Dramat pod Nanga Parbat. Wtyczka wyłączająca Internet znowu nie zadziałała.

Chciałabym czasami, aby była wtyczka, która w wielu domach wyłączyłaby Internet. Coś w rodzaju filtra, który wykrywałby wszelką głupotę, szczególnie w tych najtrudniejszych chwilach, kiedy ważą się losy człowieka. Chciałabym, aby w takim momencie kanapowi specjaliści od wspinaczki górskiej, od wychowywania nieswoich dzieci, od życia pod cudzym dachem, od uczuć drugiego człowieka, mogli się zwyczajnie odpierdolić i nie mieć możliwości podzielenia się ze światem swoją opinią.

Nie kumam. Nie kumam pasji zdobywania ośmiotysięczników. Nie rozumiem, mój wąski światopogląd tego nie ogarnia, choć w bardzo bliskiej rodzinie mam takiego napaleńca. Może więc powinnam lepiej rozumieć tę zabójczą pasję. Ale nie rozumiem. Kiedy przez dwie noce i dwa dni, co kilka minut odświeżałam serwisy informacyjne, szukając nowych wiadomości o akcji ratowniczej pod Nanga Parbat, spod mojej ciepłej pościeli, z fotela z kubeczkiem parującej kawy, z gorącej plaży, a w końcu z klimatyzowanego samochodu, nie mogłam pojąć tego, że ktoś na własne życzenie miesiącami ćwiczy swój organizm, aby przystosować go do nadludzkiego wysiłku, a potem lezie w temperaturę minus sześćdziesiąt stopni, gdzie ledwo łapiąc oddech, śpi w namiocie, który w każdej chwili może roztargać szalejący wiatr. Kiedy myślałam o Eli i Tomku, którzy po ataku szczytowym zeszli do namiotu i podjęli dramatyczną decyzję o rozdzieleniu się, odzywały się we mnie zwykłe, ludzkie uczucia. Uczucia, które powinniśmy mieć do każdego człowieka, bez podziałów i etykietek. Jestem raczej tchórzem i jak w nocy słyszę podejrzany dźwięk w domu, to się boję nosa spod kołderki wystawić i sprawdzić co się tam dzieje. Kiedy myślałam o Eli, która prawdopodobnie zdruzgotana emocjonalnie, z poodmrażanymi rękami i nogami, schodziła w dół jednej z najniebezpieczniejszych gór świata, w nocy, w zimnie, w strachu i bólu, to jest mi zwyczajnie słabo. Uczuć konającego Tomka nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić. 

Nikt nie chce umrzeć, jestem przekonana, że poza samobójcami, nikt nie wybiera śmierci na zawołanie. Każda śmierć jest bezsensowna, pozostawia ból i rozpacz. Tak naprawdę nic więcej na tym świecie nie mamy ponad życie, a i to jest kruche. Każdy jednak ma możliwość decyzji, w jaki sposób to życie przeżyje. Spieranie się o to, jaka śmierć jest bardziej logiczna, jest idiotyczne, a niestety do tego sprowadzają się internetowe dywagacje kilku ostatnich dni. Mam niezmiennie wrażenie, że komentują zwykle osoby, które wybrały przewidywalne życie. Studia, praca, nielubiana, ale przecież stabilna, małżeństwo, niezbyt udane, ale jest, bo tak trzeba, kredyt, własne em, dzieci, wakacje last minute. Żeby się tylko za bardzo nie wychylać, żeby głowy za bardzo nie wystawiać, żeby nie ryzykować. Bo po co. Ludzie, którzy pasji nie ogarniają umysłem.

Przez wiele lat zajmowałam się rekrutacją. Przed moim biurkiem przewinęło się tysiące młodych osób pragnących kariery w korpo. Nuda, nuda, nuda, czasami jakaś perełka, ale głównie bezbrzeżna nuda. Te same, wyświechtane formułki, naciągane cv, na papierze wszyscy zdolni, pracowici, ambitni, z jedyną wadą, którą jest nadmierna dbałość o detale, co podają, bo wyczytali, że to dobrze wygląda. Niezmiennie zadawałam dwa pytania. Jakie jest Twoje największe osiągnięcie lub jakie jest Twoje największe marzenie. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale 80% osób, z którymi przez te lata przyszło mi rozmawiać, nie potrafiła odpowiedzieć. Jedni nie mieli marzeń, a inni osiągnięć. Inaczej. Mieli, bo przecież w wieku dwudziestu kilku, trzydziestu lat, już coś się w życiu osiągnęło, jak choćby zdało się maturę. Na pewno mieli też jakieś marzenia, ale bardzo często trywialność tych marzeń na tyle ich zawstydzała, że woleli się do nich nie przyznawać. Dobra praca, własne mieszkanie. I spokój. Najlepiej święty.

Dlatego nie dziwi mnie jad na forach. Jak ktoś, kto żyje przewidywalnym życiem milionów ludzi na świecie, może zrozumieć kogoś, kto wybiera ryzykowną i niestandardową drogę? Nikt, kto nie ma marzeń, nie zrozumie tego, kto po nie sięga. Ja też weszłam kiedyś na swój Everest. Przebiegłam maraton. Przez 15 ostatnich kilometrów biegłam czując krew w butach, a kiedy na przerwie je ściągnęłam, żeby jakoś ratować stopy, ich widok mnie przeraził. Ostatni kilometr płakałam non stop i na nic zdały się racjonalne argumenty, którymi sama sobie chciałam przemówić do rozsądku. Oczywiście mój maraton nie niósł ryzyka śmierci, wiedziałam, że na mecie powitają mnie dzieci, wtedy jeszcze nieświadome mojego wyczynu. Maraton wymagał ode mnie jednak przygotowania i kiedy przez kilka miesięcy każdą niedzielę spędzałam na bieganiu, nie myślałam o tym w kategoriach odbierania dzieciom możliwości spędzania jej z matką. Chociaż pewnie znaleźliby się tacy, którzy przytoczyliby taki argument.

Moi bliscy muszą zaakceptować to, jakim jestem człowiekiem. Nie tylko wymagać ode mnie wsparcia, ale dając mi je w chwilach dla mnie ważnych. A bieganie jest częścią mnie i nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek zadawał mi pytanie po co Ci to, albo mówił mi, że powinnam w tym czasie malować, lepić i wycinać. Bo tak. Bo tak się komuś podoba. W kategoriach pasji jestem więc w stanie wyobrazić sobie, że można pokochać niebezpieczny sport. Tego się nie da racjonalnie wytłumaczyć ani zrozumieć. 

Wkurza mnie niemiłosiernie gadanie, że odkąd masz dzieci nie możesz tego, czy owego. Wierzę, że mogę. Mogę, bo moje życie też jest jedno. Innego mieć nie będę. Nie jestem w stanie wszystkiego oddać. I żeby Ci, którzy teraz poświęcają 100% swojego życia dzieciom nie żałowali, kiedy owe dzieci im powiedzą „nikt Ci nie kazał, mamo, tato, ja o to poświęcenie nie prosiłem”. Nie wyobrażam sobie, aby rodzicie musieli z chwilą urodzenia dzieci pozbawić się wszelkich marzeń. I nawet niech to będzie egoizm. Rodzenie dzieci to też, w dzisiejszych czasach, egoizm. Brak tolerancji, ataki terrorystyczne, głód, nieuleczalne choroby, kataklizmy, bezrobocie, świat wcale nie jest takim przyjaznym miejscem, prawda? Każdy z nas jest trochę egoistą.

Znam wiele osób, dla których największym marzeniem jest święty spokój. Ja tego nie rozumiem, bo ja chcę codziennie fajerwerków. Chcę codziennie dobrego dnia. Chcę wszystkiego spróbować. Chcę adrenaliny. Chcę pokonywać swoje słabości. Chcę zdobywać swój Everest. I to jak najbardziej jestem w stanie pojąć. Ja mam swój, taki Tomek miał swój, który próbował zdobyć aż siedem razy! W końcu pokonał tą górę, choć zwycięstwem długo nie mógł się cieszyć. Jednym do szczęścia potrzeba 42 kilometrów, innym 8000 metrów nad poziomem morza, jeszcze innym pilota i paczki chipsów. Co mi do tego?

Nie interesuje mnie siedzenie w zaciszu swojego własnego kącika i komentowanie życia innych ludzi, o którym tak naprawdę gówno wiem. Nie pojmuję zamiłowania do gór, ale i nie pojmuję chęci życia od niedzielnego obiadku u teściowej, do niedzielnego obiadku u mamusi. Nie rozumiem, bo ja chcę inaczej, z ogromnym naciskiem na ja. I dobrze mi z tym, ja żyję po swojemu. I Ty też żyj tak, jak lubisz. Jeśli najwyższą wartością jest dla Ciebie rodzina – poświęcaj jej życie. A może praca? Cudownie. Pasja? Życzę jej spełnienia! Dążenie do świętego spokoju? Trzymam kciuki!

Kto dał Ci prawo, aby krytykować czyjeś decyzje? Kto dał Ci prawo, aby rozliczać kogoś z jego marzeń, poglądów i wyborów? Kto dał Ci prawo dywagacji, czyj sposób życia jest lepszy? Czyja śmierć ma więcej sensu? Wstyd mi za ekspertów od Himalajów, akcji ratunkowych, ubezpieczeń, wychowania wieloraczków, życia z niepełnosprawnością, rozwodów, przeprowadzek na drugi koniec świata. Ekspertów od nieswojego życia. Specjalistów od JEDYNIE SŁUSZNEJ DROGI, wynalazców idealnego sposobu na życie.

Możliwe, że ludzie, którzy nigdy nie wyszli poza strefę swojego własnego komfortu, nigdy nie zapragnęli niczego ryzykownego, nie ukochali niczego tak bardzo, aby coś dla tego poświęcić, teraz piszą: mógł nie iść. Czy człowiek opętany górskim szaleństwem powinien zakładać rodzinę? Potencjalnie wielu z nas nie powinno nigdy być rodzicami. Szkoda, że jak i na ten nieszczęsny Internet i na to nie ma egzaminu. Może żyłoby się lepiej. Prawdopodobnie okazałoby się, że nie tylko himalaiści nie zdaliby tego egzaminu celująco.

Początkowo myślałam, że to nie fair, że dwie osoby, które znalazły się w niebezpieczeństwie, pociągają za sobą kolejne, które narażają życie, aby ratować cudze. Ale przecież doskonale wiem, że poszli ich ratować z własnej woli. Na takich wysokościach inna ekipa, zaaklimatyzowana na wysokości, przebywająca w pobliżu, to jedyny ratunek. Podobnych akcji jest w górach wysokich wiele. I raczej nie kwestionuje się ich celowości, a chyli czoła za odwagę. I liczy się na to, że koledzy kiedyś może odwdzięczą się tym samym. 

Mógł nie iść. Ale poszedł. I dopóki był Polakiem, zasługiwał na pomoc. Podobnie, jak każdy inny obywatel naszego kraju, czy to na olinkluziw w Egipcie, czy na saksach w Lądku. Póki jest człowiek, jest nadzieja. Nie rozumiem osób, które próbowały mu tej pomocy odmówić, używając argumentów o chorych dzieciach, które bardziej tych pieniędzy potrzebują. To bardzo brzydka retoryka. Czy powinniśmy w ogóle nic nie robić, bo w obliczu tego, że umierają dzieci, nic nie jest ważne? Każdy człowiek zasługuje na pomoc, nawet ten, dla którego praktycznie nie ma nadziei, czy ten, którego czyn jest dla innych moralnie wątpliwy.

To internetowe pieniactwo i dywagacje są żenujące, a po co poszedł, a czemu się nie ubezpieczył, a dlaczego nie myślał o rodzinie, a czemu ktoś teraz ma mu pomagać? A czemu z moich pieniędzy ratują szaleńca, który na własne życzenie narażał swoje życie? Wariat. Nieodpowiedzialny egoista. Ryzykant. Samobójca. Każdy ma prawo do własnej opinii, ale niektórymi nie warto dzielić się publicznie. Szczególnie w momencie, kiedy umiera człowiek, a na naszych oczach rozgrywa się wielki dramat.

Tomek nie jest w moim odczuciu bohaterem. Wybrał potencjalnie śmiertelne hobby, wiążące się z najwyższym ryzykiem. Poszedł, bo chciał zrealizować swoje największe marzenie. I to mu się udało. Czekam na zdjęcie, które mam nadzieję ma Eli w swoim aparacie. Chcę zobaczyć Tomka na Nanga Parbat, który podobno udało mu się zdobyć. Chcę zobaczyć triumf człowieka nad własną słabością i pokazywanie światu, że o spełnianie marzeń trzeba walczyć. Nawet wtedy, jeśli za ich spełnianie zapłaci się najwyższą cenę. Tomek został w miejscu, które pokochał miłością dla wielu niemożliwą, niewyobrażalną, nielogiczną. Dla mnie wygrał. 

Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech chociaż zamilknie. Zginął człowiek. Żył tak, jak umiał najlepiej. Uszanuj to.

*Tekst powstał jako komentarz do wydarzeń, które rozegrały się pod Nanga Parbat w dniach 26-28 stycznia 2018 roku. Tomasz Mackiewicz i jego francuska partnerka Elizabeth Revol, po (prawdopodobnie) udanym ataku szczytowym na Nanga Parbat (8126 m.n.p.m.), utknęli przy próbie zejścia ze szczytu. Francuzka, w lepszym stanie fizycznym, zostawiła Tomka, już wtedy (prawdopodobnie) w stanie agonalnym i podjęła samodzielną próbę zejścia. Została uratowana przez duet Bielecki – Urubko, elitę światowej wspinaczki, którzy nocą, w niezwykle trudnych warunkach atmosferycznych, pokonali w niezwykłym tempie, narażając własne życie, ponad 1200 m w pionie. Pozostała dwójka himalaistów wytypowanych do akcji ratowniczej, Botor i Tomala, pozostała niżej, aby przygotować wsparcie. 

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Photo by kabita Darlami on Unsplash

123 komentarze

  1. Świetny tekst , jak zawsze zresztą. Własnie dzisiaj ktoś w pracy poruszył u mnie ten temat i powiedział : „Jak on mógł iść, miała trójkę dzieci. To jest egoizm”. Tak, to jest egoizm, ale każdy z nas powinien być egoistą, aby być szczęśliwym i spełniać swoje największe marzenia. Nie oceniajmy.
    Ja pół nocy nie spałam, ponieważ śledziłam ich losy, a to co zrobili polscy harpagani w akcji ratunkowej to chapeau bas .

    1. Nie sądzę, że każdy powinien być egoistą, bo jakiż byłby wtedy świat? Bezsprzecznie należy dbać o swoje potrzeby, realizację marzeń, bycie szczęśliwym, nie pozwolić się zdominować, ale ponieważ nie jesteśmy samotną jednostką na bezludnej wyspie to w jakims stopniu musimy brać pod uwagę innych i ich potrzeby. Wszystko w granicach rozsądku. Jeśli każdy chciałby tylko i wyłącznie myśleć o swoim szczęściu i realizacji własnych planów to stałoby się z osobami w trudnej sytuacji, niepełnosprawnymi dziećmi i dorosłymi, starymi, schorowanymi rodzicami? Zakładając rodzine podpisujemy swego rodzaju zobowiązanie i powinniśmy je zrealizować. Owszem własne pasje to ważna część życia, ale realizowanie ich za wszelką cenę nie jest wyjściem i nie powinno przesłaniać innych.
      Ale to tak abstrahując od pana Mackiewicza, który był osobowością nietuzinkową, paloną prawdopodobnie jakimś wewnętrznym ogniem, po trudnych przejśćiach. I naturalnie nic nie usprawiedliwia podłych komentarzy.

      1. „Powinniśmy, musimy, trzeba”. Niektórzy wybierają wolność i tyle. Można też być w związku wolnym, a i bywa, że kobiety pragną dzieci za wszelką cenę i potem chcą samodzielnie wychowywać. Żona Kukuczki powiedziała kiedyś, że NIGDY nie rozmawiała z mężem o wspólnej starości. Wiedziała również, że z górami nigdy nie wygra. I tyle w temacie. W związku są dwie osoby. Można naprawdę żyć po swojemu, a nie tak, jak Ty uważasz za stosowne. A dzieci? Dzieci ZAWSZE mają coś swoim rodzicom do zarzucenia. Zawsze mają o coś pretensje. Dopiero z wiekiem zaczyna się kumać, że może inaczej się wtedy nie dało, może robili, ile mogli, może nie potrafili inaczej?

  2. Ja tylko nie rozumiem dlaczego autorce przeszkadzają komentarze i opinie jednych 'ekspertow’ a jednocześnie sama czuje taki mus wypowiedzenia się. Krytykuje te opinie które nie są zgodne z jej pomysłem na życie. Wciąż się tłumaczy ze swojego życia. Każdy ma prawo mieć własne zdanie, pasję i marzenia. Większe lub mniejsze. Jeśli ktoś ryzykuje życiem bo miłość do pasji jest silniejsza od miłości i odpowiedzialności za małe dzieci to jego sprawa. I nie wszyscy muszą być dla tej postawy wyrozumiali. Większość ludzi żyje właśnie prosto i bezpiecznie. Wielki świat korpo który każe byc taki och i ach z pogardą wypowiada się o innych pracujących i żyjących inaczej. Ja w artykule niestety wyczuwam trochę tej pogardy. Zgadzam się że hejtowanie jest złe. Ale pogarda dla ludzi bez marzeń czy wielkich osiągnięć również.

      1. Tak. W okolicach weekendu zawsze. Ty komentarze widzę rowniez. Ten tekst o szkole świetny. Rozczarowana jestem tylko wrzucaniem odgrzewanych kotletów. Tekst o mężach dupach i zupach wyjątkowo nieżyciowy. Skąd masz tak przykre doświadczenia i obserwacje ? Chyba nie z wielkiego świata lemingów. Przeczytałam prawie wszystkie artykuły na twoim blogu. Więc w najbliższym czasie nie mam się pewnie niczego nowego spodziewać. Żegnam więc na zawsze. Niestety nie jestem z tych co w komentarzach tylko słodzą i miodzą. Było miło baj!!

        1. Szanowna Pani Czytelniczka nie zrozumiala, ze w powyzszym tekscie nikt nic nie ma do ludzi, ktorzy od tak spokojnie sobie zyja. Ma do ludzi, ktorzy nic nie robia i komentuja, jakby robili i sie znali. To raz.
          Dwa: ironiczne teksty Dagmary o dupach i zupach sa super! 😀

          1. Skoro każdy ma prawo do własnej opinii dlaczego tak nieładnie każe się Pani odpierdolić wszystkim którzy ją wyrażają? Czy według Pani ta wypowiedź jest na wyższym poziomie niż te które Panią tak irytują ?? Taka już nasza cecha narodowa że zawsze wszystko wiemy lepiej od innych i Pani niestety też nie jest wyjątkiem… pozdrawiam

    1. Nie wyczaiłam nigdzie w tekście pogardy dla ludzi bez wielkich marzeń czy osiągnięć. Wyczytałam zaś pogardę dla wyżej wspomnianych, którzy komentują negatywnie i/lub wręcz hejtują decyzje tego ekstremalnego sportu, niesienia ratunku tudzież samego wręcz alpinizmu nie mając pojęcia o pasji samej w sobie. To chyba zdecydowana różnica.

    2. Autorka prosi tylko o szacunek dla zmarłego. O nic więcej. Jeśli ktoś nie umie tego wyczytać… No cóż. Próżne kolejne teksty. Do niektórych się niczym nie dotrze.

    3. Nie ma ludzi bez marzeń. Czasami te marzenia są tak malutkie, że Inni nie rozumieją, że można o czymś takim marzyć.

    4. Każdy ma prawo mieć własne życie ale NIKT NIE MA PRAWA oceniać innych i wystawiać im osądów. Żyjesz bez marzeń i pasji – Twoja sprawa, ale czy inni wypisują na ten temat brednie w necie obrzucając Cię błotem, bo jesteś nudna i bezbarwna? Jeśli gardzę kimś kto jest inny niż ja to mój problem, nie jego. I to jest największy problem!

    5. Mam podobne odczucia. Jako osoba która ma silną potrzebę pogadać w necie, szczerze i otwarcie, bez lukru i być może z krytyką pewnych wyborów, o tym co się na Nanga stało, czuję że w tym tekście jest mi to odbierane. Ze nie mam prawa krytykować. Bo co? Bo sama nie pójdę w Himalaje? No nie pójdę, bo kocham swoje życie a tam dość łatwo je stracić. I chyba nie chodzi o to żeby życie poświęcić dzieciom, jak jest sugerowane, ale żeby brać za nie odpowiedzialność dopóki są malutkie. Biegnąc maraton, robiąc karierę czy oddając się co weekendem swojej pasji, jesteś w stanie to pogodzić.

      1. No właśnie. Między pasją (np bieganiem, pisaniem bloga) a narażaniem życia w ekstremalnych warunkach jest ogromna różnica. Jak w ogóle można to porównywać? Inną sprawą jest, że ktoś zawsze się przyczepi, że matka zamiast spędzać czas z dziećmi biegnie w maratonie.

        Co do pracy w korporacji to naprawdę posiadanie pasji i marzeń nie jest konieczne, żeby wykonywać dobrze swoją pracę 😉

    6. Wręcz na odwrót napisałam, ale wiadomo, kto się czuje urażony, ten jedno zdanie, zupełnie wyrwane z kontekstu rozdmuchuje, a jest napisane przecież „ja”, nie Ty. Ja nie lubię życia spędzanego przed tv. JA NIE LUBIĘ. Ty rób sobie co chcesz. Jest to kilkakrotnie w tekście podkreślone. Czepianie się jednego zdania i rozpisywanie się na jego temat bez kontekstu jest niepoważne. I tak, to ocena. Czytanie ze zrozumieniem jest ważną umiejętnością.

  3. Solą po oczach!!! W połowie tekstu już mrużyłem oczy od tej soli i zastanawiałem się, czy nie jestem kanapowym ekspertem od cudzego życia na moim bycojcem.pl ??? Z drugiej strony Ty też pewnie to pytanie sobie możesz zadać… Solą po oczach!!! Zawsze jest dobry czas na dobre pytanie. Jeszcze raz dzięki.

  4. W punkt. Z perspektywy mojego fotela jedyny komentarz na jaki mogę sobie pozwolić to ten, że ekipa ratunkowa zagrała na nosie chyba wszelkim ograniczeniom ludzkiego organizmu.
    I chciałabym dodać by nie zapominać o Jarosławie Botorze i Piotrze Tomali. Ich udział w całej akcji był równie istotny jak duetu wyznaczonego do odnalezienia Eli.

  5. Wiesz, też drażni mnie krytyka o tym czy dobrze zrobił, że zapłacił najwyższa cenę swych marzeń. Prawdopodobnie już nie żyje, stało się więc go uszanujmy.
    Tak się składa że sama mam swój Naga Parbat, który szturmuję wiele razy i za każdym razem się nie udaje. Choć próba tego wyzwania nie grozi śmiercią. No chyba, że głodową z braku kasy na wyżywienie się. Nie ma dla mnie nic trudniejszego niż… zdobycie pracy, by dzięki niej mieć na życie i święty spokój. Właśnie takiej w korpo. Rekruterzy tacy jak ty, którzy na moje próby zaprezentowania się stwierdzają, że jestem nudna i przeciętna są lawina i burzą snieżną, pogodą co w każdej chwili może się zmuenić. To z takimi muszę się mierzyć, tak jak Tomek z górami. Poza tym… podzielam też jego pasje do gór. Choć nie tak wysokich i niebezpiecznych. Nie wspinam się, ale uwielbiam po prostu trekking. Najwyżej byłam na ponad 3.000 m i już tam odczuwam mega zmęczenie i objawy choroby wysokiściowej i próbe walki z sam sobą. Zdobyć szczyt jakiejś góry, przebiegnięcie maratonu, wykonanie jakiegoś zadania uważam za dużo łatwiejsze niż przebicie się przez mur HR. Wiele osób mnie krytykuje za to, że jeszcze tego nie dokonałam, bo oni są tacy eksperci, myśla że to takie proste. Nie ci co siedzą na kanapie i nic nie robia tylko tacy, którym to się udało a teraz patrzą na innych z góry i myśla, że skoro ja mogłem to powinno to być proste. Tak samo jak jedna alpinistka, która zdobyła Naga Parbat skrytykowała ekipę ratunkową, za to że nie dała rady iść po Tomka.

    1. Ale mnie wrzuciłaś do wora rekruterów! Może robisz coś nie tak (złe cv, aplikowanie na nieodpowiednie pozycje, źle dobrany strój, zbytnia skromność, desperacja, wygórowane oczekiwania, nieadekwatne doświadczenie lub jego brak, kiedy jest wymagany), skoro, z tego, co napisałaś, nie możesz już jakiś czas dostać pracy. Sytuacja jest w miarę prosta – ktoś szuka pracownika, Ty szukasz pracy. Rekruterzy to nie złośliwe małpy, czasami naprawdę błędy kandydatów są ewidentne. I uwierz mi, szukanie pracownika jest stresującym i czasochłonnym zajęciem, podobnie jak szukanie pracy. Powodzenia!

      1. Do każdej rekrutacji przygotowuję się tak jak himalaista do wyprawy. Przed zgłoszeniem na dana ofertę prosze znajome osoby majace w tym doświadczenie w liscie motywacyjnym czy o czym mówić na rozmowie. Po każdej porażce staram się analizować błędy. Wymagań nie mam wygórowanych. Zależy mi po prostu na pracy. Jeśli coś było na nie to raczej brak doświadczenia. Nie mam go ponieważ nie zdobyłam pracy by je mieć, do której mnie nie przyjęli za brak doświadczenia. Błedne koło. Ale brak ten staram się nadrobić doświadczeniem z dziedzin pozazawodowych czy kompetencjami. Ale to zwykle za mało. Przy 2.000 kandydatów na jedno miejsce wymagania są wygorowane jak Mont Everest. Znalezienie pracy to głównie kwestia szcześliwego zbiegu okoliczności, bo w danym momencie musi się wydarzyć, że ktoś szuka pracownika takiego jak ty.
        Może to zabrzmiało jak jeden wór ale sito rekrutacji do przejścia właśnie takim wyzwaniem jest.

        1. Musisz więc szukać pracy w której nie jest wymagane doświadczenie i zdobyć go na najniższym szczeblu. Niestety to nie jest jakaś złośliwość kierownictwa, tylko wymagania klientów. Czasami na trening nie ma po prostu czasu.

  6. A ja cenię również tych prostych, nudnych ludzi, którzy może nie mają takich „wybitnych” pasji, ale po prostu żyją dobrze i uczciwie, często niestety od pierwszego do pierwszego, tylko po to by utrzymać swoją rodzinę. A powiedzenie takiej osobie, ” ej, co Ty w życiu osiągnąłeś? Nie ganiałeś się z wielorybami?” w moim odczuciu jest krzywdzące również.

    1. Ale właśnie dla tych ludzi największym osiągnięciem może być spokojne życie. Nie każdy ma pasję. Wcale nie musi. Marzenia raczej każdy ma, nawet takie przyziemne, o utrzymaniu pracy. W sumie o tym też był tekst.

      1. Często ludzie nie mają poprostu warunków do realizowania swoich pasji, nie zawsze siedzenie przed tv z pilotem w ręku jest ich pasją, a czasem poprostu koniecznością czy jedynym „hobby” na które mogą sobie pozwolić 😉

        1. Siedzenie przez tv z pilotem w ręku to WYBÓR. Chcesz warunków to je stwórz w miejsce stwarzanych wymówek.

        2. Tomek nie miał kasy na wspinaczkę, więc zbierał, kombinował i w końcu mu się to udawało. Hobby to może być przecież czytanie książek albo długie spacery, nie każdy musi robić rzeczy ekstremalne.

        3. Ciekawe. Ja nie mam telewizora, bo nigdy jakoś nie miałam wolnego tysiąca na ekran ani wolnej stówy na miesięczny abonament.
          Za to jakoś mam wolne środki na niesienie ludziom pomocy za darmo w ramach wolontariatu, na książki edukacyjne, na opłacanie domeny i hostingu pod mojego bloga i parę innych hobby, które mnie kręcą, a nie są zbyt kosztowne.
          Chciałabym mieć wolne środki na wyjazdy w różne miejsca, na poznawanie świata, ale na to mnie na razie nie stać.

          Można wybrać, jak się wyda 1000 zł wolnej gotówki jednorazowo i jak będzie się wydawało 100 zł miesięcznie. Można wybrać, jak będzie się spędzało czas po pracy. Telewizor to nie jest jedyna opcja. Abstrahując od wyboru kanałów i programów, które jakoś człowieka rozwijają, często to po prostu popłynięcie z prądem. Konieczność? Nikt człowieka nie przykuwa do ekranu.

        4. Ja bym powiedziała, ze wręcz nie sa w stanie odkryc, ze cos mogłoby ich pasjonowac. Wielu ludzi nigdy w wyzszych górach niz Bieszczady nie było. Ja raz sie tylko wspinałam na sztucznej scianie, ale wierze ludziom ze to wciaga. Ale trzeba byc wrażliwa osoba i dostrzegac piekno, zeby ujrzec piekno gór w pełnej krasie. Zupełnie nie dziwie sie himalaistom ze to lubia, bo to połączenie wszystkiego: sportu, wysiłku – ale nie typu bieganie po zadymionym miescie, tylko w najpiekniejszej mozliwej okolicy, mozliwosc wejscia tam gdzie człowiek nigdy nie stanął albo staneło dosłownie kilka osób. Niesamowita przygoda i poznawanie masy ciekwaych ludzi.

  7. Tekst niestety częściowo tylko przejrzałem z braku czasu. Jednak zgadzam się ze wszystkim. Kto nie potrafi wczuć się w drugą osobę, nie powinien się głupio udzielać.
    Ja rozumiem potrzebę poczucia adrenaliny. A alpiniści są gotowi na wszystko.

  8. Całe wydarzenie wzbudza wiele emocji , ja tez nie pojmuję … choć mam swoje pasje i hobby ,z wycieczki rowerowej też można nie wrócić ,bo nie wykupuję pełnego pakietu ubezpieczeń :/ Kocham wędrówki górskie,choć mi wystarczają dwutysięczniki ,ale to przecież tez może byc potencjalnie niebezpieczne .Musiałabym przestać wychodzić z domu , a i w nim tragedia wydarzyć sie może… echhh ,nie oceniajmy ! Niech każdy żyje tak jak lubi . To jakby oceniać po co ratować pijakowi wątrobę skoro pił ,bo sam chciał.Palaczowi .który zachorował na płuca ? Albo po co ratować kierowce auta ,który uległ wypadkowi , bo przecież wsiadł do niego z własnej woli ? To jest ryzyko naszych codziennych wyborów .

  9. Jakie by się nie miało pasje, to po ustatkowaniu się i w trakcie wychowywania trójki małych dzieci, trzeba by zmienić priorytety. Zamiast Himalajów może raczej Bieszczady, razem z dziećmi? Stawianie pasji na pierwszym miejscu przed rodziną, swoim zdrowiem nie jest ok. Tomek nie osierocił dzieci teraz, zrobił to dużo wcześniej, nie rezygnując z własnych pasji i ambicji… Jeszcze rozumiem żony himalaistów, może nawet im się to podoba, ale dzieci nie prosiły się na ten świat i nie znam takich dzieci himalaistów, które się cieszą, gdy tata znowu wyjeżdża na pół roku.

    1. Popieram w 100%. Skoro ludzie decyduja sie na rodziny to powinni byc za nie odpowiedzialni.

      1. Powinni też: nie nadużywać alkoholu, nie palić papierosów, jeździć zgodnie z przepisami, płacić na czas podatki, nie żyć ponad stan, nie jeść syfu, ćwiczyć przynajmniej 4 razy w tygodniu, spać 8h dziennie, mieć przynajmniej 2 dzieci, przed trzydziestką, nie mieć kredytów, mieć pasjonujące ale spokojne hobby, rozwijającą pracę, odkładać na emeryturę i zwiedzać świat! Ogarniasz choćby 1 z tych punktów?

        1. Trochę tu pojechałaś 😉 Są zachowania, które generują więcej zagrożeń niż inne. Oczywiscie przysłowiowa cegła moze spaść nawet w domu i nieszczęścia chodzą po ludziach kolokwialnie rzecz ujmując, ale jednak zdobywanie ośmiotysięczników w zimie czy uczestnictwo w Formule 1 jest statystycznie bardziej obciążone ryzykiem niż posiadanie kredytu 😉 Nie chodzi mi o całkowitą rezygnacje z życia, hobby, adrenaliny, ale o liczenie się z innymi, najczęściej bliskimi nam osobami. A z Twojej listy ogarniam parę punktów 😉

          1. Nie mam już siły tłumaczyć tego tekstu. Wszyscy się liczmy ze wszystkimi. A do historii niech przechodzą Ci, którzy robią to w sposób nie budzący żadnych kontrowersji.

          2. Mój komentarz nie dotyczył Twojego tekstu, z którym w pewnych punktach się zgadzam, ale Twojego komentarza do komentarza 😉

          3. Tak, wiem czego Twój komentarz dotyczył. Niestety nadal jest to Twoja wizja świata. To o tym liczeniu się z bliskimi osobami. Widać, że żona Tomka nie uważała, że on się z nimi nie liczył, co teraz podkreśla w każdym bodaj wywiadzie. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, że komuś to może przeszkadzać, skoro nie dotyczy go osobiście. Ty wolisz partnera, który się nie wspina? To sobie takiego wybierz, ale nie mów innym kogo mają kochać, czy według jakich wartości żyć. Uff.

          4. Nie mówię nikomu jak ma żyć, a jedynie wyrażam swoją opinię podobnie jak Ty i wiele innych osób. A wyrażam ją w sposób cywilizowany nikogo nie obrażając i krzywdy nie robiąc, więc myślę, że mam do tego prawo jak każdy inny. Ja z kolei nie rozumiem dlaczego nie akceptujesz faktu, że ktoś może wyrażać zdanie odmienne od Twojego. Uważasz, że życie na krawędzi jest ok to nie ma sprawy dla mnie to nie problem , choć mogę się z tym nie zgadzać. Nie wiedziałam, że komentarze pod postami na blogu mają być po linii. Pozdrawiam

          5. Sorry, ale teraz bełkoczesz w duchu totalnej samorealizacji i wolności jednostki. Trzeba zacząć od wyboru jakiego ten facet dokonał wcześniej, gdy decydował się założyć rodzinę i mieć czworo dzieci, które z dnia na dzień straciły ojca i więcej go nigdy nie zobaczą, bo ten miał ochotę pójść w góry, i tak jak kilka razy wcześniej miał szczęście, tak tym razem już go nie miał, co jest oczywiste gdy się igra z ogniem i zasuwa po Himalajach. Dokonał tego, co chciał, zapłacił za to najwyższą cenę – ale nie on jeden, bo cenę tą będą płacić również ci, którzy byli od niego zależni, najsłabsi, czyli dzieci. Jest to forma egoizmu, i o tym też można nadmienić, obok światłych frazesów. Jak masz tyle mądrego do powiedzenia w duchu samorealizcacji to wytłumacz jego dzieciom, z których najstarsze ma 9 lat, dlaczego nigdy więcej nie zobaczą ojca, który spełnił swoje marzenie. Powodzenia.

        2. Mam nadzieję, że jeśli ktoś umrze bo zapierdzielał samochodem 200 km/h po pijaku i się rozbił, zostawiając trójkę dzieci, też powiesz, taką miał pasję, miał swój Everest 🙂

    2. Myślę, że tylko dzieci himalaistów mają prawo oceniać swoich rodziców i ich pasję, i tylko ta ocena będzie jedyną słuszną.

    3. Proszę- komentarz syna Maćka Berbeki, który zginął w 2013 r. na Broad Peak. Miał czterech synów. Franek, żegnając Ojca, powiedział w imieniu całej rodziny: „Chciałbym podziękować Bogu za góry, które ukształtowały naszego Tatę i towarzyszyły mojej rodzinie od bardzo dawna. I wciąż będą towarzyszyć” i świetny wywiad z żoną Ewą Dyakowską-Berbeka. http://www.wysokieobcasy.pl/…/1,53662,19816749,ewa…

    4. Czy proszą się na świat dzieci w patologicznych rodzinach? Dzieci alkoholików, pedofili, pracoholików, osób z depresją? Czy według Ciebie trzeba 90% społeczeństwa skasować, bo nie żyje według pomysłu na życie Pana Bartłomieja?

  10. Porównywanie alpinizmu do biegania w maratonie jest śmieszne. Masz taką cechę, że zawsze jak o czymś piszesz to siebie stawiasz jako przykład, bo ty biegałaś, bo ty rekrutowałaś, bo ty masz trójkę dzieci, bo ty taka biedna, sama, zapracowana, nie mająca czasu…. a jak przychodzi co do czego to w tekstach wychodzi że nie pracujesz zawodowo, że dzieci w szkole pół dnia, że w domu sprząta ci jakaś kobieta, wieczorami przychodzi niania. Tak wiem…. zaraz napiszesz że ci zazdroszczę…ha ha ha.
    Tylko ciekawego czego.

  11. „No amount of security is worth the suffering of a mediocre life chained to a routine that has killed your dreams”. Tak mi to tutaj pasuje.
    Himalaistów dużo łączy, mają w sobie niepohamowany głód, żeby być tam wysoko, na dole się duszą. Taka osoba nawet „uziemiona” w domu byłaby po prostu nieszczęśliwa, może i nie do zniesienia, odcięta od swojego tlenu. O tym, czy powinna mieć dzieci – nie nam decydować. Przecież pewnie i on i jego żona podjęli decyzję świadomie, znając kontekst. Jeśli kobieta zakochuje się w himalaiście i chce mieć potomstwo to jak, „nie powinna”? Jeśli ktoś miałby o tym decydować, to tylko takie pary. My nie mamy o tym bladego pojęcia nawet, jeśli mamy rodziny, a nawet pasje, choć chyba bardziej niebezpiecznej od wysokich gór nie ma…

  12. A ja rozumiem. Dużo wczoraj o tym wszystkim czytałam,,,całą wolną niedzielę spędziłam z otwartą gębą na czytaniu świetnych wywiadów i felietonów na temat wypraw, ludzi, śmierci, pasji. Oglądałam filmy i wywiady telewizyjne. Nie mam zamiaru powielać że szli po śmierć na swoje życzenie. Szli osiągnąć wyznaczony cel, w dziedzinie na punkcie której zwariowali-w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zawsze przygotowani i świadomi niebezpieczeństwa, ale też odważni i pełni nadziei na pozytywny koniec. Nie udało się. Zamiast się zastanawiać co poszło nie tak-bo przecież co drugi teraz jest ekspertem-pogrzebcie w necie i poczytajcie jaka to jest magia. Pooglądajcie zdjęcia a poczujecie sami to powietrze które czują himalaiści…..wyciągnijmy ciekawą naukę, poznajmy te zainteresowania które często prowadzą tych mega zapaleńców do śmierci. A Tomek niech spoczywa w pokoju,,jego zdjęcia są piękne, pełne uśmiechów, i takiego go zapamiętam 🙂

  13. Super !!!bardzo dobrze napisane !!każdy ma prawo do wyboru stylu życia i nikt nikogo nie krytykuje ! A żona będąc z nim wiedziała jakie ryzyko niesie jego pasja !!!ludzie prawie kazdy sport jest niebezpieczny i niesie zagrożenie śmierci.narty skoki narciarskie i wiele innych .Ludzie jeśli ktoś ma hobby pasję to niech ja realizuje.dla mnie to wielcy ludzie gdyż jestem typem kanapowca i nie wstydzę się tego.Podziwiam ludzi dla których zdobycie szczytów nie tylko rzeczywistych Ale i tych w sobie ma najwyższą wartość .

  14. Emocjonalnie podeszłaś do tematu. I się nie dziwię. Mnie himalaizm również nie po drodze, nie znoszę zimy i nie rozumiem tych pasjonatów zupełnie. Jednakże w ten weekend nie mogłam spać, czytałam wszystko co się dało, odświeżałam jak wariatka do późnej nocy profil Lodovicia i inne relacje z akcji oczekując nowych danych. Od wczoraj nie mogę się skupić na niczym innym, czytam info z poprzednich wypraw itd. Jednego tylko nie mogę znieść. Właśnie tych durnych, nieetycznych i zupełnie nie na miejscu komentarzy. A to, że jakim prawem Eli się uśmiecha, że jest przecież w świetnej kondycji (grożą jej amputacje, ale co tam), a ten Bielecki to tylko dla szpanu i dla zdjęcia pchał się w tę pomoc… I inne takie. Twój tekst mi trochę pomógł to ogarnąć. To po prostu maluczcy, niedowartościowani ludzie. Mam tylko nadzieję, że żona, siostra i najbliżsi Tomka nie czytają wszystkiego.

  15. Skoro każdy ma prawo do własnej opinii dlaczego tak nieładnie każe się Pani odpierdolić wszystkim którzy ją wyrażają? Czy według Pani ta wypowiedź jest na wyższym poziomie niż te które Panią tak irytują ?? Taka już nasza cecha narodowa że zawsze wszystko wiemy lepiej od innych i Pani niestety też nie jest wyjątkiem… pozdrawiam

    1. Podärzajäc za marzeniami czlowiek zapomina o zyciu.To nawet nie egoizm to pospolita glupata a joko ze fascynacja glupotä wzrasta w spoleczenstwie mamy do czynienie z coraz wiekszä liczbä kretynöw.Czlowiek wieloktotnie i coraz czesciej stara Sie tlumaczyc glupote na wiele sposoböw niestety zyjemy w swiecie gdzie prawa natury sä stalä ktora ma swoje granice i konsekwecjä jej naduzywania jest tak zwana kleska.,niestety kleska dotyczy osöb ktöre do konca zycie zmuszäne sä do rozmyslania nah tym czy zrobily wszystko aby tego uniknäc bez jakiej kolwiek szansy na odpowedz .I czy wolno to oceniac bedäc glupilm latwo pogodzic sie z glupotä i jesli dochodzi do publicznej debaty na ten temat to niestety nalezy Sie liczyc z ocenä i tylko glupiec nie potrafi dostrzec röznicy miedzy podorzaniem za pasjä a slepä glupoto skazanä na kleske.

  16. „Znam wiele osób, dla których największym marzeniem jest święty spokój. Ja tego nie rozumiem, bo ja chcę codziennie fajerwerków. Chcę codziennie dobrego dnia. Chcę wszystkiego spróbować. Chcę adrenaliny. Chcę pokonywać swoje słabości. Chcę zdobywać swój Everest.” – zresztą cały tekst nadaje się do zacytowania.

  17. Czytając komentarze widzę, że nawet w taki sposób nie da się wytłumaczyć coponiektórym. Wstyd mi za Polaków.
    Bardzo fajnie ujęte

  18. Bardzo dobrze napisane, lepiej tego ująć nie mogłaś. Zacytowałam Cię nawet na FB, nie tylko ja:) Brawo

  19. Mhm…. nie trzeba rozumieć wystarczy być ludziem i mieć świadomość, że inni są zwyczajnie INNI i to zaakceptować 🙂
    Ja mam swoje cztery kąty, kołderkę i ukochany święty spokój, inni mają swoje ośmiotysięczniki i żyłowanie swojego organizmu do granic możliwości i nikt i nic mi nie udowodni że jedno jest lepsze od drugiego.

  20. Po przeczytaniu komentarza: „Zycie jego zony duzo sie nie zmieni po jego smierci, bo za zycia tez malo bywal w domu” – przestalam czytac dalsze opinie.
    Ludzie powinni czesciej wychodzic z domu…

  21. Wydarzenia pod Nanga Parbat emocjonujące, tekst również. Rozumiem Twoje oburzenie różnego rodzaju niewybrednymi komentarzami, które pojawiają się w sieci, ale nie jestem taka pewna, że to właśnie obraz tego, co o tym wszystkim myśli „przeciętny Kowalski”. Przy okazji prośba o skorygowanie błędu – takich akcji wysokogórskich wcale nie jest wiele, nie znam się aż tak dobrze na himalaizmie, za to znawcy twierdzą, że to była 1sza tego typu akcja. Pozdrawiam, Patrycja

    1. Znawcy czy znawcy kanapowi? Mój osobisty wujek uratował kilka lat temu umierającego Tajwańczyka na Broad Peak. Akcje ratunkowe w górach wysokich są częste. Każda na pewno jest wyjątkowa. W końcu chodzi o życie człowieka, czasami niejednego.

        1. Mnie bardziej chodziło o historię wspinaczki. Na przestrzeni lat takich akcji ratunkowych, udanych lub mniej, było wiele. Ta na pewno będzie przez wiele lat rozpatrywana w kategoriach wyczynu.

          1. Dagmara, mi właśnie też chodzi o historię himalaizmu.. Wypraw ratunkowych w Himalajach czy Karakorum nie ma i nie było nigdy wiele. Helikoptery ma wojsko, z którym trzeba mieć układy, a nic takiego jak TOPR czy GOPR oczywiście nie istnieje. Że już nie wspomnę o kasie, tym razem też trzeba było najpierw zgromadzić niemałe fundusze. Myślę, że chyba obie operujemy innymi definicjami wypraw ratunkowych i wysokich gór, stąd fragment Twojego tekstu wydał mi się niescisły. To tyle w kwestii doprecyzowania z mojej strony

  22. Napisałaś wszystko co od paru dni siedziało w mojej głowie . Podziwiam ludzi ktorzy maja odwage realizować swoje marzenia ….

  23. Dla tych co nie rozumieją Tomka-był heroinistą-uzależniony mózg działa inaczej-jemu tylko Himalaje na ostro dawały taką dawkę „nagrody” jaką miał po heroinie. Ja byłam zachwycona za to akcją Polaków. Udowodnili swoją bezinteresowność i profesjonalizm. Dawno nie byłam tak dumna z naszych (lewy, skoczkowie się chowają). Z kolei wyłączanie internetu…kojarzy mi się z cenzurą, ale w złym tego słowa znaczeniu. Wolność słowa to wolność słowa, każdy może się wypowiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *