Rodzicielskie reguły gry.
Z okazji niby zimy i byle jakiej pogody, podaję kilka wskazówek na to, jak miło, pożytecznie i rodzinnie spędzić czas, korzystając z szerokiej oferty rozrywek dla dzieci. Wybierając się do kina, teatru czy na warsztaty robienia czekolady, musisz pamiętać jednak, że istnieją rodzicielskie reguły gry, których przestrzeganie zagwarantuje Ci odrobinę świętego spokoju i pełne wykorzystanie Twojego czasu i pieniędzy.
Jeśli idziesz z maluchem do kina, kup mu największy zestaw – koniecznie popcorn, duże picie i nachos. Nie przejmuj się, jeśli tym popcornem będzie rzucać przez trzy rzędy, piciem obleje sąsiada, a sos z nachosów wyląduje na siedzeniu obok. Przecież to dziecko jest, wszyscy zrozumieją! Do toalety też pakuj się bez przeszkód. To, że dzieci mają malutki pęcherz wiadomo od dawna, nikt Ci nie będzie miał za złe sześciu wycieczek.
Kiedy idziesz z dzieckiem na przedstawienie, nie przejmuj się zbytnio czasem rozpoczęcia. Wiadomo przecież, że masz dziecko, więc czas jest pojęciem względnym. Wpadnij 10 minut później, głośno szukaj swojego miejsca, a potem komórą oświetlaj cztery rzędy. Oj tam, oj tam, nie mogli chwilę poczekać?
Teatr to idealne miejsce, aby Twoje dziecko pokazało swoje zdolności aktorskie. Absolutnie nie zabraniaj mu wchodzenia na scenę i biegania między rzędami! Może akurat odkryje go łowca talentów? Od razu przecież widać, że czuje się nieskrępowanie, swobodnie i naturalnie. Wrodzony talent.
Skoro już musisz płacić za dodatkowe rozrywki, upewniaj się, że masz najlepsze miejsce. To nic, że siedząc w pierwszym rzędzie zasłaniasz wszystkim dzieciom, które siedzą za Tobą. W końcu płacisz, to wymagasz!
Wyjście z dzieckiem to idealny czas na motywacyjne rozmowy. Siedzisz na przeciwko matki, której dziecko napisało swoje imię. Od razu wypalasz: „A ile Ty masz lat, dziewczynko”? „Cztery”! No widzisz, Zeus, a Ty jeszcze nie umiesz pisać. Ech, nie umiesz, bo Ci się ćwiczyć nie chce. A ta dziewczynka, zobacz, no, ona już umie i to jak prosto, starannie, nie takie bazgroły jak Twoje. Zazdroszczę Pani, Zeus to straszny leń.
Posiadając dziecko musisz koniecznie pokazać reszcie świata, że absolutnie nic nie zmieniło się w Twoim życiu. Nadal możesz się lansować w modnych lokalach na mieście, tak jak dawniej. Na przykład godzina 21.30 w sobotę, to idealna pora, aby z Twoją dwulatką wyskoczyć na sushi do ekskluzywnej restauracji. Skoro już tam jesteście, wymaga to zmiany statusu w mediach społecznościowych. W tym celu prosisz kelnerkę trzy razy o zmianę stolika, żeby światło było lepsze. Zużywasz 10 par pałeczek, błyskasz fleszem, po wielu próbach i kilku sesjach uspakajania dziecka, które nie chce współpracować, nareszcie masz to! Teraz dziecko może zająć się sobą, w końcu w lokalu jest pełno różnych cioć i wujków, niech się zapozna. Ty musisz wrzucić fotkę dokumentującą Twoje super trendy cool życie na fejsa, insta i tweetera.
Plac zabaw został stworzony do tego, żeby konkurować z innymi. Zabawki zabieramy z domu najlepsze, jakie mamy. Od razu też oświadczamy dziecku tak, żeby słyszały inne dzieci i ich rodzice, żeby pilnowało, strzegło jak oka w głowie i samych nie zostawiało, bo przecież nie będziemy ciągle tych pierdół kupować. Dziecka nie odstępujemy na krok, trzymamy go cały czas za rękę, asekurując nawet przy robieniu babek z piasku. Musisz pokazać, że wiesz, że nie wystarczy powiedzieć „Ale Ci wyszła fajna żaba”, musisz chwalić kreatywnie i opisowo, podkreślając ładne kontury, prostą rzeźbę i kompozycyjną spójność.
W kulkolandzie czytasz sobie gazetkę spokojnie, nawet wtedy, kiedy widzisz, że Twoje dziecko okłada innego malucha, zabiera dzieciom zabawki i wpycha się na zjeżdżalnię. Rośnie Twoja duma, umie walczyć o swoje, w życiu sobie poradzi! Nie przejmuj się innymi, w końcu plac zabaw został stworzony dla umęczonych rodziców – niech sobie troszkę odpoczną, a dzieci polatają wolno. Spokojnie – kawka, Internet, gazetka, pełny luz. Coś Ci się od życia należy!
Dbaj o to, aby swojego malucha ukulturalniać od pierwszych chwil. Zabieraj go wszędzie! Najlepiej do opery i filharmonii. To naprawę nie szkodzi, że napisano „od lat 3”. Twoje dziecko to geniusz i jako taki ma przecież zupełnie nieprzeciętne umiejętności. To, że trochę w trakcie pokrzyczy, popłacze i pomarudzi, nikomu nie powinno przeszkadzać! W końcu to noworodek, helou!
Pamiętaj, że Twoje dziecko jest najważniejsze. Jeśli pójdziesz na warsztaty muzyczne, przepychaj się dotąd, aż wyrwiesz innym dzieciom z rąk instrumenty, na których chcesz pograć. Tfu, to znaczy Twoje dziecko chce. Usiądź w pierwszym rzędzie z juniorem na ręce i wal najgłośniej, jak tylko dasz radę w bębny. To znaczy Twoje dziecko niech wali. To, że komuś zasłaniasz to jego wina, nie podoba się, to niech się przesiądzie. Żadne dziecko nie będzie zagłuszało Twojej radości z tworzenia muzyki. To znaczy Twojego dziecka. Radości. Z tworzenia muzyki.
Wychodząc z domu z dzieckiem kieruj się przeświadczeniem, że wszystko potoczy się zgodnie z planem. Dziecko na pewno nie będzie głodne, nie będzie mu się chciało pić, nie zrobi kupy i nie ubrudzi ubrania. Jeśli nawet zrobi kupę, nie przejmuj się zbytnio. Przebieraj tam, gdzie akurat stoisz, krzycząc głośno „Kochanie, on jest cały ufajdany, gdzie do cholery są te mokre chusteczki”???
Najważniejsze w wyjściu z domu z dzieciakami są chwile dla siebie. Nie przejmuj się animatorem, który prowadzi zajęcia. Gówniarz, co on w ogóle wie o dzieciach i o tym jak Tobie jest ciężko. Zanim posadzisz dziecko na warsztatach, zamów sobie kawkę, a od tego młodzika głośno wymagaj hasła do wi-fi. Przecież nie będziesz tutaj siedzieć bezczynnie i słuchać jakiegoś głupiego dziecięcego gadania. To jest Twój czas odpoczynku od dziecka! Płacisz to wymagasz, niech się zajmują.
Na warsztatach dla dzieci wciskaj się na sam przód zrobić fotę, przecież to nie jest ważne, że stoją tam inni rodzice! Na pewno Ci zazdroszczą, że to Ty umiesz się najbardziej rozpychać łokciami. Przecież wiadomo, że trzeba 80 ujęć zrobić jak Zeus gra na bębenku. Trzaskać przy tym fleszem, deptać inne dzieci, popychać ich rodziców i do swojego dziecka krzyczeć, przekrzykując innych, aby się odwróciło. Jaki on zdolny!
Kiedy tylko masz styczność z dziećmi i ich rodzicami, wykorzystuj go dobrze na szerzenie swoich poglądów wychowawczych, jedynych słusznych. Kiedy Twoje dziecko będzie domagało się Kubusia, którego pije inne dziecko, na cały regulator wyjaśnij, że wy tego świństwa nie pijecie, bo w Kubusiu jest 13 łyżeczek cukru, a cukier to przecież biała śmierć! Zaraz potem ostentacyjnie wyjdź, z pogardą zerkając na niedouczony naród.
Mimo tego, że dzisiaj opublikowałam ten tekst po raz pierwszy, niektórzy rodzice, których spotkaliśmy szwędając się po mieście w czasie ferii, już znali te zasady. Muszę zdecydowanie lepiej pilnować mojego laptopa!

Cudny tekst 🙂
Coś o rodzicach – kierowcach.
Odbierasz dziecko ze żłobka, przedszkola, szkoły? Podjedź jak najbliżej, pod same schody. Kiedyś wymyślą systemy jezdne zdolne do wspinania się po stopniach to wjedziesz do sali. Twoje dziecko nie może przejść nawet 5 metrów do auta bo się przeziębi, zapoci, przewieje je, zeschnie na upale. Chodzenie szkodzi zdrowiu!! Kartka, (tablica, transparent) z informacją żeby nie parkować na czerwonej kostce (kopercie, innym wyznaczonym miejscu?). Jaka kartka (tablica, transparent)? Przyjeżdżasz po dziecko już trzeci rok i nigdy nic takiego nie widziałeś/łaś.
Haha, jesteś mistrzem ciętej riposty, nie pierwszy raz zresztą. Tutaj pasowałby ten potwór 🙂 „Wjedziesz do sali” uwielbiam! Tak samo jak zeschnie na upale. Brawo! Może czas założyć bloga? 🙂
Dziękuję za wyróżnienie komentarza i miłe słowa 🙂 Myślę o jakimś swoim miejscu w sieci. Czytam o jakichś Joomlach, szablonach … trochę to przerażające ale pewnie trzeba zrobić pierwszy krok. Koncepcja dojrzewa.
Będę kibicować. Nie jest to bardzo proste ale da się przeżyć, gorzej później z dyscypliną i systematycznością.
:):):):):):):):):):):)
No padłam normalnie 🙂
🙂 Śmiech to zdrowie!
uśmiałam się 🙂 dzień dobry 🙂
Cieszę się, chociaż to raczek tragikomedia 🙂
Piękne! 😀 😀
Dzięki 🙂
Niestety sama prawda…
Niestety.
Jaka ja nie do edukowana jestem 😉 muszę się jeszcze wiele nauczyć!
Nadrabiaj koniecznie!
Zeus wygrał dzisiejsze internety 🙂
Hahaha, Zeusa jeszcze na żywo nie spotkałam, ale biorąc pod uwagę inwencję twórczą rodziców mniemam, że to tylko kwestia czasu!
Mnie osobiście najbardziej irytują rodzice „wszechwiedzący, których racja jest jedyną słuszną” – Ci od Kubusia właśnie. Boję się ich nawet trochę, bo zawsze po takich przypadkowych spotkaniach czuję się niedouczoną, wiejską babą 🙂
Taaaa, Ci są najlepsi. Osobiście zawsze mam ten problem, bo ja mam tylko wodę i coś zdrowego typu banan, więc to ja jestem tym rodzicem, którego dzieciaki pytają Mamusiu, czy mogę Kubusia, żelka, czekoladkę. Zawsze jednak można odpowiedzieć normalnie, mam tylko wodę. I koniec tematu. Po co trollować.
Haha padłam 😀
No cóż są rodzice i rodzice 😀 😉
Czy ja już mówiłam, że uwielbiam Twoje teksty? 🙂
Nieeeee, ale bardzo dziękuję! 🙂
Zawarłaś w tym poście absolutnie wszystko, co mnie najbardziej w niektórych rodzicach wkurza 🙂 Ubaw po pachy mam, czytam ciągle od nowa 🙂
Dziękuję bardzo. Mnie się też podoba i sama się ubawiłam jak czytałam.
’Wychodząc z domu z dzieckiem kieruj się przeświadczeniem, że wszystko potoczy się zgodnie z planem.’ – najlepsze:))) Ty jako mama trojaczków wiesz to pewie najlepiej:)))
Taaaaa, teraz za to wyglądam jak wielbłąd i mam plan B, C… i Z! 🙂
No po prostu świat wciąż należy do rodziców 🙂 Nawet gdy mają dzieci 😉 Niby nie? Ja to czasem tęsknym wzrokiem spoglądam na tych z łokciami i pyskiem, bo przynajmniej oni w życiu sobie poradzą, a ja z moją ilością skrupułów już niekoniecznie, taka prawda 😉
Ja się codziennie uczę i temu gościowi z tekstu, który mojej dwójce grającej na bębenku chciał go wyrwać dla swojego dziecka stojącego nie wiadomo gdzie powiedziałam, że chyba sobie żartuje. Oczywiście z wrednym uśmiechem numer 5 w stylu jestem słodka jak landryneczka. Odpuścił.
haha 🙂 super 🙂 teraz juz wiadomo, że takie sytuacje to nie przypadkowe zachowanie ale starannie opracowany plan!
dziecko dzieckiem, sama posiadam więc wiem jak jest, ale strasznie wkurza mnie jak jakieś dziecko przeszkadza wszystkim dookoła a rodzice nic z tym nie robią…
Szczególnie wtedy, kiedy jest to w Operze, Filharmonii lub teatrze. No hello, można na chwilę wyjść lub chociaż się zainteresować.
Oj te zmiany statusu :). Trzeba o nich pamiętać na wypadach z dziećmi, bo muszą od małego wiedzieć, że lans jest najważniejszy ;). Tekst w punkt!
Lans to podstawa. Trzeba tego uczyć od kołyski! Ba!
Dopiero sie natknelam na ten tekst i powiem szczerze, ze czasem drżę na mysl o interakcjach z innymi rodzicami;) najgorsze lobuzy wole niz potyczki z rodzicami tych „dobrze ulozonych (ustawionych?)” dzieci. I jeszcze przyznam, ze miewam dni, kiedy sama odwracam wzrok kiedy moja Mala lekko lobuzuje. Interweniuje dopiero kiedy rodzicom zainteresowanego sie to nie spodoba. Bo dzieciaki wg same sobie zwykle swietnie radza.
Jasne, że tak. Też tak robię, chociaż moje dzieciaki ostatnio są dość bezczelne i muszę je temperować. Kiedy jednak znamy towarzystwo nie wkraczam do akcji. Muszą same sobie radzić. I trochę też poczuć wolność.