Przychodzi matka do matki, a tam… środkowy palec.
Odkąd 11 lat temu zostałam matką, zadziwia mnie wszystko. Od czasu, który nagle skrócił się niemiłosiernie, przez bunt dwulatka, który trwał siedem lat, po zrujnowanie komuś życia kanapką, która posmarowana jest miodem, a miała być z innym miodem. Ale najbardziej, i to się nie zmienia, dziwią mnie przypierdalanki innych matek. Nie da się tego inaczej nazwać. Tak, jakby życie z dziećmi nie było wystarczająco wymagające, znajdzie się zawsze taka jedna z drugą, która, przeświadczona o swojej omnipotencji, czuje się w obowiązku informować innych. BO ONA…
