Mam covid. Ja, biegająca maratony, silna i zdrowa.
Mam covid. A właściwie to miałam. Nie jest więc już dla mnie teorią, czy wymyślonym spiskiem. Ale od początku. Mój mąż ma astmę. Z tego powodu od początku pandemicznego szaleństwa trochę bardziej z trwogą patrzyliśmy na statystyki i sytuację w kraju i na świecie. W pierwszych miesiącach przestrzegaliśmy wszystkich zaleceń, a mąż, poza spacerem z psem w szczerym polu na otaczającej nas wsi, praktycznie nie wychodził z domu. Siedzieliśmy potulnie na kwarantannie, nie spotykaliśmy się praktycznie z nikim, nawet z rodziną. Ograniczyliśmy wyjścia do sklepu, kontakty ze światem zewnętrznym zredukowaliśmy do minimum. Potem jednak coraz bardziej…
