Zboczenia matek.
Oprócz stosów prania, torebek, w których są zawsze mokre chusteczki, pokruszone ciastka i oblepione lizaki, zimnej kawy i notorycznego jechania na oparach, matki mają coś jeszcze. Mają swoje zboczenia, których nabawiły się wraz z potomkiem. Zboczenia matek powodują, że wszystkie zwykle doskonale się rozumiemy. W końcu należymy do tego samego klubu. Klubu wiecznie niewyspanych, zafiksowanych na punkcie swoich dzieci matek.
Matki są dziwne. Odkąd u ich boku pojawia się dziecko, przewidują zagrożenia, oczami wyobraźni widzą mini-tragedie i na każdym kroku towarzyszy im chora wyobraźnia. Mnie też.
Przytrzaśnięte palce. Zboczenia matek zaczynam od palców, bo choć moje dzieci są już duże, nadal, zanim zamknę jakiekolwiek drzwi sprawdzam, czy nikt czasami przy nich nie stoi, z rękami w futrynie, czy nikt nie trzyma szafki z palcami w środku. Strasznie mnie to irytuje i zastanawiam się, czy mi to kiedyś minie. Dzieciaki w ogóle nie mają takich obaw. Tak strasznie się bałam, że dzieci sobie przytrzasną palce, że w końcu sama sobie zamknęłam bagażnik samochodu z własną ręką w środku. Wiem, wiem, wydaje się to technicznie niemożliwe, a jednak. Chyba nie ma też mieszkańca Warszawy, który nie słyszał Niny, która zamknęła drzwi od taksówki z palcami w środku, podczas naszej podróży do Warszawy.
Wołające „Maaaaaamoooo”. To „mamo” mnie prześladuje. Właściwie nie ma momentu, żebym na dźwięk malucha wołającego „mamo” nie zareagowała. Nawet, jeśli uda mi się powstrzymać gorączkowe poszukiwania wzrokiem dziecka, które woła, nie jestem w stanie tego odruchu wymazać z głowy. Nawet wtedy, kiedy moje dzieci są bardzo daleko ode mnie, to „mamo” nie daje mi spokoju. I, choć czasem tylko na sekundę, zawsze się w środku wzdrygam. „Mamo, mamo”, co, kto, gdzie? Znam mamy, którym się to „mamo” śni po nocach.
Rozrywki. Odkąd jestem mamą, zawsze, kiedy przejeżdżam koło placu zabaw, automatycznie zwalniam i taksuję wzrokiem. Fajny, niefajny, warto przyjechać z dziećmi? To samo tyczy się restauracji, które automatycznie oceniam, czy są przyjazne dzieciom. Zanim się zastanowię, czy mi smakuje jedzenie, już wiem, czy w danym miejscu spodobałoby się dzieciom! Kiedy idę do kina też zawsze zerkam na repertuar dla dzieci. Choroba!
Dramaty w tv. Nikomu źle nie życzę, ale kiedy widzę w tv doniesienia o kolejnych tragediach dotyczących dzieci, truchleję. Natychmiast, o każdej porze dnia i nocy, muszę zlokalizować swoje dzieci i jak się da, przytulić i odetchnąć z ulgą.
Toaleta. Choćby na końcu świata, w nieznany miejscu matka zawsze wyczai toaletę. Z dzieckiem pod pachą nie zawaha się użyć nawet tej w drogiej restauracji, obok której tylko przechodzi. Dziecko przecież musi!
Telefon z przedszkola/ze szkoły. Nie wiem, czy nauczycielki mają tego świadomość, ale kiedy widzę na ekranie napis „szkoła”, uginają się pode mną nogi. W 2 przypadkach na 3 to zawsze jest coś niemiłego. A to choroba, a to wypadek.
Cofanie. Znam kilka przypadków dzieci, które zostały potrącone przez cofającego rodzica. Dzieci są małe, często nie wychwytują ich czujniki, nie widać ich w lusterku, nie pomaga też pośpiech i życie w wiecznym pędzie. Zawsze sprawdzam, czy są bezpieczne, kiedy wyjeżdżam z domu. I nawet jak są w środku, wycofuję bardzo powoli, co najmniej jakby to miało pomóc lub mogło coś zmienić.
Okno. Byłam z dziećmi u znajomej na obiedzie. 3 piętro w bloku, zajęłyśmy się podawaniem obiadu. Weszłam do pokoju, w którym jeszcze moment temu spokojnie bawiła się nasza czwórka. Jedno dziecko w połowie wisiało za oknem. Ułamek sekundy mógłby zniszczyć nam życie. Od tego czasu nigdy nie zostawiam dzieci w pokojach z otwartym oknem wyżej niż parter. Nie muszę chyba dodawać, że ta sytuacja miała miejsce jakieś dwa lata temu, a do teraz bywa, że śni mi się po nocach i bardzo wyraźnie staje mi ta sytuacja przed oczami.
Woda. Człowiek topi się w ciszy. Nie krzyczy, bo brak mu tchu. I w tym wypadku wystarczy tylko kilku sekund nieuwagi. To dlatego uczę moje dzieci pływać, odkąd skończyły pół roku i na basenie, choć leżę sobie spokojnie na leżaczku, nie spuszczam dzieci z oczu.
Zakrztuszenie. Do teraz czytam doniesienia z kliniki Budzik i czekam na dzień, w którym obudzi się córka Ewy Błaszczyk, która 17 lat temu zakrztusiła się TABLETKĄ i zapadła w śpiączkę. Życie jest strasznie niesprawiedliwe i kruche.
Plac zabaw. Muszę się pochwalić, że uczyniłam postęp i już od jakiegoś czasu siedzę spokojnie z boku. Nadal jednak nie jestem w stanie skupić się ani na książce, ani na pogaduchach z drugą matką, ani na zabawie telefonem. Winię za to wszystkie mrożące krew w żyłach newsy i filmiki, jak pan „na pieska” wyprowadza dziecko z placu zabaw w 30 sekund. Nie mówiąc już o tym, że ratuję okoliczne dzieci przed uderzeniem huśtawką. Jestem dość szybka i po prostu moja wyobraźnia, choć chora, jest dość przewidująca.
Fajny wujek. O pedofilach już pisałam tyle razy, że ten temat wydaje mi się wyczerpany. Powiem tylko jedno – pedofil to nie jest jakiś obcy, obleśny, nieznajomy facet. To ZWYKLE ktoś, kogo dziecko zna i kogo darzy zaufaniem. Może być to nawet babcia. Także ten, trzeba uważać, no.
Sama w domu. Lubię jak męża czasami nie ma wieczorami w domu. Maski z błota, uda w palącej folii, wałki na głowie i rodzinka.pl na ekranie, idealny wieczór! Przyznam jednak, że odkąd jestem mamą czasami przemyka mi taka niemiła myśl przez głowę. Tylko wtedy, kiedy zostaję sama z dziećmi na noc. Co gdyby mnie szlag trafił we śnie? Czy dzieci wiedziałyby, jak się zachować? W sumie uczę je, że w razie niebezpieczeństwa trzeba wykręcić 112, ale cholera wie, czy któreś z nich miałoby na tyle zimnej krwi i trzeźwego umysłu, żeby to zrobić. A jeśli nie, to jak doszłyby do sąsiadów, skoro mają zakaz wychodzenia poza skrzynkę na listy? Koleżanka zrobiła swoim test, ale mnie wydaje się to trochę okrutne. Ktoś, coś?
Schody ruchome. Niby nic, ale moja córka jakieś dwa lata temu usiadła sobie na ruchomych schodach, nie wstała na czas i pół sukienki wkręciło się do środka. Nie muszę chyba dodawać, że absolutnie nikt w zatłoczonym centrum handlowym nie miał ochoty pomóc, dzieci krzyczały, a matka się porządnie przestraszyła.
Latanie we dwójkę. Lubię pojechać gdzieś tylko z mężem, ale zawsze wtedy towarzyszy mi taka myśl, co by się stało z dziećmi, gdyby nas zabrakło? I tutaj muszę spytać, czy rzeczywiście tak jest, że można w testamencie wpisać kogoś, kto chcemy, żeby przejął opiekę nad dziećmi w razie, gdyby nas zabrakło i może to nie być ktoś z rodziny? Wiecie, jak w filmach, wybierasz sobie parę bezdzietnych znajomych zamiast teściowej? Da się?
Różowy dla dziewczynek, niebieski dla chłopczyków. Strasznie mnie to drażni, że na ubraniach dla dziewczynek są same napisy traktujące o słodkich, różowych jak wata cukrowa problemach Barbie, a na koszulkach dla chłopaków są już od najmłodszych lat teksty związane z siłą, przygodami i marzeniami. Co stało się z marzeniem o kobiecie prezydencie? Kiedy tylko się da (w praktyce, kiedy na zakupy idę bez dzieci), kupuję koszulki o hasłach ogólno-życiowych. Bo chłopaki mają też prawo do dbania o swój wygląd, a dziewczyny do marzeń. I to nie tylko o jednorożcach i tęczy.
Niezła ta lista, co? Wiem, że niejeden podniesie brew. I pewnie padną komentarze, że strach paraliżuje, że tak się nie da całe życie. No cóż, matka, to, jak powszechnie wiadomo, stan umysłu. Przestanę się obawiać o dzieci jak zamknę oczy. Po raz ostatni. A do tego czasu będę robić obczajki na placach zabaw i mieć inne zboczenia matek. I wiem, że nie jestem sama. Nie udawaj, że nie przytakiwałaś głową i nie myślałaś „też tak mam” w trakcie czytania! Jakie są Twoje zboczenia matek? Co dodasz do listy? Pewnie i tak wszystkie tak mamy!
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Tak, tak…też tak mam. I najgorsze, że to zostanie do końca życia…
Rower dodałabym jeszcze. Zawsze pod nadzorem dorosłego. Raz moja córa tak się wyciągnęła na prostej drodze, że mnie też bolało. Łokcie i kolana pozdzierane, Krwi, jakbyś rzeźnię odwiedziła… Nie łatwe jest życie matki. Pozdrawiam i głowa do góry 🙂
Mój syn niedawno jechał na krechę z górki. Nie mógł się zatrzymać. Zahamował kolanami. Zdarte, krew jak w rzeźni, no masakra. Ale teraz jest strasznie dumny z tych blizn. He he.
Nie jestes sama, znam te zboczenia…
Ja oprucz tego wielokrotnie latam sprawdzac czy oddychaja w nocy, taka paranoja, ale nikt z bliskich nie jest wtajemniczony w te zboczenia ( uznali by za wariatke)
No przecież wiadomka, że większość matek sprawdza!
Troche mnie wystraszylas, bo dotychczas jeszcze nie balam sie ruchomych schodow. A kazdy inny punkt z Twojej listy mam odfajkowany. Pozdrawiam serdecznie Beata
A idź mi z tymi schodami, wcześniej też się nie bałam, aż do tej sytuacji!
U nas największym panikarzem jest mąż ;-). Ja oczywiście martwię się, ale jakoś mam jakby więcej spokoju wewnętrznego. Może to wynika, że moja mama naprawdę dużo nam pozwalała. I o dziwo nie latała za nami wszędzie i może mam to po niej. 😉
Ja też nie latam, ja tylko obczajam :))))
Jesli chodzi o podroze tylko we dwoje, to myslalam ze tylko ja mam fiola…..ulzylo mi 😛
No niestety nie. Może kiedyś minie?
Ja bym dodała mycie rąk – przecież jak choćby raz nie umyje przed jedzeniem, to zachoruje na jakąś straszną chorobę 😉
Ja też pilnuję, ale zdarza mi się zapomnieć, przyznaję.
Wszystko się zgadza. Dla mnie najgorsze jest przewidywanie tragedii, zawsze mam przed oczami minimum 2-3 możliwe zakończenia tragiczne. Ja też mam czasami problem z położeniem się spać, aj nie dam przez sen po kilka buziaków i nie powiem kilka razy „Strasznie Cię kocham synku/córeczko. Śpij dobrze kochanie.”
Hehe. Jak moje dzieci zasną, boję się budzić! 🙂
Ja tak nie mam. Może to ja jestem dziwną matką:))) Ale oczywiście mam swoje lęki – przerażają mnie „rodzice – helikoptery” 🙂
Coś tam na pewno masz, ale może mniej się nad tym zastanawiasz, bo każda matka się boi o swoje dziecko. Helikopterów też nie lubię, ale wolę niż matki, które nie wiedzą, gdzie jest ich dziecko i co robi.
nasza ma dopiero 2.5 ale prawie wszystko to samo. dodam tez o myciu rak – bo przed jedzeniem po jedzeniu po powrocie z przedszkola, podworka itd. goraca kawa czy jakikolwiek inny goracy napoj- jak najdalej od malych raczek bo „I want it too” do wszystkiego co my pijemy. no i zabawki czasem tez groznie wygladaja i te przewidywania co sie stanie tez mi sie tu wlaczaja. jeszcze jak jade samochodem po mala do przedszkola to zeby tylko jakiegos wypadku nie bylo a jak mam przed soba samochod z drabinami na dachu to na inny pas uciekam bo mam zaraz wyobrazenie ze spadna na mnie. z tym testamentem to chyba w kazdym kraju inaczej. my sie w usa tez nad tym zastanawiamy i szukamy bo jakby cos sie stalo to nawet rodzina nie moglaby jej stad wywiezc do polski ( tu nikogo nie mamy) bo jeszcze obywatelstwa polskiego jej nie wyrobilismy. niby ma bo rodzice polacy ale nie ma bo nie ustanowione w urzedzie ?
Widzę, że masz podobne obawy. Psom też nie ufam, już nie mówiąc o tym, że nie miałabym serca wyrzucać z łóżka, a jednocześnie mnie to obrzydza
Każdy punkt potwierdzam. Ale -wolanie MAMOOOO – znalezienie toalety (zawsze i wszędzie) i przebywanie samej w domu to moje największe fijoły… Ale NIE JESTEM SAMA i to mi dodało otuchy 😉
Że tak powiem w „kupie” raźniej.
Hej! Tez cierpie na wszystkie schorzenia wymienione wyzej, plus – gumki do wlosow, zakladane przez moje corki na wszystkie mozliwe konczyny naprzemiennie! Po zasnieciu dzieci sprawdzam kazdy paluszek czy nozke. Obily mi sie kiedys o uszy dziwne historie o zatrzymanym krazeniu!
O matko! Zaraz sie dowiem, ze mam paranoje 😀
Pozdrawiam, Kasia.
Hahahaha. Moje dziecko uwielbia się owijać kocem. Zawsze w nocy sprawdzam, czy się za mocno nie owinęła. Także piąteczka.
Taak, mózg po porodzie się zmienia. Ja na przykład dowiedziałam się się, że są terminy nieprzekraczalne ?
NIEPRZEKRACZALNE
Już wcześniej w pracy miałam narzucone terminy. Nikt wcześniej nie dopingował mnie jednak – głośnym płaczem.
Pora karmienia to pora karmienia i koniec. Nie ważne, że w tej właśnie chwili musisz skorzystać z toalety ?
No przecież! Z czasem te problemy stają się banalne, ale równie naglące! I nie ma zlituj.
Witam, wszystko się zgadza. W nocy też wciąż sprawdzam czy dzieci oddychają:-) Przeraża mnie że w szkole są strome schody i boję się żeby jakieś dziecko nie strąciło mojego:-( wszystkie kanty w domu zabezpieczone, klamki w oknach na kluczyk, dużo by wymieniać…
Zawodowo zajmuje się BHP i niestety moja wyobraźnia dotycząca zagrożeń nie zna granic:-(
Dopiero jestem w ciąży, więc zboczeń dzieciowych jeszcze się nie dorobiłam, ale hodowałam kiedyś szczury i wiem o co chodzi 🙂 Nie przesunęłam obrotowego krzesła bez sprawdzenia, czy jakiś ogon nie leży blisko kółka, a chodząc robiłam małe kroki i nisko podnosiłam stopy. No i obowiązkowe sprawdzenie obecności w klatce po powrocie z „wybiegu” 😛 Miałam też kota namiętnie zrzucającego szklanki ze stołu i do tej pory wzdrygam się na dźwięk szkła szurającego po blacie 😀
Z niektorymi punktami tez sie zgodze, ale moja wyobraznia pod wzgledem tragedii jest troche ograniczona wiec zywot mam spokojniejszy. Juz nawet nie boje sie jak moj dwulatek wchodzi po drabinie (5stopni) do zjezdalni bo wiem ze potrafi i nie spadnie. Na palce specjanie nie uczulalam. Syn przytrzasnal sobie palce dwa razy szuflada i raz drzwiami w domu teraz jest ostrozniejszy niz ja:) nieustepliwa jestem natomiast w kwestii wody. Dziecko w wodzie – z oczu spuscic nie wolno.
Jestem córką matki-helikoptera, która jest mistrzynią w szukaniu potencjalnych zagrożeń. W dodatku mój mąż jest trochę panikarzem. Dlatego ja jestem dosyć wyluzowana. Ktoś musi:))) Moja obsesja to odkładanie wszystkich kubków i szklanek z daleka od krawedzi stołu i lęk przez przytrzasnieciem przez drzwi windy (ale to drugie mam od dawna – jeszcze z czasów przed dzieckiem).
a osy i pszczoły i niedajBoże szerszenie? mam moskitiery w całym domu i w wózku… plus jeszcze pestki z brzoskwiń z cyjankiem, jakby ktoś miał za mało fobii to przypominam 😉
Noc sama z dziecmi – u nas bardzo czesto, wlasciwie normalka. Ale nie ma zmiluj – nie raz kusi mnie chlodne piwko czy kieliszeczek wina, ale mowy nie ma. Ten strach, ze im sie cos stanie, ze jakis pozar, a ja nie bede w stanie trzezwo ocenic sytuacji i zareagowac prawidlowo. W ogole – pozar w nocy. Wczesniej mieszkalismy na piatym pietrze i przyznam, ze to byla moja wizja jak z horroru, szczegolnie kiedy pojawilo sie drugie i juz wiedzialam, ze to nie tak, ze zlapie pod pache jedno i uciekam.
Mily wujek – nie dalej jak miesiac temu taka scenka – jestesmy w parku, starsza taple sie jeszcze w sadzawce, mlodszy juz skonczyl i idzie do dzwonu, tam wisi taki japonski dzwon na pamiatke Hiroszimy. Wlasciwie gong, bo nie ma serca. Widze go, ale czekam na starsza. Widze, ze rozmawia z obcym panem, wydaje mi sie ze slysze strzepki rozmowy – pan czyta mu tablice upamietniajaca. Moj syn zna juz ja, ale lubi, jak sie mu ja czyta. I razem probuja uderzyc w dzwon, ale patyki sa sa cienkie. Pan mowi – to ja poszukam, a moj syn… ufnie idzie za nim w krzaki. Pojawiam sie ja, oczywiscie juz z daleka glosem sygnalizuje, ze nie, nie jest sam, ze jestem tu i czuwam. Pan sie tlumaczy, ze nic mojemu synowi nie grozi, ja sama nie wiem, czy to jest to ta sytuacja, ktorej wszycy sie boimy, czy moze jednak nie, moze przesadzam. Ale widze, ze moj synek z cala swoja ufnoscia i checia pomocy moglby byc latwym lupem. W drodze powrotnej „przerabiamy” „na pieska”, „na kotki w piwnicy”, czy na „lubisz kolejki? Mam w domu skrzynke po synu”. Synek sie zawstydza, ale we mnie zostaje drzazga leku,
Bingo! witam w klubie!