Jeszcze krytyka, czy już hejt?

Nikogo nie proszę o opinię. Ani o radę. To, że ktoś napisze swoje własne przemyślenia, wcale nie oznacza, że ktoś inny może w tym samym miejscu wyrazić swoją o tym opinię, która jest krytyką lub złośliwą uwagą.

Śmieszą mnie argumenty, jakoby ktokolwiek musiał nauczyć się przyjmować krytykę. Bo wcale nie musi. Jason Hunt w swojej książce „Social Media Start”, napisał: „Każdy powie ci, że powinieneś liczyć się z konstruktywną krytyką. Rzecz w tym, że konstruktywna krytyka to wciąż krytyka, a jeśli ktoś cię krytykuje, to znaczy, że coś mu nie pasuje. I wiele osób wychodzi z założenia, że trzeba takiej krytyce ulegać, próbować coś zmienić w sobie, aby wykluczyć błędy i stać się lepszym. (…) Nie chcesz pisać dla krytyków i nie potrzebujesz ich zadowalać, bo każda zmiana może zaowocować jeszcze większą krytyką ze strony tych, którym dotychczas wszystko się podobało”.

Wcale nie musisz być blogerem, żeby to zrozumieć. Bo to jest na przykład tak samo, jak z włosami. Jak zetniesz, część powie komplement, ale znajdzie się kilka osób, które stwierdzą, że wolały z długimi. Wszystkim nie dogodzisz, dlaczego więc masz przejmować się tymi, którzy nie akceptują Twoich poglądów, nawet tak trywialnych jak długość włosów? Przecież jeśli powiesz komuś, że wolisz go z długimi włosami, podczas gdy stoi przed Tobą obciachany na zapałkę, czy to sprawi, że ta osoba poczuje się lepiej? Nie. A czy Ty poczujesz się lepiej? Serio? Czy to jeszcze krytyka, czy już hejt?

To, że ktoś wrzuca coś do Internetu, absolutnie nie świadczy o tym, że nagle prosi cały świat o radę. Tak, prawdopodobnie chce się pochwalić, może pokazać, zwrócić uwagę, cholera wie co jeszcze. Dzisiejszy Internet stał się dialogiem. W tym dialogu, choć bardziej bezosobowym niż w tradycyjnej rozmowie, nadal obowiązuje jedna, święta zasada życia wśród ludzi – nie rób nikomu krzywdy. Nie zgadzasz się z danym poglądem? Jedź dalej, przewijaj, aż znajdziesz coś, co budzi Twoją aprobatę. Bo po co mówić komuś: „Ojej Dżesika, to takie niepolskie imię”. Taki komentarz nie jest neutralny. Neutralnie w tej sytuacji zabrzmiałby komentarz „oryginalne imię!”. Cokolwiek innego jest małą, cieniutką igiełką wbitą tam, gdzie potencjalnie może zaboleć. Jest wyrazem dezaprobaty, krytyki, stwierdzeniem faktu – mnie to imię się nie podoba. Nie podoba mi się to, że Twoje dziecko ma tak na imię. No i spoko. Ci, którzy mają grubszą skórę i są mądrzejsi, oleją. Ale Ci, którzy się przejmują, będą pamiętali ten komentarz i przysrają przy najbliższej okazji. Jeszcze ci, którzy nie boją się konfrontacji, rozpoczną nikomu nic nie dającą rozprawkę na temat – jakie imię należy dać dziecku, które mieszka w Polsce? A kogo to obchodzi? Jak kiedyś napisała Joanna z bloga Wyrwane z kontekstu „Jest, to jest. Na chuj drążyć temat”? Nie podoba Ci się imię Dżesika? To swojemu dziecku tak nie dawaj!

Kiedy w prawdziwym życiu idę z koleżanką na kawę i gadamy o dupie Maryny, wymieniając się skrajnymi poglądami, jej odrębne od mojego zdanie mnie nie boli. Mówimy sobie po prostu, e tam, ja myślę inaczej. I na tym koniec. Nie wyciągam od razu kilkudziesięciu kontrargumentów na poparcie mojej tezy, nie atakuję jej wyciąganymi zza pazuchy dowodami, że moja racja jest lepszą. Nie obrażam jej, po czym ostentacyjnie nie wołam – już Cię nie lubię! Myślałam, że jesteś inna!!! Przecież życie nie na tym polega. Choć wyraziła swoją opinię, nie muszę się z nią zgadzać, ale i nie muszę jej zrównywać z powierzchnią ziemi. Ba! Dla świętej zgody, zwykle nawet tego nie komentujemy, zmieniamy temat. Bo po co? Gdybym oczekiwała, że każdy człowiek ma takie samo zdanie jak ja, prawdopodobnie musiałabym zamieszkać na pustyni. Oczekuję jednak szacunku do moich poglądów. To, że mam ciemne włosy, biegam, a dzieciom pozwalam jeść lody, to część mojego ja. Jak i to, że jakaś tam Ania, będąc całe życie Anią numer 56, chciała swojemu dziecku dać oryginalne imię, żeby po latach nie było szóstą Zuzią w klasie. I dała, akurat podobało jej się Dżesika. Jej sprawa! Oczywiście, istnieje konwersacja i wolność wypowiedzi. Czy jednak koniecznie ta wolność musi oznaczać oplucie czyjegoś poglądu?

Nie jestem nieomylna i z zainteresowaniem zawsze czytam różne komentarze. Dowiedziałam się już od ludzi wielu ciekawych rzeczy. W większości pozytywnych. To dzięki blogom przyspieszyłam wizytę u logopedy, zmieniłam dzieciom kaski, foteliki w samochodzie, poszłam na niejeden film i przeczytałam niejedną książkę, odkryłam fajne miejsca w wielu zakątkach Polski. ALE. Tutaj chodziło o polecenie, radę, coś zupełnie beznamiętnego, na zasadzie: „Hej Ty! Zobacz tutaj!”. A nie w stylu – „Ty nieodpowiedzialna debilko, spójrz na kaski tych swoich zafajdanych dzieci”.

Opinia jest jak dupa, każdy ma swoją. I wiadomo, że bardzo ciężko jest ją zmienić, może nawet jest to niemożliwe? A w każdym razie jest to proces. Na pewno nie wpłynie na niego pełny jadu komentarz w Internecie. Przecież ja zdania nie zmienię! Nikt nigdy nie zmienił zdania po jakimś tam wpisie w necie. Jasne, można się zasugerować, można przemyśleć, można kogoś zainspirować. Ale wątpię, aby ktokolwiek, kto przeczyta w necie zupełnie odmienną od swojej opinię, zmienił momentalnie zdanie. W końcu to, że coś zrobił, to była konsekwencja jakiegoś myślenia, poglądu, decyzji!

Napisałam kiedyś tekst, żeby to olać. Nie przejmować się i mieć te wszystkie opinie w nosie. Bo przecież wiadomo, że ludzie zawsze będą gadali, a każdy Polak uważa, że to, co myśli ze szwagrem, to opinia całego narodu. Choćby nie wiem ile tekstów powstało, będzie nadal tysiące opinii, a wiadomo, że przysranie komuś w Internetowej rzeczywistości dobrze robi na samopoczucie. Choć Twoje życie jest marne i nudne, na jeden moment może rozbłysnąć w nim tęcza. Kochana! Jeszcze nie czyta? Nasz Dobromir to czytał zanim miał 2 latka! I już +100 do macierzyńskiego lansu. No fajnie, że byłaś na Bali na wakacjach, ale pewnie lało, co? A, nie lało? To pewnie za gorąco, co? Ale daleko strasznie, nie? A, samolot komfortowy? No ale pewnie się bałaś, nie? I tak do usranej śmierci.

Z obserwacji wysnuwam jednak wniosek, że trochę to jednak boli. Nawet jeśli jesteś ponad to i wiesz, co za takim hejtem stoi (zwykle brak jakiekokolwiek poczucia wartości, kompleksy, latami skrywane lęki i frustracja), wiesz też, że na nic Ci się to zda. Świetnie ujęła to Magda w rewelacyjnym tekście „Dziewczyny, przestańcie być dla siebie takimi pizdami! „Po co mi taka snująca się gdzieś w pobliżu menda, która gryzie w najmniej spodziewanych sytuacjach? Wycinam takie „koleżanki” w pień i zawsze czuję się z tym doskonale. To jak wyrzucanie z szafy zbędnych ubrań, tylko lepiej. Nie potrzebuję, żeby mi ktokolwiek wbijał szpile, między pachnące kwiatki wkładał małe, śmierdzące gówienka złośliwości, uprzejmie donosił, że jakiś powodowany zawiścią palant powiedział kolejną bzdurę na mój temat i jednocześnie czerpał z tego donoszenia perwersyjną przyjemność. Bo zawsze miło jest dojebać temu, któremu idzie trochę lepiej. Temu, który ma zawsze na twarzy uśmiech zadowolenia. Temu, który lubi swoje życie. Choć odrobinę mu odebrać, nawet jeśli to będzie tylko dobre samopoczucie”.

Dlatego mówię otwarcie, że nikt wcale nie musi znosić krytyki, bo komuś się tak podoba. Bo podoba mu się przysrać i zgnoić. I niech będzie nawet, że niektórzy są przewrażliwieni na swoim punkcie. Może i są. Ale czyż świat nie był ładniejszy, gdybyśmy sobie od czasu do czasu słodzili, zamiast nokautować? A przecież nawet w Internecie tworzymy swój mały dom. Jeśli ktoś zamieszcza napiętnujący komentarz pod zdjęciem znajomego, to jest forma hejtu. Czy wpuszczając kogoś do swojego domu pozwolisz, aby nasrał Ci na dywan? No nie. Więc dlaczego pozwalasz, aby gnębił Cię w internetowej rzeczywistości?

Mogę być gruba, głupia, leniwa, rozwydrzona, rozpieszczona, brzydka, bez talentu, na wiecznych wakacjach i cokolwiek jeszcze tam chcesz. ALE. Mówię wyraźnie – od dzieci, moich i cudzych, niech się każdy odpieprzy. To, że coś na ich temat napiszemy, pokażemy zdjęcie, czy film, nie oznacza, że ktoś inny ma od razu to skomentować, przeżuć i wypluć zabarwione jadem. Nie podoba Ci się imię Brajan? Nie dawaj go swojemu dziecku! Nie stać Cię na buty dla dziecka za 300 zł? Nie kupuj! Nie lubisz ekologicznego musli na śniadanie? Serwuj kiełbachę! Nie puszczasz bajek? Wolność Tomku w swoim domku! Nie posyłasz do przedszkola? Good for you!

Od dziecka wara. Bo tak, rzeczywiście tak jest, że tam boli najbardziej. Bo jakakolwiek negatywna opinia o dziecku jest bezpośrednią krytyką rodzica i pracy (Tak! Ciężkiej, wykańczającej, pozbawiającej złudzeń, wywołującej wyrzuty sumienia nigdy nie kończącej się pracy), jaką jest rodzicielstwo.

Więc jeśli widzisz coś, co Ci nie pasuje – jedź dalej. Może jutro ten sam ktoś napisze coś ciekawego, a może nie? Zawsze możesz ukryć jego post, odlubić profil znajomego (polecam!), przestać czytać, samemu zacząć pisać, skoro nikt nie trafia w Twoje gusta. Są przecież fora, są miejsca, gdzie autor wyraźnie pyta – co o tym sądzisz? I to na nich można się wypowiedzieć, wypłakać i zrównać kogoś z powierzchnią ziemi. Tylko po co? Hejterski komentarz robi dobrze na moment. Zamiast tego zjedz sobie lepiej kawałek czekolady i… miej to w dupie! Naprawdę nikogo nie interesuje Twoje plucie jadem. Krytyka służy tylko hejterom. Tak jak i w życiu, kieruj się zasadą – „jeśli nie mam nic dobrego do powiedzenia, nie powiem nic”. A jeśli ktoś Ci przysra – poszukaj przycisku „usuń”. Gwarantuję Ci, odetchniesz z ulgą.

*Przepraszam za lekko cięty język, ale ewidentnie tutaj pasował. Obiecuję, że już nie będę.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

32 komentarze

  1. Masz absolutna rację w tym co piszesz. Ja bardzo długo przeżywałam krytykę w sobie. Potrafiłam się zamykać w pokoju i wieczorami płakać, musiałam to przecież odreagować. Na nic zdawały się słowa mojego Męża „Miej to w dupie”. Ja tego w dupie nie umiałam mieć. Wszystko było do czasu, dopóki nie wykrzyczałam tego, co czuję. Stałam się silniejsza i mniej podatna na mądrości innych. Już wiem, że nie robię krzywdy dziecku posyłając je do przedszkola. Wiem też, że nie jestem złą matką jeśli nie dam dziecku jeść co 2 godziny, jak kiedyś sądzili inni.
    Postępuję po swojemu, jestem dumna z siebie, że potrafię ogarnąć dom, dziecko, męża i mieć czysto i pysznie choć jestem teraz w ciąży. Jeśli nie mam na coś ochoty, to tego nie robię i nie czuję z tego powodu wyrzutów. jeśli komuś moje życie i postępowanie się nie podoba to niech spada z mojego życia jak najdalej. Nie potrzebuję toksycznych osób w swoim otoczeniu. Potrzebuję kogoś, kto mi mądrze doradzi wtedy, kiedy tego potrzebuję

  2. Właśnie dziś szytałam książkę Jasona Hunta i rozmyślałam właśnie nad tą krytyką. Strasznie zawsze boje sie słów krytyki i gdy kiedykowliek takie słyszę to jak głupia kulę uszy i zastanawiam się czy przypadkiem ktoś nie ma racji. Tak bardzo podoba mi się podejście Tomczyka do tej kwesti. No i dzisiaj czytam takie mądrości u Ciebie i również nie zgadzam się aby „mi ktokolwiek wbijał szpile, między pachnące kwiatki wkładał małe, śmierdzące gówienka złośliwości”. No fenomenalnie to ujęłaś. Jeśli ktokolwiek ma ochotę sobie srać negatywnymi emocjami/komentarzami niech sobie sra na własnym podwórku, nie lubię patrzeć na zafajdane powierzchnie. 😉

  3. „Tak jak i w życiu, kieruj się zasadą – “jeśli nie mam nic dobrego do powiedzenia, nie powiem nic”. A jeśli ktoś Ci przysra – poszukaj przycisku “usuń”. Gwarantuję Ci, odetchniesz z ulgą.”
    Te słowa powinny wyświetlać się na każdym pulpicie komputera, laptopa, smartfona itd.
    Nie tylko zaoszczędziłyby wielu ludziom nerwów ale także oczyściłyby internetową atmosferę!!!

  4. Wystarczy, że kiedyś na grupie sprzedażowej wystawiłam do sprzedania nosidło, którego użyliśmy raz na urlop. Dodam, że mające atesty, znana firma itd. Jednak na tej grupie dowiedziałam się, że jestem głupią i złą matką. Jak mogłam nosić w tym dziecko …. dyskusja się tak rozgrzała, że administratorka grupy musiała zareagować. Ja jedynie grzecznie napisałam, że jak ktoś nie chce kupować to niech nie komentuje, bo ja się nie wypowiadam na temat wystawionych rzeczy takich jak styropianowe foteliki do auta, ciuchy szyte z butelek i tekturowe znoszone buty. Takie komentarze wynikają chyba z tego, że co niektórzy w swoim nudnym życiu traktują to jako rozrywkę lub właśnie tu w internecie mogą udać mega mądrych bo realu nikt się z nimi nie liczy.

  5. Publikując swoje wpisy dotyczące kosztów utrzymania dziecka dowiedziałem się, że syn musi chodzić w złotych pampersach skoro tyle wydaje. Albo, że posyłanie dziecka do drugiego roku życia na basen to jest kompletny wymysł i strata pieniędzy, bo przecież dziecko i tak nic się nie nauczy 🙂 Ale z drugiej strony to również dobra przeciwwaga, gdyby mi sodówka uderzyła do głowy 🙂

  6. Ale bądź z tym ciętym językiem! Nie tylko w tym poście. Tak, zgadzam się, nic nie boli bardziej niż jechanie po własnych dzieciach. My mamy taką polską umiejętność radzenia wszystkim i wiedzenia lepiej, nawet jak gówno wiemy. A internet to już robi z nas takich superstars własnych frustracji i lęków, że osiągamy mistrzostwo świata. Słabe to i obnaża jakość nas samych:(
    To bardzo potrzebny tekst, tym bardziej, że wokół Ciebie jest mocna, dobra, społeczność. Pozdrawiam ciepło.

  7. Myślę, że bardzo wiele w tej kwestii odpuściłam, ale masz rację w tym, aby od naszych dzieci trzymać się z daleka. Nie cierpię porównań, i może o macierzyństwie jeszcze niewiele wiem, ale przez 5 miesięcy życia mojego syna usłyszałam już tyle krytyki/porównań/złotych rad, że musiałam się na nie uodpornić. Wyszłam z założenia, żeby to przemilczeć, bo szkoda mi energii na walkę z wiatrakami, wolę ją zużyć dla mojego synka 😉

  8. Dagmara, jak zwykle super tekst, dziś wyjątkowo mi się podoba, bo ktoś właśnie mi tak przysrał, przez internet, niby błahostka, ale od bliskiej znajomej, więc 'czuję’ to trochę bardziej. Nie rozumiem ludzi, którzy z radością i satysfakcją wbijają takie szpile – według mnie są zakompleksieni, nic innego. Dla mnie granica między byciem super szczerym a zwyczajnie chamskim jest tak bardzo cienka, że niestety wiele ludzi ją notorycznie przekracza, podkreślając na każdym kroku, że są SZCZERZY!!! Kiedy mój teraz-już-mąż oświadczył mi się w romantycznym Rzymie, usłyszałam, że dał mi za mały pierścionek, kiedy kupiliśmy sobie wymarzone 62-metrowe mieszkanie, usłyszałam, że ZA MAŁE! Kiedyś byłam stanowczo za chuda, a po urodzeniu dziecka jestem bardzo okrągła, ąż za bardzo…! Ludziom nie dogodzisz, ale nie rozumiem po co te uszczypliwości – chyba po to żeby oni sami poczuli się lepiej! Ostatnio na Twoim fejsbuku skomentowałam, że też miałam uwagi co do tak bardzo niepolskiego imienia mojej córeczki Milli… nikt nie zwrócił uwagi na to, że mieszkamy w Anglii i to tu planujemy przyszłość, a na pielęgnowanie polskości w moich dzieciach mam inne sposoby. O wyborze imion pisałam niedawno u siebie – uważam, że powinna to być decyzja tylko i wyłącznie rodziców, a publiczne naśmiewanie się z imion dzieciaków jest według mnie niczym innym jak prostactwem. Peace and love:)))

  9. Jesteś najlepsza! 🙂 ach… szkoda, że tak daleko mieszkasz…czuje bratnią duszę w Twoich spostrzeżeniach:)

  10. Ja na „dobre rady” się uśmiecham, kiedyś wyjaśniałam, że nie zimno mu w główkę w 30 stopniowym upale, ale teraz tylko się uśmiecham. NIe komentuję bzdurnych fotek, nie komplementuję bez sensu, ani nie pouczam, jak nie mam czegoś miłego do powiedzenia to… się uśmiecham. I chodzę po mieście jak ta durna i cały dzień się uśmiecham 😛

  11. Bardzo spodobał mi się Twój tekst. Po pierwsze – poglądy na temat krytykowania innych, a po drugie – tekst ma taką fajną dynamikę i bardzo dobrze się go przez to czytało – widać, że emocje cały czas w Tobie były. A mimo to wpis jest mądry i wyważony. Super 🙂

  12. to po co ten anons poniżej pod tekstami? albo trzeba dodać „zostaw proszę słodkopierdzący komentarz inne sobie odpuść”. Sorry z przekąsem ale trochę mnie to denerwuje. Nie mówie tu o hejcie ale dzielenie się tylko OK komentarzami to tak trochę skrzywienie rzeczywistości i zycie w iluzji. Skoro publikujesz to musisz się liczyc że ludzie skomentują, jedni na tak drudzy niekoniecznie, na tym polega dyskusja.

    Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.

    1. Nie zrozumiałaś tekstu. Jeśli chcesz dowalić – dostaniesz bana. Jeśli masz inną opinię i chcesz konstruktywnie pogadać – spoko. W tym JAK się komentuje jest sedno. Bez idiotycznych dowalanek i jechania jak po burym psie. Jest milion blogów, nie musisz czytać tego. A jak Ci się akurat ten tekst nie podoba – przyjdź jutro, może będzie coś fajniejszego?

      1. nie wiem czy źle zrozumiałam ale przeczytałam poniższe:

        „Nie zgadzasz się z danym poglądem? Jedź dalej, przewijaj, aż znajdziesz coś, co budzi Twoją aprobatę.”
        co mnie śmieszy ale przyznaje że o to jedno zdanie a reszta postu bardziej wyraziście tyczy się jadowitych komentarzy
        i żeby była jasność lubię Cię czytywać, masz ciekawy styl; czasami mi trochę zajeżdża tym samym kontekstem w kilku tekstach ale bazujesz na swoim życiu codziennym więc nie ma innej opcji, rzadko komentuje bo nie czuje potrzeby ale czytywać lubię i nawet wracam do pewnych tekstów.
        I zgadzam się że komentowanie tego jak kto dał dziecku na imię można sobie odpuścić bo niby co to zmieni i nie nasz interes. Chodzi mi tylko o to zdanie które wkleiłam. Publikujesz, dobrowolnie wystawiasz się na komentowanie twojej opinii, oby było to w stylu: „nie do końca tak jest …” „mam inne zdanie…” „z moich doswiadczeń wynika coś innego niż piszesz…” tak jak napisałaś sedno w tym jak się komentuje.
        Ja mam pełne przekonanie że jesteś fajną, wyważoną babką (jeśli moja opinia Cię w ogóle interesuje ;)) wkurza mnie po prostu jak daje mi się opcje tylko potakiwania głową na TAK albo milcz. Bo ja jako czytelnik tez mam swoje prawa, m.in pokiwać głową na NIE.

        1. Dzięki za komplement. Nie jest tak, że się wystawiam do hejtu i wcale nie muszę do siebie brać krytyki. Opinię każdy ma i może ją wyrazić, ale bez agresji. A czytelnik zawsze ma wybór – może odejść, tak samo jak ja mam wybór i mogę go zablokować.

  13. Wchodzę na stronę i czytam m.in.:

    „Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie.”
    Nie jest napisane: „Życzę sobie tylko piękne, pachnące, podobne kwiatom komentarze, jak masz w głowie inny to lepiej przewiń i zmykaj gdzie indziej.”
    I jeszcze: „Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.” Aż się prosi o szczere uwagi! 😛 I jak się to zdanie ma do drugiego akapitu w tym poście?

    Kiedy rozmawiam z kimś twarzą w twarz mam do dyspozycji takie sygnały jak ton, barwę głosu, mowa ciała, wygląd oczu mówiącego. Łatwiej interpretować nastawienie, zabarwienie treści rozmowy. W internecie mamy tylko ten tekst. Można sobie wyobrażać że autor lub autorka stuka w klawisze z demonicznym, złośliwym wyrazem twarzy, zielona ślina pełna jadu skapuje na biurko i że induwiduum owo zajmuje się deptaniem ludzi w necie i czerpie przyjemność z obrażania innych. Można też sobie wyobrażać że autor/ka komentarza siedzi w pracy, czyta niekoniecznie uważnie i nie zawsze ze zrozumieniem i w chwilce między wepchnięciem batonika a wejściem szefa kiedy trzeba schować fejsbunia wybąblił/ła na klawiaturze pierwsze co do głowy przyszło nie troszcząc się rozmyślaniem zbytnio o sens, formę, potrzebę i konsekwencje emocjonalne dla skomentowanego. Można też sobie wyobrazić że autor/ka ma na tyle wykształcone poczucie własnej wartości że nawet jak napisze coś nie bardzo miłego to nie po to żeby dosrać bo to mu/jej do niczego nie potrzebne ale też nikt nie jest idealny (także ten komentujący) i mimo że kontakt przez klawiaturę daje możliwość autokorekty jednak zdarza się czasem że chlapnie się coś niemądrego, nieprzemyślanego.

    „… nie wołam – już Cię nie lubię! Myślałam, że jesteś inna!!!”
    Czyli że także kontaktujesz się z osobami których komentarz Ci się nie spodobał i po jakiejś rozmowie stwierdzasz że to hejter/ka? Czy masz już opinię po pierwszym odezwaniu się?

    “oryginalne imię!” No weź. To nie jest neutralny komentarz. Zdecydowanie pozytywny. Myślę że bardzo trudno jest napisać zupełnie neutralny komentarz, taki który nie zostanie przez ABSOLUTNIE nikogo odebrany negatywnie.

    Zawsze możesz usunąć komentarz 🙂 Może nie krzyknę: „już Cię nie lubię! Myślałam, że jesteś inna!!!” 😉

    1. Ja myślę, że da się rozmawiać z kimś neutralnie, zawsze. Uwagi co do bloga? Serio? Do czegoś co jest w 100% subiektywne? Wcale nie muszą być oceną, bo po co mi ona w sumie? Zaproszenie do kontaktu, czy komentarza nie jest równoznaczne z napisaniem „weź sobie wylej wiadro pomyj jeśli masz ochotę”. Niestety czytanie pomiędzy batonikiem, a potem komentowanie, ukazuje tylko braki. Nawet jeśli to tylko brak czasu, to też brak taktu. To jakby rozmawiać z kimś zamykając mu usta. Może lepiej po prostu oglądać obrazki? Po co czytać? P.S. Byłeś moim ulubionym czytelnikiem!!!! Do dzisiaj 🙂 🙂 🙂

  14. Tak czytam sobie komentarze poniżej, przeczytałam też na spokojnie cały tekst (czasami czytam na szybko w pracy ale rzadko wtedy komentuje) – tutaj nie chodzi o negatywne komentarze – bo myślę, że pisząc bloga trzeba się niestety na to przygotować, ale bardziej o poziom tych komentarzy, nie atakowanie personalnie autora. Można napisać że się z czymś, kimś nie zgadza ale to nie jest powód żeby kogoś od razu wyśmiewać lub obrażać. Osobiście nie zgadzam z częścią poglądów ale je szanuje. Myślę, że chodzi tutaj o szacunek to innych ludzi ot tyle.

    1. Tak jak w życiu – nie ma dwóch osób myślących dokładnie tak samo! Ale szacunek nakazuje się z tym pogodzić, a nie na siłę przekonywać, że moje widzenie świata jest jedyne słuszne.

  15. Mam wrażenie, ze każdy kto chodzi po tym świecie i ma więcej niż 20 lat doświadczył hejtu. Ja przez to wyrzuciłam pół rodziny ze znajomych na FB. Wszystko oczywiście przez TVN;). Nie mniej jednak faktycznie szarym, mizernym, ludziom z kompleksami wydaje się, ze mogą komuś bezkarnie wrzucać na jego podwórku, a ten powinien przyjąć wszystko na klatę. Trochę „pomyslunku” patałachy, bo was tez może ktoś dopaść w ciemnej uliczce i zaciukac.

  16. I tu się pojawiły w mojej głowie słowa Konfucjusza : ” nie narzekaj na śnieg na dachu Twojego sąsiada, kiedy Twoje własne schody nie są czyste „.

    Mega przefajny artykuł ;). Gratulacje za stworzenie czegoś takiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *