Czego nie kupować żonie.

Nadeszła pora gorączkowych poszukiwań prezentowych. I o ile matki prezenty dla całej rodziny, znajomych, sąsiadki, dla żony szefa męża i nauczycielek ze szkoły dzieciaków, mają już od października obczajone, a od listopada własnoręcznie popakowane i skitrane po domu, tak mąż będzie zwykle prezentów dla matki swoich dzieci szukał w ostatnim tygodniu. I nie mówicie, że nie, nie, wcale nie, bo co roku jest to samo. Podpowiadam zatem czego nie kupować żonie (i matce).
Oczywiście wiem, o czym marzą matki, pisałam o tym tu https://www.calareszta.pl/10-absolutnie-niezbednych-gadzetow-dla-matki/ i tu https://www.calareszta.pl/praktyczne-prezenty-dla-matki/  ale zakładam, że te listy zostały już wyczerpane i gdyby zabrakło pomysłów, lista poniżej to 10 pozycji, których w żadnym wypadku nie wolno, chyba, że ona wyraziła inne życzenie.

Sprzęt sprzątający.

Na pierwszym miejscu listy czego nie kupować żonie są ścieki, myjki, mopy, odkurzacze, miski, fartuchy. Taaa. Cudownie. Nie ma to jak pod choinką dowiedzieć się dobitnie, gdzie jest Twoje miejsce w tej rodzinie i jakie jest Twoje nadrzędne zadanie. Do mopa marsz!

Książki.

Ale nie wszystkie, o nie. Książka to znakomity prezent. ALE! No właśnie są wyjątki. Książki kucharskie. Oprócz tych, które kochają pichcić, książka kucharska wysyła jasny komunikat – w kuchni słabo Ci idzie, lub (jeszcze gorzej) – moja mamusia lepiej gotuje! Nie zdziw się więc mężu, jeśli od 1 stycznia na liście Twoich nowych obowiązków znajdzie się gotowanie tudzież dostaniesz motywacyjnego kopa w podróż bez powrotu (do mamusi). Książki motywacyjne i poradniki też się tutaj zaliczają. Jak schudnąć w 10 dni, Jak pokochać teściową, Jak być boginią seksu. Czaisz o co biega, prawda? Roczna prenumerata „Pani domu” też na nie. 

Sprzęt AGD.

Nie znam kobiety, która ucieszyłaby się z nowego miksera, patelni lub łazienkowej wagi od ukochanego. No chyba, że mówimy tutaj o wypasionym odkurzaczu, który sam odkurza, lub o garnku, który sam gotuje. W innym wypadku ratuj się kto może!

Kosmetyki na wszelkie defekty.

Wory pod oczami, cellulit, rozstępy, sucha skóra, dezodorant, sól do moczenia stóp, mydło, preparaty do golenia. Nie. Proszę, nie. No chyba, że mamy na celu ukochanej sprezentować coś, co będzie mogła potem dać naszej mamusi (czytaj: nielubianej teściowej). Poza tym nie oszukujmy się – nie ma kremów, które ukryją zmęczenie ostatnich kilku lat i 365 nieprzespanych nocy!

Sprzęt sportowy.

Jeśli matka, o której mowa, nie jest zapaloną siłownioholiczką, członkinią #chodagangu, czy inną pływaczką, wszelkie karnety na siłkę, buty sportowe, drogie narty, łyżwy, czy zapisy na obozy przetrwania sugerują, że czas ruszyć wielkie dupsko, co może nie być zbyt mile widzianą świąteczną sugestią. Bo jak wtedy z przyjemnością pożreć kolejny kawałek serniczka?

Skarpetki.

Tego nawet nie ma po co tłumaczyć. W tym samym zestawieniu cieliste rajstopy, szlafrok, apaszka, szalik, kapcie i ocieplane gacie. Tak zwane do bólu praktyczne prezenty, które trzeba mieć. Jest jednak daleka droga od barchanowych gaci do koronkowych stringów.

Coś do domu.

Świecznik, ramka, zegar, wazon. Nuda, nuda, bezosobowa nuda. Pod tą samą kategorię podpadają prezenty, które małżonek kupuje z myślą o sobie, na przykład komplet nowych opon samochodowych, wosk do kokpitu, czy zestaw wędek dla dwojga. Yyy, nie.

Prezent z apteki.

Plastry do rzucania palenia, magiczne tablety na odchudzanie, eliksir na przypływ energii, tonik na serce, żel na stawy. Zdrowie matki wiadomo – najważniejsze. Są jednak lepsze sposoby na jego podratowanie na przykład samotny weekend nad morzem (!!) niż plasteki i tabsy.

Prezent nietrafiony.

Alkohol dla abstynentki. Kawa dla miłośniczki herbaty. Kolorowe kosmetyki dla matki, która nie lubi makijażu. Szpilki dla kochającej trampki. Piżama dla śpiącej w koszulach nocnych. Kolczyki dla niemającej dziurek. Maszyna do szycia dla tej, która nie umie szyć. Czy Ty chłopie w ogóle znasz swoją kobitę?

Na kredyt.

Która żona pokocha drogi prezent, wiedząc, że będzie go musiała potem przez kolejny rok spłacać? 

Prezent ma sprawić, że obdarowana poczuje się wyjątkowa. Nie ma pokazywać, co o niej myślimy, ale boimy się powiedzieć, co według nas ma zmienić albo czym się zająć, aby nie marnować czasu. Nie ma sprawić, że zajebiście posprzątamy sobie w domu, albo umyjemy sobie pachy! 

W moim ukochanym filmie „To właśnie miłość” kobieta mówi mężczyźnie „Nie dawaj mi czegoś, czego potrzebuję. Daj mi coś, czego pragnę”. I koniec, kropka, Panowie. Czego nie kupować żonie? Czegoś, co i tak sama prędzej, czy później będzie musiała kupić. 

P.S. Rozejrzyj się, stary. Sprytne kobiety zostawiają MASĘ prezentowych wskazówek. Kompa „przypadkowo” otwartego na stronie z biżuterią, westchnienie w łazience, że się ukochane perfumy skończyły, podsunięty pod sam nos zegarek z komentarzem „znowu się zepsuł, chyba czas pomyśleć o nowym”, ulotkę z menu salonu spa. No co, może nie? ? W życiu kobiety nie ma przypadków. A jak jeszcze macie jakieś wątpliwości – można zapytać, najlepiej przyjaciółkę (nie teściową!). Powodzenia!

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Zdjęcie: źródło.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *