Ciąża to choroba.
Jednym z plusów posiadania trójki dzieci jest to, że nikt nie śmie mnie pytać o kolejne dziecko. Kiedy jednak pada to pytanie, wzdrygam się na samą myśl o ciąży. Stan błogosławiony? Hahahahahaha. Dobre sobie. Jedyne co błogosławione w ciąży to fakt, że wiadomo, że przecież kiedyś się skończy i w rozliczeniu za wszystkie cierpienia dostajemy największy życiowy dar. Dlaczego dla wielu kobiet ciąża to choroba?
Nudności.
Wiem, że nie zdarzają się w każdej ciąży. Zazdroszczę. Niestety, nie wszystkie przyszłe mamy miały takie szczęście. Nudności miałam cały czas, przez całe CZTERY pierwsze miesiące ciąży, w dzień i w nocy. Apogeum nastąpiło pewnego piątkowego, słonecznego poranka, kiedy postanowiłam się wybrać na spacer i na środku Rynku Głównego w Krakowie w popłochu szukałam woreczka. Wisiałam przytulona do toalety, ewentualnie do szyby w samochodzie. Miałam nawet pomysł, aby na stałe zamontować w toalecie jakiś fotel, żebym nie musiała w kółko łazić. Mdliło mnie od wszystkiego, nawet od zwykłej wody.
Wyprawka.
Wspaniale jest kompletować wyprawkę. Kupować te wszystkie słodkie kaftaniki, bodziaki, pluszaki. Do momentu, dopóki na liście nie pojawi się zaopatrzenie torby do szpitala. Widok wkładów poporodowych wielkości świątecznego obrusu skutecznie odziera z wszelkich złudzeń co do tego, co czeka Cię przy porodzie. Laktator w komplecie z maścią na pogryzione sutki jawi się bardziej jako podręczny zestaw tortur, a nie „przyjaciel każdej młodej mamy”.
Żarcie.
Możesz jeść co chcesz. I z tym jedzeniem to prawda. Jesz nawet smalec z bitą śmietaną, a na to korniszonek. Przez kilka miesięcy w wielu momentach, w których normalnie byś sobie odmówiła, dajesz sobie zielone światło. Nie możesz zbliżać się do alkoholu, więc odbijasz sobie na jedzeniu. Eklerka? Oczywiście! Pół kilograma krówek? Chętnie!
Niektóre z nas mają odwagę się przyznać – największa ochota w ciąży jest na syf. Burger z Maka, biała buła, frytki z toną majonezu i mleczny szejk do kompletu, wielu ciężarnym śni się po nocach. Mnie się śnił. Do dnia, w którym mąż na śniadanie (!) przywiózł mi kurczakowy kubełek. Zjadłam go sama, trzymając kurczowo, żeby mi czasem nic nie wyjadł. Kiedy już go zjadłam, a potem szybciutko się pozbyłam (co spotykało wszystko co zjadłam owego czasu), nabrałam ochoty na pizzę, którą zjadłam na lunch.
Żarcie jednak szybko się mści. Pod koniec ciąży nawet maluteńką czekoladkę będziesz jadła na cztery razy. Przełyk robi miejsce alienowi. Że nie wspomnę o zgadze. Toż to najlepsza przyjaciółka ciężarnych!
Puchnięcie.
Nikt, kto sam tego nie przeżył, nie zdaje sobie dokładnie sprawy z rozmiarów tragedii. Wydaje Ci się, że spuchną Ci może trochę kostki. O tym, że Twoja stopa zacznie przypominać łapę Fiony ze Shreka, nawet w japonkach będzie Cię wszystko bolało, ręce będą Ci stale drętwieć, nikt już nie mówi. Spuchniesz w najmniej oczekiwanych miejscach.
Mobilność.
Spróbuj wstać z łóżka mając przed sobą piłkę wielkości 10 kg. Ni wała. W większości domów to działa na wypych lub rozhuśtanie. To drugie można samej – huśtając się z boku na bok, wprawiasz piłkę w ruch i wykorzystując rozpęd, ochoczo się podrywasz. Do wypychania potrzebna jest druga osoba, która zwyczajnie wypchnie Cię z łóżka. Nada się do tego idealnie przyszły tatuś.
Zakładanie butów, skarpetek, czy rajstop, stanie się sportem ekstremalnym. Zanim wyjdziesz z domu musisz się przebierać, bo jesteś spocona jak po maratonie. Kiedyś sobie mogłaś być jak ta łania, ale to było pięć miesięcy węglowodanów temu. Spróbuj sobie w takim stanie wymalować paznokcie u nóg! Oczywiście zaraz potem jak sobie te nogi najpierw ogolisz. Powodzenia!
Sikanie.
To, że pęcherz zmniejsza się do pojemniczka, który pomieści 2 łyżki herbaty, nikt nie mówi. Pijesz sobie spokojnie i już przy drugim łyku czujesz, że musisz lecieć. W nocy w porywach do 10 razy przerwa na siku. I za każdym razem bujanie, żeby wstać i kontrolna wizytacja kuchni (a nóż coś się trafi). I weź się tu wyśpij człowieku.
Smród.
Wszystko śmierdzi. W ciąży nie mogłam przejść koło lodówki, w której notorycznie miałam wrażenie, że coś zdechło. Tak samo truła mnie skórzana kanapa i wszystkie buty, niektóre ubrania i samochód. Nie mogłam spokojnie pójść na zakupy. Ludzie śmierdzą. Jedzenie śmierdzi. Śmierdzą stoliki. Wszystko śmierdzi.
Zmęczenie.
Rośniesz w końcu człowieka. Wiadomo więc, że jest to zadanie wymagające ogromnego wysiłku. To jest taki typ zmęczenia, że zasypiasz wszędzie. U dentysty, przy porannej kawie, w pracy za komputerem, w Sylwestra o 22 (true story). Ogarnia Cię nagle senność i nie ma zlituj. Podusia, najpierw ta dla ciężarnych, potem ta do karmienia, często otrzymuje swoje imię i staje się najwierniejszym przyjacielem. Często jedynym, który potrafi babę w ciąży zrozumieć.
Tatuś.
Przez wszystkie dolegliwości, które spotykają Cię w ciąży, bywają takie chwile, że odczuwasz potrzebę, aby współwinny tej patowej sytuacji, czyli przyszły tatuś, też pocierpiał. W końcu co on sobie myśli? To dlatego bez oporu budzisz go w środku nocy przy okazji kolejnego sikania, każesz masować stopy i biegać do sklepu po kolejne zachcianki. Facet to ma lepiej, myślisz sobie. W następnym wcieleniu wracam jako tata.
Musisz.
Musisz być szczęśliwa. Wszyscy naokoło tego właśnie od Ciebie oczekują. Przecież spodziewasz się dzidziusia! To nic, że przez ciągłe mdłości nawet na dźwięk słowa „dzidziuś” zbiera Ci się na wymioty. To nic, że przez ciągłe puchnięcie, nie jesteś pewna, czy Twoja twarz nie eksploduje przy choćby próbie uśmiechu. Masz być happy!
Piersi.
Piersi rosną, gruczoły wypełniają się mlekiem, więc odczuwasz lekkie swędzenie. Nikt nie mówi o tym, że piersi tak bolą i drażnią, że masz ochotę albo cały czas się drapać, albo ocierać o coś twardego. Spróbuj coś gdzieś załatwić. Stoisz w kolejce na poczcie i nagle wiesz, że musisz się podrapać po, za przeproszeniem, cycach. Ale jak?
Strach.
W ciąży strach towarzyszy cały czas. Boisz się o dziecko, przede wszystkim. Wiadomo, że ma urodzić się zdrowe i to jest Twoim priorytetem. Oprócz obawy o dziecko, boisz się też o siebie. Czy przeżyjesz poród? Czy dasz sobie radę sama z małym dzieckiem? Czy Twoje dziecko będzie też takie brzydkie jak dzieci znajomych? Nie pomagają życzliwi, którzy od samego początku sieją ziarno. Wielkie dziecko, uuuu, popękasz. Jak to do cholery popękasz? WTF??!! Ciesz się spokojem, jak się urodzi to dopiero zobaczysz! Ale co zobaczysz? Czy może być jeszcze gorzej?
Sprawa narodowa.
Ciąża staje się szeroko komentowanym tematem. Od rodzinnych dyskusji o momencie uniesienia, czy aby na pewno nastąpił w trakcie wakacji, czy po powrocie z delegacji, do rozmiarów brzucha, wszelkich wstydliwych dolegliwości typu hemoroidy i rozstępy, spekulacji na temat daty urodzin, (o zgrozo) dotykaniu brzucha i szczegółów porodu. WSZYSCY nagle stają się specjalistami od rodzenia dzieci. Nawet ci, którzy dzieci jeszcze nie mają, ci, którzy rodzili w 1945 i nieznajomi też.
Wygląd.
Podobno w ciąży się promienieje. Nadal nie wiem czym, chyba nadmiarem hormonów? We wszystkim wyglądasz jak wieloryb. Jesteś podpuchnięta jak po dobrej imprezie. Na nogach pojawiają się pajączki. Nawet gdybyś się smarowała najdroższymi kremami, jak masz mieć rozstępy, będziesz mieć. Po kilku walkach z butami, stawiasz na wsuwane, które wyglądają jak ortopedyczne. Rzeczywiście cudownie się to wszystko prezentuje.
Hormony.
Tylko w ciąży możliwe jest płakanie przy reklamie papieru toaletowego. Nagły chichot w miejscu zupełnie niestosownym, np. w Kościele. Uczucie totalnej pustki. Całkowite zagubienie. Amnezja. To nie są huśtawki nastrojów. To jest jeden wielki rollercoaster!
Choć wcześniej byłaś twardą babką, w ciąży robi się z Ciebie mamałyga. Robisz się wrażliwa, rozczulają Cię dzieci, małe zwierzątka. Lubisz sobie ponarzekać, oczekujesz odrobiny empatii, od pierwszych tygodni rościsz sobie prawo do ciążowych przywilejów.
Samej ciężko ze sobą wytrzymać, bo właściwie nie wiadomo o co chodzi. Masz ochotę poleżeć, kładziesz się i od razu jest Ci z każdej strony niewygodnie. No to może coś zjesz. Idziesz do kuchni, a tam wszystko śmierdzi. Zjadasz w końcu z nudów paczkę ciastek. Mdli Cię. W dodatku ON tak głośno oddycha! No jak żyć?
Czy udało mi się Was przekonać, że ciąża to choroba? Jeśli ktoś jest nadal sceptycznie nastawiony, nie zapominajmy o innych przyjemnościach typu zespół cieśni nadgarstka, cukrzyca, anemia, nadciśnienie, rozstępy, hemoroidy, grzybica. Pisać dalej?
Na szczęście natura to niezła spryciula, tak to urządziła, że pod koniec ciąży każda kobieta ma jej już tak dość, że poród jawi się jako wybawienie! Inaczej nie wiem jak byśmy to wszystko przeżyły!
Ciąża to początek przygody. Możliwe, że zaplanowany tak, aby przygotować nas na życie z maluchem. Wstawanie w nocy milion razy, wszelkie niewygody, porady zupełnie obcych ludzi. Ale czyż nie warto? Dla tych małych rączek, pierwszego świadomego uśmiechu i głośnego mamamamamamama?
Prawa do zdjęcia należą do Line Severinsen.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

popłakałam się ze śmiechu…wszystko takie prawdziwe…
ja miałam fazę na śledziki, w occie, których normalnie nawet nie tykam 😉 plakałam oglądając jeden jedyny-bo mi się zachciało i byłam ciekawa fenomenu – odcinek ojca Mateusza…
jedziemy kiedyś z mężem drogą w środku niczego widzimy auto na poboczu ja:chyba coś się popsuło mąż:albo ma żonę w ciąży, której znów się siku zachciało…
Haaaahahaha, Ojciec Mateusz! Ale płakałaś z żalu czy ze śmiechu? Ja też na poboczu nieraz stałam. Nie tylko na siku niestety!
z żalu, bo tam coś o sierocie było…
Jestem szczęściarą. Z wszystkich opisanych rzeczy miałam tylko lekka zgagę huśtawki hormonalne i w pierwszym trymestrze wrażliwość na zapachy…ale żebyście mi za bardzo nie zazdrościły to niestety nie ominęła mnie cukrzyca ciążowa. W obecnej ciąży już od 13 tygodnia jesteśmy razem? Wiec o zachciankach żywieniowych to mogę pomarzyć ? Dodatkowo strach o dzidziusia jest większy. A i wnerw na otoczenie się zwiększa zwłaszcza jak wszyscy dookoła się objadają a ja musze wszystko liczyć☹
Cukrzyca jest straszna, wiem. Leżałam na patologii więc coś o tym wiem, z opowiadań. Trzymaj się Kochana. Oby szczęśliwie dojechać i bezpiecznie wylądować po drugiej stronie brzucha!
I jeszcze przekrwione śluzówki, sprawiające że przynajmniej 2 razy dziennie krew z nosa leci.
Tak, to też. Jeden jedyny raz krew z nosa, oczywiście w ciąży!
So true 😉 ale ja dalej uważam, że ciąża to nie choroba tylko taki okres próbny do bycia rodzicem – za co mnie wszyscy w rodzinie szczerze nienawidzą. A żeby nie było że miałam 2x po 9 mies sielanki to w 1 ciąży nadciśnienie, patologia, buty męża 😉 a w drugiej nudności (a dodam że w 2 mies byłam tydzień w Indiach i jak uwielbiam Indian food to jadłam tylko ryż i chleb naan które to popijałam colą bo tylko po tym mogłam na dłużej omijać łazienkę). W sumie z opisanych uroków ciąży to miałam wszystkie tylko podzielone na 2 😉
Uwielbiam indyjskie żarcie ale wyobrażam sobie, że w ciąży te aromaty mogą stać się nie do przyjęcia.
ja mam mnóstwo problemów zdrowotnych w ciąży ale mimo wszystko uwielbiam ten stan. Lubię czuć kopniaki, rosnący brzuch i układać maleńkie ubranka. Choć ten stan wymaga od nas dużo cierpliwości, to dla mnie był od darem za wygraną walkę z niepłodnością. Wiele jednak wymienionych punktów mnie nie ominęło, jednak staram się jakoś trzymać 😉
Jasne, że tak. Z tego samego powodu nie śmiałam narzekać. Ale teraz lubię się z tego pośmiać i jak widzę stękającą ciężarówkę, klepię wirtualnie po ramieniu. Już niedługo, już niedługo. Powodzenia!
To prawda. Cudowny to czas ale pełen drażniących problemów. Ciągle siku, ciągle śmierdzi. Mnie osobiście cały czas śmierdziało brudnymi szmatami, zmywakami mimo, że je wymianiałam. Każdy się ze mnie nabijał, a ja wymiotowałam na samą myśl ???
Kiedyś napisałam podobny post, wtedy jeszcze nie wiedziałam… Ponoć sika się więcej pod koniec ciąży, nikt mi nie mówił, że w 12 tygodniu będę planowała przenieść łóżko do łazienki, żeby tyle nie wstawać. Mówili, że śpi się więcej, a nie cierpi na bezsenność. Że je się więcej wspominali, ale bez informacji o tym, że nie jest się głodną, tylko „jak czegoś ku*** nie zjesz już, to umrzesz na bank”. Że mdłości najgorsze nocą nikt nie mówił i że będę miała ochotę wziąć rozwód z samą sobą, też nie. Ale fakt, moja ciąża i mój brzuch nie są już tylko moje i mojego męża. Nagle, gdy okazało się, że jestem w ciąży, choć brzucha nie było jeszcze widać (o tym też nikt nie mówił, że pierwsze większe rozmiary ubrań to już w 10-11tc), każdy może mnie po nim macać, bo stał się dobrem narodowym. A ja, mówiąc szczerze, czuję się molestowana ciągłym brzucha głaskaniem i od teraz za każde dotknięcie brzucha, będę łapać innych za ich genitalia.
Niki, uwielbiam Cię. Trzymaj się dziewczyno. Ja już jak brzuch był większy kilka razy kogoś opieprzyłam, a jak widziałam rączki wyciągnięte, to od razu krzyczałam – ani mi się waż! Wara od brzucha. Z jedzeniem też tak miałam, że wydawało mi się, że jeśli natychmiast czegoś nie zjem, to zdechnę. Jesus. Powodzenia kochana!
Dag jesteś taka prawdziwa, w tym co piszesz 😉 mnie się czasem śni koszmar że jestem w trzeciej ciąży. Wstaje zlana potem…
Edyta, przesłałam Twój komentarz kilku koleżankom. Wygrywasz dzisiaj Internety. Buziaki, oby mniej koszmarów!
oj się poryczałam:)))))))
u mnie nie było tak źle,ale ciesze sie że to już mam za sobą – świetny tekst!
Bardzo dziękuję! Cieszę się, że humor od rana dobry!
W moim przypadku ciąża to zdecydowanie choroba!!! Nudności i wymioty na porządku dziennym (w pierwszej 5miesiecy, w drugiej 9 miesięcy i nie przesadzam bo moje hormony i całe ciało już po 2-3tyg.krzyczalo że będę mieć dziecko) wszystko mi śmierdziało, poprostu wszystko, nawet ciągnęło mnie na wymioty jak widziałam reklamę mydła dove, które swoja drogą uwielbiam ale patrząc na tv czułam ten zapach.Jeszcze nie tak dawno jak koleżanka przyslala mi zdjecie w wysokiej ciąży to zrobilo mi sie niedobrze na to wspomnienie (choć urodzilam ponad rok temu).Z trudem wstawałam z łóżka co za 1 razem dało się przetrwać, ale jak już miałam 5latkę w domu to każdy dzień był wyzwaniem.Nie ma sensu wymieniać, wszystkie mozliwe dolegliwości mnie nie ominęły.Do dziś jak widzę zadbane, szczęśliwe kobiety w ciąży to robi mi się przykro i łza się zakręci że ja nie mogłam cieszyć się tym czasem oczekiwania na dziecko, płakałam i modliłam sie zeby ten czas minal jak najszybciej.Kocham moje dzieci ale ciąża to dla mnie koszmar.
Ale dość narzekania.Stworzylas cudowne miejsce, prawdziwe, gdzie nie udaje się że macierzynstwo to sam lukier a poczucie humoru masz fantastyczne .dziękuję.
Dziękuję Ci kochana! Myślę, że takie miejsca są potrzebne. Na przekór temu idealnemu wizerunkowi. Nie wiem jak to jest ale o tym się nie mówi. Byłam ostatnia rodząca w towarzystwie i NIKT mnie nie uprzedzał, na co mam się szykować. A przecież tego się nie zapomina! Dobrze, że to już za nami. Buziaki!
Zaczęłam Cię czytać od niedawna i ten tekdt szczerze nie popieram… ogromy współczucia że to wszystko przeszlas. Jeszcze z trójką tp musiał być brzuch nieziemski… ALE na szczęście dużo kobiet wcale tak nie ma, urodzilam w maju i wsrod koleżanek jedynie ze trzy na dwadziescie mialo ciężką ciążę. Ja osobiście czułam się kwitnąco. Zgaga senność nudności od zapachów i tyle… i wcale nie chciałam żeby się kończyło. I przede wszystkim naprawdę miałam dość ludzi którzy życzliwie wmawiali że ja biedna że lepiej abym nie chodziła nie jeździła nie pracowala tylko dupa na kanapie i do spania. Bo przecież ciąża to choroba. Więc dziewięć miesiecy chorobowego zamknięta w czterech scianach czekając na cud?! Z takim podejściem można zwariować po pierwszym trymestrze! Owszem hormony niektorym dają popalić ale przyznacie że trochę to tez się może samemu sobie wmawia? Ja wierzę w siłę autoperswazji i w wolność… jeśli ty źle znosisz ciążę to masz prawo. Współczuję i proszę rozrzadzaj jak się z Tobą obchodzić jak z jajkiem. Ale proszę nie wmwiaj całej ludzkości że ciąża to choroba. Bo ja będąc w zaawansowanwj ciąży mam prawo żyć pelnia życia bez karcacych spojrzeń ze jak to ona nie choruje tylko na basenie tudzież w parku tudziez w samolocie… przecież ty w ciąży tobie nie wolno aktywnie żyć tylko stękać i zajadac ogorki z czekoladą (nb zachcianek tez nie mialam.. no tylko na hamburgera z frytkami;) Dlatego proszę o wyrozumiałość również dla tej części ciezarnych które śmią czuć się w ciąży .. lukrowo. Bo uwaga to może być szczere a nie udawane. I może taka mama potem też swoje odcierpi podczas i po porodzie…
Wracajac do marudzenia _jedyną z chorób które przyznaje posiadav i lktorych oglaszanie popieram to MWD Matczyna Wściekłość Dotykowa. Wara od mojego brzucha i wara od mojego dziecka! Jesli chcesz pogłaskać to zapytaj. Nienawidze ukradkowego smyrkania w supermarkecie… mogę zacząć zabijac.. ;D
neeeee, też myślałam, że ciąża to nie choroba, że mogę być in action jak wcześniej, do czasu jak straciłam przytomność stojąc w dwuosobowej kolejce w osiedlowym spożywczaku, walnęłam łbem o beton, karetka, chcieli robić tomografię, strach o dziecko i te sprawy-ciąża wczesna, waga jak przed ciążą, brzuszka nawet nie było wtedy widać, niby nie choroba, a jednak organizm jakiś słabszy
A rozchodzace sie spojenie lonowe??bol miednicy jakby byla polamana na amen?i dołączający po czasie bol stawów biodrowych… w 6 miesiącu jakos odkrylam skad u ciezarnych „kaczy chód”. Ogolnie przy pierwszej ciazy nic z tego mnie nie dotyczylo… przy drugiej mendzince zemścilo sie na mnie wszystko co myslalam o narzekajacych ciezarnych-przeciez to takie wspaniale!!! ale powaznie to mimo zmeczenia,bolu i nie przespanych nocy i tak uwazam ze to piekne chwile i czasem bardzo.mi ich brak. p.s. przy drugiej ciazy bylam przekonana ze ta roznica musi wynika z roznicy plci… lekarz tez twierdził ze tum razem bedzie chlopak… no i mam dwie dziewuchy- różne jak dzien i noc
Zgaga i hormonowe rozmiękczenie mózgu. Spałam na siedząco pod koniec ciąży. I zapachy, oooo pozbyłam się wszystkich perfum i pachnących mydeł
Się uśmiałam 😀 z tym drapaniem po cycach to u mnie było chyba odruchowo, pamiętam ze nawet na zajęciach musiałam się skrobnąć.
Sikanie kilka razy w nocy to jest jakies nieporozumienie. I zasypiaj od nowa..i daj radę się wyspać.
W ciąży odkryłam, że niektórzy panowie będący ciągle w stanie upojenia alkoholowego mogą śmierdzieć bardziej. Nudności, puchnięcie, ociężałość, wysublimowane połączenia smakowe czy wielki przyrost wagi na szczęście mnie ominęły. Pozdrawiam wszystkie Mamy! :))
Pamiętam to wszystko! I ten dzień kiedy postanowiłam ugotować sobie rosołek, a po jednej łyżce spędziłam 10 minut w toalecie. I 6 godzinną wyprawę nad morze pod koniec 2 miesiąca, kiedy nastąpiło apogeum nudności, co mnie wtedy podkusiło?! Puchnięcie…pod koniec ciąży moje stopy przypominały stopy hipopotama, które miałam wrażenie zaraz wybuchną, a małżonek błyskotliwie stwierdzał „Tyyyyy faktycznie, ale Ci spuchły, gdzie masz kostki?” no wybacz! A perspektywa wyjścia z domu i ubrania czegoś innego niż dres przyprawiała mnie o jeszcze większe mdłości… true story. Ale to wszystko minęło. Minęło i teraz mam półrocznego szkraba :)))
Po pierwszej ciąży myślałam, że z tym chorowaniem to ściema. (chociaż przytyłam prawie 25 kilo, byłam jak balon, hormony szalały no i cały pierwszy trymestr miałam poranne mdłości/wymioty) – pracowałam do samego końca, i czułam się rewelacyjnie. Za to druga ciąża… choroba zaczęła się zanim dowiedziałam się że jestem w stanie błogosławionym. Dosłownie trzy pierwsze miesiące spędziłam w łóżku/i nad toaletą, nie byłam w stanie złożyć poprawnie zdania, a co dopiero, żeby pracować?! potem nie było lepiej, z resztą ciągle jakieś złe wyniki, a to tarczyca, a to anemia, zmęczenie, senność, ale jeszcze miesiąc. Więcej nie planuje ;P
Genialny post. A wiesz, ja miałam jeszcze gorzej z tymi mdłościami. Miałam wprawdzie tylko jedną ciążę, ale mdłości KOSZMARNE, STRASZNIE SILNE, i trwające 24 h na dobę miałam od 8 tygodnia ciąży do pierwszego dnia po porodzie włącznie. Podsumowując: czułam się jak człowiek na chemioterapii, a nie kobieta w stanie błogosławionym. Nie wiem, jak ja to przeżyłam. I wciąż boję się panicznie drugiej ciąży, przez to ją odwlekam…
Tak! Zgadzam się w 100%! Ciąża to choroba! I to chyba jedna z najgorszych, jakie w ogóle mogą w życiu dopaść kobietę… Serio!
Sama teraz męczę się z tym horrorem już po raz drugi i skreślam dni do końca. Kilka tygodni temu zgubiłam kartę ciąży, więc moja ginekolog wypisała mi nową. Uzupełniając ją, wpisała inny oczekiwany termin porodu – o 3 dni późniejszy. To przecież absolutnie niczego nie zmienia, bo dziecko w brzuchu i tak nie ma kalendarza, więc rodzi się wtedy, kiedy chce, a nie wtedy, kiedy lekarz napisał w dokumentach, ale ja po powrocie do domu rozpłakałam się, z powodu tych trzech dni różnicy na karcie ciąży… Paranoja…
W pierwszej ciąży myślałam, że moje samopoczucie w ciąży to tragedia. Ale w drugiej okazało się, że ta poprzednia, to i tak był pikuś! O tym jaka mogłaby być trzecia ciąża nawet nie chcę myśleć… Dzieciaki są fajne, uwielbiam je i mogłabym mieć mnóstwo dzieci! Na prawdę 🙂 Dwa pierwsze dzieciaki sobie urodzę i jakoś zniosę te dwie ciąże, ale wszystkie pozostałe dzieci, to niech mi bocian przyniesie, albo z kapusty niech wyskoczą…
Moje obie ciąże od początku zagrożone. Przymusowe leżenie przez pierwsze 3 miesiące. Ale weź leż jak z każdej dziury leci non stop, śmierdzi nawet woda, nie da się jeść i ssie od środka. Ale jak tylko popatrzysz w stronę kuchni rzygasz – dobrze, że są miski ;)) Potem już lekarz mówi, że możesz powoli zacząć normalnie egzystować, ważysz 3kg mniej niż przed zajściem w ciąże, nadal Ci niedobrze i wszystko śmierdzi, ale pełna nadziei wychodzisz na spacer, a tu rwa kulszowa. Potem ciągle coś, atak wyrostku w końcu w 7mcu, skierowanie do szpitala, ale na szczęście udaje się uchylić przed zabiegiem. Ufff nie skończy się cc w 7mcu. Potem już niby lepiej, ale mało wód, jak tylko coś zjesz boli brzuch, dziecko słabo rośnie. Leżeć na lewej, żeby wyrostka nie gnieść, ale na prawej, bo w lewej nodze rwa…. w końcu upragniony poród i w końcu stan błogosławiony 😉
Pięknie napisane. Wzruszyłam się na końcu. Buziak.
Przeżyłam 3 ciążę i mimo nadkrzepliwości (codzienne kłucie się w brzuch heparyną), zgagi, niemożności zrzucenia kg po, mdłości, w ostatniej ciąży samych chorób dróg oddechowych, to chciałabym jeszcze raz ? nienormalna jakaś jestem. Masochistka ?
Oj jakie to wszystko prawdziwe ale wyobraź sobie, że ja dzień przed cc, 2 miesiące w szpitalu z moim olbrzymim brzuchem również w ciąży trojaczej, pomalowałam sobie paznokcie u stóp, żeby na stole dobrze się prezentować ? ale lekarze mieli ze mnie ubaw na sali operacyjnej hihi ?
Hmm.. wszystko smierdzialo od puerwszych dni ciazy – zakazalam sie perfumowac w biurze wszystkim jak nie chca miec moich zygowin na srole ?, zyganie poranne takze, grejpfruitow -wczesniej ulubione- nie moglam jesc? na siku od poczatku co chwile i to nic ze jeszcze nic nie uciskalo, potem problemy z sercem- nagle sie okazalo ze jedna komora serca sie za mocno zamyka? i mam palpitacje. Stres bo badania genetyczne cos tam u mnie wykryly i trzeba bylo meza badac, na szczescie on nie mial tego genu ktory moglby sie zmutowac z moim. Ogolnie jednak dobrze znioslam, maja gorzej jak widze. Mieszac pokarmy zawsze lubilam wiec nie bylo w tym nic dziwnego. Ale tak czekalam na te zachcianki w srodku nocy i niestety przyszly po fakcie, a maz na to: sorry honey juz nie jestes w ciazy ?
Mega się uśmiałam! Aż do momentu kiedy przypomniałam sobie o tytule tego posta… To jest śmieszne, ale też trochę straszne.
Łatwo jest mówić, że „ciąża to nie choroba”, ale pamiętać należy, że każdy ma inny organizm. To samo z okresem. Niektórzy nie przyjmują do wiadomości, że każdy reaguje inaczej. Dlatego nie robię sobie żartów z kobiet, które biorą wolne, bo mają okres. Niestety jest cienka granica pomiędzy faktycznym stanem zdrowia, a chęcią wzbudzania współczucia. Stąd właśnie biorą się hasła typu „ciąża to nie choroba”…