Idealny wiek na dziecko.
Cieszę się, że dzieci urodziłam późno. Choć oczywiście, jako 32 latka, często słyszałam różne „komentarze”, że to niby wygodna, zbyt nowoczesna, że to już pora i czy może pokazać mi jak się te dzieci robi. A ja cieszę się z mojej decyzji, to był idealny wiek na dziecko. Podziwiam ludzi, którym nastoletnie rodzicielstwo wyszło na dobre. Podziwiam, kiedy żyją z sensem i to wczesne rodzicielstwo nie wpłynęło negatywnie na ich życie i na wychowanie dzieci.
Bardzo bałam się niechcianej ciąży aż do bodaj ślubu. Zupełnie nie byłam gotowa na dzieci i chociaż nie jestem zbytnio religijna, wierzyłam w tradycyjny porządek – najpierw wykształcenie, potem mąż, najpierw mąż, potem dziecko. Teraz myślę, że prawdopodobnie i tak skończyłabym studia, nawet z dzieckiem na ręce, ale byłoby to pewnie okupione masą wyrzeczeń. Wierzę, że w każdej sytuacji, która nas spotyka, planowanej lub nie, można znaleźć pozytywny aspekt. Wszystko może być motorem albo hamulcem, zależy to tylko i wyłącznie od naszego podejścia do życia. I chęci. Bo przecież chcieć, to móc.
Myślę jednak, że w życiu na wszystko jest czas. Okres młodości to czas zabawy. I nie mówię tutaj nawet o imprezach, które sama zaliczyłam, choćby mieszkając w akademiku. Studiowałam na AGH, o którym chodzą legendy, że jedynymi trzeźwymi studentami na tej uczelni są rzeźby dwóch górników i dwóch hutników przed budynkiem głównym. Potwierdzam, jest w tym dużo prawdy.
Bez tych imprez można się obyć, życie na nich się nie kończy. Chodzi mi o taką zabawę, gdzie przez krótki moment w życiu, nic człowieka nie ogranicza. Bo przecież najpierw ograniczają nas rodzice, potem partner, a w końcu dzieci. Ten krótki okres, od około 18 roku życia, kiedy możemy już w pełni decydować o sobie, do stałego związku, to dla mnie wolność. Fajnie jest przeżyć ten czas poznając siebie, podróżując, pracując do upadłego, czy co kto woli. Rodzina, obowiązki, pieluchy, kredyty i zmartwienia jeszcze przyjdą. Wypełnią po brzegi późniejsze życie.
Osoby, które te dzieci miały i wychowały w tak wczesnym wieku, zawsze powtarzają, że w sumie się cieszą, bo miały dużo energii, bo odchowają i wrócą do tego wszystkiego, co ich ominęło.
Wydaje mi się to trochę niemożliwe. W wieku 22 lat na półtora roku poleciałam do Stanów. Mieszkałam kątem u znajomego znajomych, pracowałam w nocnym barze i jadłam pizzę na śniadanie o 13. Będę gorąco namawiać swoje dzieci do takich wyjazdów. Bo ten wyjazd, to jedna z najlepszych rzeczy, które kiedykolwiek mi się przytrafiły, zmieniło mnie to całkowicie, po powrocie byłam innym człowiekiem.
A teraz spróbuj zrobić to samo z dzieckiem. Nie da się niestety, choćby nie wiem jak być nowoczesnym. Po prostu jest to niemożliwe. Przede wszystkim dlatego, że mając dzieci, kluczowa staje się stabilizacja. Dzieci uwielbiają rutynę i choć w czasie wakacji pozwalamy sobie na lody o poranku, chodzenie późno spać i kąpiel raz w tygodniu, z dziećmi ciężko o taką spontaniczność codziennie. Bo choć na studiach mogłam jeść w kółko chleb z pasztetem, a jak skończyła mi się kasa, spacerować, zamiast jeździć tramwajem, z dziećmi niektóre numery nie przejdą. Mleko, kaszki, słoiczki, odżywki, pampersy, bodziaki w nocy kurczące się o dwa rozmiary – to wszystko kosztuje. I już nie walniemy się kątem u znajomego, nie będziemy żyć o papierosach i pasztecie, z dzieckiem takie zachowania grożą przynajmniej MOPSem.
Niektóre rzeczy można zrobić tylko będąc młodym, bezdzietnym i odrobinę szalonym. Tylko wtedy można zaryzykować, kiedy całkowicie odpowiedzialnym jest się tylko za siebie. Kiedy wyjeżdżałam na studia do Australii, nie przejmowałam się tak naprawdę niczym. Ot, realizowałam swoje marzenie studiowania za granicą. Jeśli miałabym wtedy dzieci, nie byłoby to możliwe. Głównie chyba dlatego, że mając dzieci, miałabym obowiązki i zobowiązania, przy których nie mogłabym sobie pozwolić na kolejne studia.
Jako matka nie wyjechałabym nigdzie bez dzieci na dłużej niż tydzień, nie zdarzyło mi się być dłużej poza domem niż 4 dni. Przede wszystkim dlatego, że nie miałabym z kim dzieci zostawić, nie chciałabym ryzykować, przy dzieciach ciągle brakuje funduszy, no i oczywiście aspekt tęsknoty wydaje mi się nie do przeskoczenia. Czuję się też za dzieci odpowiedzialna. Nie chcę kwestią opieki nad nimi obciążać dziadków, czy innych krewnych.
Jasne, dzieci nie powinny nas wstrzymywać przed niczym. Ludzie, którzy podróżują zawsze powtarzają, że z dzieckiem można pojechać wszędzie. Dotychczasową podróżą mojego życia była wycieczka po Stanach, na której poznałam męża. 14 dni od Los Angeles, przez Wielki Kanion i Las Vegas. Nie widzę na tej wycieczce dzieci. Z dziećmi to można z tych rozrywek ewentualnie zobaczyć Disney. A i to muszą być w odpowiednim wieku, żeby choć zapamiętały coś z atrakcji, za które zapłacimy miliony dolców.
Kolejną świetną podróżą był Meksyk. Również nie dla małych dzieci. Teraz marzy mi się Tajlandia, ale nie mam zamiaru ryzykować np. ciężkim zatruciem, aby to marzenie zrealizować. Muszę jednak poczekać co najmniej parę lat. Możliwe, że się nie doczekam, bo dzieci to przecież studnia bez dna. Trzeba było marzenie zjedzenia pad thai z łódki zrealizować wcześniej!
Nie wiem w sumie też o jakich imprezach mówią ci, którzy najpierw chcą odchować dzieci? W większości modnych klubów w okolicach czterdziestki czuliby się niestosownie, o ile ktoś w ogóle by ich tam wpuścił. No chyba, że marzy im się imprezowanie ramię w ramię z nastoletnim synem lub córką. Bo na grilla u znajomych to można też pójść z dziećmi, nawet nieodchowanymi.
Wiem, że to ja tak myślę, ale patrząc na innych rodziców, ten pogląd jest chyba większości bliski. Wyszaleć to się trzeba przed dziećmi, bo potem zawsze już będziesz sercem przy nich. Do końca. I zawsze już, do ostatniego oddechu, będziesz głównie mamą i tatą. A co za tym idzie, odpowiedzialnym rodzicem. Nie, nie zgredem. Jestem w rewelacyjnym wieku, kiedy nic już nie muszę, a wiele mogę. Nadal lubię wyjść, mam masę planów, zwariowane pomysły i nie czuję się tylko nudną matką, ale wiem, że na niektóre rzeczy już prawdopodobnie nigdy sobie nie pozwolę.
Dzieci w sumie nie powinny nam nic zabierać, ale jak pomyślę, że mogłabym w wieku 19 lat urodzić trojaczki, słabo mi. To, że pewnie uważałabym to za karę, to jedno, a to, że wtedy zupełnie i psychicznie i fizycznie bym sobie z tym nie poradziła, to drugie.
Kluczowym problemem w mojej osobistej sytuacji jest to, że ja dosyć późno dojrzałam. Dopiero w okolicach 30-ki poukładało mi się w głowie. Był to długi proces, na który złożyły się podróże, poznanie różnych kultur, kilka związków, w tym ten jeden, w życiu najważniejszy, kariera i wiek. Mogłam do woli skupiać się na sobie, aby teraz móc dawać swoim dzieciom to, czego ode mnie potrzebują, a nie błądzić i próbować odnaleźć siebie. Nie żałuję, że czegoś nie zrobiłam, nie przeżyłam, nie odkładam na zaś. Ten proces był świadomy i kiedy byłam gotowa, nawet huragan, którym jest teraz moje życie, przyjmuję ze spokojem.
Istotna jest też dla mnie kwestia związku. W przypadku wielu miłości, które zaczynają się w szkole średniej jest tak, że nie trwają zbyt długo. Związek zwykle nie przeżywa naszego dorastania, próby czasu i zmieniających się oczekiwań w stosunku do partnera. Cieszę się, że mogłam męża sobie wybrać, a nie być z kimś dlatego, że połączyło nas dziecko. A potem, ze względu na to dziecko, z konieczności trwać w tej relacji. Nadal znam i widuję masę takich właśnie par. Dwoje ludzi, którzy są tylko rodzicami, często nienawidząc i traktując drugiego jak bezużyteczny, stary mebel, do którego są jednak tak przyzwyczajeni, że aż szkoda wyrzucić. Średni to przykład dla dzieci.
Wykształcenie też wydaje mi się, że jest spychane na jakiś dalszy tor. Robi się tyle, ile się musi, żeby skończyć, żeby mieć jakiś zawód i móc iść do pracy, zarobić na rodzinę. Wątpię, aby wielu bardzo młodych rodziców miało czas i fundusze na kontynuowanie swojej naukowej kariery. A ci, którzy dopinają swego, zwykle mają nieprzeciętne samozaparcie.
Jedynym plusem wczesnego rodzicielstwa wydaje mi się szybsze usamodzielnienie. To nadal problem w Polsce. Wielu młodych rodziców, ze względu na brak środków, staje się problemem dziadków. Ja chciałabym tą sytuację ominąć. Nie wyobrażam sobie bycia zmuszoną do wychowywania wnuków. Jasne, pomogę ile dam radę, ale nie na siłę i za wszelką cenę. Nie chciałabym też sama mieszkać ze swoją rodziną kątem u rodziców lub teściów. Dla mnie to bardzo ciężka próba dla związku i możliwe komplikacje rodzinne, wyrzuty w wtrącanie się do nie swoich spraw.
Kontakt z dziećmi może i jest trochę inny. Młodzi rodzice zawsze podkreślają, że jest łatwiej, kiedy różnica wieku między dziećmi, a rodzicami, jest mniejsza. I ten argument mnie nie przekonuje. Nie będę przyjaciółką moich dzieci, to mój świadomy wybór. Będę partnerką, ale nie będę traktować moich dzieci jak przyjaciół, obciążać ich moimi problemami, zwierzać się z przeżyć w związku z ich ojcem. Rodzic to rodzic, dla mnie musi być jakaś granica, która wcale jednak nie oznacza, że nie będziemy bardzo blisko. I w tym wiek pomaga. Spokój, życiowa stabilizacja, dojrzałość, to cechy, które mam jako „starsza” matka.
Jestem pewna, że jest masa ludzi, którzy marzyli o posiadaniu rodziny wcześnie i teraz rewelacyjnie się w tym odnajdują. To zupełnie inna sytuacja, kluczowy jest dla mnie proces planowania i świadomego decydowania się na to. Zapewne jest też wielu takich, dla których mimo, że z zaskoczenia, wczesna ciąża była najlepszym, co mogło im się przydarzyć. Chętnie poznam te historie.
W moim wypadku te 32 lata to był idealny wiek na dziecko. A Twój?
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Pamiętam jak na studiach spotkałam się z wykresem pokazującym ilość dzieci urodzonych z zespołem Downa w zależności od wieku matki. Na tamtym wykresie przełomowym był właśnie wiek 32 lata, tzn. po 32-roku życia matki znacznie rosło ryzyko poczęcia dziecka z zespołem Downa. Wtedy sobie postanowiłam, że swoją dwójkę dzieci urodzę przez 30 i się udało, niemal w ostatniej chwili (pierwsze urodziłam w wieku 28 lat). Wydaje mi się, że do 28 roku życia też da się wyszaleć.
A tu wykres, jaki na szybko znalazłam (trochę inny, od tego, o którym pisałam) pokazujący zależność wieku matki od zachorowalności dziecka na z. D. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_Downa#/media/File:Trisomy21_graph.jpg
Urodziłam synka 4 miesiące temu, w wieku 28 lat. I uważam, że to idealny wiek dla mnie na pierwsze dziecko 🙂 kiedyś myślałam, że w tym wieku moje dziecko będzie miało co najmniej 4 lata…jakże się cieszę, że ma dopiero 4 miesiące! Prawdopodobnie gdyby tak się stało, moje dziecko miałoby sfrustrowaną matkę i rozwiedzionych rodziców. Tymczasem ja po długim, ale nieudanym związku trafiłam na bardziej odpowiednią dla mnie osobą, z którą stworzyłam rodzinę, której tak zawsze pragnęłam… nigdy nie byłam typem imprezowiczki, chociaż i kilka niezapomnianych imprez zaliczyłam. Z nostalgią wspominam czasy studenckie, pierwsze kroki samodzielności, fajne domówki i liczne wypady „gdzieś”. To było fajne i kiedyś, a teraz cieszę się macierzyństwem 🙂 niczego nie żałuję i nie mam poczucia, że czegoś nie zrobiłam i nie płaczę z tego powodu po kątach. Myślę sobie, że jestem w dobrym miejscu, a to, ile musiało się wydarzyć, abym znalazła właściwą drogę, tylko sprawiło, że jestem lepszą żoną i fajniejszą mamą 😉
u mnie bardzo podobnie, synek urodził się kiedy jeszcze miałam 31 ;). Bardzo się z tego cieszę, jestem wdzięczna opatrzności, że tak to się wszystko ułożyło ;). Dzięki temu mogłam przeżyć każdy dzień ciąży najpiękniej jak umiałam, a macierzyństwo jest dla mnie niesamowicie piękne i bardzo świadome. Bardzo się zmieniłam od czasu, kiedy rozpoczęłam studia. Wiele doświadczeń, wiele przemyśleń, ogromna praca nad sobą i dużo zwrotów akcji. Zgadzam się z Twoim podejściem i przemyśleniami, mam podobne. Wiele przeżyłam, a teraz pracuję nad tym, żeby być jak najlepszym rodzicem. I strasznie mnie to wszystko cieszy, a bałam się strasznie. Okazało się jednak, że to najlepsze co mogło mi się trafić. Nie wiem czy gdybym była młodsza, doceniałabym to tak bardzo.
36 ale chciałam mniej więcej tak jak ty w okolicach 30. Wyszalana, ustabilizowana , po okresie burzy i naporu . Babcia nie służy do wychowywania mojej pociechy a każda chwila z Misią jest dla niej świętem . Ja mam siły i środki do tego żeby się w pełni delektować czasem z moją królewną. W związku z czym podpisuje zię ręcami i nogami obiema pod kolejnym pięknie napisanym tekstem mojej ulubionej celebrytki ?
Zgadzam się z każdym zdaniem! Mamą zostałam w wieku 31 lat. Takiego zapasu cierpliwości, pogodzenia ze wszystkim, stabilizacji finansowej, dojrzałości emocjonalnej nie da się moim zdaniem osiągnąć przed 30-tką. Przynajmniej ja nie znam i nigdy nie znałam żadnego takiego dwudziestolatka. Wiem, że młodsi rodzice też sobie wszystko potrafią poukładać, cieszyć się życiem, świetnie wychowywać dziecko. Ale ja się cieszę, że zrobiłam inaczej. Myślę, że w innej sytuacji czegoś bym żałowała, że jakieś kłucie w sercu by się pojawiało. Gdybym nie przeżyła wcześniej tego, co przeżyłam. A tego nie da się odłożyć na później – szaleństwa młodości muszą się wydarzyć w młodości 🙂
Prawie 31. Uważam, że dla mnie to był bardzo dobry wiek i nie późny, a raczej obecnie typowy, a nawet niższy od wielu moich koleżanek. Pod Twoim tekstem prawie mogłabym się podpisać.
o to ja „odstanę” od reszty- 24. pierwsze. 26 drugie i 27 trzecie. wyszalałam się na studiach co swoje, ominęłam okres pt. „sezon (czyt. studia) mija ja niczyja” 😀 no tylko nie udało się sensownie nigdzie w pracy zaczepić ale…praca nie zając 😉
Synka urodziłam w wieku 26 lat? teraz mam 27 i myślimy z mężem o kolejnym. W sumie zawsze tak chciałam. Urodzić przed 30. Głównie dlatego że kiedy będą miały po 20 lat to ja będę jeszcze dosyć młoda. I obiecałam sobie że wtedy nadrobimy z mężem podróżnicze zaległości. Nie jestem typem człowieka który ciągnie dziecko na drugi koniec świata. Dla mnie takie wakacje to nie byłyby wakacje. Pewnie że są rzeczy których nie zrobiłam i teraz żałuję ale czasu nie cofniemy a życie biegnie do przodu, i „ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy”. Jedyny minus to brak stabilnej pracy. Nie zdążyłam nigdzie zaczepić sie na stałe. I pewnie przez najbliższe lata się to nie zmieni?. Na szczęście mąż ma dobrą posadę więc jakoś dajemy radę.
Na mnie jeszcze czas nie nadszedł. Zawsze mówiłam,że nie chcę mieć dzieci. Teraz,kiedy mam już jakąś stabilizację w życiu zaczynam o tym myśleć,planować ale w odległej przyszłości. Mam 21 lat i nie chcę czuć się obciążona drugim człowiekiem. Chcę spędzać czas z mężem, bez myślenia o innych. Ale jestem pewna,że będziemy mieć dzieci. Później 😉
Myślę, że to jest indywidualna kwestia. Ja nigdy nie lubiłam imprez, jedynie koncerty, na zagraniczne wojaże też bym się nie odważyła, nawet wizja międzynarodowej wymiany studentów mnie przeraża, taki charakter. Chyba od zawsze marzyłam o szybkiej stabilizacji, dla mnie mąż czy rodzina to żadne ograniczenie. Dlatego też szybko wyszłam za mąż, bo w swoje 19 urodziny, tyle, że mąż jest starszy o 9 lat, więc sytuacja wygląda mniej standardowo. Oczywiście zaczęłam studia i mimo tego, że na pierwszym roku zaszłam w ciąże, to skończyłam je z bardzo dobrym wynikiem. Mimo, że ciąży nie planowaliśmy akurat na ten czas, to teraz, po ponad 3 latach, myślę, że to był naprawdę dobry czas, byliśmy już małżeństwem, mieliśmy stabilność mieszkaniowo-finansową i psychicznie też byliśmy gotowi na dziecko. Z racji, że moje studia nie były jakoś specjalnie wymagające to miałam naprawdę dużo czasu dla córeczki, zajęcia zazwyczaj do południa, ferie i wakacje wolne, a do tego dużo wolnych dni około świąt, niewiele mam pracujących ma tyle czasu dla swoich dzieci, no chyba, że całkiem zrezygnują z pracy. Teraz chcę iść na magisterkę, a w międzyczasie urodzić drugie dziecko, bo córeczka idzie już do przedszkola i wydaje mi się, że lepszego czasu na drugie już nie będzie. A kiedy drugie podrośnie, ja akurat skończę magisterkę i pójdę do pracy, na której będę mogła się skupić i nie będę musiała jej przerywać ze względu na ciążę:)
Urodziłam pierwszą córkę w wieku 26 lat, drugą w 29. Zgadzam się z Tobą to było za wcześnie. Dziś dziewczyny mają 7 i prawie 4 lata. Teraz jest lżej i jest super ale początki to inna bajka.
Ja urodziłam syna mając niecałe 22 lata. Rzeczywiście nie było to planowane, ja właśnie zaczynałam 3 rok studiów. Z mężem poznaliśmy się właśnie w liceum i ślub był decyzją przemyślaną. Studia skończyłam z rocznym opóźnieniem co prawda, ale nie wydaje mi się, że to takie duże opóźnienie 🙂 Poszłam do pracy, gdy Syn skończył 3 lata, tak samo jak znajomi w moim wieku. Podróżować z dzieckiem też można, oczywiście na wszystko sobie już wtedy nie pozwolimy, ale czy to nas ogranicza to zależy od naszego podejścia 🙂 ja choć nie planowałam zajścia tak szybko w ciążę, jestem bardzo szczęśliwa i nie wyobrażam sobie mojego życia inaczej. Pozdrawiam 🙂
Ja wyobrazalam sobie to tak, ze jak skoncze 35 lat, moje dzieci pojda juz do szkoly, a co za tym idzie, bd bardziej samodzielne. Ja wtedy bede juz w takim wieku, ze bede wiedziec czego tak naprawde chce i wtedy dopiero zaczne rozwijac skrzydla. „Samodzielne” dzieci beda przy tym czynnikiem sprzyjajacym. Mysle, ze to jest ten wiek prawdziwej dojrzalosci. I wtedy chcialabym zaczac aranzowac moje zycie, wg wlasnego scenariusza 😉 Juz po zakonczonym etapie planowania rodziny- by moje dzieci byly w tym okresie juz moja mobilizacja i wsparciem 😉
Na początek powiem, że to wszystko co napisałaś absolutna prawda. Ja urodziłam moją córkę w wieku 18 lat. Nie żałuję tego, zawsze staram się być odpowiedzialna za moje wybory, a jej miłość do mnie i to ile światła wniosła do mojego życia sprawia i zawsze sprawiało, że lżej było mi znosić wyrzeczenia i katorżniczą pracę, żeby połączyć pracę, studia, dom i samotne macierzyństwo.
Zdaję sobie sprawę z tego, że coś mnie bezpowrotnie ominęło, ale tak wygląda moje życie i moim zadaniem jest szukanie jak najbardziej pozytywnych stron i skupienie się na nich bo czasu przecież nie cofnę, a gdybym nawet mogła to zrobić to nie zrobiłbym tego za cenę utraty dziecka.
Da się to wszystko jakoś poukładać, obecnie mam 29 lat, dwoje dzieci (drugie urodziłam w wieku 27 lat), mam męża, którego sama sobie wybrałam i który wybrał mnie mimo dziecka.
Chciałabym stanąć twardo w obronie młodych matek i napisać tu, że to nie ma znaczenia, ale to oczywiście byłoby nieprawdą. Piętno nastoletniej matki przez wiele lat zostaje na skórze, aż czasem człowiek marzy o tym, żeby wyglądać na więcej lat niż się ma. Ludzie oceniają, krytykują i osądzają, bo przecież jeśli tak nieodpowiedzialnie zaliczyłam „wpadkę” to napewno nie mogę być dobrą matką. Uważam jednak, że aż tak źle nie jest.
Moja córka wchodzi teraz w okres dojrzewania, nie boi się ze mną rozmawiać, ani ja nie mam oporów.
Postaram się jak mogę żeby świadomie dokonywała własnych wyborów posiadając wiedzę, której ja nie miałam.
W młodym macierzyństwie ci oceniający ludzie są najgorsi. Ja niby nie jestem matką nastolatką, ale z racji, że wyglądam na jakieś 16 lat, to jak ktoś pyta czy córeczka to moja siostra, to jest mocno zdziwiony. Nie mówiąc o wzroku starszych mam na placu zabaw. Uważam, że to naprawdę krzywdzące.
Niestety tak jest,ludzie lubią oceniać i krytykować, może poprawia im to nastrój. Najważniejsze to żeby robić swoje i się nie przejmować krzywymi spojrzeniami i komentarzami. Wtedy będzie mniej bolało;)
Ja w wieku 19 lat trzy lata później kolejne. Nie do końca się zgodzę, że piętno nastoletniej matki zostaje na skórze tak naprawdę każda sytuacja jest inna każda z nas jest inna. Fakt nie zachęcam młodych dziewczyn do szybkiego macierzyństwa bo może nie wszystkie, ale duża część nawet i 25 latek jest kompletnie nie dojrzałych .Nie marzę aby wyglądać na więcej lat bo kompletnie nie obchodzi mnie opinia innych. Akurat mi to schlebia jak mim mówią czy to siostra.
Aktualnie mija nam nie długo 9 rocznica ślubu. Z drugiej strony pracuję w Sądzie Rodzinnym i ku mojemu zdziwieniu nie tylko nastoletni rodzice wstyd przynoszą, niestety ludzie po 30 czy przed 40 nie zawsze mogą się poszczycić normalnym wychowaniem dzieci. Byłam przekonana, że takie skrajne zaniedbania zdarzają się tylko u nastolatek niestety nie tyko przykre, ale prawdziwe.
Tu masz niestety rację. Choc jest to poniekąd pocieszająca myśl, że nie wiek jest czynnikiem decydującym o tym ile wartości jesteśmy w stanie przekazać wychowując dzieci.
Daga, świetny teksty. Ty go napisałaś, czy ja? 🙂
35 i prawie 39 😛 Dodatkowy atut tak późnego rodzicielstwa – wszyscy mi lat odejmują po dzieciach osądzając 🙂
Syna urodziłam rok temu, mając 25 lat. Po maturze nie dostałam się na wymarzone studia, więc zrobiłam sobie rok przerwy od nauki.W tym czasie pracowałam i imprezowałam. Korzystałam z tego, że jestem singielką, jestem młoda, mieszkam z rodzicami, więc zarobione pieniądze wydaje na siebie. Minęło parę takich lat imprezowania, w końcu poznałam tego JEDYNEGO. Trochę się uspokoiłam, poszłam na studia. Po roku mój ukochany oświadczył mi się, po czym zdecydowaliśmy się na dziecko. Do teraz pewnie większość rodziny czy znajomych myślą, że to była wpadka 😛 Nie walczę z tym, niech myślą co chcą. Oni chyba nie mogą wyobrazić sobie, że można chcieć mieć dziecko przed ślubem. Rok temu urodził się Antek. Dwa tygodnie temu obchodziliśmy jego urodziny. Miesiąc temu obroniłam pracę licencjacką. Za 3 tygodnie bierzemy ślub. Jak widać wszystko pomieszane i na opak, ale dobrze mi z tym. Jestem dumna z siebie, że udało mi się skończyć studia z malutkim dzieckiem(z ogromną pomocą narzeczonego oczywiście;)). Paradoksalnie im mniej miałam czasu, tym bardziej byłam zorganizowana i tym więcej rzeczy udało mi się zrobić.Ostatnio myślałam sobie o tym jakby wyglądało moje życie bez dziecka… Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Chyba u mnie tak miało być, wszystko na opak. A teraz patrzę na moich znajomych i chcę im wykrzyczeć: Na co wy czekacie? Bierzcie się do roboty!!! Nigdy nie będzie idealnego momentu na dziecko. Bo najpierw studia, praca. Potem mieszkanie, większe mieszkanie, samochód, pies, kot itd….. Potrzebowałam się trochę „wygadać”, a do ciebie zawsze tak miło zaglądać 🙂 Trochę jak do starszej siostry 🙂 Pozdrawiam 🙂
Jedyna rzecz, jakiej żałuję, to fakt, że wśród naszych przyjaciół byliśmy jedynymi z małym dzieckiem. A teraz, prawie 10 lat później, kiedy przyjaciele po kolei stają się rodzicami, my jesteśmy daleko, poza Polską. Tak nam się historie życia rozminęły i trudniej się je teraz wspólnie pisze. Ale nie odpuszczam, każę sobie zdjęcia, filmiki i kroniki rodzinne przysyłać, żeby chociaż z daleko pokibicować. No i syn, dziewięciolatek, to jest super sprawa ! Pozdrawiam serdecznie Kasia (1982), mama Krzysia (2007) i Maćka (2012)
urodziłam syna w 23 robiłam w tym czasie dwa kierunki studió zaocznie. Teraz mam 32 a on ma 9 lat 😀 w życiu bym teraz nie chciała bujać się w pieluchach 🙂 mam już wolne 🙂
Wolne? Z 9 latkiem? Ale jak? Samego w domu to chyba nawet legalnie zostawić się nie da?