• Weź się puknij w głowę.

    Po świętach Bożego Narodzenia miałam smutną obserwację. To dla wielu osób były pierwsze fajne święta, bo przez pandemię nie musieli ich spędzać tak, jak zwykle. Serio? Weź się puknij w głowę! Mam 41 lat i wrażenie, że teraz dopiero mniej więcej wiem, jak chcę żyć. Choć nadal tak wiele osób uważa, że moja praca jest niepoważna, moje tatuaże to recydywa, matkom nie wypada, a w ogóle po 40 to trzeba być ułożoną, grzeczną i modlić się o stabilizację, bo jeszcze mąż sobie nas wymieni na nowszy…

  • 365 dni totalnie do du.y.

    365 dni totalnie do du.y? A może nie do końca? Ja to tak naprawdę cieszę się po prostu, że ten rok się kończy. Czy był najtrudniejszym rokiem w naszym życiu? Pewnie nie. Ale był cholernie trudny. To był rok, w którym jutro okazało się naprawdę totalnie niepewne i zupełnie od nas niezależne. Przybyło nam obowiązków, takich zupełnie codziennych, które wykonywaliśmy od zawsze, ale teraz okazało się, że musimy wykonywać je co chwilę. W tym dziwnym roku odkryliśmy, że ciągły weekend może wcale nie być spełnieniem marzeń, a siedzenie w domu wcale nie musi…

  • Jak widzi Cię Twoje dziecko?

    Jak widzi Cię Twoje dziecko? Gdyby Twoje dziecko miało Cię narysować, czy opisać, co by powiedziało? Czy byłby to dres, burdelkok, siaty w rękach i kosz na pranie? Czy ta matka-heroska z dziecinnych opowiadań musi zawsze być tak do bólu prawdziwym obrazkiem społecznych oczekiwań? Czy musi zawsze być wyidealizowanym przykładem Matki Polki? Czy ma zawsze mieć gładko ułożone włosy, fartuszek, ma być zakopana w praniu i stać 30 centymetrów od kuchenki? Czy nie tak wygląda większość dziecięcych opisów? Mama sprząta, gotuje, pierze, pomaga. Chciałabym, żeby moje dzieci widziały mnie jako strażniczkę domowego ogniska,…

  • Hity 2020.

    Przeczytałam właśnie swoje podsumowanie roku 2019 i prychnęłam, bo zaczyna się od słów to był kiepski rok. Hahahaha. No cóż, rok temu nie podejrzewałam chyba, że rok 2020 okaże się takim rokiem, przy którym każdy inny jest w sumie udany. Jak eks. Myślisz sobie, że był taki zły, a tu nadchodzi jeszcze gorszy, przy którym tamten to był w sumie aniołeczek i nie wiesz co Ci się tak naprawdę nie podobało? O Bosze, no może i chrapał i mieszkał z mamusią, ale to przecież nie koniec świata, prawda? Strasznie musiało być ze mnie rozpuszczone babsko…

  • Choć nic dzisiaj nie robiłam, robiłam wszystko.

    Choć nic dzisiaj nie robiłam, robiłam wszystko. Jestem lekkim nieogarem. Nie tylko ostatnio. Zawsze w sumie, od 9 lat, odkąd zostałam mamą. Ciągle na coś brakuje mi czasu. I często pod koniec dnia robię sobie taki rachunek sumienia, co dziś udało mi się osiągnąć? Wiadomo – praca, dom, dzieci, ale właściwie wszystko rozgrzebane, lista rzeczy do zrobienia każdego dnia jeszcze dłuższa, a ja padam o 21. Ale przecież oprócz pracy i życia w domu, robiłam jeszcze milion innych rzeczy, choć nic dzisiaj nie robiłam, robiłam…

  • Trudniejsze od wychowywania dzieci jest udawanie, że nie jest to trudne.

    Trudniejsze od wychowywania dzieci jest udawanie, że nie jest to trudne. Wiem, że mieszkam w Polsce, gdzie niektórych rzeczy zwyczajnie się nie mówi, choć dla wszystkich są raczej oczywiste. Nie rozmawia się o pieniądzach, bo jak ktoś ma pieniądze, to na pewno ukradł, o tym, że polski facet bywa zaniedbanym gburem śmierdzącym potem, a dzieci w Polsce od pokoleń wychowywane są przez pary jednopłciowe – mamę i babcię.  Ale jeszcze jedno jak dla mnie zbyt powolnie się zmienia. Wydaje nam się, że jesteśmy nowoczesne i otwarte, żyjemy w partnerskich związkach i podejmujemy…

  • Świat jest wuefem, a ja ciągle nie mam stroju.

    Doszłam do wieku, w którym wszystko mogę, nic nie muszę. Ale im jestem starsza tym bardziej widzę, że świat jest wuefem, a ja ciągle nie mam stroju. Nie muszę nikomu udowadniać, że moje dzieci są geniuszami, bo sama mam wystarczająco dużo osiągnięć, że na połechtanie mojego ego wystarczy. Nie chwalę się mężem, bo ważne jest dla mnie to, że on dla mnie jest najlepszy, laurek nie potrzebuje. Mogę przyznać głośno, że czegoś nie wiem. I jak mi z tym dobrze, to od lat jest dla mnie największy luksus. Nie wiem. Po prostu. Nie znam się na wszystkim, mam opinię…

  • Po co sobie robiłyście dzieci, leniwe lambadziary?

    Na moje narzekania o tym, że do stycznia jesteśmy wszyscy stale non stop razem jedna matka mi napisała – o bosze, to straszne, że matki muszą być ze swoimi dziećmi 24 godziny na dobę. To po co sobie te dzieci robiły? No właśnie, po co sobie robiłyście dzieci, leniwe lambadziary??? W mojej małej głowie nie mieszczą się nadal trzy rzeczy – jakie trzeba mieć nudne i okropne życie, żeby w taki sposób próbować podbudować swoje poczucie wartości kosztem drugiej osoby podkładając jej w komentarzu śmierdzące gówienko? Po drugie – w 2020 roku…

  • Bareja by tego nie wymyślił.

    Z jednej strony chce mi się śmiać, ale to jest jakby taki śmiech przez łzy. No bo stało się, „obyś żył w ciekawych czasach” wersja demo weszła jak złoto, nie wiadomo, od czego aktualnie zacząć narzekania, bo przecież wszystko się pierdzieli. Sam Bareja by tego nie wymyślił. Niech zacznę od zakupów. Normalnie w okolicach końca listopada urywałam się na długie upojne wieczory wędrowania po galeriach w poszukiwaniu prezentów. W rzeczywistości często siadałam sobie z kawką i jakąś bardzo ambitną prasą w stylu „Życie na gorąco” czy inna „Viva” i tak mi mijał miło…

  • Zdalna praca i zdalna nauka – przeżyć i nie zwariować.

    Zdalna praca i zdalna nauka kosztowały mnie sporo stresu. W okresie od marca do czerwca nabawiłam się nerwicy. Troje dzieci na zdalnym nauczaniu, praca, która przez dwa miesiące stała się nieprzewidywalna i generująca tylko koszty, bez żadnego zysku, mąż, który w swojej pracy codziennie łączy się telefonicznie z połową świata i tak głośno peroruje, że słyszą go listonosze, kurierzy i wszyscy sąsiedzi, pies, który chce psocić, bo właśnie wchodzi w fazę rozbrykanego nastolatka, Internet, który przy najszczerszych chęciach i najszybszych światłowodach, przy 5 osobach on line, robi figle, niekończące…