Czego rodzice nie powinni mówić bezdzietnym?
Z momentem lądowania potomka po drugiej stronie brzucha, nie należysz już do tych wszystkich cool ludzi, którzy weekend spędzają na powolnym leczeniu kaca, chodzą na wystawy i mają oszczędności. Stajesz się członkiem tajemniczego klubu zrzeszającego testujących teorię możliwości życia bez snu, zakochanych w obślinionych buźkach przedstawicieli gatunku RODZICE. Od teraz Twój świat dzieli się na członków klubu i tych, którzy NIC nie wiedzą o prawdziwym życiu. Czego rodzice nie powinni mówić bezdzietnym?
Zobaczysz, jak będziesz mieć dzieci…
…przekonasz się co to zmęczenie, obejrzysz 385 odcinków świnki Peppy (w tym kilka po chińsku), dowiesz się jak to jest żyć bez snu, spróbujesz papki ze słoiczka, nauczysz się odpowiadać z entuzjazmem na sto razy pod rząd zadane pytanie „a dlaczego”, poznasz marzenie o samotnym pobycie w toalecie, itd.
A może by tak przestać zakładać, że każdy będzie kiedyś miał dzieci? Niektórzy świadomie nie chcą ich mieć. Inni chcą, ale nie mogą. W obu przypadkach komentarze, że tylko dziecko może sprawić, że coś przeżyją lub zrozumieją, nie są za bardzo na miejscu. Poza tym każde zdanie zaczynane od „zobaczysz” brzmi jak wypowiadane przez starych, więc może sobie od razu podarujmy.
W końcu, pozostaje nam zawsze mieć nadzieję, że komuś zdarzają się te idealne dzieci, które nie mają kolek, nie ząbkują, w 2 miesiącu życia przesypiają noce, przy rozszerzaniu diety od razu po sobie piorą śliniaczek i nigdy nie marudzą. Może właśnie naszym znajomym trafi się takie dziecko?! Jeśli nawet nie (haha) to dajmy im te kilka chwil satysfakcji z w duchu myślenia „nigdy tak nie będę z moimi dziećmi robić”! Niech mają. Karma to zdzira, w dzieciach wynagradza (wiem z autopsji).
Myślisz, że jesteś…, spróbuj mieć dzieci!
…zmęczony, spóźniony, zestresowany, spłukany, pozbawiony przyjemności, seksu, przepracowany, głodny, wkurzony. Cokolwiek osoba bezdzietna mogłaby wyciągnąć jako argument w dyskusji, ze strony rodzica nie ma szans na choćby nawet cień empatii.
Wstałeś o 7? Słabo! Ja o 5!
Nie wyspałeś się w nocy? Od 5 lat nie śpię!
Jesteś zmęczony, masz kupę roboty? Ha! Robię to samo, a jeszcze wieczorem opiekuję się dziećmi!
To nie wyścig i nie ma co się licytować. Nawet jeśli masz ochotę potrząsnąć kimś bezdzietnym, kto mówi Ci coś o byciu wykończonym, powstrzymaj się. Które zmęczenie jest bardziej odczuwalne? Ta przepychanka jest bez sensu, przecież inny nie znaczy gorszy. Można być zmęczonym karierą i planowaniem weekendu tak samo jak trzema godzinami zabawy w chowanego z bandą kilkulatków.
Pies to nie to samo co dziecko!
Pies, kot, chomik, czy gekon, to nie to samo co drugi żywy człowiek, w dodatku mały i robiący dużo hałasu. Dla osób, które nie mają dzieci, to porównanie jest śmieszne. Robi kupy? Robi. Trzeba brać na spacery? Trzeba. Kupować specjalne odżywki i bajery? Wypraszać w nocy z własnego łóżka? Nie da się zabrać wszędzie? Cieszy się na mój widok? Robi dużo zamieszania? Budzi w nocy i chce się bawić? No więc jaka różnica? Wiadomo, że właściciele czworonogów zdają sobie sprawę, że pies to nie dziecko, ale chcą nam pokazać, że też mają w domu coś, co sprawia im radość i o czym mogą gadać w kółko, tak jak Ty o swoich dzieciach.
Musisz mieć TYYYLLEEEE czasu, przecież nie masz dzieci!
To akurat wciąż mnie frapuje. Co ja robiłam, kiedy nie miałam dzieci? Prysznic po 15 minut rano i wieczorem, osobny krem pod oczy, na twarz, na szyję, na stopy, na dłonie i na usta, seriale oglądane w dzień premiery nowego odcinka, książki czytane o świcie do ostatniego rozdziału, gry, koncerty, spotkania ze znajomymi, śledzenie trendów, wizyty w spa, śniadania na mieście, lekcje hiszpańskiego, joga, clubbing i weekendowe wypady na city break. A teraz się cieszę, jak sobie pośpię do 6.30 w sobotę. Do 9 mam powieszone dwa prania, zupa się gotuje, ciasto w piekarniku, jedną ręką odkurzam, drugą ogarniam śniadanie. Grałam już w domino, obejrzałam Dorę, robiłam pieczątki z ziemniaków, malowałam wodą i lepiłam Elsę z plasteliny. Ha!
Nie rozumiesz, bo nie masz dzieci.
Ta wymówka jest najczęściej dość słabym zabiegiem rodziców na wytłumaczenie absolutnie wszystkiego. Dlaczego ich dzieci są niewychowane, dlaczego są dwie godziny spóźnieni, dlaczego coś zawalili, dlaczego się zapuścili, dlaczego czegoś nie chce im się zrobić albo gdzieś przyjść.
No coż, Einstein, niestety, podobnie jak większość, nie masz magistra z wychowania dzieci. To są Twoje pierwsze dzieci, więc doświadczenie też jakby średnie. Dopiero z perspektywy lat okaże się, czy rzeczywiście to, co robisz teraz, było lepsze czy gorsze od tego, co robią inni. To, że ktoś nie ma dzieci, wcale nie oznacza, że nie potrafiłby ich wychować, bo nie wie jak. Ty też nie wiesz na pewno, a jakoś dajesz radę.
Rodzicom się wydaje, że Ci, którzy nie mają dzieci, spadli nagle z Marsa. Sami nigdy nie byli dziećmi, nie mają rodzeństwa no i na Marsie nie ma też innych dzieci, więc to nasze jest dla nich jak ufoludek, na podstawie którego my, rodzice, odkrywamy nowe formy życia. Powszechnie wiadomo, że TYLKO będąc rodzicem wiesz co to miłość, frustracja i zmęczenie! Innym to się tylko może wydawać, że wiedzą, ale już oni zobaczą…
Czy możemy przyjść z dziećmi?
Jeśli nikt Cię z dziećmi nie prosił, to pewnie nie. Ups. Po co pytać, skoro i tak wiesz, że nie masz z kim ich zostawić, a jak pójdziesz z dziećmi to co to za impreza. Tępe wpatrywanie się w szalejących kilkulatków, nawet z kiełbaską z grilla w ręce, nie mieści się w definicji słowa balanga. Twoje życie, zdominowane przez dzieci, zasługuje na chwilową przerwę i odpoczynek, w towarzystwie innych dorosłych. Nie ma sensu ciągnąć dzieci na imprezy, które z zasady przeznaczone są tylko dla dorosłych, szczególnie jeśli są wieczorem, a organizator jest bezdzietny.
Jako rodzic zmuszasz bezdzietnych znajomych do celebrowania życia Twojego dziecka. Urodziny, kinderbale, chrzciny. A przecież w ich życiu też nadarza się wiele okazji godnych świętowania. Sukcesy w pracy, wakacje na Malediwach, pierwsze własne M. Nie każda impreza musi być dla dzieci. To samo tyczy się ślubów. Należy uszanować wolę organizatora i schować fochy.
Moje życie przed dziećmi nie miało sensu!
Ten komentarz jest niedorzeczny. A wczasy w Bułgarii? A wyroby czekoladopodobne? A muzyka Michaela Jacksona? A czasy studenckie? Zdobywanie doświadczenia w manipulowaniu wykładowcami? A pierwsza praca i bolesne zderzenie z efektem ubocznym amerykańskiego snu? A wyścig szczurów w korpo? A ex miłości? A kolorowe lata 80-te? Czy to wszystko się nie liczy? Jak to nie! Życie przed dziećmi było fajne, miało sens, jest częścią naszej drogi i ważnym składnikiem tego, jakimi jesteśmy rodzicami.
Zakładając, że życie zaczyna się z momentem urodzenia dziecka, krzywdząco traktujemy tych, którzy wieść je będą bez nich. Ich życie też może być pełne, satysfakcjonujące, szczęśliwe. Tak samo jak nasze, zanim nie zostaliśmy rodzicami. Poza tym życie z dziećmi jest stosunkowo krótkie. Jeśli powiemy, że to co przed było bez sensu i to co następuje po tym jak dzieci nie potrzebują nas już w 100%, czyni nasze życie nic nie wartym. A przecież, o ile dzieci mogą stać się jego najistoniejszym składnikiem, wszystko inne w naszym życiu też ma sens. Warto go odnaleźć, aby nie zmuszać dzieci do pełnienia roli sensu naszego życia.
Nie masz dzieci, bo jesteś egoistą.
Według mnie większym egoistą jest ten, kto decyduje się na dziecko, bo jest już czas, bo rodzice naciskają, bo może uratować związek, bo przecież wszyscy mają, bo tak wypada, bo nie ma innego pomysłu. Dziecko to wysiłek na całe życie, dopóki nie zamkniesz oczu. I niektórzy mają odwagę powiedzieć głośno: ja się do tego nie nadaję. Podziwiam osoby, które znają siebie na tyle, że wiedzą, że po prostu nie będą dobrymi rodzicami, nie będą w stanie pokochać swojego dziecka i zapewnić mu szczęścia. Są też osoby, którym zabrakło odpowiedzialnego partnera. Nie chcą skazywać ani siebie, ani dziecka na samotne rodzicielstwo i wychowanie w niepełnej rodzinie. To odwaga, nie egoizm.
Nie zamieniłbym się już na życie bez dzieci.
To zdanie też pada z moich ust. Dziwne, bo najczęściej wtedy, kiedy jestem kilometry od domu… 🙂 To akurat jest trochę tak jak w tym powiedzeniu – jak się nie ma co się lubi… 😉
No dobra, koniec żartów. Dzieci są jak lot w kosmos – nie dla każdego. Dystans – słowo klucz na każdy rok. Przestańmy w końcu ciągle szukać okazji, aby wszystkim naokoło uświadomić, że to my mamy najgorzej! Rodzice! Nie dyskryminujmy i nie straszmy bezdzietnych! Przecież nie zawsze mieliśmy dzieci i kiedyś też nam się zdawało, że wszystko o wszystkim wiemy najlepiej, a potem się okazało, że nic nie wiemy. Bezdzietni! My też kiedyś mieliśmy kilka teorii na wychowanie dzieci. Teraz mamy kilkoro dzieci i ani jednej teorii. Alleluja i do przodu, z dzieckiem lub kotem pod pachą!
Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i
-
- Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
- Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
- Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
- Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

Powiem krótko. Nic dodać nic ująć.
Powiem krócej: dzięki!
Idealnie to ujęłaś. Mamy tendencję do bronienia się, szukania wymówek i wytykania innym błędów. Najczęściej, żeby wytłumaczyć swoje dziwne zachowanie. Niech każdy robi co uważa za słuszne, byleby nie krzywdził innych i najlepiej samego siebie. Dystans to zdecydowanie przydatna umiejętność.
Dystans to słowo klucz na 2016. W 2015 było żyj i pozwól żyć innym. Też pasuje!
Powinniśmy podsyłać link do tego posta każdemu zafiksowanemu na punkcie swojego dziecka rodzicowi;-) Ja też jestem zafiskowana, nie jestem święta, ale z innymi ludźmi, a szczególnie z bezdzietnymi, naprawdę nie lubię gadać w kółko o mojej córce, bo sama czuję, że mogę być dla kogoś męcząca. A już te wszystkie teksty, które przytoczyłaś – zobaczysz jak będziesz mieć dzieci! – wciąż działają na mnie jak płachta na byka. To pewnie efekt tego, że długo nie mogliśmy mieć dzieci i wtedy chętnie zamienilibyśmy te nasze wczasy gdzieś tam na nieprzespane noce z maluchem… Poza tym wciąż pamiętam, jak bardzo zmęczona potrafiłam być po całym dniu pracy – czasem myślę, że zdecydowanie bardziej niż po całym dniu z moim roczniakiem;-) (Ale tylko czasem….;-)
No jasne, że tak! Praca jest ciężka i nie ma co się okłamywać – rodzice nie posiadają monopolu na zmęczenie, miłość i frustrację. Niestety, choćby chcieli. Mnie te teksty wkurzają, bo może akurat ten ktoś się nie przekona? Urodzi mu się aniołeczek i do mojej trójki to w ogóle nie będzie porównania. Poza tym są rodzice samotni, inwalidzi, rodzice dzieci niepełnosprawnych. Nie da się wszystkich wrzucić do jednego wora!
A ja czekam na post : Czego bezdzietni nie powinni mówić rodzicom ? 😉
O ja też! Kiedyś ciężarna szwagierka usłyszała od znajomych, że no to teraz nie będziemy się już mogli spotykać, bo my dziecka nie planujemy 😀
Nie będzie. Te gadki są stereotypowe. I w sumie to myślę, że bezdzietni mają w nich trochę racji. Tak jak i my, rodzice mamy w swoich.
Mnie też to wkurza. Mój mąż robi takie wycieczki do naszych bezdzietnych znajomych: ZOBACZCIE 😉 przecież to sama radość! Bierzcie się do roboty! I wskazuje na nasze wydzierające się tłukące i ogólnie hałasujące pociechy:) a ja tylko go kopię pod stołem i nie wiem gdzie mam oczy podziać 🙂 Niektórym jest dobrze w duecie inni chcą się jeszcze wyszaleć a jeszcze inni starają się i nie wychodzi. Nigdy też nie mądraluję się jak komuś urodzi się dziecko typu: powinnaś robić tak, a tak to nie wolno, ubierasz za ciepło itd. Pamiętam że jak urodziłam pierwsze dziecko to strasznie wkurzały mnie takie gadki,bo przecież wiadomo : ja wiedziałam wszystko najlepiej !;))
Mnie też to do teraz wkurza. Nie wiem najlepiej, ale chcę się przekonać. O!
Swietnie napisane i jakie prawdziwe. Zdarzyło mi się ostatnio przebywać z bezdzietnymi i chyba kilka wpadek zaliczyłem:)
Hehehe, opowiadałeś śmieszne scenki czy raczej wylewałeś żale? 🙂
No nie wiem wychowywanie dzieci to większe ryzyko niż robienie kariery czy chowanie psa. Rozumiem że każdy ma swoje problemy. Miałam problemy w pracy jak nie miałam dzieci. Ale naprawdę przy dzieciach to dopiero się dowiedzialam co to znaczy życie. Tym bardziej że stawka jest olbrzymia odpowiadam za czyjeś życie fizyczne i psychiczne. Nie mowie tego bezdzietnym bo i tak nie wiedzą o co chodzi. Niech każdy się przekona. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Mamy inne problemy. Jak odchowam dzieci to zapewne nie będę zasuwac na kinderbale ani ich organizować ha ha ha……
No to właśnie o Tobie jest ten tekst.
Mnie się właśnie tak nie wydaje. Ktoś kto robi karierę też jest odpowiedzialny za życie, tylko swoje i też chce je przeżyć dobrze. Nie każdy się przekona. Niektórym nie będzie dane, inni nie będą chcieli. Ale przekonają się o innych rzeczach, wcale dla nich nie gorszych.
Myślę, że osoby, które starają się o dzieci, ale mają różne trudności bardziej wiedzą co to znaczy życie niż my którzy dzieci mamy. Nie możemy ich oceniać przez pryzmat naszego zmęczenia. Każdy z nas ma inną wytrzymałość na ból i zmęczenie, być może dla bezdzietnych nasze zmagania będą kiedyś bułką z masłem, a my na ich miejscu nie dawalibyśmy rady w pracy…
Niby prawda oczywista i niby MY rodzice mamy rację i lepiej wszystko wiemy ale świat to nie tylko dzieci a już na pewno nie nasze dzieci 😉 Ja czasem to nawet lubie spotkać sie z bezdzietnymi znajomymi żeby pogadać o nie dzieciowych tematach. Czasem mam wrażenie że jak jesteś rodzicem to już nie masz prawa rozmawiać o filmach, książkach, podróżach i o zgrozo o pracy i karierze 😉 tylko kupy, pieluchy, choroby, przedszkole etc
Otóż to! A ja chcę i pragnę porozmawiać o czymś innym! Jak wychodzę to problemy z dziećmi chcę zostawić i na chwilę się nimi nie przejmować.
Oj i mnie sie wypsnelo nie raz i nie dwa i nie zdarzylam sie w jezyk ugryzc a potem wyrzuty sumienia itd. Kazdy ma swoje zycie, swoje problemy i nie znaczy to ze problemy bezdzietnych sa mniejsze niz tych oblezonych dzieciami. Po prostu inne a czasami moze nawet gorsze. Trzeba byc wyrozumialym chociaz czesto tego samego wyrozumienia oczekujemy od tych wlasnie…bezdzietnych.
No właśnie, oni pewnie też chcą od nas, dzieciatych, tego zrozumienia.
Duzo prawdy w tym co piszesz. Niestety dzieciaci potrafią być bardzo nietaktowni w stosunku do bezdzietnych. Ja też nie rozumiem jak mogłam być kiedyś niewyspana, ale nie mowię tego bezdzietnym znajomym. Nie mowię im tez, ze „Nie rozumieją, bo nie mają dzieci” chociaż naprawdę tak myslę. Bycie samej kiedyś dzieckiem i kontakt z dziećmi w moim otoczeniu nie wystarczyły mi do tego, zeby wiedzieć jak to jest wychowywać dziecko. Nie chodzi mi o to, że ja wiem JAK to robić i jak to robić dobrze, bo na to nikt nie ma recepty, każdy rodzic się tego uczy, mam na myśli odpowiedzialność.
Pozdrawiam
No jasne, że tak, ale tego każdy się musi nauczyć. Podobnie ja nie wiem jak to jest mieć na przykład 40 lat i mieszkać z rodzicami. Każdy ma swój los.
Święta prawda!!! Sama tak mówię lub mysle, a jak nie miałam dzieci to takie teksty denerwowaly mnie i wpedzaly w jakieś głupie kompleksy! Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia:) Żyj i daj żyć innym ot co:)
No właśnie, szczególnie, że mnie samą te teksty mega denerwowały, jakbym była jakaś ułomna, bo nie wiem. Myślę, że miałam jakieś tam pojęcie, każdy ma, ale po co komuś ujmować. Każdy ma swój czas na wszystko.
Amen 😀
W pacierzu! O! 🙂
Zgadzam się ! I nawet powiem szczerze, że niespecjalnie lubię rozmawiać o naszym Bąblu z innymi ludźmi – czy to bezdzietnymi, czy dzieciatymi. Spędzam z nim tyle czasu w ciągu dnia/tygodnia/miesiąca, że kiedy wreszcie wyrwę się z domu bez niego to poszukuję jakiejś odskoczni i unikam tematów związanych z dzieckiem jak ognia piekielnego 😉
Dokładnie, ja zawsze chcę ucinać te gadki, bo wydaje mi się, że albo się chwalę, albo narzekam. Poza tym jak już rozmawiam z kimś dorosłym to temat dzieci zostawiam daleko.
Nic dodać nic ująć
🙂
Albo mówić, mówić i mówić tym jeszcze w fazie przed dziećmi, żeby nie było, że nikt ich nie ostrzegał jak to jest naprawdę. Część pewnie wciąż myśli, że macierzyństwo to nieustanne tulenie słodkiego bobasa w ramionach, czytanie mądrych książek, podczas gdy dziecina śpi u matczynego boku, tudzież przemieszczanie się po galerii handlowej wypasionym wózkiem i nabywanie słodkich maleńkich ciuszków 😉
Mnie się wydaje, że nie myślą tak. Ja nie myślałam, że to jest takie wszystko różowe, dlatego czekałam aż będę wyimprezowana, wypodróżowana i gotowa 🙂 Przed tym nie da się przygotować.
Macierzyństwo po trzydziestce jest zdecydowanie bardziej świadome niż to wcześniejsze. Coś o tym wiem 😉
No jasne, że tak. Ja sobie w ogóle nie wyobrażałam siebie jako młodej mamy. Do teraz myślę, że czułabym, że coś mnie „ominęło”.
trafiłam tu, bo oglądałam dziś galę i sprawdzałam zwycięzców 🙂 przepiękny blog! jestem kobietą, która od zawsze wiedziała, że nie będzie mieć dzieci, ale uwielbia rodziców, którzy mają takie podejście jak Pani – że nie każdemu trzeba wpychać do gardła „co ty wiesz o życiu, nie masz dzieci”, że choć nikt nie jest idealny to jednak karmić dzieci samym cukrem to zgroza i nieodpowiedzialność, że nie trzeba się na świecie wszystkiego bać i nie trzeba takiego strachu uczyć dzieci i wiele innych. Z ogromną przyjemnością czytam sobie od kilku godzin Pani teksty 🙂 to na pewno niezwykłe mieć takie trzy „jednakowe wiekiem” szkraby 🙂 czy zdradziła Pani imiona maluchów, czy to tajemnica? serdecznie pozdrawiam, będę często zaglądać 🙂
Witam, po pierwsze – Dagmara, nie Pani 🙂 Imiona i wizerunek dzieci nie są ukryte – Emma, Nina i Dominik 🙂 Miało być międzynarodowo. Dziękuję pięknie za komplement!
Od kilku miesięcy na pytanie bezdzietnych kolegów i koleżanek z pracy „jak ci minął weekend” staram się w pierwszym odruchu nie mówić o dzieciach. Zapominam o kolejnej chorobie, kontuzji, efekcie dwulatka, nudnym popołudniu etc…Czasami jest trudno, bo z ich perspektywy nic pasjonującego mnie nie spotkało 🙂
„Efekt dwulatka”, hehehe. Wiesz co, jak jeszcze pracowałam, to ja przychodziłam w poniedziałek do pracy z masą wrażeń. Byłam na wycieczce, na basenie, w kinie, na spacerze, robiłam pizzę, jeździłam na rolkach, itp. A dwudziestokilkulatki na pytanie co robili odpowiadali nic. I ja wiem, że to było nic. Pognili do 12, potem pozdychali przed tv do 16, poszli na pizzę, która przeciągnęła się do późnego piwka. Zwykle tak to w ich przypadku wyglądało. Oczywiście nie u wszystkich, ale u 80% na pewno. U nas można powiedzieć nastąpiła dobra zmiana 🙂
Obiecywałam sobie, że nigdy przenigdy nie powiem nikomu „zobaczysz, jak będziesz mieć dzieci”, albo „nie rozumiesz, bo nie masz dzieci”. Słyszałam te teksty przed zajściem w ciążę i bardzo mnie wkurzały. No cóż – nie powiedziałam ich nigdy, ale… musiałam się wiele razy ugryźć w język 🙂
Hehehe, no wiadomo. Ja też się gryzę, choć w sumie nigdy nie wiem. Ja mam trójkę, więc tego co ja nie zobaczy raczej większość.
Najważniejsze , żeby czasem spojrzec z innej perspektywy, a to trudne, bo wiadomo, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia…ale kto z nas ma prawo oceniac, jaki model zycia, rodziny, jest lepszy lub właściwy, dlaczego akurat nasz wybór ma być jedynie słuszny… chyba zbyt często zapominamy tez o tym, że niektórzy nie mają wyboru…. I znów tekst w „punkt „, gratuluję Daga!
Dziękuję Kasiu! Mnie się też wydaje, że droga, którą idę ja nie musi być jedyną słuszną. Dajmy żyć innym.
Ja nie miałam dzieci 34 lata i większość tych tekstów słyszałam. Najbardziej jednak wkurzało mnie to: a kiedy ty w końcu zajdziesz w ciążę? Już czas, zegar biologiczny tyka. Grrrr, nienawidziłaam tego!
Ja też, dlatego teraz zawsze gryzę się w język i w ogóle nikogo o takie prywatne rzeczy nie pytam. Skoro nie chce o tym mówić to chyba jest wystarczający powód, prawda?
mówiłam innym, że Twinsy to maskara przez pierwszy rok, jak cyrk bez dachu i tabor bez kierownicy, bo chciałam pobyć z siebie dumna, jak to ja daję radę, a teraz za 8 dni rodzę trzecią córkę i ….nikt mnie nie pociesza jak to fajowo jest z trójką..skaczę na bungie w przepaść, wtłaczam zaraz w fartuch wielodzietnej matki i absolutnie nie wiem co rpzede mną, mozę mnie ktoś chociaż postraszy? 🙂
Ja nie, bo nie ma czym straszyć. Dwójka, czy trójka, co to za różnica? 🙂 Żartuję. Dasz radę, ja daję, miliony matek na całym świecie dają codziennie radę. Będzie git. Czy to dziś? Czy było bezpieczne lądowanie? Można gratulować?
jeszcze nie 🙂 mimo że termin był wczoraj, czekanie jest gorsze niż sam poród 🙂 pozdrawiam będzie jazda 🙂
Ja ma trójkę,różnica 3 lata między najstarszym i średnim, 1,5 roku między średnim i najmłodszym. Iiiii … tak jest różnica między dwojką trójka. Np w poziomie hałasu, w mozliwosci konfiguracji kłótni ( więcej opcji każdy z każdym plus wszyscy razem) zastanawiające jest, że jak jedno jest nieobecne to poziom hałasu zmniejsza się o połowę , a nie jakby na to wskazywała logika- o jedną trzecią. Z drugiej strony – faktycznie bez roznicy- czy dwojka czy trójka- jak dałaś rade z dwójką , to jedno więcej to pikus☺ Tak czy owak że będzie jazda – nie ma wątpliwości. U nas przynajmniej jest „wesoło ” . Czasami tylko trzeciej ręki brak 🙂
tak jest, im więcej dajemy tym więcej dzieci nad oddają i to czuję szczególnie teraz gdy mają 6 lat 🙂
Tylko skąd brać czasami siłę, żeby dawać 🙂
zawsze znajdziemy siłę bo kochamy, ale dajmy sobie czas, emocje opadną i damy radę, najważniejsze jest by dać sobie prawo do słabości, możemy się wkurzyć, mieć gorszy dzień, krzyknąć na dziecko i mieć generalnie wszystko gdzieś, ale powiedzmy to dziecku spokojnym, ludzkim tonem i słowami które go nie dotkną ale które zrozumie, że dziś nie mamy sił bo.. to jest lepsze niż udawanie że jest ok, gdy nie jest ok. Dzieciaki to wszystko czują.
To jest bardzo dobre podejście. I ja tak robię.
No jasne, ręki też mi trzeciej brakuje codziennie. Ech.