Książki dla dużych dzieci.
Po poście z książkami dla dzieci, wielu z Was spytało co ja czytam i czy mam jakieś fajne polecenia dla rodziców. Jasne, że mam! Przedstawiam książki dla dużych dzieci.
Lubię myśleć, że pracuję nad sobą i rzeczywiście robić coś w tym kierunku. W 2016 roku postanowiłam przeczytać więcej książek. Nie jest to łatwe, bo będąc rodzicem często bardzo ciężko jest znaleźć czas. Jak już runiesz w wyro po ciężkim dniu z dziećmi i morzu domowych obowiązków, każda niemal książka wydaje się jak podręcznik fizyki kwantowej (wierzcie mi, było nie było inżynierowi, na słowo). Zanim więc podam kilka dobrych książek, podaję kilka sposobów na znalezienie czasu na książki.
TNIJ.
Internet. Wyczyściłam mój Facebook z debilnych stron pokazujących mało śmieszne filmiki, ukryłam ludzi, którzy pięć razy dziennie informują cały świat o każdej wypitej filiżance kawy, skasowałam trzysta kanałów z wiadomościami, itp. Zepsuł mi się telefon i tym samym czas spędzany na bezmyślnym przerzucaniu Internetu, ograniczyłam do minimum. Nagle się okazało, że czasu jakby więcej.
TV. Nie oglądam prawie w ogóle telewizji. Nie przywiązuję się do żadnych show, seriali, kanałów. Mam wrażenie, że telewizja to jedno wielkie reality tv. Nie interesuje mnie to za bardzo, ani nic do mojego życia nie wnosi. W weekend zwykle wieczorami oglądamy jakiś film i na tym koniec tv. Skupiamy się na filmie, który razem wybieramy, inaczej spędzaliśmy wieczór przerzucając bezmyślnie kanały.
PLANUJ.
Od dwóch miesięcy po położeniu dzieci spać i ogarnięciu domu, przeznaczam godzinę na czytanie. Jest to dla mnie czas relaksu, który stał się święty. Bywa, że ta godzina jest niepełna, ale bywa też, że się przedłuża. Nie czekam do momentu, aż się położę do łóżka, bo zwykle jest już tak późno, że zwykle zasypiam.
Na początku roku na półce w widocznym miejscu zgromadziłam książki, które chcę przeczytać. Te, które kiedyś kupiłam albo od kogoś pożyczyłam i czekały, aż znajdę czas. Teraz z jednej strony ustawiam te, które już przeczytałam. Motywacyjnie działa na mnie rosnący stosik tych już przeczytanych.
Wybieram zróżnicowane lektury. Nie mogłabym w kółko czytać poradników, ani książek o bieganiu, szybko bym się zniechęciła. Moje lektury są dość lekkie, ale bardzo życiowe i z morałem.
WEŹ ZE SOBĄ.
Książka jest ze mną wszędzie. Nigdy nie wiem, kiedy nadarzy się okazja. Kraków, który przed Dniami Młodzieży powinien zmienić nazwę na Korków, stoi. Czytam więc czasem w korkach. Czytam, czekając do kasy w hipermarkecie, czytam w poczekalni u lekarza, czytam, kiedy dzieci oglądają bajkę. Zrezygnowałam z wszelkiej elektroniki w sypialni i przed snem też czytam, choćby nawet jedną stronę. To działa. W 4 miesiące 2016 roku przeczytałam więcej książek niż w całym 2015 i na nowo odkryłam zapomnianą przyjemność czytania.
Polecam kilka książek, które ostatnio mnie oczarowały.
„Dziecko dla odważnych” Leszek K. Talko – polecili mi czytelnicy za co szczerze dziękuję! Dawno już się tak nie uśmiałam. Leszek opisuje życie z dzieckiem z takim wdziękiem i humorem, że po prostu w głos się śmiałam czytając i musiałam mojemu mężowi tłumaczyć o co chodzi. Na dodatek pisze jak jest, mamy więc coś wspólnego. Opisuje po kolei wszystkie odrapane z lukru momenty prawdziwego rodzicielstwa i to na dodatek z perspektywy ojca. Rozszerzanie diety, które kończy się fiaskiem i parówką w geście kapitulacji, o windzie, która dla rodzica jest strasznym miejscem, bowiem nie ma z niej ucieczki, o wojnach, które toczy ze sobą rodzeństwo, o bezdzietnych znajomych, o idealnych rodzicach spotykanych na placu zabaw, o koszmarze notorycznego niewyspania. Jedzie po bandzie przez ponad 450 stron, bawiąc do łez. Szczerze polecam, bo to (oprócz mojego bloga, oczywiście) prawdziwe pocieszenie, wytchnienie i dobry humor.
„Macierzyństwo non-fiction” Joanna Woźniczko-Czeczott – też z polecenia czytelników. Bardzo dobra książka o zmowie i lukrowanej wizji rodzicielstwa, która pada w pierwszych dniach życia z dzieckiem. Bardzo duża dawka humoru, ale i matczynych emocji. Mój ulubiony cytat „Wiele można przecież zjeść ze smakiem, jeśli się to wcześniej odpowiednio doprawi. Być może macierzyństwo jest takim daniem, że bez lukru czasem się nie da”. No czy tak nie jest?
„Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być” Adele Faber i Elaine Mazlish – książka autorek mojej rodzicielskiej pozycji nr 1 „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły” (pisałam o niej tutaj). Książka jest z założenia zbiorem porad, szybkich quizów, historii obrazkowych i prostych ćwiczeń, które mają pomóc w komunikacji z dziećmi. Książka jest bardzo krótka, dostępna, uzupełnia ją płyta cd. Polecam czytać (i przedyskutować) równocześnie z innymi osobami, które bywają z Twoim dzieckiem – z drugim rodzicem, z babcią, nianią. Książka w pigułce traktuje tematy uczuć, włączania dzieci do pracy, kar, pochwał, gniewu. Bardzo dobra pozycja, którą warto mieć i często do niej zaglądać.
„Halo człowiek” Konrad Kruczkowski – najlepszy bloger w Polsce, przeprowadził 6 wywiadów o wartościach, a potem powstała z tego książka. Piękne, głębokie rozmowy o życiu, cierpieniu, braku wiary, feminizmie, wolności. W świecie, w którym coraz częściej wartości brak, ta książka jest wyjątkową, konieczną do przemyślenia lekturą. Dla mnie, rodzica, ważna.
„Mężczyźni bez kobiet” Murakami. Przeczytałam wszystko, co Murakamiego wydane po polsku. Uwielbiam go, choć to nie są książki dla każdego. Murakami miesza rzeczywistość z urojeniami, prawdę z legendami, humor z surrealizmem. W tych książkach odnalazłam część siebie. Nikt tak nie pisze o samotności i miłości. O przemijaniu i wewnętrznej walce. „Mężczyźni bez kobiet” to siedem historii o miłości i tajemnicy, z których zbudowane jest życie. Każde opowiadanie to historia mężczyzny, w którego życiu nie ma kobiety – odeszły, umarły, nigdy się nie pojawiły. „Wszyscy znajomi zgodnie twierdzili, że „mimo wszystko dzieci to dobra rzecz”, ale on nie ufał takim stwierdzeniom, bo były w stylu sloganów reklamowych. Pewnie chcieli i jego obarczyć ciężarem, który sami dźwigali. Ludzie na całym świecie zawsze uważają, że wszyscy inni powinni się znaleźć w równie ciężkiej sytuacji jak oni sami”.
Wiem, że nie macie czasu, więc skupiłam się tylko na książkach, które mnie w ostatnim czasie poruszyły. Albo rozbawiły do łez, albo pocieszyły, pomogły w komunikacji z dziećmi, albo zmusiły do przemyśleń i wzruszeń. Polecam.

Rok temu w styczniu postanowiłam, że będę czytać codziennie, wieczorem. Ok. godziny. Nie wiedziałam, jakie to skutki przyniesienie, a przyniosło ogromne – 62 książki w ciągu całego roku. Książkę zabierałam ze sobą wszędzie, do przychodni, do torebki itp. W tym roku przeczytałam już 40 książek. Nie robię tego na siłę. Czytam po prostu, wczoraj miałam np. czytać przez ok. godzinę, ale ostatnie 250 stron „Ciemnej strony miłości” było tak fascynujące i intrygujące, że zarwałam noc i czytałam do 23.30…. jestem niewyspana, ale nie żałuję.
Też mi się to zdarza, z tym, że te godziny spania późniejsze. Niestety!
Bardzo dziękuję i bardzo doceniam!
Ależ nie ma za co!
Ja także wyczyściłam tablice fb z niepotrzebnych stron, paradoksalnie widzę i czytam teraz więcej wartościowych treści niż wcześniej, gdy wydawało mi sie, ze jestem ze wszystkim na bieżąco.
Z lektur polecam „Madrzy rodzice” M.Suterland – dobitnie pokazuje juz w pierwszym rozdziale co dzieje sie w mózgu dziecka i jak sie rozwija pozostawione przez rodzica do „wypłakania sie”.
Nie znam, zapowiada się ciekawie. Dzięki!
System nieprzeczytane vs przeczytane to rowniez mój motywator 🙂 dużo czytałam w trakcie karmienia piersią; ) teraz udaje mi się w czasie spacerów (moje najmłodsze dziecię zasypia tylko w wózku i najlepiej na dworzu ). Co prawda obecnie zaczytuję się w polskich kryminałach, żadne ambitne lektury, ale niech tam!:) Lubię czytać dla przyjemności:) Na letnie wieczory polecam powieść przygodową „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Można się zrelaksować i nieźle ubawić.