• Macierzyństwo sprzeczności jest takie męczące.

    Nie tęsknię jakoś szczególnie za „kiedyś to były czasy”, bo czasy zawsze są, a te teraz najlepsze, bo nasze. Ale kurka no muszę zgodzić się z tym, że kiedyś to matki miały łatwiej. Dzisiejsze macierzyństwo sprzeczności jest takie męczące! Pilnowały, żeby dzieci się uczyły, żeby na kolację wracały do domu i żeby nie chodziły podarte. Mogły za to po podwórku latać brudne, przecież z brudu nikt nie umarł. U babci jadło się tyle ciasta, ile się miało ochotę, pajda chleba z masłem i białym cukrem to dopiero był rarytas. Gluten był spoko, chociaż…

  • W nosie mam rodzicielskie teorie. Ups.

    W nosie mam rodzicielskie teorie. I jakoś mi z tym dobrze, nie zmuszam się do niczego, co wydaje mi się nienaturalnie sztywne. Teraz się mówi, żeby dzieciom nie pomagać z zadaniem domowym. Pomagam. Nie robię za nikogo, ale chętnie pomagam. Wiem, że ten etap minie i w ósmej klasie nie będę siedziała nad fizyką, bo do szkoły już chodziłam. Pomagam teraz zrozumieć lektury, douczyć się gramatyki, czy zapamiętać trudne słówko. Tata ze mną całe nauczanie początkowe odrabiał po szkole lekcje. Minusów do dziś nie widzę, choć, jak każdy dorosły, widzę inne…