Litania.

Wstaję codziennie rano z ambitnym planem zawojowania świata. A potem budzą się dzieci i mój plan pęka jak bańka mydlana. Rozpoczyna się litania. Sprzątam, choć porządek w domu trwa do pierwszego krakersa. Piorę, a potem niewzruszona patrzę, jak na świeżo upranym i uprasowanym mundurku ląduje wiśniowy jogurt. Godzinami gotuję zdrowe jedzenie, na które często moje dzieci mają jeden komentarz. Fuj. Matka to Syzyf. Codziennie, w pocie czoła, pcha swój wielki kamień obowiązków, po to tylko, aby pod koniec dnia być dokładnie w tym samym punkcie, w którym zaczęła.

Jestem matką na cały etat. Możliwe, że nawet na trzy, bo mam troje dzieci i męża, który pracuje 6 dni w tygodniu. Nikt mi nie pomaga. Wcale nie jestem z tego dumna, bo byłabym na pewno szczęśliwszym człowiekiem, gdyby od czasu do czasu ktoś poklepał mnie po ramieniu i powiedział: „napij się kawy”, ja pójdę z nimi na plac zabaw. Muszę jednak sama. Nie użalam się nad sobą, jestem dorosłą dziewczynką, ponoszę konsekwencje swoich świadomych wyborów. To jest mój cyrk i to są na pewno moje małpy.

Świadomość odpowiedzialności za dzieci wchodzi na idiotyczne poziomy poczucia winy i braku kompetencji. W głowie matki biją się ciągle myśli, czy to, że jeszcze nie czyta, to moja wina? Czy to, że popchnął brata, to jakieś moje niedopatrzenie? Czy fakt, że płacze, kiedy coś mu się nie udaje, to skutek mojego wychowania? Kiedy popatrzysz na inne dzieci, na chwilę się pocieszasz, bo wszystkie takie same, choć ich matki w bełkotliwych opowiadaniach wychowują przecież Einsteina.  

Wykończona. To taki przymiotnik określający matkę. Codziennie nie wiem, czy zdołam pociągnąć kolejny dzień. Chciałabym z uśmiechem znosić swój los, ale czasami nie mam na niego siły. W te dni myślę, że burdel ma każdy, tylko nikomu go nie pokazuje. To dlatego matki nie lubią niezapowiedzianych wizyt. Bo wtedy by się wydało, że siedzą na Fejsie w dresie i bałaganie, a dziecko w pokoju obok ogląda bajki. Nie dziwię się takim dniom! Kto z nas ich nie ma, niech pierwszy zamilknie. Idealnym dziękujemy.

Moje dzieci oglądają bajki. Czasami są tak nabuzowane, a ja muszę zrobić coś na czas, że nie ma innego wyjścia. Wytwórnie Pixar i Disney powinny dostać Nobla za wybitne zasługi dla ludzkości. Moje dzieci jedzą cukier. Tak! Biały, chamski kryształ, w postaci obrzydliwie słodkiej czekolady i nutelli. Dzieciństwo bez cukru, różu i plastiku musi być smutne. Moje dzieci wiedzą, jak wygląda McDonald ’s. Czasami przekupuję. I dzieci i męża nawet też. Stosuję małe kłamstewka, żeby osiągnąć kilka minut ciszy. Zdarza się, że wychodzę z siebie i żyłka w mojej głowie, trzymająca w ryzach głośniejsze dźwięki, pęka, a ja wołam o spokój. To instynkt przetrwania, którego nijak nie zdyscyplinują żadne rodzicielskie kursy i przewodniki. Moje dzieci śpią w moim łóżku, bywa, że płaczę w poduszkę, kiedy się rano obudzę, a te maluchy przez sen mówią mama. Nauczyłam się robić dziesięć rzeczy na raz i nie odczuwać absolutnie nic, kiedy żadnej z nich nie udaje mi się skończyć, choć kiedyś byłam mistrzynią planowania. Bywają dni, kiedy „słowo na k” często pojawia się w mojej głowie.

Już coraz słabiej, ale pamiętam jeszcze życie, które kiedyś wiodłam. Nadal kupuję wysokie szpilki w bajeranckich kolorach. Teraz odkładam je na półkę z napisem „okazja”. Kiedyś na pewno się przydadzą. Na razie chodzę w klapkach. Mówię moim dzieciom, że je kocham, nawet w te dni, kiedy nie chce mi się być mamą. Całuję moje dzieci w usta, godząc się na potencjalne miliony mnożących się w ten sposób zarazków. Nie karmiłam piersią, nie rodziłam, bo z lenistwa zapewne, poddałam się cesarce. Podawałam słoiczki, bo na nic innego nie starczyło mi czasu. Stosowałam smoczki, bujaczki i inne gadżety. Chodziłam na skróty, żeby wyrwać dla siebie chwilę na prysznic i spotkanie z drugim dorosłym. Jestem niekonsekwentna i gubię się w swoich własnych „nie wolno”.

Nigdy nie byłam idealną matką. Nie zapominam o sobie i często na zakupach to sobie kupuję prezent, a nie kolejny dla dzieci. Wychodzę z domu, kiedy mogę. Bez dzieci. Piję wino. Czasami żałuję, że ze względów na moralność, zasady i obyczaje, nie mogę się go napić w tym momencie, kiedy moje dziecko od godziny wyje, bo kanapka była w trójkąty, a chciało w trójkąty. Jem węglowodany. Nawet w postaci burgerów i pizzy z glutenem. Oglądam seriale, bywa, że do 3 nad ranem, a potem chodzę cały dzień z oczami na zapałkach. Zakochałam się w Harveyu z Suits i bywa, że to z nim spędzam noce. Piję za dużo kawy. Mam piegi, cellulit, odrosty. Czytam jedną książkę na miesiąc. Zasypiam na stojąco. Noszę czapkę i duże okulary, w dni, kiedy w powodzi zgubnych myśli, wygląd zewnętrzny nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Płaczę na reklamach.

Bywa, że zabawa z dziećmi nudzi mnie do granic możliwości i od 16 czekam już na magiczny moment, kiedy wybije 19. Zdarza się, że patrzę na moje dziecko i myślę sobie, że jest najpiękniejsze na świecie, ale są takie momenty, kiedy zachowuje się jak mały wredny bachor. Jestem do usług 25 godzin na dobę. Piorę, szyję, gotuję, śpiewam, maluję, karmię, podcieram małe pupy, sprzątam, układam, składam, wycieram zielone gluty, ojojam, tulę, usypiam, pocieszam, dyscyplinuję. Jestem wieloma osobami na raz, choć w żadnej z tych ról nie mam żadnego doświadczenia.

Często jestem sfrustrowana, zdołowana, nieprzytomna ze złości. Przecież tak bardzo chciałam dzieci! A teraz jestem najgorszą matką na świecie. Kiedy dzieci miały rok, czekałam aż zaczną chodzić, kiedy miały dwa, czekałam, aż minie bunt dwulatka, kiedy miały trzy, odliczałam dni do pierwszego dnia w przedszkolu, kiedy są chore, czekam, aż przejdzie katar. I tak w kółko, już kilka lat. Mam dość narzekania, biadolenia, wrzasków, pisków, krzyków, jęczenia, wybuchów, histerii, jojczenia i proszenia. Czy mogą przez chwilę nie wołać „mama”?

Kiedy co rano pakuję moim dzieciom śniadaniówki do plecaków, myślę sobie, że nigdy bym nie wpadała na to, że 18 lat się kształciłam po to, żeby teraz wycinać serca z kanapek. Zwykle zbieram się do kupy, ubieram się w matczyny uniform wybuchowej mieszanki ekstazy i udręczenia. Czekam jednego pojednawczego spojrzenia, które kumają inne matki. Tego, które bezgłośnie mówi „Kocham moje dzieci do szaleństwa, ALE…”. I tutaj do wyboru: nie zniosę kolejnego wybuchu, nie lubię pobudek o piątej rano, jak się nie uspokoją, nie ręczę za siebie.

Dzisiaj litania się nie kończy, jest wycie do księżyca i wyrywanie włosów z głowy. Mam w nosie dobre rady bycia cierpliwą i spokojną! Dzisiaj to ja chcę się położyć na podłodze w supermarkecie, wrzeszczeć NIE i czekać, aż się ktoś nade mną zlituje.

A potem padam na sofę, odpalam newsy i czytam, że komuś noworodek umarł na rękach. Pięcioletnia dziewczynka utopiła się w domowym basenie. Dwulatka śmiertelnie otruła się wybielaczem. Ktoś porwał parę bliźniąt z przedszkola. Policja wyznaczyła milion w nagrodę za trop chłopczyka, który zaginął bawiąc się przed domem swojej babci.

Zerkam szybko na zdjęcie moich małych urwisów. Jak to dobrze, że już za chwilę te małe rączki powieszą się na mojej szyi i głośno krzykną „mama”.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

32 komentarze

  1. Czytam tą litanię siedząc schowana w łazience żeby mój najmłodszy nie zaczął domagać się krzykiem uwagi mamy, właśnie dałam mu do zabawy świecącą szczoteczkę do zębów ( uff pięć minut spokoju ?) Też tak mam. Czwórka wysłana do szkoły i przedszkola i trzeba zacząć dzień jak co dzień, na dodatek ambitnie postanowiłam ulepić dziś pierogi?. Na koniec dnia cieszę się że dobrnęłam ale też wiem że nie wyobrażam sobie już życia bez tego rajwachu, choć ochota o wysłaniu ich w kosmos również czasami przychodzi ?

  2. Trafione w punkt.. znowu 😉 po ostatnich akapitach normalnie dreszcz…. pozdrawiam dziś ze słonecznej Polski 😀

  3. Aż mi sie łza zakrecila w oku, bo przy moich bliźniakach mam dokladnie to samo, pozdrawiam gorąco

  4. Litania! Mam wrażenie Dagmara ,że siedzisz w mojej szfie i opisujesz co włąsnie robię, myslę i czuję w danej chwili. Czasem padam na pyska! mam dosć ale dalej marzę o 3 dziecku…. mój mąż patrzy na mnie i puka się w głowę. 3 min temu powtarzałam spij jeszcze chwilke bo chc ę zjesc w spokoju sniadanie i co własnie wchodzi z pudłem Jengi i pyta:”gramy”. …no i kawa znowu zimna 🙁 moje 4 letnie dziecko ma hopla na punkcie gier planszowych TAK! planszowych, kart i innych pierdół o których inne dzieci w dobie iPhon, iPadów itd niemają pojęcia. Kolejny dzien kolejne przetrwanie ..byle do wiosny xxx

  5. Płacze. Jestem w 30 tygodniu ciąży. Której mam już powoli dosyć. 5 miesięcy na diecie cukrzycowej. Do tego mala ma wade płuca i jescze nie wiadomo co ja czeka po porodzie. Czy bede mogła wrócić z nia do domu czy będzie musiała zostać w szpitalu i mieć zabieg. Do tego standardowe dolegliwości ciążowe. I wkurzający teściowie. Brak czasu na odpoczynek bo przy dwulatku i jego buncie sie raczej nie da. Mąż którego prawie nie ma i który ma wszystko gdzieś. No łatwo nie jest. Ale mam w swojej rodzinie dziewczynę która 3 razy poroniła, raz urodziła wcześniaka z którym tez mieli przeboje a teraz bezowocnie starają sie o drugie i tak nie mając pewności czy ciążę donosi. I wiem ze jestem szczęściara bo mam zdrowego syna i córkę w drodze. I wiem ze ona by wiele oddala żeby sie ze mną zamienić. Tylko tak jak piszesz czasem każda ma taki dzień ze chciałaby usiąść płakać tupac nogami i żeby tak poprostu ktoś nas przytulił i powiedziała ze rozumie i ze to minie. Ja mam dzis taki dzień. Hormony robią swoje.

  6. Jak dobrze, że jest Nas więcej!Takich niedoskonałych…ale wspaniałych 🙂 Ja jakoś mam chyba inny charakter, bo rzadko robię sobie wyrzuty za bajki, słodycze czy brak cierpliwości. Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez cukru i różu i nie wyobrażam sobie jak to mogłoby zaszkodzić mojemu dziecku (za wszelkie tłumaczenia dziękuję i tak nie wezmę ich pod uwagę :p ). Życie mamy jedno, więc szkoda go na ciągle pretensje do samej siebie. W końcu staramy się, tylko nie zawsze wychodzi… jak każdemu, codziennie. P.S. Wypij za mnie butelkę wina, przez najbliższe miesiące nie mogę poprawiać sobie nim humoru 🙁 Ściskam!

  7. Wiesz.. też przedwczoraj narzekałam. Że końcówka ciązy, głowa mi pęka bo zatoki, że wszystko boli, ciężko sie oddycha, ze remont, że dzieci sztuk dwie wiecznie chcą atencji a ja chce leżeć i nic nie robić bo umieeraammm… a potem dowiedzialam sie ze miesieczniak naszych znajomych ma zapalenie płuc a kilkuDNIOWE dziecko drugich dostało jakichś drgawek. I przestałam. Po prostu przestałam narzekać. Narzekać że mam zdrowe i fajne aktywne dzieci i ze mam zdrową ciąże i że mam remont na który tylu nie ma pieniedzy. Punkt widzenia zmieniony w minute. Chociaż to wino… winoo.. napiłabym sie winnaaa 😉 A jutro pewnie znowu bede narzekać :p

  8. Dzięki za kolejny wpis. Trafiony, taki osobisty, ale może się pod nim podpisać wiele kobiet, również ja. U mnie tylko dwóch chłopaków, ale potrafią dać do wiwatu! Podnosi na duchu, że nie tylko ja mam przeżywam takie rozterki. Jeszcze raz dzięki!

    1. Bardzo proszę. Piszę osobiście, bo przy takich wpisach chcę, żeby brzmiały jak rozmowa z przyjaciółką, a nie wynurzenia sfrustrowanej blogerki. Myślę, że łatwiej wtedy w takiej historii odnaleźć część siebie.

  9. Czuje, ze byśmy się przy tym winie dogadały … i muszę się do czegoś przyznać… mam w salonie taki wielki słój z kranikiem, a w nim likier kawowy na portugalskim bimbrze … zdarzyło mi się przed dwunastą;) tak niby zamiast kawy ;)))

  10. A na mnie kubeł zimnej wody spada codziennie kiedy przechodzę obok oddziału dziecięcego szpitala w drodze do mojej pracy. Jak ja wtedy kocham moje dzieci i dziękuję, że noc spędziliśmy w domu, że wstały o 5 rano i same przybiegły do mojego łóżka, że nie wiem jak i kiedy ogarnę ten bałagan jaki po nich został bo przygotowywali nam śniadanie. I nawet jeśli wyprowadzili mnie milion razy z równowagi to naprawdę ta krótka, codzienna
    przeprawa przez szpital sprowadza mnie do pionu!

    1. Swego czasu często bywałam w szpitalu dziecięcym (dzieci wymagały tysiąca specjalistycznych wizyt). Byłam za każdym razem fizycznie chora od tego cierpienia i psychicznie zdruzgotana tym, jaka jestem marna, kiedy na cokolwiek narzekam w swoim uprzywilejowanym życiu, Te dzieciaki i ich rodzice mieli w sobie tyle pokory, siły, wiary, że aż mi było wstyd.

  11. No to teraz chwila prawdy… Co jakiś czas bywam w Krakowie i jakoś tak we wrześniu, czy może był to październik, nie pamiętam w każdym razie ciepło było bardzo, siedziałam sobie „Pod Wawelem” i obserwowałam spacerujących po Plantach. Nagle patrzę idzie kobieta, takim jakimś wyluzowanym krokiem, zadowolona, gada z jakąś drugą kobietą, a kawałek przed nią dzieci. Patrzę na te dzieci i myślę sobie: „o rany, jakie grzeczne i ułożone dzieci, idą sobie całe wesołe i zadowolone, zajmują się sobą, nie drą się na całą ulicę, nie idą całą szerokością ulicy, matka ich nie musi pilnować i co chwilę upominać, tylko sobie wyluzowana za nimi spaceruje itp.”, aż podniosłam się na krześle, co by uważniej przyjrzeć się całej gromadzie. Patrzę a to… Twoje trojaczki. Tak, tak, zidentyfikowałam Ciebie po trojaczkach:) (pewnie dlatego, że Ty byłaś w okularach słonecznych), także ten Dagmara, nie ściemniaj, bo sama na własne oczy widziałam, że masz luz i grzeczne dzieci, i żadnych odrostów;)

    1. O Panie, serio? To chyba był ten dzień, kiedy obiecałam im, że jak się będą zachowywać, to dostaną loda, czekoladę, kucyka i co jeszcze tam chcą. Hahaha 🙂 A tak serio, to dziękuję! Bardzo miły komentarz. Było podejść i się uściskać. Ja bardzo się lubię ściskać.

      1. A wiesz, że w pierwszym odruchu chciałam podejść i zagadać, tyle że ja dość nieśmiała do takich rzecz jestem… Zawsze sobie myślę: „e, co ja tam będę komuś głowę zawracać”, a wtedy szłaś z jakąś straszą kobietą i pomyślałam, że może mama przyjechała do Ciebie w odwiedziny więc tym bardziej nie chciałam przeszkadzać. Gdybym wiedziała, że za kilka miesięcy wyjedziesz hen, daleko w świat i raczej już nie będzie szansy na spotkanie Cię w Krakowie, to bym podeszła:) W każdym razie zapamiętałam Was bardzo pozytywnie:) I to chyba tak jest – piszę to też do pozostałych dziewczyn – że człowiek myśli, że nie daje rady, że cały świat widzi, że nie daje rady, że wszyscy na pewno dostrzegają ten cellulit i odrosty, a ktoś obserwuje z boku i myśli „o jaka fajna babka, jaka fajna rodzinka…”

  12. Normalnie jakbym czytala o sobie! 😉 Nie mam co prawda trojaczkow, ba! Nie mam nawet blizniat, chociaz przy 19 miesiacach roznicy wieku, czasem czuje sie, jakbym miala… 🙂 Mam tez niestety kolezanke w pracy, ktora posiada 6-miesieczna corke i wszem i wobec opowiada, ze nie moze sie nacieszyc tym etapem, bo jest taki krotki. Coz… Czuje sie przy niej jak wyrodna matka, bo ja pierwszy rok kazdego z moich dzieci czekalam, zeby zaczely juz chodzic, mowic, zeby dalo sie z nimi komunikowac i zeby, do cholery, zaczely przesypiac noce. 😉 Potem czekalam az przejdzie bunt dwulatka, ale on tylko gladko zmienil sie w bunt 3-, 4- oraz 5-latka (jesli takowe istnieja). Mam ochote wystrzelic sie w kosmos, kiedy codziennie przy obiedzie, przynajmniej jedno ryczy, ze nie bedzie „tego” jadlo. A kiedy dostaja glupawki i lataja jak wsciekli po domu, przy nadmiarze decybeli oraz trzesacej sie podlodze, tylko pytam z rezygnacja, jaka bajke chcieliby obejrzec. Co prawda u nich nawet to dziala tylko na pol godziny… Ale za to jakie to piekne (i ciche!) 30 minut! 😉
    Tak naprawde, dopiero niedawno, kiedy moja corka ma prawie 6 lat, a syn skonczyl 4, doszlam do etapu, ktory chcialabym zatrzymac, kiedy (zazwyczaj) jest dobrze. Ale oni, jak na zlosc, nie chca przestac rosnac… 😉

  13. Czytam i mysle, ze piszesz o mnie 😀 codziennie rano mam wrazenie, ze macierzynstwo to syzyfowa praca, czasem mam dni kiedy mam dosyc, podczas ferii blagam bezglosnie czas, zeby lecial szybciej, zeby dzieci wrocily do szkoly/przedszkola, a potem slysze o tych wszystkich tragediach, o chorobach dzieci i o ich smierci. Potem mam wyrzuty sumienia.
    Ale zdarzaja sie dni kiedy marzy mi sie taka babcia, dziadek czy ciocia, ktory przyjdzie i powie jak to ujelas „usiac i napij sie kawy, ja wezme dzieci na spacer”. Od dwoch lat mieszkamy w Wielkiej Brytanii, bez dziadkow, babc i cioc, ktore chetnie pobawia sie z moimi dziecmi, maz pracuje, wiec rowniez na ta pomoc srednio moge liczyc, ale codziennie wieczorem kiedy moje male lobuzy zasna, patrze na nie i wiem, ze jutro rano bede miala dla kogo wstac wczesniej.

  14. Mam wrażenie, że to tekst o mnie i moich chłopcach ? Jest super,trafiony w sedno! Dziękuję ☺

  15. Najgorsze jest to, ze jak juz przetrwasz przez 3 lata wychowywania swoich malenstw wracasz do pracy. Chcesz isc bo przeciez mialas taka wymarzona, wyuczona no i w koncu dorosle osoby do towarzystwa, a przede wszystkim chcialas sie oderwac od placzu i krzyku bo z doroslymi latwiej sie dogac. A tu takie rozczarowanie. NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Szybko okazuje sie, ze dorosli maja inne, bardziej wredne sposoby okazywania niezadowolenia niz twoje dzieci (bez wzgledu na wiek), po pracy wracasz do pracy w domu i nadal czeka cie pranie, sprzatanie, gotowanie tylko masz na to krotszy czas a na dodatek juz po godzinie pracy zaczynasz tesknic za dziecmi. I czuje sie jak schizofreniczka. Jak mala rozkapryszona dziewczynka, ktora nie wie czego chce. I czekam az bede miec te pond 40 lat. Wieksze dzieci, ktore przejma swoje obowiazki i troche mnie odciaza a ja bede mogla rozwijac sie zawodowo jak kiedys ?

  16. zostawiam całusy ,bo o emocjach trudno mi pisać :-*** A cała jestem w emocjach po tej lekturze 🙂

  17. cudnie piszesz, szczerze, otwarcie… ja też mam trójkę przystojniaków, to mega dar! Dziękuję

  18. Dzień dobry, tu bezdzietna trzydziestka. To kolejny wpis na kolejnym blogu. Wszystkie są o tym samym – wyczerpanie, frustracja, brak opcji samotnego siku, burdel w domu. W sumie powinnam już podejmować decyzję czy chcę mieć dzieci i nie jestem przekonana do tej opcji. Zapisałam się do Facebookowej grupy ludzi którzy żałują że mają dzieci i widzę że sporo osób przegrało w obliczu wyzwania, ale nie moga się z niego już wycofać. Teraz mam trzydziestke, zarabiam niezle, stać mnie finansowo i czasowo na przyjemnosci i oszczedności i życie towarzyskie. We wrześniu jadę w dlugą i bardzo egzotyczną podróż… Nie wyobrazam sobie takiego stylu życia z dzieckiem.

    Znajdziecie mi jakieś argumenty ZA posiadaniem dzieci? Chciałabym je chciec.

    1. Mam dwojke chlopcow i przyznam ze czesto wyje do ksiezyca i wychodze z siebie.Nie mniej pomimo ze przeklinam rzeczywistosc nie zamienilabym sie juz na inne zycie.To kolejny etap.Ten imprezowy,towarzyski juz mi sie znudzil.I jak z rzadka wracam z imprezy ciesze sie ze wracam do domu i wtule sie w moich malych mezczyzn,ktorzy nie moga beze mnie zyc.Mysle jednak ze uciazliwosci macierzynstwa jest tak wiele ze nigdy nikogo nie bede namawiac do podjecia tego kroku

      1. Zauważmy,że zawsze chcemy czegoś czego aktualnie nie mamy.Jeśli są to dzieci-chcemy spokoju,jeśli mamy spokój-chcemy by ktoś go zakłócił…

        1. No właśnie ja nie bardzo chce żeby mi ktoś go zakłócił… Mam fajne życie i nie rozumiem rodzicielstwa ale dużo ludzi się w tym odnajduje, więc chcę wiedzieć jaki jest tu rachunek strat i zyskow.

          1. To odpusc sobie macierzynstwo bo bedziesz miala duze poczucie straty

    2. Na pewno nie rezygnuj z tej podróży 😉 może jak wrócisz z czystym, wypoczętym umysłem to Ci się wyklaruje. Dziecko to roboty po pachy, ale i mnóstwo radości, wychodzi dużo dużo na plus. Znam takie pary, które pakowały bobasa w nosidełko i leciały na miesiąc na drugi koniec świata, grunt to dobra organizacja. Na tym blogu jest mowa o trojaczkach, więc i poziom frustracji i wyczerpania jest do sześcianu. Nie ekstrapolowałabym tego na jednego bobaska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *