Droga Mamo w domu, droga Mamo w pracy.
Matce zawsze towarzyszą dylematy..
Droga Mamo w domu,
Wiem, że drażni Cię to, że ciągle ktoś atakuje Cię pytaniem co Ty właściwie robisz cały dzień jak tak siedzisz w domu. Ja wiem, że nigdy nie siedzisz. Codziennie próbujesz z godnością wykonać najtrudniejszy zawód świata – wychować drugiego człowieka. Wykonujesz harówkę, za którą nikt Ci nie płaci, a która nigdy się nie kończy. Zaczynasz bladym świtem i nie zatrzymujesz się nawet jak położysz się spać, bo zawsze jest coś do zrobienia. Pracujesz w weekendy, w nocy, w święta i w trakcie urlopu. Rzadko kiedy udaje Ci się wypić gorącą kawę.
Masz podzielną uwagę, którą kontrolujesz całe otoczenie, choć dawno temu zapomniałaś już o wykonywaniu jakiegokolwiek zadania od początku do końca, bo wiesz, że na pewno coś Cię od niego oderwie.
Wiem, że nigdy nie odpoczywasz, nie przesypiasz całych nocy, a często jedynym Twoim marzeniem jest zjedzenie ciepłego posiłku. Ale i to się nie udaje.
Jesteś niezastąpiona i nawet od kobiet w identycznej sytuacji nie możesz liczyć na wsparcie czy zrozumienie. Twoja praca to zamknięte koło – robisz zakupy, przywozisz je do domu, układasz w lodówce, gotujesz, podajesz, karmisz swoje dziecko, zbierasz resztki z podłogi, myjesz naczynia. Powtarzasz ten sam cykl za trzy godziny.
Wiem, że czasami zadajesz sobie pytanie czy zrobiłaś gdzieś błąd i zazdrościsz pracującym mamom trzaśnięcia drzwiami po drugiej stronie innego świata, w którym nie dosięga ich „mamo. Zazdrościsz przerwy na kawę. Boisz się, że rynek pracy skaże Cię na wykluczenie, kto dziś potrzebuje pracujących matek?
Podziwiasz tytuły swoich przyjaciółek, firmowe samochody i zagraniczne szkolenia. Z nienawiścią myślisz, że cofnęłaś się w rozwoju do zupek i kupek. Czy po to latami się uczyłaś? Zazdrościsz wymuskanego biurowego wyglądu i wyjść na firmowe kolacje.
Wiem, że kiedy w końcu pojawia się ktoś do pomocy doprowadza Cię do łez fakt, że nie rzuca wszystkiego, aby natychmiast Cię wyręczyć.
Wiem, że śmieszy Cię radość innych z piątku – dla Ciebie każdy dzień podobny jest do poprzedniego, a weekend oznacza i tak pobudkę o 5 rano. Najgorsze są dni, kiedy sama jesteś chora. Od Twojej pracy w domu nie ma zwolnienia.
Z przerażeniem widzisz, że to, co chciałaś zrobić będąc w domu z dzieckiem, nadal leży odłogiem. Chyba już nigdy nie wywołasz tych wszystkich pięknych zdjęć i nie posprzątasz w piwnicy.
Za Twoją pracę nikt Ci nie dziękuje, nie dostaniesz awansu ani nagrody, w oczach większości nie jest ona ważna, może dlatego musisz wykonywać ją za darmo. A przecież tęsknisz do swojej finansowej niezależności. Chciałabyś znowu po prostu iść na zakupy dla siebie, nie pytając nikogo o pozwolenie na zakup nowej sukienki i bez wyrzutów sumienia, że oto zrobiłaś dziurę w rodzinnym budżecie.
Dla innych siedzisz po prostu w domu i popijasz kawkę, podczas, gdy Twoje dzieci same się wychowują, cicho bawią się w kąciku lub ucinają sobie kilkugodzinne drzemki.
Wiem, że sama sobie codziennie dajesz medal za cierpliwość, choć dręczą Cię ciągłe wyrzuty sumienia. Czy jesteś wystarczająco dobrą Matką? Czy Twoje dzieci właściwie się odżywiają i rozwijają? Po nocach czytasz poradniki, które wpędzają Cię w jeszcze większy smutek. Ledwo zęby zdążysz w ciągu dnia umyć, kiedy miałabyś piec własny chleb?
Szlochasz zamknięta w wc, kiedy odkrywasz zachowanie Twojego dziecka, za które wcześniej nie znosiłaś dzieci znajomych.
Codziennie padasz ze zmęczenia, zastanawiasz się, jak długo jeszcze tak pociągniesz. W nocy czuwasz przy swoim chorym dwulatku. Ale wstajesz po kilku kwadransach snu, patrzysz na oślinioną, bezzębną twarzyczkę i cieszysz się, że wybrała sobie Ciebie na mamę. Wiesz, że to wszystko dla tego jednego uśmiechu ma sens.
Droga Pracująca Mamo,
Wiem, jak często inni oceniają Twoją decyzję o powrocie do pracy. Karierowiczka, nie chciało jej się samej wychować, to nianię wzięła – to najłagodniejsze z komentarzy. Ten najgorszego kalibru, że nie kochasz swoich dzieci tak bardzo jak mama, która wybrała dom, wymazujesz z pamięci. Bo przecież nad życie kochasz swoje dzieci, jak każda inna matka.
Powrót do pracy nie był łatwą decyzją. Długo się zastanawiałaś, ważyłaś wszystkie argumenty. Kredyt na mieszkanie sam się nie spłaci, rachunki same się nie regulują, w pracy nowe możliwości, a Ty nie widzisz siebie w roli kobiety domowej, więc wróciłaś.
Widzę Cię wszędzie. Jesteś przedszkolanką w przedszkolu mojego dziecka. Stomatologiem, do którego zabieram maluchy. Jesteś naszym pediatrą. Jesteś nauczycielką w pobliskiej szkole. To Ty obsługujesz mnie na poczcie i sprzedajesz mi warzywa. To Ty wsadzasz do więzienia groźnych przestępców. To Ty jeździsz karetką ratując życie, Ty pomagasz innym kobietom urodzić ich dzieci. Czym byłby świat, gdyby Ciebie w nim zabrakło, pracująca Mamo?
Wiem, że wracając do pracy, szukałaś takiej, która wpasuje się w grafik Twojej rodziny. Wiem, że często wstajesz godzinę przed wszystkimi, żeby wyprasować strój do pracy lub przygotować dla dzieci kostiumy na bal przebierańców lub po prostu mieć moment dla siebie.
Wiem, że prowadzisz ważną konferencję po nocy, którą spędziłaś przy swoim chorym dwulatku i praktycznie nie zmrużyłaś oka. Wracając z pracy zaczynasz swój drugi etat, ten darmowy, od którego nie uratuje Cię nawet L-4. To, że pracujesz, nie zmieni faktu, że i tak musisz sprzątać, gotować, prać. Wracasz do domu, bawisz się z dziećmi, podajesz im kolację, kąpiesz, czytasz bajki, usypiasz, a potem rozpoczynasz walkę z codziennością. Naczynia, pranie, rachunki.
Nie masz czasu na obejrzenie ulubionego serialu. Choć możesz sobie na to pozwolić, nie zatrudniasz pomocy do sprzątania, bo boisz się złośliwych komentarzy.
Czujesz się stale winna, że tak długo nie ma Cię w domu, więc ograniczasz swój wolny czas do minimum.
Uczysz się zupełnie nowej definicji logistyki i zarządzania czasem, z mężem ustalasz plan tygodnia mailowo. Kurczowo trzymacie się szczegółowego grafiku obowiązków, wiesz, że jedno potknięcie zburzy cały misterny plan. Wiem, że czujesz się czasami jak chomik pędzący w kołowrotku. Nie tak wyobrażałaś sobie rodzinne szczęście.
Wiem, że w pracy dajesz z siebie wszystko. Skoro wybrałaś etat, pokażesz wszystkim, że jesteś w niej niezła. Najbardziej sobie chcesz udowodnić, że to wszystko ma sens.
Torturujesz się wyborem niani, żłobka czy przedszkola, a i tak nigdy do końca nie wierzysz, że Twoje dziecko ma porządną opiekę i odrobinę sympatii. Łapiesz się na obawach, że coś Cię ominie, że dziecko nie do Ciebie powie pierwsze słowo, nie przy Tobie zrobi pierwszy krok, nie pocieszysz po każdym nabitym guzie.
Wiem, że zamierasz za każdym razem kiedy widzisz, że dzwoni ktoś z przedszkola, albo kiedy nie możesz połączyć się z opiekunką. Jak Twoje dziecko zachoruje, gimnastykujesz się, żeby pogodzić pracę i opiekę. Bo są takie choroby, że musisz zostać w domu. Choć czujesz się winna, jesteś w duchu szczęśliwa, że możesz spędzić kilka dodatkowych chwil z Twoim dzieckiem, mimo redukcji wypłaty.
Płaczesz z żalu, kiedy musisz wziąć cały dzień wolny, aby uczestniczyć w zebraniu w przedszkolu, które olało większość rodziców.
Jesteś rozczarowana, kiedy firma chce posłać Cię na 3 miesięczne szkolenie w Japonii. Samą propozycję uważasz za niedorzeczną, choć żal Ci, że ominie Cię taka okazja. I boisz się, że szef uzna Cię za niewystarczająco elastyczną.
Masz nadzieję, że dajesz swoim dzieciom wspaniały przykład szacunku do pracy i pieniędzy. Pokazujesz swoim córkom, że mogą robić karierę, jednocześnie realizować się w domu jako kochające matki. Mogą być niezależne i z niczego w imię wychowania dzieci nie rezygnować. I sobie codziennie udowadniasz, że możesz z powodzeniem grać tak wiele ról, że obalasz mity. Stabilna sytuacja finansowa Twojej rodziny pozwala Ci choć z tego powodu spać spokojnie. Awans w pracy, rozwój i duma Twoich dzieci, z która mówią „moja mama pracuje” pomagają zobaczyć Ci sens w tym, co robisz. Dasz przecież radę.
Wiem to wszystko, bo byłam już po obu stronach. Wiem, jak bardzo jest Ci ciężko. Każda decyzja niesie za sobą minusy i dopiero po latach dowiesz się, czy była właściwa. Trzymam za Ciebie kciuki, Mamo, bo nie ważne co wybrałaś, robisz świetną robotę!
Zdjęcia: https://unsplash.com/

Zajebiście to napisałaś!
Dziękuję :))
tak, tak! też tak uważam! 🙂
Podpisuję się pod tym obiema rękami!
W 2002 roku Janusz L. Wiśniewski napisał nowelę ” Martyna” wspólnie z internautami…Powstało najpierw dzieło wirtualne :-), potem się stało namacalne. Myślę, że gdyby Twoje artykuły, przemyślenia, emocje przenieść z blogu na papier też odniosłyby sukces. Gratulacje za kolejny tekst!
Dzięki Kasiu! Kiedyś wydam książkę, blog to preludium, jak zdobędzie popularność to może i książka się obroni?
Wspaniałe 🙂 Ja też byłam po obu stronach. Wróciłam do tej pierwszej, czyli do zajmowania się domem i dzieckiem. Niby chodzi do przedszkola, ale w praktyce wygląda to tak, że co miesiąc (albo częściej!) jest chora i ktoś w domu i tak musi być. Miło wiedzieć, że ktoś Cię rozumie. Po prostu dziękuję za ten tekst!
U mnie było to samo – co chwilę choroby. Były takie miesiące że więcej dzieci były w domu niż w przedszkolu. Ech. Pozdrawiam!
Brawo dla tej Pani! Napisałaś świetny, bardzo „prawdziwy” tekst. W pięknej, łagodnej formie 🙂 Bo każda z nas stoi przed trudnym wyborem, nie ważne, czy to jest pozostanie w domu, czy pójście do pracy.
Dzięki Kasiu! Zasze ten wybór jest trudny i czasami okazuje się, że był jedyny, choć nie do końca taki jak chciałyśmy.
Robię świetną robotę, robię świetną robotę, robię… Jeszcze kilka razy powtórzę i w to uwierzę. Póki co jednak cały czas metlik w głowie i dalej myślę, czy by jednak do pracy nie wrócić. Chociaż wiem, że jak wrócę, to będę chciała do domu 😉
Ha ha jaka mantra :)) zawsze trawa u sąsiada zieleńsza, nie? Wrócisz to zobaczysz czy Ci się podoba.
Już raz wróciłam. Nie podobało się 😉
Cudowny tekst!!! Jak to mówią wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Ty byłaś po obu stronach więc…wiesz jak ciężko jest zarówno jednym i drugim kobietom
Brawo! Świetnie to wszystko ujęłaś. Każda decyzja niesie za sobą jakieś konsekwencje, nie ma wyborów idealnych!
pięknie napisane!!!
Daga, jesteś wielka 😉 Rewelacyjny tekst
Aż mi głupio za tą wielką :)) dzięki!
Świetnie napisany tekst.
Taka jest smutna prawda, że nie ważne którą z opcji by się wybrało, zawsze jest albo źle, albo jeszcze gorzej. Zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje Nasz wybór.
Albo same mamy wyrzuty 🙁
Chyba większość z nas staje przed tym dylematem. Każda z nas ma inne potrzeby i temperamenty, dlatego każda, tak jak napisałaś, zasługuje na brawa. Po porodzie Poli perspektywa powrotu do pracy doprowadzała mnie do łez. Jednak im starsza Poczwara była, tym większą ochotę na powrót do pracy miałam. Dziś Mała ma 15 miesięcy i naprawdę cieszę się z powrotu do pracy. Choć kocham moje dziecko najbardziej na świecie, chcę się realizować i sprawdzić, jak to jest pracować na 3 etatach :p Znam matki, które całe dnie spędzają w domu z dziećmi, ale są obok nich, nie bawią się z nimi, nie spędzają z nimi czasu, poza zapewnieniem podstawowych potrzeb. Dlatego wiem, że nie ilość, a jakość tego czasu ma znaczenie. Poza tym, nie chcę by kiedyś spojrzała na sfrustrowaną mamę, która czuje się niespełniona, chcę by mogła być ze mnie dumna. I chyba fajnie jest się tak stęsknić za sobą 🙂 Jestem dobrej myśli 🙂 Pozdrawiam.
Zgadzam się z jakością. Sama po sobie wiem, że czasem po prostu jestem biernie obok i ten czas mniej się liczy niż jak nawet krótko ale poświęcam 100% uwagi. Jestem dobrej myśli razem z Tobą!
Przy ostatnim akapicie aż mi się łza zakręciła w oku.. sama nie wiem czemu. Może dlatego, że to taka trudna prawda właśnie. Chcemy przekazać dzieciom takie cudowne wartości, a wymagają one tak wiele. A może to też dlatego, że czytam Twój post będąc ostatni dzień w mojej dotychczasowej pracy… od lipca przede mną nowe zawodowe wyzwania. I cieszę się na nie bardzo, ale też wiem, co jest z drugiej strony tego wyboru.
Nikt nie wie ale trzeba szukać swojej drogi. Powodzenia!
Świetnie napisane. Ja właśnie sie zastanawiam co zrobić, starsza córcia miała 2 latka jak wróciłam do pracy Kaja ma roczek jest mi trudniej niż poprzednio ale decyzje trzeba podjąć samemu.
Tak. Taką jaka jest najlepsza dla naszej rodziny.
Bardzo fajny tekst, dobrze się go czyta!
Ja aktualnie jestem pierwsza mama – taki był wybór, nasz wspólny wybór. Mam nadzieje, ze kiedyś okaże się, że dobrze zrobiłam zostając w domu.
Podziwiam matki pracujące! Nie wyobrażam sobie dodatkowego etatu, teraz są dni kiedy mam ochotę uciec bądź wydłużyć dobę o kilka godzin. Na prawdę odwalaja kawał dobrej roboty.
Jeśli teraz tak czujesz to nie będziesz żałować. Najgorzej mają kobiety które chciałyby zostać w domu a nie mogą sobie na to pozwolić 🙁
Słuszne uwagi, nigdy nie wiadomo, czy podjęta przez nas decyzja była tą prawidłową. I pewnie do końca pozostaną wątpliwości, skoro zostałam, to pewnie byłoby lepiej dla mnie gdybym wróciła do pracy. Z kolei, jeśli wróciłabym do pracy to pozostaje myśl, że dla dziecka lepiej byłoby, gdyby mamę miał obok siebie. Ja od początku wiedziałam, że wrócę do pracy i cały czas z tą myślą jestem. Jednak im bliżej końca macierzyńskiego to tym więcej mam obaw, jak to wszystko pogodzić i jak sobie z tym poradzi Orześ. Ech, nie ma złotego środka.
No nie ma, każda decyzja niesie za sobą jakiś czynnik, którego możemy żałować.
popłakałam się po kilku akapitach… i tak do końca…
To jest bardzo trudny temat 🙁
Moja smutna prawda – zabieralam sie do przeczytania tego tekstu juz kilka razy. Zrobilam to dzisiaj siedzac nad budzetem do pracy (zawodowej) a Dziecoarnia jedzac kolacje ogladala bajke na iPad’zie. Czasem, a w sumie czesto mam dosc. Mam milion spraw na glowie. a jak czegos zapomne (a zdarza sie coraz czesciej mimo, ze zawsze bylam zorganizowana, co tylko obrazuje z jaka iloscia rzeczy musze sie uporac codziennie) to jest zdziwienie: Ty? Ty zapomnialas? Staram sie dac na luz. Mini ratka decyduje o tym, ze musze pracowac. Ale tez chce. Tak jest tu i teraz, ale kto wie co bedzie tam i potem 🙂
Wiem, wiem, spraw codziennie jest milion, a my ambitne chcemy WSZYSTKO the best. Fajnie, że lubisz swoją pracę, jak przestałam – zrezygnowałam, mam nadzieję na robienie czegoś, co da mi jakąkolwiek satysfakcję.
Masz fajne lekkie pióro, przeczytałam jednym tchem. I co Ci powiem, ŚWIETNY tekst, byłam po obu stronach. W tej chwili jestem z dziećmi w domu i to był nasz wspólny wybór (mój i męża) czy wybraliśmy dobrze dowiemy się kiedyś.
Ja też w tym momencie jestem w domu. Na razie nie żałuję, jestem dużo mniej zestresowana niż wcześniej. Mam nadzieję, że wybrałyśmy właściwie. Pozdrawiam x
Oj kochana, ale ty mas pióro… i jeszcze w sedno trafiasz…nie ma jednek drogi i „najlepszego” wyboru. nie raz się przekonałam, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Kiedy miałam wrócic po urodzeniu pierwszego dziecka, po macierzynskim, do pracy – płakałam… Płakałam że przegapięnajważniejsze momenty jego życia – że musi iśc do żłobka.Pracowałam bo musiałam. Byłam wtedy na zakręcie zyciowym – więc praca jawiła mi się jako przymus tylko by móc przeżyc – wkurza mnie , że wiele osób ocenia pracujace matki, ze „karierowiczki” – większośc z Nas chodzi do pracy bo – musi…bo z jednej pensji ciężko wyżyc i utrzymac rodzinę…
Za to z drugim dzieckiem – nie mogłam się wręcz doczekac powrotu do pracy… I myślę, że to jest indywidualna kwestia. Fajnie , że są mamy którym służy zostanie z dzieckiem w domu. Ja jednak pewnie wpadłabym w depresję. Bo tak jak piszesz – mama w domu – to praca 24h. Ja przez te 8h mogę „odpocząc”, zorganizowac sobie pracę i zadania na następny dzień. Myślę, że w życiu ważna jest równowaga. Więc skoro nie ma kto zostac z naszymi dziecmi – to chociaż dzielimy się nimi np. raz na jakiś czas ja śpię z jednym lub drugim u babci gdy ta wyjeżdża lub jedno z Nas ma „wolny wieczór” – choc nie ukrywam – przydałaby sie większa systematycznosc – bo na razie jesteśmy w fazie testowania :))
U nas też faza różnych testów. Tak jak napisałaś – każdy musi wybrać swoja drogę, a jak coś nie zadziała – zmienić.
Daga ja tak z innej beczki – jeśli mogę???
Czy „zajmowałaś” się dietą Cambridge?
Sama może używałaś?
Chodzi mi o to, czym tam się słodzi te „zupki” – aspartamem?
Sorki, że wstrzeliłam się „poza temat”…..
Sto lat temu tak, ale już nie pamiętam tych składów ;(
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
Ależ pięknie to napisałaś!
Za gardło….za serducho chwyciło!!
Bo teraz po urodzeniu drugiej córeczki, zastanawiam się jak życie zawodowe ogarnąć.
Zawsze byłam finansowo niezależna, życiowo obrotna, a tu nagle taka ważna decyzja mnie czeka.
Waże wszystko.
Oprócz Twojego tekstu, otuchy dodają także słowa sąsiadki inteligentnej bestii Pani Inżynier, która na lat 3 zrezygnowała z pracy na rzecz swoich pociech: Dzieci są dziećmi tylko raz Kate, a ty się jeszcze w życiu napracujesz!
Coś „w tym” jest!
Kate! To był mój tekst przewodni zanim zrezygnowałam z pracy! Dzieciństwo moich dzieci jest tylko raz. Praca poczeka.
Świetnie napisane. Każdy człowiek powinien to przeczytać, żeby choć trochę wczuć się w dylematy mam.:)
Niestety politycy, którzy zwykle decydują o naszych losach nie czytają 🙁
Nikt matki nie zrozumie tak dobrze, jak inna matka. ALBO tak powinno być? Bo często to właśnie inne matki zarzucają nam nieróbstwo, lenistwo – na wzór dając siebie.
No niestety, zwykle największa krytyka pochodzi od drugiej mamy..
Choć po kilku miesiącach, jednak dorzucę kilka słów: mamy są dzielne, mamy dają radę, cokolwiek nie wybiorą, bo kochają. Szkoda tylko, że tak często to inne kobiety, czasami też i mamy, podejmują nasze decyzje (specjalnie nie piszę, że za nas) „ułatwiając nam życie”, zmuszają mamy do rozwiązań, których nie chcemy. Mamy wiele potrafią, a ich siła i moc to właśnie te małe stópki w nocy kładzione na brzuchu, twarzy … Mamy, jesteście wielkie 🙂
Oczywiście, że jesteśmy wielkie. I dajemy radę, bo dla naszych dzieci zrobimy wszystko, nawet jeśli wymaga to nadludzkiej siły. Pozdrawiam!
Pięknie to napisałaś!! Sama się nieraz zastanawiam, skąd tyle wrogości między matkami. Pewnie częściowo jest tu odpowiedzialny brak pewności siebie – że ten wybór który podjęłam, jest dobry. I tak próbując dowartościować siebie, kopiemy pod innymi dołki. Ale to droga donikąd! Potrzeba więcej takich głosów: że żaden wybór nie jest łatwy, i każda droga niesie ze sobą wyrzeczenia. Ja sama jestem mamą trójki małych dzieci i zrezygnowałam z kariery naukowej na rzecz kariery wychowawczej 🙂 Ale gorąco kibicuję koleżankom po fachu, które osiągają sukcesy w pracy. Świat – i nasze dzieci – potrzebują różnych wzorców. Zatem, Mamy – wspierajmy się! Pozdrawiam gorąco!
Oczywiście, że to brak pewności siebie oraz ogromne wyrzuty sumienia. Bo w tej sytuacji nie ma dobrej drogi, jedynego, słusznego rozwiązania. Zawsze ktoś lub coś cierpi. A w tym wszystkim jest matka, która szuka winnego. I znajduje, w postaci drugiej, tak samo zagubionej matki. Ale ta wojna jest nie tylko na tym polu. Niestety. Pozdrawiam mamę trójki!
Wlasnid sama jestem na takim etapie. Właściwie to tedyzja została już podjęta. Od 1 kwietia wracam do pracy, a nasz 13 miesięczny syn do żłoba. Tak szczerze mòwiąc to bardzo potrzebuję powrotu „do ludz” ale z drugiej strony jak patrzę na tego szkraba, który jest wulkanem energetycznym… ech Myślę, że tak jak jest napisane w artykyle, nie ma wyjścia doskonałego, a owoce naszej decyzji poznamy w przyszłości.
Nie ma wyjścia idealnego, bo chodzi o rodzinę, a to jest bardzo złożony temat. Myślę, że nawet z perspektywy nie da się tego ocenić jako czarno-białe. Powodzenia od 1 kwietnia! Na pewno świetnie się zorganizujesz, trzymam kciuki!
Hmm… Wlasnie jestem na etapie powrotu do pracy, po roku spędzonym z Z. Nie chce wracać, bardzo nie chce… ale finansowo nie bardzo damy radę jesli ja zrezygnuje z pracy. Z. zostanie z babcią, ale ja i tak nie wyobrażam sobie zostawienia jej na tak długo. Nie jestem na to gotowa…
Na pewno, w końcu to zależy tylko od Ciebie. Dobrze, że masz Babcie, bo to jednak skarb, dość ostatnio rzadko spotykany.
Od dwóch lat jestem mamą, a od 16 miesięcy lawiruję między pracą a domem. Jest ciężko, ale wiem, że gdybym została w domu, byłoby mi jeszcze gorzej. Lubię to, co robię i niech tak zostanie.
No i świetnie, że jest Ci dobrze.
Świetny tekst, ja też doświadczyłam obu stron. Najtrudniejsza jednak była krytyka kiedy zdecydowałam zostać w domu, z ust bliskich mi kobiet, nie potrafiły tego wyboru uszanować. Ja jestem dumna z każdej swojej decyzji, każda była szalenie trudna, i każdej towarzyszyły watpliwości. Liczy się wiara w siebie i swoją rodzinę, która daje moc.
Dziewczyny wspierajmy się i szanujmy nawzajem, niezależnie od wybranej drogi. ?
Nie potrafiły uszanować, bo często zazdroszczą, albo mają ciasne poglądy, albo same w domu muszą stale coś partnerowi udowadniać, bo inaczej ich nie szanuje. Mnie też najbardziej krytykowała rodzina. Takie ciche wbijanie szpileczek i na urodziny życzenia „żebyś w końcu mogła wrócić do pracy i nie zamykała się w tym małym świecie”.