Wychowanie dziecka to nie tor wyścigowy.
Nasze życie to ciągły wyścig. Za pieniędzmi, za karierą, za mieszkaniem, za samochodem, nawet za mężem. W momencie, kiedy dowiadujemy się o ciąży, rozpoczyna się szaleńczy wyścig naszego dziecka. Musi sprostać wymaganiom poradników, koleżanek i oczekiwań sąsiadkowego świata. W końcu już w momencie urodzenia dostaje przecież punkty. Wychowanie dziecka to codzienne porównania.
I ja na początku dałam się wciągnąć w ten wyścig. Do pewnego etapu czytałam poradniki, porównywałam, sprawdzałam. A potem wszystkie je spakowałam i dałam koleżankom w ciąży. Gdybym się nimi przejmowała, chyba bym osiwiała! U mnie NIC nie było tak, jak w książce. Po pierwszej nocy przepłakanej przed komputerem, nie szukałam absolutnie żadnych odpowiedzi w Internecie. Moje dzieci według Internetowych ekspertów były umierająco chore, w najlepszym razie niedorozwinięte. Słuchałam tylko lekarza. Jak powiedział, że mam iść na rehabilitację, to poszłam. Jak zauważyłam coś niepokojącego u dzieci, pytałam.
Dzieciaki bardzo szybko nauczyły się jeść widelcem. Po prostu przy karmieniu ciągle mi go wyrywali, marudzili, pokazywali jak umieli, że chcą sami, więc kupiłam plastikowe i dałam do ręki. Nauczyli się momentalnie. A mieli wtedy niewiele ponad rok. Nikomu nie mieściło się to wtedy w głowie, ludzie mi gratulowali. A przecież nie zrobiłam nic oprócz odrobiny obserwacji i odwagi.
Ze smoczkiem pożegnaliśmy się przed pierwszymi urodzinami. Nie ze względu na przekonania, czy podpowiedzi mądrych książek. Z wygody. Dominik budził się 30 razy w ciągu nocy, za każdym razem, kiedy mu ten smoczek wypadł. Dziewczynki miewały niespokojne noce, do tego karmienie i na sen dla nas dużo czasu nie zostawało. Tak więc pozbyliśmy się smoczka. Dla siebie.
Przygodę z nocnikiem zaczęliśmy jak dzieci miały dwa lata i siedem miesięcy. Męczyliśmy ten temat pół roku. Wiedzieliśmy, że nie możemy się poddawać, choć było mega ciężko. Kto musiał zmienić w ciągu jednej nocy 5 razy pościel, 5 razy wykąpać przemoczone dziecko, zmienić mu ubranie i ponownie uśpić, ten może wie, co mam na myśli. Do teraz myślę, że dzieci nie były gotowe, choć już wszyscy naokoło uważali nas za rodziców patologicznych, a nasze dzieci za opóźnione. Dwa i pół roku i dalej w pieluchach? A ja po prostu obserwowałam dzieci i uważałam, że to nie ta pora. Nie przejawiały też absolutnie żadnego zainteresowania nocnikiem, toaletą, ani samodzielnością w tym zakresie. Sami też nie byliśmy gotowi na kolejne nieprzespane noce. Dlatego czekaliśmy. Nie przejmowałam się mitami o przedszkolu – żadne przedszkole nie ma prawa odmówić przyjęcia do placówki dziecka, które samodzielnie nie korzysta z toalety (informacja potwierdzona przez kuratorium w Krakowie).
Siadanie, raczkowanie, chodzenie, wzrost, waga – miałam to wszystko w głębokim poważaniu. Czy jestem nienormalna? Mało troskliwa? Czy jestem złą matką? Nie. Od początku miałam w domu trzy egzemplarze, trójkę zupełnie różnych dzieci, choć przecież urodziły się minuta po minucie, mają te same geny i stosujemy te same metody wychowawcze. Każde dziecko jednak na każdą rzecz reagowało inaczej. Mimo identycznej diety, jedno miało kolki, drugie nie. Jedno raczkowało, dwójka nie. Dwójka uwielbia pomidorówkę, trzecie nie. Dziewczynki bardzo szybko były na 90 centylu wagowo, a Dominik jest drobny. Nawet gdyby był najmniejszy w przedszkolu, nie martwiłabym się. Może po prostu będzie bardzo szczupły, jak jego wujkowie?
Są dorośli, którzy nigdy nie będą mieli prawa jazdy. Próbowali, ale się nie udało, nie potrafią pokonać strachu, nie potrafią się nauczyć. Powodów może być wiele. A przecież żyją, są szczęśliwi. Mają inne umiejętności. W szkole podstawowej moją zmorą był WF. Bardzo długo śnił mi się skok przez kozła. Oprócz nauczycielki, nikt z tego nie robił problemu, rodzice mnie nie zmuszali, nie ośmieszali, nie porównywali. Mama nawet przymknęła oko na to, że przestałam nielubianej Pani od WF mówić „Dzień dobry” jak wyszłam z podstawówki (a była to przecież jej koleżanka po fachu, z jednej szkoły). Kto by pomyślał, że 20 lat później przebiegnę maraton? Może jakby mnie zmuszali, do dziś sport byłby dla mnie traumą?
To, że podobno mówiłam i chodziłam przed pierwszymi urodzinami też nie miało znaczącego wpływu na moje życie. Nie wynalazłam prochu, chodziłam tak samo jak inni do podstawówki, liceum, a potem na uczelnię. Niczym szczególnym się nie wyróżniam.
Na tym nie przejmowaniu się chyba nieźle wyszłam. Do czwartego roku życia usypialiśmy dzieci. Jasne, że zazdrościłam innym rodzicom, kiedy opowiadali, że dają buzi, mówią dobranoc i wychodzą z pokoju, po czym dziecko grzecznie zasypia. Moje dzieci chyba by się utopiły w morzu własnych łez, gdybym tak zrobiła. Zawsze jedno z nas musiało głaskać, śpiewać (kto jeszcze nie wie, śpiewam zwykle „Lulajże Jezuniu” (sic!) i usypiać. Nieraz o tym dyskutowaliśmy i oboje uważaliśmy, że dzieci po prostu nie są na ten krok gotowe. Dalej więc robiliśmy swoje, olewając troski „życzliwych”. Aż do momentu, kiedy nadeszła właściwa pora. Pamiętając o dramacie z odpieluchowaniem, nastawialiśmy się na długą i ciężką batalię. A tu kolejna niespodzianka – od pierwszej nocy dzieci usnęły w przeciągu 10 minut. Wniosek – to był dobry czas, aby ich tego nauczyć.
Moje dzieci w sumie dość późno nauczyły się jeździć na dwóch kółkach. Ale co mi za frajda z obserwowanych na placach zabaw mini dramatów przy próbie zmuszenia dziecka do opanowania tej sztuki? Nie zmuszałam, a i tak samo przyszło i teraz w każdy ciepły weekend pokonujemy trasę min. 20 km. Pływać nauczyli się tak sobie, ale już zaczęły się wybrzydzania przy lekcjach, które miałam wrażenie odejmują mi kilku lat życia. Dałam rok luzu, w zamian woziłam na gimnastykę artystyczną. Z przyjemnością, a nie w nerwach. Wracamy na basen, bo dzieci chcą się nauczyć dobrze nurkować. No i super. Szukam innych talentów, przecież, podobnie jak wśród dorosłych – nie każdy jest doskonałym pływakiem, śpiewakiem, kierowcą, kucharzem. I to w życiu jest piękne. Różnimy się, a w przypadku dzieci tak łatwo jest nam o tym zapomnieć!
Wniosek dla mnie jest jeden – wychowanie dziecka to nie tor wyścigowy. Dziecko przychodzi do uporządkowanej już rodziny, nie wymaga od nas drastycznych poświeceń. Uwagi, miłości, rozwagi, cierpliwości, czasu, spokoju – tak. Stawania na głowie, szaleństwa i próbowania na siłę wpisać go w poradnik i sztywne normy – nie. Nie dajmy się zwariować, rodzice.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Od małego jesteśmy wpisywani w jakieś ramy, musimy spełniać kryteria, które ktoś wymyślił i nadał im miano „standardów”. Młodzi rodzice powinni z tym walczyć, bo dziecko szybko zauważy, że odstaje od wymogów i nie zrozumie swojej wyjątkowości…
My na podobnym etapie 🙂 Od kilku dni zasypianie bez Małej przyklejonej do mnie – i noce o niebo spokojniejsze. Wam życzę potrójnego powodzenia 🙂
Daga, wreszcie mogę zaprosić Cię „do siebie”: napoziomie.eu. Wpadnij jeśli będziesz miała ochotę 😉 Ściskam Cię Super Mamo! Victoria
Dzięki za zaproszenie, powodzenia!!
Ja powtarzam, że zawsze wychowuję i postępuje według własnego sumienia i moje dziecko jest szczęśliwe. Powalam na samodzielność, nie porównuję do nikogo 😉
I bardzo dobrze, piąteczka.
5! 😉
Myślę że do takiego podejścia trzeba dojrzeć . Niektóre mamy nie dojrzewają nigdy i przez to będą pewnie całe swoje życie spięte. Ja dojrzałam do tego stosunkowo wcześnie przez co jestem szczęśliwa i spokojna.
No właśnie, spokojna, to jest dobre słowo. Konkurencja stresuje.
Dagmara znowu dodałaś mi otuchy ! Na mnie już patrzą krzywo, że Basia ma 1,5 roku i nadal w pieluszce, ale teraz myślę, że przecież faktycznie może nie jest gotowa? Ona nie rozumie jeszcze z czym to się je i o co w tym chodzi i co mam na nią biedną krzyczeć?? Albo, że nie powtarza? Wszyscy wokół się chwalą, jakie to słowa i zdania już budują ich dzieci, a ja biedna zachodzę w głowę, czemu moja nie powtarza…. ale znowu… GOTOWOŚĆ !! Jesteś kobieto lepsza od psychologa, gdyby wszyscy wokół mieli takie podejście… a tu wyścig szczurów od małego. Dzięki ! 🙂
Niestety to my, rodzice, kreujemy ten wyścig, dzieciom jest obojętne. Nie daj się, Basia na pewno ze wszystkim sobie świetnie poradzi. W SWOIM CZASIE.
Moja ma prawie 3,5 roku i jeszcze nosi pieluchę. Za chwilę zaczynamy zabawę:) Polecam książkę „Każde dziecko może mieć sucho”- otwiera oczy rodzicowi
Nie znałam, a szkoda!
Bardzo mądra książka 🙂
Zakochałam się w Twoim blogu 🙂 moj ma rok… tesciowa od 4 miesiecy truje mi glowe kiedy kupuje mu nocnik bo jej dzieci na rok nie sikaly w pieluchy i kto to widzial wgl… jak dziecko kuzyna mialo pampersa prawie 3 lata (jest z grudnia) a teraz go odpieluchowali to po kazdej wizycie dzwonila i narzekala ze kto to widzial zeby mial pampersa, ze nie mowil dobrze nie jadl sam… Do tej pory nie wiem co komu do tego 😉
Ja też nie rozumiem tego wyścigu, że coś musi być wtedy i wtedy, z nocnikiem to w ogóle jest paranoja! Dzięki za komplement i zapraszam do dalszej lektury 🙂
Jeśli coś mnie niepokoi, konsultuję się z rodzicami (przedstawiciele służby zdrowia w domu to skarb :)) i z naszą lekarką. Nie porównuję do dzieci koleżanek, żyję z myślą, że każde dziecko jest inne i powiem szczerze, że bardzo mi z tym dobrze. Brak ciśnienia to nie brak jakiegokolwiek zainteresowania własnym dzieckiem.
Powiem Ci, że dobrze masz z tymi rodzicami! Przynajmniej rzeczowo ocenią sytuację.
Zgodzę się ale nie do końca. Ja przegapiłam moment w rozwoju fizycznym Młodej- nie była to jakaś wielka tragedia ale były problemy i bez rehabilitacji się nie obeszło. Gdybyśmy zaczęli wcześniej byłoby łatwiej i mniej stresów. Co do reszty- w pełni się zgadzam!
Wiadomo, że rozwój trzeba obserwować. My na szczęście mieliśmy dobrego lekarza i on wyłapywał wszystkie nieprawidłowości.
U nas małe przegapienie wyszło i to w sumie z naszej winy…kiedyś Ci o tym napiszę 🙂
Powtórzę się – Ciebie trzeba wydać w wersji książkowej!!! ludzie kochani przestańmy te dzieci porównywać i tresować. Ja mam ciężkie przeboje na klubikach dziecięcych angielskich i polskich, niestety to takie targowisko próżności…matek. Przykre, bo niestety niektórym dzieciakom się wręcz werbalnie dostaje za nieodpowiednie „przystosowanie”. Zabawa w „adekwatność” i (nie)umienie… oj powiem sceny dantejskie czasami.
P.S U nas rządzi „Cicha noc”. Status: hicior 🙂 !!! choć przyznam się, że przez ostatni rok zakres mojego repertuaru się niesamowicie powięszył :)! moja autorska wersja „Jadą jadą misie” to materiał na Grammy 🙂 i kilka płyt platynowych :).
Dawaj tekst a nie chwal się na sucho! Oczywiście ja tez Lulajże Jezuniu miksuję z Cichą nocą i Flecikami Kayah (??!!!). Czy my jesteśmy normalne? Hmmm…
freestajl! Miks „jadą jadą misie” do tego trochę „Waka waka” Shakiry i do smaczku trochę Pitbulla :)! do dzieci to „przemawia” lepiej niż Mozart:)! Wierzę, że odrobina szaleństwa jest gwarantem normalności i tego się trzymam!
Ważne, że matka zapodaje, co, to już inna historia 🙂
Jak zawsze świetny tekst. Szczęśliwe dzieciaki to takie, które mają szczęśliwych rodziców. A nie zabieganych, biorących udział w wyścigu szczurów i zapatrzonych w „mądre” poradniki czy fora internetowe.
Amen.
Te poradniki 🙂 🙂 oczytałam się trochę 🙂 teraz z tego mi się śmiać chce. Każda mama zna swoje dziecko wie najlepiej co jest dla niego najlepsze.
Jasne, że tak. Szczególnie taka, która ma ich trójkę.
Przy pierwszym dziecku trochę się wkręciłam w czytanie różnych poradników i portali o niemowlętach, a przy drugim zwyczajnie nie było na to czasu, a jak był, to było mnóstwo innych ciekawszych rzeczy do robienia. Przy drugim dziecku mam wrażenie, że łamię wszystkie zasady jakimi jestem bombardowana i jest nam z tym bardzo DOBRZE. Za to koleżanka, która też ma małe dziecko ciągle się dopytuje o postępy mojej córki i porównuje je z postępami swojej dziecka – masakra!ostatnio wprost jej powiedziałam, ze takie „zawody” mnie nie interesują.
I bardzo dobrze zrobiłaś! Piąteczka! My, matki musimy czasami być kategoryczne i asertywne broniąc swoich poglądów.
Masz absolutną rację. Niektórzy by chcieli zamiast dzieci mieć małych geniuszy, co to już po skończeniu roku potrafią wszystko, a tak pięknie nie jest.
Mam pytanie- czy Twoje dzieci są dwujęzyczne, bo nie mogę się dogrzebać do tych wiadomości :). Na pewno są, a czy mogłabyś mi napisać, kiedy nauczyły się mówić? Tak z ciekawości pytam, bynajmniej nie mam zamiaru porównywać z moją córeczką. Ona nie ma jeszcze trzech lat i nie mówi poprawnie, chociaż mój mąż uważa, że chyba już powinna. Ja zaś sądzę, że oczekuje cudów :).
Moje dzieci zaczęły mówić koło 18 miesięcy. Ledwo, pojedynczymi wyrazami. W wieku trzech lat było lepiej, ale i tak myliły im się wyrazy i często ciężko było zrozumieć sens. Teraz mówią dobrze, chociaż dalej przekręcają wyrazy. Rozumieją wszystko po angielsku i poproszone, powiedzą po angielsku, jednak same od siebie mówią po polsku. Nawet do męża, który nie rozumie.
Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie u mnie:).
Trzymam kciuki!
Temat nocnika…każdy, dosłownie każdy z mojej rodziny wytyka mi, że Antek jeszcze nie załatwia się na nocniku. Jak mowie, ze on nie jest gotowy to słyszę, że jestem leniwa i nie chce mi się go nauczyć. Ok, ale jak? Na siłę?
Tak, na siłę, jak kiedyś – masz dać w dupę i gówniarz ma sikać na nocniku. W głowie się nie mieści! Rób swoje, w końcu to Twoje dziecko, inni mieli już szansę wychować swoje i mogli sobie to robić jak im się podobało.
U nas podobny temat. Arek za bardzo nie chce mówić, chociaż już dawno powinien. Ale on nie chce i koniec. Nie przejmuję się tym tak jak kiedyś, bo wreszcie się przełamie i zacznie mówić. Może po prostu myśli, że to jeszcze nie odpowiedni moment.
Jeśli sprawdziłaś i nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań, to nie ma się co nakręcać. Ja zresztą słyszałam jak mówił dużo i chętnie, więc to pewnie ktoś Wam wkręcił niepotrzebnymi, głupimi pytaniami.
Mimo iż wiem o tym to takie malutkie ciśnienie pozostaje. Ale masz racje, koniec nakręcania 🙂
Zawsze jakieś jest, w końcu to Twoje dziecko i chciałabyś żeby było perfect, ale lepiej się nie przejmować, bo wtedy podświadomie przekazujemy to dziecku i może się jeszcze bardziej zablokować. Sama wiesz jak jest.
O widzisz, a propos nocnika. W tym temacie szczególnie nie rozumiem tego pędu i chwalenia się, że „moje dziecko już korzysta z nocnika”. Nawet ostatnio post o tym napisałam, że wkurza mnie taka presja, byle szybko, byle wcześniej przed dzieckiem koleżanki.
Ja też tego nie rozumiem, szczególnie, że na przykład w Australii lekarze uważają, że przed drugim r.z. się w ogóle nie powinno próbować, bo może to mieć negatywne konsekwencje w przyszłości.
O, tego nie wiedziałam. A czemu? Że dziecko będzie mieć psychiczny uraz do nocnika czy chodzi o jakieś fizjologiczne kwestie?
Za wcześnie i fizjologia jest zaburzona, co może skutkować problemami w przyszłości.
Dagmaro,uśmiechnęłam się ,czytając o Twojej kołysance.Mój syn jest już dorosły,ale od czasu ząbkowania (grudzień jakiś tam rok) ,do czasu dwa lata później,nie potrafił usnąć bez kolędy.To były czasy magnetofonu szpulowego.Eleni cudownie śpiewała kolędy -usypianki,ja mojego synka kołysałam,a on po piątej albo szóstej kołysance usypiał.Bywało zabawnie,gdy latem,przy otwartych oknach do sąsiadów docierały kolędy-nie obyło się bez pouczeń i krytyki.Ale od czego są matki!
Hahaha, oczywiście – inne matki najbardziej lubią pouczać i krytykować. Uwielbiam kolędy i moje dzieci chyba też 🙂 Dziś mnie córka poprosiła o tą piosenkę o Jezusku 🙂
„Lulajże Jezuniu” jest najsłodszą kołysanką dla wszystkich „nadżywych” dzieci:)
Najlepszą!
ja lubiłam rzucić jakiś kontrowersyjny komentarz po komentarzu w stosunku do moich Dzieci. czasem ludzie sie reflektowali a czasem nie.
miałam i mam w głębokim poważaniu to, co moje dzieci powinny robić czy umieć. najgorzej komentarze znosiłam przy jednym dziecku. po drugim porodzie zlewałam wszystkie dobre rady i porady 😀
I dobrze, ja też raczej zlewam.
Ja też usypiam synka spiewajac Lulajze…☺
Piąteczka! Najlepsza kołysanka.
haha… u nas też się sprawdza 🙂
Genialny tekst! Kiedy urodziłam córkę też wszyscy na około udzielali mi rad co i jak powinnam robić i po kilku dniach myślałam, że oszaleję. W końcu powiedziałam sobie, że to moje dziecko, ja z nim spędzam najwięcej czasu, obserwuję i wiem co jest dla niego najlepsze i czego potrzebuje. Każde dziecko jest inne i na wszystko przychodzi odpowiedni czas 🙂 Pozdrawiam Cię i dziękuję za wspaniałą lekturę 🙂
Bardzo proszę. Te dobre rady już tak z Tobą zostaną, to jest chyba w naszej naturze. Warto jednak zawsze mieć swoje, matczyne zdanie i za bardzo nie przejmować się gadaniem, nie tylko zresztą w tym temacie. Pozdrawiam!
Ja nigdy nie opierałam się na poradnikach czy innych wydawnictwach. Zresztą mając dzieci urodzone w 27 t.c., które już na starcie miały dużo do nadrobienia, zwariowalabym porównując ich rozwój do poradnikowych norm. Zawsze natomiast wszystkie wątpliwości kondultowalam z lekarzami. Dzieciaczki rozwijają się dobrze, mają już 10 lat i jak to mówią „nie odstają” od rówieśników. Do wszystkiego trzeba mieć zdrowe podejście i nic na siłę. Pozdrawiam. Agnieszka
Oczywiście, że tak. Szczególnie wtedy, kiedy ma się wcześniaki, czy szczególną sytuację. W ogóle ludzie są inni, więc nie ma co się wpisywać w jakieś schematy!
Nigdy nie patrzyłam na inne dzieci tylko na swoje, na ich potrzeby. Na pytanie jak długo zamierzam karmić bo przecież im starszy to będzie trudniej odstawić….czy kiedy będzie siusiał w pieluchy ( dostał nocnik syn jak miał 10mcy od babci, bo już czas) itp odpowiadałam, że przecież do 18 zdążymy. Szczęki im opadały jak odpieluchowaliśmy się w 3dni jak syn miał 22mce, jak odstawienie od piersi poszło bez płaczu, podążając za dzieckiem. Przy drugim synu mniej pytań 🙂 Każdy z nich inny i w innym czasie wszystko następuje.
Nocnik na 10mcy! Szkoda, że nie na chrzest od razu! Ja też lubię słuchać moich dzieci, nic na siłę!