Byłam najlepszą matką, dopóki nie urodziłam dziecka.
Jako osoba bezdzietna, z boku tylko przyglądająca się dzieciom, uważałam, że matki same sobie są winne swojego losu. Snułam teorie, które miały mnie uczynić najlepszą matką na świecie. A potem zaszłam w ciążę. Nagle się okazało, że wszystko to, co wcześniej widziałam u innych jest takie samo u mnie, a ja byłam najlepszą matką, dopóki nie urodziłam dziecka.
NUDNOŚĆI. Jak kolejna koleżanka zachodziła w ciążę i przez pierwsze kilka miesięcy tetralnym szeptem obwieszczała, że się „spodziewają” i że stale jej się chce wymiotować i spać, ale przy tym jest przeszczęśliwa, wydawało mi się to lekką przesadą. Po pierwsze, jak może się komuś cały czas chcieć wymiotować? Po drugie, jeśli rzeczywiście tak jest, to chyba trzeba upaść zdrowo na głowę, żeby się z tym czuć „przeszczęśliwą”.
W tym aspekcie karma pokarała mnie podwójnie. Nudności miałam cały czas, przez całe CZTERY pierwsze miesiące ciąży, w dzień i w nocy. Apogeum nastąpiło pewnego piątkowego, słonecznego poranka, kiedy postanowiłam się wybrać na spacer i na środku Rynku Głównego w Krakowie w popłochu szukałam woreczka. Jak kara, to kara. Wisiałam przytulona do toalety, ewentualnie do szyby w samochodzie i w duchu przepraszałam wszystkie ciężarne. To samo zresztą spotkało mnie w przypadku ciągłego siusiania, smaków na jedzenie i zasypania o każdej porze, zawsze i wszędzie (na przykład w Sylwestra w okolicach 23:40).
PORÓD. Oj tam oj tam, jeśli tak znowu boli, jak mówią, to po co decydują się na kolejne? Kto zdrowy na umyśle fundowałby sobie na zamówienie takie katusze? Tak mówiłam, aż nie urodziłam.
Trzy dni nie mogłam wstać do pozycji pełnej wyprostowanej. Prysznic na siedząco, chodzenie o lasce i jedno marzenie – żeby czasem nie kichnąć. Przy każdej próbie podniesienia głowy rozrywał mnie ból, jakby ktoś na żywca chciał mnie przekroić na pół. I idiotyczna myśl, od razu po, że gdybym miała tylko jedno, na pewno urodziłabym kolejne dziecko! Głupia, no.
FOTKI. No ileż można, ja się pytałam? Ileż można tych foci stópek, obślinionych buziek, rąsi, pysi, bla, bla, bla. Do całej rodziny, wszystkich znajomych i w społecznościówkach – wszędzie ten sam obrazek kolejnego mikro, niewidzialnego dla innych, postępu w rozwoju. Aaaaaa! Pierwszy uśmiech, o patrz! Mamy ząbek! Zrobił krok! Zamiast Anki, Haliny, Joaśki, telefon odbiera gu-gu-ga-ga.
Odkąd mam dzieci uważam, że trzeba robić zdjęcia i kręcić filmy cały czas! Bo już jutro zapomnę co dziś się wydarzyło, a dzieci przez noc rosną! I niech cały świat zobaczy jakie to małe, a jakie mądre – niby ma kilka miesięcy a tyle już umie, no zobacz, zobacz, posłuchaj sama! No czyż nie śliczny?
ROZMOWY. Ile można na ten sam temat kupek i zupek? Czy jako dorosła osoba, rozmawiająca z inną dorosłą osobą nie możesz sobie innego tematu znaleźć? Czy w Twoim życiu NIC innego się nie dzieje? Nie czytasz? Nie bywasz? Nie oglądasz?
Prawda jest taka, że pierwszych dwóch lat nie pamiętam i chyba oprócz tych słynnych zupek, kupek, kolek i ząbkowania nic się nie wydarzyło? Muszę zerknąć na zdjęcia..
NIANIA. Cóż może być trudnego w znalezieniu niani? Dajesz ogłoszenie, przepytujesz kilka babeczek i wybierasz najlepszą – doświadczoną, ale nie za bardzo, żeby nie próbowała się wymądrzać, lekko starszą, żeby czasem mąż się za bardzo nie cieszył, ale też niezbyt wiekową, żeby jej się chciało biegać za maluchem.
Okazuje się, że znalezienie niani to istne piekło. Po pierwsze jak w ogóle oddać słodkiego misia-pysia w ręce jakiejś obcej baby? Albo kretynka, albo rozpieszczona (nie gotuję, nie sprzątam, nie piorę, pampersów nie zmieniam), albo leń śmierdzący (po całym dniu każdy kąt przez który przewinęło się dziecko jest usyfiony, a niania lawiruje pomiędzy stertami klocków próbując wyjść z domu), albo za droga (za mniej niż 2500 z łóżka nie wstaję), albo nie ma prawa jazdy, więc z przedszkola nie odbierze, albo nie lubi dzieci, albo mieszka 100 km od Ciebie. Ogłoszenia i portale szybko odpadają. Znajome zdają się swoje nianie trzymać pod kluczem, bojąc się, że jak poznasz, to podkupisz, niczym wytrawny łowca talentów. Kończy się na tym, że wszystkich naokoło błagasz o kontakt do dobrej niani, a jak ją znajdujesz, jesteś szczęśliwsza niż gdybyś wygrała w lotto. Czy to nie zasługuje na zmianę statusu na Fejsie?
PARTNER. Byłam najlepszą matką, dopóki nie urodziłam dziecka. Wydawało mi się to dość proste. Przecież są nianie, babcie, pełno rąk do pomocy. Jak można się tak przy dziecku zapuścić i przestać dbać o swojego partnera? Nigdy na randki nie wychodzić i związek zaniedbać? Spać w osobnych sypialniach? Włosów nie myć, bez makijażu się pokazywać i paradować w rozciągniętych ciuchach? Co te matki w ogóle sobie myślą?
W realu wygląda to mniej więcej tak – chodzisz cały dzień w poplamionym dresie. To nie to, że z wyboru, ale osesek już 5 razy Cię obsikał, potraktował jak pieluszkę, zrobił na Ciebie kupę, obślinił i zwrócił resztki jedzenia. To wszystko przed 9 rano. Przerażona zauważasz stertę prania i myślisz sobie „Kto to wszystko wybierze? Wywiesi? Złoży? Wyprasuje?” Co to, to nie! Pozostajesz więc w dresie, w neutralnych odcieniach szarości, które wszystko przyjmą. Czysta ekonomia. Jak z pracy wraca mąż to ani niech nawet nie zaczyna jaki jest zmęczony. W końcu był 9 godzin poza domem! W samochodzie muzyki posłuchał, a więc się relaksował, potem siedział w ciszy za biurkiem – znowu relaks. Kawę ciepłą pił, w przerwie z kolegami gadał, a na nudnym zebraniu sprawdzał sobie maile – czysty relaks. I nikt go niczym nie oblał. Niech więc szybko się czymś zajmie zanim stanie się tragedia. I niech się czasem nie waży nawet zbliżyć, bo pomiędzy osiemnastym a dwudziestym trzecim karmieniem, kiedy o 5 nad ranem masz ochotę oko zmrużyć na trzy minutki, on akurat wtedy głośno odycha! Won na kanapę.
ODŻYWIANIE. Na pewno nigdy nie dam swojemu dziecku parówki, Nutelli, Danonka, ani frytki! Jego noga nigdy nie postanie w McDonald’s, wszelkie słodycze w naszym domu będą zakazane, a jajka tylko od kury. Czy te dzisiejsze matki nie wiedzą, że cukier to biała śmierć, że w Danonku jest 158 łyżeczek cukru (zmieści się, zmieści, bo rozpuszczony przecież), jakie syfy są w jedzeniu i jak ważna jest właściwa, zbilansowana, zdrowa dieta? Tak sobie myślałam, kiedy wpadłam raz do przyjaciółki na śniadanie, a ona podawała dzieciom tosty z nutellą i parówki.
Po kilku dniach rozszerzania diety, kiedy tarłam 15 minut marchewkę kupioną w ekologicznym sklepie, do którego jechałam w korkach na drugi koniec miasta, a która kosztowała tyle co całe pole „zwykłych” marchewek, zwątpiłam. Ta przeklęta marchewka w trzy sekundy wylądowała na moich włosach, ubraniu, butach, podłodze, ślinaku, ścianie, ubraniu dziecka, pampersie i każdym zakamarku wysokiego krzesełka. Kolejnego dnia kupiłam słoiczek. Też dobry, a jaka oszczędność czasu i pieniędzy! Nutellę dzieci poznały w przedszkolu, parówki u znajomych, a potem już nic innego nie chciały jeść. Ups.
MIEJSCA PUBLICZNE. Czy te bachory MUSZĄ być wszędzie? Człowiek sobie leci na milutkie wakacje, last minute do Honolulu, a koło niego rozsiada się matka z dzieckiem, które płacze połowę lotu. Hello! Czy nie można poczekać, aż to dziecko trochę odrośnie, no powiedzmy tak do wieku 10 lat, zanim wsiądziemy z nim do samolotu? Dlaczego to wycie psuje mi powolne rozkoszowanie się schłodzonym Charonnay i kontemplowaniem mojej pięknej, nowej torebki, kupionej na cześć urlopu? I jeszcze patrzcie na tą matkę, zdenerwowana, umęczona, spocona, po co się tu pchała? Nie lepiej w domu z dziećmi siedzieć? Ale nie, wycieczek się zachciało!
Lot do Australii, bynajmniej nie na wakacje, z trojaczkami w wieku 9 miesięcy. Dziwnym trafem opustoszały dwa rzędy za nami. Małżeństwo, które nie załapało się na wolne miejsca daleko oddalone od nas, walczyło dzielnie do końca, kierując się powiedzeniem „Jeśli nie możesz pokonać swojego wroga – przyłącz się do niego”. Kiedy stewardessa kolejny raz poprosiła nas o przeniesienie śpiącego dziecka z powodu turbulencji, oboje zerwali się ze swoich miejsc i jednocześnie krzykneli: NIEEEEEEE! ON DOPIERO CO USNĄŁ!!!!
MIŁOŚĆ. Nie da się nikogo tak bezgranicznie kochać, a już w szczególności płaczącego, czerwonego, pomarszczonego, obślinionego, wyglądającego jak skrzyżowanie Kalisza z buldogiem malucha.
Da się. Patrzę jak śpią, wyglądają jak aniołki. Choć dziś wyprowadziły mnie z równowagi milion razy, nie chciały usnąć, kłóciły się o to, kto śpi na której poduszce i wiem, że jak wstaną znowu doprowadzą mnie do szału. Z chwilą dołączenia do tajemnego klubu mam, kocha się ponad wszystko i nie da się tego wytłumaczyć.
WYCHOWANIE. Moje dzieci na pewno nie będą oglądały bajek, chodziły spać później niż o 20, przed pierwszym rokiem życia opanują nocnik, a przed drugim brytyjski akcent, będą od urodzenia same spały, a częstowane cukierkiem będą odpowiadały „dziękuję, od tego psują się zęby”.
W praktyce są takie chwile w życiu każdej matki, że myśli sobie – zrobię cokolwiek, byle tylko na moment zadziałało, inaczej zwariuję.
A Ty kochana moja, która nie masz jeszcze dzieci (albo Twój wybór był inny, a może już zapomniałaś jak to jest) jak widzisz taką matkę, umęczoną, łapiącą się każdej możliwości uspokojenia swojego dziecka, lepiej uśmiechnij się miło, poklep po ramieniu, pomóż. Karma to wiedźma. Więc strzeż się!
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

hahaha oj tak! Po porodzie wiele się zmienia, a przede wszystkim spojrzenie na świat i na macierzyństwo 😀
To przede wszystkim!
Ale się uśmiałam przy punkcie dotyczącym ODŻYWIANIA. Bardzo lubię ten temat, głównie z tego względu, że zajmuje sama bardziej pozycje środka (czyli w umiarkowanym wydaniu wszystko się nada) niż skłonności w jedną czy drugą stronę. Podziwiam na swój sposób tych bio, eko, homemade itp, ale też nie gardzę tymi, którzy dają dziecku np. frytkę w McDonaldzie podczas przerwy w trasie na wakacje.
Wszystko z umiarem i życie jest pełne. Nie ma co jeść tylko glonów i psuć innym imprezy, bo nie dotknę frytki!
Wszystko z umiarem i życie jest pełne. Nie ma co jeść tylko glonów i psuć innym imprezy, bo nie dotknę frytki!
Hehe, święta prawda 🙂 super post! 🙂
Dzięki!
Zgadzam się w zupełności 😉 Świetny tekst. Pozdrawiam 😉
Bardzo dziękuję i również pozdrawiam!
hahaahah od jakiś 3 miesięcy mam podobny wpis zapisany w szkicu 🙂 ja też byłam najmądrzejsza na świecie dopóki, dopóty sama nie zostałam matką. I jeśli karma ma się odbijać rzyganiem w ciąży, to zdecydowanie ugryzła mnie w d***. 🙂
Ach tylko jedno mam inne, NADAL nie kumam tych obsesyjnych sesji części ciała i wrzucania miliona fotek zaślinionych, siedzących na nocniku dzieci.,
Ja nigdy nie zaczaiłam całowania w pupkę. Może jestem jakaś dziwna?
🙂 Polecam ciążę po 35 r.ż. – nie ma wymiotów – WCALE !!! Natura wie, co robi – trzeba oszczędzić „starą” matkę 😉 Jak byłam w ciąży w wieku lat 20 – przechodziłam to samo, co Ty 😉
Ja też miałam podobne postanowienia, ale musiałabym się pokłócić z połową świata, która przynosiła i przynosi moim dzieciom słodycze wrrrrrrrr ;( (bo przecież niedobra matka im ogranicza).
McDonaldsa faktycznie omijamy łukiem – dzieci były może z 4 razy przez 5 lat życia ( i to głównie w 'trasie na Mazury”). A ostatnia seria zabawek – laleczki Barbie, koniki i samochodziki – zostały kupione bez jedzenia po 5 zeta/ sztukę 😉
P.S. Właśnie dostałam książkę „Sztuka prostoty” – przyszła z perypetiami tzn z dwiema dodatkowymi książkami przeznaczonymi dla kogoś innego! Pani była zakręcona i pomyliła WSZYSTKIE przesyłki 😉 Ale swoją książkę MAM 🙂
Ja miałam 32 lata i nic mnie, starej matki, natura nie oszczędziła! Cieszę się, że książka przyszła, daj znać jak się podoba.
Bo Ty jeszcze nie byłaś „starą matką ” 😉
Haha też się czasem łapię na tym, że myślę sobie jak to ja będę wspaniała, lepsza i zrobię wszystko na tip top z moim dzieckiem. A potem próbuję dyskutować na jakiś temat z moją 10-letnią siostrą i przekonać ją do czegoś – okazuje się, że to dużo trudniejsze niż myślałam (i tak odkąd była małym brzdącem). Nie mówiąc o tym jak Wy wpadniecie do nas całą gromadką. Myślę sobie wtedy „jeny, wychowanie dziecka to najtrudniejsza rzecz na świecie”. Z resztą moi 20-kilku letni znajomi myślą to samo, bo byle kiedy z nimi o tym rozmawiam. Także szacun dla Was Rodzice. Jesteście super! 😉
Poza tym uważam, że McDonalds i cukierek od czasu do czasu nie zaszkodzą. Tak samo pójście spać o 21 czy 22. Zdarza mi się zagadywać obce dzieci szczególnie jak mają nietęgą minę. Nawet czasem przestają płakać i zaczynają się śmiać z moich głupich min. Także chyba nie jestem złą nie-matką 😀
Jesteś super nie-matką, ale do tego, jak i innych rzeczy na tym świecie, trzeba mentalnie dorosnąć.
Jesteś super nie-matką, ale do tego, jak i innych rzeczy na tym świecie, trzeba mentalnie dorosnąć.
:):):) kolorowy zawrot glowy :):):)czyli jednak zasady sa po to aby je lamac, nawyki aby je zmieniac a perspektywa zmienia sie w zaleznosci od punktu siedzenia! I faktem jest ze matka trza byc aby inna matke zrozumiec.Kropka
No tak jest, nie ma wyjścia inaczej to jak ufo 🙂
Swietny tekst. Sama prawda. Podziwiam, bo ja chwilami z jednym mialam ochote krzyczec i gryzc roznych komentatorow, a czasami i zjesc wlasnego potomka, zeby juz przestal sie drzec. Z trzema to musi byc jazda bez trzymanki. Ale ile radochy tym samym. Podziwiam i podpisuje sie pod kazdym punktem. (samolot w wieku 2.5mca pierwszyy raz. Bylo wesolo a z kazdym kolejnym lotem coraz weselej. Teraz z dwulatkiem to sie w ogole zastanawiam czy autem do kraju nie pojechac, bo na samo wspomnienie ciarki mnie przechodza)
Haha, autem to dopiero, siku-kupa-pić-nudno, a droga jednak dłuższa.
Prawda, choc na lotnisko tu mam 20km, ale w Pl jakies 200, ktos musi odwiezc, ktos odebrac, walizki oddac, walizek nie zgubic, dziedzica nie zgubic, nie oddac. W sumie wychodzi mi jakies 12h w ciaglym stresie. Autem jakies 24h ale przynajmniej stres bez gapiow. No teraz jeszcze dochodzi malzonek na wozku, z kulami, sama nie wiem. Jest duzo za i duzo przeciw. Miotam sie poki co.
Są plusy i minusy. Ewidentnym plusem auta jest, tak jak piszesz, stres bez gapiów no i dla mnie możliwość zabrania tego, co chcę. W samolocie jednak są duże ograniczenia bagażowe.
Kiedyś byłam najlepszą matką… Teraz jestem tylko (?) matką. I tyle na dziś ?
I tyle wystarczy, nie tylko na dziś!
Padłam, genialny wpis 😉
Dzięki 🙂
Dagmara, Ty jesteś mistrzynią. Brzuch mnie boli, a przez zdanie: ” niech się czasem nie waży nawet zbliżyć, bo pomiędzy osiemnastym a dwudziestym trzecim karmieniem, kiedy o 5 nad ranem masz ochotę oko zmrużyć na trzy minutki, on akurat wtedy głośno odycha! Won na kanapę.” omal nie spadłam z łóżka, trzęsąc się ze śmiechu. Już dziś nie zasnę 😉
He he, no przyznam, że wyszło niezłe to zdanie, dość śmieszne 🙂
O żesz, ja też z tych mądrych i najlepszych mam „z przed” (mądrych inaczej, ale błądzić rzeczą ludzką :)).
Daga, maj dear 🙂 no i ten dresik w neutralnych odcieniach szarości, to takie chyba przypomnienie, fizyczna manifestacja, że karma wraca i to ze zdwojoną siłą 🙂
Karma to bitch, szkoda, że nie wie, że błądzić jest rzeczą ludzką 🙂
Ostatnie zdanie trzeba na koszulkach wydrukować i wręczyć każdej matce 🙂
No jasne, można zawsze skrót 🙂
Chyba każda z nas tak właśnie miała. Ostatnio bezdzietna koleżanka zdziwiła się, że nie możemy we dwójkę z mężem wyjść kiedy tylko zapragniemy, bo przecież jest tyyyyle opiekunek na rynku i co to za problem kogoś takiego wynająć na jeden wieczór. Sama jeszcze kilka lat temu wygadywałam takie farmazony. Dopiero z własnym dzieckiem wszystko okazuje się nieco bardziej skomplikowane. Ale to trzeba wejść w „rodzicielskie buty”, żeby się zorientować, że właśnie było się w ogromnym błędzie.
Tylko matka matkę zrozumie.
Karma to wiedźma, cóż za piękne słowa :). Tekst pierwsza klasa i absolutnie prawdziwy. Oj, jak ja się wymądrzałam, nie mając jeszcze dzieci… Specjalistka ze mnie była, że ho ho, dopiero teraz widzę, że od siedmiu boleści :). Jedyne, co mnie różni od Ciebie to słynne nudności- przez całą ciążę miałam je raptem raz!
I jeszcze techniczne pytanie- ile trwał lot do Australii i czy był z przesiadkami? Wybacz, ale się kompletnie nie orientuję, a bardzo chciałabym kiedyś zobaczyć Australię. Niestety dla mnie, panicznie boję się latać.
Szczęściara! Co do lotu – z Polski najlepiej Emiratami do Dubaju (6h), z Dubaju do Perth (11h). Razem jakieś 20 godzin i witasz się z kangurem.
Nie miałam takich przemyśleń 🙂 przed Julią jakoś tak nie myślałam o dzieciach, wtedy jeszcze byłam piękna i młoda 😀 😀
Teraz za to jesteś stara i brzydka? 🙂 Szalona!
U mnie to nie matki, a raczej własny małżon snuje takie farmazony…i jak mnie wkurza gdy pyta w czym problem
– ab zabrac dziecko samej do restauracji i jak można się nie najeśc??; zabrac na siłownie – na dworze i samej sobie nie pocwiczyc??
NIezłą irytacje przeszłam na naszych pierwszych wakacjach z 2,5 letnią Hanką…dla niego wszystko takie proste…tylko czemu jak proponowałam aby sam spróbowała się najesc z córką w restauracji jakoś nie był chętny do jej zabrania. Mimo wszystko nie odpuszczam. W końcu czemu tylko matka może wychodzic po za własną strefę komfortu?
pzdr, a tekst i tak świetny bo weryfikuje podejście do prawdziwego rodzicielstwa 🙂
Tatuś, który cały dzień jest w pracy, a z dzieckiem zawsze w towarzystwie Mamy nie powinien się wypowiadać. Cały dzień solo, w różnych sytuacjach to jednak inna bajka. Powodzenia!
świetny tekst ale miałam ubaw ☺. Ja też tak miałam. … a może każda kobieta tak ma. Ja też będąc z pierwszą córką w ciąży zaplanowałam wszystko: poród, to jaka będzie, ze będzie spała i jadła itp….. ha ha ha do tej pory mnie to śmieszy a córka za parę dni kończy 9 lat. rzeczywistość okazała się zupełnie inna. najbardziej bawi mnie jak ludzie którzy nie mają dzieci nie potrafią zrozumieć no jak można się wszędzie spozniac – a no można majac maleńkie dziecko teraz jestem bardzo tolerancyjna w tej materii bo sama wiem jak to jest wszystko gotowe do wyjscia a tu nagle co ? …. kolejna kupa i zabawa zaczyna ssię od nowa ☺ albo sytuacja gdy dziecko generalnie nie śpi tylko ciągle płacze i marudzi (często byłam w takiej właśnie sytuacji ze starszą córką, która do 3 miesiąca spała tylko na moich rękach a łóżeczko było największym wrogiem ?) i nagle na godzinę przed planowanym wyjściem zasypia sama kamiennym snem w tym właśnie wrogim łóżeczku – i co budzić? nie bo wreszcie masz chwilę tylko dla siebie ☺ takich sytuacji można opisać mnóstwo. Ja teraz z perspektywy sytacji że sama jestem matką dwóch wspaniałych dziewczynek ( 5i 9) widząc te wszystkie mamy maleńkich osesków które np. w sklepie denerwują się że dziecko płacze ( czasem wręcz sie wydziera w nieboglosy) zawsze staram się uśmiechnąć do takiej mamy i przekazać jej uśmiechem ” spokojnie nie przejmuj się że ludzie patrzą to maleńkie dziecko przecież w inny sposób jak tylko placzem nie zakomunikuje ci swojej potrzeby „. ale sie rozpisalam. …
pozdrawiam wszystkie mamy również te najlepsze, które dopiero będą miały dzieci ☺
Rewelacyjny komentarz! Bardzo DZIĘKUJĘ! Ja też bardziej przychylnie patrzę na mamy od czasu kiedy mam dzieci. I tylko mama zrozumie mamę!
A z 2 strony, jak już te maluchy lekko podrosną i zaczynają być bardziej przewidywane (to w kwestii wyjścia z domu) to zaczynamy być pierwsze na spotkaniach bo organizację mamy w jednym palcu 🙂 I nie wiem jak inne ale mi wtedy brakuje cierpliwości do koleżanek singielek które wiecznie się spóźniają 😉
Dokładnie! Ostatnio moi znajomi spóźnili się godzinę, a my z trójką dzieci czekaliśmy. Ech.
tak zdecydowanie ppotwierdzam też tak mam ☺
Jakie to wszystko prawdziwe 🙂
Niestety 🙂
Ale sie usmialam 🙂 tekst jakby o mnie 🙂 tez kiedys bylam najlepsza mama,poki nia nie zostalam naprawde ;-)tez sa parowki, nutella i czasami Mcdonald 😉 pozdrawiam
To wszystko normalne i większość rodziców tak robi, tylko głośno o tym nie mówi.
Fajny tekst, tak właśnie jest! MIEJSCA PUBLICZNE – kiedyś ze znajomymi (my+oni=4 dzieci) opanowaliśmy piętro pensjonatu. Na środku – zdezelowany rower treningowy, wydający nieludzki hałas podczas użytku, stał się najlepszą zabawką (nie licząc dzikich okrzyków). Sądziliśmy, że jesteśmy sami, a tu z jednego pokoju wyszła pani w średnim wieku z pięknym uśmiechem na twarzy i się przygląda. Koleżanka próbowała ogarnąć nasze dzieciaki, a ja rzuciłam się przepraszać za dzieci; ale Pani, przeszczęśliwa, mówi: nie, nie szkodzi… ja się tylko wyszłam nacieszyć, że tym razem to nie moje…
Jak jestem gdzieś sama zawsze tak myślę! 🙂 Święta prawda!
FAN.TA.S.TY.CZNE.!!! 🙂
Nigdy nie chodziłam w dresie. Nigdy. Nigdy do czas, gdy pojawił się ON 🙂 😉
Część o ubraniach – idealnie wpisująca się w mój dzień 😉
Hello! Zacznijmy od tego, że NIGDY wcześniej nie miałam dresu, a do męża mówiłam, że szary to nie jest kolor! Cóż, jak to mówią punkt widzenia się zmienia..
Amen! 🙂 Czekam teraz niecierpliwie na to aż kilka moich przemądrzałych i wiecznie wymądrzających się na temat wychowania dzieci koleżanek zajdzie w końcu w ciążę. Hehehe! 😀
Wtedy będziesz mówiła „O nie! Ja tak nie robiłam” albo „Moje w tym wieku, to…” lub „A widzisz, masz za swoje” 🙂
A jak! 😀
fajny tekst 😉 jako matka trójki dzieciaczków (10,8 i 2,5 roczku) też staram się wspierać te wszystkie młode mamy zestresowane w sklepie… ale nadal sporo jest starszych osób, które nie rozumieją, że dziecko nie chce być cicho wtedy kiedy my chcemy… może kiedyś więcej się dzieci biło i wtedy były posłuszne? nie wiem…. ale najwazniejsze, żebyśmy my – MAMY – wspierały siebie wzajemnie 😉 ja już szczerze czasem nie mam siły sprzatać, bo 10 minut po skończeniu wszystko wygląda dokładnie jak przed sprzątaniem… taka trochę syzyfowa praca 😉 ale najważniejsze, że mamy nasze skarby – i każdy ich uśmiech wynagradza to zmęczenie i frustrację z niebycia najlepszą mamą na świecie(czyli w kółko eleganckiej, z posprzątanym mieszkaniem i wypoczętej)….
a co do jedzenia – to niestety czasem parówki i McDonald się pojawiają 😉
a co do ciąży – to przy ostatniej w wieku 37 lat rzygałam jak kot 😉
a jeśli chodzi o podrżze – to kto nie przeżył 8-godzinnej podróży z wrzeszczacym 2latkiem z Kołobrzegu do Warszawy to nie zrozumie, że zrobi sie wszystko byle tylko na chwilę przestał 😀
Och, jak ja Ciebie rozumiem! Kiedyś chyba więcej się straszyło i dzieci do pewnego momentu bardziej się bały. Sprzątanie, cisza, podróże, jedzenie, ciąża – u mnie to samo. Piąteczka!
Hej -czytając to co napisałaś czułam się tak gdybym to ja napisała 🙂 jestem mamą 6 dzieci 🙂 3 dzieci już jest pełnoletnia i wiesz co powiem Ci jedno poczekaj jak zostaniesz babcią hehe to dopiero się dzieje ,zazdrość maluchów o mamę uffff mam 1,5 roczną Polę istny aniołek 🙂 pozdrawiam Ewa
6 dzieci szacun! Pola – już pisałam kiedyś to moje ulubione imię dla dziewczynki. Piękne.
nudności – bleeeee. w drugiej ciąży miałam do 14 tc. KOSZMAR.
poza tym nadal pamiętam jak w pierwszej ciąży spotkałam się z qmpelą na kawce i wmawiałam Jej, że będę bardzo egoistyczną mamą i że nie zrezygnuje ze spotkań z koleżankami, 'dzikich’ imprez itd. A w rzeczywistości stałam się mamą z klapkami na oczach. ale jakoś specjalnie nie żałuję 🙂
Koszmar z tymi nudnościami. Ja też nie żałuję, nie ma czego!
Heheheh no dokładnie tak jest 🙂 Chociaż na kilka rzeczy byłam jednak przygotowana 🙂
Wiadomo, ja też ale chyba nie tak na 100% 🙂
15 min temu przypadkiem trafilam na twojego bloga i juz go uwielbiam.Bardzo dobre teksty,tak jakbym czytala o sobie.Na pewno bede tu zagladac czesciej.
Zapraszam Basiu!
To chyba cała prawda o kobietach, które wkrótce mają zostać mamami 🙂 Też tak miałam do pierwszego dziecka, a przed drugim wszystko wyglądało inaczej 🙂 W końcu już wiedziałam co i jak 🙂
I nie krytykowałaś wszystkich naokoło. Ja też tak miałam, od porodu mam dużo większe zrozumienie dla mam. I teraz też lepiej wiem co i jak.