Bzdury wyczytane w poradnikach.

Kiedyś czytałam poradniki dla rodziców. A potem zostałam mamą i poradniki zastąpiły dobre rady. Z czasem odeszły w zapomnienie, bo zaczęłam czytać blogi. Co usłyszałam, co wyczytałam, to moje. Oto najciekawsze bzdury wyczytane w poradnikach.

Wstań przed dziećmi.

Widzę oczami wyobraźni ten luz, ten zen, ten spokój. Siedzę sobie w kuchni, przeglądam poranną prasę, maluję oko nad kubkiem świeżo zaparzonej kawy, wącham tulipany i oddaję się medytacji. Mam chwilę dla siebie, żeby bez pośpiechu zacząć kolejny piękny dzień.

Jak pomyślę o tym, że moje dzieci w weekend potrafią wstać o 5, co oznacza, że ja miałabym wstawać o 4, mam drgawki. Nawet włosy na głowie nie chcą dęba stawać na myśl o tym, że miałabym po ciemku, w środku nocy, medytować nad kubkiem kawy. Ale Ty wstań i spróbuj. Powiem więcej – nie śpij w ogóle, sen w dzisiejszych czasach jest przereklamowanym, snobistycznym gadżetem. Bądź ponad to.

W rzeczywistości kilka razy udało mi się tak wstać przed dziećmi. I rozumiem, co polecający mieli na myśli. Biegłam przed siebie i czułam, że żyję, weszłam na ogródek na bosaka, wypiłam kawę słuchając ptaków. Czułam się świetnie. Niestety, udało mi się to tylko kilka razy w ciągu ostatnich ośmiu lat bycia mamą i to tylko w zupełnie innej strefie klimatycznej. 

Śpij, kiedy dziecko śpi.

No i bomba. Kiedy tak sobie śpimy w ciągu dnia, obiad, pranie, prasowanie i gary czekają na moment, kiedy dziecko wstanie. Zgodnie z zasadą śpij, kiedy śpi, więc gotuj, kiedy dziecko gotuje i sprzątaj, kiedy dziecko sprząta. Pełen luz, zrobi się, a teraz ćśiii, śpimy.

Naprawdę to warto się przespać czasami. Szczególnie wtedy, kiedy cały dzień pędzisz za dzieckiem, a w nocy kilkakrotnie wstajesz. Warto, żeby podładować baterie. Codziennie usypiam z dziećmi. Na kilka minut, po których wstaję jak nowa i po 20 zaczynam drugie życie. Czasami obiad musi poczekać, zmęczenie rodzi frustrację, a frustracja depresję. Lepiej mieć bałagan niż być chorym. Skrót myślowy, ale czasami poleż razem z kurzem.

Bądź najlepszym przyjacielem swojego dziecka.

No jasne! Kto by tego nie chciał? Kto z nas nie marzył o tym, dorastając? Janka stary jeździł na motorze i pozwalał mu palić fajki, a Majka to miała taką super mamę, pozwoliła jej ufarbować włosy na fioletowo i wyprowadzić się do chłopaka, jak miała 17 lat. Jacy oni byli cool, nie to co nasi zgredzi. Będę najlepszą przyjaciółką mojego dziecka, pozwolę mu na wszystkie  wygłupy, będę się stale do dziecka żalić na starego, jak ze szkoły przyniesie pałę, to powiem, że jest ok, bo na pewno się uwzięli, a jak będzie chciał piwa, to mu kupię, bo mu bez dowodu bidusiowi nie sprzedadzą przecież. No ale od czego ma się wyluzowanych starych! Tak się zaprzyjaźnimy, że jak w domu będzie brakowało do pierwszego, to dziecko na pewno pomoże i ze skarbonki pożyczy.

Tak całkiem serio – chciałabym, żeby moje dzieci do mnie przychodziły ze swoimi problemami. Bo mama będzie zawsze największym orędownikiem swojego dziecka. Chciałabym układu partnerskiego. Jednak z wyraźną granicą. Chcę pozostać mamą.

To minie, zobaczysz, będzie łatwiej.

Do teraz nie wiem, co ma minąć. Mówili mi tak jak dzieci nie chciały usnąć w ciągu dnia. Rzeczywiście, minęło. Przestali spać w ogóle. W dzień  i w nocy. Będzie Ci łatwiej to też jakiś tajemniczy kod, chyba NASA? Bo u mnie w domu jeden etap rozwoju zastępuje kolejny, bywa, że gorszy, choć przecież zdobywam doświadczenie, więc choćby teoretycznie powinno być łatwiej! Minęło ząbkowanie, zaczęło się raczkowanie, potem odpieluchowywanie, zasypianie samodzielnie, etap ciągłego NIE i chęć wystrojenia się w koronki i tiule nawet jak wali śniegiem. Skończyło się przedszkole, zaczęły się problemy szkolne. Nie jest łatwiej. O nie.

Niektóre rzeczy miną, ale będą kolejne. Dziecko ma się całe życie i nigdy nie jest łatwo. Tak po prostu jest, więc zamiast czekać, żeby minęło, lepiej zabierać się za życie tu i teraz. Może teraz z perspektywy okaże się fajnym okresem? To, co dziś minie, doceń to i każdy moment wyciskaj jak cytrynkę, zanim będzie za późno.

Dziadkowie będą pomagać!

Skoro mówi się, że jedną część życia zatruwają nam rodzice, a drugą dzieci, niech trzecią część życia zatruwają nam wnuki! O! To, że masz 60 lat i wychowałeś już swoje dzieci w ogóle nic nie znaczy! Zabieraj się za opiekę nad ząbkującym bobasem i skaczącym pod sufit dwulatkiem w stroju Spider-Mana. W każdy dzień. Przecież wiesz, że nianie są drogie, a poza tym wiadomo, że taka niania nie ugotuje obiadu dla całej rodziny, pierogów nie ulepi, nie wyprasuje, nie wypierze, nie odbierze starszaka za szkoły. Umiesz chyba liczyć, widzisz, że bardziej się opłaca Ciebie za darmo do roboty zaciągnąć, niż płacić grube tysie podejrzanej, obcej babie. Żłobek, przedszkole? To są dopiero koszty i komplikacje! W końcu i tak siedzisz w domu na emeryturze! Co Ty masz lepszego do roboty? Młodzi teraz nie mają czasu (przecież wiesz jak ich w tej robocie wyzyskują), muszą oszczędzać (kredyt goni kredyt) i zdobywać (żeby być trendy). Zresztą co tu dużo mówić – chciałeś wnuki, no to masz!

Doceniam pomoc dziadków i żałuję, że jednej pary nie mam w Polsce. Ale wkurza mnie to, że młodzi ludzie po prostu żądają, aby rodzice zajmowali się potomkiem, a potem jeszcze narzekają, że coś jest nie po ich myśli. Rodzice na emeryturze mają prawo pojechać sami nad morze i na spacer pójść bez asysty małej petardy. Pomoc dzieciom jest nieoceniona, ale nie przesadzajmy. Dajmy dziadkom przeżyć drugą młodość i przyjmować tyle, ile mogą dać bez oczekiwań na heroiczne czyny.

Podaruj sobie poradniki. Postępowania z dziecięcymi atakami, chorobami i problemami wychowawczymi i tak Cię nie nauczą. Pęd zdobywania wiedzy o dzieciach (zjawiskach nadprzyrodzonych) szybko mija. A jak nie minie to zawsze możesz liczyć na wnuki.

47 komentarzy

  1. toteż właśnie…. :)) może w te baje uwierzy ktoś kto nie miał dzieci ;)) bo ci co maja to wiedzą swoje 😉 to samo tyczy się porad jak „rozpalić faceta,albo jak zachować młodość, każdy facet jest inny, a i te rozpalanie nie zawsze mu służy, bo pada na twarz po 15 godzinach roboty… i nie ma siły nawet butów zdjąć 🙂 a co do młodości, jak się ma 50-60 to jak to mawiają z kiszonego ogórka świeżego nie zrobisz, wszystko ma swój czas i miejsce, każdy związek ma swoje lepsze i gorsze dni, , dzieci maja swój rytm a przemijanie swoje prawa.
    pozdrawiam!

  2. dla mnie zasada śpij jak dziecko śpi jest dobra. Przy pierwszym dziecku sprzatałam, prałam, gotowałam lub po prostu czytałam. Przy córce śpię choćby 10min i mam naprawdę gdzieś czy obiad zrobiony już czy zrobię go za chwilę. Te krótkie drzemki to jedyny moment na regenerację, bo córka w nocy bardzo źle śpi. Nie dość, że nigdy nie nazwałabym tego bzdurą, to większość znanych mi mam stara się w ten sposób odpocząć. Z dziadkami tez różnie bywa. I moja mama i teściowa nie mogły sie doczekać, aż wrócę do pracy, żeby mogły się zajmować i synem I za kilka m córką. Wiem, że to nie jest częsta sytuacja i ze mam dużo szczęścia, ale pomoc dziadków to nie bzdura.

    1. Ja uważam, że nasi rodzice i teściowie nie mogą ponosić konsekwencji naszych decyzji. Fajnie jeśli będą chcieli (z naciskiem na CHCIELI) od czasu do czasu nas wyręczyć, sama z tego korzystam i błogosławię. Ale współczuję wielu Babciom, które widuję. Umęczone, a przecież mają już prawo do tego, żeby sobie poleżeć, a nie uganiać się za dwulatkiem po parku. Jeśli jeszcze rodzice pracują w korporacji to jest 10 godzin! Wiele z nich nie wygląda na szczęśliwe w zaistniałej sytuacji. A już pogląd, że ja lecę na Sylwestra, a dziadkowie niech siedzą z wnukami dla mnie jest niezrozumiały. Czy oni nie mają prawa się pobawić? Co do spania – tak. Niestety codziennie się nie da. Przynajmniej u mnie się nie dało. Wykorzystywałam część drzemek na relaks, w innych momentach musiałam jednak wykonywać szereg obowiązków. Takie życie.

  3. U mnie sprawdza się wstawanie przed dzieckiem. Wstaję o 6:30, a dziecko zwykle godzinę pózniej. Na pewno gdyby wstawało o 5 czy 6 to bym się tej zasady nie trzymała ☺️

    Krótkie drzemki (15-20 min) mi się zdarzały i zdarzają. Potem jeszcze zostaje czas na gotowanie i sprzątanie.

    PS Fragment o dziadkach mnie bardzo rozbawil, tzn. sposób pisania mnie rozbawił, a nie sens, tego, co piszesz, bo ten jest, niestety, smutny.

    1. No smutny, ale nikt tego nie wychwytuje. Ja uważam, że to wspaniale, że dziadkowie pomagają, kiedy tylko chcą i mogą, nie powinno się ich do tego jednak zmuszać i wyzyskiwać. Ja też ucinałam sobie krótkie drzemki, czasami ratowały życie! Uwielbiam ciszę w domu i gdyby moje dzieci pospały dłużej, też bym to praktykowała, tylko błagam, nie o 3 nad ranem 🙂

  4. Krótkie drzemki zdarzają mi się tylko, gdy tak bardzo już chciałabym pospać godzinę, a maluch akurat jednak postanawia wstać (mimo, że taka długa drzemka się zapowiadała) 🙂 Tyle w temacie spania w dzień. A co do „złotych myśli” poradników dodałabym „wprowadzanie harmonogramu od samego początku”. Ileż to się naczytałam , że do 8 tyg. karmienie co 3 godziny, zabawa, spanie 1,5g, a od 12 tyg już co 4 godziny (podejrzewam, że dla starszych dzieci też takie mądrości prawią). I jak zacznę od razu to na pewno szybko się dziecko nauczy. Podsumuję to następująco: ha ha HA

    1. Ja akurat od samego poczatku wprowadziłam harmonogram dnia i stosuje go po dziś dzień (synek 10m) i całkiem niezle mi idzie, jestem w stanie mniej wiecej zaplanowac sobie caly dzien wiadomo ze zdarzy sie dzien ze synek spi w poludnie 30min albo 2h ale to sporadycznie, wiec dla mnie to nie jest taka bzdura a no i od urodzenia zasypia sam wiec z tym tez nie mam problemu… Mysle ze wszystko da sie zrobic 😉

    2. To też zależy od dziecka. U mnie się dawało, ale z trójką nie było innego wyjścia. Czasami był to tak zwany „zimny chów” ale naprawdę, inaczej bym oszalała.

      1. Dac sie da, ale nigdzie przy poradach odnosnie harmonogramu nikt nie dodal ze trzeba do tego podchodzic z dystansem bo dzieci mama szczepienia, skoki rozwojowe etc I dzienny plan bierze w łeb :p

  5. No tak, fajnie jest mówić, żeby wstać przed dziećmi i wtedy tyyyle czasu dla siebie, ale zwykle człowiek zmęczony i jak najdłużej chce podrzemać rano, a potem szybko szybko, ubieranie, śniadanie i ogarnianie siebie. Ja tak mam codziennie, mimo że codziennie sobie mówię, że może następnego dnia wstanę jednak wcześniej 🙂 A łatwiej też nie jest z czasem, bo tak jak piszesz – dziecko wchodzi w nowy etap i nawet jak już zdążysz się przyzwyczaić do jakiejś sytuacji, to tu już wyskakuje całkiem nowa i znów się zaczyna górka! A co do dziadków, to u mnie szkoda nawet pisać, bo wszyscy w Polsce i nawet nikt nas tu jeszcze nie odwiedził 🙁

    1. To przykre niestety 🙁 Też bym chciała wstawać wcześniej, czasem się udawało iść biegać o 6. Niestety, ostatnio nie mam na to siły.

  6. Z większością się zgadzam, tylko sytuacja z dziadkami w naszym przypadku bardzo mnie mierzi. Moi rodzice od samego początku oczekiwania na adopcję Bąbla zarzekali się, że będę pilnować dziecka, kiedy skończy się mój macierzyński i będę planowała powrót do pracy (tym bardziej, że moja mama sama nie pracuje i dość często zdarza jej się narzekać, jak to bardzo jest swoją bezczynnością znudzona). Między innymi właśnie te ich zapewnienia braliśmy pod uwagę, kiedy wprowadzaliśmy się do nowego mieszkania, kilkaset metrów dalej położonego – bo dla każdego była to opcja wygodniejsza, niż nasze przenosiny do większego miasta. A co okazało w praktyce? Nagle mają sto tysięcy różnych powodów, by się z tych swoich wcześniejszych obietnic wycofać – i nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że ułożyliśmy sobie pod to wszystkie nasze plany zawodowe – i życiowe również po części…

    Odnośnie samych poradników, już nie czytuję – wyprzedaję na potęgę przez internet, bo tak naprawdę sprawdziło się u nas może 5% wszystkich zawartych w nich porad 😉 Dziecko nigdy się w żadną książkę idealnie nie wpisze 🙂

    1. Szkoda, że Wam tak wyszło. Ja się nauczyłam na nikogo i na nic nie liczyć, tym bardziej potem jestem pozytywnie zaskoczona i mam niespodziankę, a jak doceniam to jak ktoś mi pomoże! Ale wiem o co Ci chodzi – trochę niefajnie obiecywać coś bez pokrycia, tym bardziej, że nie chodzi przecież o coś banalnego.

    2. Dziwna to sprawa i przykra. Jak kiedyś rozmawiałam na podobny temat z Mamą, ona oświadczyła, że chętnie się włączy w pomoc (i tu cenne słowa…) ..”na ile mi zdrowie pozwoli”. Dzięki tym słowom nie zatapiam się w marzenia i nie snuję planów, tylko ostro kalkuluję.
      A co do obecnego miejsca zamieszkania, to myślę ze pobłogosławisz bliskość rodziców, jak będą oni potrzebować Twojej pomocy (mam nadzieję, że nie za szybko i oczywiście nie życzę) …

    3. U mnie też się zarzekali, że będą pilnować, że jak się trafi okazja pójścia do pracy wcześniej niż po roku to żeby brać, a oni się zajmą Małym. Iść koniecznie do pracy, oni wszystko biorą na klatę- nie mam się o co martwić. Po 8 miesiącach od deklaracji jakoś nie słyszę o zapewnieniach opieki tylko o pytaniach co z Małym jak pójdę do pracy- żłobek? niania? … I tutaj nie chodzi o to, że oczekuję, że ktoś zajmie się MOIM dzieckiem, ale o to, że ktoś coś OBIECUJE i nie dotrzyma słowa. Wyznaję zasadę, że moje dziecko to moje radości i moje problemy. No- moje i męża 😀
      I jeszcze odnośnie przyjaciela dziecka… Tu chyba ktoś pomylił definicję bo przyjaźń jest dwustronna. A ja mam być opoką dla dziecka. To ja mam mu pomagać. To ja mam o nie zadbać. Ono ma się czuć przy mnie bezpiecznie, a nie doradzać mi w kryzysowych sytuacjach. Po to mam męża i przyjaciół- dorosłych.

      1. To jest zupełnie inna kwestia. Ja we wpisie miałam raczej na myśli to, że wiele młodych rodziców WYMAGA od dziadków pomocy, a ta przecież nie jest obowiązkowa, w Twoim przypadku to zupełnie coś innego. Ja uważam że brzemię przyjaźni z dzieckiem jest zbyt silne. Pokusa wtłaczania go w swoje problemy jest w takim związku zbyt silna, tak samo jak zwierzanie się, wspólne chodzenie na imprezy. Zacierają się granice i to może być niebezpieczne. Rodzic to rodzic ma dawać wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i niejaką opokę. A nie pogubionego przyjaciela, który potrzebuje pomocy.

        1. Zgadzam się z Tobą- moje dzieci to moje obowiązki. Jak patrzę na młodsze roczniki to mam wrażenie, że rośnie bardzo roszczeniowe pokolenie. I nasuwa mi się myśl, że jednak ktoś to pokolenie wychował. Kiedyś ci ludzie byli dziećmi i ktoś im do głowy takie zasady wbił. Śmiem twierdzić, że byli to ich rodzice, a dzisiaj dziadkowie ich dzieci. Jak ktoś przez całe życie robił wszystko za swoje dzieci, a potem wypuszcza takie sieroty w dorosłe życie to niech się nie dziwi, że taka sierotka nic nie potrafi zrobić, a ciągle wymaga, wymaga, wymaga… Tylko nie odbierz tego jako obronę takich ludzi bo tak nie jest. Chodzi tylko o takie „rozpracowanie” problemu 😉
          Dokładnie- rodzic to rodzic, a nie kumpel z podwórka.

          1. No jasne, zresztą dziadkowie są sami sobie winni, bo przecież mówią dzieciom – nie martw się, my pomożemy. Wy idźcie się bawić, my zostaniemy! I potem są takie konsekwencje, że TRZEBA, a jak się tego nie robi to się jest złym i niedobrym.

  7. O! Ja jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży to obkupiłam się w ròżne mądre książki. Dużo czytałam na blogach, w gazetach no i nezcenne rady mam ? 8 marca Ignacy kończy rok i wiem że to wszystko samo się weryfikuje i układa wg własnego rytmu.
    Świetny artykuł!

  8. Ile zaoszczędziłam czasu nie czytajać żadnego poradnika tralala 😉 I ciesze się z tego bardzo bo ksiązki książkami a życie to co innego 🙂 Mam 2 małe modele które są 2 żywiołami – ogniem i wodą i jakoś nie umiem sobie wyobrazić że 1 ksiazka sprawdzi się w obydwóch przypadkach.

  9. Moje dzieci wstają ok 8 i nie ma cudu, żebym sama z siebie obudziła się wcześniej – urlopie wychowawczy trwaaaaaaj 🙂

  10. W punkt! Wszystko w punkt! Zwłaszcza To o dziadkach. Ja mam jedna teorie. Decyzje o posiadaniu potomstwa podejmuje z mężem własnym( a nie z połową rodziny), tak więc odpowiedzialność spoczywa na Nas (pakiet:mąż i ja) !!!

  11. Ja tam wstaję przed dziećmi 😉 Bo śpią do 8:00, a jak się obudzą wcześniej, to im mówię, że jest jeszcze baaaaardzo wcześnie i mają jeszcze spać. Powinni mi dać Oskara, za to, że starszak wciąż mi wierzy ;P
    Za to dziadkowie…. Drugiego dnia po tym jak pochwaliłam się, że będą mieć drugiego wnusia (czyli wnusię) jej babcia zapowiedziała, że ona zajmować się nią nie będzie. Jak ja chcę pracować to mała ma iść do żłobka, albo gdzie indziej, bo babcia ma swoje seriale, ogródek i już jej się nie chce. Niby to nie jej obowiązek, ale na tej samej zasadzie jak na stare lata zechce aby się nią zajmować, to też mogę stwierdzić, że niech sobie załatwi opiekunkę albo idzie do zakładu opieki, bo mam pracę, dom i mi się najzwyczajniej na świecie nie chce, a już na pewno, że nie mam czasu. Ciekawe jakby wtedy zareagowała. Wredne myśli, no nie?.

    1. Z drugiej jednak strony – babcia (czyli mama lub teściowa) już Cię wychowywała (lub męża). Więc opiekując się nią na starość robisz to, co ona dla Ciebie kiedy byłaś mała. Taki punkt widzenia. Ja sobie nie wyobrażam, żeby moje dzieci, których jest trójka wymagały ode mnie, żebym opiekowała się ich dziećmi całodobowo. Niech każdy ma po dwójkę, w różnych miastach. Aaaaaaaaa! Na samą myśl jest mi lekko straszno. Ten czas teraz jest tak intensywny (i podejrzewam, że jeszcze z 15 lat taki będzie, tylko problemy inne), że ja po prostu chyba nie będę miała siły na więcej niż od czasu do czasu zostać z wnukami na weekend, pomóc w trakcie choroby, zabrać na dwa tygodnie na wakacje, czy raz w miesiącu wieczorem, żeby rodzice mogli wyjść. Poza tym żłobek, czy niania to często lepsze rozwiązanie – z dziadkami to tak jest, że wiedzą swoje. Niestety czasem robią krzywdę, bo Ty na przykład wierzysz w zdrową dietę, a dziadkowie słabo. Jak wychodzisz do pracy, są ich reguły i dziecko nie wie w końcu czego/kogo słuchać. A opiekunka do starszej osoby – czemu nie? Oskara daję za wstawanie, u mnie 8 to marzenie, ale już się przyzwyczaiłam. Minie.

      1. Co do dziadkowania, to osiągnęliśmy kompromis, bo ostatecznie się zgodzili wnuczką zająć przez 10 miesięcy, a potem idzie do żłobka. Ale masz rację, czasem wręcz w duchu żałuję, że do tego żłobka już nie chodzi ;p

  12. Ja tam też przed dziećmi wstaję. Czasem o 5, czasem o 6. Budze je o 7 :p Bo spałyby do 8 pewnie, ale szkoła/przedszkole i nie ma wyjścia. Uwielbiam ciszę poranną. Nawet jak jestem początkowo „zrąbana i niewyspana” to widze ze to jest dobre dla mnie. Po wyjściu z psem jestem już mocno obudzona i mam czas zeby zrobic obiad do pracy, drugie sniadanie dla wszystkich poza przedszkolną. Usiąść W CISZY I SPOKOJU przy sniadaniu, poczytac ksiazke. Do tego stopnia jest to przyjemnie ze CZEKAM az sie obudzą 😉 I zamiast witac ich miną „jeszcze 5 minut, dajcie mi 5 minut” mam naprawde szczesliwą mine 😉 Także każdemu co innego, ale wiadomo ze nie kazdy tak lubi (chociaz dla testu moznaby sprobowac z tydzien, hę?).

    Śpij gdy dziecko śpi, tez jest przydatne w pierwszych miesiącach, kiedy noce nieprzespane… dziecko w dzien spi zazwyczaj kilka razy, niekoniecznie mama musi tyle, ale czasem lepiej nie miec obiadu niż chodzic jak zombie 😉

    A z dziadkami.. no wiesz, jak nie chcą to nie. Ale pamiętaj też, ze im tez dziadki pomagali i tu argument o tym ze „oni ciebie juz odchowali” a teraz kolej na ciebie mozna zbic dokladnie tym ze „im pomagali rodzice, to teraz pomogą tobie”. Jak ktos nie chce, to nie ma co WYMAGAC. Ale pomoc w rodzinie jest dla mnie naturalna dość. I nie widze powodu dla ktorego dzieci nie moglyby co 2-3 lata isc na sylwestra do dziadków, dośc ostro wypowiadasz się na ten temat. Tak jakby każde oddanie dziecka pod opiekę dziadkom było jakąś straszną krzywdą, zabieraniem dziadkom życia. A prawda jest taka ze jak chcą mieć potem kochające wnuki to jakos tą więź trzeba wytworzyć, więc dla mnie zupełnie naturalnym a nie czym strasznym jest, że dziadkowie opiekują się wnukami. Oczywiscie zaznaczam, ze bezwzględne wymaganie zeby stawiali sie kiedy ci sie zachce to nie to, o co mi chodzi 😉 Wiadomo, prawda?

    1. No jasne, że wiadomo. Sama korzystam. Rzadko, ale jednak i też uważam, że nie ma w tym nic złego. Jednak nie wymagam. Argument, że im pomagali nie jest trafny w naszym przypadku. Moi rodzice mnie mieli jak mieli 21 lat. Wszyscy pracowali, ojciec też poszedł do pracy, więc ze mną była mama, która poszła na studia zaoczne. Cała rodzina oczekiwała od niej, że będzie ugotowane, wyprane i posprzątane dla wszystkich, którzy byli w pracy. Potem się wyprowadzili jak miałam 2 lata i mogę na palcach jednej ręki policzyć ilość razy, kiedy zostałam z dziadkami. To samo było z Babcią. Kiedy miała 20 lat dostała przydział 300 km od domu i od tego momentu radziła sobie sama, potem z mężem. Prababcia widywała wnuki raz w roku, nie było mowy o głębszej więzi. Może dlatego mam takie do tego podejście. Wierzę w odcinanie pępowiny. A post był napisany bardzo agresywnie, żeby sprowokować dyskusję, co się udało 🙂

  13. Próbowałam wstawania przed dzieckiem o 5 🙂 Jakoś tak się składało, ze ono wstawało chwilę później, jakby wyczuwało, że coś się dzieje 🙂

  14. I właśnie dlatego nie czytam poradników :). W punkt, zwłaszcza punkt o dziadkach, niektórzy zapominają, jaka jest ich prawdziwa rola i bynajmniej nie jest to etat opiekunów na cały etat…

  15. Najbardziej rozwalił mnie punkt „śpij, kiedy dziecko śpi” 🙂 Ja mam dwójkę, drzemki mają w różnym czasie, znaczy mam spać z obydwojggiem a to drugie wtedy włączam w stan „radź sobie sam” ?

  16. Uśmiałam się! Całe szczęście nie trafiłam na te poradniki (czytałam tylko kilka na temat rodzicielstwa bliskości i NVC), więc nie spinałam się, aby skorzystać z tych niewykonalnych rad 😉

  17. Oj tak dziadkowie mają pomagać, a najlepiej zrezygnować z siebie i w ogóle wziąć się za wychowywanie wnuków, w końcu są już starzy i nic im się od życia nie należy. Rozbrajają mnie rodzice, którym nagle (!) skończył się urlop rodzicielski, wypadałoby do pracy wrócić a tu dziecko ma dopiero rok i… kurczę co z tym fantem zrobić? Tak jakby fakt że urlop macierzyński to nie guma od majtek i nie da się go rozciągnąć był owiany tajemnicą. I wtedy pojawia się genialna myśl ze przecież babcia na pewno marzy skrycie o codziennym obowiązku zajmowania się wnukiem. Myślę że najważniejsze jest to żeby dziadkowie nie bali się odmawiać i żeby nie powodowało to konfliktów,żeby mieli prawo wyboru a my, rodzice, nauczyli sie przewiewidywać i zawsze mieć alternatywę w razie gdyby ekonomiczny wariant opieki nad naszą pociechą padł;)

    1. Ekonomiczny tylko pod jednym względem. Jednak w większości przypadków zawsze są niesnaski, kłopoty z egzekwowaniem tego samego punktu widzenia, a w końcu żale i kłótnie. A dziadkowie mogliby przecież trochę odpocząć i wnukami zajmować się z przyjemnością, od czasu do czasu.

  18. A ja często chodzilam na drzemki z moim synkiem. Potrafilismy tak spac 2 h. Musialam odpoczac, naladowac baterie. To bylo super. Co do dziadkow, to mam taka teorie, ze moje dziecko=moj problem. Nie obarczam nikogo na sile. Jednak z racji tego,ze mieszkam za granica brakuje mi ,zwlaszcza w kryzysowych sytuacjach, ich pomocy.

  19. A mnie właśnie przy życiu trzyma jedna myśl… że „to minie”. Jestem mamą 13-miesięcznego urwisa i czasem czuję się, jakbym miała w domu małą małpkę. Wywalanie wszystkiego z szuflad, skakanie po meblach, wsadzanie rączek we własną kupę, zjadanie ziemi z kwiatków to nasza codzienność. Oczywiście to wszystko po nieprzespanych nocach (ząbkowanie). Dodam, że mam jeszcze 3-letnią córkę i jest o nieeeebo łatwiej, owszem ma swoje histerie i bunty 2- a teraz 3-latka, ale da się już z nią dogadać a nawet poleżeć razem 15 minut przed telewizorem 😉 Na pewno są różne etapy w życiu rodziców i dziecka, ale nie ma chyba tak wykańczającego fizycznie i psychicznie czasu jak okres około roczku – półtora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *