Dorośli też płaczą.
Kiedy przez kilka ostatnich dni w moim życiu działo się coś negatywnego, nie udało mi się ukryć smutku, rozczarowania, złości i oburzenia przed dziećmi. Mogłam oczywiście zbywać ich pytania stwierdzeniami „nic, nic, wszystko dobrze”, kłamać mówiąc, że „uderzyłam się w palec i płaczę, bo boli” lub odwracać uwagę proponując „pooglądamy bajkę”?
W kontaktach z dziećmi stawiam jednak na szczerość, spontaniczność i otwartość. Chcę, aby te uczucia poznały w domu i, co najważniejsze, w domu nauczyły się, jak sobie z nimi radzić. Już Carl Jung mówił: „Jeżeli chcemy coś zmienić w naszym dziecku, należy się temu dobrze przyjrzeć i zastanowić czy to nie coś, co warto zmienić w nas samych”. Jak więc chciałabym nauczyć swoje dzieci swobodnego wyrażania uczuć, jeśli sama będę je przed nimi ukrywać?
Rodzic jest dla dziecka przykładem, do pewnego momentu dzieciństwa jedynym, które dziecko przyjmuje bezkrytycznie. Warto to wykorzystać, uważając oczywiście na właściwy dobór słów, aby tłumaczenie świata uczuć było dla dzieci przystępne i zrozumiałe, a nie wprowadzało dodatkowy zamęt, czy elementy niepokoju.
W opisanej sytuacji powiedziałam dzieciom, że jest mi smutno. Spytałam, czy wiedzą co to znaczy, kiedy komuś jest smutno. Padły różne odpowiedzi – smutno jest wtedy, kiedy pada deszcz, smutno, kiedy nie ma bajki i kiedy mama nie pozwala na lody. Po tym wstępie opowiedziałam dzieciom dlaczego jest mi smutno – ktoś mnie skrzywdził, nie wszyscy ludzie są dobrzy. Jest mi smutno i przykro, dlatego płaczę. A czy tata też płacze? – padło pytanie. Tak, dorośli też płaczą, kiedy doświadczają smutnych sytuacji. Mama, tata, nawet babcia. Na przykład wtedy, kiedy ktoś jest chory? – pytały dzieci. Tak, kiedy jesteśmy chorzy i coś nas boli, może nam być smutno. A czy wiecie jak rozpoznać smutek? Czy smutek widać? Dzieciaki mnie zdziwiły, bo od razu popatrzyły na mój czerwony nos i wykrzyknęły zadowolone z siebie: „Ktoś płacze i ma smutną minkę”! No to co zrobimy z tym smutkiem, spytałam. Tutaj dzieciaki początkowo miały problem z odpowiedzią, ale szybko wymyśliły, że jak ktoś płacze, to trzeba go przytulić. A jak jest im smutno to chcą przytulić się do mamy. W tym miejscu zaczęły padać bardziej kreatywne rozwiązania walki ze smutkiem typu szukamy chusteczki, jemy cukierki, oglądamy wesołą bajkę, bawimy się w chowanego.
Dzieciaki szybko chwyciły o co chodzi, bo dziecięce rozumowanie bywa proste. Wystarczy rozebranie problemu na powód, uczucie, które się pojawia i na sposób radzenia sobie z nim. Warto jednak dziecięcych uczuć nie ignorować i wykorzystywać pojawiające się okazje do ich nazywania.
Jak rozmawiać?
Zamiast spytać „co się stało” lub „dlaczego płaczesz” wczuj się w przeżycia dziecka. Łatwiej rozmawiać z kimś, kto akceptuje Twoje uczucia, niż z kimś kto zmusza Cię do wyjaśnień. Wygląda na to, że jesteś smutny/sfrustrowany/zły – to dobry start.
Słuchaj w milczeniu i daj przestrzeń. Możesz sobie pomóc zwrotami typu „rozumiem, och, mmmm”. Pokaż empatię i skup się na aktywnym słuchaniu, nie rób wtedy nic innego, patrz na dziecko z zainteresowaniem i uwagą.
Określ uczucia. Każdy człowiek, mały i duży, kiedy ma kłopoty, najbardziej potrzebuje nie oceny lub zgodności ze swoim zdaniem, ale zrozumienia wobec swoich przeżyć. „Musisz być bardzo rozczarowany. To musiało naprawdę boleć! Pewnie poczułeś ulgę? Wiem, że jesteś zły, że musimy już kończyć zabawę. To musi być dla Ciebie przykre” – te zwroty dają początek dobrej dyskusji.
W moim problemie pomogła mi książka, którą się ostatnio zachwycam „Wielka księga uczuć” Grzegorza Kasdepke. Każde uczucie opisane jest zabawną historyjką, po niej następuje krótka definicja danego uczucia, a potem rady dla dzieci i rady dla dorosłych. Moje dzieci są jeszcze za małe na czytanie tej książki wspólnie. Choć napisana przystępnym językiem, ma mało obrazków, a historyjki są dla moich czterolatków zbyt długie. Myślę jednak, że może to być subiektywne i warto spróbować. Moja metoda jest taka, że ja czytam te opowiadania wcześniej, a potem skracam je czytając dzieciom. Definicję też przerabiam po swojemu i tak dochodzimy do rozmowy i wskazówek dla dzieci, a co najważniejsze – dla dorosłych. Polecam książkę dla rodziców dzieci od lat trzech, to rewelacyjna lektura i taka przyjemna do czytania, daleka od poradników. Już w wielu sytuacjach wykorzystałam zawarte w niej przykłady i żałuję, że dopiero niedawno ją odkryłam. Teraz, kiedy ktoś zrobił mi przykrość, posiłkowałam się zdaniami z książki o tym, że smutek mija, najbardziej lubi dręczyć osoby samotne, boi się słodyczy i nie znosi ćwiczeń fizycznych. Choć moje rozczarowanie tamtą sytuacją długo nie minęło, w oczach dzieci przytulanie, rozmowa, a w końcu czekoladka, wesoła bajka i tańce, skutecznie rozpracowało temat smutku. Wszyscy byliśmy zadowoleni, że udało nam się wspólnie sobie poradzić.
Rozmowa z dziećmi na temat emocji jest bardzo ważna. Przede wszystkim pozwala dzieciom na reflekcję o własnych uczuciach i powiązanie ich z konkretnymi sytuacjami. To dobra nauka przyczyny ludzkich uczuć i ich wyrażenia w określony sposób. Po drugie – wyjaśnia rzeczywistość i ludzkie reakcje. Pokazuje, że ludzie różnią się od siebie, mają inne pragnienia i własny świat myśli i uczuć. Mama jest zła na tatę, dlatego mówi z podniesionym głosem. Siostra jest smutna, dlatego płacze. Pani jest szczęśliwa, dlatego się śmieje. Po trzecie – uczucia, ich nazywanie i wspólne przeżywanie budują więź i pomagają dzieciom w budowaniu inteligencji emocjonalnej. Jeśli nie będziemy od małego ignorować uczuć naszych dzieci, możliwe, że to do nas przyjdą, kiedy będą przeżywały coś trudnego. Po czwarte – uczymy dzieci jak radzić sobie w życiowych sytuacjach, kiedy jest nam smutno, jesteśmy źli, czy mamy poczucie krzywdy.
Pokażmy naszym dzieciom, że jesteśmy tylko ludźmi. Nie ma co udawać silnych i radzących sobie w każdej sytuacji. Możemy się pokłócić, mieć gorszy dzień, przeżywać porażki, złościć się i płakać. Radzenie sobie z tymi uczuciami to ważna inwestycja i nauka.
Źródło:
„Wielka księga uczuć” Grzegorz Kasdepke
„Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.” Adele Faber, Elaine Mazlish

Domyślam się przyczyny tych łez kochana …. jeszcze trochę, a będziesz mogła porozmawiać z nimi, że najczęstszym powodem łez, jest nie zawsze to, co inni robią, wystarczy to, co mówią – taka to już władza języka….Jednak nie warta tych łez, ani jednej … My też rozmawiamy: o emocjach, uczuciach, złych i dobrych, i tych, których się wstydzimy, i ciężko jest się nam przyznać, a szczególnie przed własnymi dziećmi, ale robimy to, przepraszamy, jak trzeba prosimy, żeby nam wybaczyły, przebaczyły, a nawet obiecujemy poprawę! 🙂
No jasne, ja też tak robię i mam zamiar tak robić, bo przecież nie jesteśmy idealni i przed dziećmi nie trzeba tego ukrywać.
Czyżby przyczyna Twoich smutków miała coś wspólnego z żalem, który ścisnął przypadkiem czyjeś tyłki ? Nie wiem, nie chcę tutaj strzelać na ślepo… – mam w każdym razie nadzieję, że już jest Ci lepiej i bardziej szczęśliwie. A do rozmów z dziećmi masz moim zdaniem świetne podejście – i do tego posiłkujesz się kawałem dobrej, konkretnej literatury 🙂
Tak, niestety podobno hejt to vat od sukcesu? 🙂 Z każdym dniem będzie lepiej, chociaż żal pozostanie, to dobra lekcja. Uwielbiam te książki, są świetne.
jak zwykle mądrze prawisz 🙂 “Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.” mam na półce, niestety brakuje mi ciągle czasu, żeby przeczytać w końcu całość, tak po trochu cos poczytałam, ma to sens wg mnie, nie wiem tylko troche jak rozmawiac z dzieckiem mniejszym niż twoje, już kiedyś to pisałam, raczej nie rozumie tego co jej mówie i tłumaczę 🙂
a Tobie życzę serdecznie szybkiej poprawy humoru :* 🙂
Ja chyba nigdy od deski do deski nie przeczytałam tej książki, czytam fragmenty, kiedy siły mnie opuszczają. Mnie się wydaje, że warto do dziecka mówić, nawet o swoich uczuciach nie koniecznie szczęśliwych od początku, aż kiedyś to się przerodzi w dialog. Dzięki kochana!
Zasze trzeba stawiać na szczeroć z dziećmi szczególnie. One są jak barometr wyczuwają fałsz. Rozmowa o uczuciach pozwala zrozumieć siebie nawzajem. Mam nadzieję, że powód smutku juz minął
Dziękuję! Dzieciaki są uczulone na fałsz, nie ma mowy o żadnych oszustwach, od razu widzą, że coś jest nie tak.
Nie można uciekać przed „trudnymi” rozmowami – o emocjach, chorobie, śmierci -ja staram sie nie unikać takich rozmów ale czasem odraczam je w czasie. Mam nadzieje że znowu świeci słoneczko i humor dopisuje!
Ja też czasami odraczam nawet z mężem takie rozmowy, muszę pomyśleć, temat musi w głowie dojrzeć. Potem jest łatwiej. Z humorem różnie, tęsknię za tym słoneczkiem, dzięki! 🙂
Staram się nie smucić przy córce, choć czasem ciężko mi to ukryć. Nie mam jeszcze tego komfortu, że mogę przeprowadzić z nią rozmowę, więc wolę ukrywać, co mnie tam gnębi. Uważam jednak, że to bardzo ważne, aby rozmawiać z dziećmi i na takie sprawy, chociaż na pewno łatwe to nie jest. Głowa do góry!
Dzieci wszystko kumają, tylko na swój sposób. Myślę, że delikatne tłumaczenia swoich uczuć można zacząć naprawdę wcześnie.