Chętnie postoję.
Ciągle byśmy chciały więcej. Szybciej. Lepiej. Z każdej strony ciągnie nas niewidzialna siła, prostująca kręgosłup, popychająca do przodu i wciskająca pedał gazu.
Niektórym się udaje. Być wszędzie, mieć wszystko pod kontrolą. Udaje się głównie tym, których nie znamy osobiście, podglądamy tylko skrawek wykreowanego życia. Bo ludzie naokoło mają podobne problemy i wieczny nieogar.
Podczas gdy Ty wychylisz głowę poza zakręt swojej przytulnej rzeczywistości, gotowa na małe zmiany, a przynajmniej na pierwszy krok w nieznane, okazuje się, że inni już tam są, zbudowali sobie hotel i myślą o przeniesieniu do nowej, modniejszej lokalizacji. Ale kiedy? Jak to się stało? Skąd inni mają na to wszystko czas?
Jeśli, tak jak ja, jesteś matką, na pewno wielokrotnie staczasz najtrudniejszą z wojen – walkę z czasem. Walkę nierówną i z góry skazaną na niepowodzenie. Bo matki małych dzieci są w ciągłym rozkroku. Czas z dziećmi, czy czas dla siebie? Rozwój, czy pozostanie w domu i poświęcenie kariery w imię wychowania. Cały świat oczekuje od nas, abyśmy wychowywały dzieci tak, jakbyśmy były bezrobotne, ale jednocześnie pracowały tak, jakbyśmy były bezdzietne.
Widzę przerażenie w oczach wielu kobiet. Słyszę westchnienia. Czuję ich strach, niepewność i zagubienie. Mają być w milionach miejsc, a stoją na domowej warcie. Oduczyłyśmy się odpoczywać. Straciłyśmy bezpowrotnie umiejętność nicnierobienia. Bo przecież się nie da zalegnąć i nic nie robić, kiedy jesteś mamą. Praca wzywa, kredyty same się nie płacą, praca w domu się nie kończy, a opieka nad dziećmi jest całodobowym obowiązkiem, pomiędzy który musisz wcisnąć wszystko inne. Nawet jeśli olejesz, to w wolnej chwili masz ćwiczyć, coś tworzyć, rozwijać się, dbać, wklepywać, piec, pielić. A w najlepszym wypadku produktywnie spędzać czas z rodziną, co też powinnaś zaplanować i wpisać w grafik. Stać w miejscu, w naszych czasach nie wypada.
A ja chętnie postoję. Pójdę, zamiast biec. Rozejrzę się naokoło. Popatrzę w niebo. Bo może to już ostatni raz, kiedy moje dziecko przyjdzie do mnie w nocy i powie, że się boi, bo ciemno. Może to już ostatni raz uda mi się to jeszcze wczoraj małe, a dziś prawie 30 kilogramowe, podnieść z ziemi i zamknąć w moich ramionach. Może to już ostatni raz, kiedy zmarszczka na czole po 8h snu sama się wyprostuje, bez pomocy zastrzyku z toksyny botulinowej. Może to już ostatni raz, kiedy stwierdzę, że czegoś mi nie wypada, bo z wiekiem wypada mi coraz więcej. Może to już ostatni raz, kiedy śmieję się do rozpuku przy kawce z koleżanką, zanim śmiertelnie się na siebie nie pogniewamy? A może to już ostatni raz, kiedy krzyknę „posprzątaj swój pokój”, bo zanim się zorientuję, już się wyprowadzi, pobiegnie do swojego życia.
Nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie ten ostatni raz. Jeśli ten każdy wcześniejszy raz przeżyję tu i teraz, to nie będzie mi żal, że coś się skończyło, że nie zauważyłam tego ostatniego razu.
Ja chętnie postoję. Pójdę, zamiast biec.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!
Photo by Kelly Sikkema on Unsplash
