Gdybym pozwalała dzieciom na wszystko, byłabym szczęśliwym człowiekiem.
Gdybym pozwalała dzieciom na wszystko, byłabym szczęśliwym człowiekiem. Codziennie staczam bitwy i wojny z moimi dziećmi. Choć nie są już malutkie, a ja jestem konsekwentna, nadal codziennie próbują coś ugrać, coś ominąć, olać, przegiąć i nagiąć. Zaczyna się od pobudki. W weekend już o 5 z minutami śpiewamy przy pierwszej kawie „Kiedy ranne wstają zorze”. Za to w tygodniu od zrywania kocyka, do lekkiego szantażu i gróźb, że śniadanka nie będzie, zawodzą wszystkie triki. Nie idę, oświadcza moje dziecko i przykrywa głowę podusią. Żarcie to też mała batalia. Czy może być…
