Idealna matka. Przepis.

Wszędzie tylko słychać, że czas odrzeć macierzyństwo z lukru, pokazać i pisać jak naprawdę jest. A ja z zainteresowaniem przyglądam się idealnym matkom. Wiele rzeczy je łączy. Jeśli chcesz w oczach świata uchodzić za ideał, Matkę Teresę skrzyżowaną z Victorią Beckham i Księżną Kate, podpowiadam co jest Ci najbardziej potrzebne.

Biały dywan.

A właściwie dywanik. No chodniczek. Wiadomo przecież, że jak odpowiednio z bliska zrobisz zdjęcie, to rozmiar nie będzie ważny. Na białym dywanie wszystko wygląda lepiej, nawet dziecko. Dywan przechowuj jednak w miejscu niedostępnym dla dziecka, ani dla buldożka. Brudzi się to to jak cholera, a przecież nie po to kasę wydawałaś, żeby teraz ciągle prać. Dywan wyciągamy tylko na zdjęcie.

Zwierzątko.

Każda światowa matka wie, że jej dziecko najlepiej będzie się prezentowało obok czworonoga. Kiedy brakuje pomysłu na zdjęcie, którym przed światem można by zabłysnąć, wystarczy piesek i goły dzidziuś i słit focia gotowa. Takie małe mamine słodziaki. Najbardziej chodliwy jest w tym momencie buldog francuski. Najlepiej o typowo polskim, modnym imieniu, na przykład Franek lub Miecio. Naturalnym byłoby imię Pierre, ale chodzą słuchy, że jest już passé. Buldog troszkę się ślini i charczy, ale bez przesady, takie cacko to od razu +100 punktów do maminego lansu, więc jakoś przecierpisz. Ewentualnie może być kot. Koniecznie z arystokratycznym pochodzeniem, oryginalnym imieniem i łaskawie pozwalający dziecku od czasu do czasu się pogłaskać, przynajmniej na tyle, żeby zdjęcie dokumentujące idealną symbiozę pokazać.

Kwiaty.

Kwiaty dobre są do wszystkiego, mogą być nawet sztuczne. Na przykład nic tak nie podkreśli głębi pomidorówki, jak kilka goździków rzuconych niedbale na stole, jakaś przypadkowo zamotana wstążeczka, kartka z przypadkiem wykaligrafowanym życiowym mottem. Od razu niby zwyklak zamienia się w wykwintną ucztę.

Torebka.

Nie że Ci jakieś pampersy z biedry, czy chusteczki nawilżane, niedojedzone lizaki i pokruszone biszkopty wypadają z torebki. Koniecznie musi być logo Chanel, baza pod makijaż, róż, puder, podkład, szminka, gąbeczki i zalotka. Oczywistym jest, że każda mama te niezbędne rzeczy, obok flakonu perfum, zabiera ze sobą na każdy spacer z dzieckiem! W wózku jeździ przede wszystkim torebunia, więc warto zgrać kolorystycznie.

DIY (po polsku zrób to sama).

Oczywistym jest, że trendy mama nie kupi po prostu byle jakiej czapeczki, czy ozdób urodzinowych. Ona zrobi je sama! Modne teraz pompony to podobno tylko kwestia wizyty w trzech sklepach papierniczych i kilka godzin wycinania. I gotowe! Taniej, a jaka duma, że się samemu coś zrobiło! Czyż nie? Te, co idą na łatwiznę, niech się wstydzą. Brakuje im ambicji.

Hashtag. 

Najlepiej taki, którego odszyfrowanie zajmuje kilka minut, na przykład 

#naszmaluniobenedyktuniodzisiajniewhumorzezatomatkatryskaeneriąobiadugotowanydomogarniętyterazzen. 

Dobrze na popularność profilu robią też tak hiciory, kwalifikujące nas od razu do danej grupy szczęściar, na przykład #takasięobudziłam #bezfiltra #jakonmniekocha. Od razu wszystko wiadomo, prawda? Lajki można liczyć w upragnionych k, to znaczy w tysiach, wariatki :). 

Biała pościel.

Podobnie jak dywan, nic tak innych matek nie wyprowadza z równowagi, jak świadomość, że ktoś, kto ma dzieci, może mieć też białą pościel. I na to jest metoda. Pościel kupujesz zwykłą, najlepiej kolorową, bo na takiej nie widać plam, a dla dzieci wiadomo – kiczowatą pościel z ukochanym bohaterem. Kupujesz też białą, którą trzymasz pod ręką na moment, kiedy wymalowana, z ułożonym modnym kokiem baleriny (oczywiście wyglądającym na niedbały), z dzieckiem ubranym w najnowsze trendy, możesz sobie cyknąć fotę w łóżku. Oczywiście po godzinnej obróbce podpisz, że to zdjęcie bez filtra, bez żadnego makijażu i dodaj, że taka się obudziłaś.

W pościeli wszystko lepiej się prezentuje. Nawet jeśli podajesz pizzę, koniecznie na tle białej pościeli i z gadżetami, które niby znalazły się tam przypadkiem, ale przecież jednak robią klimat.

Kuchnia.

Oczywiście ze szwedzkiego sklepu z meblami, idealnie biała, z szybkami, na których nigdy nie ma śladów odbitych rączek. W każdym trendy domu ta kuchnia jest taka sama. Wszystkie graty chowamy do innego pokoju. Ma być minimalistycznie, dużo bieli, a na tej bieli jakiś wyszukany smakołyk, który oczywiście zrobił się sam, w międzyczasie, w kilka minut, kiedy dziedzic drzemał. Wszyscy wiedzą, że ten kawałek czystej podłogi, czy szafki, może być bardzo malutki, więc cały bałagan przesuń na jedną stronę, kawałek zostaw czysty, żeby zdjęcie dobrze wyszło. Idealna kuchnia idealnej Pani domu gotowa!

Gadżety.

Każde modne dziecko musi mieć w swojej sypialni:

– kule bawełniane robiące za lampkę

– stylizowany automobil 

– girlandę z chorągiewek

– pompony

– poduszkę w kształcie chmury

– skandynawskie meble

– wielką lampę-królika

– tymczasowo – białą pościel i biały dywan.

Bobas musi jeździć najdroższym wózkiem, a w jego szafie muszą królować naturalne tkaniny o kolorach ziemi, czyli biel, szarość, pudrowy róż, krem. Pozbądź się wszelkiego koloru i tandetnego plastiku. Jeśli chodzi o materiały, tylko natura. W doborze mebli, ciuchów i zabawek kierujemy się wyrobami eko. Futra, skóry, drewno, szkło, beton, bambus, bawełna.

Na spacer do lasu zakładamy modną stylówkę za przynajmniej tysiąc złotych. Dziecku od najmłodszych lat wyrabiamy gust, namawiając na apaszki, bizuterię i wymyślne kapelusze. Nie zapominaj o zdjęciach w pościeli w kozakach i czapkach, w których, jak wiadomo, dzieci wyglądają najbardziej słodko, tak naturalnie. 

Żadna idealna matka nie jest w stanie wychować swojego dziecka bez szumisia, wyciskarki do soków (NIE mylić z sokowirówką, Boże broń), kołyski, krzesełka wyglądającego jak zmyślny przyrząd tortur i otulaczy po jedyne 300 zeta za sztukę. Od zarania dziejów wiadomo, że dziecko, żeby usnęło, przykłada się do suszarki, pochłaniacza, czy innego urządzenia, które generuje dźwięki podobne do tych w brzuchu. Mają szczęście nowoczesne matki, że są już sprzęty i gadżety imitujące te dźwięki. Nie masz? Widać się do tego nie nadajesz!

Żarcie.

Nawet gdybyś codziennie rano podawała pajdę chleba ze smalcem i ogórem, nie waż się nawet tego uwieczniać. Zwykłe kaszki, nudne kanapki, nic z tych rzeczy. Zdjęcia jedzenia, które podajesz w domu, mówią o Tobie wszystko. Czy dbasz o dietę, czy oszczędzasz na żarciu, czy podążasz za najmodniejszymi trendami i czy żyjesz zen, w równowadze ze wszechświatem. Czy kupujesz w zwykłym sklepie, czy w drogich delikatesach. Jedzenie świadczy o zasobności portfela, o Twojej biegłości kulinarnej i o znajomości zasad dietetyki. Ważne, aby przyswoić sobie kilka trudnych, modnych nazw typu quinoa (wymawia się kiła), jagody goji (wymawia się gołdżi), czy też chia (czija).

Aby to wszystko ogarnąć, proponuję wstać przynajmniej godzinę przed wszystkimi. Twoi znajomi, a przede wszystkim inne matki, umierają z ciekawości w oczekiwaniu na zdjęcie Twojego śniadania. Pamiętaj o białym tle, miłych dla oka, stonowanych barwach i kilku niezbędnych gadżetach, dzięki którym pogrążysz matki, które podają zwykłe płatki. Jak już wszystko sfotografujesz, wywal zimne do kosza, a sama wcinaj płatki. Gorzej jest z potrawami, które podajemy wygłodniałej rodzinie. Wtedy rzucamy szarańczy czipsy i już mamy kilka sekund na zrobienie foci. 

Karmienie piersią.

Oczywiście nie ma lepszej żywej reklamy macierzyństwa, niż karmienie piersią. Absolutnie bez żadnego zasłaniania czegokolwiek. I nie, że masz jakieś problemy, pogryzione sutki, zapalenie, brak mleka, czy dziecko, które chciałoby co pięć minut. Karmisz wszędzie, dosłownie. Najlepiej na egzotycznych wakacjach, w spa, przy robieniu hybrydy na paznokcie, na weselu. I zawsze masz tą samą minę. Przecież to czysta ekstaza i nie wolno nikomu jej odmawiać. W żadnym wypadku sobie! Niech się wstydzą te matki, które nie karmią. Na pewno przez egoizm po prostu się poddały! Jak nic ich dzieci będą otyłe, chore na białaczkę i nie znajdą sobie życiowego partnera. Wyrodne, nie to, co Ty!

Mąż.

Jakiś by się przydał. Najlepiej przystojny i z pazurem. Jakaś broda, kucyk, tatuaż, motór, mięśnie. Opcji jest pełno. Jeśli konkubent jest niewyględny, zdjęcia robimy bez twarzy, tyłem, lub sama ręka wydziarana. Ma być tajemniczy, męski, ale jednocześnie bardzo udomowiony, z tych co to umieją przewinąć, wykąpać, ugotować, przebrać pampersa.

Filtry.

Idealna matka wie, że czasami, mimo białego dywanu, świeżych kwiatów, jaglanki na mleku kozim z jagodami gołdżi na stole i ułożonego Mieczysława wystrojonego w ręcznie wyszywane modne wdzianka, coś w tym idealnym obrazku skrzypi. Warto wtedy posłużyć się filtrami. Dzięki nim wizja Twojego bajkowego życia będzie zupełnie bez skazy. Niesforne włoski dziecka? Pryszcz na czole? Ślina z pyska buldożka? Usuń! Cienie pod oczami, których nawet szanel nie wygładzi, łysinka konkubenta, nogawka krzywo podwinięta – koryguj. Są specjalne programy do obróbki, takie sprytne, że możesz dzięki nim przenieść się w czasie, wygładzić wszystkie zmarszczki, oko podmalować, róż na lico wrzucić, pierś do góry podnieść i nogę wydłużyć! Korzystaj do woli, nikt się nie zorientuje. Tak przygotowana możesz trzaskać selfie. Po polsku „selfi”, bardziej swojsko „samojebka”, wersja słit „z rąsi”.

DziUbek.

Najlepiej dziecko od początku uczyć pozować. Ma mieć zawsze szeroko otwarte oczy, dobry profil na widoku, zamknięte usta, a najlepiej modny dziubek. Miliony zazdrosnych lajków gwarantowane. Przygotuj się jednak na pytania o to, jak udało Ci się nauczyć dzieciaka tej trudnej sztuki. Zawsze odpowiadaj z uśmiechem, że to przecież nic takiego.

Rąsia.

Niestety z dziećmi to jest tak, że za nic nie mogą pojąć, że oto rozwija się ich medialna kariera. Jak już przystroisz stół w rodowe porcelany, łyżeczki z desy rzucone gdzieniegdzie niby niedbale, płatki róży jeszcze z rosą, przydałby się element sugerujący, że wszystko to dzieje się w domu, w którym jest przecież dziecko. Niestety – małe rączki za nic nie chcą pozostać nieruchome, a tak by się przydało, żeby w rogu gdzieś taka pulchniutka, sięgająca z wdziękiem po filiżankę, słodka rąsia się pojawiła. W tym celu polecam stary jak świat trik wszystkich idealnych matek. Kupujesz lalkę – bobasa, o taką jak ta i wykorzystujesz części ciała, które akurat do zdjęcia są Ci potrzebne. A to stópki słodkie, a to rąsia. Nigdy się nie poruszą i nie ma obawy, że brudne jakieś. Twoje dziecko nie bywa przecież brudne!

Look dnia.

Idealna matka nie ma ani grama tłuszczu (to od tej bezglutenowej kiły co to ją je w kółko), ma bardzo długie nogi ubrane w nieskazitelnie czyste białe tenisówki, zadbane włosy do pasa, które przez ciążę wcale jej nie wypadły, profesjonalny makijaż, który jednak zawsze może uchodzić za taki, którego nie ma (bo przecież taka się obudziła), nieprzyzwoicie krótkie spodenki i bardzo długie paznokcie. Wszystko to schowane za najmodniejszym wózkiem, który ceną przewyższa niektóre samochody. Kroczy po parku z błogim uśmiechem rusałki, przykrywając samodzielnie wydzierganym kocykiem swoje idealne, śpiące dziecko. Obok ochoczo biegnie buldożek, a nad nią lata motylek.

Brawo Ty jeśli robisz i posiadasz wszystkie te rzeczy! Na chwilę uwierzyłam, że kupa Twojego dziecka wcale nie śmierdzi, Twój dom się nie brudzi, a tłuszcz omija Twoje uda. Prawie mnie nabrałaś! Życie na Insta takie piękne. 

Zdjęcia – Instagram.

To ja wynalazłam hashtag #instażyciegównowidzicie 🙂

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

59 komentarzy

  1. O to to…..zapomniałas dodać, że każde modne dziecko ma w swoim pokoju literki na ścianie układające się w jego imię. Literki są oczywiście zachowane konsekwentnie w skandynawskim stylu.
    Warto jeszcze dodać, że fryzura modnej mamy to fale pieczołowicie ułożone na lokówkę (wtf?), rozpuszczone włosy, układające się w gładka taflę, której nie zburzą/nie poplączą/nie powyrywają dziecięce rączki lub starannie wypracowany koczek messy bun
    Staram się nie zaglądać za często na tego typu blogi lub instagramy, nie chcę się załamywać do końca nad swoja ,,niedolą”

    tekst świetny 🙂

    1. Messy bun! Tak! Cholera codziennie ćwiczę, ale mnie zamiast bułeczki wychodzi czerstwa kajzerka! Nie da rady na żadne foto. Ja też lubię ładne zdjęcia, ale buty dla dziecka za jedyne 600 zł, pasujące do skórzanej ramoneski za 750 zł, to dla mnie przesada. Ale jak kto woli. Do mnie się też można przyczepić, że mam torebkę firmową. Nikt nie wie, że kupiona w outlecie w USA, z kolekcji trzy lata temu, za niewiele ponad 100$. Dla dzieci jednak jest mi szkoda takich drogich ciuchów, miałabym manie upominania. Nie ma po co psuć sobie i im humoru.

  2. Ja bym jeszcze dodała: nie zapomnij podpisać żadnej słit foci „takie tam” lub podobnie. Wtedy każdy uzna Cię nie tylko za najlepszą mamuśkę pod słońcem, ale też za najbardziej inteligentną i mającą coś interesującego do przekazania ?Dagmara, jak zawsze chapeau pas ode mnie ❤

    1. Takie tam to jest mój ulubiony insta tekst! Kocham! Oddaje głębię każdego ujęcia. Dzięki Kasiu, że mi go przypomniałaś. Zaraz dodaję #takietam.

  3. Podczytuję od dawna, ale w końcu się w sobie zebrałam i to napiszę: kocham Twoje teksty 🙂 tylko szumisia będę bronić jak niepodległości 😀

    1. Dziękuję Kochana! A no widzisz, za moich czasów to nie było szumisiów. Ja musiałam suszarką się ratować, bujaczkami, okapem. No taka wyrodna matka. 🙂

      1. Nie mam suszarki 🙂 żelazka też 🙂 taka ze mnie wyrodna matka, że nawet obowiązkowego żelazka nie kupiłam, coby pierworodnemu kaftaniczki (też nie kupiłam, ani jednego) z uwielbieniem po nocach prasować. Muszę przyznać, że korzystałam też z woombie – i się sprawdziło w pierwszych trzech miesiącach. Wstyd przyznać, ale narzekam czasem i padam na dziób, chociaż mój dzieć ma w zwyczaju spać od 22 do ok. 8 rano, z jedną przerwą na mleko. W zwyczaju nie znaczy co noc, oczywiście. Wszyscy dookoła powtarzają, że mi się cudowne dziecko trafiło (bo tak „ładnie śpi, ładnie je i w ogóle się ładnie bawi”). No w końcu „siedzę” z nim w domu cały czas, to się musi zachowywać 🙂 Jak mi się narzekactwa za dużo zbiera, zaglądam do Ciebie i jakoś łatwiej znaleźć w sobie radość z kolejnego dnia.

  4. Niedawno robiłam z Mężem Mym zdjęcia wypieków z naszej piekarni na naszą firmową, fejsbukową stronę. Obrus, filiżanka z kawą, talerzyk z croissantem. Rechotaliśmy przy tym jak dzieci, bo tylko 1/3 stołu wyglądała „zdjęciowo”. Na pozostałych dwóch trzecich… cóż, może przemilczę 🙂

  5. Oj nie brakuje Ci uszczypliwości 😉 No nie uwierzę, że nigdy, przenigdy nie popełniłaś żadnego z powyższych „grzeszków”, choćby najmniejszego typu: „kilka goździków do pomidorówki” 😉
    Żeby nie było, to ja się przyznam do pomponów – robię sama (bo lubię!) – wystarczy 1 sklep na Allegro – 5 minut roboty (nie kilka godzin 😉 i jest!

    1. O! Fajnie. Raz mi jednak kumpelka podesłała cały tutorial o tym, jak zrobić taki pompon. Ze dwa dni roboty, ale ile rzeczy! Za głowę się złapałam. Na urodziny kupiłam jednak gotowe. A tekst był bardzo autoironiczny, sama z siebie się śmieję, dodałam nawet zdjęcia, żeby to podkreślić.

      1. Wystarczy kawałek tektury (np. tył bloku 😉 ) i tiul o szerokości 15cm (1-3 rolki w zależności od wielkości pompona – ja robiłam nawet takie, które miały 30cm średnicy) i wystarczy naprawdę 5 minut :).
        Widzę, że Cię „zmobilizowałam” do powklejania fotek 😉 hihihi

    1. Autentycznie znam takie 🙂 Kocham moje torebki ale przy dzieciach ostatnio chodzę w jednej – przez ramię, którą byle kiedy rzucam na ziemię. No jak inaczej? A gadżety dla dzieci mam w eko materiałowej torbie, bielą nie grzeszy.

  6. No to już po mnie – przegrywam z kretesem 🙁 zero Skandynawii, zero bieli – dzieciaki w kolorowych brudnych ubraniach poganiają 😉 ja się nie maluje i nawet torebuni nie mam 🙁 nie wspominając, że zamiast foto-pasa mamy rybki – plus taki że zawsze dziubek do zdjęć mają ustawiony 🙂

    1. No widzisz! To może być Twój element rozpoznawczy te rybki. Zawsze ładnie wychodzą i z dobrego profilu. Moje dzieci chodzą w firmowych ubraniach. Przecież Lidl to też firma, prawda? 🙂

      1. ale kurna rybki są za bardzo kolorowe 😉 i cieżko je na białym dywanie położyć bo zostawią mokrą plamę 🙂 moje też chodzą w firmowych: lidl, pepco piękne firmy 🙂 a do tego używane next z allegro i primark z wyjazdów służbowych 😉

        1. Uwielbiam primark! Jak jadę do UK to całą walizę biorę na te ciuchy. No rybki trochę ciężko na dywanie. Ale jest taki filtr, który rozjaśnia i trochę rozmywa, może by dało radę? 🙂

          1. poćwicze z rybkami 🙂 musze tylko mniej kolorowe dokupic hehe no ja też zawsze wracam z czymś extra w walizce hehe

  7. Tekst świetnie podsumował dużą część matek blogujących i/lub instagramujących. Tylko torebunia to raczej Michael Kors niż Chanel 😉 Oprócz obowiązkowego karmienia piersią zawsze i wszędzie dodałabym jeszcze chustonoszenie.

    1. Ja wiele z tych grzeszków popełniam. Wiadomo – jak już coś pokazywać, to lepiej przyjemne dla oka. Ale nie ukrywam tego. Mam też zdjęcia w dresie, a moje dzieci lubią róż. Jedyne, co mnie rusza, to stylówki dla dzieci po kilkaset złotych. Mnie by było żal, nawet gdybym te ciuchy dostała.

      1. Pewnie, że przyjemnie patrzy się na coś estetycznego. A z Korsem to nie miał być przytyk w Twoim kierunku, tylko takie małe sprostowanie 😉 Samo posiadanie tych torebek mnie nie rusza, bo też mam MK, ale na spacery z dzieckiem z nią nie chodzę.

  8. Świetny tekst? Chyba ostatnio mój ulubiony? ja bym jeszcze dodała koniecznie drewniane zabawki edukacyjne? żadnych grających i świecących kolorowych plastików. No i absolutnie żadnych słodyczy na zdjęciu chyba ze własnoręcznie zrobione z eko-produktów ?

    1. Już kiedyś pisałam o drewnianych zabawkach. Są po nich większe siniaki 🙂 Poza tym dzieci KOCHAJĄ plastik i kolor i róż i Barbie! A słodycze? Taaaak, tylko eko-sreko, lody z kalafiora, szejki z awokado. 🙂

  9. Kiedyś napisałaś, że sukces Twojego bloga polega na tym, że piszesz jak jest (jak wygląda prawdziwe macierzyństwo), otóż
    w mojej ocenie sukces Twojego bloga polega na tym, że łączysz dystans do otaczającego Cię świata z dystansem do siebie (co nie zawsze idzie w parze i nie zawsze jest takie oczywiste). Uśmiałam się prawie do łez czytając ten post. Jeden z lepiej oddających naszą rzeczywistość. Inteligentny, nieoczywisty i z humorem. Gratuluję.

    1. Dziękuję Ci Kochana. Kupiłam sobie w Zakopanem dywanik-biały, futrzany. W domu dopiero umierałam ze śmiechu, że oto dałam się zwariować. I choć miałam taki dywanik całe swoje życie, w sypialni, pod łóżkiem, teraz wykorzystam go do sexy fotek. Świat oszalał

      1. No właśnie, takie czasy, że wszyscy dajemy się zwariować. Sama o mało padłam ofiarą dywanika. Byłam w sklepie wnętrzarskim i patrzę „biały, futrzany dywanik” (może od teraz powinniśmy dodawać przed tym #?;)) i zaraz przypomniało mi się Twoje zdjęcie, to z butami, i myślę: „kurcze u Dagmary tak fajnie wyglądał ten dywanik na zdjęciu, może ja też sobie taki kupię?!” I autentycznie stałam i rozważałam kupno dywanika, i to wcale nie dlatego, że go potrzebuję, albo chociaż mam go gdzie położyć (bo nie mam!), ale głównie dlatego, że fajnie wygląda na zdjęciach i przydałby się do moich aranżacji. Dywanika w końcu nie kupiłam, ale wcale nie wykluczam, że to zrobię;)

  10. Dzięki wybawicielko, już wiem co robię źle, może zacznę od dywanika i sztucznych kwiatków ;D o ja naiwna, myślałam że naturalność jest w modzie a tu taki ząg 🙂 kurcze muszę się jeszcze do kosmetyczki, fryzjerki, dietetyka umówić bo straszę ale na razie rozczochrana i w spodenkach mojego niemęża delektuję się ciepłą kawą, bo mała jeszcze śpi!!!!
    Super tekst 😉

    1. No nie wiem, nie wiem, Kochana. Straciłaś trochę czasu, jest wiele przodowniczek. Zacznijmy jednak od podstaw – czy zdjęcie kawy zrobiłaś, zanim wypiłaś? Nieee? Nic z Ciebie nie będzie!

      1. Haha 😉 widzę, że jeszcze dużo muszę się nauczyć 😀 ani kawy, ani „słitfoci” nic ze mnie nie będzie 🙂

  11. Też śmiałam się do łez, dzięki za ten tekst 🙂 Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga, ale odzywam się po raz pierwszy. Nie mam insta ani torebuni ani dywanika… Daleko mi do matki idealnej, oj daleko 🙂 I też kocham primark, mieszkam w UK, mam jeden jakieś 20 minut jazdy od nas, z córeczką chętnie wpadamy na zakupy 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

    1. Oj, daleko. Zero torebuni, dywanika i primark? Kup chociaż jakąś sukieneczkę, którą nosi księżniczka Charlotte! No weź! Ogarnij się! :))))

      1. Uff, jak sukienki wystarczą, to jestem ogarnięta 😉 Moja córka (będzie lat 3 w niedzielę) nawet po chleb do sklepu wyskakuje w sukience, no inaczej się nie da 🙂 a jeszcze sukienka ma się „kojować”, bo jak się nie kołuje, to słabo 🙂 miłego dnia 🙂

  12. szkoda, że ta niemal sterylna estetyka obecna dosłownie wszędzie jest tak propagowana. Ja zamiast super drogich ciuchów dla dzieci i zamiast robienia im na spacerze w tych super ciuchach 1000 zdjęć, wolę jednak żeby moi chłopcy chodzili ubrani w tańszych rzeczach, brudzili się na placu zabaw, czy jedząc beztrosko ulubione lody itd. To są właśnie fajowe chwile, potrzebne każdemu dziecku. Żeby miało czym się cieszyć i co wspominać. Czy dla dziecka jest ważne, że w zupie na obiad znajdzie kwiaty albo inne cuda wianki? No nie. Więc zamiast tracić czas, żeby robić kolejne zdjęcie swojego obiadu w celu pochwalenia się w mediach społecznościowych jakie to zaje…ste danie mam na talerzu, poświęćmy tą chwilę dziecku, usiądźmy całą rodziną do stołu i rozmawiajmy z naszymi pociechami. Dla nich to ważniejsze niż jakieś tam zdjęcia i przechwalanie się. Rodzinne posiłki to podstawa. Zapamiętamy je do końca życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *