Plac zabaw czyli miejsce bitwy.
Bywam coraz częściej na placach zabaw. Z przerażeniem obserwuję zachowanie rodziców. Bezmyślność, chamstwo i brak jakichkolwiek norm społecznych to tylko niektóre przykłady.
Wycieczka na plac zabaw to jak wykład o warstwach społeczeństwa i wystawa wszystkich typów rodziców w jednym miejscu. Zebrałam kilka punktów, które akurat ułożyły się w mini dekalog podstawowych zachowań, o których według mnie powinniśmy pamiętać, aby zabawa na placu zabaw była nie tylko przyjemna, bezpieczna, ale i pouczająca.
1. Jeśli Twoje dziecko zrobi coś, co drastycznie naruszy dobro moje lub mojego dziecka, dam Ci chwilę na reakcję. Jeśli jednak będę widziała, że dłubiesz w paznokciach udając, że nic się nie stało, sama zwrócę Twojemu dziecku uwagę. Walczmy z chamstwem.
2. Jeśli moje dziecko powie Ci dzień dobry, uśmiechnie się, czy miło do Ciebie zagaduje – proszę nie ignoruj go. Mimo tego, że ma tylko 100 cm wzrostu, ma uczucia i jest fajnym, małym człowieczkiem. Nie gryzie. Pokażmy naszym dzieciom na czym polega grzeczność.
3. Jeśli zobaczę, że Twoje dziecko szykując się do powrotu do domu zabierze nasze zabawki – poproszę, aby nam je oddało, ucząc je tym samym wartości przedmiotów materialnych i prawa własności.
4. Jeśli Twoje dziecko będzie się chciało przyłączyć do wspólnego budowania zamków na piasku, gry w piłkę, czy puszczania latawców – zaproszę je do zabawy. Chcę nauczyć moje dzieci otwartości na innych.
5. Proszę powstrzymaj się od palenia, picia alkoholu, przeklinania i głośnych kłótni przez telefon. Plac zabaw to bezpieczne miejsce dla dzieci. Nie chcę, żeby od Ciebie uczyło się złych nawyków.
6. Nie interesują mnie Twoje metody wychowawcze i proszę – nie krytykuj moich. Nie daję dzieciom w trakcie zabawy na przykład orzeszków, bo są dla nich w tym momencie potencjalnie ryzykowne. Moje dziecko może być śmiertelnie na coś uczulone, może być na specjalnej diecie, mogę w końcu nie pozwalać mu jeść słodyczy. Proszę nie częstuj go niczym bez pytania o moją zgodę. Powiedzenie do swojego dziecka donośnym głosem „Ty już jesteś duża i umiesz jeść orzeszki a te dzieci nie” było niepotrzebne. Wpajajmy naszym dzieciom szacunek.
7. Bądź obok, ale nie przytłaczaj swojego dziecka, pozwól mu na chwilę zabawy z rówieśnikami. Nie musisz i tutaj być satelitą. Naucz swoje dziecko odrobiny samodzielności.
8. Jeśli bawimy się obok, zachęcam wszystkie dzieci do dzielenia się zabawkami. Umiejętności współpracy i dzielenia się są na wagę złota.
9. Jeśli zobaczysz, że moje dziecko się przewróciło, upadło, jest zagubione lub niebezpiecznie zbliża się do huśtawki, na której huśta się Twoje dziecko – proszę zareaguj. Ja zrobię to samo. Uczmy nasze dzieci empatii.
10. Jeśli wychodzisz i otwierasz bramkę proszę zwróć uwagę na wszystkie dzieci. Jeśli zobaczysz dziecko bez mamy czy taty – nie wypuszczaj go. Reaguj zanim zdarzy się coś tragicznego. Pokażmy naszym dzieciom na czym polega bezpieczna zabawa.
Czy o czymś zapomniałam? Starałam się, aby ten wpis był w miarę ciepły, choć do rozpaczy doprowadzają mnie niektórzy rodzice (a ja pewnie ich). Ale, ale – chamstwem chamstwa nie oduczysz, więc dzisiaj było na spokojnie. Dziękuję za uwagę.




Pięknie to ujęłaś…ale nawet gdyby Twoje słowa wisiały na każdym placu zabaw to i tak trafi się człowiek, który rozwali cały system…
I pewnie z jeszcze niejednym mnie zaskoczy.
Taka lista przydałaby się na każdym placu zabaw! Ja naprawdę staram się być dla każdego miła, ale niektórych zachowań serio nie rozumiem. Ile razy musiałam Gaję zabierać ze ślizgawki, bo kobiety nad nią stały i paliły, albo inne takie. Z tym „dzień dobry” to też różnie bywa. Mogłabym znaleźć anegdotkę do każdego punktu…
Wiem, wiem, znam Twoje historie 🙂 Trzeba o tym pisać, może dotrze do większej ilości osób?
A ja właśnie dziś wybrałam się na okoliczny plac zabaw, przy szkole na mojej wiosce i … nie było nikogo. I jak tu stosować Twoje świetne rady? 🙂 ale masz dużo racji, plac zabaw to jak poligon, na którym dzieci uczą się podstawowych zasad. Warto wpajać, jak wszędzie, te dobre.
Gdyby znalazły się jakieś 2-3 sztuki, to byś miała idealną sytuację;) U nas, w godzinie „zero”, dzieci wysypują się z piaskownicy!
zamiast regulaminów osiedlowych placów zabaw powinno się wywiesić treść tego wpisu 🙂
Dzięki wielkie! Regulamin wisi. Nikt nie przestrzega, ech 🙁
Powstał fajny dekalog. Niestety na placu zabaw znajdą się rodzice, którzy nie będą go przestrzegać…
Codziennie.
Jej, ten poligon dopiero przede mną, ale już zaczynam się obawiać…
Dasz radę, może znajdziesz jakiś pusty? 🙂
Niestety, trzeba będzie się poświęcić – niech syn nabywa umiejętności społeczne 🙂
Bardzo cenne wskazówki i chociaz mój syn nie bawi się na placach zabaw to z przyjemnością przeczytałam o tym o co walczyłam kilkanascie lat temu. Tak trzymaj. Gratulacje
Dzięki! Niestety to chyba z wiatrakami walka.
W trakcie czytania zaczęłam się uśmiechać 🙂 To taka trochę lista marzeń 😀 Niestety, najgorzej jest u nas z dzieleniem się zabawkami. Misiek od dawna chodzi na zajęcia, gdzie wszystko jest wspólne i nie dzieli zabawek na „moje” i „Twoje”. I nie wiem, dlaczego inne dzieci tak mają, ale ciągle jest „moje, moje, oddawaj”. A przecież fajnie jest się wymienić na chwilę. Co z tego, że każdy ma te same zabawki z Pepco… są innego koloru i Misiek od razu do nich leci.
Moje dzieci jak były mniejsze zawsze chciały bawić się cudzymi, nie ważne było, że swoje były identyczne!
Całe szczęście nie spotkałam się z łamaniem powyższych zasad, no może poza tą empatią i szacunkiem do czyichś rzeczy… Jednak rzeczywiście plac zabaw to czasem miejsce bitwy i rywalizacji. Kiedy w ubiegłym roku chidziłam na plac zabaw z dziećmi nie cierpiałam tego czasu… Każdy był dla siebie obcy, nawet jeśli codziennie się widzieliśmy. Każde obce dziecko to wróg, a każda zabawka „moja i tylko moja”. Każde przewrócenie, czy uderzenie przez obce dziecię równało się z brakiem reakcji i oglądaniem paznokci właśnie. Jednak przeniśliśmy się na inne osiedle i tu z ogromnym zaskoczeniem oraz radością stwierdzam, że znalazłam wspaniały plac zabaw ! Dla mnie i dla dzieci. Matki się znają i rozmawiają, dzieci też razem się bawią i dzielą. Jedna mama pomoże drugiej zatrzymać huśtawkę, gdy ta gdzieś dalej z drugim szkrabem. Nie ma żadnych lepszych i gorszych. Aż przyjemnie iść posiedzieć 🙂
Bywają i takie, świetnie, że udało Ci się znaleźć! Ja na swoim mam różnie – raz są mamy, które są miłe, uśmiechnięte i otwarte, innym razem przytaczana już na blogu sytuacja, kiedy moje dziecko dotknęło wypasionego rowerka innej dziewczynki, na co z drugiego końca placu zabaw rozległo się głośne „NIEEEE DOTYYYYKKAAAAJ ROWWEEEERUUUUUU” i nadleciała zziajana, wściekła Babcia, wnuczka wybuchnęła płaczem a my z córką stałyśmy jak słupy soli 🙂
Ja bywam z córką na wielu placach zabaw. Hania jest otwarta i z prawie każdym dzieckiem chce się bawić.
Uczę ją, że nie „musi się dzielić” (co osobiście wkurza mnie ten tekst u innych), ale że WARTO się dzielić…A jeśli nie, to trudno.
Często mamy mają z tym dylemat i Ja to rozumiem. Ale piaskownica to bardzo dobre miejsce na uczenie dzieci społecznych zachowań w grupie…
Najważniejsze, aby dziecko czuło wparcie w rodzicu, bo jak wiadomo przykład idzie z góry….so true…pzdr
Wreszcie nadrabiam zaległości! 🙂 Mnie najbardziej na placach zabaw uderza to, że rodzice zamiast spędzać ten czas z dzieckiem, puszczają je samopas, pieprząc głupoty z koleżanką lub przez telefon, nie interesując się za grosz dzieckiem :/ A co do reszty, mimo, że Pola jest mała, uczymy ją dzielenia się zabawkami, co chętnie czyni, bo to towarzyska dusza :p Na szczęście na placu, na którym przesiadujemy jest komuna, wszystkie zabawki w piaskownicy są wspólne, do momentu opuszczenia placu zabaw, przez właścicieli zabawek 🙂 Każdy przynosi, co ma i zabawa trwa 🙂
U nas różnie z tym bywa niestety, a ja najbardziej kocham rodziców, którzy i dziecko i psa wielkości wilczur puszczają samopas a sami palą fajki i gadają przez telefon. Ech.
Ja wlasnie nie ogarniam tego wyjść z dzieckiem na spacer i musieć mu palic papierosy nad głową na hustawce :/ kiedyś musialam zwrócic uwage panu, ze byloby milo jakby jednak odszedł na chwile id dzieci bo tylko ten dym wdychaja, kurcze jakby w Krakowie malo syfu w powietrzu było 🙁 troche sie zawahalam na poczatku bo to taki byczek w dresiku był, ale nie powiem przeprosił i odszedł na bok.
A w ogole to sie teraz zorientowałam, ze to dość stary wpis 😀 ale w sumie ciagle aktualny 🙂
No jasne, aktualny zawsze, najbardziej w sezonie.