Facet w domu nie pomaga. Bo to też jego dom.

Jakiego Ty masz dobrego męża! Pracuje, dom ogarnie, z dziećmi się pobawi. Bohater! Yyyy. Nie. Facet w domu nie pomaga. Bo to też jego dom.

Nie rozczula mnie ojciec, którzy przychodzi po dziecko do szkoły. Ojciec, który robi kucyki. Ojciec, który ubierze dziecko tak, że wygląda nadal jak człowiek. Ojciec, który podaje kolację. Ojciec, który robi pranie bez ryzyka, że wszystko stanie się różowe. Ojciec, który idzie z dzieckiem na zakupy. Ojciec, który usypia dzieci. Ojciec, który zostaje z dzieckiem na weekend. Przecież on nie robi tego dla mnie, czy nawet dla siebie. On to robi, bo tak trzeba. Takie jest życie.

Pod dyskusjami o obowiązkach i podziale na męskie i damskie zawsze padają pytania od urażonych panów. Wy baby to chcecie równouprawnienia, byście chciały, żeby facet wszystko robił. Chcemy równouprawnienia? Nie wiem, czy chcemy, dla mnie to nie jest coś, o co trzeba walczyć, co trzeba chcieć, bo ja urodziłam się w Polsce, w 79 roku, urodziłam się wolna, o nic nie musiałam walczyć. Równość w związku jest dla mnie naturalna i normalna. Jak i naturalne jest dla mnie to, że to ja piekę babeczki, bo męża takie rzeczy nie kręcą, za to on przetyka kran. Ale gdyby była taka konieczność, to i on poradziłby sobie z ciastem, a ja z kranem. Bo ja nie mam krótszych stóp po to, żeby mi się wygodniej stało przy piekarniku, a on nie ma mięśnia hydraulika. Facet w domu nie pomaga. Bo to też jego dom.

Ta równość może w różnych związkach bardzo różnie wyglądać. Ile par, tyle układów. Ale nie do pomyślenia jest dla mnie ustawka, w której on pracuje, ona pracuje w domu zajmując się dziećmi (tak, pracuje, jak sobie „posiedzisz” w domu z dzieckiem, gotując, sprzątając, piorąc itd., koniecznie daj znać, ile w tym czasie było chwil, kiedy możesz z ręką na sercu powiedzieć „siedzę w domu”), po czym jaśnie pan z tej pracy wraca i każe sobie obiad podawać, a dzieciom najlepiej zniknąć z pola widzenia, bo jemu się należy, bo on jest zmęczony.

Jej się nie należy, bo kobiety nie potrafią odpoczywać. Po pierwsze dlatego, że robota w domu nigdy się nie kończy i ciężko jest siedzieć, kiedy nie ma czym dzieci nakarmić, nie ma co na grzbiet wciągnąć, a ze zlewu wychodzą gary. Większość kobiet, które znam, pchana wyrzutami sumienia, mieszkanką instynktu i stereotypów, nie siada ani na moment. Zaharowują się, choć mają pełną świadomość tego, że ich pracę mało kto docenia. Nie dostają za nią wypłaty, a jedynie cięgi od obcych osób.

Jestem wdzięczna mężowi za to, że dobrze nam się powodzi. Ale nie bardziej, niż wymagam, aby on był mi wdzięczny za to, że nasz dom gra i buczy, a nasze dzieci nie kwitną do nocy w świetlicy, są zawsze wszędzie na czas, a ja robię za kucharkę, opiekunkę i szoferkę. To był nasz wybór, nie tylko mój. Gdyby na świecie kobiety nie były finansowo dyskryminowane, mogłabym to ja chodzić do pracy na 12 godzin i dzieci widywać w niektóre dni godzinę, kiedy po wszystkich fochach, obowiązkach, pogadankach, milion razy powtarzanym „nie rób, kochanie, przeproś, podnieś, czy pamiętasz, jak mamusia mówiła, tego nam nie wolno, prawda?”, są gotowe do spania w pachnącym świeżo zmienioną pościelą łóżku, obok złożonego w kosteczkę ubrania na następny dzień i przygotowanej książki, którą trzeba oddać do biblioteki. Czasami zazdroszczę. Ale taki jest układ. Za to on zbiera dzieci na rower, kiedy widzi, że moje baterie siadają. Ale nie oszukujmy się, kiedy on huśta, ja zwykle ogarniam chatę. Takie jest życie. Nie róbmy więc z ojca, który czyta bajki, zmienia pieluchy, czy gra z dzieckiem w piłkę, bohatera. Nie róbmy z kobiety, która ogarnia dom cierpiętnicy. Takie jest życie, każdy gra swoją rolę. Raz lepiej, raz gorzej.

Matki zabierają swoje dzieci wszędzie, odbębniają życie na placach zabaw, szkolnych imprezach i zabawach z dziećmi w podobnym wieku, udają, że dobrze się bawią na kinderbalach, pamiętają wszystkie mamy Tomka, Zuzi i Karolka i daty kontrolnych wizyt u specjalistów, nazwisko nauczycielki od muzyki i datę apelu. Ich dzieci są czyste, nakarmione, dobrze się bawią. Ale nikt matkom braw nie bije. Kiedy to facet zabierze dzieci do parku nagle wszyscy komentują, gratulują, dzieciom zazdroszczą TAKIEGO ojca. A przecież nie wynalazł lekarstwa na raka, nie wylądował w kosmosie i nie rozwiązał problemu głodu na świecie. Robi to, co trzeba. W końcu jest ojcem. A bycie ojcem to też obowiązek.

Mam fajnego męża. To znaczy normalnego po prostu, dorosłego faceta, który zakładał rodzinę, a nie żył wyobrażeniem, że ot wziął sobie przed ołtarzem służącą i niewolnicę, tanią siłę roboczą, która wychowa, poda pod nos, zadba, a w nocy zrobi dobrze. Mój facet w domu nie pomaga. Bo to też jego dom.

Z życia nie da się sobie wybrać tylko tego, co jest fajne, miłe i przyjemne, a przeszkody zostawić komuś innemu. Tylko w dzieciństwie tak to wyglądało, że rodzice torowali nam drogę, biorąc na swoje barki nieprzyjemne, rutynowe obowiązki, w których my, dzieci, mogliśmy co najmniej pomagać, za co zwykle bili nam brawo. Czas dorosnąć, panowie.

Trzeba przyjąć życie na klatę. I przestać wierzyć, że matka musi. Po prostu musi, choćby nie wiem co. Tak już została zaprojektowana, że słyszy płacz dziecka w środku nocy, czuje, że pieluchę trzeba zmienić i widzi, że gary same ze zlewu za moment wyjdą. A on nie widzi. Ułomny, czy leń? A może stworzony do wyższych celów i zadań, nie będzie sobie byle kupą rąk brudził? A przecież każdy facet ma wszystko to, co niezbędne, aby rodzicielstwo dobrze mu wychodziło. Ma dwoje oczu, dwie ręce, słuch, rozum. Kobiety nic więcej nie mają. Instynkt jest przereklamowany. Instynkt wcale nie podpowiada, jak zmienić pieluszkę i w którym miesiącu życia podać pierwszą marchewkę. I to nie instynkt pomaga w ocenie sytuacji i zauważeniu, że to drugie ledwo się nosem podpiera, więc można zamiast oczekiwać kolacji zamówić pizzę, a dziecko zabrać na spacer. To nie jest bohaterstwo, a człowieczeństwo, które nie zakłada w żadnej relacji wyzysku.

Niestety nadal tak jest i w wielu domach nic się nie zmieniło. Dostaję codziennie sygnały, że to nie są wymysły z ery kamienia łupanego. Niektórzy faceci dalej siedzą w tej jaskini ciemnoty. A jak czasami się zdarzy, że z niej wyjdą, przymuszeni sytuacją, to każą sobie dziękować i w pas się kłaniać.

A przecież brałyśmy sobie Was na dobre i na złe. Na motyle w brzuchu, ale i na kupę śmierdzącą. Byliśmy oboje świadomi praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, obiecywaliśmy sobie nawet uczciwość małżeńską i mamy na to świadków. Uczciwość, nie wyzysk.

Tak więc chłopie, jeśli nie kumasz, że Twoim obowiązkiem jest po prostu zwyczajne praktykowanie bycia dorosłym i odpowiedzialnym za ludzi, których kochasz, jesteś kolejnym dzieckiem, o które ona musi dbać. I tak też będzie Cię traktować.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

14 komentarzy

  1. Super tekst, ale nie jestem pewna czy stajac przed oltarzem obie strony sa swiadome tych obowiozkow i zmian, ktore wiaza sie z zalozeniem rodziny…

  2. świetny tekst 🙂 Tak więc… Kobiety zacznijmy wychowywać swoich synów zgodnie z tą zasadą. „Tak więc chłopie, jeśli nie kumasz, że Twoim obowiązkiem jest po prostu zwyczajne praktykowanie bycia dorosłym i odpowiedzialnym za ludzi, których kochasz, jesteś kolejnym dzieckiem, o które ona musi dbać. I tak też będzie Cię traktować.”

  3. tekst jak najbardziej słuszny i gratuluję związku i faceta 🙂 natomiast mała rada dla tych, które mniejszą ufność pokładają w drugiej stronie-nie ma obietnic nie do złamania, a kariera zawodowa jest zwykle niepodzielna przy ewentualnym rozwodzie, za to dzieci zwykle przypadają matce w połączeniu z śmiesznej wysokości alimentami..

  4. Zgadzam się chyba z większością. I uważam, że część kobiet sama sobie zgotowała los domowej niewolnicy. Ja mam akurat prosty układ, oboje z mężem pracujemy tyle samo w tych samych godzinach. Po pracy oboje chcemy tak samo odpocząć więc obowiązki dzielimy też w miarę po równo. Ważne jest to dla mnie również dlatego, że mam córkę i chcę by miała dobry przykład. Gdy kiedyś będzie wybierać mężczyznę swojego życia wybrała takiego, który będzie jej partnerem i w szczęściu i w obowiązkach ?

  5. Próbowałam ten temat przedyskutować niedawno z koleżanką, która po wizycie u jakiejś-tam kuzynki mówiła „fajnego ma męża, pomaga przy dzieciach”, a mnie – podobnie jak Tobie – nóż się w kieszeni otwiera i pytam „jakie pomaga?”. Chyba, że przy dzieciach sąsiadów, to okej, fajnie z jego strony. Patrząc po swoich koleżankach (matkach i nie tylko matkach) widzę nie tylko tendencję, ale przeświadczenie o tym, że kobieta po prostu jest stworzona do tego, żeby ten dom i dzieci ogarniać. A facet pracuje, więc niech odpoczywa. Problem, największy, polega dla mnie na tym, że one wcale nie siedzą w domu. Pracują na pełen etat (może nie jest to 12 godzin, ale jednak te 8 to większość dnia dzieci), dojeżdżają do pracy, po niej robią zakupy, wracają do domu, sprzątają, pomagają odrabiać lekcje, gotują obiady, podają pod nos i wdzięczne są za to, że mąż trzy razy w tygodniu zapyta „jak było w pracy”. Ale której? Bo mnie się wydaje, że ten Pan i Władca pracujący po 10 godzin i odpoczywający w domu, obok dzieci (nie z nimi) nie do końca zauważa, że jego kobieta ma więcej niż jeden etat. Prawda, że same gotujemy sobie ten los – jako kobiety, ogólnie. I coś pewnie jest w tym, że nasz perfekcjonizm, przesadny, podpowiada nam często „niech nie rusza, i tak będę musiała poprawić”. Ale, cholera. Sławna akcja z mojego dzieciństwa, opowiadana przez mamę, brzmi: jak ojciec nie mógł w domu znaleźć skarpetek to obciął rajstopy. No i fajnie, nogi nie były gołe, cieplej było. Dał radę? Dał. Można? Można.

  6. kurdę.. ja nie ogarniam.. tyle się przecież o tym mówi.. nie jestem w żaden sposób ideałem. Wielu rzeczy, nawet pozornie prostych nie potrafię wykonać w kuchni, ale nie wyobrażam sobie tego, ze moja żona zostaje ze wszystkim sama. Pomagam na ile mogę i na ile potrafię. Obsługa pralki, to dla mnie czarna magia, a jeszcze jakbym miał sortować.? Jednak godziny mojej pracy pozwalają mi na wiele w domu. o 15:40 jestem już w domu. Mam czas na wszystko. Na zabawę z dzieckiem, czy na obowiązki. Tak obowiązki, bo jak napisałaś, dom nie jest tylko mojej żony, ale nasz wspólny i wspólnie mamy o niego dbać.

  7. Osobiście popieram kwestie,że mężczyzna,partner,mąż NIE pomaga,bo to jest do jasnej cholery jego obowiązek. Bardzo często te słowa przytaczam swojemu mężowi ponieważ często się klocimy o te owe „obowiązki”. Tak w skrócie: 6 lat razem,prawie 4 po ślubie,przed ślubem obiecanki cacanki,że pomagał będę,rozumiał,wspierał itp. Jakoś to było,moim zdaniem dość normalnie jak.na pracujące małżeństwo. To ja naczynia to on, to ja zakupy to on,to ja sprzatne to on. Od momentu pojawienia się dziecka na świecie nagle zmiana. I to taka wiecie, z 300stopni conajmniej. Ja „siedzę” w domu (zdanie męża) ,więc zajmuje się dzieckiem,ja gotuje,ogarnę pranie,dom,zakupy i wszystko. Mąż biedny,nie wyspany,czego.ja wogole od.niego chce,co.ja.wymagam,przecież on pracuje,no.i opłaty porobić 😛 … I uwierzcie mi,nie.jestem.typem osoby,która.soboe.tak pozwolila. Od.poczatku wymagałam,mówiłam,że ja też.jestem.w.pracy,że.tez.w.domu pracuje,że też mam mnóstwo na głowie itp. Zachęcałam.wrecz do.dziecka w sensie przebiera,wykap itp,a.nie że zrobię to najlepiej. W.innych czynnościach.podobnie. Ze decyzja o.dziecku była nasza.wspolna,to.nasze dziecko.nie moje! To jego obowiązek,a nie ze coś.zrobi i potem mówi,że pomógł,i.jeszcze najlepiej bijcie brawa i.klaskajcie uszami… Walka o NORMALNE życie i.malzenstwo trwa.od 15 miesiecy. Musiałam się postawić,walczyć żeby nie zostać kura.domowa,by nie być niewolnica itp. Kłótnie,słowa.ktore.bola,czasami i stawianie warunków,bo.widze,że.jak meza.do.sciany.nie.przycisne to.nie wskoram nic. Wizyty u psychologa,rozmowy. Naprawiamy „się”. Oby było już tylko lepiej.

  8. Ujmę to tak jestem prawdziwym cudem natury i mój egoiz nie ma z tym nic wspólnego ,choć jestem egoistom z wyboru .Pracuje sprzątam gotuje absluga p

  9. Pralki to kpiny rozbieram i składam skrzynie biegów ,nie mam własnych dzieci ale jeśli będąc u znajomych ktoś musi położyć dzieci spać to z jakiegoś dziwnego powodu robię to ja ,zadrzylo się i po 18 godzinach spędzonych w pracy na budowie po powrocie do domu nie czekała na mnie zupa ale teks ze ktoś jest głody i musiał tak długo czekać na coś do zjedzenia tez żaden problem z braku sił i chęci na dyskusje prościej było spędzić godzinę spokojnie w kuchni .Nie pije nie pale ile interesuje mnie sport w telewizji moje hobby to praca i kobieta w domu .Koniec 13 tu lat w związku był taki ze facetom takim jak ja nie można wierzyć trudno określić bardziej śmieszne czy tragiczne .Nie neguje iż większość facetów nie posiada świadomości otaczającego ich życia ale dziś te proporcje między kobietami i meszczyznami się wyrównały .Kobiety potrafią być fascynujące ale między potrafią a są jest wielka przepaść wielokrotnie nie do pokonania i winę wielokrotnie za to nie ponosi on ale ona sama ,ale i tak on bo albo kocha za mało albo za dużo najczęściej niewystarczająco .Przykladow na brak poczucia odpowiedzialności w związku mi osobiście na dzień dzisiejszy wystarczyłby na dwie dwunastotonowe książki .Smiem stwierdzić iż większość kobiet to tchórze a wiec szukaj siebie ofiary losu aby mieć powód do marudzenia i narzekania .Kobiety nie są po to aby usługiwać facetom ale żaden facet nie może sobie pozwolić na robienie z siebie kretyna większego niż jest .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *