Produkty, których nie podaję dzieciom.

Kiedyś też byłam mamą, która uważała, że to, co reklamowane jako produkt dla dzieci, jest przebadane i dobre. Wierzyłam, że nikt nie byłby na tyle perfidny, aby wciskać mi coś, co dla moich dzieci jest niezdrowe i w długim okresie może prowadzić do problemów z wagą, odżywianiem, a w konsekwencji ze zdrowiem. Oprzytomniałam, kiedy moje dzieci zaczęły chorować. Niestety, nadal widzę, że wielu rodziców nie przeżyło jeszcze swojego „Aha!” momentu, w którym dostrzegli, że to, czym karmią dzieci, nie jest dla nich najlepsze.

Produkty, których nie podaję dzieciom, to długa lista. Dzisiaj podaję tylko jej część, najpopularniejsze produkty, które na co dzień nie powinny gościć w menu żadnego malucha. Produkty dla dzieci, a wcale nie dla dzieci (łyżeczki symbolizują zawartość cukru).

1. Biała buła, drożdzówki, 7 days.

W zasadzie nie mam nic przeciwko dawaniu dziecku bułki. To jest stary jak świat sposób na ząbkowanie, na nudę w trakcie zakupów, na łatwą przekąskę. Ale czy ta bułka musi być biała? Czy nie mogłaby być pełnoziarnista, na zakwasie, z dobrej jakościowo mąki? Czy musi być wypchana spulchniaczami i polepszaczami?

Popularność drożdżówek jest dla mnie przerażająca, szczególnie w czasach, kiedy w każdym sklepie można kupić coś, czego zjedzenie nie będzie zamachem na nasze zdrowie. Drożdżówka to przecież sam podły tłuszcz i cukier w dużej ilości. Jedna drożdżówka to 4 łyżeczki (20g) cukru!

7 days  – nie wiem jak ktoś może wierzyć, że coś, co zamknięte jest w paczce i zachowuje termin przydatności do spożycia przez kilka miesięcy może być świeże i zdrowe?

2. Bakuś, monte, danonki.

Jogurty rzekomo dla dzieci. Napakowane cukrem. Znikoma zawartość wapnia, którą wychwalają producenci, na pewno nie wyrównają negatywnych efektów wynikających z nadmiernego spożycia cukru. 1 Monte to 4 łyżeczki (20g) cukru!

3. Kubuś Waterrr.

To mój osobisty faworyt w tym zestawieniu. 5 łyżeczek (25g) cukru w jednej butelce! Reklamowany jako WODA, woda, niezbędna do życia, czyli coś, co można pić cały czas. Niestety, Waterrr nie powinien być pity w ogóle.

Załóżmy teraz, że są dzieci, które na porannym spacerze dostają drożdżówkę, popijają ją Kubusiem, a po obiedzie jedzą Monte na deser. Razem 13 łyżeczek cukru, a przecież w pozostałych produktach żywieniowych też znajduje się cukier. To, co przytoczyłam, to bardzo częsty widok. Jestem pewna, że taka dieta króluje w wielu domach. W moim też tak kiedyś było.

Każdy model odżywiania jest dobry, jeśli tylko cechuje go bezpieczeństwo,  rozwaga, umiar i równowaga. Mimo tego, że cały tydzień piję zielone koktajle i jem sałatki, w weekend i sobie i dzieciom pozwalam na kawałek domowej roboty ciasta. Zjedzona przy okazji wizyty u Babci szarlotka nikomu nie zaszkodzi. Sposób żywienia to coś, co powtarzamy każdego dnia, codziennie, mozolnie budowane zdrowie. Nie możemy tego zdrowia, małego jeszcze dziecka, opierać na białym cukrze.

Wielu rodziców narzeka, że poddaje się i podaje swojemu dziecku produkty, które wie, że są niezdrowe, bo dziecko inaczej nic nie zje. To znaczy, że dobrowolnie, zupełnie świadomie, zgadzamy się na karmienie naszych dzieci (a właściwie tuczenie) świństwem, byle tylko coś zjadło. Brakuje nam cierpliwości, bo to ona jest kluczem do zmian. Widzę rodziców borykających się z dużą nadwagą, których dziecko opycha się cukrem i sklepowymi łakociami. Rodzice skarżą się, że ich dzieci chodzą bardzo późno spać. To też często wina nadmiaru cukru, który znajduje się w jedzeniu dzieci. Każdy z nas byłby ożywiony po takiej dawce. Nie od dziś wiadomo, że nabiał jest przyczyną wielu dolegliwości. AZS, częste problemy z zatokami, a w konsekwencji ciągły katar.

Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem. Jestem po prostu mamą, która chce dla swoich dzieci tego, co najlepsze. Dlatego nie daję im produktów, które nie dość, że nie mają żadnych składników odżywczych, zawierają w sobie nadmiar produktów niedozwolonych, takich, jak cukier.

Zmiany w moim domu pojawiły się radykalnie – waterrrki i inne udające wodę mikstury zastąpiłam wodą. W sklepach jest ogromny wybór wód „z dziubkiem” i ulubionymi bohaterami. Kolorowe jogurty zastąpiłam jogurtem naturalnym z owocami lub musem owocowym (łatwo zrobić z mrożonych owoców). Dodaję do nich ekspandowane zboża np. proso. Wygląda i smakuje rewelacyjnie. Nie kupuję w ogóle białego pieczywa, drożdżówek i innych produktów piekarniczych, które są zbyt przetworzone.

Dzięki zmianom w diecie, moje dzieci mniej chorują, poprawiła się ich skóra, odporność, która rodzi się przecież w układzie pokarmowym, zachowanie. Przez ograniczenie cukrów i modyfikowanej żywności, bardziej doceniają smaki i zapachy ziół, warzyw i owoców.

Co robić? Wystarczy czytać etykietki, po jakimś czasie wybieramy już nawykowo produkty, które nam służą. I nie poddawać się. Próbować różnych potraw, do skutku w którym cała rodzina chętnie je zje. Wciągnąć dzieci w przygotowanie potraw – od planowania menu, przez zakupy, po gotowanie, aż do nakrywanie do stołu.

Zmiana diety to proces, niezbędny jednak do zachowania zdrowia naszego dziecka i całej rodziny. Nie chodzi o to, aby popadać w paranoję i przejść na jedzenie glonów popijanych naparem z pokrzywy. Chodzi o to, aby diety naszych dzieci nie opierać na cukrze, który „lekarz” w telewizyjnej reklamie poleca jako zdrowe. Te produkty mogą występować, ale rzadko, jako odskocznia od diety, nie unikniemy tego. Budujmy jednak codzienne nawyki żywieniowe naszych dzieci na jakości. To, że my to jedliśmy i „jakoś” żyjemy to nie to samo.

133 komentarze

  1. Może trucizny to za mocne słowo, bo trucizną to może być arszenik, ale oznakami zdrowego odżywiania to te produkty faktycznie raczej nie są. Z drugiej strony czasami miło jest zjeść coś niezdrowego, choćby dla odmiany. 🙂

    1. Jeśli je się zdrowo… to ta niezdrowa odmiana wcale nie jest smaczna i pociągająca… 🙂

  2. Moje dzieci zjedzą CZASEM drożdżówkę, my też czasem nie pogardzimy, ale jest to traktowane jak coś wyjątkowego, święto, bo na codzień jedzą naprawdę zdrowo. Oczywiście bez przesady w drugą stronę – nie musi być eko, bezglutenowo i bezmlecznie (na szczęście nie mamy żadnych alergii), ale zdrowe zbilansowane posiłki. Więc czasem kawałek ciasta, muffinek domowy, czy ewentualnie czasem drożdżówka lub jogurt wielkiej szkody im nie robi. Ale ja od zawsze byłam przeciwna zapychaczom i karmieniu byle czym byle dziecko zjadło – wychodziłam z założenia, że jak nie je, to może nie jest głodne i zje następny posiłek.

  3. Ja już kiedyś o tym pisałem. Ty zresztą też. Dla mnie nie ma problemu, że zamykają szkolne sklepiki z drożdżówkami, bo większym problemem jest to, że nikt nie wie „co jest w środku.” Jeżeli rodzic wie, że w środku jest tyle cukru i podaje to swoim dzieciom, to ja nie mam nic do tego. Jeżeli nie wie, to przepraszam bardzo, ale powinien się zainteresować wcześniej. Czytanie etykiet nie boli 😉 No a oprócz cukru, jest tam kilka innych ciekawych składników i konserwantów. Smacznego 😉

    1. No właśnie ale chyba wielu nie wie. Może się dowie, kilkanaście już osób dzisiaj otwarcie się przyznało, że nigdy się nad tym nie zastanawiało. Ja też kiedyś byłam w tej grupie. Nie chodzi o biczowanie czy ocenianie kogoś. Może trzeba więcej uwagi zwracać na etykietki. I tyle.

  4. No to jestem wyrodną matką bo Moke dziecko je i bardzo lubi danonki. Jest jeszcze na taim etapie że, jest strasznie wybredna a to jej akurat podeszło, a zje może 3 razy w tygodniu. Wydaje mi się że, teraz w dobie produktów E() to jest i tak mniejsze zło bo produkty tego samego typu tyle że, półkę niżej tzw. podróbki są dużo gorsze owoców brak a cukru w cholerę. Może lepszą opcja bedzie robieniu samemu jogurtu z owocami bez cukru ewentualnie ze szczyptą brązowego (podobno zdrowszy). No ale cukier to jeszcze pół biedy bo bez niego zazwyczaj da się żyć. Co z solą? Ona też jest niezdrowa, a jemy ja wszyscy.

          1. Sól rafinowana szkodzi? To chyba czytamy różne internety… szkodzi każda sól – w nadmiarze. Ta rafinowana nie szkodzi bardziej niż ta morska. Ta rafinowana jest pozbawiona większości składników. Ale chemia to chemia. Obie mają w składzie NaCl – ta z tybetu też. 😉

          2. Litości… zakwaszenie organizmu? Cudowna „zasadowa” woda i sól „zdrowa”. Może jeszcze LRS (czy jakoś tak?) – zespół niespokojnych nóg… a to wszystko za jedyne czekaj… 450gram za 99,00 PLN?? Dieta CUD pH?? Ręce mi opadły… No i jak teraz teraz mam z Tobą rozmawiać? Widziałaś kiedyś skład tych „preparatów?” Składniki: woda dejonizowana, węglan potasu, wodorowęglan sodu, wodorotlenek potasu. Teraz weź do ręki butelkę wody mineralnej i sprawdź skład, oraz dwie uwagi jako zadanie domowe: co to jest twardość wody i dlaczego do każdej wody wlewa się 5 kropel/litr tych cudownych kropli? Pisałem na swoim blogu kiedyś o bardzo szkodliwej substancji, która w Polsce zabija co roku 200 osób. Ta substancja to OXYDAN i jest nawet w jedzeniu dla niemowląt. Polecam zajrzeć i przeczytać do końca…

      1. Są różne rodzaje, chodzi mi o chlorek sodu czyli naszą sól kuchenną. Podobno morska jest zdrowsza. Znalazłam w sieci pewien artykuł, że niejedzenie soli może zagrozić zdrowiu: „Sól dostarcza sodu, który jest niezbędny człowiekowi do normalnego funkcjonowania. Odgrywa ważną rolę podczas skurczów mięśni, stymulacji nerwów, właściwego funkcjonowania nadnerczy i innych procesów biologicznych. Poza tym dostarcza chlorku sodu, który wspomaga produkcję kwasów niezbędnych do trawienia białka i enzymów do trawienia węglowodanów. Chlorek sodu jest niezbędny również do właściwego funkcjonowania i wzrostu komórek mózgu. W składzie soli jest także magnez, który spełnia ważną rolę w produkcji enzymów, przewodzeniu impulsów nerwowych, tworzeniu kości, formowaniu szkliwa zębów oraz w zapobieganiu chorobom serca. Niemowlęta i małe dzieci potrzebują soli, by ich mózgi mogły się dobrze rozwijać. Pamiętajmy jednak, że nadmierne spożycie soli stwarza zagrożenie dla zdrowia.”

        Artukuł ze strony : https://portal.abczdrowie.pl/zalety-soli-morskiej

        1. Dzwoni, ale nikt nie wie gdzie… sól, to nazwa grupy związków chemicznych. My jednak mówiąc sól, mamy na myśli tą konkretną w kuchni. Czy będzie to sól morska, himalajska czy rafinowana, to wciąż będzie to głownie NaCl. Wszystkie inne składniki, jak jod, czy magnez, to super dodatki, ale dostępne również z innych źródeł. Mówiąc o ograniczeniu soli, mamy na myśli ograniczenie spożycia tej w postaci NaCl, czyli takiej którą wszyscy mamy w kuchni i nie ma znaczenia, że jest morska lub sprowadzona z Himalajów. Dlaczego? Bo sól (NaCl) jest dodawana do wszystkiego, co przetworzone, więc nie mamy kontroli nad ilością, którą spożywamy – podobnie jak z cukrem (nie mylić proszę ze związkami chemicznymi zwanymi cukrami), jest w wielu przetworzonych produktach. Dlatego mimo, że praktycznie w domu tylko ziemniaczki solicie, to w rzeczywistości i tak spożywacie soli więcej, niż powinniście. Nie prowadzę bloga kulinarnego, więc rozpisuję się tutaj. Mam nadzieję, że @calareszta_pl:disqus mi wybaczysz…

    1. Jacy wszyscy? W moim otoczeniu, głównie ludzie w pracy wszyscy ok 30+ unikają soli jak mogą, i diecie swojej i diecie dzieci.
      Co więcej moja teściowa po kilku miesiącach żywienia w mojej kuchni skutecznie odzwyczaiła się od stosowania soli, pomimo że jest „gospodynią” starej daty.
      Jak się chce to wszystko można, a zastąpienie soli ziołami nie jest wielkim wyzwaniem. Wystarczy być świadomym i konsekwentnym. I nie kupować żywności przetworzonej ot co. Btw. nie, ziemniaków też nie solę.

      1. Nie kupuję żywności przetworzonej zawsze gotuję sama z naturalnych składników (o ile warzywa z supermarkety albo ze sklepu można nazwać naturalnymi) niestety nie mam takiego komfortu że, mogę sobie iść na targ. U mnie niestety wszyscy solą ja staram się ograniczać, no ale „zupa musi mieć smak to nie jest sanatorium” jak Twierdzi moja babcia i zioła dają zupie w większej mierze aromat. Powiedz mi gdzie nie ma żywności przetworzonej? Chyba tylko u siebie w ogródku.

    2. Julko, absolutnie się nie biczuj! Jesteś z pewnością świetną matką. Niestety, ale my matki zdobywamy wiedzę na naszych dzieciach, i na nich też popełniamy błędy, ale nie ma innego wyjścia. Nie ma poradnika „Dziecko od A do Z” i nie trafiła się żadna na tym świecie, która nie popełniła błędu.
      Przemyśl jednak, czy nie warto zamiast danonka zrobić przekąskę samemu, to niewiele pracy, a „wiesz co jesz”. Ja kupuje twaróg w wiaderku (naturalny, bez żadnych dodatków) lub serek homogenizowany, a dodatki to już pełna dowolność (owoce świeże, mrożone, dżemy domowej roboty, soki owocowe). Jako dosładzacz (nie ma w naszym domu cukru) używamy: ksylitol, miód, syrop klonowy, syrop z agawy. Spróbuj pokombinować, warto! 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

      PS Aha, sól też mocno ograniczamy, nie udało nam się całkiem zrezygnować, ale przyznam szczerze, że ryżu, kaszy, makaronu i ziemniaków nie solimy i jakoś po jakimś czasie przestało przeszkadzać 🙂

      1. Dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa 🙂 🙂 owszem staram się dawać dziecku naturalne rzeczy które hurtowo przywożę od mojej babci, przetwory z ogródka i sadu no i miód z własnej pasieki ale, ciężko jest jak się to skończy. Chyba będę musiała zacząć kupować produkty w sklepach BIO, ale też nie mam pojęcia co tam znajdę. GMO niestety jest wszędzie mówią że, ograniczają, ale im się to po prostu nie opłaca. Niestety żyjemy w takim kraju że, większym przedsiębiorcom zależy tylko lub przede wszystkim na pieniądzach. No a to co my dostajemy do jedzenia to ich to już za bardzo nie interesuje.

        1. Nie ma sprawy, podchodzę do tego w taki sposób, że po to mamy fora, blogi itd. żeby się wspierać, doradzać sobie, pomagać, a nie hejtować i wytykać. 🙂

          Co do żywności, dla mnie przetworzona żywność jest wtedy gdy kupuje gotowy produkt, zamiast zrobić go sama, np. jogurt owocowy, zamiast jog. nat. + owoce, ciastka – zamiast składników na nie i upiec, bardziej o to chodzi. Dlaczego? Bo gotowy produkt, musi mieć sporo ulepszaczy, żeby dłużej zachował swieżość, podstawowe składniki dłużej ją utrzymują.
          A niestety kupić żywność nie skażoną chemią jest już raczej mało możliwe, musiałabyś ją sobie wyhodować. 😀 A sklepy bio też nie są „kryształowe”, za to potwornie drogie!

          A żeby porządnych produktów starczyło na dłużej, można robić przetwory z nich. Ja robię przeciery pomidorowe, ogórki kiszone, kapustę kiszoną, mrożę dynie, robię soki i dżemy owocowe i da się jakoś przezimować. 😉

          1. Ja też wychodzę z takiego założenia. Co można zrobić – robię. Nie kupuję puszek, mrożonych mieszanek i gotowych potraw. Wolę upiec drożdżówkę niż ją kupić, itp. Małymi krokami, można. Czytać, wybierać i w końcu większość tego, co jemy będzie lepszej jakości.

        2. Ta wiedza jest ogólno dostępna, wystarczy kliknąć w internet… Piszesz mniejsze zlo – tu nie ma mniejszego zla. Jest dieta ktora kaleczy ludzi i dieta, ktora zdrowi. Zobacz jak schorowane mamy dzieci dziś w Polsce – kiedyś nie do pomyślenia. Jedzenie zastąpily produkty. Choroby – efekty takiej diety wyjdą za 10-20-30 lat… Czym żywisz organizm – tym on sie buduje. Co do soli to poczytaj o jakości dzisiejszej soli. To jest problem , a nie sama sol – sol jest nam niezbedna do zycia. Kup himalajska i tyle. Ogolnie ze wszystkim to jest ten sam problem – JAKOSC dzisiejszego jedzenia jest tragiczna, dlatego skutki sa tragiczne. I ludzie nie rozumieja ze dobrej jakości, naturalnie uprawiane jedzenie kosztuje MNIEJ niz supermaketowe, i duzo duzo mniej niz produkty supermarketowe.

  5. Koniecznie do przeczytania i ustawienia na półce jako biblia „Zamień chemię na jedzenie”!

  6. Nie należę do radykałów i mnie samemu zdarza się zjeść pączka czy drożdżówkę, a jeśli w pobliżu są dzieci, to one także biorą w tym udział. Jestem jednak gorącym zwolennikiem powszechnej wiedzy dotyczącej produktów, które kupujemy. EDUKACJA, EDUKACJA I JESZCZE RAZ EDUKACJA. Im więcej artykułów takich jak Twoje, tym więcej rozsądnych wyborów przy sklepowej półce.
    P.S. Bardzo ładne zdjęcia 🙂

  7. Wszystko sie niestety zgadza. Najwieksza krzywde robia nam atakujace nas reklamy. Usmiechniete dziecko z danonkiem czy monte, usmiechnieta mama, hasla jakie to zdrowe i wspaniale… Odnosnie reszty to polemizowalabym tylko z kajzerką i tymi dwoma lyzeczkami cukru. Jestem z branzy i nie spotkalam sie jeszcze aby do bulek czy chleba cukier dodawano. A odnosnie bialego pieczywa – zgadza sie, lepsze jest ciemne. Ale jesli ktos wybiera ciemny chleb z marketu, na dodatek cieplutki pachnacy z odpieku to zdecydowanie biala bula lepsza 🙂

  8. Niestety brutalna prawda. Wielkie firmy zarabiaja na naszej naiwnosci atakujac nas reklamami super zdrowych produktow dla dzieci… Polemizowalabym tylko z kajzerka. Akurat jestem z branzy i jeszcze sie nie spotkalam, aby do bulek cukier dodawano.i uwierzcie mi ze czesto biala bula jest lepsza niz ciemne pieczywo 😉 zwlaszcza jesli ktos kupuje pachnace i jeszcze cieplutkie pieczywo z marketow z odpiekiem (pieczywo gleboko mrozone)- czysty strzal w kolano. I radze czytac sklad ciemnych jakze zdrowych bulek – bardzo czesto idac po kosztach zamiast dobrej maki razowej czy graham dodaje sie po prostu zaciemniacz do maki pszennej

    1. Ja czytam skład i w ogóle nie kupuję bułek, tylko chleb. Info o cukrze w bułkach było z sieci, z tabel. Zmodyfikuję, dzięki za info!

    2. a możesz coś więcej napisać o tym pieczywie głęboko mrożonym , pieczonym w sklepie ? kupuję czasem w Lidlu chleb żytni, sprawdzałam skład- jest ok, z jakiego powodu jest to strzał w kolano ? jest tam coś, o czym nie wiemy ??

  9. Kurcze, musze zweryfikowac diete dzieci. monte uwielbiaja. codziennie pija sok jablkowy. moze to byc przyczyna ich energii, szczegolnie wieczorem. a bulek i ciemne pieczywo to tylko sprawdzone i przetestowane. odkiedy naszym klientem byl producent dodatkow do chleba, zbrzydlo mi jego jedzenie.

    1. No niestety, chleb to może być niezły składzik syfu. Sok pozwalam dzieciom pić tylko rano w weekend. Moje się bardzo zatykały taką szklanką soku i nie chciały jeść, a potem były głodne.

  10. Poza tym wszystkim, co jest prawdą oczywiscie, jest jeszcze ważniejsza rzecz. Rozmowa z dzieckiem. Nie edukacyjna rozmowa dwugodzinna na kanapie w formie wykładu. Ale rozmowa przy okazji zakupów. Przy okazji przedszkolnych bali i innych takich. U nas są słodycze (jezdem słodczożercą ehh) ale są TYLKO w niedzielę. I dzieciaki wiedzą ze mleko truskawkowe (ah te babcie) to słodycze. Danonka widziały raz w zyciu jak babcia dała, az sie popsuł bo utknał w czelusciach lodowki na miesiac (jestem faszystą danonkowym od juz ulalaaa.. 7 lat).

    No dobra.. jak jestem w ikei to warkocze klonowe dostają wszyscy, ale temu sie nie da oprzeć 😉

    p.s. Rok temu do przedszkola przyszedł chlopczyk co mial polowe zebów wyraznie poczernioną (5 lat na oko). Ta wizja jest bardzo głeboko w pamieci moich dzieci, serio. Nawet ich straszyc nie musialam, same sie straszyły..

    1. Nie znam warkoczów klonowych!!!! Co to? Brzmi bardzo dobrze 🙂 Ja też rozmawiam. Dziś przejeżdżaliśmy koLo Maka i moja Emma spytała – czemu McDonald’s jest taki niezdrowy mamusiu? Aż podskoczyłam z radości! Te czarne zęby, fuj, też widziałam.

  11. Ciężka to przeprawa, zmienić chemię na jedzenie, najwięcej tych błędów siedzi w naszych głowach, wiem, bo sama przeszłam gehenne zmiany, najpierw u siebie, później u całej rodziny, i dopiero teraz doceniam dobrodziejstwa tej zmiany. Duuuzej zmiany. Wartościowy artykuł.

  12. Jesteśmy na etapie rozszerzania diety i przez to jeszcze bardziej interesuję się tym, co jemy. Wyrobienie zdrowych nawyków jest bardzo ważne. A tak naprawdę niewiele potrzeba, by dieta była bardziej racjonalna. Dobrze, że o tym piszesz, bo chociaż świadomość rodziców rośnie, to takich informacji nigdy dość.

    1. Na Waszym etapie najważniejsze jest zaproponowanie wyboru. Ja dawałam dzieciom spróbować wszystko i dlatego wydaje mi się, że wszystko lubią i są chętne wypróbować nowości.

  13. u nas dieta jest pod lupą. Etykiety, bazarki i sprawdzone punkty sprzedaży. Mimo to zdarza się nam zgrzeszyć. Myślę, że najważniejsze by zachować umiar i nauczyć dziecka że zdrowe produkty to podstawa, a byle jaki chleb z czekoladą to tylko na imprezach poza domem.

    1. Oczywiście! Ja nie chcę ześwirować. Skoro sama 2 x w roku jem frytki z maka, to niech i dziecko spróbuje. Niestety – jest mądrzejsze ode mnie i tego nie chce 🙂

  14. U nas zwyczaje żywieniowe od pewnego czasu podobne. Najtrudniej chyba było przestawić dziecko, ale postanowiliśmy, że pewnych rzeczy nie jemy, nie kupujemy, w lodówce nie mamy i koniec. Największy problem z żywieniem to „babcie” (bo cukier w kostkach to przecież taki dziecięcy przysmak!) i przedszkole (ostatnio moje dziecko, z racji diety bez nabiału, dostało ma śniadanie suchy chleb, na na II śniadanie pół jabłuszka! (przedszkolna dietetyczka to jakiś dramat)).

    1. Musisz walczyć. U nas akurat w przedszkolu zmieniły się kucharki i ich szef i jedzenie jest rewelacyjne. Nie mogę narzekać. Też się cieszę, że wyprowadziłam z naszego domu te syfy. Teraz walczę z solą.

  15. Moja trzylatka zjadła jak na razie 2 kostki gorzkiej czekolady z zawartością kakao 70%, kilka łyżek domowych ciast z okazji świat czy imienim babci. Je jogurty naturalne bez mleka w proszku, jako przekąskę dostaje orzechy różnego rodzaju, lubi jeść kasze, owoce i warzywa, zajada się uparowanym brokułem chociażby. Cieszę się z tego jak je bo jest zdrowa i rześka, ale to moja mozolna praca, bo otaczający nas świat nic złego w czekoladach, batonikach, wafelkach, gumach, danonkach i innym tego typu ustrojstwie nie widzi-w przeciwieństwie do mnie;):)

    1. Moje dzieci jedzą absolutnie wszystko. Mnie najbardziej dziwi, że rodzice nawet nie próbują dziecku podawać zróżnicowanych produktów, zakładają od razu, że dziecko czegoś nie zje i wpychają jogurcik. Moje dzieci jedzą nawet tajskie. Dlaczego? Bo im nie bronię!

  16. Ja sądzę, że kluczem do wszystkiego jest umiar, aczkolwiek są rzeczy, których w życiu nie dałabym Gai. Na szczęście we Włoszech nie zauważyłam Kubusiów, zresztą wydaje mi się, że dieta makaroniarska jest o wiele zdrowsza od naszej. Dotyczy to też żywienia dzieci.

  17. Dlatego moja 5latka je owsianke na mleku sojowym, bulke je pelnoziarnista , a na deser dostaje owoc, ewentualnie rodzynki a popija to wszystko woda . Czy jest zdrowa oczywiscie cala zime chodzi bez czapki. A jej choroby policze na palcach jednej reki . Ale wszyscy mowia jakie biedne dziecko nawet jej soczku nie kupisz . Czy jest latwo? Nie . Bo w sklepie czekaj slodycze soki wszystko pachnie cukrem i wszystko pachniejest takie kolorowe. Ale wole jej kupic przejazdzke na jakims samolocie czy samochodzie niz dac dziecku cukier . Ale warto!

    1. Ja nie jestem jeszcze aż tak radykalna, ale zabieram się teraz za sól. Wierzę, że się uda. A Ciebie podziwiam! Tak łatwo jest wybrać łatwiznę i najprostsze rozwiązanie!

    2. mleko sojowe…. nawet w wersji „BIO” to nie jest dobre rozwiązanie na ten klimat i na polskie warunki dietetyczne… Chyba ze chcesz dziecku chorób tarczycy za młodu już narobić 🙂 Polska to nie Japonia, że sobie możemy soję wcinać. Tym bardziej w dobie wszechobecnych plastików, i syfu w wodzie i ogolnie wszedzie, które wypierają całkowicie Jod z naszej diety.

  18. Takie posty powinny pojawiać się znacznie częściej w blogosferze, wielu rodziców naprawdę nie zdaje sobie sprawy co podaje własnym dzieciom.
    Jestem za wyrzuceniem całego syfu z domu – skoro ze szkolnych sklepików się nie dało, bo rodzice murem stanęli za drożdżóweczkami… I dodam, że nie rozumiem rodziców, którzy polemizują z faktami, które przytoczyłaś w poście na temat tych produktów „dla dzieci”.

    1. Przeczytaj dyskusję w grupie krakowskie mamy, to się dopiero dowiesz. Ja też nie kumam, bo to były informacje z opakowania, podane przez samego producenta. Ja serio nie badałam składu!

  19. Koniecznie polecam obejrzenie wykładu Gary’ego Yourofsky, zmienisz spojrzenie nie tylko na cukier, ale na coś znacznie gorszego.

  20. Łoboże, no i po co się kobieto odzywałaś na 'krakowskich mamach’, wywołałaś burzę stulecia 😀 nie od dziś wiadomo, że większość użytkowniczek to „szlachcianki, co nie pracują”, co ciężko wywalczone rodzinne rozwalają na promocjach w Lidlu, no i posypało się tysiąc argumentów z serii: mój brat jadł danonki i chłop jak dąb, nasze dziecko je w maku, bo jak karmić maluszka jałowym…dlatego też postanowiłam, że nie będę komentować Twojego artykułu na fb, tylko odezwę się tutaj.
    Chciałam zwrócić uwagę na jeden aspekt, który pojawia się we wszystkich chyba dyskusjach o żywieniu dzieci, czyli „CHEMIA I TAK JEST WSZĘDZIE, NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK ŻYWNOŚĆ NIEPRZETWORZONA”. Nie wiem skąd wzięło się to przeświadczenie, z lenistwa czy braku świadomości? Do tego negatywne nastawienie do osób zaopatrujących się w produkty rolnictwa ekologicznego.
    Podsumowując, Narodzie, ogarnij się! Wystarczy się rozejrzeć, ruszyć tyłek, pomyśleć – zdrowie mamy tylko jedno. W wielu miastach w Polsce działają kooperatywy spożywcze, zaopatrujące swoich członków w zdrową, certyfikowaną żywność od lokalnych rolników w bardzo niskich cenach – pomija się bowiem cały szereg pośredników między producentem a konsumentem (w Krakowie polecam Wawelską Kooperatywę Spożywczą, znajdziecie ich na fb). A to tylko jeden z wielu pomysłów.
    Pozdrawiam! EKO jest spoko!

    1. Najlepsze jest to, że te co najgłośniej tam zabierały głos były otyłe. Jakoś jadłam i nic mi nie jest. Oesu. Też nie wiem, skąd to przeświadczenie, że we wszystkim jest chemia? Czytam, sprawdzam, ograniczam. Paczkę Jakuba znasz? Dzięki za super komentarz!

      1. Właśnie sprawdzam, fajna sprawa, część rolników znam i doceniam (ziemniaki od Chorązkich rulez). Dzięki 🙂

        1. polecam również Lokalne Przysmaki – od lat zamawiam i nigdy się nie zawiodłam na jakości i świeżości. A Chorązcy to moi znajomi i faktycznie ziemniaki rulez 😉

  21. Ja rowniez zachecam do obejrzenia wykladu Gary’ego Yourofsky,ten czlowiek naprawde wie co mowi ! Super,ze poruszylas temat wszechobecnego cukru,mam nadzieje ,ze nastepnym bedzie Olej Palmowy!

    1. Ja się dopiero edukuję. Teraz była pora na cukier, teraz postaram się z naszej diety wyprowadzić nadmiar soli. Przyznaję, że jestem od niej uzależniona i chcę przestać!

      1. Ja rowniez,choc ograniczam.Moze jak poczytam Twoje spostrzezenia o soli to bedzie mi latwiej 🙂

      2. Zaczęłam eliminować sól jakiś czas temu. Efekt odzwyczajenia (a właściwie przyzwyczajenia do braku soli) jest niesamowity – ostatnio zjadłam nieposolony rosół i nie odczułam różnicy. Polecam zacząć od niesolenia wody przy gotowaniu makaronów, kasz, ryżu. Zanim zaczęłam soliłam wszystko – łącznie z kanapkami z szynką :/

        1. Ja kocham sól! Właśnie tak zaczynam – zrezygnowałam z soli do kasz i ryżów, makaronów. Teraz kolejne kroki. Muszę kupić więcej ziół.

  22. Nigdy bym nie pomyślała, że jest tyle cukru w tych produktach! Te reklamy, które wmawiają, że to zdrowe jedzenie dla dzieci, powinny być zakazane 🙁
    Dzięki za ten tekst! (Nie jestem mamą, ale jestem ciocią, która też chce się przyczyniać do wychowania zdrowych maluchów!)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne teksty 🙂

  23. Nie ma nic przeciwko dróżdżówkom i białym bułkom, sama zajadam je codziennie, ale najbardziej rozwala mnie to, że np. rzucą w promocji w Polomarkecie pseudo dżem truskawkowy za 1,99, i te głupie matki kupują na morgi i dają dzieciom bo myślą, że dają im owoce…Albo myślą, że jak dają żelki to przecież nic takiego bo to owocowe. Problem w tym, że niektore matki nie wiedzą, że smak owocowy nie równa się owocom. W takich żelkach jest sam cukier pod postacią syropu glukozowo-fruktozowego, a to tylko inna forma cukru.

    1. Tak, kiedyś słyszałam jak Pani o cukierkach w sklepie mówiła, że są zdrowe, bo mają sok z owoców w środku. Świadomość społeczna jest przerażająca.

    2. jeszcze gorzej, bo syrop glukozowo-fruktozowy jest cukrem o wiele gorszym, niż zwykły biały cukier !!

  24. do jednego muszę się przyczepić. Mianowicie Kubuś Waterrrr ma jak piszesz 25g cukru i to się zgadza bo ost sprawdzałem etykietę, natomiast co innego dać dziecku do picia na mieście gdy nie lupi pić samej wody tylko musi być jakiś smak (ja też tak mam). Porównywałem ze wszystkimi innymi popularnymi napojami „dla dzieci” i nie znalazłem żadnego z mniejszą ilością cukru

      1. Może żeczywiście słabo szukałem. Na swoje usprawiedliwienie mam, iż patrzę tylko na butelki z dziubkiem (córka 2 lata i łatwiej jej się pije) a syn bierze zawsze watera z lordem, który z tego linku jest najlepszy 😉

  25. Oczywiście, że nic nie stanie się jeśli podamy dziecku kawałek ciasta. Ale równie dobrze możemy mu dać Monte, Danonki czy cokolwiek lubi. Zdrowo, ale bez przesady z tym żywieniowym Auschwitz.

    1. Jasne, raz na czas, ale nie codziennie. Ograniczanie syfu to zdrowy rozsądek, którego chyba brakuje porównując to do Auschwitz? Jestem zażenowana tym doborem słów…

  26. A ja powiem tak. Dzieciom też coś się należy od życia. Nie mówię żeby przesadzać ale wszystko jest dla ludzi. Życie jest tylko jedno i trzeba je przeżyć z przyjemnoscia. Nie można sobie zawsze wszystkiego odmawiać. ja pozwalam swoim dzieciom jeść takie rzeczy , nie mówię ze codziennie ale jak bardzo mają ochotę to jedzą. Nie zamierzam tego zmieniać.

    1. Nie da się wszystkiego ograniczyć. Przyjemność = jedzenie to dla mnie slogan prowadzący prosto do otyłości. Dzieci mamy odżywiać przede wszystkim, a nie pchać w nie tego, co chcą, przecież same nie wiedzą co jest lepsze. Moje dzieci piją wodę, chociaż najchętniej piłyby kolorowy ulepek, Jakoś się dało. Życie trzeba przeżyć też zdrowo, bo bez tego to żadna przyjemność.

  27. Szczerze mówiąc śmieszą mnie takie teksty 😉 Mam 20 lat, jestem pokoleniem wychowanym na drożdżówkach, batonach i monte, a jakoś nie widzę wśród swoich rówieśników samych grubasów. Za to wśród współczesnych wychuchanych dzieci nadopiekuńczych eko rodziców widzę alergików i osoby wrażliwe na każdą zmianę w diecie.

    1. dziwne… bo jak ja idę ulicą , to widzę mnóstwo młodych, nastoletnich dziewcząt , którym się wylewają wałki tłuszczu znad obcisłych biodrówek i spod króciutkich bluzeczek… gdy ja miałam 20 lat, ( dawno temu 🙂 ), jak się trafiał grubasek , to był nim najczęściej z powodu jakiejś choroby……

        1. ja też uważam, że te wałeczki to nic złego, (sama już trochę mam 😉 , ale chodziło mi o to, że BARDZO wyraźnie widać, że obecnie młodzi są dużo tężsi , niż w czasach bez drożdżówek, batonów i monte…

          1. A ja miałam na myśli, że te wałeczki teraz to takie normalne. A jak my byłyśmy w tym wieku, to 90% dziewczyn było wręcz chudych! Teraz już normalne stało się to, że młode dziewczyny są obtłuszczone. I tak jak piszesz – to bardzo widać. Mój mąż (z Australii) jak przyjeżdżał do nas pierwsze kilka razy to zawsze go uderzało, że jesteśmy szczupli. Teraz sam zauważył, po 13 latach, że nasze społeczeństwo przytyło i dobija do zachodu. A czego to jest wina? Syfu, który do nas przywędrował zza granicy.

    2. A mnie śmieszy, kiedy ktoś nie posiadający dzieci wypowiada się w tym temacie. Kiedy będziesz miała swoje, możesz go karmić danonkami, a potem leczyć, to Twoja sprawa. Pokolenie 20 latek to pokolenie cellulitu i wałków. Jestem zdziwiona, kiedy na siłowni jestem od wszystkich 15 lat starsza i mam najmniej tłuszczu. Chyba nie bywasz na ulicach, nie czytasz wyników badań? A i jeszcze jedno – alergie nie biorą się z diety 🙂

    3. Niestety statystyki mówią same za siebie. Liczba dzieci z nadwagą przybywa, A w Polsce ten wzrost otyłych dzieci jest jednym z najszybszych w Europie. To są fakty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *