! Oczywiście szanuję potrzeby moich dzieci ale równocześnie szanuję swoje potrzeby 😉 Plus mam 2 różne żywioły niby z tą samą mieszanką genów ale jednak zupełnie do siebie nie podobne (no poza wyglądem zewnętrznym!). Dla mnie to są równo-prawni członkowie mojej rodziny ale dalej tworzymy rodzinę i każdy z nas ma swoje potrzeby i trzeba nauczyć się je szanować. Raz pójdziemy na lody bo córka chce, innym razem do kina bo jest Lego-Batman dla syna innym razem na rowery które są pasją mojego męża czy też pójdę sama do fryzjera! Dla każdego coś dobrego!

  11. Myślę, że w ogóle nie wiesz i nie rozumiesz czym jest rodzicielstwo bliskości. Szkoda, że takie teksty się pojawiają, bo zrażają rodziców zanim jeszcze poznają czym to naprawdę jest. Gdybym najpierw trafiła na Twojego bloga nigdy bym się nie zajęła tematem RB i teraz wiem jak wiele bym straciła.

  12. Znam wszystko ci opisalas. Plus milion innych, bo skonczylam studia pedagogiczne wiec psychologia rozwojowa i rozne nurty metody i sposoby wychowywania w teorii znam. Ale jestem mama 2 malych dzieci. Pracuje i mam na glowie dom. I w swoim zyciu stosuje zasade zlotego srodka. Nie wszystko jest biale albo czarne. Staram sie robic tak bysmy wszyscy w naszym domu byli szczesliwi. I my rodzice i nasze dzieci. Mialam rozne plany i zalozenia, ale zycie je weryfikuje. Wg mnie trzeba kierowac sie intuicja zdrowym rozsadkiem miloscia i tym jaki akurat dzis maja dzien moj dzieci i ja. Jedyne co kategorycznie potepiam z calych sil to bicie. To jest nie da zaakceptowania

  13. Dobry tekst, fajnie się czyta ale mam nieodparte wrażenie, że jednak się tłumaczysz dlaczego nie jesteś „idealną mamą”, po co? Jesteś najlepszą Mamą na świecie i każda z nas jest.
    Osobiście teorie uważam za potrzebne bo jest o czym myśleć (bez obwiniania siebie czy innych), jest co obalać (u mnie to nie działa). Teorie nie zakładają jednego-używania emocji przez nas, a to zupełnie zmienia optykę sytuacji. Są suchym zbiorem rad, który u jednych zadziała a u innych nie. Ale jednak dają nam wiele wskazówek, jak postępować.
    To trochę jak z instrukcją obsługi, do byle sprzętu domowego przy zakupie dostajemy książkę przypominającą encyklopedię dotyczącą postępowania ze sprzętem by działał jak najlepiej, jedni już na wstępie uważają, że i tak wiedzą jak to działa więc instrukcja im niepotrzebna, inni studiują przez 3 noce każdy punkcik a jeszcze inni zerkną pobieżnie, odhaczą najważniejsze i jest ok. Do dziecka instrukcji nie ma bo każde jest inne ale są jakieś ogólne zasady, którymi warto się kierować. Każdy z nas radzi sobie jak umie, lepiej gdy ma wskazówki jakich technik może użyć niż trzymałby się wyłącznie tego czego sam doświadczył jako dziecko.

    Pozdrawiam serdecznie
    Eva

  14. Na pewno zgadzam się z tym, że nie ma sensu dążyć do ideału, trzeba po prostu być najlepszą mamą, jaką potrafimy być, to wystarczy 🙂 Każdy ma swoje słabości, każdy ma prawo do gorszego dnia, kiedy wszystko wychodzi inaczej, niż byśmy chcieli. Uważam jednak, że warto znać różne teorie wychowawcze, czy psychologię rozwojową. Mi to bardzo pomaga zrozumieć moje dzieci, wiem jakie mechanizmy rządzą ich rozwojem, czego kiedy mogę od nich oczekiwać. Np. jeśli chodzi o rozumienie przez dziecko różnych sytuacji (jak z kluczykiem do kłódki). Niestety istnieje różnica, między WIEDZĄ, a ROZUMIENIEM. My możemy tłumaczyć logicznie, rozumnie, 10 razy, dziecko patrzy na nas, przytakuje, ale wcale tego nie rozumie tego tak jak my. Mózg do pełni sprawności i świadomości dojrzewa aż przez 25 lat. I dziecko 5 letnie nie jest w stanie rozumować jak dorosły. W dodatku jeszcze długo w podejmowaniu decyzji będzie kierować się bardziej emocjami, niż rozumem, czy wiedzą. Emocje przysłaniają wszystko. I właśnie dlatego nie możemy mówić, że dziecko ŚWIADOMIE złamało zakaz. Ono mogło w momencie brania klucza zupełnie nie pomyśleć o tym, co tłumaczyłaś, zupełnie o tym zapomnieć, albo uznać swoim „emocjonalnym rozumem”, że jego potrzeba zabawy kluczem jest ważniejsza, niż Twój zakaz. Dziecko jest egocentryczne i to też wynika z etapu rozwoju mózgu, a nie z tego, że my nie nauczyliśmy go, że należy szanować zdanie czy wolę innych (dorosłych, rodziców, itp.). Po prostu jego mózg nie pozwala mu jeszcze na zrozumienie tego, że ktoś inny myśli na dany temat inaczej. I choć to WIE (bo my mu mówimy, tłumaczymy), to nie rozumie i nie jest w stanie podjąć w oparciu o to oczekiwanej przez nas decyzji. Ale będzie coraz lepiej – z każdym rokiem życia dziecka. Nie denerwujmy się więc tym, że nasze dziecko łamie zasady, karanie nic tu nie da (nie przyspieszy rozwoju mózgu), tłumaczenie jest inwestycją na przyszłość, ale nie zadziała od razu. Dopiero kiedy mózg dojrzeje do tego, aby zrozumieć posiadaną wiedzę, będzie mógł świadomie się do niej stosować. Wiem, że czasem ciężko nam zaakceptować to, że dziecko zachowuje się nielogicznie, ale może zrozumienie tej sytuacji przyniesie ulgę. I pomoże nam przetrwać te chwile 🙂 Mi to pomaga. Choć też się złoszczę, denerwuję, czasem nie wytrzymuję, jak każda mama. Pozdrawiam ciepło, super sobie radzisz ze swoją trójeczką 🙂

  15. Przepraszam może i ładnie to jest napisane ale wychodzi tu bardzo niezrozumienie Rodzicielstwa Bliskości…często jest one mylone z bezstresowym wychowaniem i takie właśnie jest tu opisane. Moje początki z macierzyństwem i rb były trudne…tak właśnie się czułam jak opisane zostało to w tekście…starałam się użyć odpowiednich słów…za własne, dziecka nerwy, krzyk itp obwiniałam tylko siebie…czytałam masę książek. Nie wiem jak ale z czasem wyluzowałam i wiesz dalej uważam się za mamę RB…zrozumiałam jego istotę . Pozwalam sobie na gorszy dzień i mówię o tym dzieciakom , a kiedy nabroją to tłumaczę im powód mojego niezadowolenia…żeby to zrozumieć wcale nie są im potrzebne kary . Odczuwają radość, smutek i niezadowolenie…Rodzicielstwo bliskości to nie kp, kangurowanie, zabawianie dziecka 24h na dobę…to szacunek, zrozumienie , traktowanie małego człowieka jak równego sobie

  16. ŚWIETNY tekst- Od jakiegoś czasu myślałam o tym, zeby spisać to co mysle na temat różnych teorii wychowawczych- już nie muszę, wszystko tu jest❗ Dzieki?

  17. Juz w pierwszym akapicie widać ze autorka nie ma nawet podstaw wiedzy o rb. Także nie wie o czym pisze 😉

  18. Chwila, to jest krytyka RB, czy ludzi, którzy nie wychowują swoich dzieci (tak zwyczajnie mówiąc, pieprzą sprawę), a RB wykorzystują do tego żeby swoje nieudolne rodzicielstwo ubrać w ładną teorię i usprawiedliwić się tym przed innymi? Ci ludzie nie mają pojęcia co to jest i jakie są tego założenia, oni nie przeczytali na ten temat żadnych książek (bo nie muszą, bo wiedzą o co w tym chodzi,…), i ładując RB do jednego worka z tzw wychowaniem bezstresowym rozpowszechniają wszędzie dookoła błędne myślenie o tej jak to piszecie (błędnie), metodzie wychowawczej. RB to w moim odczuciu nie jest żadna metoda, to jest szacunek, konsekwencja, bliskość,… to jest traktowanie drugiego człowieka tak jak sami chcielibyśmy być traktowani i nauczenie go, że tym innym człowiekiem jest każdy! I każdy zasługuje na szacunek.. i każdy ma prawo do swoich opini i emocji i co za tym idzie wyrażania ich. Każdy ma prawo mieć gorszy dzień, źle się czuć, czy najzwyczajniej w świecie popełniać błędy. Każdy – dziecko, rodzeństwo, rodzic, sąsiad, woźna w szkole, czy gość w kapeluszu na przystanku autobusowym.
    Gdzie Wy w tym wszystkim widzicie rozwydrzone dzieciaki mające gdzieś wszystko i wszystkich poza sobą?
    Autorka w moim mniemaniu jest jak najbardziej RB, i sprzeciwia się chyba nie samemu RB a ludziom którzy je błędnie odbierają. Ludziom, ktorzy być może dla poprawy swojej samooceny wypisują na portalach społecznościowych rzeczy, które mają pokazać, że wcale nie są tacy źli, ludziom którzy niejednokrotnie nie mają własnych dzieci (bądź mają jedno małe i spokojne), i wydaje im się, że pozjadali wszystkie rozumy, ale czy to nie jest typowe, że najwięcej o wychowywaniu dzieci wiedzą bezdzietni, najwięcej o wychowywaniu psów wiedzą ci, którzy psa nie mają… Przecież zawsze tak było.
    Chciałam tylko zapytać czy autorka nie zgadza się z przekazem Rosenberga, Juula, Kohna czy tam innej Stein? Czy właśnie z tym co niektórzy wypisują na portalach społecznościowych itp? Bo czytając ten tekst (choć przyznaję, że to chyba mój pierwszy tekst z tego bloga), wnioskuję, że chyba jednak chodzi o to drugie. Nie dajmy się więc zwariować, bądźmy sobą i żyjmy najlepiej jak potrafimy, ale spróbujmy też nie rozprzestrzeniać mitów na temat RB itp, chociażby dlatego, że ktoś może z góry skreślić wszystko z tej kategorii i uznać to za bezsensowne a naprawdę warto sięgnąć po te książki. Przecież nikt nikomu nie każe nagle wszystkiego zmieniać, ale kto wie czy po przeczytaniu czegoś nie uznamy, że faktycznie można coś inaczej, lepiej – lepiej dla wszystkich.
    I jeszcze jedno.. Czy ktoś kto przeczytał „Rodzeństwo bez rywalizacji” może twierdzić, że to że rodzeństwo się kłóci jest winą tylko i wyłącznie rodziców? Stuprocentowo wspaniałe, zgodne i ogólnie przesłodzone rodzeństwo, występuje chyba tylko w wypowiedziach rodziców jedynaków, którzy coś tam poczytali i wydaje im się, że wszystko zależy tylko od podejścia rodziców – no i oczywiście muszą koniecznie głosić swoje teorie, WSZĘDZIE, a co tam, niech inni się dołują, że ja zrobił(a)bym to lepiej 😉
    Miłego dnia życzę wszystkim, którym udało się przebrnąć przez tą wypowiedź 🙂

    1. Możliwe, że tego zdania, tak właśnie wyłożonego zabrakło w tym tekście. Bardzo Ci dziękuję za wyważony, mądry głos. Bo ja wierzę w RB ale nie w 100%. Rodzeństwo bez rywalizacji jak i pozycje np. Juula mam na stałe przy sobie i czytam w kółko. Ale właśnie wydaje mi się, że wielu rodziców fanatycznie traktuje wszelkie teorie, a ich przeciwników jak wrogów. W tekście chciałam, żeby można było wysnuć wniosek, że teoria teorią, a praktyka? To już zupełnie inna sprawa. W domu takim jak mój, wiele rzeczy dzieje się szybko. Za szybko często na refleksje i zastosowanie do skutku książkowych metod. Mam trójkę dzieci w tym samym wieku, notorycznie walczących o uwagę, stale ze sobą, bo jak inaczej? I tutaj teoria musi dostosować się do sytuacji. Wiele matek czytając te wszystkie „musisz tak, nie możesz tak” wpada w ogromne poczucie winy, frustrację i zagubienie. Wychodzą z siebie, a i tak często są rozczarowane. Dostaję codziennie tego znaki. Warto czasami coś skrytykować, pokazać inny pogląd, żeby ktoś coś przemyślał, dał sobie czas na własne wnioski, a nie tylko podążanie często za teorią, która w jego sytuacji się nie sprawdzi. Tak czy siak – dziękuję.

  19. Czy jest tu opisana teoria RB czy nie- nie ważne. Ważne, że tekst i myśl w nim zawarta ma sens i logikę. Kara…to, że dziecko coś zepsuje i nie będzie mogło się tym bawić to nie jest kara tylko konsekwencja jego czynu. Mogło uważać. A jeśli ktoś będzie uważał, że jest to jednak kara, to ok, ale wymierzona sama przez siebie. Dziecko samo sobie robi na złość.

  20. Chyba nie zrozumiałaś idei Rb 🙂 bo ideą nie jest bycie idealnym empatycznym rodzicem ale szacunek, empatia, i nauka ze każdy ma swoje granice co należy uszanować. Nikt nie wyklucza gorszych dni dziecka i matki oraz bajki zamiast zabawy z dzieckiem .

    1. No właśnie. Tylko po co ubierać to w jakieś teorie???kocham moje dzieci, chcę dla nich jak najlepiej, słucham, tlumaczę, poświęcam czas, traktuję jak odrębną istotę a nie przedmiot itd.tak zwyczajnie,po ludzku staram się być najlepszym rodzicem na miarę swoich możliwości. Tyle.O to chodzi w wychowaniu dzieci a nie opowiadaniu i chwaleniu się że 'ja to stosuję taką i taką metodę’-dla mnie to conajmniej dziecinada

  21. Myślę, że ktoś pozwolił sobie na udostępnienie tego wpisu na grupie rb i teraz jest atak. Wpis świetny. Podpisuję się pod tym, chociaż sama spełniam trochę więcej filarów rb 😉

  22. Cale szczescie, ze nigdy nie czytywalam poradnikow. Naprawde! Wychowanie moich dzieci dostosowuje do swojego oraz ich charakterow, dnia oraz pory roku. 😉 Zreszta, jak ktos juz slusznie zauwazyl, wszystkie te teorie wychowywania maja w jednym paluszku, najczesciej mamy pojedynczego dziecka ponizej dwoch lat. Zazwyczaj niepracujace i zajmujace sie od rana do nocy wlasnie swoim wychuchanym potomkiem. 😉
    Sytuacja z ostatniej niedzieli. Wracamy ze stoku narciarskiego. Pechowo, na parking musimy przejsc przez dosc ruchliwa ulice. Nasza prawie 6-letnia corka wyrwala sie do przodu. Maz obciazony trzema parami nart, ja tylko jedna, ale za to usiluje zachecic do marszu 4-letniego gagatka, ktory wyje na cala okolice, ze nie chce mu sie isc. Chcac niechcac, zostalismy w tyle. Maz wola kilka razy za corka, zeby poczekala na nas, bo zbliza sie do ulicy. Ta odkrzykuje, ze sie zatrzyma, ale nadal dziarsko maszeruje w strone pasow dla pieszych. I co? Mielismy patrzec bezczynnie z zapartym tchem – zatrzyma sie czy nie? A moze zechce testowac wlasne zdanie oraz nasza cierpliwosc i postawi na ta ulice pierwszy krok, albo wrecz sprobuje przez nia przejsc? W kazdym razie, malzonek moj nie czekal, tylko rozdarl sie tak, ze ludzie sie za nami obejrzeli! 😉 Starsza sie rozplakala, ale w koncu, do cholery, zatrzymala i o to chodzilo… Nie da sie po prostu zawsze spokojnie tlumaczyc, nie zawsze jest na to czas.
    Zreszta, moje Potworki, kiedy probuje im wytlumaczyc niewlasciwosc jakiegos wybryku, uciekaja trzaskajac drzwiami, a jak przytrzymam, wpadaja wrecz w szal i wrzeszcza, wyrywajac sie. Rzeczywiscie idealna sceneria do rzeczowej rozmowy. 😉

  23. Podpisuję się pod tym. Niestety – teoria jest piękna, ale jak w wielu przypadkach wielu jej wyznawców poczuło nieprzepartą konieczność i potrzebę pouczania innych. Nie powiem jak się czułam, jak mając dwa tylko niemowlęta w domu ciągle słyszałam krzyk któregoś, bo nie dało się zaspokoić potrzeb obu jednocześnie, a jednocześnie superRBmamy na każdym kroku powtarzały mi, jak wiele krzywdy robi dzieciom płacz, podtykając mi opracowania psychologiczne na ten temat. Nawet gdybym chciała, nie byłam w stanie wyhodować drugiej pary rąk, ale wyrzuty sumienia rosły. Każdemu z moich dzieci stała się na pewno nie raz w wieku 1,5 roku krzywda, kiedy musiałam je pociągnąć za rękę w pogoni za drugą córką, która właśnie biegła w stronę ulicy, a pierwszej przecież samej zostawić nie mogłam. No, ale przecież nie pozwoliłam jej iść gdzie chciała, a nie miałam też czasu na tłumaczenia. Wiele superRBmam swoje uwagi wygłaszały w kierunku mam pojedynczych, ale przedstawiając to jako „prawdę objawioną” i „naukowe dowody”, więc jak miała się czuć mama bliźniąt, o trojaczkach już nie wspomnę, kiedy jej dzieci siłą rzeczy narażone były na ten niszczący ich psychikę stres. Kocham moje dzieci i tak jak napisałaś wychowuję je w szacunku dla nas, dla innych, dla siebie nawzajem, ale na określenie Rodzicielstwo Bliskości (zwłaszcza w wydaniu ortodoksyjnym i pouczającym) jestem uczulona.

  24. Ja teorie też mam w nosie. Chce być tatą i stanąć na wysokości zadania, a wszelkie teorie to tylko teorie. Dzieci mają mieć frajdę, a my im pomagać odkrywać świat, a nie trzymać się zasad! Chrzanić zasady! 🙂

  25. Ja jestem fanką jedynej dla mnie słusznej metody wychowania, którą sobie nazwę RZR – rodzicielstwo zdrowego rozsądku. Chcę spać z dzieckiem – śpię. Nie chcę – nie śpię (albo przynajmniej próbuję przekonać 2 latka, żeby w nocy do mnie nie przychodził). Chcę żywić zdrowo dzieci – żywię, ale najmłodszy i tak zżera parówki, bo innego mięsa nie chce jeść, o warzywach nie wspomnę. Chcę stosować „psychologiczne” triki – stosuję, a jak mnie wkurzą na maksa to krzyczę. A potem przepraszam. One też krzyczą, te moje Bąble i potem też przepraszają jak się zagalopują. Chcę posyłać dzieci do instytucji – posyłam, a najmłodszy nie chce – no to nie posyłam. Chcę mieć czas jeden na jeden z każdym dzieckiem – to organizuję coś, a jak nie mam siły, to organizuję sobie spa w wannie. I tyle. Kłócą się codziennie i codziennie się przytulają. Czytam dzieciom codziennie, oprócz tych dni kiedy nie czytam. Karmiłam piersią – bo chciałam. A najmłodszy sam zrezygnował jak miał niecały rok i na nic moje „chcenia” czy niechcenia. No i luz. Najważniejsze, że jestem, że oni są, że mąż jest, że jest fajnie i dobrze, że umiemy razem stworzyć rodzinę, gdzie każdy się czuje dobrze.

  26. Dagmara, czytam Twojego bloga od 3 miesięcy (poleciła mi koleżanka). Od 14 roku życia zafascynowana byłam Australią jej historią florą i fauną. I tak marze od 20 lat, że kiedyś pojawie się na tej ziemi. Uwielbiam podrozowac, ale Australia jeszcze musi poczekać. Powiem szczerze denerwowałaś mnie czasami, mam wrażenie ze niezła z Ciebie celebrytka, ale jednak nieee!!! Ty po prostu cieszysz się życiem, dzielisz się ta radością z innymi i jesteś przy tym szczera. Nie czytałam nic na temat RB. Wychowuje dzieci intuicyjnie–miłością. Tez krzyknę, tez im powiem ze mnie denerwują, ale tyle razy ile będę je strofować tyle 10 razy więcej je przytule , pocałuję. Nie znam się na tych wszystkich teoriach, ale wiem jedno miłość nie tylko przejawia się w przytulaniu i dawaniu prezentów to jest też złość smutek powiedzenie otwarcie co mnie boli. Tego nie da się ująć w ramy, normy i teorie… po prostu miłość. ..taka jest ☺. Dagmara jeśli ten blog jest Twoim sensem życia, pomysłem na życie zawodowe ( bo prywatne masz naprawdę przyjemne czyli RODZINA)rób to. Fajnie ze jest kontrowersyjnie bo ludzie zawsze byli i będą różni, ale ważne ze z klasą. Bez klasy to żenada na którą nie warto marnować czas. Pozdrawiam i zycze dużo sily w macierzyństwie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *