Sto razy dziennie.
Mam beznadziejny humor. Listopad, to chyba ta pogoda, szaro, buro, zbiór poniedziałków z całego stulecia. I kopię się w dupę non stop, bo przecież wiem, że wszystko jest w głowie i że tak naprawdę mam szczęście. Są dobre momenty, połowę zeszłego tygodnia żyłam w ekstazie, sukces.
Ale byłam też u lekarza z dziećmi, w poczekalni po 45 minutach, jedno dostało szału. Wysłałam więc, w ramach odwracania uwagi, po wodę. Przyniósł i w tej pełnej poczekalni krzyczy wręcz, że ma tam piwo. I ta sytuacja byłaby nijaka, gdyby nie matka z dzieckiem w wózku, która nie potrafiła udawać nawet, że opadła jej szczęka.
Ja wiem, że posiadanie noworodka to jeszcze ten stan, kiedy wierzysz, że Twoje dziecko jest aniołkiem, a Ty wychowasz je tak, żeby chodziło jak szwajcarski zegareczek. Nie mieści Ci się w głowie to, że Twoje dziecko mogłoby w ogóle publicznie wymówić słowo PIWO, które automatycznie sugerowałoby, że jesteś najgorszą matką na świecie. Straszne, okropne, nieodpowiednie, wstydliwe słowo, którego Twoje dziecko nigdy nie powie. Bo ono nigdy nie zobaczy przecież piwa! Na pewno nie w Twoim domu, a jak już, to w innych domach, w których mieszkają Ci-wszyscy-nieodpowiedzialni-rodzice. Nie Ty.
Powiem szczerze, że choć zachowałam zimną krew, masakrycznie mnie to wyprowadziło z równowagi. Aż do łez w samochodzie, siłą powstrzymywanych, bo moje dzieci są jeszcze za małe na to, żeby im tłumaczyć, że życie bywa cholernie podłe.
Sto razy dziennie wypominam sobie moje pomyłki. Odkąd zostałam matką czuję presję, aby wszystko mi się udawało. Nie pamiętam już jak to jest być cały czas zadowoloną z tego, że coś mi się udaje. Bo bycie matką, to nie zadanie, które zaplanujesz, zrobisz, skończysz i zamkniesz, dostaniesz awans i powiesisz sobie dyplom na ścianie, a bonus przyjemnie wydasz.
Sto razy dziennie przegrywam. Wtedy, kiedy w lodówce zabraknie mleka, a przecież jeszcze wczoraj było. Wtedy, kiedy nie mam cierpliwości lub kiedy znowu puściłam dzieciom o jedną bajkę więcej niż zamierzałam.
Sto razy dziennie wygrywam. Kiedy czytam trzy książeczki, zrobię dobry obiad, nie podniosę głosu, zamieniam wszystko w żart i jest dobrze. Trójka dzieci szczęśliwie zasypia w swoich łóżeczkach.
Te porażki to takie małe są, ale składają się w jeden wielki wyrzut sumienia.
Nie przegrywam, kiedy na kolację są parówki.
Nie przegrywam, kiedy pranie poczeka na kolejny dzień.
Nie przegrywam, kiedy mam gorszy dzień.
Nie przegrywam, kiedy mam ochotę na chwilę się schować.
Nie przegrywam, kiedy się zastanawiam, czy przeżyję kolejną kłótnię czterolatków.
Nie przegrywam, kiedy nudzi mnie lego.
To nie przegrana. To bycie człowiekiem i to jest ok.
Sto razy dziennie zastanawiam się, co robię źle i ujmuję wszystkim swoim małym sukcesom znaczenia. A potem idę spać z nadzieją, że jutro będzie lepiej. Budzę się i nie jest. Jak długo można tak żyć?
Ale moja nie-idealność to jest jakiś sukces. Jestem, czuję, widzę te błędy, staram się poprawić to, co spieprzę.
Nawet jeśli Tobie przeszkadza to, że moje dziecko powiedziało na głos słowo piwo, mam to gdzieś. I wtedy, kiedy to się stało, też miałam, choć pierwsza reakcja była zupełnie inna. Bo ja wiem, czego Ty nie wiesz, że to było jak powiedzenie każdego innego zakazanego słowa i równie dobrze mogło to być kupa i dupa. I tak, Twoje dziecko też kiedyś tak powie. Ups. I tylko Ty będziesz wtedy wiedzieć, że za tym słowem nie kryje się absolutnie NIC.
Może nic nie wiem.
Może Ty wiesz więcej.
Tak, myślę, że może wiesz więcej. Na pewno lepiej.
Niestety nie ma medalu za bycie matką, jedynym potwierdzeniem tego, że zrobiłaś to dobrze będą Święta, których nie będziesz spędzać samotnie.
Albo wtedy, kiedy usłyszysz, że Twoja córka chce być jak Ty.
Albo wtedy, kiedy Twój synek powie Ci, że jesteś najlepszą kucharką na świecie, choć trzy minuty wcześniej kazałaś mu siedzieć prosto i nie kiwać się na krześle, bo w końcu wpadnie do tej miski spaghetti.
Sukces?
Mamusiu, kocham Cię.
Ja Ciebie też. Najmocniej na świecie.
Tak, sukces.

Miałam te same dość niefajne odczucia gdy moja 4,5 letnia córka zajadała z zadowoleniem suchą bułkę po zajęciach tańca. Gdy koleżanka siedząca obok niej w szatni zapytała swoją mamę czy będzie mogła zjeść taką bułkę, mamusia odparła-„nie można podjadać między posiłkami…niedługo kolacja”.Dodam że była godzina 17:15 a po obiedzie Julki w żoładku grało tylko echo. Moja córa nieco zdezorientowana konsumowała bułę nadal, a ja choć początkowo czułam napierające mysli typu”co z Ciebie za matka-wpychać puste kalorie”,”nieodpowiedzialna”’,otrzeźwiałam i z nieukrywaną satysfakcją zapytałam „Smaczna buła?” „Przepyśna,mamusiu”- odpowiedziała JUlka.
No właśnie, trochę empatii nikogo jeszcze nie zabiło.
krzątałam się przy rozpakowywaniu zakupów i widzę kontem oka, że młody coś bierze ze stołu. Byłam pewna że to nic czym by sobie zrobił krzywdę więc czekałam co zrobi. a On zadowolony …porwał puszkę piwa.zamkniętą na szczęście i oddał zaraz. 😀 więc już miał kontakt z tym strasznym słowem…”piwo”:D
Uuuuu, to straszne! Trzymasz piwo w domu, przy dzieciach? Patologia! 🙂
Moja córeczka lubi oglądać gazetki sklepowe (ot, takie hobby ;)). Ostatnio na piwo w promocji zareagowała wielkim entuzjazmem i z radością oznajmiła, że kupimy tacie 😉 tak więc, to straszne słowo padło również u nas w domu…. cóż…. 😉
No nie wiem, nie mów nikomu, bo wpadnie MOPS 🙂
Nie jest lekko z trójka dzieci… ciężko jest znaleźć dla każdego czas tak osobno, często mam wyrzuty że najstarszej córce mogłam poświęcić więcej czasu niż młodszymu o ponad 3 lata Synowi, biorąc pod uwagę że miał 2 lata jak urodziłam trzecie Dziecko. Nie mam czasu na nic, wynagradzam to sobie zakupami w sieci, oczywiście dziecięcymi 🙂
Bajki, oj pomocne są, może za często, ale cóż jakoś radzić sobie trzeba
PIWO, ostatnio Lenka powiedziała że kto się z nią pobawi to dostanie piwo 🙂 prawo dzieciństwa.
No właśnie. Tak już jest, nic co ludzkie… Powodzenia kochana, dylematy mam takie same!
U mnie do słowa 'dupa’ czy 'piwo’ jeszcze daleko. Ale wystarczy ze wyjde z małym na spacer a on postanowi po raz kolejny manifestować swoje niezadowolenie z powodu czapki na glowie, oczywiście tak ze cale osiedle go slyszy. A ja nie reaguje tylko przyspieszam, ach te karcace spojrzenia wokół mnie.
ps. Nie spodziewałabym sie ze 'piwo’ to zakazane slowo. Strach pomyśleć co by bylo gdyby dziecko wypalilo 'seks’, o zgrozo! 😉
Heh?mój synek wczoraj u weterynarza powiedział ze puścił pierdka? ale z piwem tez wyskoczył kiedyś. Zaczęliśmy się śmiać z mężem i nie mogliśmy się opanować. Ludzie piją piwo i nie oznacza to że jesteśmy patologią a tym bardziej inni rodzice powinni to zrozumieć wiec ja tym bardziej współczuję tym co im szczeka opadła.
No ja też. Świętość i nadgorliwość to nieuleczalne choroby.
O nie, seks, jaki seks, co to jest seks? Dzieci przynosi bocian!!!!
Jak ja Cię rozumiem….
Ja wiecznie słyszę, że moje dzieci są niegrzeczne. Niegrzeczne, bo zamiast czekać spokojnie w poczekalni u lekarza zaglądają w każdy kąt i w każde okno. Bo głośno pytają: a gdzie poszła ta Pani – gdy udała się do WC, a dlaczego tam jest narysowany wózek – na naklejkę na WC dla inwalidów.
U Pani Doktor Młodszy przywłaszcza sobie pieczątkę – i robi z niej użytek, a najchętniej przywłaszczyłby sobie również kartę pacjentów. Starsza głośno domaga się naklejki w nagrodę za to że była dzielna. Nie, nie może być pierwsza z brzegu, musi sobie wybrać.
W Kościele Młodszy (ponad 2 latka) zamiast siedzieć grzecznie na kolanach chce pooglądać wszystkie ozdoby na choince i każdą mi pokazać, albo przynajmniej siostrze,
która w zamian za to go tak całuje i przytula, że o mało go nie przewróci. Głośno komentuje: „Jaki ksiądz!”,
W sklepie chcą pomacać KAŻDĄ rzecz na półce, i KAŻDĄ kupić, nawet jeśli to jest nieplanowany serek żółty, którego zjadamy ostatnio bardzo niewielkie ilości. Chcą
sobie kupić słodycze, ale najchętniej i lizaki i cukierki i gumy i chrupki. A i jeszcze inne, które się napatoczą przy kasie. Z trudem godzą się na jednego lizaka na głowę i koniecznie chcą sobie same wybrać, którego. I koniecznie nie tego, którego Sprzedawczyni poda. I koniecznie muszą otworzyć i jeść już-teraz-natychmiast.
Tak, moje dzieci są niegrzeczne wg innych, bo nie siedzą grzecznie w kącie jak stare baby pół dnia popijając herbatkę 🙂
A ja mówię: nie są niegrzeczne, są żywe. Są dziećmi po prostu, a nie znużonymi codziennym życiem dorosłymi.
Pozdrawiam wszystkich umęczonych rodziców.
No właśnie. Chcemy, żeby dzieci były radosne, spontaniczne, asertywne, mądre, a jednocześnie mają zachowywać się jak dorośli, którym tej radości od dawna brakuje.
Oj ja też codziennie przegrywam i wygrywam, w moim odczuciu niestety częściej przegrywam. Codziennie, gdy dzieci już śpią, robię „rachunek sumienia”, jestem zła na siebie za podniesiony głos na dzieci, za zbyt mało czasu im poświęconego itp itd. Obiecuję sobie, ze następnego dnia będzie lepiej, niestety często nie jest;-( Nie wiem jak zachowałabym się w sytuacji gdyby ktoś skrytykował zachowanie mojego dziecka (słusznie, bądź nie) bo chyba nigdy mi się to nie zdarzyło, a najstarszy to już prawie nastolatek. Dziwne ale moje dzieci „na zewnątrz” są grzeczne (też nie lubie tego słowa;-), gorzej jest „wewnątrz”. Natomiast sama nauczyłam się nie oceniać zbyt szybko innych rodziców, głośno nie krytykuje nigdy, no prawie nigdy…. nie toleruje sikania na środku placu zabaw, ale to inny temat;-)
Piwo nie jest takie złe. Gorzej gdy małe sepleniące i nie wymawiające „R” dziecko przypomina sobie w osiedlowym sklepiku jak się wymawia słówka po angielski… I tak był fiut długa przerwa, fiutit, a na końcu z tryiumfalny wiem fjuit 😉 Miałam ochotę zapaść się pod ziemię ale pochwaliłam syna, że bardzo ładnie zapamiętał bo mi też się myli. Za to miny ludzi z kolejki bezcenne.
Umarłam. Bo ten fjuit to jest czad w PL, chyba nikt nie skojarzyłby, o jakie słowo może chodzić!
Piwo? Nic się nie przejmuj 🙂 Młody ma 19 miesięcy ale od dłuższego czasu u nas rządzi „wóóóóóóda” zamiast wody. To jest dopiero patologia 🙂
Oesu, nieźle. Wóóóóóóóóda zdrowia doda!
hahahha, co Ty sie przejmujesz! moj syn mowi do mnie: Dlaczego ty tak kochasz wino? jestesmy tylko ludzmi, obecnosc alko w domu to cos czego nie unikniemy, i chyba nie powinnismy sie wstydzic, a innym panciom psztyczka w nos i niech sie martwia o siebie glupie wscibskie pindy. Co do sukcesow i porazek, to mysle, ze niezabicie tych naszych dzieciakow czasami to juz jest wieeeelki sukces. xx
Szczególnie myślę tak w weekend, że to wielki sukces!
Wizyta u neurologa – Natalka, żonka i ja. Madzia została u dziadków.
Natalka: Mamusiu pić mi się chce.
Marta: Proszę – żonka szuka w wielkiej torebce, po czym podaje bidonik z wodą.
Natalka: A co to masz? Piwo?
Rozmowy w poczekalni zamilkły, a wszystkie oczy zwróciły się w stronę mojej żonki 😉
Marta: yyy – cała czerwona – nie no, to Twoja woda.
Ja: Natalko, co Mamusia lubi pić?
Nataka: Coca Cole
Ja: A co pije Natalka i Madzia?
Nataka: Wodę, kompocik, soczek.
Ja: A piwo to kto pije? Hmmm?
Natalka: Tatuś z dziadziusiem…
Ja: Zgadza się =)
Żona uratowana… 😉
U mnie też tak się tą historię dało uratować 🙂
Daga jesteśmy tylko ludźmi. Zle okresy się zdarzają. Życzę Tobie od teraz samych słonecznych dni.
A co do piwa to u mnie taka patologia,że młodzi oglądając gazetki reklamowe do każdego piwa przyporzadkowują osobę,która to piwo pije. To taty, to mamy,to dziadka itd. Strony z piwem ich ulubione 🙂
Haha, nieźle. Do mnie gazetki nie dochodzą, ale chyba aż z ciekawości jakąś zabiorę i zobaczymy jakie powstaną historie.
Super tekst 🙂 podnosi człowieka – matkę padniętą (czyli mnie) do pionu 🙂 siedzę w domu już 5 lat – opiekuję się dwójką córek, wszystkie :przegrane sytuacje” przerabiam codziennie ale też codziennie odnoszę sukces 🙂 Czytam tego bloga i zawsze jakbym czytała o sobie :)Dzięki wielkie :)!!!
Dorota, głowa do góry! Jest nas tutaj więcej! Pozdrawiam i życzę dużo siły. Miłego siedzenia w domu 🙂
Ja w sobotę zaliczyłam bardzo podobną sytuację też w przychodni (wirus i obydwoje po 39C) pojechaliśmy w sobote na 8 do Krk (a mieszkam poza) wiec pobudka przed 7 bo akurat w tą sobotę spali długo 🙂 Szybko lekarz, rano chorzy, marudzą, jęczą, śniadania nie chca (w aucie sie nie je wiec nie dam im kanapki). W gabinecie też bez szału. Wychodzimy z gabinetu 8.30 około mój syn na cała poczekalnie: Mamo to teraz na frytki do McDonalds 🙂 Połowa matek oczy na mnie. No bo jak można na śniadanie do Maca 😛 Oczywiście nie pojechaliśmy ale spojrzeniami już mnie zamordowali 🙂 Te porażki bolą a najbardziej jak jest się wyczerpanym emocjonalnie i fizycznie. Ale sukcesy dodają skrzydeł 🙂 Ja ten weekend to tylko odliczałam czas do spania – dawno takiego nie miałam ciężkiego 🙁 Łącze sie w bólu
Weekend to dla mnie zazwyczaj jakiś dramat, nagromadzenie emocji z całego tygodnia. Mac na śniadanie? I co z tego! Najważniejsze, że Ty wiesz jak jest, a jest dobrze.
a propo alkoholowych tekstów to wczoraj byliśmy w naszym wiejskim sklepie i był taki pan co już nie jedno tanie wino wypił i mój syn: Musze powiedzieć tacie żeby już więcej tych śmierdzących win nie był 😛 Ja licze dni to wiosny tej prawdziwej bo mi dzieci świrują już w domu 🙁
Mnie też…
Zawsze kogoś będzie coś oburzać, nie ma zmiłuj. Ja nie raz widziałam „wielkie oczy” koleżanek bo daje dziecku raz na jakiś czas parówki, albo pozwlam capnąć sobie kilka frytek z talerza. I te komentarze -hipokryzja x milion. Bo one wracają do domu i robią to cichcem przed mężami i rodziną, a ja przynajmniej mam cywilną odwagę sie przyznać. Ja wcinałam w dzieciństwie i żyje, moje dziecko też przeżyje jak setki tysięcy innych dzieci. Grunt że mój dzieć zadowolony jest 🙂
Parówki teraz wcale nie są złe, a i frytki można zrobić w domu. Nawet jak się od czasu do czasu pójdzie do Maka, to przecież nic złego, ważne, żeby codziennie tego nie robić i żeby nie stało się nagrodą. Nic co ludzkie…
Są takie matki, które nawet jak mają już większe, czy nawet dorosłe dzieci, to wciąż z uporem maniaka twierdzą, że one są w stanie ustrzec swe potomstwo przed widokiem piwa, przed każdym brzydkim słówkiem, jakie tylko istnieje, przed wszystkim co niekulturalne, nieeleganckie, niegrzeczne, niestosowne i w ogóle przed całą degeneracją tego świata. I zawsze będą uważać, że jeśli jakaś matka pozwoli na to, by jej dziecko nie było elokwentnym aniołeczkiem, który grzecznie siedzi w wykrochmalonym kołnierzyku i zajada tylko i wyłącznie ekologiczne warzywka, to znaczy, że to jest już patologia. I wydaje mi się, że takowy sposób myślenia jest już raczej nieuleczalny…
A dzieciaki zawsze mają ciągotki do tego, co jest „dorosłe”. Z „piwnych” anegdotek, to rekordy świata pobił mój brat. Podczas którejś imprezy łapsnął ze stołu jakiś kufel i sobie łyknął. Po czym odstawił go na miejsce i wszystkim zbaraniałym biesiadnikom oznajmił „E, Żywiec lepszy!”. 😉
„E, Żywiec lepszy” to mistrzostwo świata! I masz rację, myślenie, że dziecko da się przed wszystkim uchronić i wychować na ideała jest godne współczucia.
ups.. Moja 2,5letnia córka kiedy byłysmy razem w sklepie pełnym ludzi, na puszki coca coli wypaliła – mamo kupiłaś piwo? 🙂 oczywiście każdy się musiał oglądnąc i zerknąć co tam mamy,a ja poczułam się dziwnie i oczywiście zrobiłam się czerwona jak burak…
Sprawdza, czy pamiętasz o priorytetach, żebyś po nocach nie musiała latać. Ojesu 🙂
Ostatnio, gdy byliśmy w Lidlu, Gaja wzięła do ręki tanie wino w kartonie, podeszła do męża i gada: „proszę tatusiu” :). Wszystko słyszały i widziały dwie emerytki, które patrzyły się potem na nas, jakbyśmy byli kompletnie pijani (dodam, że jesteśmy abstynentami :). No nic, tylko wzywać odpowiednie służby, uwielbiam takie sytuacje :).
To wino w kartonie to akurat wygląda jak soczek, więc się nie dziwię, że tak pomyślała 🙂
No właśnie szkopuł w tym, że my bardzo rzadko kupujemy soki w kartonie :).
Do tej pory wspominamy jak sześć lat temu robiliśmy zakupy na wyjazd wakacjny i nasz pierworodny (wówczas lat 4 ) wykrzyczał na całe Tesco :” Tatooooo , Harnaś w promocji „;-) 😉 😉 jakoś nie pomyśleliśmy, aby podać sie do dymisji rodzicielskiej 😉 😉
Hahahaha, dobry synek!
Padłam – moja mama do dziś z rozpaczą opowiada, że najpierw nauczyłam się mówić później dopiero chodzić (a na końcu urosła mi czupryna bo byłam łysa jak kolano) i jak mnie wiozła w wózku na zakupy żebym nie szalała kupowała mi oranżadę. Ale zanim dotarła ze mną do sklepu mijała budkę z piwem i ja rozdarłam się jak opętana KUP MI PIWIOOOOOOOO….wyobraź sobie miny podbudkowych pijaczków i mijających nas matron – dodam , że był to dzień targowy więc ruch był bardzo duży . A koleżanki syn podczas najbardziej podniosłego momentu zaczął wrzeszczeć DUPA – mina dewotek – BEZCENNA no i nie muszę dodawać ,że ciocia Jaga miałam w tym swój wkład
Hahaha, dupa, kupa, piwo, to jest normalne. Nie normalne byłoby gdyby nasze dzieci tych słów w ogóle nie znały.
PIWO to słowo jak każde inne. To, że dziecko go użyło, nie musi automatycznie oznaczać, że jego rodzice popijają tym szlachetnym trunkiem każdy swój posiłek 😉 Z tego, co mi opowiadano, jako mała dziewczynka używałam czasami słów zdecydowanie mniej parlamentarnych, których nawet nie wypada tutaj przytaczać 😉 Zdegustowana mamusia w poczekalni pewnie jeszcze niejeden raz się zdziwi – i oby PIWO było jedynym faux-pas, jakie jej szkrab w przyszłości popełni 🙂
Piwo jest dla ludzi i tyle. To nic nie znaczy. Znajomy opowiadał, że jego córka mawiała w takich sytuacjach, że tatuś bije mamę, co oczywiście było totalną bzdurą.
Kiedy przeczytałem o tym że od listopada masz beznadziejny humor w mojej głowie zabrzmiało zdanie z „Proszę Słonia” Ludwika Jerzego Kerna: „Błogosławione niech będzie swędzenie które powala takie jak ten baobaby”. Zdanie to wypowiedział jeden z gromady słoni bezskutecznie próbujących wyrwać drzewo do słonia Wyrwibaobaba który powalił je jedynie drapiąc się o nie. Jeśli Ty mając obniżony nastrój jednocześnie potrafisz opiekować się trójką dzieci i tak skutecznie prowadzić bloga że zostajesz Nadzieją blogosfery w Rankingu najbardziej wpływowych blogerów to ciekaw jestem co się będzie wyprawiało jak Ci się nastrój poprawi 😉
Nie pamiętam u nas sytuacji z alkoholem. Pamiętam okres kiedy nasz syn zwracał się do nas nazywając nas tak jak postaci z bajek które mu się spodobały. Jedną z takich bajek były Discorobaczki. A tam jednymi z głównych bohaterów są Bogdan i Gocha. Ludzie którzy słyszeli jak nasz czterolatek mówi do nas: „Hej Gocha, Bogdan,a wiecie cooo??” mieli ciekawe miny 🙂
Moje dzieci przez cały rok miłości do Peppy mówiły do męża Daddy Pig, także tego… wolę Gocha 🙂
mnie sytuacja z piwem by jednak chyba rozbawiła, mimo głupich spojrzeń 🙂 ale… w sumie ogólnie możńa się nie przejmować, a jak masz gorszy dzień to taka głupota powoduje,,że człowiekowi jakoś przykro. Faktycznie czasem są też takie sytuacje, jak dziecko zaczyna przynosić z podwórka, z przedszkola różna „brzydkie słowa” i oczywiście największa radość, by w miejscu publicznym je powtarzać, a ludzie patrzą na ciebie jak na patologię, co do dziecka do domu tak pewnie się zwraca…
No właśnie, ja się śmieję, choć kiedyś pewnie reagowałabym inaczej. Teraz wiem, że z dziećmi wszystko jest możliwe.
Moja córka siedząc w wózku sklepowym w Auchan powiedziała na cały głos do swojego taty: „idź weź sobie piwo a mi wódkę kup” albo często w Biedronie obie wolały PIWKO, PIWKO! Trudno….. w naszym domu mąż wypije 1 piwo może raz w miesiącu a wódka jest może 2 x w roku 🙂 Tym bardziej jestem zdziwiona takim zachowaniem moich dzieci ale śmieszy mnie ono a co inni pomyślą – ich problem!
Bardziej ruszyło mnie to, że gdy w wtorek poszliśmy z dziećmi do przychodni chyba z ospą pani doktor nie raczyła przyjść do nas do izolatki bo właśnie badała zdrowe dzieci i oględziny robiła pielęgniarka! Nie będę opisywać całej sytuacji bo nerwy mi puściły i suma summarum powiedziałam genialnej lekarce, że tą receptę może wykupić sobie sama i wyszłam ( byłam 3 x w przychodni w przeciągu 2 h ale tylko pierwszy raz z dziećmi). Leczę więc dziecko sama i dobrze, że ta „ospa” ma taki łagodny przebieg…..
No to świetna sytuacja, rzeczywiście. Trzeba się szanować, Pani doktor widać chorych się boi. Ech.
Drażni mnie strasznie, że matka matce potrafi wbić największą szpilę. Zamiast się wspierać- chociażby uśmiechem!, to 9/10 rzuci pogardliwe spojrzenie i/lub komentarz. To nic, że nie ma pojęcia co się dzieje, co doprowadziło do konkretnej sytuacji, to i tak wie lepiej. Wie lepiej, najlepiej i już. A ty wyrodna matko, która nie przewidziałaś, że twoje dziecko może użyć słowa „piwo” (sic!) i nie zapobiegłaś tej katastrofie idź precz!
No właśnie! I choć się nie przejmuję, to jednak są takie dni, kiedy taka głupota doprowadza do szału!
Ostatnio podczas zakupów głośno zastanawiałam sie co to ja jeszcze miałam kupic (?) i wtedy corka moja nieoceniona na cało Biedre wydarła sie, ze przeciez piwko dla taty. Niezłą nam wystawiła laurkę 😉 ale w tym Twoim tekśvie najbardziej uderzyło mnie to, ze zdarzają Ci sie takie dńi, ze nie podnosisz głosu na dzieci. No kochana. Szacun. Kłaniam Ci sie z tej okazji nisko 🙂
Hahaha, wiesz co, no bywają takie, bardzo się staram, chociaż ta zima skutecznie je niweluje. Ileż można siedzieć w domu w szarówie?
u nas piwo pije się raz na ruski rok, ale Fef zapamiętał. Miał ok 3 lat, w domu remont więc kupowałam mrożoną pizze na obiad. I co mi dziecko w kolejce do kasy powiedziało: piwo, kup tatusiowi piwo!
Dobrze, że chociaż nie sobie albo dla niego 🙂
Przybijam wirtualną piątkę, odnośnie słabszego okresu od jesieni. Czuję, że sama ukręciłam sobie bacik idealnej żony i matki, a teraz zwyczajnie sił mi brak, by to uciągnąć.
Niestety, u mnie też tak to działa. I jest mi cały czas szaro buro, mam ewidentnie dość tej zimy i szarości.
Mój synek na zakupach, kiedy położyłam puszkę Sprita na taśmę przy kasie, głośno zawołał: mama, a to piwko też bierzemy do domu? A ja co na to? Nic. W ogóle się nie przejęłam, że kolejka za nam długa itp itd. To przecież dziecko, skojarzeń ma milion na minutę. A ludzie niech sobie myślą co chcą. Co mnie to obchodzi:) Później zrobił jeszcze lepszy numer. Chodząc po sklepie z Tatą i trzymając swoją ulubiona czekoladę w ręce, mówi tak: Tata, a może zwędzimy tą czekoladę pod bluzkę, nikt nas nie zobaczy:)heh. Obok przechodziła pni kasjerka i inni ludzie. Nikt by Go pewnie nie zauważył, ale usłyszeli Go na pewno:))) Dodam tylko, że miał wtedy niecałe 4 latka.
Syn miał etap zdrabniania wszystkich nazw…i prosił zawsze:”Mamo daj mi trochę WODKI do picia…”