Czuję się gorszą matką.
Czuję się gorszą matką. Nie tylko przez to, że odkąd rzuciłam etat, w mojej głowie czają się różne obawy. Czy dobrze zrobiłam? Czy dobrze wybrałam? I nie tylko dlatego, że społeczeństwo ciągle mi wmawia, że jestem gorsza, bo siedzę w domu.
Stale ktoś mi tego siedzenia w domu zazdrości.
No tak, masz czas ćwiczyć. Fajnie masz, możesz pisać. O, ale obiad wypasiony. Zero stresu, przynajmniej szef Cię nie wkurza! Ale Ci dobrze.
Są tacy, którzy współczują.
Życzę Ci, żeby ten Twój, chociaż mały, świat, był mimo wszystko ciekawy – usłyszałam w życzeniach. Oby dzieci nie chorowały, żebyś mogła się czymś zająć.
Większość myśli, że po prostu te, co w domu siedzą to leżą i pachną i pilnują, żeby im korona z głowy nie spadła. Pisałam o tym w tekście Nie kura domowa, a domowa królowa.
Są i tacy, którzy krytykują, mniej lub bardziej jawnie.
Zredukowałaś się sama do roli kury domowej. Po co Ci te ciuchy, jak z domu nie wychodzisz. Twoja kariera utknęła. Nie będziesz miała do czego wrócić.
Czuję się gorsza, bo praca w domu JEST gorsza. Nie widać efektów. Tak, jakby porządek sam się robił, rzeczy same się prały, lodówka sama zapełniała, obiad sam gotował, a dzieci same wychowywały. W końcu matka siedzi w domu, na urlopie. Szkoda tylko, że ten urlop tak bardzo męczy. Codziennie to samo, mimo wysiłku brak efektów. Na koniec miesiąca nie ma wypłaty, na koniec roku braknie bonusu, nikt nie zaprosi na świąteczną imprezę, nie będzie uścisku dłoni prezesa.
I choć przecież sednem mojego życia jest dom i dzieci, głośno przyznaję, że mnie to nuży i męczy, jak każda inna praca. Mam prawo do dnia wolnego. Słyszałam już, że skoro jestem w domu to wieczorami mąż powinien wybywać, bo przecież ja sobie w dzień odpoczęłam. Konsekwentnie jednak przestrzegamy naszej rutyny. W te dwa wolne wieczory chodzę do kina, spotykam się ze znajomymi, ćwiczę, piszę. Robię to, co dla mnie oznacza relaks. Bo prawda jest taka, że chociaż siedzę w domu, kiedy tylko na chwilę naprawdę usiądę, mam wyrzuty sumienia. Dlatego tego nie robię. Kawę piję w biegu, nie plotkuję przez telefon, nie czytam w tym czasie gazet. I chociaż każdy człowiek w pracy ma przerwy, ja ich sobie nie robię. Bo męczą mnie wyrzuty sumienia. Mimowolnie, pomimo tego, że nie muszę się rozliczać, chcę sobie i innym udowodnić, że ten czas wykorzystuję najlepiej.
Czasami zazdroszczę moim koleżankom sukcesów, awansów, podróży. Chociaż wiem, że niektóre nienawidzą swojej pracy, która nudzi je do bólu. Bla, bla, bla, koniec. To dla mnie kwintesencja wielu biurowych prac, więcej w tekście Fabryka, czyli ABC życia na openspejsie. I chociaż wiem, że nie wszyscy w pracy zmieniają świat, mają kreatywne pozycje i mogą się rozwijać, to jednak pracują. Ktoś uważa, że ta ich praca jest ważniejsza od mojej., bo moja to banały w stylu obiad i zakupy. A przecież Ci architekci, lekarze, prawnicy kiedyś też byli dziećmi i ktoś wychować ich musiał.
System też jakoś średnio się mną przejmuje. Kiedy pracowałam, moje dzieci były chore i brałam na nie opiekę, obcinano mi pensję. Nie dość, że i tak musiałam płacić za przedszkole, świecić oczami w pracy, to jeszcze byłam finansowo podwójnie stratna – drogie leki i dziura w budżecie. Nikt nie widzi tego, że jest to jeden z powodów, dla których przedszkolaki tak bardzo chorują. Stale chodzą do przedszkola przeziębione lub nie wyleczone. Bo nie ma kto z nimi siedzieć w domu. Matki puszczają więc dzieci z katarem, ze stanem podgorączkowym, czy na antybiotykach. Bo nie mają wyjścia, po tygodniu czy dwóch chorowania, muszą wracać do pracy. I choć często nie stać nas na ferie i zasłużony odpoczynek, jesteśmy zmuszani brać urlop od pracy, kiedy placówki typu żłobek i szkoła są zamknięte w trakcie ferii i wakacji. Nie każdy ma dziadków pod ręką. Opisałam te bolączki we wpisie Korpo sieroty.
Można zatrudnić nianię. Pół roku szukałam, intensywnie. Miałam niewiele wymagań, ale okazały się nie do przeskoczenia – prawo jazdy, bo nie mieszkam w centrum i opieka nad trojaczkami. O byciu nianią z doskoku w ogóle nie mogło być mowy, musiałabym pół swojej pensji przeznaczać na pensję dla niani, która opiekowałaby się dziećmi wtedy, kiedy były chore.
Teraz zdecydowałam się zostać w domu, bo mogę. Mogę być na wszystkich dodatkowych zajęciach, mogę poświęcać czas dzieciom, angażować się w życie szkoły. Nadal chodzą do niej od 9 do 15, więc gdybym wróciła na etat, przynajmniej połowę wypłaty musiałabym oddawać niani (gdyby w ogóle udało mi się ją znaleźć). Moje małżeństwo dzięki temu jest zgodne, odpadły nam małżeńskie przepychanki. Kiedy oboje pracowaliśmy na etacie, CODZIENNIE się kłóciliśmy, czyja praca jest ważniejsza, kto ma pilniejszy dedlajn i na kogo ile osób czeka. Skakaliśmy sobie do gardeł, kto ile czasu poświęcił na prace domowe i czy może już usiąść, czy jeszcze po nocach musimy prać, gotować i robić zakupy. Z dotychczas zgodnej pary staliśmy się wściekłymi, pracującymi rodzicami z obłędem w oczach. Nie mieliśmy na nic czasu, a co za tym idzie na nasz związek też nie. Mieliśmy świadomość tego, że długo się tak żyć nie da.
Wiem, że to mój wybór, świadomy. Są kobiety, które nie chciały, lub nie mogły sobie na niego pozwolić. Powinnam się więc cieszyć i dziękować, że mogłam. Mogę codziennie być w domu, nie martwiąc się niczym. Tylko dlaczego bywa, że się martwię, że jednak coś mnie omija? Że może staję się głupsza, bo choć życie w korporacji ogłupia, to jednak bycie kurą domową bardziej? Dlaczego próbuję usprawiedliwić swój wybór? I dlaczego martwię się, że jestem zależna od męża? A co, jeśli go zabraknie? Co się wtedy stanie ze mną i z dziećmi? A wieczne obawy o stabilność finansową i pracę męża?
Nie czuję, że się poświęcam. To nie o tym jest ten tekst. I nie uważam, że matki pracujące mają lepiej lub gorzej. Każda decyzja, czy to o powrocie do pracy, czy pozostaniu w domu jest ciężka i wymaga kompromisów, o czym pisałam w bardzo ważnym tekście Droga mamo w domu. Droga mamo w pracy. Gorsza czuję się czasami, chwilowo, w sumie tylko wtedy, kiedy ktoś, kto wybrał, albo został zmuszony do innej opcji, mi to wytknie. Wiem, że to, co robię ma głębszy sens. I ja mam szefa (nawet czterech), terminy (zupa o 16 na stole, pełna lodówka, poskładane w kosteczkę pranie), zmartwienia (czy robię to dobrze) i stres (co dalej). Nie wiem, czy moja decyzja była najlepszą, jaką mogłam podjąć. Wtedy była jedyna. Bycie mamą to też praca, choć awans i uznanie może mnie tak łatwo ominąć.

Wróciłam do pracy pół roku po urodzeniu drugiego dziecka, w zasadzie to nawet przez te pół roku byłam jedną nogą w pracy i wciąż czułam presję powrotu, niby miejsce na mnie czekało, ale pracuję w małej firmie w niewielkiej miejscowości, więc chętny na moje miejsce szybko by się znalazł. Żal mi straconych dni, marnowanego czasu na dojazdy, bo mieszkamy za miastem. Niby jest ok, mam pensję co miesiąc i co z tego, skoro opłacam nianię, przedszkolę i zostaje z niej nie wiele. Przykro mi tylko, że nie miałam wyboru, niby większość mówi łaał… pracujesz, dbasz o dom, dzieci, ogród i milion innych spraw, a mi smutno, że mam moje dzieci przez 4 godziny dziennie i wciąż omija mnie coś ważnego, co już nie wróci. Przepraszam, mam kryzys po świąteczno- noworocznym powrocie do rzeczywistości i gdzieś musiałam się wygadać 🙂
Doskonale to rozumiem i tak jak napisałam – jestem częściowo wdzięczna losowi, że mogę zostać w domu, bo wiem, że wiele mam nie ma takiego komfortu i do pracy (często nawet nie lubianej) wracać muszą. Taki już nasz los – i tak źle i tak niedobrze. Powodzenia w najlepszym wykorzystywaniu wspólnych chwil!
Wiesz, że czasem czuję się podobnie? Za miesiąc synek kończy 4 latka, chodzi do przedszkola, a ja na razie zajmuję się nim i domem. Miał problemy zdrowotne, sama potem nabawiłam się swoich, praca nie wypaliła, bo w przedszkolu przez 1 rok prawie ciągle chorował. Teraz po Entitis (dziękuję Ci :*) jest lepiej, zatem rozglądam się już bardzo powoli i ostrożnie za pracą. Też cały czas słyszę, jak mam fajnie i ile czasu w domu. Przy tym, kiedy ten ktoś spędzi ze mną i chorym Kubusiem cały dzień, zmienia zdanie. Mój Synek, podobnie jak Twoja Trójeczka, nie usiedzi na pupie, nie będzie się grzecznie bawić i prawie w ogóle nie ogląda bajek. Wykłóca się, buntuje, ma swoje zdanie, trzeba cały czas mieć się na baczności i tłumaczyć konsekwentnie masę rzeczy, żeby nie ustawił sobie całego domu.
A że wcześniej pracowałam w zupełnie mało znaczących miejscach typu produkcja kosmetyków na zlecenie? Że mam ponad czteroletnią przerwę? Że sama tak wybrałam? Że teraz nie znajdę żadnej pracy? Boję się, oczywiście, tym bardziej jak coraz więcej osób mi to mówi. Ale rodzina była i jest dla mnie najważniejsza – a w tamtym czasie nie widzę opcji, żebym mogła wybrać inaczej. Ale mam nadzieję i myślę pozytywnie 🙂 Będzie dobrze – róbmy to, co podpowiada nam serducho, choć wiadomo, że czasem ciężko i czarne myśli przychodzą do głowy :*
Rany, chyba też się musiałam wygadać 😉
No właśnie, te obawy nigdy nas nie opuszczają. Z jednej strony cieszymy się, że możemy zostać w domu, z drugiej wizja powrotu do pracy i możliwe komplikacje z tym związane przerażają. Nigdy mnie nie opuszcza obawa o przyszłość. Cieszę się, że Kubuś mniej choruje, odpukać, u mnie na razie nadal dobrze. Powodzenia w szukaniu satysfakcjonującego zajęcia!
Trudny temat – ja jestem po drugiej strony – matka pracująca – to był poniekąd mój wybór ale też podyktowany sytuacją życiową (jestem tą więcej zarabiającą w rodzinie). Nie była to łatwa decyzja ale też nie wiem czy zdecydowałabym sie na zostanie w domy z dziećmi na długo. Od prawie 10 lat pracuje w krakowskim korpo – po drugim macierzyńskim zostałam z domu tzn. home-working. Dla mnie jest to opcja idealna – mogę „pozostać” na rynku pracy ale też spędzać czas z dziećmi. Mam super męża który bardzo mi pogada i bez niego nie byłabym w stanie „robić nadal kariery”. Podziwiam full time Matki Domowe bo nie wiem czy zdobyłabym się na takie życie. Czasem zazdroszczę że jak dzieci w przedszkolu to można iść spokojne do fryzjera czy ugotować bardziej wymyślny obiad ale to mija. Ja jestem szczęśliwa w takim układzie jaki mam i Tobie też tego życzę. Bo każda z nas jest inna, ma inne troski i zmartwienia i nie ma uniwersalnego wyboru DOM czy PRACA.
No właśnie, nie ma i to jest ten ból. Ja też pracuję z domu, bo to, co robię na blogu to też praca, mam nadzieję, że kiedyś stanie się zarobkowa. Powodzenia!
To jest odwieczny dylemat. Ja będąc jeszcze na macierzyńskim myślałam, że już bym wróciła z ochotą do pracy. Natomiast po powrocie (a raczej zaczęciu nowej pracy na roczne zastępstwo) mój cały pierwszy miesiąc w pracy był okupiony łzami. Jakoś tak mi było źle, że jednak to już nie ja rano ubieram, daję jeść, idę na spacer. Teraz już się jakoś przyzwyczaiłam, ale tak nieraz po cichu sobie myślę, że może fajnie było by jednak za rok nie pracować, bo jeśli nie znajdę pracy to tak może być… Ale wiem, też, że ja strasznie bym się martwiła, że jednak mamy tylko jedną pensję męża. A gdyby coś się stało, tfu tfu. Tak źle i tak nie dobrze. Chciałabym nie mieć domu na kredyt i duże oszczędności na koncie, wtedy może ze spokojnym sumieniem bym mogła szukać spełnienia w domowym zaciszu…
No właśnie, ale kto ma taką sytuację? Jednak mniejszość, reszta kredyty i obawa o życie z jednej tyko pensji. Takie życie, a dzieci przecież kosztują. Ech.
kurczę, ja napisze że ci zazdroszczę, a z drugiej strony chodzenie do pracy jest dla mnie wytchnieniem.
Choc nIe lubie takich generalizowań…siedzi w domu to nic nie robi. Albo chodzi do prac – zaniedbuje dzieci.
Prawda jest taka, że to tylko od nas zależy co pozwolimy sobie wmówic. Ja szanuje kobiety będące na 100% w domu i te na 100% w pracy. no i jest ta trzecia strona medalu, gdzie kobiety chodzą do pracy, a potem „pracują” w domu…może o to chodzi…i stąd ten nasz rozkrok…kiedy ma się dzieci trudno byc w pełni dyspozycyjną, ich posiadanie wiele zmienia czasem w podejściu do pracy służbowej, bo zamiast spalac się do 19, kobieta wychodzi o 16stej, bo już nie jest tylko pracownikiem, czy szefową, ale również matką, którą dzieci potrzebują. NIe wiem czy jest złoty środek aby to pogodzic i życ bez frustracji. Myślę, że zawsze będę różne opcje. Ktoś będzie zdany na siebie , ktoś będzie miał pomoc w postaci babc.
Ja sobie myślę, że byłoby super nie oceniac tylko najzwyczajniej po ludzku zaakceptowac, ze każda jest inna, każda ma inaczej. To co sprawdza się u jednej, niekoniecznie sprawdzi się u drugiej. Nasza kobieca siłą tkwi nie tylko w tym, że jesteśmy wielozadaniowe, ale przede wszystkich abyśmy umiały się wspierac!!! Kiedy ktoś napisze „hej mam tak samo, rozumiem cię” mój problem nie wydaje się taki duży, nie jestem sama i często bywa tak, że sama potrafię rozwiązac swoje rozterki 🙂
I to jest właśnie to, o co chodzi. Możliwe, że gdyby istniało takie zrozumienie, byłoby łatwiej, bez wyrzutów? Świetny, pełny komentarz, podsumowanie postu. Dzięki!
Pierwszy raz wpisuję komentarz na jakimkolwiek blogu. Trafiłam tu kilka
dni temu, wszystko co piszesz jest mi bardzo bliskie. Jestem mama 3
dzieci, starsze chodzą już do szkoły, najmłodszy ma 9 mies. Uwielbiam
być mamą, mamą na pełen etat, to jest ten czas kiedy czuje się
szczęśliwa. To jest mój trzeci urlop macierzyński i każdego dnia cieszę
się, że jestem tu i teraz. Ze starszymi dziećmi byłam w domu 1,5 roku i
to jest czas który wspominam najpiękniej. Już po pierwszym urlopie
macierzyńskim nie mogłam się odnaleźć w korporacji, w której przecież
kiedyś tak super się czułam .. Często zastanawiałam się co jest ze mnę
„nie tak” skoro nie kręci mnie kariera w korpo, że najbardzoej
wartościowy dla mnie jest czas z dziećmi. Cieszę się bardzo, że po
urodzeniu trzeciego malucha trafiłam na blogi mam, które czują podobnie,
przestałam sie juz zastanawiac co jest ze mną nie tak..Trafiłam na
informacje o rodzicielstwie bliskości, tez się w nim odnalazłam. Nie
wiem czy zdecyduje się zostać w domu na dłużej, tez często męczą mnie
dylematy, o których piszesz. Już krótko po urodzeniu synka zaczęłam się
martwic, że znów po macierzyńskim trzeba będzie wrócić do korpo, bo
wypada,bo przecież nie będę kura domową, bo znajomi robią karierę, bo
nie po to studiowałam, bo nie znam nikogo kto by „dobrowolnie” został
dłuzej w domu itp. Celebrowałam każdy dzień w domu i martwiłam się. Los
trochę mi pomógł, mąż dostał roczny kontrakt w bardzo przyjemnym kraju i
za jakiś czas wyjeżdżamy wszyscy, na takie wakacje..Cięsze się, że na
jakis czas odkładam swoje dylematy..
Wspaniale! Życzę powodzenia i cieszę się dla Ciebie, że tak się poukładało. Nic nie jest z nami nie tak 🙂 Może tylko jesteśmy trochę staroświeckie no i mamy szczęście, że możemy sobie na to „siedzenie” w domu pozwolić. Udanej podróży. Dziękuję za komentarz, szczególnie, że jest pierwszy. Pozdrawiam.
Zanim urodziłam swoją córkę, oczywistym wydawało mi się, że po roku podejmę pracę. Udało mi się to przesunąć o kolejne pół roku, we wrześniu zaczynam pracę, moje dziecko będzie miało wtedy 1,5 roku. Zaczynam pracę z ogromnym żalem, że będę musiała zostawić swoje dziecko w żłobku 🙁 Niestety nasza sytuacja finansowa nie pozwala nam na to, żebym nie pracowała. Jestem wykształcona i zawsze myślałam, że bez kariery bym nie wytrzymała i pewnie faktycznie patrząc przyszłościowo – nie dałabym rady, jednak marzę, by do 3 roku życia zostać z córeczką. Owszem, czasem jest monotonia, jest ciężko, ale wiem, że te chwile nie wrócą. Czasami myślę, że gdyby pojawienie się córeczki było takie bezproblemowe, może byłoby mi łatwiej się z nią rozstać. Nasze dziecko pojawiło się po ciężkiej walce, jako wcześniak i może w jakiś sposób czuję, że powinnam jej coś wynagrodzić i być przy niej jak najdłużej. Pozdrawiam Cię serdecznie.
Ja mam trojaczki i też jest to dla mnie powód bycia w domu. Jest trójka, walczą cały czas o moją uwagę. Mogę im jej poświęcić więcej niż tyko w weekend pomiędzy domowymi obowiązkami.
Ja bardzo lubię swoje życie, chociaż czasami brakuje mi pracy. Nie czuję się jednak gorsza, choć na początku tak było. Macierzyństwo i rola kury domowej to wcale niełatwe zadanie i jeśli ktoś uważa mamę siedzącą w domu za paniusię, której nie chce się pracować, to jego problem. Kilka lat temu zrezygnowałam z pracy, przeniosłam się do Włoch i jest to najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam. I choć siedzę w domu i wygląda na to, że trochę jeszcze posiedzę, to nie mam z tego powodu kompleksów. W przyszłości może zawojuję świat rekinów biznesu czy innych ważniaków, na dzień dzisiejszy mój priorytet to bycie matką. Tylko tyle i aż tyle :).
Zawojujesz albo i nie, ale czy to ważne, jeśli wiedzie się satysfakcjonujące, pełne życie? Dla mnie nie.
Dla mnie też nie, napisałam to z przymrużeniem oka, bo dobrze wiem, że nawet jeśli wrócę do pracy, to i tak nikogo nie zawojuję :).
Witaj! Przeczytałam twój tekst z uwagą siedząc … w domu 🙂 Moja sytuacja jest nieco odmienna – z uwagi na mój zawód, mogę pracować w domu lub w biurze. Jestem tłumaczem przysięgłym 🙂 Bardzo sobie cenię możliwość pracy z domu, zdalnie bo przy dużych dokumentach mam możliwość przerwy i odpoczynku lub tzw. płodozmianu. W efekcie czasami cały dzień tłumaczę a w międzyczasie robię obiad, wstawiam pranie, prasuję, poję konie (zwłaszcza teraz kiedy woda w stajni zamarzła …) lub odśnieżam chodnik przed domem. Wiem, że wiele osób zazdrości mi możliwości pozostania w domu, a ja doceniam ten aspekt mojego życia. Dwa dni w tygodniu pracuję jako lektor w zaprzyjaźnionych spółkach, gdzie uczę dorosłych. Wtedy wychodzę z domu.
Plusem pracy w domu jest dla mnie to, że zawsze udaje mi się wygospodarować nieco czasu na szybkie porządki w tygodniu – od jakiegoś czasu nie chcę przeznaczać na to weekendu, kiedy jesteśmy wszyscy w domu i możemy robić coś fajniejszego niż porządkowanie domu. Nie mogłabym sobie na to pozwolić pracując na etacie. W ogóle praca na etacie kojarzy mi się mało pozytywnie, bo pracując w ten sposób wcześniej odczuwałam, że czas biegnie w systemie od weekendu do weekendu a reszta dni jest czekaniem na upragniony piątek. Nie chciałam tak przeżyć życia bo odliczając 4 dni z całego tygodnia łatwo zauważyć jak mało czasu jest dla nas przyjemnością … Chcę budzić się każdego dnia i czuć, że nadchodzi kolejny dzień, który może wnieść w moje życie coś ciekawego i nowego – nawet jeżeli w komputerze czeka 200 stron tłumaczenia technicznego 😉 Z kubkiem parującej herbaty z imbirem i kostką czekolady nawet tekst dotyczący maszyny stosowanej do produkcji serwetek jest do zniesienia 😉
Oczywiście nie mam płatnego urlopu, bo sama sobie jestem szefem. Nie byłam też na urlopie macierzyńskim, bo mi się nie należał. Sama się ubezpieczam i sama muszę decydować kiedy odkładać pieniądze na nieprzewidziane przerwy w pracy powodowane chorobą domowników lub moją lub też chwilowym brakiem zamówień. Zawsze jest jakiś minus – w porównaniu do pracy w korporacji dla mnie jednak dużo mniejszy 🙂
Za chwilkę południe więc pora na przygotowania obiadu. Dzisiaj naleśniki z konfiturą i serem! Ulubione moich dwóch córeczek 🙂 Po obiedzie ulepimy bałwana a do tłumaczeń usiądę … jak słodko usną. Cisza w domu nastraja do pracy 🙂 Pozdrowienia! <3
Sentymentalnie pomyślałam o Tobie. Bije z tego komentarza ciepło i życiowa mądrość. I złapałam się na tym, że i ja podjęłam tą decyzję dokładnie z takiego samego powodu – aby KAŻDY dzień był dobry, nie tylko weekend. Życie jest za krótkie, a już z małymi dziećmi w ogóle goni jak szalone. Warto codziennie znaleźć dobry moment. Zazdroszczę Ci pracy, która widać, że przynosi Ci satysfakcję. Ja również marzę o tym, aby taką odnaleźć. Możliwe, że stanie się nią blog. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za piękny komentarz.
A ja czuję się gorzej (ale nie czuję się gorsza) pracując i nie mogąc być w domu przez cały czas. Z drugiej strony bardzo lubię to, co robię i z różnych – czasem wymuszonych ale i niewymuszonych – względów nie wyobrażam sobie nie pracować. Wiem też, że przez dużą część dnia dzieci są w przedszkolu i szkole więc jest to jednak czas kiedy i tak nie byłabym z dziećmi, no ale mogłabym zrobić milion innych rzeczy wtedy – sprzątaniem pranie, gotowanie etc. Jak wszędzie są plusy dodatnie i plusy ujemne…
I tak źle i tak niedobrze. Trzeba wybierać, jak to ze wszystkim w życiu coś jest lepsze, coś gorsze. Ważne, żeby wszystkim było dobrze z podejmowanymi decyzjami.
Jak to mówią „Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu” i każdy z nas się zmaga z oceną swoich życiowych wyborów. Ja wracam do pracy i wcale nie czuję się lepsza, czy gorsza. Wybrałam, świadomie, przemyślałam wszystkie za i przeciw, uważam to za najleszą możliwą drogę na ten moment. A i tak pewnie będę się zastanawiać, co by było gdyby…
I zawsze, każda mama ma takie rozkminki, bo nigdy nie wiadomo, czy wybrała dobrze, najlepiej? Dla siebie? Dla dziecka? I nie ma na to jednej, dobrej odpowiedzi.
Martynka w przedszkolu, Oli zasnal, wiec kawka i cała reszta 🙂 Moj czas, moj relaks, moj odpoczynek. Przeczytalam ten tekst z wielkim zainteresowaniem i mysle sobie, ze my mamy „pracujace” w domu realizujemy sie sie podwojnie. Prace wykonane, zdrowy obiad na stole , bo jest czas na to, zeby ugotowac. Masa pozostalych obowiazkow wykonane no i co najwazniejsze nasze „szefostwo” zjadlo zdrowy obiad, mamy tez czas na to, zeby w spokoju im poczytac, poswiecic wiecej uwagi. Dzieci podrosna mozemy wrocic do pracy z czystym sumieniem, ze nie zaniedbalysmy ich, ze zrobilysmy wszystko co w naszej mocy,zeby ich wychowac najlepiej jak umiemy, poswiecilysmy dla nich czas. Jestem wlasnie taka mama i mimo, ze czasami tesknie za praca, niczego nie zaluje. Jestem w domu i bede, bede tak dlugo dopoki nie uznam, ze dzieci gotowe sa na to, zebym mogla realizowac sie zawodowo. To najlepsza decyzja jaka moglam podjac!!! Pozdrowienia dla wszystkich mam „pracujacych” w domu:)
Wspaniale to napisałaś i ja też tak czuję. Co nie oznacza, że czasami pojawiają się wątpliwości. Ale przecież to normalne! Pozdrawiam.
Po prostu myślę, że kazdy wie co robic, wybiera dla siebie i dzieci swoich najlepsze rozwiazania. Ja wybralalm wlasnie takie, zeby sobie kiedys „nie pluć w twarz” przez to, ze cos zaniedbalam.
I fajnie, że jest Ci z tym dobrze, bo to najważniejsze!
A ja mam serdecznie dość tłumaczenia dlaczego zostałam w domu z dziećmi. Wychodzi na to, że ostatnimi czasy matka, która zostaje w domu dluzej niz trwa macierzynski jest zjawiskiem mocno zaskakującym społecznie. Wciaz muszę odpowiadać na te same pytania dlaczego nie zatrudnię niani, dlaczego jeszcze nie wróciłam do pracy. Uwazam, ze mam szczęście, ze z takiej możliwości moge skorzystać, ale tez nie oznacza to, ze nie mam już prawa do odpoczynku. Tak do odpoczynku od dzieci!!! Zrozumieją to tylko ci, którzy „siedzą” w domu z dziećmi, ewentualnie może jeszcze ich mądrzy partnerzy.
No właśnie, ale dlaczego to tak strasznie zaskakuje? Przecież często to nasz wybór, a jeszcze częściej konieczność. Tak było u mnie – dzieci chorowały, niani nie było, dziadków też. A odpoczynek należy się każdemu, żebyśmy tylko umiały z niego korzystać.
Ja też jestem w domu już od 3,5 roku. Mam dwie córki 3 i 1,5 roku. Jest ciężko i lekko zarazem (choć lekko bywa bardzo sporadycznie). Mąż pracuje na zmiany i w co drugi weekend. Starsza córa choruje i większość czasu zamiast w przedszkolu spędza w domu:( przez specyfikę pracy męża nie mogę zapisać się na rzadne regularne zajęcia… ale zaczynam realizować się powoli w swoim biznesie, póki co malutki ale własny i z potencjałem na przyszlość. Sprawia że czuję się WAŻNA, ktoś liczy się ZE MNĄ, JA o czymś DECYDUJĘ 😉 jestem urbanistą i zawodowo się trochę wypaliłam zatem zmieniłam branżę i realizuję się (zaczynam realizować na innym polu) 😉
Wspaniale! Życzę Ci powodzenia! Własny biznes wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla mam, oby tylko wypalił i nie wymagał ślęczenia po nocach i pracy w weekendy.
Po urodzeniu starszaka chciałam szybko wrócić do pracy i pokazać wszystkim jaka jestem super zorganizowana. I kurczę nikt mnie nie podziwiał za to. Teraz skończyłam urlop macierzyński, mam jeszcze 2 wypoczynkowe i 1/2 roku wychowawczego. Prawie 2 lata bez pracy i wcale nie chcę wracać. Szukam jakiejś inne opcji, jakiegoś nowego pomysłu na siebie.
Życzę Ci, abyś go odnalazła, a wraz z nim spokój i satysfakcję na każdym życiowym polu. Powodzenia!
Ech tak źle i tak nie dobrze…a może to kobieca domena że wszystko nas szybko nudzi ? A może dobra cechą ludzi inteligentnych którzy stale szukają bodźców, wyzwań…choć nie pomoge i obecnie jestem z tej drugiej strony barykady to tez chętnie sobie ponarzekam :)jak złapać balans? Jak żyć siostra jak żyć? 🙂
No właśnie, jak żyć? Ponarzekać dobra rzecz 🙂
Czesc Daga – trafiłam na Twoj blog w październiku i od tamtej pory nie było dnia żebym do Ciebie nie zajrzała 🙂 Nadrabiam zaległości i w wolnych chwilach czytam tez twoje starsze wpisy. Tez mam 3 dzieci (5 lat, 3 lata i pol roku) i od jakiegos czasu zaczęłam myslec co moglabym robic inaczej, lepiej , zeby macierzynstwo mnie bardziej cieszylo a nie zebym czuła sie cały czas zmęczona i znużona codziennoscia. Czytajac twoje wpisy widze ze zycie w 5 osobowej rodzinie wcale nie musi byc męczące wrecz przeciwnie. Widze ze moze byc super a nie byle jak, byle by było. W koncu nie o to chodzi. Za kilka miesiecy tez stane przed wyborem : powrot do pracy w korpo (nawiasem mowiec tez w Krakowie 🙂 czy zostac w domu z dziecmi ? Juz z 2 dzieci nie bylo latwo pogodzic pracy w korpo z zyciem rodzinnym. Dzisiaj przeczytalam Twoj wpis Fabryka, czyli ABC życia na openspejsie. Uśmialam sie ale musze przyznac ze taka jest niestety prawda. Ale poki co ciesze sie ze „siedze w domu” i moge sie nacieszyc moimi kochanymi skarbami 🙂
Korpoludy mają chyba najgorzej, w mojej ostatniej pracy byłam jedną z dwóch matek na całe biuro (120 osób!), średnio byłam rozumiana pośród bandy absolwentów. Życzę Ci powodzenia, dobrej organizacji i pogody ducha, uda się! Trzeba z czegoś zrezygnować, ustalić nowe priorytety na kilka najbliższych lat.
Doskonale Cie rozumiem, tez często mam takie mysli, nie obwiniaj sie jesli w ten sposob czasami to widzisz, oczywiscie ze kocha sie dzieci ponad wszystko i zrobi sie wszystko zeby byly szczesliwe, ale sa sytuacje gdy np dzieci stwarzaja problemy wychowawcze i mimo staran nie zawsze czujemy satysfakcje, ze robimy cos swietnie, pozdrawiam,
Niestety, chyba każdy ma takie dni, nawet jeśli realizuje się w pracy. Jakieś obawy, pytania, czy to na pewno dobra droga. Dużo siły życzę!
O matko! Jak ja to rozumiem! M namawia mnie na drugie dziecko. A ja boję się i nawet nie chcę, bo boję się, że zostanę sama z dwójką. Bo obawiam się o jego, nasze zdrowie i żeby przypadkiem kiedyś dzieci nie zostały same nie daj Boże! Boję się też, że jeśli zdecyduję się na drugie dziecko nie odnajdę się potem na jakimkolwiek rynku pracy. I co po tych latach? Dzieci urosną, nie będą mnie już potrzebować a ja zostanę bez pracy i bez niczego.
http://zakreconyswiatewy.blogspot.com/
No właśnie, niby to takie proste – decyzja o kolejnym dziecku, a jednak przecież to bardzo trudny wybór i obaw jest mnóstwo!
Należę do mam pracujących w domu. Nie raz nie dwa słyszałam już pytania jak długo jeszcze zamierzam tak siedzieć. No bo przecież w domu to nie robota tylko zabawa z dzieckiem. Jak córka poszła do przedszkola to dopiero się zaczęło- no teraz to będziesz miała luz i spokój! Tylko ze czas w którym dziecko jest w przedszkolu ZAWSZE szybko ucieka podczas zakupów, sprzątania, prania itd. Pomijam już fakt że jak moja córka w miesiącu tydzień pochodzi do przedszkola to już jest sukces bo większość czasu choruje ?który pracodawca dałby mi co miesiąc 2-3 tygodnie wolnego abym mogła się zająć chorym dzieckiem? Babcie pracują, moge liczyć tylko na siebie. Pół roku temu urodziłam 2 córcie wiec życzliwi póki co umilkli, ale wiem ze za jakiś czas znów będę zmuszona tłumaczyć się jak długo zamierzam jeszcze siedzieć w domu. Póki co cieszę się że mam możliwość zostać w domu z córeczkami i sama się nimi zajmować. Mimo iż jest to męczące i nie raz marzy mi się taki 1 dzień wolnego tylko dla mnie, to bardzo cenie sobie ten nasz wspólny czas. A dziś znajoma (bezdzietna) napisał mi ze jestem jej bohaterką- ogarniam dom, męża i 2 dzieci- dla Nas Mam to codzienność, ale było to było mega mile ?
Te słowa uznania są bardzo pocieszające i miłe, szczególnie od osób bezdzietnych. Choroby dzieci wykończyły i mój etat, na szczęście teraz jest lepiej. Powodzenia mamo-bohaterko!
Lubię Cię czytać bo choć to dla mnie temat zupełnie obcy, fajnie jest poznać tak wyważony punkt widzenia, pozbawiony przy tym „poświęcania się” i narzekania.
Nie używam tego słowa „poświęcanie” bo ono jest negatywne. Mam dzieci z wyboru, nie z konieczności, to przywilej, nie męczący obowiązek. Bardzo Ci dziękuję za tak miły komentarz.
Wiesz mojej koleżanki mąż się czepiał, że czym ona może być zmęczona siedząc cały dzień w domu z dzieckiem. Wzięła się wkurzyła dziewczyna, w wolny dzień wyszła o 6 rano i wróciła w nocy. Przepraszał ją na kolanach za to co mówił. Odczuł to wszystko na własnej skórze i docenił. Ja osobiście słyszałam kiedyś rozmowę ludzi na mieście. Pani krytykowała matkę, która oddała dziecko do przedszkola- miejsce matki jest przecież przy dziecku- grzmiała. Jak widać nikomu się nie dogodzi. Trzeba robić swoje i mieć w nosie innych, chociaż wiem, że przykre są takie komentarze ze strony innych …
Ja też tak robiłam, choć mąż nigdy głośno nie narzekał. Każdy ma swoje bolączki i każdy musi nauczyć się, że to jego życie, a innym nigdy się nie dogodzi, bo każdy ma swój sposób na życie.
Twojego bloga poleciła mi jedna ze znajomych.Tak jak ja jest matką ,która wychowuje dzieci zamiast robić karierę.Ujęłaś w tym poście wszystko to z czym sama się zmagam.Mieszkam w małej miejscowości we Włoszech.Właśnie zakończył się u nas sezon (ok.2 tyg intensywnej pracy) w czasie którego solidnie naszarpałam sobie nerwów (więcej jeśli masz ochotę tutaj: http://wyzwania-losu.blogspot.it/ ) i doszłam do wniosku,że dość.W kolejny sezon zostaję w domu,by zająć się dzieckiem.Są takie chwile ,że nie mam co ze sobą zrobić.Wydaje mi się ,że poza sprzątaniem niezliczonej ilości zabawek,praniem, gotowaniem i całą resztą domowych obowiązków już do niczego innego się nie nadaję.A mimo to coś we mnie krzyczy by coś robić, by jakoś się wyrazić.Mam to szczęście ,że w zasadzie na razie mogę pozwolić sobie na zostanie z dzieckiem z domu, choć zasłyszane czasem „ta to zgrywa księżniczkę nie chce się jej pracować” czasem jest powodem ogromnego cierpienia.Bo chciałabym pracować, ale jak już to robię zostawiam codziennie zapłakane dziecko proszące błagalnie „mamo, nie idź do pracy , zostań ze mną,przytul mnie”.Nie mam wątpliwości- dziecko jest ważniejsze, ale takie dogryzanie czasem osłabia chęć do życia.Ale muszę też przyznać, że czasem brakuje mi mnie samej sprzed dziecka- taki brak odpowiedzialności za innych tylko za samą siebie był super.Szkoda ,że gdy już pojawia się dziecko nie da się tego jakoś pogodzić,by każdy mógł mieć odrobinę przestrzeni.Ja jej nie mam.Moje życie jest wypełnione po brzegi mała, bo nie mam nikogo z kim mogła by zostać choć na chwilę a ja sama mam wrażenie ,że jeszcze jedno mamaaaa i wybuchnę.
Pozdrawiam 🙂
Musisz o tą przestrzeń zawalczyć, niech to będzie dla Ciebie postanowienie na 2016! Często jest to kwestia lepszej organizacji czasu, ustalenia priorytetów, rozmowy z partnerem, da się. To „jeszcze jedno mamaaaa i wybuchnę” to sygnał, że musisz pomyśleć o sobie, nawet jeśli ten czas dla siebie będzie krótki i zmarnujesz go według własnego uznania. Powodzenia!
Chciałam zapytać o rzecz, może dla innych oczywistą, ale ja się zgubiłam. Fakt, że nie mam czasu czytać od deski do deski znowu całego bloga,a jedna rzecz mi umknęła, albo źle zapamiętałam. Mianowicie, rozumiem, że nie pracujesz? Bo najpierw żyłam w świadomości, że nie pracujesz, a potem jakoś zaskoczyłam, że jednak pracujesz, a teraz znowu mi wychodzi, że nie pracujesz 🙂 Rozwiejesz moje wątpliwości na zawsze? Będę wdzięczna 🙂
Od maja pracuję w domu, porzuciłam korpo. Nieźle się zakręciłaś 🙂
Podjęłam podobną decyzję 10 lat temu. Też się czułam „w porywach
gorsza”. W końcu zaczęłam o tym pisać i powstał cały blog „Żona Domowa”.
Jak będziesz miała gorszą chwilę, zajrzyj, może będzie dla Ciebie
wsparciem. Dziś już moje dzieci są szkolne, a ja nieco mniej domowa.
Lata spędzone w domu z dziećmi dały mi siłę i odwagę do tego, by podjąć
wyzwania zawodowe, o jakich marzyłam od zawsze. Bez tego „czasu
udomowienia” wciąż stałabym w miejscu tylko marząc. Teraz robię to, co jest
moją pasją w czasie, kiedy dzieci są w szkole, a ich czas poszkolny
spędzamy razem.
Blog widziałam, bardzo fajny! Mam nadzieję, że i moje marzenia dojrzeją dzięki latom spędzonym w domu. Pozdrawiam!
Witaj! Mam podobne przemyślenia. Jestem korpo-mamą, która wróciła do pracy na częściowy etat. Każdego dnia zastanawiamsię, czy dobrze robię, bo z jednej strony chcę mieć kontakt z ludźmi, rozwijać się a z drugiej żałuję, bo wiem, ile mnie omija. Ciąglę stoję w rozkroku, ani w pracy ani w domu nie jestem na 100%. Po powrocie z wychowawczego dostałam od razu propozycję awansu z zastrzeżeniem, że musiałabym wrócić na cały etat. Wiadomo, że wiązałoby się to również z większą odpowiedzialnością, tym że w domu myślałabym o pracy (taki mam charakter). Po długim rozważaniu za i przeciw wygrał jeden argument – chcę miećczas dla dziecka, wolną głowę, brak stresów, roszczeń od podwładnych itd. Propozycję odrzucilam, ale ciąglę myślę – „i co, wiecznie będę tak stała w miejscu?” Ludzie wokół awansują, idą do przodu, z mniejszym doświadczeniem i wiedzą niż moja. Frustrujące to jest, ale wiem, że nie byłabym w stanie tego wszystkiego pogodzić bez uszczerbku dla dziecka, chociaż teraz też na tym traci, bo do domu wraca matka zastanawiająca się nad niewykorzystanymi szansami.
No właśnie, u mnie był ten sam problem. Awans był na wyciągnięcie ręki, ale oznaczałby mnóstwo stresu, długie godziny i pracę w weekendy, bo przecież inni nie mają dzieci, więc chętnie przyjdą szkolić w sobotę. Ech, takie oto dylematy. Tak jak już kiedyś napisałam – trzeba pogodzić się z tym, że na karierę przyjdzie czas za kilka lat. Pozdrawiam!
Nie tak szybko ta kariera, pewnie wkrótce o drugim dziecku pomyślimy 😉
Dokładnie tak to wygląda. Nadgodziny, „pracowe” weekendy i dziwne spojrzenia innych, dlaczego ja w tym nie uczestniczę. Czlowiek robi co może, angażuje babcie, które ponad 100 km dojeżdżają, żeby zostać z wnukiem podczas choroby (jedna babcia nie pracuje, druga bierze urlop), ale czasami nie da się, jak dziecko ma gorączkę albo chociażby z litości nad babciami, które zawsze powiedzą, że bardzo chętnie przyjadą, ale wiadomo – ile można? A jeszcze te choroby nas nie oszczędzały… Sprężasz się w pracy, robisz w tempie dwa razy szybszym niż inni, ale i tak końcowy wynik jest taki, że to ja jestem ta „mamuśka” bez ambicji i zaangażowania.
Ale wiesz co Dagmara, zmotywowałaś mnie do pomyślenia nad swoją karierą, życiem 😉 Korpo to chyba nie praca dla matek – jasne socjal, niezła wypłata (o której można pomarzyć w małych firmach), ale ile można żyć w takim wyścigu szczurów? Niech się poświęcają inni, bezdzietni (przepraszam z góry za generalizowanie, ale w moim zespole niestety tak to wygląda, że matka to gorszy sort ;)). Będę myśleć i na pewno wymyślę swoją ścieżkę kariery 🙂
Dzięki! 🙂
Trzymam za Ciebie kciuki!
moja córcia ma 1,5 roku, więc macierzyński się skończył, ale postanowiliśmy z mężem że zostanę jeszcze w domu, nie chcieliśmy posyłać małej do żłobka, albo przeznaczać połowy pensji na nianię. kariera cierpi na tym wiadomo, ale najbardziej wkurza mnie taka presja otoczenia i ciągłe pytania „kiedy wracasz do pracy” (w sumie to mam pracę w domu przecież – dziecko, dom na głowie), ja mi się kończył macierzyński to każde spotkanie z kimś znajomym zaczynało się od „to co robisz dalej? kiedy wracasz do pracy? i takie niewypowiedziane, ale jednak wypisane na twarzy zdumienie, że będę „siedzieć w domu”
Niestety, często się to spotyka. Takie właśnie niedopowiedziane ale jednak powątpiewanie, że chyba jednak trochę zwariowałaś, że chcesz w tym domu siedzieć i co Ty tam robisz, a w ogóle to kiedy to się skończy. Szaleństwo.
To taki paradoks i dramat współczesnej kobiety – zostajesz z dziećmi w domu, więc mówią, że pewnie nie masz ambicji, jesteś leniem, a w dodatku na utrzymaniu męża. Wracasz do pracy – to podszeptują co za matka, która zostawia dzieci w domu z obcą babą, żeby robić karierę. Egoistka! Najważniejsze to czuć się dobrze ze swoją decyzją przez większość czasu (bo rozterki będą zawsze, szczególnie u kobiety intensywnie myślącej).
Jasne, nie pozbędziemy się ich. Dobrze jednak mówić głośno o tym, że każda droga to trudny wybór i ma plusy i minusy.