Dramat pod Nanga Parbat. Wtyczka wyłączająca Internet znowu nie zadziałała.

Chciałabym czasami, aby była wtyczka, która w wielu domach wyłączyłaby Internet. Coś w rodzaju filtra, który wykrywałby wszelką głupotę, szczególnie w tych najtrudniejszych chwilach, kiedy ważą się losy człowieka. Chciałabym, aby w takim momencie kanapowi specjaliści od wspinaczki górskiej, od wychowywania nieswoich dzieci, od życia pod cudzym dachem, od uczuć drugiego człowieka, mogli się zwyczajnie odpierdolić i nie mieć możliwości podzielenia się ze światem swoją opinią.

Nie kumam. Nie kumam pasji zdobywania ośmiotysięczników. Nie rozumiem, mój wąski światopogląd tego nie ogarnia, choć w bardzo bliskiej rodzinie mam takiego napaleńca. Może więc powinnam lepiej rozumieć tę zabójczą pasję. Ale nie rozumiem. Kiedy przez dwie noce i dwa dni, co kilka minut odświeżałam serwisy informacyjne, szukając nowych wiadomości o akcji ratowniczej pod Nanga Parbat, spod mojej ciepłej pościeli, z fotela z kubeczkiem parującej kawy, z gorącej plaży, a w końcu z klimatyzowanego samochodu, nie mogłam pojąć tego, że ktoś na własne życzenie miesiącami ćwiczy swój organizm, aby przystosować go do nadludzkiego wysiłku, a potem lezie w temperaturę minus sześćdziesiąt stopni, gdzie ledwo łapiąc oddech, śpi w namiocie, który w każdej chwili może roztargać szalejący wiatr. Kiedy myślałam o Eli i Tomku, którzy po ataku szczytowym zeszli do namiotu i podjęli dramatyczną decyzję o rozdzieleniu się, odzywały się we mnie zwykłe, ludzkie uczucia. Uczucia, które powinniśmy mieć do każdego człowieka, bez podziałów i etykietek. Jestem raczej tchórzem i jak w nocy słyszę podejrzany dźwięk w domu, to się boję nosa spod kołderki wystawić i sprawdzić co się tam dzieje. Kiedy myślałam o Eli, która prawdopodobnie zdruzgotana emocjonalnie, z poodmrażanymi rękami i nogami, schodziła w dół jednej z najniebezpieczniejszych gór świata, w nocy, w zimnie, w strachu i bólu, to jest mi zwyczajnie słabo. Uczuć konającego Tomka nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić. 

Nikt nie chce umrzeć, jestem przekonana, że poza samobójcami, nikt nie wybiera śmierci na zawołanie. Każda śmierć jest bezsensowna, pozostawia ból i rozpacz. Tak naprawdę nic więcej na tym świecie nie mamy ponad życie, a i to jest kruche. Każdy jednak ma możliwość decyzji, w jaki sposób to życie przeżyje. Spieranie się o to, jaka śmierć jest bardziej logiczna, jest idiotyczne, a niestety do tego sprowadzają się internetowe dywagacje kilku ostatnich dni. Mam niezmiennie wrażenie, że komentują zwykle osoby, które wybrały przewidywalne życie. Studia, praca, nielubiana, ale przecież stabilna, małżeństwo, niezbyt udane, ale jest, bo tak trzeba, kredyt, własne em, dzieci, wakacje last minute. Żeby się tylko za bardzo nie wychylać, żeby głowy za bardzo nie wystawiać, żeby nie ryzykować. Bo po co. Ludzie, którzy pasji nie ogarniają umysłem.

Przez wiele lat zajmowałam się rekrutacją. Przed moim biurkiem przewinęło się tysiące młodych osób pragnących kariery w korpo. Nuda, nuda, nuda, czasami jakaś perełka, ale głównie bezbrzeżna nuda. Te same, wyświechtane formułki, naciągane cv, na papierze wszyscy zdolni, pracowici, ambitni, z jedyną wadą, którą jest nadmierna dbałość o detale, co podają, bo wyczytali, że to dobrze wygląda. Niezmiennie zadawałam dwa pytania. Jakie jest Twoje największe osiągnięcie lub jakie jest Twoje największe marzenie. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale 80% osób, z którymi przez te lata przyszło mi rozmawiać, nie potrafiła odpowiedzieć. Jedni nie mieli marzeń, a inni osiągnięć. Inaczej. Mieli, bo przecież w wieku dwudziestu kilku, trzydziestu lat, już coś się w życiu osiągnęło, jak choćby zdało się maturę. Na pewno mieli też jakieś marzenia, ale bardzo często trywialność tych marzeń na tyle ich zawstydzała, że woleli się do nich nie przyznawać. Dobra praca, własne mieszkanie. I spokój. Najlepiej święty.

Dlatego nie dziwi mnie jad na forach. Jak ktoś, kto żyje przewidywalnym życiem milionów ludzi na świecie, może zrozumieć kogoś, kto wybiera ryzykowną i niestandardową drogę? Nikt, kto nie ma marzeń, nie zrozumie tego, kto po nie sięga. Ja też weszłam kiedyś na swój Everest. Przebiegłam maraton. Przez 15 ostatnich kilometrów biegłam czując krew w butach, a kiedy na przerwie je ściągnęłam, żeby jakoś ratować stopy, ich widok mnie przeraził. Ostatni kilometr płakałam non stop i na nic zdały się racjonalne argumenty, którymi sama sobie chciałam przemówić do rozsądku. Oczywiście mój maraton nie niósł ryzyka śmierci, wiedziałam, że na mecie powitają mnie dzieci, wtedy jeszcze nieświadome mojego wyczynu. Maraton wymagał ode mnie jednak przygotowania i kiedy przez kilka miesięcy każdą niedzielę spędzałam na bieganiu, nie myślałam o tym w kategoriach odbierania dzieciom możliwości spędzania jej z matką. Chociaż pewnie znaleźliby się tacy, którzy przytoczyliby taki argument.

Moi bliscy muszą zaakceptować to, jakim jestem człowiekiem. Nie tylko wymagać ode mnie wsparcia, ale dając mi je w chwilach dla mnie ważnych. A bieganie jest częścią mnie i nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek zadawał mi pytanie po co Ci to, albo mówił mi, że powinnam w tym czasie malować, lepić i wycinać. Bo tak. Bo tak się komuś podoba. W kategoriach pasji jestem więc w stanie wyobrazić sobie, że można pokochać niebezpieczny sport. Tego się nie da racjonalnie wytłumaczyć ani zrozumieć. 

Wkurza mnie niemiłosiernie gadanie, że odkąd masz dzieci nie możesz tego, czy owego. Wierzę, że mogę. Mogę, bo moje życie też jest jedno. Innego mieć nie będę. Nie jestem w stanie wszystkiego oddać. I żeby Ci, którzy teraz poświęcają 100% swojego życia dzieciom nie żałowali, kiedy owe dzieci im powiedzą „nikt Ci nie kazał, mamo, tato, ja o to poświęcenie nie prosiłem”. Nie wyobrażam sobie, aby rodzicie musieli z chwilą urodzenia dzieci pozbawić się wszelkich marzeń. I nawet niech to będzie egoizm. Rodzenie dzieci to też, w dzisiejszych czasach, egoizm. Brak tolerancji, ataki terrorystyczne, głód, nieuleczalne choroby, kataklizmy, bezrobocie, świat wcale nie jest takim przyjaznym miejscem, prawda? Każdy z nas jest trochę egoistą.

Znam wiele osób, dla których największym marzeniem jest święty spokój. Ja tego nie rozumiem, bo ja chcę codziennie fajerwerków. Chcę codziennie dobrego dnia. Chcę wszystkiego spróbować. Chcę adrenaliny. Chcę pokonywać swoje słabości. Chcę zdobywać swój Everest. I to jak najbardziej jestem w stanie pojąć. Ja mam swój, taki Tomek miał swój, który próbował zdobyć aż siedem razy! W końcu pokonał tą górę, choć zwycięstwem długo nie mógł się cieszyć. Jednym do szczęścia potrzeba 42 kilometrów, innym 8000 metrów nad poziomem morza, jeszcze innym pilota i paczki chipsów. Co mi do tego?

Nie interesuje mnie siedzenie w zaciszu swojego własnego kącika i komentowanie życia innych ludzi, o którym tak naprawdę gówno wiem. Nie pojmuję zamiłowania do gór, ale i nie pojmuję chęci życia od niedzielnego obiadku u teściowej, do niedzielnego obiadku u mamusi. Nie rozumiem, bo ja chcę inaczej, z ogromnym naciskiem na ja. I dobrze mi z tym, ja żyję po swojemu. I Ty też żyj tak, jak lubisz. Jeśli najwyższą wartością jest dla Ciebie rodzina – poświęcaj jej życie. A może praca? Cudownie. Pasja? Życzę jej spełnienia! Dążenie do świętego spokoju? Trzymam kciuki!

Kto dał Ci prawo, aby krytykować czyjeś decyzje? Kto dał Ci prawo, aby rozliczać kogoś z jego marzeń, poglądów i wyborów? Kto dał Ci prawo dywagacji, czyj sposób życia jest lepszy? Czyja śmierć ma więcej sensu? Wstyd mi za ekspertów od Himalajów, akcji ratunkowych, ubezpieczeń, wychowania wieloraczków, życia z niepełnosprawnością, rozwodów, przeprowadzek na drugi koniec świata. Ekspertów od nieswojego życia. Specjalistów od JEDYNIE SŁUSZNEJ DROGI, wynalazców idealnego sposobu na życie.

Możliwe, że ludzie, którzy nigdy nie wyszli poza strefę swojego własnego komfortu, nigdy nie zapragnęli niczego ryzykownego, nie ukochali niczego tak bardzo, aby coś dla tego poświęcić, teraz piszą: mógł nie iść. Czy człowiek opętany górskim szaleństwem powinien zakładać rodzinę? Potencjalnie wielu z nas nie powinno nigdy być rodzicami. Szkoda, że jak i na ten nieszczęsny Internet i na to nie ma egzaminu. Może żyłoby się lepiej. Prawdopodobnie okazałoby się, że nie tylko himalaiści nie zdaliby tego egzaminu celująco.

Początkowo myślałam, że to nie fair, że dwie osoby, które znalazły się w niebezpieczeństwie, pociągają za sobą kolejne, które narażają życie, aby ratować cudze. Ale przecież doskonale wiem, że poszli ich ratować z własnej woli. Na takich wysokościach inna ekipa, zaaklimatyzowana na wysokości, przebywająca w pobliżu, to jedyny ratunek. Podobnych akcji jest w górach wysokich wiele. I raczej nie kwestionuje się ich celowości, a chyli czoła za odwagę. I liczy się na to, że koledzy kiedyś może odwdzięczą się tym samym. 

Mógł nie iść. Ale poszedł. I dopóki był Polakiem, zasługiwał na pomoc. Podobnie, jak każdy inny obywatel naszego kraju, czy to na olinkluziw w Egipcie, czy na saksach w Lądku. Póki jest człowiek, jest nadzieja. Nie rozumiem osób, które próbowały mu tej pomocy odmówić, używając argumentów o chorych dzieciach, które bardziej tych pieniędzy potrzebują. To bardzo brzydka retoryka. Czy powinniśmy w ogóle nic nie robić, bo w obliczu tego, że umierają dzieci, nic nie jest ważne? Każdy człowiek zasługuje na pomoc, nawet ten, dla którego praktycznie nie ma nadziei, czy ten, którego czyn jest dla innych moralnie wątpliwy.

To internetowe pieniactwo i dywagacje są żenujące, a po co poszedł, a czemu się nie ubezpieczył, a dlaczego nie myślał o rodzinie, a czemu ktoś teraz ma mu pomagać? A czemu z moich pieniędzy ratują szaleńca, który na własne życzenie narażał swoje życie? Wariat. Nieodpowiedzialny egoista. Ryzykant. Samobójca. Każdy ma prawo do własnej opinii, ale niektórymi nie warto dzielić się publicznie. Szczególnie w momencie, kiedy umiera człowiek, a na naszych oczach rozgrywa się wielki dramat.

Tomek nie jest w moim odczuciu bohaterem. Wybrał potencjalnie śmiertelne hobby, wiążące się z najwyższym ryzykiem. Poszedł, bo chciał zrealizować swoje największe marzenie. I to mu się udało. Czekam na zdjęcie, które mam nadzieję ma Eli w swoim aparacie. Chcę zobaczyć Tomka na Nanga Parbat, który podobno udało mu się zdobyć. Chcę zobaczyć triumf człowieka nad własną słabością i pokazywanie światu, że o spełnianie marzeń trzeba walczyć. Nawet wtedy, jeśli za ich spełnianie zapłaci się najwyższą cenę. Tomek został w miejscu, które pokochał miłością dla wielu niemożliwą, niewyobrażalną, nielogiczną. Dla mnie wygrał. 

Jeśli ktoś tego nie rozumie, niech chociaż zamilknie. Zginął człowiek. Żył tak, jak umiał najlepiej. Uszanuj to.

*Tekst powstał jako komentarz do wydarzeń, które rozegrały się pod Nanga Parbat w dniach 26-28 stycznia 2018 roku. Tomasz Mackiewicz i jego francuska partnerka Elizabeth Revol, po (prawdopodobnie) udanym ataku szczytowym na Nanga Parbat (8126 m.n.p.m.), utknęli przy próbie zejścia ze szczytu. Francuzka, w lepszym stanie fizycznym, zostawiła Tomka, już wtedy (prawdopodobnie) w stanie agonalnym i podjęła samodzielną próbę zejścia. Została uratowana przez duet Bielecki – Urubko, elitę światowej wspinaczki, którzy nocą, w niezwykle trudnych warunkach atmosferycznych, pokonali w niezwykłym tempie, narażając własne życie, ponad 1200 m w pionie. Pozostała dwójka himalaistów wytypowanych do akcji ratowniczej, Botor i Tomala, pozostała niżej, aby przygotować wsparcie. 

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Photo by kabita Darlami on Unsplash

123 komentarze

  1. Każdy ma prawo żyć po swojemu. Tomek realizował się poprzez swoją pasję, której podporządkował swoje życie. Trzeba to uszanować. Ja przyporządkowałem obecnie swoje życie choremu synowi, a swoje małe pasje realizuję sobie jak on już śpi, a ja mam te powiedzmy 2 godziny dla siebie. Ale życie to sztuka wyboru. Mogłem podjąć inne decyzje, inaczej coś zrobić. Ale nie mnie to oceniać, ani Wam. Mój syn któregoś dnia może to oceni. Tak samo z Tomkiem. Zostawmy go w spokoju, bo jego grób dopiero okrywa śnieg, przyjdzie dzień że jego własne dzieci będą to mogły pewne rzeczy zanalizować, zrozumieć i oceniać. To jest ich prawo – i tylko ich.

  2. Strasznie żal mi Tomasza…ale góry są tak pięknym i niebezpiecznym miejscem…że rozumiem wszystko…gdybym tylko umiała…I miała towarzysza…mój mąż w górach wymięka…też chciałabym chodzić i się wspinać…najpiękniejsze miejsce które ja kocham ??? jest to oto miejsce….Fussen …najpiękniejszy widok…który aż zachęca do wspinania się…rozumiem pasję i miłość do gór….mąż ma swoją Śnieżke…Ale nasze wspólne tutaj odkryte miejsce to właśnie tam… ja kocham ???…. https://uploads.disquscdn.com/images/6a154d7b236c0f2022b34a76d4e2a8297aa141e7d4e068a182bab029cd6a84b6.jpg

  3. Bardzo dobry tekst. Chce się go doczytać do końca.Zmusza do refleksji.Po przemyśleniach, nie zgadzam się jednak, z puentą. Pasja i realizacja własnych marzeń nie może determinować innych, istotnych, płaszczyzn naszego życia.

  4. Cudowne i mądre słowa. Podobne myśli tylko, w większym skrócie, zamieściłam pod jednym z postów o tym jakim nieodpowiedzialnym ( bo jakże może być inaczej ? ) człowiekiem był Tomek, szczególnie wobec swojej rodziny, dla której powinien ( według kogo? i według czyich osądów? ) porzucić swoje marzenia. Uważam podobnie jak Ty, że trzeba mieć marzenia i trzeba je realizować, bo każdego z nas czeka na końcu to samo, tylko czy każdy z nas będzie wówczas spełniony? Ja chcę być w grupie tych co Tomek, którzy nie patrząc na to co trzeba, jak trzeba i jakim kosztem realizują marzenia i spełniają siebie. Chcę w ostatniej swojej chwili usiąść w bujanym fotelu i niczego nie żałować. A czy fotel będzie w ciepłym kącie przytulnego domu czy na ośnieżonym szczycie ukochanej góry – nie innym to oceniać.

  5. Widzę że kogoś boli prawda skoro mój komentarz został usunięty…gratuluję to mówi wszystko

  6. Wspaniały tekst.. wspaniałe słowa !!! Ludzie którzy nigdy nie przekroczyli granica innego świata jakim niewątpliwie są kraje Himalajów maja moim zdaniem zbyt ograniczony pogląd na sytuacje !! Kocham Himalaje jestem tam prawie co roku, może nie wspinam sie na 8000 szczyty co nie wątpliwe byłoby moim sukcesem życiowym … ale będąc tam w otoczeniu majestatycznych gór które są jedyne w swoimi rodzaju ogarnia człowieka inna pasja inne spojrzenia na świat i wtedy powstają życiowe pasje i cele. Jak tylko usłyszałam o chęci i planie zdobycia świętej góry jaka jest Naga Parbat byłam dna ze jestem Polką i moi rodacy chcą dokonać tak niesamowitego osiągnięcia. Tomek jest i będzie wielkim człowiekim które przez wspinaczkę pokonywał swoje słabości, taka jest moja opinia, podziwiam zapał i wiem ze heroizm można interpretować z różnych punktów widzenia. Dla mnie to jest heroizm!! Wszyscy cie którzy są w zaciszu swoich domów powinni zamilknąć albo chociaż w jednej setnej procenta postarać sie spojrzeć na sytuacje z innego punktu widzenia. Jednak uważam ze ludzie bez pasji nigdy nie beda w stanie..

  7. Lepszy ojciec FRIK z pasją, marzeniami, słabościami i miłością …niż nie jeden korporacyjny pracoholik traktujący rodziny jak firmę. Nie w tym rzecz co lepsze..być czy mieć ale w tym żeby każdy mógł powiedzieć „jestem szczęśliwy”. Zmagam się z myślą że faktycznie takie osoby nie powinny mieć dzieci ..ale czy dzieci nie są częścią rodziny która ma taki system życia i bycia? Czy branie dzieci w podróż po Afryce nie jest równie nieodpowiedzialne …a jednak to akceptujemy.

    1. Jako społeczeństwo w ogóle akceptujemy wiele, na przykład patologię, alkoholizm, pracoholizm. Są to zjawiska jednak dużo częstsze, możliwe, że tym łatwiej je zaakceptować, choć przecież też nie służą szeroko pojętej „rodzinie”.

  8. Szanujmy ludzi, szanujmy ich pogląd i wybory! To Co dla niektórych jest ciężkie do pojęcia dla innych jest oczywiste. Tönen wybrał taką drogę i to respektuję choć muszę przyznać, że nie bardzo rozumiem.
    Tomku podejrzewam że to był szczyt Twoich marzeń i ty go zdobyłeś! Brawo!!!

  9. Zgadzam się ze zdaniem autorki tekstu. Założę się 90% ludzi (tzw kanapowców), którzy maja najwiecej do powiedzenia w tej sprawie, nie miała zielonego pojęcia gdzie Nanga Parbat leży . Zapewne poznali ta piękna górę z klikania na zdjęcia Tomka. Tak to on Wam pokazał jak pięknie jest tam gdzie wasza stopa nigdy nie postanie. To on miał pasje której ty czytelniku nie rozumiesz ale chętnie ogladasz i śledzisz ja na internecie. Wiec zasiądzie w swoich wygodnych kanapach i z za ekranów swoich tel czy komputerów uczcie się jaki świat jest piękny, dziki i niebezpieczny !!! Nie krytykujcie ludzi którzy dają czy dali wam ta szanse, to nie fer!!! Chylę czoła za odwagę dla tych ludzi !!!

    1. I jaki dla wielu, jak napisałaś, nieosiągalny. A jednak taki Tomek pokazał, że można było się wspinać po najwyższych szczytach bez wielkiej kasy. Dało się!

  10. Nic dodać , nic ująć….
    Napisze jedynie od siebie,że ta historia pochłonęła mnie całą bez reszty, niczym mol internetowy chłonie każde informacje na ten temat , tak samo podczas akcji, co 5min czytałam na żywo , na jakim etapie znajduje sie ekipa ratunkowa ,mimo tego iż Tomek i Elizabeth to kompletnie opcy mi ludzi , wcześniej nieznani, jednak tak bardzo teraz , przeze mnie lubiani…
    Co do tych osób,bez wyobraźni, które mają pretensje do ekipy ratunkowej, że nie poszli po Tomka – wszędzie dobrze gdzie nas nie ma , łatwo wydawać rozkazy i oceniać.
    Jeśli najbliższy rodzina, żona , potrafi taką a nie inną decyzję przyjąć z pokorą, to tym bardziej co nam ,obcym do tego!!!
    Czas żałoby trzeba spędzić w ciszy a nie na krzykach w internecie….

  11. W 100 % się z Tobą zgadzam, ale…..
    Jeżeli każdy może dokonywać swoich wyborów to dlaczego krytykujesz innych za ich poglądy które wynikają z tych właśnie wyborów ? Dlatego że o tym napisali ?
    Zrobiłaś to samo – jesteś taka sama…
    Rozumiesz ? 🙂

  12. Witam. Myślę, że bez ludzi z szalonymi pasjami dalej byśmy mieszkali w jaskiniach. I dzięki takim ludziom inni ludzie mogą żyć w swoich światach-tych szalonych, i tych nudnych. Pozdrawiam

  13. „Nie interesuje mnie siedzenie w zaciszu swojego własnego kącika i komentowanie życia innych ludzi, o którym tak naprawdę gówno wiem.”… To czemu wiekszosc tekstu jest opisywaniem (i krytyka) nudnego zycia innych ludzi? Skad wiesz, ze wiekszosc taka jest? Znasz wiekszosc ludzi w Polsce osobiscie? Spedzasz z nimi czas obserwujac, jak siedza przed TV, czy tylko zakladasz, ze tak jest? W tej kwestii powyzszy wpis niewiele rozni sie od komentarzy krytykujacych zycie i wybory Tomka.

  14. Bardzo mądry artykuł. Lekko go się czyta i wiele osób napędzającech lawinę wrogości i zła mogłoby się wiele z niego nauczyć.

  15. Genialny tekst – brawo, jeden z lepszych jaki czytałem w ostatnim czasie odnoszący się do wydarzeń na Nanga Parbat. Bardzo dobry, bardzo przemyślany, niesłychanie trafiony. Szacun!

  16. Dag, kocham Cię za ten post.
    (i nie tylko)
    Nie byłam w stanie przebrnąć przez wypowiedzi na forach. Już pal sześć teksty 'nie rozumiem himalaistów’, ale ilość prawdziwego hejtu, a nawet nieparlamentarnych słow przekroczyła moje możliwości odbioru. Pomyje spadły na Tomka,na Elisabeth, na himalaistów, rykoszetem oberwali jeszcze ratownicy. Bańka ze skondensowaną nienawiścią rozbiła się, ochlapując wszystkich- tylko dlatego, bo ktoś śmiał żyć inaczej niż JA to sobie wyobrażam. Oczywiście przesadzam, było też mnóstwo postów ze współczuciem, zrozumieniem, empatią, ale hejt przebił wszystko. Zapytam jak jedna z dziennikarek – co się z nami porobiło?
    Sama mam pasję i może dlatego jest mi łatwiej zrozumieć Tomka.
    Nie oceniajmy, nie krytykujmy, niech każdy z nas żyje po swojemu. Nie ma lepszej i gorszej drogi, nawet jeśli popełniamy błędy.
    Pozdrawiam.

  17. Przede wszystkim wielki szacunek dla ludzi z pasją. Artykul przeczytałam jednym tchem, po prostu samo sedno. A Tomkowi zazdroszczę tego uczucia, które musialo mu towarzyszyc jak zdobył wreszcie ten upragniony szczyt. Szkoda tylko, że musiał za to zapłacić najwyższą cene -zycie. Takich ludzi należy podziwiać a nie krytykować. Jak nie macie pomysłu na siebie, to czerpcie inspiracje właśnie z takich postaci.

  18. To poprostu najlepszy artykul ktora kiedykolwiek czytalam! Chyle czola czlowiekowi ktora to napisal, czlowieku wiesz co pisac aby dotrzec do kazdej duszy. Pozdro xxx

  19. Ten wypadek, ta masa komentarzy, które pojawiły się tuż po nim, to wszystko rozbudziło w mej głowie szereg myśli. Myśli rozmaitych. Z początku mocno krytycznych (choć nie dałabym im upustu w chwili, gdy umiera człowiek, gdy jego bliscy cierpią), później bardziej pokornych, pełnych zrozumienia. Po co tam szedł? A po co żeglarze żeglują, po co rajdowcy siadają za kółkiem, po co podróżnicy podróżują, a tenisiści grają w tenisa? Bo lubią to co robią, bo to ich pasja. Bardziej ryzykowna niż inna? Może, ale zginąć można wszędzie. Czemu nie realizując swoje życiowe marzenie? Czy taka śmierć jest gorsza od innych? Zostawił dzieci. Ja też często podróżuję. Czy jeśli kiedyś nie wrócę znaczyć to będzie, że byłam złą matką? Na pewno nie będę chciała umrzeć, tak jak i Tomasz z pewnością nie chciał. Gdyby chciał, gdyby był takim ryzykantem, czemu już przy pierwszym wejściu nie postawił wszystkiego na jedną kartę? Czemu wycofał się ze zdobycia szczytu przed dwoma laty, pozwalając by w historii zapisał się ktoś inny? By ktoś przed nim zdobył ten szczyt zimą? No dobrze, dodacie, ale jak to – wspinał się w górę, dalej i dalej, choć czuł, że nie jest dobrze, że pieką go dłonie, że palce odmawiają posłuszeństwa, że są tak odmrożone, że być może nie uda się ich już uratować? Tak, ta myśl przerażała i mnie najbardziej. Szaleniec, pomyślałam nawet przez moment, ale później przypomniałam sobie, że ja w tym roku też spełniłam jedno ze swych odwiecznych marzeń. Chociaż jestem ciepłolubna wyruszyłam do Norwegii na poszukiwanie zorzy. Pomimo niskich temperatur oraz wilgoci i silnego wiatru, które sprawiały, że zimno było dużo, dużo bardziej odczuwalne, sterczałam na mrozie z aparatem w ręku, zarywając noce, ryzykując zdrowie. I kiedy wreszcie zorza się pojawiła, nie straszne mi było zimno. Zdjęłam rękawiczki. Nie czułam nic. Myślałam tylko o zdjęciach. Co i jak przestawić, jakie ujęcie zrobić. Nie było cieplej, ale ja nie myślałam o mrozie. Dopiero po powrocie do domu odkryłam, że skóra na dłoniach zaczęła pękać, że mam pierwsze objawy odmrożenia.Tomasz też miał swoją pasję, która nim kierowała. Może nie czuł zimna, wszak był w ciągłym ruchu, może przy tej ilości tlenu nie myślał racjonalnie, może był przekonany, że jego organizm może więcej, a ten nagle się załamał, może dopadła go gorączka i nie myślał racjonalnie. W mojej głowie pojawiło się tyle tych „może”, że postanowiłam człowieka nie oceniać. Kimże bowiem jestem? Mam swoje życie. Staram się je wypełnić po swojemu, tym co kocham. Jeśli ktoś kocha seriale – niech je ogląda, jeśli komuś radość sprawiają podróże – niech podróżuje, jeśli ktoś lubi się wspinać, niech się wspina. Dopóki nasze hobby nie robi komuś krzywdy, czemu nie? Już słyszę: „Ale przez swój wypadek, ryzykował życie innych ludzi, ekipy ratowniczej”. Gdyby nie chcieli, to by nie poszli. Gdyby nie byli gotowi, nie podjęliby ryzyka. Ci ludzie, tak jak on, zajmują się wspinaczką. Wiedzą czym ona jest i z całą pewnością nie podjęliby akcji ratunkowej, gdyby z dużym prawdopodobieństwem zagrażała ich życiu. A helikopter? Za nasze pieniądze! Karetki też jeżdżą za nasze i nie pytają, czy przekroczyłeś prędkość i czy jechałeś pod wpływem alkoholu – ratują każdego, kto potrzebuje pomocy. Nawet jeśli ten ktoś jest sam sobie winien. A ubezpieczenie? Ubezpieczenie nie ratuje życia. Wypłacane jest po wypadku. Ubezpieczyciel nie przyśle Ci helikoptera, co najwyżej wypłaci odszkodowanie Twojej rodzinie, ale wtedy będzie już za późno. Cieszę się więc, że ten helikopter za poręczeniem naszego kraju (tak, poręczeniem, a nie zapłatą!), ruszył z pomocą. Bo życie człowieka jest tym, o co warto walczyć! I nie, nie stawiałabym Tomaszowi pomników. Nie był kimś wielkim, wyjątkowym. Był pasjonatem, jakich wielu. Dziś jednak daleka już jestem od krytyki. Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień.

  20. O tak! Pani Dagmaro dziękuję za ten szczery wpis! Napisała Pani wszystko o czym sama myślałam przez te kilka dni od tej tragedi.
    Dla mnie Tomek jest bohaterem swoich marzeń. A ludzie nigdy nie zrozumieją jego pasji, bo sami swoich nie mają. Ten cały wylany jad w internecie, te krytyki i ten ludzli egoizm strasznie mnie przeraża. No cóż, dobrze, że są ludzie tacy jak Pani, którzy mają marzenia i nie boją się ich realizować i którzy najzwyczajniej w świecie myślą także o swoim szczęściu, a nie tylko innych.

  21. Dlaczego krytykujesz tych „zwykłych”, których rekrutowalas, pracując w takim samym korpo w jakim oni chcieli? Serio uważasz, że rozmowa kwalifikacyjna do korpo to super moment by dzielić z rekruterem swoim najwiekszym marzeniem i osiagnieciem? Nie kumam hejtu i braku wrażliwości i nie kumam po co ironizujesz czyjaś chęć życia w świętym spokoju.

      1. Kumam. Nie tylko Ciebie poruszyła ta wyprawa i późniejszy hejt. Nie chcę Cię urazić. Tak to napisałaś i nie tylko ja tak to zrozumiałam. Nie wszystkie kometarze Twoich postów muszą brzmieć: cudowne słowa. Nie ma co oceniać innych tak jak Ty to zrobiłaś w swojej wypowiedzi. Nie będę nic tu czytać ani komentować skoro taka jest Twoja odpowiedź. Spoko. Ty chyba nie kumasz.

  22. Ja od początku nie miałem żadnych wątpliwości, myślałem dokładnie tak samo jak tutaj jest napisane, ale takie tematy powodują, że z ludzi wychodzą demony, których w codziennych rozmowach nie widać, wtedy dopiero zauważamy jakie pokłady nietolerancji maja w sobie na pozór fajni ludzie, z którymi przyjemnie się gadało przez jakiś czas

    1. Dla mnie to jest chyba najgorsze, wydaje Ci się, że kogoś znasz, a potem wyłazi z niego takie coś, co powoduje, że czujesz, że Ciebie też podobnie ocenia, wcale nie jest taką miłą osobą, na jaką się kieruje, o skrajnych dość poglądach.

  23. Gratuluję za mądrą wypowiedź. Świetnie rozumiem te osoby, które pragną zrealizować swoje marzenia, nawet kosztem swojego życia. Też mam marzenia powoli je spełniam,!!!! jak na razie prowadzę dom tymczasowy dla zwierząt, ile mam sił w rękach i nogach to, będę pomagać zwierzakom, w szczególności psiakom i kociakom, które szukają domków stałych i tymczasowych,które są po przejściach. Zawsze jakiegoś psiaka wezmę do siebie, socjalizuję karmię, przytulam, buziaki daję, bardzo dbam o tego zwierzaczka, chociaż czasem nie mam siły, ale się nie poddaję, bo wiem, że bez mojej pomocy, ten psiak nie poradzi sobie. Niestety u mnie w rodzinie nikt mnie nie wspiera, każdy się dziwi i patrzy się na mnie, jakby chciał powiedzieć czy ty jesteś normalna?, dlaczego ja to robię, czasami mi awanturę robią o moją pasję, że powinnam wszystko przełożyć na dziecko i tylko nim się zajmować że mam pracować i w domu siedzieć.Nawet najbliżsi w rodzinie nawet mój narzeczony, dziwi się i mi czasami utrudnia w realizowaniu pasji, bo przecież psiak nasiusiał w domu i on musi posprzątać, zamiast pomagać i wspierać mnie w tym, co robię, co lubię robić. Najbliżsi w rodzinie czasami mówią, że bardziej kocham psy niż własne dziecko, ja to spostrzegam inaczej, bo widzą, że często przytulam pieska, że buziaki daję, że częściej się zajmuję tym psiakiem niż dzieckiem i że podobno chora jestem psychicznie na tle psiaków i to, że pomagam tym psiakom. Jeśli komuś chce się podzielić, tym co robię to, od razu jest pytanie, czy innego zajęcia nie mam?, albo? Ile z tego zarobisz? Co ty z tego masz?. Niestety nikt nie zrozumie mojej pasji. Wybrali sobie życie, siedząc na kanapie z pilotem w ręku, codziennym chodzeniem do pracy,np:no bo po mieć kogoś pod sobą jak można mieć nad sobą? w wakacje jadąc nad morze na parę dni, po powrocie z urlopu wracają, do życia, do swojego błędnego koła, z tego, co zauważyłam, to nie mają pasji takich prawdziwych, w których się nawet dopłaca, tak jak w przypadku moim, czy innych ludzi, gdzie trzeba władować w swoją pasję kupę pieniędzy. Oni wolą takie życie, w którym jest cały czas błędne koło wygodne bez perspektyw na Zycie i bycie zależnym od drugiej osoby. Dlaczego, komentując, krytykują?dlaczego nie wspierają?dlaczego krytykują nas za to, że mamy taką pasję? Ja jestem w rodzinie krytykowana i brana za osobę mało ważną, prawie za zero, bo c o? Bo nie skończyłam studia?, bo nie mam bogatego męża?bo nie jestem wysoko ustawiona?bo nie kupiłam domu?bo nie mam własnego mieszkania?bo nie robię, tego, jak oni chcą i chcieliby, żebym robiła? Bo robię zupełnie co innego, niż to, co oni robią w życiu? W rodzinie widzę, jak patrzą na mnie, że ze mną coś nie tak, No właśnie to coś nie tak to właśnie PASJA!!!, Najwidoczniej nie odróżniają, dobra od zła i tego, co robię, dlatego mnie tak traktują. Najbliżsi w rodzinie nie mają Pasji życiowej, bo jakby mieli, to by mnie zrozumieli, po co to wszystko robię. Nigdy nie zrozumieją, że ja chcę żyć po swojemu, mieć swoją pasję, marzenia i dążyć do ich realizowania. Nie zrozumieją tego, że jak się ma pasję, to chce się ją za wszelką cenę spełnić. Jak się ma pasję życiową głęboko w psychice, to można naprawdę nie źle sfiksować na jej punkcie, właśnie tak jak Tomasz Mackiewicz czy inne osoby, kochające ponad wszystko swoje pasję, jedne więcej ryzykowne, a drugie mniej.Bardzo mi przykro jak patrzę, na komentarze pod postami Tomasza Mackiewicza że po co poszedł? itd. Znajdźcie w sobie jaką kol wiek pasję, to co kochacie robić, a zobaczycie że w końcu zrozumiecie jego i innych ludzi w bardziej niebezpiecznych pasjach życiowych.Ja nie oceniam nikogo i nigdy nie będę.

  24. Dobrze napisane! Moim marzeniem kiedyś też było zobaczyć Mount Everest. Potem małżeństwo, praca i dzieci zweryfikowały te marzenia. Gdzieś po drodze znalazłem triathlon i karate i jakoś to idzie. Po ostatnich wydarzeniach na Nanga Parbat moje pierwotne marzenia jednak wróciły. Wyjąłem wszystkie książki o górach, które mam. Siedzę i patrzę jak tu by chociaż na Mont Blanc pojechać. I zrobię wszystko żeby tam pojechać! I doskonale rozumiem himalaistów czy innych ludzi z pasją. Trzeba mieć w życiu jakiś cel! Moja żona ma np. sprzątanie domu…

    1. Ja też chcę wejść na Mont Blanc. I wejdę. No przecież. Powodzenia. A przed 40 koniecznie triathlon, mam jeszcze prawie dwa lata, myślisz, że dam radę? Martwi mnie tylko rower.

      1. Ja triathlon na dystansie Ironman (3,8pływania, 180 rower i 42,2 biegania)mam już za sobą. Trzeba się do tego przyłożyć ale z pewnością dasz radę.

  25. Gdy powołujemy do życia dzieci to największą pasją człowieka powinna być odpowiedzialność za ich codzienność i za ich przyszłość. Największą pasją rodzica powinno być kształtowanie uczuć, emocji i postanowień dziecka, które przecież szybko stają się wspomnieniami, czasem brzemiennymi w skutki w dorosłym już życiu.
    Alpinista realizuje swoje pasje… i nie wraca bo umarł w górach które ukochał… Czy on ma prawo narażać swoje dzieci na traumę tego wspomnienia ? Czy on ma prawo obarczać innych ludzi swoimi obowiązkami OJCA bo samolubnie oddaje się realizacji swojej pasji ?! Znaj proporcje mocium panie… realizacje śmiercionośnych pasji przez ludzi posiadających rodzinę to nic innego jak EGOIZM, tylko dziś nazwany elegancko asertwnością.

  26. Super tekst i też chciałem napisać post,kiedy ogarnęło mnie wkurwienie,czytając te żenujące komentarze kanapowych trolli. Udostępnie go u siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *