Jedynak. Za czy przeciw?
Czy warto mieć więcej niż jedno dziecko? Wielu rodziców się nad tym zastanawia, analizując wszystkie za i przeciw. Podpowiadam, z perspektywy jedynaczki. Nie tylko warto, trzeba! Życie w pojedynkę, choć piękne i pełne, jest zawsze odrobinę gorsze.
Jest wiele powodów przez które ciężko zdecydować się na kolejne dziecko. Po pierwsze – powody zdrowotne. Moja mama urodzenie mnie nieomal przypłaciła życiem, miała wadę serca i spędziła większość ciąży w szpitalu, atakowana przez lekarzy zakładami, czy przeżyje ona czy ja. Nie dziwię się więc, że nie zdecydowała się kolejny raz tego przechodzić.
Tak samo rozumiem tych, którzy latami starali się o dziecko. W walce stracili niejednokrotnie godność, wszystkie oszczędności, poczucie własnej wartości i wszelkie nadzieje. Ciężko świadomie fundować to sobie ponownie.
Kolejnym racjonalnym powodem jest brak możliwości zapewnienia dziecku bezpieczeństwa. Jeśli partner okaże się nieodpowiedzialny, agresywny, brutalny, uzależniony, jeśli z trudem wiąże się koniec z końcem, nie ma odpowiednich warunków życiowych, oczywistą wydaje się decyzja o nieposiadaniu kolejnych dzieci.
Nie podważam też absolutnie decyzji osób, które po prostu nie chcą mieć więcej dzieci. Rodzicielstwo ich nie zachwyciło, nie marzą o dużej rodzinie lub decyzja o pierwszym dziecku była przypadkowa.
Wiele osób przekonuje też argument ekonomiczny – chcą zapewnić swojemu dziecku absolutnie wszystko to, co najlepsze, podróże, prywatne szkoły, ekskluzywne hobby, elektroniczne gadżety i ciuchy z blogerskich postów.
Zdarza się też tak, że z różnych względów: kariery, sytuacji życiowej, ograniczeń, decyzja o kolejnym dziecku jest odkładana i w końcu rodzice stoją przed dylematem, czy nie jest już za późno, bo różnica pomiędzy dziećmi będzie za duża. I prawdopodobnie mają rację. Różnica nawet 5 lat to między rodzeństwem dużo. W dzieciństwie, potem nie ma już znaczenia.
Isnieje też problem wygody. Jak już się dziecko „odchowa” i wyjdzie z pieluch, trudniej jest się znowu decydować na nieprzespane noce w towarzystwie ząbkującego malucha.
Spotykam się też z opinią, że dzieci nie da się kochać jednakowo, że zawsze jedno się wyróżnia. Mam znajomych, którzy jako dzieci czuli się mniej kochani od brata czy siostry, więc gdy sami stają się rodzicami decydują się na jedno dziecko, aby nie mieć nigdy tego dylematu.
Z perspektywy dziecka posiadanie dużo młodszego rodzeństwa może przeistoczyć się w koszmar dzieciństwa z kulą u nogi w postaci małego brata lub siostry. Oznacza również konieczność dzielenia się absolutnie wszystkim (zabawkami, pokojem, czasem, psem ale i mamą, tatą czy rozpieszczającą babcią). I na zawsze utracony spokój.
Reasumując, rozumiem i szanuję niechęć, czy obawy przed decydowaniem się na kolejne dziecko. W niektórych sytuacjach uważam brak kolejnego dziecka za absolutną konieczność i jedyne rozsądne rozwiązanie. Bycie rodzicem nie jest dla każdego. Po tych wszystkich argumentach przeciw, ciężko jest sobie wyobrazić co mogłoby kogokolwiek przekonać do posiadania więcej niż jednego dziecka. Opowiem Wam na swoim przykładzie.
Bardzo długo czułam się mała-dorosła. Spędzałam masę czasu tylko z osobami dorosłymi, bo w mojej rodzinie nie było małych dzieci. Z tego względu wcale nie przepadałam za dziećmi i nie przychodziło mi naturalnie zabawianie ich.
Zazdrościłam dużych, rodzinnych uroczystości w innych domach, międzypokoleniowego gwaru. U nas było bardzo intymnie i spokojnie, było nas po prostu mało, całe lata spędzaliśmy Święta w 5-6 osób.
Dzieci chowane w pojedynkę mają problem z dzieleniem się. Nawet wczoraj w parku byłam świadkiem, kiedy dziewczynka nie pozwoliła innemu dziecku dotknąć hulajnogi krzycząc „Moja! Moja!” Jedynak ma problem z deficytem uwagi, która nagle, poza domem, nie skupia się tylko na nim.
Często jedynacy mają trudności ze zbudowaniem trwałej relacji. Jak ktoś, kto od dziecka wszędzie, gdzie się pojawi, jest w towarzystwie kilku dorosłych, którzy zdmuchują mu pył sprzed stóp, całują po pupce i uważaja za absolutny cud świata może zrozumieć, że druga osoba jest równie ważna i może decydować o wspólnym życiu?
Jedynacy przyzwyczajeni są do samotności. Szczerze przyznam, że do teraz potrzebuję przestrzeni i błogosławię pracę mojego męża, która czasami zmusza go do wyjazdów. Lubię pobyć sama ze sobą. Mieszkałam bardzo długo sama, przyzwyczaiłam się do bycia Panią swojego losu i robienia tego, co chcę. W końcu mogłam robić to od dziecka. Bajki oglądałam jakie chciałam, jadłam co chciałam, a nie naleśniki, które lubi siostra, na Dzień Dziecka wybierałam zoo, a nie wesołe miasteczko, bo tak chciał brat. W związku musiałam nauczyć się jak nie starać się na siłę, codziennie, przeforsować swojego zdania.
Wielu znanych mi jedynaków to osoby zazdrosne, nie przyzwyczajone do zdrowej rywalizacji. Od dzieciństwa uwielbiane, gloryfikowane i skupiające na sobie uwagę całej rodziny. Jedynak nie radzi sobie z konkurencją.
Jedynakom jest też ciężko w przypadku trudnych przeżyć swoich rodziców. Zdrady, rozwody, w końcu starość, wszystko to trzeba udźwignąć samemu.
Jako dorosła osoba poświęcam dużo czasu przyjaźni. Może dlatego, że szukam właśnie siostry, której nigdy nie miałam? Chrzestnymi moich dzieci są głównie przyjaciele, rodziny po prostu zabrakło. Miałam obawy, bo przecież największa przyjaźń czasami się kończy, a rodzina jest na zawsze.
Był też czas, kiedy bardzo bałam się, że zostanę w życiu sama. Myślałam o tym, co by się stało, gdyby rodzice na przykład zginęli w wypadku samochodowym. Często towarzyszyły mi takie obawy.
Wiem, że można jedynaka wychować na fajnego człowieczka, a to, o czym napisałam okazuje się tylko stereotypem. Znam też wiele rodzin, w których rodzeństwo się nienawidzi. Ale bardzo zazdroszczę rodzeństwa. W tych chwilach, kiedy potrzebuję rodziny, wsparcia kogoś, kto kochałby mnie tak, jak się kocha rodzinę. Bezinteresownie, wszędzie, na zawsze.
Jeśli więc jedyną Waszą wymówką do nieposiadania kolejnego dziecka jest wizja all inclusive w Turcji, obawa przed kolejnymi rozstępami, czy groźba kilku(set) nieprzespanych nocy – zabierajcie się do roboty!!!
P.S. Znacie jedynaka, który głośno mówi, że chce mieć tylko jedno dziecko? Ja nie 🙂
Zdjęcia – pixabay.com



Ja mam siostrę i brata, ale kiedy byłam mała, marzyłam o tym, by być jedynaczką :). Teraz jednak cieszę się z tego, że tak nie jest, bo relację między mną, a rodzeństwem bardzo się zmieniły. Wiadomo, jak to jest, gdy jest się dziećmi. Natomiast moja córeczka póki co jest jedynaczką. Powiększenie rodziny mamy w planacha, lecz wstrzymujemy się z powodów materialnych niestety. W każdym razie marzę o rodzeństwie dla Gai. Co do wpisu, to nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że jedynacy to egoiści, bo na przykładzie mojej małej widzę, że tak nie jest. Wciska dzieciom swoje zabawki i chce się razem bawić, no ale to może się zmienić, gdy będzie starsza :).
Jasne, że nie zawsze tak jest. Sama nie uważam się za egoistkę, mam też duże pokłady empatii. Wpis pokazuje dwie strony medalu, przykład.
Ja przez starania o dziecko, strach o jego zdrowie i inne przeboje związane z moją zagrożoną ciążą oraz stanem mojego zdrowia raczej nie zdecyduje się na drugie dziecko. Na wpadkę nie liczę, bo od półtora roku brak kolejnego potomka mimo, że nie zabezpieczamy się. No cóz, tak czasem bywa. Cieszę się, że było mi dane urodzić choć jedno upragnione dziecko. O więcej nie proszę. Czuję się spełnioną kobietą, mam cudownych facetów. Cóż więcej mi do szczęścia brakuje 🙂 buziaki dla Trojaczków 🙂
I ja to doskonale rozumiem. Sama przez to przeszłam i wiem, że byłoby mi cieżko kolejny raz wchodzić w ten temat. Dziękujemy, buziaki przyjęte 🙂
Myślę że wszystko kwestia wychowania: może być rodzeństwo które nie utrzymuje kontaktu i każde jest jak jedynak, a może być fajny nie rozpieszczony i potrafiący się dzielić jedynak 😉
Ja mam brata z czego się cieszę, mimo że w skutek dużej odległości rzadko się widzimy, to technologia pozwala nam mieć dobry kontakt i być na bieżąco z naszymi troskami i problemami 😉
Jak na razie mam jedynaka, którego staram się wychowywać tak aby nie nabył cech o których wspomniałaś, na chwilę obecną więcej dzieci nie planuję (pozatym nie ma z kim, a na nie pokalane poczęcie nie mam co liczyć – tu nie Betlejem) choć nigdy nie wiadomo co przyniesie życie, jedyne co mnie martwi to fakt że po mojej śmierci zostanie całkiem sam …
🙁 no niestety takie realia. Ale nie ma co na siłę, nie da się jak śpiewała Kayah „jak ciastka robić dzieci”, chodzi też o Twoje życie, samotna matka to nie żarty. Może jeszcze życie Cię zaskoczy, a może wychowasz fajnego synka. Powodzenia!
Heh nie dziękuje i mam nadzieję że kiedyś będzie fajnym i odpowiedzialnym facetem 😉 A życie ciągle mnie zaskakuje 😉 Ale jak wszystko i bycie samą ma swoje zalety (choć pewnie nie mówiła bym tak mając np. trojaczki 😉 😛 )
Pozdrawiam :*
Ja niestety w trakcie studiów poznałam najbardziej skrajny przypadek jedynaczki ever. „Dziewczynka” umysłowo i fizycznie ubezwłasonowolniona! Dopiero zamieszkanie w akademiku pozwoliło jej na otarcie się o rzeczywistość – z wielkim bólem nauczyła się tworzyć relacje z innymi, ba nawet nauczyła się obsługiwać odkurzacz. Pani A. była niestety jakimś strasznym produktem swojej matki – pazernej bizneswoman! Coś strasznego! Jak po dziesięciu latach rozmawiałyśmy na temat rodziny, to wspomniała, że myśli o dziecku….ale tylko i wyłącznie jednym…musi to być dziewczynka, bo ona lubi modę…chcę dzieciaka do ubierania nie wychowania, to zostawi swojemu mężowi, który ma status sługi! Jakoś zajebiście smutno mi się po tej rozmowie zrobiło! Pani A. niestety przeżywa kolejny regres umysłowy….sakreble!
P.S. po dramatycznym porodzie z moją pierworodną Atomówą – powiedziałam, że już nigdy więcej porodów. Po drugiej Atomówce :)……myślę już o trzecim bąblu….. nie wiem, co na to ….moja macica 🙂 🙂 🙂
O widzisz, zapomniałam o tym temacie a też często występuje w psychologii znany „negatywny kompleks matki”, cześciej podobno u jedynaków. Co do trzeciego – powodzenia. I dla Ciebie i dla macicy 🙂
U nas drugie pojawiło się wcześniej niż planowaliśmy 😉 Ale jak sie okazało w idealnym momencie i jest dopełnieniem naszej 4 osobowej rodziny. Coraz czesciej pojawia się w rozmowach temat 3ciego……. mój mąż miał 5 rodzeństwa i jak słyszę jego opowieści z dzieciństwa to troszku mu zazdroszczę tych niesamowitych przygód.
Och! Też zazdroszczę zawsze tych opowieści! Jak widać tworzymy swoje mając większe rodziny!
zdecydowanie 😉 u nas już kilka krąży po rodzinie z udziałem moich dzieci 😉
jako jedynaczka zgadzam się większością rzeczy, które opisałaś. ja od małego dzieliłam się wsyztskim z wsyztskimi i, o zgrozo, wstydziłam sie kiedy miałam lepsze rzeczy niż reszta dzieci.
jako matka dwójki dzieci mam nadzieje na bliźniaki – co potwierdza w 1000000% puente wpisu 🙂 I też nie znam jedynaka, który chce mieć tylko jedno dziecko!
No widzisz! Mogę podpowiedzieć w sprawie bliźniaków ale nie gwarantuję czy nie będzie „buy two get one free” :)))
byłoby bosko 😀
Od zawsze używam ostrego opisu jedynactwa – przekleństwo… Nienawidzę swojego jedynactwa. Do tego wszystkiego o czym piszesz pomyślałam jeszcze o tym, jak mój tata martwił się (zanim założyłam rodzinę), że zostanę kiedyś sama. To musiał być dla nich również stres… O ludzie jak ja marzyłam o świętach w wypełnionym ludźmi domu. Nas była trójka… Chciałabym mieć kogoś, z kim przy kawie zastanawiam się jak pomóc naszym wspólnym rodzicom… Potworna pustka w sercu nie do załatania nawet najwspanialszym mężem.
Piękny, wzruszający komentarz. DZIĘKUJĘ Ci. Też uważam, że mężem się braku rodzeństwa nie załata.
Ja mam jedną siostrę, Niestety, życie dało nam w kość i od lat nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Boli. Ale i tak cudownie wspominam wspólne zabawy dzieciństwa. Moim największym marzeniem jest to, by moje dzieci świetnie się dogadywały i były dla siebie oparciem przez całe życie.
Zawsze boli, przynajmniej wszyscy których ja znam w takiej sytuacji Tak mówili. Też marzę o tym, żeby moje dzieci były blisko siebie.
Zawsze boli, przynajmniej te osoby, które znam w takiej sytuacji tak mówiły. Też marzę, aby moje dzieci były blisko, czego sobie i Tobie życzę.
Przez 14 lat byłam jedynaczką, a potem rodzice zrobili mnie (i sobie :D) niespodziankę. Teraz bardzo się cieszę, że mam moją młodszą siostrzyczkę, dla której czasem jestem wzorem do naśladowania, czasem koleżanką, a czasem opiekunką. I wiem, że będzie coraz fajniej (wierzę, że jak będziemy starsze to stanę się jej przyjaciółką). Zgadzam się z Tobą – jeśli nie ma zbyt dużych przeciwwskazań to chyba lepiej mieć co najmniej dwójkę dzieciaków.
No widzisz, super że napisałaś, bo zwykle w wypadkach takiej różnicy wieku rodzeństwo się nie dogaduje. Dzięki!
Ja będąc dzieckiem chciałam być jedynaczką. Wkurzał mnie niesamowicie mój brat…teraz nie zamieniłabym Go na nic w świecie 🙂
Hahahaha, chyba każde rodzeństwo ma takie etapy.
Jedno, dwoje, troje, niektórzy nie mają wyboru 😉 My bardzo chcemy drugie, ale musimy trochę poczekać 🙂 Ale nie za długo 🙂 Sama posiadam brata i siostrę. Działo się, jak byliśmy mali, oj działo się 🙂 Jedynacy naprawdę wiele tracą.
Bardzo dużo tracą, zgadzam się!
Ja też z „grona jedynaczek”. Źle wspominam dzieciństwo, zazdrościłam koleżankom, że mają KOGOŚ w domu… Potem jeszcze zazdrościłam „pełnej rodziny”, gdy mój ojciec znalazł sobie „nowszy model” (wcale nie lepszy a z pewnością nie mądrzejszy 😉 ). Zostałyśmy we trzy: mama, babcia i ja…. a gdy miałam 15 lat dołączył drugi mąż mamy, z którym do dziś nie mam dobrego kontaktu (co bardzo rzutuje także na moje relacje z mamą 🙁 ).
Moim marzeniem było więc stworzenie SUPER-RODZINY i nie udało się za pierwszym razem…. Zostałam sama, po rozwodzie, z córeczką.
Życie jednak miało dla mnie niespodziankę! Poznałam mojego drugiego męża, postarałam się o stwierdzenie nieważności pierwszego związku w Kościele i wzięłam „DRUGI – PIERWSZY” ślub kościelny!!! Znów dostałam pstryczka w nos….. 10 lat czekaliśmy na nasze bliźniaczki ale w wieku 38 lat nosiłam pod sercem moje dwie kruszynki 🙂
Spełniły się moje marzenia…… jestem mamą trzech córek (24 , 5, 5) !!!
Teraz znów mamy pod górkę…. mąż od dziś jest bez pracy (ja nie pracuję) 🙁
Wiecie co – jakoś nie wpadłam w depresję (mimo, że nie mam na koncie odłożonych pieniędzy „na czarną godzinę”), wierzę, że damy radę – no przecież musimy! Nigdy nie marzyłam o zrobieniu wielkiej kariery, studia skończyłam w wieku 35lat, priorytetem były i są dla mnie moje dzieci! One uczą mnie jak nie być egoistą, jak dzielić się z innymi – często zaskakują mnie swoją dbałością o rodzeństwo, jak któraś coś dostanie to bierze też dla tej drugiej. Mimo wszystkich problemów – jestem szczęściarą!
Za żadne pieniądze świata czy wielkie kariery nie zamieniłabym moich dzieci!
Do Moniki F. – mam nadzieję, że to co napisałam (trochę z myślą o Tobie 😉 ) da Ci wiarę, że życie nie kończy się na jednej porażce i trzeba uparcie dążyć do celu mimo, że czasem trzeba się czołgać po błocie….
Harmony, nie wiem co powiedzieć. Ten komentarz jest w sumie podsumowaniem mojej blogowej drogi, mojej przygody na Bocianie, kwintesensją macierzyństwa. Chciałabym wiele w życiu, Paryż, Tokio, stabilizację finansową. Wybrałam dzieci i każdego dnia wiem, że to był najlepszy wybór. Fajnie jest mieć ciuchy, gadżety, wygody. Ale jeśli tylko wybuchłaby wojna i udało nam się ocaleć, nic innego nie jest ważne. Z dzieciństwa nie pamiętam lalek Barbie. Pamiętam wakacje pod gruszką, w namiocie, bez kąpieli przez 5 dni, za to codziennie ognisko, wyprawy do lasu i podglądanie jeleni. Rodzina jest najważniejsza,szczególnie w naszych, dziwnych czasach. Dziękuję Ci. Trzymam kciuki, żeby było Wam lżej.
Mimo, że słyszę i rozumiem, mimo posiadania rodzeñstwa, nie ma we mnie odwagi na 2 dziecko- przechodzić znów te koszmary w ciąży, ten niszczący strach…ja nie mam w sobie już tych sił, niedałabym psychicznie rady. Poza tym uwielbiam moją pracę…także Chibi będzie musiała przejść twoją ścieżkę.
Nie ma co się na siłę decydować. Też takie było przesłanie mojego wpisu. Moja ciąża też była trudna, nie wiem, czy dałabym radę zdecydować się po raz kolejny gdyby nie trojaczki.
Ja jako dziecko zawsze marzyłam o tym by być jedynaczką, między mną a siostrą jest spora różnica wieku i patrząc z perspektywy czasu błędy rodziców. Dlatego wszystko robię aby żadne z moich dzieci nie miało takich marzeń jak ja.
Niestety, niektórzy rodzice nie mają pomysłu, wyróżniają, itp. Przykre, ale dobrze, że staramy się nie popełniać tych samych błędów.
Mam młodszą siostrę, różnica 10 lat i bardzo się cieszę, że jest. Może w dzieciństwie miałam jej dość, bo rozwalała mi zabawki gdy się bawiłam. Wchodziła do pokoju i koniecznie chciała w nim zostać jak odwiedzał mnie chłopak. To teraz mamy dobry kontakt i trzymamy się razem.
Kiedyś te różnice się zacierają, nawet jeśli w dizecinstwie były ogrome. I też dobrze, bo wtedy rodzeństwo dobrze dogaduje się z dziećmi siostry czy brata.
Ja tez balam sie ze moje dzieciaki nigdy sie ze soba nie dogadaja, bo tak zawsze bylo, brak wspolnych zainteresowan ze wzgledu na roznice wieku; trojka, co 5 lat. Ale masz racje po latach ta roznica sie zaciera i teraz coraz bardziej lubia ze soba przebywac i wreszcie znajduja wspolne tematy. Teaz wnioskuje tez ze jak wiecej dzieci to tak mniej wiecej co 2 lata :)))
Nas, w moim rodzinnym domu dwojka bylo i bylo super; mimo ze chlopak i dziewczynka ale chyba dogadywalismy, chociaz wojny tez byly.
A Ty Daga, mimo ze jedynaczka, cierpiaca samotnie, wychowana zostalas prawidlowo (pierwszy uklon w strone rodzicow) i nie wyroslas na samolubna, zadufana w sobie egoistke,gdzie tylko: Ja Ja Ja.
Jestes wyjatkiem z reguly bo wszystkich innych jedynakow, ktorych znam, toleruje ale…..nie lubie za ich egoizm.
Pisałam kiedyś właśnie post na temat tego dlaczego nie chce mieć drugiego dziecka. Fajnie, że to rozumiesz Dagmara. A propos dzielenia się: badania wykazały, że to właśnie jedynacy dzielą się chętniej i miałam z tego przykład w osiedlowej piaskownicy gdzie tylko jedno dziecko dzieliło się zabawkami: moja córka. Psycholodzy tłumaczą to, tym że na co dzień jedynacy wszystko mają dla siebie, a dzieci muszace na co dzień się dzielić nauczone są walki i mają tego dosyć. Ogólnie jestem jedynaczka, która po 12 latach została starszą siostrą 😉 i z moich obserwacji wynika, że prócz oczywistosci takich jak to że jedynacy to ambitni perfekcjonisci, to także dzieci które nie mają „konkurencji” więc szybciej się rozwijają. Oczywiście nie jest to ani plus ani minus, tak jest. Melcia jest na równi rozwojowo ze swoją kuzynka która jest trzecią i najmłodszą w domu i jest starsza od Melci półtora roku, ale jakie to ma znaczenie? Za 20 lat każdy będzie miał swój charakter, pracę lub nie, życie i własną historię. Ani rodzeństwo ani jedynactwo niczego nie gwarantuje.
W kwestii dzielenia się – zgadzam się, często widzę takie właśnie zachowania. Myślę jednak, że posiadanie konkurencji bardzo rozwija. Kiedy uczyliśmy się jeździć na rowerach jedna moja córka trochę wolnej się uczyła. Codziennie powtarzała, że musi ćwiczyć, żeby dogonić rodzeństwo. Miała więc motywację i mnie się wydaje, że wiele ludzi tak ma. A co pointy Twojego wpisu – każdy z nas będzie miał inne życie i niektóre kwestie nie maja na nie wielkiego wpływu.
Och Aniu, dziękuję Ci za piękny, mądry, dojrzały wpis. Nie wyobrażam sobie nawet jaka to dla Ciebie i całej rodziny strata.Śmierć najbliższych zawsze jest największą tragedią, szczególnie, gdy odchodzi ktoś, kogo życie dopiero w sumie się zaczęło. Współczuję Ci kochana i jeszcze raz dziękuję. Przesyłam wirtualny przytulasek x 4.
W pełni zgadzam się z tym, co napisałaś (jak zwykle zresztą ;)). Jestem jedynaczką i doświadczałam, nadal doświadczam, identycznych problemów z przystosowaniem się do życia we dwoje, lęków przed samotnością i przed byciem niedoskonałą, zazdrością itd. Dobrze wiedzieć, że to nie jest takie dziwne 😉
Dzięki Tamara. Nam jedynakom wcale nie jest tak łatwo, jak się wszystkim wydaje!
No to chyba już całkiem mnie przekonałaś 🙂 Zabieram się do roboty :))
No myślę 🙂
Lubie Cie! 🙂 Ot tak!
hi hi, dzięki, od razu się miło zrobiło 🙂
Właśnie jestem jedynaczką i chcę by moja córka też była jedynaczką.
Uważam, że moje jedynactwo to jedno z najlepszych rzeczy, które mnie w
życiu spotkało i chcę by moja córka miała równie dobrze, co miałam ja)) A
propo tego, dlaczego jestem jedynym dzieckiem. Moja mama nie była ani
ciężko chora, ani nie była biedna (czy inne z powyższych powodów) – po
prostu chciała mieć jedno dziecko.
No i super!
Mam brata i dwie siostry i bardzo się z tego powodu cieszę 🙂 między każdym z Nas jest spora różnica wieku, ale teraz w dorosłym życiu zdecydowanie się ona zatarła, a ja cenię sobie relację z rodzeństwem 🙂
Zazdroszczę!
Jedynaczka się odzywa 😉 Zawsze trochę brakowało mi rodzeństwa, ale miałam tę korzyść, że zawsze byłam blisko ciotecznego rodzeństwa. Ponieważ spędzaliśmy ze sobą ok. 3 miesiące każdego roku (dzień w dzień!) naprawdę czułam się jakbym miała brata i siostrę, a jednocześnie brakowało miejsca na kłótnie, bo przez resztę roku utrzymywaliśmy kontakt głównie listowny (jako małe dzieci)/telefoniczny (już trochę później) i przez Skype (teraz). Co mogę powiedzieć jako jedynaczka? Z dzieleniem jako takim problemu nigdy nie miałam (wydaje mi się nawet, że szło mi to lepiej niż innym dzieciom, nie wiem dlaczego), ale przez długi czas byłam przyzwyczajona do obecności głównie dorosłych i trudno było mi się odnaleźć wśród rozwrzeszczanych rówieśników 😉 Ogólnie rzecz biorąc, tak, jako matka, kiedyś, w przyszłości chciałabym mieć więcej dzieci. Marzy mi się dwójeczka – trójeczka 🙂
Ja mam problem z dzieleniem się ludźmi. Bywam bardzo zaborcza. I to wydaje mi się jest spadkiem bycia jedynakiem.
Bardzo fajny post, zresztą jak każdy w Twoim wydaniu 🙂 mam młodszego o 4 lata Brata i choć jest daleko, to wiem, że on jest. Wiem, że o każdej porze dnia i nocy pomoże, wiem, że mogę porozmawiać z nim na każdy temat, wiem, bo choć jest moim Bratem jest też najlepszym przyjacielem,wiem, że nie jestem sama. Od zawsze byliśmy blisko, choć nie ominęły nas kłótnie, przepychanki. Dziś jestem mamą dwójki dzieci: dziewczynki i chłopca z różnicą wieku 4 lata. Nie są sami, mają siebie i gdy patrzę jak się bawią, kłócą, przytulają, mają siebie dość, kochają… nie wyobrażam sobie mieć jedynka i być jedynakiem. Pozdrawiam 🙂
No właśnie. W trudnych momentach mnie brakuje tego „że jest”. Tej opcji, że ktoś tam, najbliższy będzie. Zazdroszczę.
Temat mi bliski. Nie mam rodzeństwa, niedługo rodzę pierwsze dziecko. Jeżeli zdrowie i (niestety poruszone tutaj) warunki ekonomiczne pozwolą, oboje z mężem zamierzamy mieć więcej dzieci. Tylko powiedzmy sobie szczerze – plany planami, życie życiem. Nie wiadomo co przyniesie. U moich rodziców po prostu się nie udało, żałują do dziś. Ja też. Mąż na dwóch braci, ale kontaktu brak, jednak kto wie, może z czasem ulegnie to zmianie? Wydaje mi się, że jedynacy wiele tracą i niejednokrotnie faktycznie mają większy problem z przystosowaniem do otoczenia. Chociaż to na pewno nie jest reguła.
Z perspektywy, ktorej nikt na.pewni by nie planował-moi rodzice po pelnych nirnawisci 20 latach małżeństwa są rozwiedzeni i nadal nie moga na siebie patrzeć. Oboje z bratem mamy z rodzicami calkiem dobry kontakt,ale uważam że bez siebie nawzajem nie udalo by nam sie „wyjsc calo”z tej rodziny. Teraz mamy juz swoje rodziny,trzymamy sie bardzo blisko, śmieję sie że to moj maz ma szwagra a nie ja brata, ale prawda jest taka że w ogien dla niego skoczę,a zonglerka rodzicami w pojedynkę bylaby niewykonalna. Oczywiście,ze nie planuje fundowac.moim córom takich atrakcji,ale cieszę sie że maja siebie nawzajem
PS brat sprzedal mieszkanie,wykancza dom-do czasu wprowadzenia mieszka u nas-niecale 100 metrow, 8 os- 4 dzieci:3m,16m,23m i 6latka…musimy sie kochać 🙂